Archiwum dla Lipiec, 2013

Znany na całym świecie raper Earl „DMX” Simmons poinformował, że został ordynowany na diakona w kościele w amerykańskim stanie Arizona.

Rapper-DMX-001

Simmons w swym życiu miewał problemy między innymi z prawem i narkotykami. Teraz przyznaje, że potrzebuje przejść jeszcze pewne zmiany zanim zacznie głosić Słowo Boże ze sceny.

„Przeczytałem całą Biblię. Zostałem diakonem w kościele, do którego chodziłem – Morning Star. Chciałbym wygłosić moje pierwsze kazanie tam albo w moim rodzinnym mieście Yonkers. Największym krokiem nie jest studiowanie i czytanie, ale zmiana życia. Trzeba pragnąć tej zmiany i jej dokonać, bo jeśli nadal chcesz pić albo palić, to możesz czytać nie wiadomo ile, a jednak nie będzie to oznaczało, że jesteś gotowy – mówi DMX”.

Raper dodaje:

„Cieszę się prostymi rzeczami. Jestem wdzięczny za błogosławieństwa, jakie Bóg mi dał. Cieszę się z dzieci, zmieniam się”.

11 września Simmons wydał swój siódmy studyjny album pt. „Undisputed”. Zysk z jego sprzedaży postanowił przekazać ofiarom ataku terrorystycznego na Nowy Jork i Waszyngton sprzed 11 lat.

Raper wyjawił również, że już wkrótce nagra płytę w stylu gospel.

http://www.chn24.pl/wiat/news/2707-znany-raper-dmx-zostaem-diakonem-w-kociele.html

Kiedy spotkałem się z Melem Gibsonem, aby wstępnie porozmawiać, powiedziałem do niego: „Chcesz, abym zagrał Jezusa, prawda?”. A on na to: „No… tak”. Następnego dnia zadzwonił i trzykrotnie próbował mi to jednak wyperswadować. A ja mówię: „Ale Mel, dlaczego starasz się mnie od tego odwieść?”. Odpowiedział: „Bo to może być koniec twojej kariery. To może być też koniec mojej kariery, i wszystkich, którzy się do tego zabiorą. Czy ty rozumiesz, co ja chcę z tym filmem zrobić?”.

caviezelRozmowa z Jamesem Caviezelem  („Cienka czerwona linia”) – aktorem, odtwórcą roli Chrystusa w filmie „Pasja” Mela Gibsona

Thomas Szyszkiewicz: – Jak to jest grać swojego Pana i Mistrza?

James Caviezel: – Z jednej strony jestem tym zaszczycony; ale z drugiej zastanawiam się: Dlaczego wybrałeś właśnie mnie, Panie, mnie, takiego grzesznika? Ale ponieważ zostałem wybrany, próbowałem koncentrować się raczej na wyrażaniu wdzięczności za ten fakt.  Myślę, że ludzie nie rozumieją tego, iż właściwie cały czas podczas realizacji filmu czułem się bardzo niezręcznie. Kiedy skończyliśmy nagrywanie, naprawdę się ucieszyłem. Było to bowiem bardzo trudne do zniesienia. Na koniec robiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcia – objąłem Mela ramieniem, a on mnie i powiedział: „Och, prawie skończyliśmy”, i nagle poczułem, jak zaczął cały drżeć, spuścił głowę i się rozpłakał. Może ludzie źle to odbiorą, ale ja wcale tak się nie czułem, bo to wszystko było mi już obojętne. Mnie po prostu wszystko straszliwie bolało.

-Czy czuł Pan, że zaczyna myśleć tak jak Chrystus, tak jak to opisuje św. Paweł?

– Modliłem się raczej, żeby ludzie nie widzieli mnie, ale Jezusa, jako że jedyną moją motywacją, by grać w tym filmie, było pragnienie, aby świat się nawrócił. I bezustannie odmawiałem Różaniec, żeby Matka Boża prowadziła mnie do swojego Syna.  Nikt, i mówię to z całym przekonaniem, nikt dotąd nie przedstawił Męki Chrystusa w ten sposób. Według mnie, jest to najbardziej autentyczna wersja, jaka dotąd została zrealizowana. Podobno około 2 milionów ludzi ma zobaczyć ten film.  Ale żaden z nas nie robił tego dla pieniędzy, to było naprawdę z miłości. Nic mi za to nie zapłacono, Mel też nie dostał pieniędzy. Wszyscy ofiarowali swój czas za darmo – bo robili to z miłości.

– Naprawdę? Nikt nie dostał ani grosza?

– Naprawdę. Jeśli film coś zarobi, to wówczas dostaniemy swoją część. Ale tak się robi większość filmów.  Mam przeczucie, że „Pasja” to najwspanialszy film, jaki kiedykolwiek zrealizowano, ale według mnie to jest coś więcej niż tylko film. Kiedy się go ogląda, nie można nie postawić pytania: Czy to jest film, czy też medytacja?

– Patrząc na swój dorobek filmowy, nie zadaje Pan sobie czasem pytania: Czy naprawdę powinienem był zagrać w tym lub tamtym filmie?

– Zadaję sobie takie pytanie w przypadku każdego filmu.

– Nawet w przypadku „Pasji”?

– Nie, jestem całkowicie przekonany, że w tym filmie miałem zagrać, nawet jeśliby miał on być ostatnim. Kiedy spotkałem się z Melem Gibsonem, aby wstępnie porozmawiać, powiedziałem do niego: „Chcesz, abym zagrał Jezusa, prawda?”. A on na to: „No… tak”. Następnego dnia zadzwonił i trzykrotnie próbował mi to jednak wyperswadować. A ja mówię: „Ale Mel, dlaczego starasz się mnie od tego odwieść?”. Odpowiedział: „Bo to może być koniec twojej kariery. To może być też koniec mojej kariery, i wszystkich, którzy się do tego zabiorą. Czy ty rozumiesz, co ja chcę z tym filmem zrobić?”. I ja mu wtedy powiedziałem: „Słuchaj, to jest tak: każdy z nas jest wezwany do niesienia swojego krzyża. Jeśli go nie będziesz nieść, to ten krzyż cię przygniecie i zmiażdży. Moja ostateczna odpowiedź brzmi: tak, zagram Jezusa”. I tak to było.

jezus i weronika– Na pewno nie była to wygodna rola do grania…

– Może jeślibyśmy kręcili film w studiu, a nie w warunkach naturalnych na zboczu góry, mniej bym się namęczył. Ale gdybym nie wycierpiał tego, co było mi dane wycierpieć, nigdy nie byłbym w stanie właśnie tak zagrać sceny ukrzyżowania. W pewnych momentach czułem się dokładnie tak, jakbym miał za chwilę umrzeć na krzyżu.

– Rzeczywiście wydawało się Panu, że może Pan umrzeć?

– Tak. Na krzyżu lodowaciałem z zimna, dwa tygodnie hipotermii dzień w dzień. W ogóle nie czułem ramion i trząsłem się straszliwie, nie do opanowania. Gdy mnie umieszczono na krzyżu, myślałem, że umrę z bólu, tak mnie bolały barki i ramiona, tym bardziej, że wybiłem sobie bark podczas niesienia krzyża. Dwa razy dosięgły mnie smagnięcia podczas biczowania i wiele razy dostałem biczami podczas samego niesienia krzyża. Nie byłem w stanie nawet upuścić krzyża, gdy już nie miałem siły, bo był tak ciężki. (…) Każdego dnia działo się coś nowego, a nie tak jak to bywa, że ma się przerwę po treningu. Wstawałem o drugiej w nocy, żeby charakteryzatorzy zdążyli na rano. Osiem godzin charakteryzacji, w ciągu dnia znów dodatkowe dwie godziny charakteryzacji, a potem wieczorem, żeby wszystko zmyć z siebie, następne dwie godziny.

– To znaczy, że 12 godzin dziennie zajmowała tylko sama charakteryzacja?

– Tak, tyle trwała charakteryzacja, ale oprócz tego trzeba było to utrzymać na ciele – tysiące różnych chemikaliów itd. Czasami okazywało się, iż nie miałem zdjęć danego dnia mimo ucharakteryzowania. Wtedy przysypywano mnie talkiem, okręcano ręcznikiem i tak szedłem spać. A swędzi to okropnie. To tak jak po spieczeniu na słońcu, w ogóle nie można spać. A w czasie charakteryzacji, podczas tych porannych godzin, nie można było odpocząć, bo musiałem stać z rozkrzyżowanymi ramionami i kiedy przysypiałem na stojąco, to mnie od razu charakteryzatorzy przywoływali do porządku. Mogłem to wytrzymać tylko dzięki temu, że w tym czasie odmawiałem Różaniec. Głowa mi pękała, bo widziałem tylko na lewe oko. Skurcze w szyi chwytały bezustannie. Ostatniego dnia kręciliśmy scenę Kazania na Górze i uderzył we mnie piorun. Ludzie krzyczeli, bo włosy mi stanęły dęba. A ci, którzy tam byli, mówili, że nie widzieli pioruna, ale widzieli, jak ja cały zostałem ogarnięty światłem. Porażenie elektryczne dotknęło jednak tylko mojej głowy, ale nie doszło do serca.

– Cała realizacja filmu brzmi jak głębokie doświadczenie duchowe…

– Zanim rozpoczęliśmy zdjęcia do filmu, powiedziałem Melowi: „Musimy codziennie uczestniczyć we Mszy św. Zanim wezmę ten krzyż, zanim wejdziemy na plan, ja muszę mieć Najświętszą Eucharystię w sobie”.  I codziennie przystępowałem do spowiedzi św. Ktoś kiedyś powiedział, że najgorsze grzechy to grzechy zaniedbania. I to jestem właśnie ja – nie kocham wystarczająco. Poprosiłem o różne relikwie i wszystkie dostałem, i wszystkie miałem cały czas w swojej przepasce biodrowej: św. Franciszka z Asyżu, św. Marii Goretti, św. Antoniego z Padwy, św. o. Pio i nawet Anny Katarzyny Emmerich, jak również dwie cząstki prawdziwego Krzyża Świętego.

– A jaka była atmosfera na planie w porównaniu z innymi Pana filmami?

– Prawdę mówiąc, miałem szczęście współpracować z doskonałymi ekipami przy wielu produkcjach. Ale mimo wszystko, proszę powiedzieć, jak często jest odprawiana Msza św. na planie przed rozpoczęciem zdjęć? Albo czy zdarza się, że można kogoś z ekipy wziąć pod rękę i powiedzieć: „Hej Mel, może byśmy dzisiaj w czasie przerwy obiadowej odmówili wspólnie Różaniec?”. Czasem spacerowałem z Melem, a ludzie myśleli, że ucinaliśmy sobie pogawędki, czekając, aż kamerzyści będą gotowi, a tu proszę, wspólna dziesiątka Różańca. Myśleli: „Muszą sobie dokładnie przedyskutować tę scenę”, a nikt nie wpadł na pomysł, że my się po prostu modlimy…

pasja_002– Czyli było inaczej aniżeli na planach innych filmów?

– Oczywiście. Ale tak musiało być. To wszystko to była po prostu nieodłączna część realizacji filmu. Powiedziałem: „Mel, musimy uważać na słowa. Nie chcę przeklinać czy się złościć, gdy mam grać Chrystusa”. Więc w większości wypadków po prostu milkłem i zaczynałem się modlić. Nieustannie odmawiałem Różaniec albo medytowałem nad liturgicznymi czytaniami z danego dnia. To była część procesu. Tak samo spowiedź św.  Pamiętam, że pewnego dnia byłem wściekły podczas charakteryzacji, byłem wykończony i już nie miałem siły. Wstałem i powiedziałem: „Nie, już nie mogę tego znieść!”, i walnąłem głową w ścianę. „Ludzie! Czuję się bardziej jak Lucyfer, a nie jak Jezus!”. A zebranym dookoła charakteryzatorom powiedziałem: „Jeśli to moje zachowanie może mieć zły wpływ na wasze nawracanie się, to po prostu patrzcie na mnie jak na osobę w czasie ataku szatana”. Czasem już nie mogłem. Podobnie było z Melem. Jakieś dwa miesiące po rozpoczęciu zdjęć obaj zachorowaliśmy na jakąś dziwną chorobę płuc; można by pomyśleć – nic tylko SARS. Myślałem też, że to może mononukleoza. A lekarz stwierdził: „To jakaś forma zapalenia płuc, która chce się usilnie dostać do płuc, ale na razie jest poza płucami i dlatego tak bardzo boli cię kręgosłup i całe ciało”.

– Jest Pan głęboko wierzącym katolikiem, aktorem. Czy wielu jest wierzących, którzy chcieliby robić to, co Pan? Czy w Hollywood jest miejsce dla katolików?

– Duch Święty każdego prowadzi inaczej, trzeba Mu być posłusznym. Ja nie miałem najmniejszego pojęcia o tym, co mogę osiągnąć. Wiele razy byłem wystawiany na próby duchowe, jeśli chodzi o przyjęcie jakiejś roli, która mogłaby mi zapewnić sukces. Jednak wiedziałem, jaka jest moja wiara i że tego nie zmienię, że się nie zaprzedam, bo to jestem ja. To jest moja dusza. Tu w Hollywood jest wielu katolików, którzy według mnie nie wierzyli, że wiara ich może zaprowadzić tam, gdzie chcieli być. A ja odkryłem, że Matka Boża zaprowadzi Cię o wiele dalej, aniżeli mogłeś sobie nawet wyobrazić. Myślałem sobie: Ale fajnie! Jestem w „Cienkiej Czerwonej Linii”! Hurra! Pracować z jednym z najlepszych reżyserów na świecie. Już Pan Bóg czegoś lepszego ofiarować mi nie może. A Pan Bóg przyszedł do mnie i powiedział: „Czy zechciałbyś zagrać mojego Syna?!”. (…)

– Wspomniał Pan o cierpieniu, o rzeczywistym bólu w trakcie kręcenia „Pasji”.

– Tak, cierpienie do granic możliwości, a zarazem wewnętrzne poczucie, że jednak jest się w stanie to znieść. Marzłem na krzyżu, nie czułem ramion i gdy krzyczałem „Eli, Eli lema sabachtani?”, myślałem sobie: „Wygląda na to, Panie, że jest Ci zupełnie obojętne, czy my ten film zrobimy czy nie, czy zaraz się ten krzyż przewróci i potoczy się tysiąc metrów w dół tym stromym zboczem czy nie. Wcale Cię to nie interesuje”. I właśnie to wykrzyczałem, bo tak mnie strasznie bolało. I po tym ciężkim dniu Mel przegląda ujęcia i mówi: „No, cóż, musimy całą tę scenę zrobić jeszcze raz”. A ja: „Ale dlaczego? Dlaczego? Przecież to było świetne!”. A Mel na to: „Bo krzyż się rusza w tę i z powrotem. Jeżeli widać, że się krzyż rusza, to uwaga widza będzie skupiona na tym, że się krzyż rusza, a nie na Tobie. Musimy to zrobić jeszcze raz”. Pomyślałem sobie: „O, nie…”. Dobiło mnie to. Ale Mel dalej: „Teraz widzę, jak można lepiej to ująć, pod jakim kątem itd., bardziej interesująco”. A ja nic, tylko w myślach: „Nie, nie, ja naprawdę nie chcę już tego robić”. Ale trzeba się było przemóc…  Rozmawiałem kiedyś z moim kolegą, który zdobył złoty medal na 800 m. Powiedziałem mu: „Ja przed zawodami w szkole średniej tak byłem przejęty, że nic nie mogłem jeść”. A on: „To normalne”. Ja na to: „Ale często miałem też taką pokusę w trakcie biegu, żeby się potknąć, przewrócić i potem powiedzieć, mogłem wygrać, ale się przewróciłem, niestety”. A mój kolega odpowiedział wtedy: „Właśnie w trakcie tego biegu, gdy zdobyłem złoto, taki mnie ból chwycił, że myślałem, że stanę i już sobie odpuszczę, ale gdybym to zrobił właśnie wtedy, to nigdy bym nie zdobył złotego medalu”.

– Podobnie w życiu chrześcijanina…

– Właśnie. I tak też było w czasie kręcenia tego filmu, i tak jest w całym biznesie filmowym. Ten, kto wytrwa, kto wycierpi najwięcej, najwięcej osiągnie. Szatan ci czasem mówi: „Hej, hej, za dużo pracujesz”, i zaczyna ci kadzić, jaki to jesteś utalentowany, jak wiele możesz sam. Wkrótce przestajesz służyć Panu Bogu i wtedy twoja praca staje się zupełnie bez znaczenia. Jestem przekonany, że cała moja kariera, że wszystko jest darem od Pana. To tak jak z rolnikiem. Codziennie wychodzi na pole, pracuje wytrwale, ale równocześnie modli się i prosi: Panie, ześlij deszcz, ale nie za dużo, Panie, daj słońce, ale nie za dużo. I on wie, że nie ma nad tymi rzeczami żadnej, absolutnie żadnej kontroli. A złe siły ci podpowiadają: „Masz nad wszystkim władzę, wszystko możesz kontrolować”. A przecież tak nie jest, trzeba się modlić, trzeba się poddać woli Bożej

http://poslaniec.pl/archiwum/61/pl/wydarzenie.php

Seria “ARGUMENTY ZA WIARĄ” ma na celu pokazanie, że chrześcijaństwo i ogólnie wiara w Boga nie jest czymś co wymaga całkowitego wyłączenia myślenia. Cykl ten może nie da niezbitego 100% dowodu na istnienie Boga (nie taki jest jego cel), lecz powinien sprawić, aby przynajmniej niektóre osoby niewierzące zmieniły swoją postawę z bezmyślnego wyśmiewania chrześcijaństwa w założenie, że “być może coś w tym jest”. Z kolei osoby już wierzące być może wzmocnią swoją wiarę po kolejnych wpisach z tej serii.

* * *

Poniżej zostały przedstawione przykłady świętych, których ciała nie ulegają rozkładowi.

UWAGA -Ktoś może powiedzieć, że rozkładowi można zapobiec np poprzez mumifikacje, balsamowanie, lub umieszczenia ciała w sprzyjających warunkach (odpowiednia temperatura, wilgotność, ruch powietrza i inne). To wszystko jest prawdą i w taki sposób można wytłumaczyć wiele lub większość przypadków świętych. Poniżej jednak zostały podane przykłady tych osób, których nie można w żaden naturalny sposób wytłumaczyć. Mamy pewność, że ich ciała nie były w żaden sposób balsamowane czy umieszczone w warunkach powstrzymujących rozkład.

Św. Andrzej Bobola

BobolaZmarły w 1657 r. polski jezuita. W trakcie powstania Chmielnickiego trafił w ręce Kozaków, którzy w rzeźni poddali go okrutnym torturom. Zwyrodnialcy obcięli mu uszy, wargi, nos i wydłubali jedno oko. W niektórych miejscach zdarli także z niego skórę i pozostawali otwarte rany. Zmasakrowane ciało Boboli zostało złożone w zawilgoconej ziemi, pełnej innych rozkładających się zwłok.

Pochówek okaleczonych zwłok duchownego wśród innych szczątków, powinien przyśpieszyć rozkład. Tymczasem stało się inaczej (Bobola leżał w ziemi 40 lat) W trakcie jednej z ekshumacji, do której doszło w 1917 r. okazało się, że jego ciało wciąż nie uległo procesom gnilnym i zachowało się w dobrym stanie.

W 1922 r. żołnierze Armii Czerwonej wykradli zwłoki Boboli. Sowieccy naukowcy próbowali zgłębić ich tajemnicę i dowiedzieć się, co sprawiło, że mimo wielu lat nie uległy rozkładowi. Żadne medyczne uzasadnienia nie pasowały jednak do tego przypadku. Dzięki działaniom papieża, ciało zostało zwrócone w 1923 r.

Lekarze, którzy prowadzili badania nie potrafią w żaden sposób wyjaśnić, dlaczego w warunkach, które sprzyjają rozkładowi, zwłoki Andrzeja Boboli – zachowały się.

http://katalogi.pl/220195-ponad-sto-cia%C5%82-%C5%9Bwi%C4%99tych-i-b%C5%82ogos%C5%82awionych-nie-poddaje-si%C4%99-procesom-rozk%C5%82adu..html

………………………………

Św. Silvan

Jeden ze świętych, o którym nie wiadomo dziś wiele. Pewne jest, że umarł ok. IV wieku. Na jego szyi widoczne są ślady cięcia. Św. Silvan umarł śmiercią męczeńską i prawdopodobnie był duchownym. Jego zwłoki znajdują się w jednym z kościołów w Dubrowniku w Chorwacji. Biorąc pod uwagę fakt, że mają ponad 1600 lat, zachowały się w stanie znakomitym.

……………………………..

Św. Aniela Merici

aniela4Pochowano ją w kościele św. Afry, gdzie do dnia dzisiejszego spoczywa w kryształowej trumnie na ołtarzu poświęconym jej czci. Ciało św. Anieli kilkakrotnie w ciągu wieków było ekshumowane i ku wielkiemu zdumieniu świadków, zawsze znajdowane było w stanie nienaruszonym, nie uległo rozkładowi, cały czas zachowywało elastyczność.

Ostatnią ekshumację przeprowadzono 28 maja 1907 roku. Po szczegółowych badaniach sporządzono raport, w którym czytamy: „…gdy czcigodne szczątki św. Anieli Merici wyjęte zostały z urny, ciało prezentowało się zachwycająco dobrze zachowane i nienaruszone, bez pomocy żadnych chemicznych środków konserwujących…”. Dzisiaj jej ciało pociemniało, ale nadal jest w bardzo dobrym stanie.

O zwłoki Anieli spierali się kanonicy z Brescia i kanonicy regularni z Afra, i dla tego ciało przez 30 dni było nie pogrzebione; jednakże pozostało nie stęgłe i jakby żywe.

http://www.urszulanki-gandino.pl/service4.aspx

……………………………………..

Św. Jozafat Kuncewicz – wrzucony do rzeki 

Szczególne przypadki dotyczą ciał, które przez dłuższy czas pozostawione były na działanie powietrza lub wody, które normalnie powodują dużo szybszy rozkład. Taka sytuacja odnosi się do urodzonego na Wołyniu św. Jozafata Kuncewicza (1580-1623), zamordowanego toporem przez prawosławnych mieszkańców Witebska. Po śmierci został on wrzucony do rzeki, a jednak jego ciało pozostało nienaruszone przez 5 lat od śmierci. Co więcej, 27 lat po niej z rany na głowie wyciekła mu krew.

http://www.pch24.pl/swieci-niezniszczalni–nawet-po-smierci,7106,i.html

……………………………………..

Św. Bernadetta

sw_BernadettaCiało św. Bernadety, zmarłej w 1879 r., wystawione jest w klasztorze w Nevers we Francji. Podczas trzeciej ekshumacji twarz i dłonie świętej pokryto woskiem, a zwłoki wystawiono w szklanej trumnie. Obecny przy tym dr Comte stwierdził, że jej ciało było „nietknięte (nienaruszone), w ogóle nie uległo procesom gnicia i rozkładu, które są czymś normalnym po tak długim pobycie w grobie wykopanym w ziemi”. W piśmie medycznym zaś pisał: „To, co mnie tak naprawdę uderzyło podczas badań, to doskonale zachowany szkielet, wszystkie wiązania, skóra, a także elastyczność i jędrność muskułów. To, co mnie przede wszystkim zadziwiło, to stan wątroby, po 46 latach od śmierci. Ten organ, tak przecież kruchy i delikatny, powinien bardzo szybko ulec rozpadowi albo zwapnieniu i stać się twardy. Tymczasem przecinając go (aby pobrać relikwie), odkryłem, że posiada konsystencję elastyczną, normalną. Natychmiast pokazałem to asystentom, mówiąc im, że ten fakt nie wydaje się być w porządku naturalnym”.

Po zdjęciu pierwszy raz wieka, ukazał się ludziom zdumiewający i szokujący widok idealnie zachowanego ciała Bernadety, chociaż jej habit jest zmurszały i mokry. Z jej twarzy promieniowało dziewicze piękno, oczy ma zamknięte, jakby była pogrążona w spokojnym śnie, usta nieco rozchylone. Głowa lekko przechylona na lewo. Skóra była w idealnym stanie i przylegała do mięśni. Ręce złożone na piersi i owinięte różańcem, który już mocno pordzewiał. Pod skórą można zobaczyć zarys żył. Paznokcie u rąk i nóg są również w doskonałym stanie.

Więcej ciekawych informacji o okolicznościach śmierci, pochówku czy ekshumacji pod poniższym linkiem.

http://adonai.pl/cuda/?id=2

…………………………….

Inne

# W wielu przypadkach ciała były przechowywane w dużej wilgoci. To przypadek św. Teresy z Ávili (1515- 1582) odnalezionej w zgniłej trumnie i ubraniu pokrytym ziemią. Jej ciało wydzielające zapach, którym święta otoczona było za życia, pozostało nienaruszone.

# Ciało św. Katarzyny Bolońskiej 12 lat po śmierci było tak giętkie, że posadzono ją na tronie. Siedzi na nim od ponad 500 lat. W szklanej gablocie umieszczono ją dopiero w 1953 r., pokrywając twarz warstwą wosku.

# Zachowanie od rozkładu ciał świętych próbowano wytłumaczyć racjonalnie warunkami klimatycznymi, właściwościami gleby, w której złożono trumny albo podejrzewano o balsamowanie. Ale w przypadku tych świętych, które opisała Joan Carrol Cruz w książce „Niezniszczalni”, to się nie sprawdza. Ich zwłoki nie były balsamowane. Czasem były grzebane bez trumny, wprost w ziemi, jak św. Katarzyny Bolońskiej czy św. Pacyfika z San Severino.

# Bywało, że z powodu żądań ludu nie od razu grzebano zwłoki osób umarłych w opinii świętości, jak np. św. Bernardyna ze Sieny, pochowanego dopiero 26 dni po śmierci, czy św. Anieli Merici – 30 dni od zgonu.

# Ciało św. Kolomana było przez dłuższy czas zawieszone na drzewie.

# W przypadku trzech świętych: Franciszka Salezego, Jana od Krzyża i Pascala Baylona próbowano celowo – i całkowicie bezskutecznie – przyspieszyć rozkład ciał przez posypanie wapnem, by móc „bardziej higienicznie” przetransportować same kości lub oszczędzić wiernym „gorszącego” odoru.

*

Według Kościoła tylko te zakonserwowane przez długi czas i niepoddane sztucznym procesom mogą przejść proces uznania za cudownie zachowane. Warto dodać, że warunek ten nie jest konieczny do kanonizacji. Kościół podchodzi do sprawy bardzo ostrożnie. Czytanie takich i podobnych opisów, podobnie jak oglądanie za szklaną szybą wysuszonych, poczerniałych szczątków świętych, jednych przyprawia o mdłości, innych pobudza do oddawania większej czci. Jest jednak argumentem nadprzyrodzoności. – Jest łaską bożą niewytłumaczalne zachowanie ciał świętych, ale jego celu nie potrafimy wyjaśnić. My inaczej rozumujemy niż Bóg, który zna potrzeby Kościoła – przyznaje z pokorą o. Stefan Ryłko, promotor w wielu procesach kanonizacyjnych.

Uwaga: Do świętości – jak zostało wspomniane – ciała nie trzeba. Tylko raz Kościół uznał zachowanie ciała za cud potrzebny do beatyfikacji. Chodzi o św. Andrzeja Bobolę, torturowanego i zamordowanego w niezwykle bestialski sposób przez Kozaków w 1657 r

Opracowano min. na podstawie:

http://www.rp.pl/artykul/944409.html?print=tak&p=0 http://adonai.pl/cuda/?id=54

http://adonai.pl/cuda/?id=54

Angielski konstruktor, matematyk i astronom. Ten zwany „ojcem programistów” uczony jest autorem tablic logarytmicznych, maszyny różnicowej i analitycznej, która posłużyła późniejszym twórcom (m.in. Johnowi von Neumannowi) do opracowania dzisiejszych komputerów. Był on także gorliwym chrześcijaninem. Babbage silnie bronił wiarygodności Bożych cudów w erze, kiedy nauka odchodziła od chrześcijańskiego spojrzenia na świat. Uważał on, iż Wszechświat jest tak naprawdę wielkim zbiorem obliczeń, za którymi stoi Bóg, cuda zaś są operacjami logicznymi.

200px-CharlesBabbageBabbage był min. autorem „the ninth Bridgewater treatise” (Lawson, 2005). Tekst ten został zaprezentowany przez Royal Society w Anglii. Naukowiec w tekście tym dokonał pewnych obliczeń: użył wieku Ziemi (przyjmując 6000 lat), średnią ilość lat pomiędzy pokoleniami (30) i szacowane wskaźniki ludności aby obliczyć ilu ludzi żyło na przestrzeni dziejów. Przez cały ten czas tylko jedna osoba (Chrystus) została ukrzyżowana, zmarła, została pogrzebana i zmartwychwstała. Statystycznie Babbage pokazał że prawdopodobieństwo tego wynosi 1 do 100 000 000 000. Używając ten szacunek i udokumentowane, spisane Słowo, Babbage powiedział niewierzącym naukowcom, że musieliby być zdolni do formalnego udokumentowania, że Chrystus nie zmartwychwstał. Naukowcy nie byli w stanie tego dokonać (Lawson 2005). Istotą jego obliczeń była zdolność, że cud mógł się zdarzyć, podczas gdy naukowcy musieli ciągle udowodnić, że zmartwychwstania nie było. Babbage wiedział, że niewierzący nie mogli wskazać na nieprawdziwość cudu, gdyż nie byli w stanie wciąż dokonać żadnych matematycznych obliczeń, aby poprzeć swoją niewiarę.

Biorąc pod uwagę wszystkie osiągnięcia naukowe Charles’a Babbage, które na wstępie zostały przedstawione w ogromnym skrócie, można z całą pewnością stwierdzić, że był on wielkim wynalazcą. Co jednak ważniejsze był on osobą, która żyjąc w niesprzyjającym otoczeniu, nie bała się bronić racjonalności wiary w Boga i prawdziwości Biblii. Dzięki Guttenbergowi ludzie dostali szerszy dostęp do Słowa Bożego. To samo zrobił Babbage tworząc podwaliny pod powstanie komputera, a co za tym idzie Słowa Bożego w formie cyfrowej. Łącząc matematykę i teologię, Babbage podtrzymywał opinię, podpartą analizą statystyczną, ze cuda takie jak np. zmartwychwstanie Chrystusa są bardziej prawdopodobne niż założenia naukowców.

Czym są cuda? Charles Bababge powiedział w „the nith Bridgewater treatise:

„Cuda nie są złamaniem istniejących praw (mając na myśli to co człowiek określa jako prawo), lecz wskazują na istnienie dużo wyższych praw (mając na myśli prawa Boże).” (Lawson 2005).

http://www.hyperhistory.net/apwh/bios/b2babbage-charles.htm

Dlaczego Babbage w powyższym tekście stwierdził, ze Słowo Boże jest udokumentowane i wiarygodne?

Zobacz: np.: https://znanichrzescijanie.wordpress.com/2013/07/26/argumenty-za-wiara-2-dowod-sadowy-na-prawdziwosc-zmartwychwstania/

Blaise Pascal zmarł 19 sierpnia 1662 roku w Paryżu, w domu swojej siostry Gilberte. Miał trzydzieści dziewięć lat. Ostatnie słowa, jakie wymówił dwadzieścia cztery godziny przed śmiercią, zanim rozpoczęła się agonia, brzmiały: „Oby Bóg mnie nigdy nie opuścił”. Według oceny współczesnego krytyka, Pascal jest jednym z największych geniuszy, którzy kiedykolwiek żyli – napisał w 1962 roku Dolf Sternberger w eseju noszącym tytuł Śmierć Pascala. Inni oddali cześć myślicielowi, określając go jako „pierwszego nowoczesnego człowieka”, gdyż „zasadniczym tematem swojej – filozofii i uczynił nierozwiązywalny konflikt pomiędzy wiedzą a wiarą, pomiędzy rozsądkiem a decyzją, pomiędzy zbadaniem a przyzwyczajeniem”. W czasie swojego krótkiego życia udzielał się jako matematyk, fizyk, wynalazca, filozof i teolog. Jako „matematyczne cudowne dziecko” w wieku szesnastu lat napisał słynną rozprawę o przekroju stożka, a następnie wynalazł maszynę liczącą. Podobnie jego wynalazkiem jest rachunek prawdopodobieństwa.

pascalOd lat młodości, a na pewno od dwudziestego roku życia, genialny Francuz borykał się z nieuleczalną chorobą, która towarzyszyła mu aż do śmierci. Po zgonie ojca rodzina Pascalów przeżyła głęboką odnowę religijną. Jego siostra, Jacqueline, wstąpiła do klasztoru Cysterek w Port Royal, który był centrum jansenizmu, rygorystycznego ruchu teologiczno-duchowego potępionego wkrótce w nauczaniu Kościoła katolickiego. Przeżyte w nocy 23 listopada 1654 roku głębokie doświadczenie mistyczne zasadniczo przemieniło życie Pascala. W ostrożnych słowach opisał swoje przeżycie, zapisując je na skrawku papieru, który zaszył następnie pod podszewką surduta. Dopiero po jego śmierci odnaleziono ten „memoriał”. Odtąd jego działalność coraz bardziej związana była z polem religijnym, chociaż w 1656 roku ponownie swoje zainteresowania zwrócił ku naukom przyrodniczym.

Rozpoczął pracę nad tworzeniem „Apologii religii chrześcijańskiej”, którą opublikowano dopiero osiem lat po jego śmierci pod tytułem Pensées – Myśli. Jest to zbiór fragmentarycznych wywodów, które nie utraciły nic z siły swojej fascynacji dla wierzących chrześcijan, a także dla wielu niewierzących we Francji i na całym świecie. Pascal zdawał sobie sprawę, że jemu współcześni nie ugną się po prostu przed autorytetami teologicznymi. Dlatego zamierzał – tak zauważył Iring Fetscher – bronić chrześcijaństwa przed sceptykami argumentami rozumu i uzasadnić jego użyteczność przeciwko stoikom, którzy uważali, że można się obyć bez religii. Przeczytać można o tym w jego Myślach:

„Człowiek jest tylko trzciną, najwątlejszą w przyrodzie, ale trzciną myślącą. Nie potrzeba, by cały wszechświat uzbroił się, aby go zmiażdżyć. (…) Cała nasza godność spoczywa tedy w myśli. Z niej trzeba nam się wywodzić, a nie z przestrzeni i czasu, których nie umielibyśmy zapełnić. Silmy się tedy dobrze myśleć: oto zasada moralna”.

W Myślach znajduje się także znany „argument zakładu”. Opisano w nim, jak po wielu uprzednich rozmowach zdecydowanie wierzący katolik proponuje swojemu niewierzącemu jeszcze rozmówcy, aby wyobraził sobie sytuację tych ludzi, którzy przed nim przyjęli wiarę, działając tak, jak gdyby już uwierzyli, czyli używając wody święconej, uczestnicząc we mszy świętej itd. To w naturalny sposób przybliży niewierzącego do wiary i nauczy prostoty. Nie wiąże się z tym żadna ironia. Wiarę i życie Pascala cechowała głęboka powaga. Jego choroba naznaczyła go tak bardzo, że oświadczył, iż chorowanie jest „naturalnym stanem chrześcijanina”. Ten radykalizm oddalił go od większości współczesnych mu chrześcijan, lecz za to mistycznymi więzami połączył z samotnym Chrystusem na Górze Oliwnej w otoczeniu śpiących uczniów. Człowiek był dla niego nie zwierzęciem, czy aniłoem, ale myślącą trzciną, której życie w równym stopniu cechuje wielkość i nędza.

Leksykon teologii katolickiej w zwięzłych słowach sławi genialnego człowieka i radykalnego chrześcijanina, ujmując to w następujących stwierdzeniach:

„Żył w ciągłym konflikcie pomiędzy dumą i pokorą, skłonnością do nauki i odrzuceniem wszelkiej wiedzy, duchem badacza i miłością do Boga. Wraz z narastającym przez ostatnie piętnaście lat cierpieniem coraz bardziej wzrastał w miłości. Nie jest teoretykiem, lecz świadkiem. Jego styl pisarski łączy jasność i precyzję z poezją, osiągając szczyt języka francuskiego”.

To nie do „boga filozofów”, lecz do „Boga Abrahama i Jezusa Chrystusa. odnoszą się ostatnie słowa umierającego filozofa i radykalnego chrześcijanina rozbrzmiewające prośbą: „Oby Bóg mnie nie opuścił!”. Na krótko przed śmiercią zwrócił się do swojej siostry Gilberte:

„Napełnia mnie bólem i niepokojem świadomość, że korzystam z tak dobrej pomocy, podczas gdy niezliczeni ubodzy, którym wiedzie się dużo gorzej ode mnie, pozbawieni są rzeczy najkonieczniejszych”.

Pragnął „umrzeć w towarzystwie ubogich”, a więc zostać przeniesionym do szpitala dla nieuleczalnie chorych. Lekarze odrzucili tę prośbę jako zbyt niebezpieczną.

http://www.katolik.pl/sztuka-umierania,1626,812,cz.html?idr=597

————————-

W listopadzie 1654 roku Pascal stał się prawdopodobnie jednym z uczestników wypadku na moście Neuilly-sur-Seine, gdzie konie prowadzące karetę przeskoczyły barierę, niemalże pociągając za sobą do rzeki pojazd. Szczęśliwie wodze pękły i kareta zawisła na krawędzi mostu, pozwalając pasażerom na wyjście z niebezpiecznej sytuacji bez szwanku. Wrażliwy filozof jednak, przerażony bliskością śmierci, zemdlał i przez pewien czas pozbawiony był świadomości. Piętnaście dni później, 23 listopada pomiędzy 10:30 a 12:30 w nocy doświadczył wizji religijnej, której treść natychmiast zapisał w krótkiej notatce, zaczynającej się słowami: „Ogień. Bóg Abrahama, Bóg Izaaka, Bóg Jakuba, a nie filozofów i uczonych…” i zakończonej cytatem z Księgi Psalmów 119:16: „Nie zapomnę mów twoich. Amen”. Po przeżyciu tym ostrożnie wszył notkę, znaną dziś jako Pamiątka, w swój płaszcz i zawsze przekładał ją do ubrania, które aktualnie miał na sobie; po jego śmierci została ona przypadkiem odnaleziona przez jednego ze służących[. Niektórzy biografowie Pascala kwestionują jednak tezę, jakoby historia z karetą miała doprowadzić go do objawienia opisanego w Pamiątce.

„Pamiątka
w roku łaski 1654,
w poniedziałek 23 listopada, święto Św. Klemensa, Papieża i Męczennika oraz innych Męczenników,
w wigilię św. Chryzogonusa, Męczennika i innych,
od około wpół do jedenastej wieczorem do pół godziny po północy
Ogień!
Boże Abrahama, Boże Izaaka, Boże Jakuba (Wy 3,6; Mt 22,32)
Nie filozofów czy uczonych.
Pewność. Pewność. Uczucie. Radość. Pokój.
Boże Jezusa Chrystusa.
„Twój Boże i mój Boże” (J20,17)
Zapominanie o świecie i wszystkim za wyjątkiem Boga.
Jego możemy znajdywać jedynie na sposoby nauczane w Ewangelii.
Wielkość Ludzkiej Duszy.
„Ojcze sprawiedliwy! Świat Ciebie nie poznał, lecz ja Ciebie poznałem” (J17,25)
Radość, radość, radość, łzy radości.
Oddzieliłem się od Niego.
„Opuścili Mnie, źródło żywej wody” (Jer 2,13)
„Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?” (Mt 27,46)
Niech nie będę oddzielony od Niego wiecznie.
„A to jest życie wieczne: aby znali Ciebie, jedynego prawdziwego Boga, oraz Tego, którego posłałeś, Jezusa Chrystusa” (J17,3)

Jezus Chrystus
Oddzieliłem się od Niego,
Uciekłem od Niego,
Zaparłem się Go,
Ukrzyżowałem Go,
Obym nigdy nie był od Niego oddzielony.
Posiadamy Go tylko przez sposoby opisane W Ewangelii.
Wyrzeczenie się, zupełne i słodkie.
Pełne poddanie Jezusowi Chrystusowi i mojemu przewodnikowi.
Wiecznie w radości za dzienne szkolenie na ziemi.
„Słów Twoich nie zapomnę” (Ps 119,16) Amen

http://chfpn.pl/index/?id=96da2f590cd7246bbde0051047b0d6f7

PASCAL SERCE MA POWODY, KTÓRE ROZUM...

Seria “ARGUMENTY ZA WIARĄ” ma na celu pokazanie, że chrześcijaństwo i ogólnie wiara w Boga nie jest czymś co wymaga całkowitego wyłączenia myślenia. Cykl ten może nie da niezbitego 100% dowodu na istnienie Boga (nie taki jest jego cel), lecz powinien sprawić, aby przynajmniej niektóre osoby niewierzące zmieniły swoją postawę z bezmyślnego wyśmiewania chrześcijaństwa w założenie, że “być może coś w tym jest”. Z kolei osoby już wierzące być może wzmocnią swoją wiarę po kolejnych wpisach z tej serii.

* * *

Czy zmartwychwstanie Chrystusa może być udowodnione poprzez nauki przyrodnicze? Oczywiście nie. Czy w takim razie oznacza to, że nie można go w ogóle udowadniać? Oczywiście nie. Jak można w takim razie sprawdzić wiarygodność wydarzeń opisanych w NT? Wszystkie teksty historyczne można badać i poprzez to badanie, które jest wykorzystywane w sprawach sądowych można dowieść, że wydarzenia ze zmartwychwstaniem Jezusa na czele miały miejsce. Nie potrzeba do tego żadnych obserwacji, eksperymentów czy pomiarów jak to ma miejsce w naukach przyrodniczych. Poniżej zostały przedstawione wypowiedzi autorytetów w dziedzinie sądownictwa, którzy zapoznali się ze wszelkim materiałem możliwym do zbadania, zarówno źródłami biblijnymi jak i pozabiblijnymi.

Lord Caldecote – Przewodniczący Trybunału Anglii.

„Moja wiara rozwinęła się na podstawie tego, co – jak sądzę – jest objawione w Biblii. Zwłaszcza gdy czytałem Nowy Testament – Ewangelie i inne pisma ludzi, którzy byli blisko Jezusa Chrystusa – uznałem, że podają one wystarczające i ścisłe dowody na potwierdzenie przedstawionych w nich faktów (…) Głównym miernikiem prawdziwości twierdzeń Jezusa Chrystusa jest Jego zmartwychwstanie. Zawsze, gdy badałem materiał dowodowy o zmartwychwstaniu, prowadziło mnie to do uwierzenia w nie, jako w fakt pozostający poza wszelką dyskusją„.

*

John Singleton Copley – Minister sprawiedliwości.

240px-JohnSingletonCopleyAnglik, John Singleton Copley, znany także jako Lord Lyndhurst, uznawany jest za jeden z największych autorytetów prawniczych w Wielkiej Brytanii. Był ministrem sprawiedliwości, prokuratorem generalnym, trzy razy sędzią Sądu Najwyższego Anglii i został wybrany na rektora Uniwersytetu w Cambridge – piastując w ten sposób w ciągu swego życia najwyższe urzędy, jakie można nadać sędziemu w Wielkiej Brytanii.

Po śmierci Copleya wśród jego osobistych papierów znaleziono zapiski na temat zmartwychwstania w świetle dowodu prawnego oraz przyczyn, dla których Lord Lyndhurst został chrześcijaninem: „Wiem doskonale, czym jest dowód, i mówię wam, taki dowód, jak ten na zmartwychwstanie, nie został jeszcze obalony”.

Lord Darling, przewodniczący Trybunału Anglii, powiedział kiedyś: „Żaden inteligentny sędzia na świecie nie mógłby nie wydać werdyktu, że historia zmartwychwstania jest prawdziwa”.

*

Dr Simon Greenleaf – Autorytet prawniczy, współtwórca potęgi Uniwersytetu Harvarda.

Z pewnością człowiekiem wysoce utalentowanym w dziedzinie badania świadectw historycznych był dr Simon Greenleaf. Był on sławnym profesorem prawa na Uniwersytecie Harvarda, następcą sędziego Josepha Story’ego. Znalezienie się Harvardzkiej Szkoły Prawa w elitarnej grupie wybitnych szkół prawa w Stanach Zjednoczonych jest rezultatem wysiłku tych dwóch ludzi. Greenleaf napisał trzytomowe dzieło pt. A Treatise on the Law of Evidence (Traktat o prawie dowodowym), które ciągle jest uważane za jedno z największych z dziedziny badania świadectw w całej literaturze dotyczącej procedury prawnej.

Aby ustalić prawdę, Greenleaf przebadał wartość historycznego materiału dowodowego dotyczącego zmartwychwstania Jezusa Chrystusa. Zastosował przy tym metody opisane przez siebie w Traktacie o prawie dowodowym. Swoje odkrycia zapisał w książce: An Examination of the Testimony of the Four Evangelists by the Rules of Evidence Administered in the Courts of Justice (Badanie świadectwa czterech ewangelistów zgodnie z zasadami dowodowymi stosowanymi w trybunałach sprawiedliwości).

Greenleaf doszedł do wniosku, że – według zasad badania materiału dowodowego w procesach prawnych – dowód historyczności faktu zmartwychwstania Chrystusa jest mocniejszy niż jakiegokolwiek wydarzenia w historii.

*

iarnolt001p1Profesor Thomas Arnold – Dyrektor szkoły Rugby (Jest to jedna z najstarszych i najbardziej prestiżowych szkół publicznych w Anglii).

Profesor Thomas Arnold, przez czternaście lat dyrektor szkoły Rugby, autor trzytomowej History of Rome (Historia Rzymu), kierownik katedry historii nowożytnej w Oxfordzie, znał dobrze wartość materiału dowodowego dla ustalenia faktów historycznych.

Ten wielki uczony powiedział: „Od wielu lat badam historię innych czasów i oceniam świadectwa tych, którzy o nich pisali, i nie znam żadnego faktu w historii ludzkości, który byłby udowodniony przez lepszy i pełniejszy materiał dowodowy wszelkiego rodzaju – zrozumiały dla uczciwego badacza – niż ten wielki znak, który dał nam Bóg, że Chrystus zmarł i powstał z martwych”.

*

Dr Frank Morrison – racjonalistyczny prawnik.

Dr Frank Morrison, prawnik wychowany w racjonalistycznym środowisku, uważał, że zmartwychwstanie jest jedynie czczym wymysłem, który psuje wspaniałą historię Jezusa. Czuł, że jest zobowiązany sam wobec siebie i wobec innych do napisania książki, która przedstawi prawdę o Jezusie i obali mit zmartwychwstania.

A jednak, studiując fakty, doszedł do innego wniosku. Waga materiału dowodowego zmusiła go do stwierdzenia, że Jezus rzeczywiście powstał z martwych. Morrison napisał książkę, lecz nie taką, jaką planował. Jest ona zatytułowana Who Moved the Stone? (Kto przesunął kamień?). Pierwszy jej rozdział nosi bardzo znaczący tytuł: The Book That Refused To Be Written (Książka, która nie pozwoliła się napisać).

*

Lord Darling –  prawnik, były przewodniczący Sądu Najwyższego Anglii

lord_darling_id_13210

Lord Darling (1849–1936).

„Na jego korzyść [Jezusa], jako żywej prawdy, przemawia tyle niepodważalnych dowodów, zarówno pozytywnych jak i negatywnych, rzeczowych i poszlakowych, iż każdy inteligentny sąd na świecie zawyrokuje, że historia zmartwychwstania jest prawdziwa. Jedynym zadowalającym wyjaśnieniem tych faktów jest to, iż Jezus rzeczywiście powstał z martwych i tym samym potwierdził, że był i jest Synem Bożym”.

*

Clark Pinnock, profesor McMaster University, Toronto

„Nie istnieje żaden dokument starożytnego świata poświadczony przez tak wspaniały zestaw świadectw tekstowych i historycznych, oferujący tak imponujący materiał historyczny, dzięki któremu może być podjęta rozumna decyzja. Żaden uczciwy człowiek nie może odrzucić źródła tego rodzaju. Sceptycyzm wobec historycznych uwierzytelnień chrześcijaństwa opiera się na irracjonalnym uprzedzeniu”.

*

J.N.D. Anderson – dziekan wydziału prawa na Uniwersytecie Londyńskim

Po gruntownym zbadaniu i przedstawieniu dowodów na zmartwychwstanie Jezusa w jednym ze swoich opracowań: „Christianity: The Witness of History”, oraz w obliczu oświadczył m.in.:

„Jak w takim razie, fakt Zmartwychwstania może być zaprzeczony”

oraz w odniesieniu do osób niewierzących:

„W końcu, można zapewnić z przekonaniem, iż mężczyźni i kobiety [nie wierzący] nie wierzą w historię Wielkiej Nocy, nie z powodu dowodów, ale wbrew tym dowodom”

*

F. F. Bruce Uniwersytet Manchester.

FF_Bruce

F.F. Bruce

„Materiał dowodowy dla Nowego Testamentu jest o wiele lepszy niż dla wielu pism autorów klasycznych, których autentyczności nikomu się nie śni kwestionować”. Stwierdza także: „Gdyby Nowy Testament był zbiorem pism świeckich, ich autentyczność byłaby powszechnie uważana za nie pozostawiającą ani cienia wątpliwości”.

Dr F. F. Bruce z Uniwersytetu Manchester.

„Historyczność Chrystusa jest tak oczywista dla historyka pozbawionego uprzedzeń jak historyczność Juliusza Cezara. To nie historycy rozpowszechniają teorie przedstawiające Chrystusa jako mit„.

*

Brooke Foss Wescott – uczony angielski.

„Gdy weźmie się pod uwagę cały materiał dowodowy, nie będzie przesadą stwierdzenie, że nie ma żadnego historycznego wydarzenia lepiej i bardziej wszechstronnie udowodnionego niż zmartwychwstanie Chrystusa. Jedynie uprzednie założenie, że musi ono być fałszywe, może podsunąć myśl o niewystarczalności dowodu.”

*

Generał Lew Wallace – twórca Ben Hura:

LewWallace

Generał Lew Wallace – twórca Ben Hura.

Lew Wallace, wytrawny ateista, wielka postać literatury, generał, osoba nie wierząca. Spędziwszy parę lat na poszukiwaniu prawdy o Jezusie i przekopawszy grube tomy materiałów źródłowych, chcąc obalić mit dotyczący Chrześcijaństwa, a które to argumenty pragnął następnie przedstawić w swojej książce na ten temat, w pewnym momencie zwątpił. Kiedy doszukał się niezbitych argumentów dowodowych, na kolanach wykrzyknął prawdę o Jezusie:

„Mój Pan i mój Bóg”

– Lew Wallace, napisał następnie słynną powieść o misji Jezusa i Chrześcijaństwie na podstawie, której to nakręcono później głośny film p.t. „Ben Hur”- jeden z najbardziej nagrodzonych Oskarami filmów w historii kinematografii.

*

Dr. Benjamin Gilber-West:

Dr. Bejamin Gilbert-West z Uniwersytetu Cambridge był także jednym z tych naukowców, którzy usilnie chcieli skompromitować Chrześcijaństwo. Odstawiając na bok swoje zajęcia zabrał się za studium i pisanie książki, która miała być uwieńczeniem jego zamierzeń. Jednak, w wyniku wnikliwego studium, doszedł do całkiem przeciwnych wniosków zostając gorliwym wyznawcą Jezusa. Powiedział:

„Nie odrzucaj, dopuki nie zbadasz dowodów”

Dr. West napisze później książkę p.t. „”Observations on the History and Evidences of the Resurrection of Jesus Christ”- (Obserwacja Historiii i Dowodów Zmartwychwstania Jezusa Chrystusa).

*

Dr Paul L. Maier, profesor historii starożytności na Western Michigan University.

„Jeżeli materiał dowodowy zostanie dokładnie i uczciwie przebadany, rzeczywiście słuszne jest – według kanonów badań historycznych – wnioskowanie, że grób, w którym Jezus został pochowany, był pusty rankiem tej pierwszej Wielkanocy. I ani strzępek materiału dowodowego, który przeczyłby temu stwierdzeniu, nie został dotychczas odkryty w źródłach literackich, inskrypcjach czy archeologii.”

*

C.S. Lewis autor „Opowieści z Narnii”.

cslewis

Clive Staples Lewis

C. S. Lewis, były profesor literatury średniowiecznej i renesansowej Uniwersytetu w Cambridge, pisząc o swoim nawróceniu na chrześcijaństwo stwierdza, iż wierzył, że chrześcijanie „nie mają racji”.

Przyjęcie chrześcijaństwa było ostatnią rzeczą, której pragnął Lewis. A jednak: „Na początku 1926 roku najbardziej zaciekły ateista, jakiego znałem, siedział w moim pokoju przy kominku i mówił, że materiał dowodowy historyczności Ewangelii jest rzeczywiście zadziwiająco dobry. „Dziwna rzecz – kontynuował. – Cała ta gadanina Frazera o śmierci Boga. Dziwna rzecz. Prawie wygląda na to, jakby już kiedyś to się wydarzyło”.

Aby zrozumieć niezwykłość jego słów, musiałbyś znać tego człowieka (który z pewnością do tego czasu nie okazywał żadnego zainteresowania chrześcijaństwem). Jeżeli on, cynik nad cynikami, najtwardszy z twardych, nie czuł się – jakbym to wyraził – >bezpieczny<, dokąd ja mogłem się zwrócić? Czyż nie było żadnego wyjścia?”

Po ocenieniu podstaw i materiału dowodowego chrześcijaństwa Lewis stwierdził, że inne religie „nie mają takiego historycznego oparcia jak chrześcijaństwo„. Jego znajomość literatury zmusiła go do potraktowania zapisu Ewangelii jako wiarygodnej relacji. „Byłem już zbyt doświadczony w krytyce literackiej, by uważać Ewangelie za mity”.

W końcu profesor Lewis podjął rozsądną decyzję:

„Wyobraź sobie mnie, samego w tamtym pokoju w Magdalen, noc po nocy czującego – kiedykolwiek mój umysł odrywał się choć na sekundę od pracy – stałe, nieuchronne zbliżanie się Tego, którego tak gorąco pragnąłem nie spotkać. W końcu to, czego tak bardzo się obawiałem, przyszło na mnie. W święto Trójcy Świętej 1929 roku ustąpiłem. Uznałem, że Bóg jest Bogiem i uklękłem, by się modlić, być może jako najbardziej przybity i uparty nawrócony w Anglii tej nocy”.

*

Sir Edward Clark, K.C. zapewnił:

„Jako prawnik dokonałem długotrwałych studiów dowodów odnoszących się do zajść pierwszego dnia Wielkanocy. I dla mnie te dowody są ostateczne. Samemu wciąż w Sądzie Wyższej Instancji pozyskuję właściwy wyrok na podstawie dowodów, które to nawet w przybliżeniu nie są tak upewniające. Konkluzja ustanawiana jest na podstawie dowodowej, a wiarygodny świadek jest zawsze naturalny i pogardza skutkiem. Dowody Ewangeliczne odnośnie Zmartwychwstania są właśnie tego gatunku i jako prawnik ja je szczerze akceptuję. Akceptuję je jako zeznanie szczerych ludzi odnośnie faktu, który to byli w stanie uzasadnić”

*

Lionel Luckhoo, jeden z największych geniuszy prawniczych USA.

luckhooLionel Luckhoo (1914-1997) słynny prawnik, a właściwie geniusz prawniczy, którego nazwisko zapisane zostało w Księdze Rekordów Guiness’a jako prawnika, który wygrał najwięcej spraw w historii w procesach o morderstwa w ilości aż 245. Nagabywany przez innych, by jako geniusz prawniczy i jednocześnie ateista wypowiedział się odnośnie prawdy o Jezusie Chrystusie, zdecydował się, a następnie po podięciu tego wyzwania oraz prześledzeniu faktów, powiedział:

„Poświęciłem więcej niż 43 lata swojego życia w pracy jako prawnik, adwokat i obrońca na rozprawach sądowych, ukazując się w wielu zakątkach świata i wciąż jeszcze pracuję w tym kierunku. Miałem to szczęście, iż osiągnąłem wiele zwycięstw w procesach karnych i oświadczam jednoznacznie, iż świadectwo na Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa jest tak przytłaczające, że wymusza ono zaakceptowanie tego faktu na podstawie dowodów, które absolutnie nie pozostawiają miejsca na wątpliwości”

*

Lee Patrick Strobel – prawnik i reporter śledczy

Prawnik i dziennikarz, absolwent kierunku prawa na prestiżowej uczelni Yale oraz kierunku dziennikarstwa na Uniwersytecie Missouri. Były reporter śledczy, który pracował dla znanej w świecie gazety „Chicago Tribune”. Wyróżniony prestiżową nagrodą za dziennikarstwo śledcze. Człowiek, który przebył długą drogę startując z pozycji ateisty do Chrześcijanina. Po paroletnim przestudiowaniu dowodów dotyczących misji i życia Jezusa jako Mesjasza, w 1981 roku oświadczył:

„W świetle takiej lawiny dowodów wskazujących na Prawdę o Chrześcijaństwie, musiałbym mieć więcej wiary, aby pozostać ateistą niż naśladowcą Jezusa Chrystusa. W zgodzie z tymi dowodami, najbardziej logiczny i racjonalny krok, jaki mogę podjąć, jest krok w kierunku wiary i zawierzenia Jezusowi”.

Lee Patrick Strobel, były twardy ateista, jest obecnie autorem wielu uznanych pozycji chrześcijańskich wskazujących na dowody potwierdzające autentyczność misji Jezusa oraz Jego Zmartwychwstania, jak również wskazujących na Prawdę o istnieniu Boga.

*

Nowy Testament jest głównym źródłem informacji historycznych na temat zmartwychwstania. Z tego powodu wielu krytyków XIX i XX wieku atakowało jego rzetelność i autentyczność. Zasada „starożytnego dokumentu” zawarta w Federal Rules of Evidence (Federalnych zasadach postępowania dowodowego) pozwala na uwierzytelnienie dokumentu przez wykazanie, że:

1) jest on w takim stanie, że nie stwarza żadnego podejrzenia co do swojej autentyczności;

2) znajdował się w miejscu, w którym – jeżeli jest autentyczny – powinien się według wszelkiego prawdopodobieństwa znajdować;

3) w czasie, w którym ktoś się na niego powołuje, jego istnienie jest znane przynajmniej od dwudziestu lat.

Dr John Warwick Montgomery, prawnik i dziekan Szkoły Prawa Simona Greenleafa, pisał o zastosowaniu powyższej zasady do dokumentów Nowego Testamentu: „Ta zasada, zastosowana do Ewangelii i poparta odpowiedzialną krytyką tekstu, ustaliłaby autentyczność w każdym sądzie”.

„Sprawa Zmartwychwstania” – Josh McDowell

http://agape.pl/index/?id=6c524f9d5d7027454a783c841250ba71

http://www.wiara.us/Jezus-Nawroceni.html

Seria „ARGUMENTY ZA WIARĄ” ma na celu pokazanie, że chrześcijaństwo i ogólnie wiara w Boga nie jest czymś co wymaga całkowitego wyłączenia myślenia. Cykl ten może nie da niezbitego 100% dowodu na istnienie Boga (nie taki jest jego cel), lecz powinien sprawić, aby przynajmniej niektóre osoby niewierzące zmieniły swoją postawę z bezmyślnego wyśmiewania chrześcijaństwa w założenie, że „być może coś w tym jest”. Z kolei osoby już wierzące być może wzmocnią swoją wiarę po kolejnych wpisach z tej serii.

>>>WIELKIE NAWRÓCENIA SŁYNNYCH OSÓB<<<

***C.S.LEWIS – AUTOR „OPOWIEŚCI Z NARNII”***

cs-lewis-2C. S. Lewis, były profesor literatury średniowiecznej i renesansowej Uniwersytetu w Cambridge, pisząc o swoim nawróceniu na chrześcijaństwo stwierdza, iż wierzył, że chrześcijanie “nie mają racji”.

Jeszcze w 1916 r. 18-letni Lewis tak pisał w liście do przyjaciela, gdy ten wspomniał mu coś o Bogu:

„Sądziłem, że stopniowo uwolniłeś się od dawnych przekonań. Chyba wiesz, że ja nie wyznaję żadnej religii. Nie znajduję na jej potwierdzenie jakichkolwiek dowodów, a z filozoficznego punktu widzenia chrześcijaństwo nie jest nawet najlepszą z nich. Wszystkie religie, a właściwie wszystkie mitologie, nazywając rzecz po imieniu, są po prostu wytworem człowieka”.

Przyjęcie chrześcijaństwa było ostatnią rzeczą, której pragnął Lewis. A jednak: “Na początku 1926 roku najbardziej zaciekły ateista, jakiego znałem, siedział w moim pokoju przy kominku i mówił, że materiał dowodowy historyczności Ewangelii jest rzeczywiście zadziwiająco dobry”. – pisał jeden z przyjaciół Lewisa.

Po ocenieniu podstaw i materiału dowodowego chrześcijaństwa Lewis stwierdził, że inne religie “nie mają takiego historycznego oparcia jak chrześcijaństwo”. Jego znajomość literatury zmusiła go do potraktowania zapisu Ewangelii jako wiarygodnej relacji. “Byłem już zbyt doświadczony w krytyce literackiej, by uważać Ewangelie za mity”.

W końcu profesor Lewis podjął decyzję:

“Wyobraź sobie mnie, samego w tamtym pokoju w Magdalen, noc po nocy czującego – kiedykolwiek mój umysł odrywał się choć na sekundę od pracy – stałe, nieuchronne zbliżanie się Tego, którego tak gorąco pragnąłem nie spotkać. W końcu to, czego tak bardzo się obawiałem, przyszło na mnie. W święto Trójcy Świętej 1929 roku ustąpiłem. Uznałem, że Bóg jest Bogiem i ukląkłem, by się modlić, być może jako najbardziej przybity i uparty nawrócony w Anglii tej nocy”.

***ALEXIS CARREL – NOBLISTA W DZIEDZINIE MEDYCYNY***

carrelNie mniej spektakularne było nawrócenie Alexisa Carrela, chirurga światowej sławy i laureata Nagrody Nobla w dziedzinie medycyny, autora słynnego dzieła: „Człowiek – istota nieznana”.

Przybył on do Lourdes w 1903 r. z zamiarem krytycznego opisania tego, co ludzie wierzący nazywali cudami, a on uważał za autosugestię. Na jego oczach została uzdrowiona, po pokropieniu wodą, Maria Bailla, która umierała na gruźlicę otrzewnej (jej rodzice i brat także na to umarli). Poruszony do głębi tym co widział, żarliwą modlitwą wyjednał sobie łaskę nawrócenia, a później napisał: „Życie nie polega na tym, żeby zrozumieć, lecz kochać, pomagać drugim, modlić się, pracować. Spraw, mój Boże, by nie było za późno…”. Po przyznaniu się do bycia świadkiem naocznym uzdrowienia, Carrel został zmuszony do opuszczenia Uniwersytetu na którym pracował. Nie przeszkodziło mu to jednak w kontynuowaniu swojej kariery. Po wyjeździe do USA poprzez swoje prace zdobył nagrodę Nobla w dziedzinie medycyny.

***LEW WALLACE – AUTOR „BEN HURA”***

Lew Wallace, wytrawny ateista, wielka postać literatury, generał, osoba nie wierząca. Spędziwszy parę lat na poszukiwaniu prawdy o Jezusie i przekopawszy grube tomy materiałów źródłowych, chcąc obalić mit dotyczący Chrześcijaństwa, a które to argumenty pragnął następnie przedstawić w swojej książce na ten temat, w pewnym momencie zwątpił. Kiedy doszukał się niezbitych argumentów dowodowych, na kolanach wykrzyknął prawdę o Jezusie:

„Mój Pan i mój Bóg”

– Lew Wallace, napisał następnie słynną powieść o misji Jezusa i Chrześcijaństwie na podstawie, której to nakręcono później głośny film p.t. „Ben Hur”- jeden z najbardziej nagrodzonych Oskarami filmów w historii kinematografii.

***STEVE MCQUINN***

T167228~Steve-McQueen-PostersBył znany z mówienia, że żyje tylko dla siebie i nie odpowiada przed nikim. Pewnego razu zapytany o to, czy wierzy w Boga, aktor odpowiedział: “Wierzę we mnie. Tak długo jak jestem numerem jeden, tak długo Bóg jest numerem jeden.” Ta filozofia wiele mówiła o jego życiu. Wszystkie pieniądze, samochody, narkotyki, alkohol i kobiety, które człowiek chciałby mieć, były do jego dyspozycji i była to tylko kwestia czasu zanim stał się uzależniony od tego wszystkiego.

Z powodu problemów zdrowotnych był zmuszony wyprowadzić się z Malibu do spokojnego Santa Paula. Tam ożenił się po raz trzeci. Po pewnym czasie postanowił zapisać się na naukę latania. Człowiek, który został jego instruktorem nazywał się Sammy Mason i szybko zaprzyjaźnił się z McQuinnem, co nie zdarzało się często. Podczas długich lotów przyjaciele rozmawiali przez wiele godzin o sensie życia. Steve szybko zaczął czuć, że jego rozmówca był inny od ludzi, których znał. Pewnego razu aktor zapytał wprost o sekret instruktora. Mason wówczas usiadł ze starzejącym się aktorem i wyjaśnił co, czy raczej kto, uczynił różnicę w jego życiu. Odpowiedzią, powiedział, był Jezus Chrystus.

McQuinn był zaintrygowany. Miał tak dużo respektu dla Masona i jego rodziny, że zaczął chodzić razem z nimi do jednego z kościołów. Przez kilka miesięcy McQuinn podczas nabożeństw stał z tyłu na balkonie, nie przedstawiając się. Po tym czasie dzięki uczestnictwu w nabożeństwach, jak i długich rozmowach z pastorem kościoła, Leonardem DeWittem aktor poczuł obecność Ducha Świętego i został chrześcijaninem. Od tego czasu aktor był kompletnie innym człowiekiem. Według jego znajomych zmiana była dramatyczna. Steve często był widziany zarówno podczas modlitwy jak i studiowania Biblii.

McQueen w 1980 roku dowiedział się, że zostało mu już niewiele życia. Steve udał się do szpitala na operacje, lecz po kilku dniach od niej zmarł.

Kiedy znaleziono go martwego, miał wyżej wspomnianą Biblie w rękach, z palcem wskazującym jego ulubiony fragment: “Albowiem tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny.”

***FRYDERYK SZOPEN***

szopenMało kto wie, że do grona nawróconych tuż przed zgonem należał także Fryderyk Chopin. Odwrócił się od Boga w 1831 r., kiedy Rosjanie rozgromili powstanie listopadowe. Zapisał wtedy: „Boże! Czy Ci nie dość moskiewskich zbrodni – albo – alboś sam Moskal!”. Wtedy było to prawdziwe bluźnierstwo. Droga życiowa Chopina jeszcze długo była daleka od Kościoła.

Po wyjeździe w wieku 20 lat do Paryża, Szopen szybko zapomniał o wartościach wpajanych mu przez swoich rodziców – gorliwych katolików. Nowe znajomości, nowe środowisko – w którym Bóg był często na ostatnim miejscu – sprawiły, że życie religijne Fryderyka – tak pieczołowicie pielęgnowane przez rodziców w kraju – zaczęło zamierać. Romanse z George Sand – najbardziej kontrowersyjną osobą paryskiego świata – i Delfiną Potocką, którą Mickiewicz nazwał „największą z grzesznic”, wesołe spotkania, liczne koncerty, wycieczki, podróże coraz bardziej oddalały Chopina od Kościoła i Boga.

Ciężko chory na gruźlicę, był nakłaniany przez swojego przyjaciela – ks. Jełowieckiego – do pogodzenia się z Bogiem. Mówił, że sakramentów nie może przyjąć, bo ich już nie rozumie. Owszem, może się księdzu wyspowiadać jako przyjacielowi, ale spowiedzi jako sakramentu nie chce.

12 października 1849 roku lekarz dał księdzu znać, że Fryderyk może nie przeżyć nocy. Kapłan niezwłocznie pobiegł do niego, ale chory nie chciał z nim rozmawiać. Uścisnęli sobie ręce i Jełowiecki ze zmartwiałym sercem wracał do domu.

Ostatecznie jednak Szopen po licznych przemyśleniach i rozmowie z Delacroix, który przekonywał kompozytora, że przez jego muzykę przemawia sam Bóg, wyspowiadał się i przyjął ostatnie namaszczenie. Żegnając się z życiem i księdzem , Chopin dziękował: „Bez Ciebie, mój drogi, byłbym zdechł jak świnia”.

***JOE ESZTERHAS – SCENARZYSTA „NAGIEGO INSTYNKTU”***

Joe Eszterhas“Joe” Eszterhas – amerykański scenarzysta węgierskiego pochodzenia, znany głównie jako autor scenariusza Nagiego instynktu.

O Joe Eszterhasie mówiono: „diabeł”. Zyskał sławę „najbardziej wyklinanego człowieka w Ameryce”.

Seks, alkohol i narkotyki. Tak można określić styl życia sławnego scenarzysty erotycznych thrillerów: „Nagiego instynktu”, „Slivera” czy „Showgirls”. Joe Eszterhas szokował nawet bardzo liberalne pod względem obyczajowym hollywoodzkie środowisko.

„Kradłem samochody i nie rozstawałem się z nożem. O mało nie zabiłem innego chłopca i niedużo brakowało, bym wylądował za kratkami. Nie wiodło mi się w szkole” – wspominał czasy swojego dzieciństwa. Eszterhas nie skończył studiów, ale rozpoczął pracę w prasie w Cleveland. Przez kilka lat wydawał magazyn „Rolling Stone”. Potem zaczął pisać scenariusze filmowe. Zadebiutował w 1978 roku, kiedy Norman Jewison nakręcił według jego scenariusza głośny dramat związkowy „F.I.S.T” z Sylvestrem Stallone w roli głównej. Niebywałym sukcesem komercyjnym okazał się dramat muzyczny „Flashdance”, do którego scenariusz napisał we współpracy z Thomasem Hedleyem.

W 1992 roku wielkim hitem stał się „Nagi instynkt” z Sharon Stone w reżyserii Paula Verhoevena. Film wywołał skandal, bo epatował wyrazistymi scenami przemocy i erotyzmu. Po tym filmie Eszterhas stał się najlepiej opłacanym scenarzystą na świecie. Za scenariusz inkasował 3 mln dolarów. Jako pierwszy scenarzysta w historii znalazł się na liście najbardziej wpływowych ludzi w przemyśle filmowym. Przez cały ten czas prowadził dziki, jak to sam teraz nazywa, tryb życia.

Pod koniec lat 90. Eszterhas porzucił Hollywood i przeniósł się do Bainbridge w Ohio. Miesiąc po przeprowadzce dowiedział się, że ma raka gardła. Lekarze wycięli mu prawie 80 proc. krtani i kazali natychmiast rzucić palenie i picie. Zrozumiał, że musi coś zmienić w swoim życiu. Usiadł na krawężniku koło swego domu.

„Płakałem i prosiłem Boga, by mi pomógł… I on to zrobił.” – pisze Eszterhas o tym przełomowym momencie. – “Nie modliłem się od czasu, kiedy byłem chłopcem. W swojej twórczości kpiłem z Niego i z tych, którzy go kochają. A teraz słyszałem siebie proszącego, by mi pomógł… I w chwili, kiedy poprosiłem o pomoc, On odpowiedział na moją prośbę”.

Eszterhas natychmiast porzucił wszystkie nałogi. 8 lat po operacji chirurg, który ją przeprowadził, stwierdził, że jest całkowicie wyleczony. A tkanki krtani tak się zregenerowały, że po raku nie pozostał ślad.

„Lekarz nazwał to cudem” – wspomina scenarzysta. – “Moje życie zmieniło się diametralnie. Ekscesy zastąpiły modlitwa i długie spacery. I tak często, jak tylko mi pozwolą, noszę krzyż w kościele w Bainbridge Township”.

***OSCAR WILDE – PISARZ, HOMOSEKSUALISTA***

oscar-wilde2O tym, że Oskar Wilde był pisarzem i że stał się symbolem dekadencji, wie prawie każde dziecko. O tym, że nawrócił się na katolicyzm przed śmiercią, nie wie prawie nikt. Takie rzeczy z jakiegoś powodu trzyma się w tajemnicy. Wilde, “który sam siebie ogłosił arcy grzesznikiem i archetypowym cynikiem, od dziecka odczuwał wyraźną słabość do katolicyzmu” – pisze jego biograf Joseph Pearce. Trzy tygodnie przed śmiercią wyznał: “Moje zepsucie moralne wynikło w dużej mierze z faktu, że ojciec nie pozwolił mi zostać katolikiem”.

Dodatkowo co do Oskara Wilde, czytamy: „… był biseksualistą. Jak sam mówił, kultywował pederastię na wzór starożytnych Greków …” 6 kwietnia 1895 r. Wilde został aresztowany i oskarżony o kontakty homoseksualne (w tamtych czasach karalne w Wielkiej Brytanii). Sąd skazał go na 2 lata ciężkich robót, karę odbywał w więzieniu w Reading pod Londynem. Jego żona zmieniła nazwisko na Constance Holland, zabrała dzieci i wyjechała z kraju. W więzieniu Wilde podupadł na zdrowiu, a jego stan finansowy po wyjściu na wolność był godny pożałowania.

Kompletnie zdruzgotany napisał w więzieniu takie słowa: „Nie wątpię ani przez moment, że najwznioślejszą chwilą w życiu człowieka jest ta, kiedy klęczy on w pyle, bije się w piersi i wyznaje grzechy całego swojego życia”.

Po odsiadce,  pod zmienionym nazwiskiem, jako Sebastian Melmoth, wyjechał na kontynent i tam spędził ostatnie lata życia. Zmarł w podrzędnym paryskim hoteliku „Hotel d’Alsace”, z powodu zapalenia opon mózgowych. Miał 46 lat. Na łożu śmierci przeszedł na katolicyzm.

„Oczywiście, grzesznik musi się pokajać. Dlaczego? Po prostu dlatego, że inaczej nie pojąłby, co uczynił. Moment skruchy jest momentem inicjacji. Więcej -jest sposobem, w jaki człowiek zmienia swoją przeszłość. Grecy uważali to za niemożliwe. W swoich gnomicznych aforyzmach często powtarzają, że „nawet bogowie nie mogą zmienić przeszłości”. Chrystus pokazał, że może tego dokonać najpospolitszy grzesznik – że jest to jedyna rzecz, jaką może uczynić” – Oscar Wilde.

* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *

>>>MASONI, KOMUNIŚCI I INNI WROGOWIE KOŚCIOŁA<<<

***SOLUTORE  ZOLA – ZAŁOŻYCIEL WOLNOMULARSTWA W EGIPCIE***

masoneria fot. MesserWoland Wikimedia CommonsJeden z najgłówniejszych przywódców masonerii, znakomity rodem i stanowiskiem M. Solutore Zola – eks-wielki mistrz, eks-wielki hierofant, eks-suweren, wielki komandor, założyciel wolnomularstwa w Egipcie i przyległych prowincjach – dnia 18 kwietnia 1896 roku składał w ręce Monsignora Sallua publiczne wyrzeczenie się swych błędów.

Dnia 27 października 1895 zamierzył przez ciekawość zwiedzić pewną świątynię. – Wszedłszy do kościoła z litością i z pogardliwym uśmiechem spoglądał na tłumy pobożnych i pielgrzymów, spieszących tu, by oddać cześć Niepokalanej Matce Boga. – Tego samego dnia nieszczęśliwym przypadkiem upadł tak, iż złamał lewą nogę w trzech miejscach. – Doktorzy przybywszy zbyt późno nie mogli już zaradzić odpowiednio i wskutek tego Solutore cierpiał niezmierne bóle, prawie nie do zniesienia.

W tym stanie przeżył aż do wigilii Bożego Narodzenia. Tego dnia we śnie ukazała mu się Maryja, która wyrzucała mu, że do świątyni przychodził, aby szydzić z wiernych. Niewiasta zachęciła go, aby zaczął się modlić i zrzucił z nóg bandaże.

Gdy się Zola z rana obudził, małżonka jego, nader pobożna i wielkich cnót pani, spytała go, z kimże we śnie rozmawiał. – Pytanie to, żywo mu stawiło przed oczy sen jego i wzruszyło głęboko serce tym wspomnieniem. – Odpowiedział swej żonie: „Idź do kościoła Madonny – i zapal świecę przed Jej ołtarzem”. – Był to pierwszy objaw wiary ze strony Solutora – po czterdziestu latach życia bez wiary.

W tejże samej chwili uczuł, iż sprawdziła się na nim obietnica Maryi – gdyż podniósł się z łoża boleści i bez pomocy zdołał się przejść po pokoju – złamana noga była zupełnie zdrową!

Zwyciężony tym cudem już się nie opierał dłużej działaniu łaski Bożej – lecz się nawrócił – i sam własnoręcznie spisał szczegóły cudu, jakiego doznał od Matki Najświętszej.

***ITALIA BETTI – „HEROD BABA KAROLA MARKSA”***

Jednym z najgłośniejszych nawróceń był powrót do Kościoła i porzucenie komunizmu przez marksistowską aktywistkę Italię Betti, którą znano w całych Włoszech jako „herod babę Karola Marksa”. Była profesorem matematyki i jedną z czołowych przywódców włoskiej partii komunistycznej. Przez wiele lat objeżdżała włoskie miasteczka i wsie na czerwonym motocyklu propagując ateistyczny komunizm oraz laickie nauczanie i walcząc o to, by wyrwać z rąk katolickich księży i zakonów osierocone w czasie wojny dzieci, które zostały przez nich przygarnięte.

Betti przypadkowo trafiła do San Giovanni Rotondo i tam, podczas spotkania z o. Pio nawróciła się, publicznie wyznając całą swoją przeszłość. Zrezygnowała z działalności politycznej, zamieszkała na peryferiach miasta, oddając się pokucie i modlitwie. Idąc za jej przykładem szeregi partii komunistycznej opuściło wielu innych członków, wśród nich był Giovanni Gigliozzi, redaktor komunistycznego dziennika „Avanti”.

***CESARE FESTA***

festaCesare Festa cieszył się sławą wybitnego prawnika w Ligurii. Był burmistrzem Arenzano i prezesem stowarzyszenia włoskich kombatantów. Jeszcze za młodu wstąpił do masonerii, gdzie trudnił się głównie zaciekłym zwalczaniem Kościoła. Jego kuzynem był doktor Festa, który badał fenomen stygmatów Ojca Pio. To on mu poradził, aby pojechał do San Giovanni Rotondo i przekonał się, że cuda, w które nie wierzy, zdarzają się naprawdę. Prawnik skorzystał z propozycji, ponieważ nie zwykł był przepuścić żadnej okazji do demaskowania religijnych naciągaczy. Wszedł do Kościoła, a tam powitał go sam ojciec Pio, pytając, “po co przyszedł, skoro jest masonem”. Prawnik niemal oniemiał, a po rozmowie z zakonnikiem w cztery oczy zapragnął się wyspowiadać. Ojciec Pio polecił mu udać się na pielgrzymkę do Lourdes, a fakt ten odbił się szerokim echem w prasie włoskiej. Niedługo potem Cezare Festa, szef loży, rozstał się oficjalnie ze swoimi “braćmi” i został apostołem wiary pomimo licznych gróźb pod jego adresem.

***MAURICE CAILLET – WPŁYWOWY MASON***

cailletCaillet – były Czcigodny Mistrz Wielkiego Wschodu Francji – jednej z najważniejszych lóż masońskich -w jednym z wywiadów został zapytany: jak to się stało, że nawróciłeś się na chrześcijaństwo?

Caillet- W 1984 r. zawiozłem ciężko chorą żonę do Lourdes w nadziei, że wyzdrowieje. Podczas gdy moja małżonka była w basenie sanktuarium, ja poszedłem do krypty. Tam po raz pierwszy w życiu uczestniczyłem we Mszy św. Ewangelia tego dnia mówiła: „Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a zostanie wam otworzone”, a były to słowa znane mi z rytuału masońskiego na stopień Wielkiego Ucznia. Zobaczyłem też po raz pierwszy w konsekrowanej Hostii Światło, którego na próżno szukałem w 18 masońskich inicjacjach. Wstrząśnięty, usłyszałem wewnętrzny głos, który wzywał mnie do złożenia ofiary. Dlatego po Mszy św. poszedłem za księdzem do zakrystii i poprosiłem o chrzest, aby ofiarować całe moje jestestwo Bogu.

***ALBERTO DEL FANTE***

Del Fante był członkiem loży masońskiej i na łamach czasopisma „Laicka Italia” pisał liczne artykuły, w których kpił i ośmieszał o. Pio, twierdząc, że jest manipulatorem, któremu udaje się zwodzić tysiące łatwowiernych ludzi. Po jakimś czasie poważnie zachorował jego ukochany siostrzeniec. Badania wykazały, że Enrico ma gruźlicę kości i płuc. Medycyna była bezsilna, nie było żadnej nadziei na wyleczenie. Dwóch krewnych chorego chłopca udało się do San Giovanni Rotondo, aby prosić o pomoc o. Pio, który powiedział im, że Enrico na pewno wyzdrowieje. Alberto del Fante nie dając wiary zapewnieniu o. Pio stwierdził, że jeżeli chłopiec wróci do zdrowia, to wtedy sam pojedzie z pielgrzymką do San Giovanni Rotondo. I rzeczywiście, ku wielkiemu zdumieniu wszystkich, Enrico w sposób cudowny odzyskał pełne zdrowie. Dla Alberto del Fante fakt ten stał się duchowym wstrząsem. Pojechał do San Giovanni Rotondo, gdzie po spotkaniu i spowiedzi u o. Pio nawrócił się. W ten sposób mason Alberto stał się żarliwym katolikiem i synem duchowym o. Pio.

***STANISŁAW BRZOZOWSKI – WG. MIŁOSZA NAJWIĘKSZY PISARZ XX WIEKU***

brzozowski stanislaw_6176041Polski filozof, pisarz, publicysta i krytyk teatralny i literacki epoki Młodej Polski. Zwolennik materializmu dziejowego, który wprowadził marksizm do myśli polskiej.

Filozofia Brzozowskiego czerpała z myśli Fichtego, Marksa, Nietzschego, Sorela i Kanta. Przeciwstawiał się XIX-wiecznemu pozytywizmowi i utylitaryzmowi. Jako publicysta związany z lewicą. Zafascynowany Marksem przyjął materialistyczny sposób widzenia rzeczywistości, od początku jednak wyciągając z niego oryginalne, często odmienne od marksistowskich wnioski, np. nie podzielał marksistowskiej krytyki Kościoła. Z jego trwałości i siły wnioskując, że jego nauka i struktura wyrażają istotną prawdę człowieczeństwa (krytykował jednocześnie sobie współczesnych myślicieli katolickich jak np. Stanisława Tarnowskiego).

Jakkolwiek stosunkowo wcześnie zaczął się odwoływać do nauki Kościoła, to nawrócił się na katolicyzm dopiero w ostatnich miesiącach życia. Świadectwo tego nawrócenia można znaleźć na kartach Pamiętnika. Stopniowe zbliżanie się Brzozowskiego do Kościoła przyczyniło się do gwałtownych krytyk ze strony środowisk lewicowych, z którymi był związany.

Szczególnie duży wpływ na nawrócenie Brzozowskiego miał John Henry Newman – słynny konwertyta z anglikanizmu na katolicyzm, który podobnie jak Brzozowski spotkał się z ogromną krytyką swojego wcześniejszego środowiska. Sam pisarz tak pisał o Newmanie:

„Nie potrafię wypowiedzieć, jak nieskończenie wiele zawdzięczam Newmanowi. Jego książki są dla mnie jakby żywym, nieskończenie przekonywającym, opanowującym światłością głosem. Czytanie ich już jest zlewem światła i spokojnie ufającego rozumu. Lubię jak zaklęcie te trzy litery – J. H. N. […] Niech błogosławione będzie imię nauczyciela mego i dobroczyńcy”.

„W literaturze polskiej XX wieku – jak pisał Czesław Miłosz – nie znajdzie się pisarza o takiej skali i powadze zainteresowań. Górował on umysłowo nad wszystkimi sławami swego czasu i to przesądza o jego wyjątkowej pozycji dzisiaj”.

***LESZEK MALIŃSKI***

Przez całe dorosłe życie Leszek Maliński (†84 l.) z Pabianic należał do Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Gdy komunizm upadł, działał w innych lewicowych formacjach. Zawsze z dala od Kościoła i religii. Dopiero na łożu śmierci pojednał się z Bogiem. Umierający wyznał wiarę w Najwyższego. Kilka godzin później zmarł.

Leszek Maliński to postać w Pabianicach dobrze znana. Mieszkańcy określali go “pierwszym komunistą w mieście”. Do PZPR wstąpił zaraz po maturze. Szybko wspinał się po szczeblach partyjnej kariery. Ta otworzyła mu drogę do wysokich stanowisk w fabrykach włókienniczych

***ALDO BRANDIRALLI***

Niedawno Aldo Brandirali, zastępca burmistrza Mediolanu do spraw sportu i młodzieży, oświadczył: „Urodziłem się pięćdziesiąt dziewięć lat temu w rodzinie robotniczej. W młodości założyłem związek komunistów marksistowsko-leninowskich. W latach 1968-1975 uważany byłem za charyzmatycznego przywódcę lewicy pozaparlamentarnej. Udzielałem nawet ślubów towarzyszom, powracając do starej liturgii partyzanckiej! Jednak w latach 1976-1981 odsunąłem się nieco od życia publicznego i pewnego dnia, na szczęście, spotkałem księdza Luigi Giussaniego. Na początku sprzeciwiałem się wszystkiemu, co mówił, ale czułem, jak kruszą się we mnie wielkie utopie. To był początek powrotu. Zbliżyłem się do Kościoła i ogarnęło mnie nieustające zdumienie. Odkryłem świat rozległy, złożony i czułem, że mogę go zgłębiać, chociaż ani wtedy, ani teraz wiele rzeczy nie przypadło mi do gustu. Na przykład moralizowanie, uczestniczenie obrzędowe i wyłącznie zewnętrzne, cynizm ukryty pod pozorną religijnością. Jednak jest w Kościele obecność, w którą katolicy wierzą naprawdę: tą obecnością jest Chrystus. Chrystus jest przekonujący. Po dziesięciu latach zgiąłem przed Nim kolana!”.

***ANTONIO GRAMSCI – ZAŁOŻYCIEL WŁOSKIEJ PARTII KOMUNISTYCZNEJ***

10582173_640Założyciel włoskiej partii komunistycznej Antonio Gramsci (1891-1937) pod koniec życia nawrócił się i przyjął sakramenty – ujawnił nieoczekiwanie biskup Luigi De Magistris pochodzący z tych samych stron na Sycylii co Gramsci, podczas konferencji prasowej w Radiu Watykańskim.

Gramsci był jednym z założycieli Włoskiej Partii Komunistycznej. W latach 1922-1923 Gramsci przebywał w Moskwie reprezentując WPK w III Międzynarodówce Komunistycznej. Gramsci w swoich pismach przedstawił koncepcję silnie akcentującą rolę świadomości w historii. Przekonany o znaczeniu idei w dziejach głosił konieczność opanowania i przechwycenia przez działaczy instytucji społecznych. Idee te do dzisiaj inspirują lewicę na całym świecie. To, czego dowiadujemy się o nim dzisiaj, jest jednak dużo ważniejsze, niż wszystkie jego dzieła razem wzięte. Według relacji zakonnicy, chory Gramsci poprosił o przyniesienie mu obrazu Dzieciątka Jezus i pocałował ten wizerunek. Przyjął sakramenty i powrócił do wiary swego dzieciństwa.

Były parlamentarzysta partii komunistycznej i prezes Fundacji im. Antonio Gramsciego, Beppe Vacca oświadczył, że nic mu nie wiadomo o nawróceniu założyciela partii komunistycznej we Włoszech. Jednocześnie dodaje, że „nie byłoby w tym skandalu”. Wątpliwości zgłaszają historycy włoskiego komunizmu. Natomiast o wiarygodności słów biskupa przekonany jest były prezydent Włoch, Francesco Cossiga. Podobno już wcześniej krążyły pogłoski na temat zbliżenia się Gramsciego do wiary, ale nigdy nie było na to dowodu.

***GIOVANNI BARDAZZI***

Włoch Giovanni Bardazzi był kierownikiem komórki partii komunistycznej w swojej miejscowości. Niechętnie patrzył na religijność swojej żony. Zabraniał jej wpuszczania do domu zakonników oraz wspierania datkami biednych. Bardazzi na zebraniach urągał Kościołowi Katolickiemu. Pewnej nocy Giovanniemu przyśnił się zakonnik z brodą, w brązowym habicie i w rękawiczkach bez palców. „Chcę cię widzieć w San Giovanni Rotondo” – powiedział do niego.

Giovanni opowiedział o swym śnie żonie, która zachęcała go, by odwiedził Ojca Pio. Początkowo wyśmiewał ten pomysł. Po pewnym czasie jednak sen się powtórzył. Wtedy Bardazzi udał się do San Giovanni Rotondo, by powiedzieć zakonnikowi, co o nim myśli. Gdy przedarł się przez tłum, zobaczył zakonnika ze swojego snu. Stał jak skamieniały, nogi i ręce odmówiły mu posłuszeństwa. „Przyszła czarna owca!” – krzyknął do niego Ojciec Pio.

Podczas Mszy św. Giovanni obserwował cierpiącą twarz zakonnika. Zastanawiał się, czy on mógłby odczuć choć cząstkę tego bólu? Gdy opuścił kościół był tak słaby, że nie mógł utrzymać się na nogach. Uświadomił sobie swą głupotę. Chciał jak najszybciej się wyspowiadać. Jednak Ojciec Pio nie przyjął go od razu. Bardazzi zerwał ze swoim środowiskiem, przeprosił wszystkich, których wcześniej prześladował i dopiero wtedy pojednał się z Bogiem.

* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *

>>>NAWRÓCENIA W ŚWIECIE ROCKA<<<

***NICKO McBRAIN – IRON MAIDEN***

nicko-mcbrain-10Uważany za jednego z najwybitniejszych perkusistów heavy metalowych wszech czasów, McBrain gra w zespole Iron Maiden od 1982 roku. Muzyk oddał swoje życie Chrystusowi w 1999 w trakcie duchowego doświadczeniem, które miało miejsce w trakcie zwiedzania kościoła. Była z nim żona Rebecca. Nicko powiedział Willow Creek Association News, że modlił się o przyjęcia Chrystusa do serca i zaczął czytać Biblię: „Miałem spotkanie z Jezusem, które cały czas dzieje się w moim sercu”. McBrain nadal podróżuje i nagrywa z zespołem, grając utwory, które uczyniły zespół sławnym. Gra także w zespole kościelnym w jego kościele na Florydzie. Wierzy, że jego pozornie absurdalny styl życia jest częścią planu Pańskiego. McBrain dał swoje świadectwo przed fanami zespołu i nawołuje, by oddali swoje życie Jezusowi. Często rozmawia z innymi muzykami Iron Maiden o swojej wierze.

„Staram się przekonać tych facetów w moim zespole, by stali się chrześcijanami”, tak McBrain powiedział serwisowi canada.com w 2009 roku. „Jestem z nimi po to, by prowadzić ich po mojej drodze, by wiedzieli, jaki plan Boży jest w Biblii. To do nich też jest skierowane. Niech uwierzą, bo czeka ich wieczne szczęście. Mówię do chłopaków, popatrz, w moim przekonaniu, w tej chwili, po dołączeniu do Zbawiciela, Jezusa Chrystusa, będę miał z tobą życie wieczne w niebie! ”

***DAVE MUSTAIN – METALLICA***

Dave_Mustaine_e_dragut_dar_dificil-1Mustaine stał się sławny grając w zespole Metallica, a później w grupie Megadeth. Jego umiejętności muzyczne są stale doceniane – uznaje się go za jednego z wybitnych gitarzystów metalowych. Miał swoje ciemna strony, które były wynikiem złego dzieciństwa i nagłej sławy. Walczył z uzależnieniem alkoholowym. Zajmował się okultyzmem.

„Gdy byłem młody, zainteresowałem się czarną magią, co miało na mnie fatalny wpływ. Zmarnowałem sobie przez to sporą część życia. Rzucałem uroki na ludzi i na ciele wytatuowałem sobie różne satanistyczne motywy – przyznaję, że to była straszna głupota. Przepełniała mnie złość i agresja wobec świata. W głowie kotłowały mi się koszmarne myśli i w końcu wpadłem w depresję. Zachorowałem od całej tej złej energii, którą w sobie nagromadziłem. Moja przygoda z satanizmem rozpoczęła się, gdy mieszkałem w San Francisco. Czytałem też “Biblię Szatana””

Dave Mustaine nawrócił się na początku 2000 roku, w wyniku mocnej refleksji nad swoim życiem. Jak powiedział później w wywiadzie, „Patrząc na krzyż, powiedziałem kilka prostych słów: Co mam do stracenia? Potem całe moje życie się zmieniło. To było trudne, ale nie zamieniłbym tego doświadczenia za nic. Idę przez życie wierząc, że Bóg istnieje.

***BRIAN „HEAD” WELCH – KORN***

Były gitarzysta i współzałożyciel nu-metalowej grupy Korn. Sława i fortuna nie były wystarczające dla Welcha, który popadł w uzależnienie od alkoholu, amfetaminy i pigułek nasennych. W 2005 roku Welch znalazł Boga. Został ochrzczony w Jordanie w marcu tego samego roku. Jak później wyjaśnił w wywiadzie radiowym, oblekłem się w pełną zbroję Boga: „poprzedniego dnia byłem z pustką w sercu, a następnego otrzymałem objawienie Chrystusa i wszystko się zmieniło!” Welch szczegółowo opisał swoje przebudzenie duchowe w książce o prowokacyjnym tytule „Save Me from Myself: How I Found God, Quit Korn, Kicked Drugs, and Lived to Tell My Story”. Przeżył aby opowiedzieć swoją historię.

***ALICE COOPER***

255px-Cooper,_Alice_(2007)Alice Cooper zachwycał nastolatków i przerażał ich rodziców szokującymi koncertami. Pełne były wątków wampirycznych, sadystycznych i okultystycznych. To były szokujące rzeczy jak na początek lat 70-tych. Podczas jednego z koncertów odczuł osobowo zło. Przeraził się. Cooper przyznaje, że początkowo nawrócenie było głównie ze strachu, powiedział sobie „nie chcę iść do piekła”.

Cooper twierdzi, że modlitwa potwierdziła jego decyzję. Apeluje: „Módlcie się. To jest naprawdę proste, aby skupić się na Chrystusie. Wokalista nie zrezygnował ze spotkań z satanistycznymi muzykami podczas koncertowania. Tłumaczy: „Rozmawiam z Marylin Mansonem i nie wstydzę się tego, bo jestem jedyną chyba osobą, którą wysłucha, kiedy mówię mu o Jezusie”. Cooper dalej gra koncerty wykonując przeboje z lat swojej świetności, 70-tych i 80-tych. Zrezygnował tylko z części scenografii oraz wielu elementów swojego show, które były kiedyś jego atrybutami. Tym, którzy krytykują jego nawrócenie, Cooper odpowiada „jestem nowym stworzeniem. Nie oceniajcie mnie już przez pryzmat tego, jakim kiedy byłem. Chwała Bogu za to, kim teraz jestem.”

* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *

>>>BLUŹNIERCY<<<

***GIUSEPPE CARDUCCI – NOBLISTA W DZIEDZINIE LITERATURY***

Włoski poeta. Bardzo wpływowy. Uważany za jednego z najważniejszych pisarzy „nowoczesnych Włoch”. Zapisał się w historii jako pierwszy Włoch, który otrzymał nagrodę Nobla  w dziedzinie literatury (1907).

Giosue Carducci, który przecież napisał odrażający „Hymn do szatana”, w 1897 roku udał się aż do Piccolo San Bernardo i rzucił się do stóp opata Pietra Chanoux, wyznając pokornie swoje grzechy. Dziesięć lat później, leżąc na łożu śmierci, poprosił o sakramenty, ale otaczający go nieszczęśni towarzysze z oburzeniem odrzucili jego prośby, nie chcąc dopuścić, by poeta zmienił obrany niegdyś kurs. Pewien kapłan, przebrany za golibrodę, zdołał zaspokoić wyraźne pragnienie skruszonego Carducciego i zaniósł mu wytęskniony wiatyk oraz udzielił sakramentu ostatniego namaszczenia.

***GIOVANNI PAPINI – BLUŹNIERCZY PISARZ***

PapiniBalancedOjciec Papiniego był masonem z przekonania i postanowił za wszelką cenę nie chrzcić syna. Matka jednak znalazła sposób aby tego dokonać. Kobieta przecież i diabła przechytrzy. Na początku, naturalnie, dorastając w cieniu ojca… żarliwego antykatolika, Giovanni Papini poił się łakomie zatrutymi zasadami wizji życia bez Boga, a nawet… skierowanej przeciw Bogu.

W jednej ze swoich książek pisarz włożył w usta Pana Boga takie bluźniercze słowa: „Ludzie: stańcie się wszyscy ateistami, stańcie się nimi czym prędzej! Sam Bóg, wasz Bóg, Bóg wasz syn prosi was o to z całej duszy!”. Już po nawróceniu Giovanni Papini płakał na samą myśl o tym, że napisał taką książkę, i polecił córce Violi wyszukać wszystkie jeszcze istniejące egzemplarze i spalić je.

Lecz w 1911 roku Papini czuł zupełnie inaczej i doświadczał złośliwej satysfakcji, słysząc komentarze zgorszonych ludzi wierzących. A w dwa lata później w założonym przez siebie piśmie „Lacerba” opublikował artykuł jeszcze nikczemniejszy, zatytułowany Cristo peccatore (Chrystus grzesznik). Znieważał w nim Chrystusa w słowach do tego stopnia wulgarnych, że nie nadających się do powtórzenia. Wielu ludzi jednak modliło się za Papiniego i modlitwy zostały wysłuchane.

Można wykazać, że cały splot opatrznościowych okoliczności oswoił „bestię” ukrytą w duszy Papiniego i sprawił, że zrodziło się jagnię gotowe pobiec naprzeciw Dobrego Pasterza.

A oto owe okoliczności: pierwsza wojna światowa z jej brzemieniem bezsensownych tragedii; wyrzuty sumienia z powodu nawoływania do niej (Papini i to robił!); Komunia jego córeczki i chrześcijańska łagodność żony; ciągłe upomnienia i zachęty przyjaciela Domenica Giuliottiego; dobre lektury z tego okresu (pośród nich dzieła św. Augustyna i Pascala oraz Ćwiczenia duchowe Ignacego Loyoli i Naśladowanie Chrystusa oraz sama Ewangelia) prowadziły w jednym kierunku: serce już skłaniało się ku Chrystusowi.

W 1921 roku Giovanni Papini był chrześcijaninem. Żarliwym, dosłownie zakochanym w Chrystusie. Gdy spotkał Jezusa, wszystko inne wydaje mu się cieniem. Pisze ze zdecydowaną stanowczością:

„To, co było przed Chrystusem, może być piękne, ale to umarło. O Cezarze, w jego epoce, było o wiele głośniej niż o Chrystusie, zaś Platon przekazywał więcej wiedzy niż Jezus. I chociaż dyskutuje się o jednym i drugim, to któż się zacietrzewia w dyskusji za lub przeciw Cezarowi? I gdzie są dzisiaj platończycy i antyplatończycy? Tymczasem Chrystus żyje w nas. Jedni Go kochają, inni nienawidzą. Jedni miłują mękę Chrystusa, inni zniszczenie. A to, że wszyscy atakują Go zajadle, dowodzi, że On jeszcze nie umarł”.

***ADOLF RETTE – FRANCUSKI PISARZ***

Adolf Rette otworzył duszę i ukazał publicznie swe nawrócenie w dzienniku wydanym w 1907 roku, zatytułowanym dramatycznie: „Od diabła do Boga” (Du diable a Dieu).

Rette był dziennikarzem, pisarzem i subtelnym poetą, dobrze znanym we Francji w pierwszej dekadzie XX w. Pisał o sobie:

„Wychowany bez wiary, wyrosły w podzielonej rodzinie, stałem się – zaledwie osiągnąwszy pełnoletność – przekonanym ateistą, walczącym materialistą. Przyłączyłem się do wrogów religii i brałem udział we wszystkich ich odrażających działaniach. Ukończywszy osiemnaście lat wkroczyłem w okres rozwiązłości i szaleństw, które dzisiaj przejmują mnie zgrozą i które całym sercem odrzucam”.

Opisuje, jak przemierzał Francję wzdłuż i wszerz, siejąc nienawiść do wiary katolickiej i obrzucając bluźnierstwami Chrystusa, którego z pogardą zwał „Galilejczykiem”.

Jednym z ważniejszych momentów w życiu Rette była lektura „Boskiej Komedii” Dantego. Czytając wersety Dantego Alighieri, tak mocno przesycone wiarą i rozjaśnione chrześcijańską nadzieją, Rette poczuł nagle wątpliwość: „Czy nie może się zdarzyć, że rację ma ta tak przeze mnie wyśmiewana religia katolicka twierdząc, iż grzesznik, który żałuje i radośnie przyjmuje pokutę za swe grzechy, staje się dzięki temu godny nieba? Jeśli w tej poezji Dantego, oprócz wspaniałej fantasmagorii, jest coś jeszcze, to ja mógłbym obmyć się z moich obrzydliwych występków i zostać zbawionym! Lecz czy to prawda, że Bóg istnieje?”.

Zaledwie w ciszy ducha wykwitło to pytanie, Rette rozpoczyna dialog z jakimś
głosem, który słyszy w sobie i który mówi mu: „Daj spokój, biedny marzycielu, nie dasz się chyba omotać tymi bzdurami? To wszystko jest tylko literacką fikcją. Dobrze wiesz, że katolicyzm to w gruncie rzeczy stara bajda i byłbyś głupi, gdybyś przestał wyśmiewać się z niego”.

Pisarz jest zdumiony, ale w duchu odpowiada: „Niewątpliwie, niewątpliwie! Ale jednak przed chwilą doświadczyłem czegoś niezwykłego…”. I podnosi tom „Boskiej Komedii”, który wysunął mu się z dłoni, i powtarza raz po raz: „A jeśli istnieje? A jeśli Bóg istnieje?”

Nawrócenie Rette nie wydarzyło się w ułamku sekundy jak to miało miejsce np. w przypadku Andre Frossarda. Był to proces rozłożony w czasie, który był codzienna walką wewnętrzną pisarza. W końcu jednak ten były bluźnierca nie miał wyjścia i musiał chcąc być przed samym sobą uczciwym uznać, że Bóg istnieje.

Po jednym z ostatnich etapów swojego nawrócenia czyli spowiedzi a następnie Pierwszej Komunii św. Rette woła: „Dlaczego czas nie może się zatrzymać w tej uroczystej godzinie spokoju i niewinności? Dzień następujący po Komunii św. przeżyłem jakby w świetlistym śnie. Wszystkie moje myśli wznosiły się do Boga; wydawało mi się, że każda
rzecz przybrała odświętny wygląd. Patrzyłem na świat dosłownie nowymi oczami”

***SALLY READ – POETKA***

sally-readPoetka, która została wychowana w silnie antyreligijnej i antykatolickiej rodzinie.

– Jeszcze dwa lata temu byłam zaangażowaną ateistką i naprawdę nienawidziłam Kościoła katolickiego – stwierdziła Read. Jej życiowa postawa zmieniła się w ciągu dziewięciu miesięcy 2010 roku. – Cały proces trwał od marca do grudnia, zostałam przyjęta do Kościoła katolickiego w grudniu w Watykanie – dodała.

Do nawrócenia doszło w okresie pracy oddającej jej doświadczenia z pacjentami cierpiącymi na skutek chorób psychicznych. – Pisząc stałam się bardzo świadoma tego, że nie wiem, gdzie dusza istnieje i czy istnieje. To naprawdę doprowadzało mnie do szaleństwa – wyznała Read.

W tym czasie rozpoczęła długie dyskusje z kanadyjskim księdzem. – Rozmawiałam z księdzem o tym, czy Bóg istnieje i na inne podobne tematy. Doszłam do przekonania, że Bóg jest największym poetą a ja jestem po prostu jego narzędziem – stwierdziła Angielka.

Pewnego dnia zwróciła się do Chrystusa z pierwszą modlitwą, co wywołało w niej olbrzymią zmianę. – Zdałam sobie sprawę, że istnieje tylko jeden Kościół i ze względu na Eucharystię i możliwość przyjmowania Komunii świętej najbliższą drogą do Chrystusa jest bycie katolikiem – tłumaczy poetka.

Nawrócenie było szokiem dla jej rodziny, jeszcze większym dla liberalnego środowiska artystycznego.

***ALFONS RATISBONNE – ŻYDOWSKI BANKIER***

AlphonseRatisbonneWydarzeniem, które poruszyło prawie cały świat połowy XIX wieku, było nawrócenie na katolicyzm pochodzącego z rodziny bankierów żydowskich Alfonsa Ratisbonne’a.

Starannie wykształcony wyznawca judaizmu z pogardą odnosił się do chrześc?aństwa, szczególnie zaś do katolicyzmu. Niechęć ta jeszcze się zwiększyła w momencie, gdy jego brat Teodor nawrócił się i został księdzem, a później przewodził Arcybractwu Serca Maryi. Alfons, spośród wszystkich członków rodziny, był najbardziej zawziętym przeciwnikiem nawróconego brata.

Pewnego roku młody Ratisbonne zatrzymał się w Rzymie, gdzie wspaniałe świątynie – pomniki chwały Kościoła katolickiego, jeszcze bardziej utwierdzały go w nienawiści do Chrystusa. Po latach wyznał: Żywiłem w sercu nienawiść do księży, świątyń, klasztorów, przede wszystkim zaś do jezuitów. Samo ich wspomnienie doprowadzało mnie do szału.

Goszcząc w Wiecznym Mieście, postanowił odwiedzić swego przyjaciela Gustawa de Bussieres, brata hrabiego Teodora de Bussieres. Podczas rozmowy Bussiers zaczął namawiać młodego bankiera na odejście od judaizmu. Ratisbonne odpowiedział szyderstwami, twierdząc z przekonaniem, iż skoro się urodził Żydem, więc zostanie nim do końca życia, ponieważ człowiek honoru nie zmienia religii. Bussierowi udało się jedynie przekonać bankiera, aby ten przyjął medalik z Najświętszą Maryją Panną.

Jakiś czas potem, de Bussiers poszedł do Kosćioła załatwić pewne formalności. Alfons z kolei spacerował po kościele i przyglądał się poszczególnym ołtarzom. Ścierały się w nim skrajne uczucia. Z jednej strony był pełen podziwu dla piękna katolickiej świątyni, z drugiej zaś ciągle bardzo krytycznie nastawiony wobec Kościoła katolickiego, oskarżał go w duchu o wszelkie możliwe nieszczęścia swego narodu.

W pewnym momencie Ratisbonne spostrzegł, że chociaż w całym kościele było ciemno, to w kaplicy św. Michała pokazała się jakaś cudowna jasność. Jakież było jego zdumienie, gdy okazało się, że widzi Niepokalaną Dziewicę w takiej postaci jak na Cudownym Medaliku. Mimo woli zbliżył się do Niebieskiej Pani, upadł na kolana i pozostał tak przez długi czas nieruchomy. Ukazała mi się Maryja Dziewica, taka, jak przedstawiona na medaliku! – mówił później do swego przyjaciela. Alfons relacjonował, że Maryja dała mu znak, by uklęknął i wypowiedziała tylko jedno słowo: dobrze. To jednak wystarczyło, żeby Alfons zrozumiał wszystko i wszystko w swoim życiu zmienił. Wiarę, plany życiowe… Wszystko! Teodor de Bussieres znalazł go klęczącego z oczami zalanymi łzami przed jednym z ołtarzy. Musiał trącić go parę razy, zanim ten zauważył jego obecność.

Znajomy, ciągle nie mogąc zrozumieć co się stało, nalegał, by Alfons wyjaśnił mu, o co chodzi, ale Ratisbonne ciągle jeszcze był jak w innym świecie. Wyciągnął wiszący na piersi Cudowny Medalik i zaczął go całować, głośno wołając przy tym z płaczem: Ach, jaki jestem szczęśliwy. Jak dobry jest Bóg! Jaka obfitość łask i szczęścia. Jakże ci, co nie wierzą, są godni litości! Ach rozumiem teraz miłość katolików do ich kościołów i pobożność, z jaką je zdobią i wypełniają. Jak tutaj jest dobrze. Chciałoby się nigdy stąd nie wychodzić, to już prawie nie jest ziemia.

Odmieniony Alfons Ratisbonne potem mówił:

O Boże! Pół godziny temu jeszcze bluźniłem, czując wściekłą nienawiść do religii katolickiej… Po ludzku sądząc, niemożliwym mi było zmienić religię: rodzina moja żydowska, narzeczona Żydówka… Jakże jestem szczęśliwy!… Jaka pełnia łaski i dobroci!…

Odmieniony Ratisbonne rozpoczął rekolekcje osiem dni po nawróceniu. Został ochrzczony 31 stycznia 1842 roku, przyjmując imię Maryi. Później w 1847 roku wstąpił do zakonu jezuitów i przyjął święcenia kapłańskie.

Wiadomość o jego nieoczekiwanym i całkowitym nawróceniu szybko rozprzestrzeniła się po całej Europie i wywołała ogromne poruszenie.

* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *

>>>WYBITNE POSTACIE ZE ŚWIATA PRAWNICZEGO<<<

***SIR LIONEL LUCKHOO – REKORDZISTA GUINESSA W ILOŚCI WYGRANYCH PROCESÓW O MORDERSTWO***

portraitLionel Luckhoo (1914-1997) słynny prawnik, a właściwie geniusz prawniczy, którego nazwisko zapisane zostało w Księdze Rekordów Guiness’a jako prawnika, który wygrał najwięcej spraw w historii w procesach o morderstwa w ilości aż 245. Nagabywany przez innych, by jako geniusz prawniczy i jednocześnie ateista wypowiedział się odnośnie prawdy o Jezusie Chrystusie, zdecydował się, a następnie po podjęciu tego wyzwania oraz prześledzeniu faktów, powiedział:

„Poświęciłem więcej niż 43 lata swojego życia w pracy jako prawnik, adwokat i obrońca na rozprawach sądowych, ukazując się w wielu zakątkach świata i wciąż jeszcze pracuję w tym kierunku. Miałem to szczęście, iż osiągnąłem wiele zwycięstw w procesach karnych i oświadczam jednoznacznie, iż świadectwo na Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa jest tak przytłaczające, że wymusza ono zaakceptowanie tego faktu na podstawie dowodów, które absolutnie nie pozostawiają miejsca na wątpliwości”

W 1980 roku Luckhoo otworzył ośrodek kształcenia świadomości Chrześcijańskiej oraz tworzył liczne opracowania pisemne w tym kierunku.

***JOHN SINGLETON COPLEY – JEDEN Z NAJWIĘKSZYCH AUTORYTETÓW PRAWNICZYCH WIELKIEJ BRYTANII***

Anglik, John Singleton Copley, znany także jako Lord Lyndhurst, uznawany jest za jeden z największych autorytetów prawniczych w Wielkiej Brytanii. Był ministrem sprawiedliwości, prokuratorem generalnym, trzy razy sędzią Sądu Najwyższego Anglii i został wybrany na rektora Uniwersytetu w Cambridge – piastując w ten sposób w ciągu swego życia najwyższe urzędy, jakie można nadać sędziemu w Wielkiej Brytanii.

Po śmierci Copleya wśród jego osobistych papierów znaleziono zapiski na temat zmartwychwstania w świetle dowodu prawnego oraz przyczyn, dla których Lord Lyndhurst został chrześcijaninem: „Wiem doskonale, czym jest dowód, i mówię wam, taki dowód, jak ten na zmartwychwstanie, nie został jeszcze obalony”.

***PROFESOR SIMON GREENLEAF – TWÓRCA POTĘGI HARVARDZKIEJ SZKOŁY PRAWA***

175px-27_2blinka_fig01fZ pewnością człowiekiem wysoce utalentowanym w dziedzinie badania świadectw historycznych był Simon Greenleaf. Był on sławnym profesorem prawa na Uniwersytecie Harvarda, następcą sędziego Josepha Story’ego. Znalezienie się Harvardzkiej Szkoły Prawa w elitarnej grupie wybitnych szkół prawa w Stanach Zjednoczonych jest rezultatem wysiłku tych dwóch ludzi. Greenleaf napisał trzytomowe dzieło pt. A Treatise on the Law of Evidence (Traktat o prawie dowodowym), które ciągle jest uważane za jedno z największych z dziedziny badania świadectw w całej literaturze dotyczącej procedury prawnej. Odznaczony został również sławetnym tytułem „Royal Professor of Law”, prestiżowej uczelni Harvard’u.

Profesor Simon Greenleaf w swoich rozważaniach oświadczył, że, Zmartwychwstanie Jezusa  jest jednym z najlepiej potwierdzonych zajść w historii
na podstawie prawa dowodowego – na podstawie dowodów, jakie stosuje się w
sądach. Po zakończeniu swoich badań w tym temacie, profesor pozyskał wiarę [bądź wzmocnił; nie jest to pewne]. Powiedział on między innymi:

,,A zatem byłoby to niemożliwe, aby [autorzy Ewangelii] tak mocno trwali w ogłaszaniu prawd, które opisywali, gdyby nie widzieli rzeczywiście Jezusa wskrzeszonego z martwych, i gdyby nie traktowali tego faktu z taką sama pewnością, jak jakiegokolwiek innego faktu”

Profesor Greenleaf swoje rozważania zakończył wnioskiem:

„Zmartwychwstanie Jezusa jest jednym z najbardziej potwierdzonych faktów w historii”

***DR BENJAMIN GILBERT-WEST – UNIWERSYTET CAMBRIDGE***

Dr. Bejamin Gilbert-West z Uniwersytetu Cambridge był jednym z tych naukowców, którzy usilnie chcieli skompromitować Chrześcijaństwo. Odstawiając na bok swoje zajęcia zabrał się za studium i pisanie książki, która miała być uwieńczeniem jego zamierzeń. Jednak, w wyniku wnikliwego studium, doszedł do całkiem przeciwnych wniosków zostając gorliwym wyznawcą Jezusa. Powiedział:

„Nie odrzucaj, dopóki nie zbadasz dowodów”

Dr. West napisze później książkę p.t. „”Observations on the History and Evidences of the Resurrection of Jesus Christ”- (Obserwacja Historii i Dowodów Zmartwychwstania Jezusa Chrystusa).

***LORG GEORGE LITTELTON***

Lord George Littelton, członek Parlamentu i Komisarz Skarbowy także nie potrafił uwierzyć w bezsprzeczną słuszność Chrześcijaństwa. W tym samym czasie, co i dr. Gilbert West, podjął się on udowodnienia nie racji Chrześcijan oraz wykazania, że Św. Paweł nigdy nie nawrócił się do wiary w Chrystusa. Po roku badań, tak jak i jego przyjaciel oraz prawnik, Gilbert West, również i on nawrócił się do wiary w Jezusa. Następnie oświadczył w liście do dr. Gilberta West’a:

„…poza wszelkimi dowodami, które można wyciągnąć z przepowiedni zamieszczonych w Starym Testamencie, z koniecznych połączeń jakie istnieją z całą religią żydowską, z cudów Jezusa oraz dowodów odnoszących się do Niego
podanych przez innych apostołów, uznałem, że nawrócenie i apostolat Świętego Pawła, niewystarczająco rozpatrzony,- jest sam w sobie demonstrujący wystarczające dowody na potwierdzenie Chrześcijaństwa jako Boskiej interwencji”.

* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *

>>>ABORCJONIŚCI<<<

***BERNARD NATHANSON***

nathansonBył ateistą i jednym z największych na świecie zwolenników aborcji. Dążył uparcie do tego, by w USA uczynić aborcję legalną, tanią i dostępną. Prowadził największą klinikę aborcyjną w Stanach Zjednoczonych. Przyznaje się do dokonania 75 000 aborcji. Mówi teraz z wielkim bólem: “w tej liczbie jest także zabicie mojego nie narodzonego dziecka, które uśmierciłem własnymi rękami”.

Kiedy przyjechał do Polski 19.10.1996 r., na konferencji prasowej w galerii Porczyńskich, skierował apel do polskich parlamentarzystów: Błagam was, nie róbcie żadnego kroku w kierunku liberalizacji aborcji! Historia wam nigdy tego nie wybaczy. Chcę Was przestrzec, żebyście nie popełniali tych samych błędów, które my popełniliśmy w Ameryce. Głosowanie za aborcją będzie jednocześnie głosowaniem za eutanazją, zabijaniem ludzi starych, kalekich i terminalnie chorych, za eksperymentami genetycznymi – będzie pierwszym krokiem na równi pochyłej, na dole której znajduje się całkowita dehumanizacja życia, dolina śmierci.

***ABBY JOHNSON***

Droga „nawrócenia” Abby Johnson jest  podobna do historii  dr. Nathansona. Przez osiem lat kierowała aborcyjną placówką Planned Parenthood w Teksasie, a zmiana nadeszła, kiedy kobieta – asystując przy USG – dostrzegła w nienarodzonym dziecku człowieka. – Przed odejściem z kliniki nie wiedziałam wiele o dr. Nathansonie, tylko tyle, że był jednym z założycielskich członków NARAL, nawrócił się i wyprodukował „Niemy krzyk” – opowiada Johnson. Ale dr Nathanson, jak sama przyznaje, wszedł w jej życie w cudowny sposób, tuż po tym, jak postanowiła opuścić PP. W ciągu tygodnia po tej decyzji przytrafiły się dwa znaczące wydarzenia w jej życiu – obejrzała po raz pierwszy w życiu „Niemy krzyk” i przeczytała książkę dr. Nathansona „Ręka Boga”. – Nie sądzę, by to był zbieg okoliczności – przyznaje Johnson. – Zupełnie nie wiedziałam, co się wydarzy. Pozew, media, krytycy… Ale wiedziałam, że są inni, tacy jak ja, że jest dr Nathanson. Dał mi nadzieję, że mogę zrobić to samo. Stał się człowiekiem honoru, uczciwości i silnych wartości. Mnie bardzo długo brakowało tych cech. Żyłam w strachu, że nigdy nie będę w stanie ich odzyskać. Dr Nathanson przywrócił mi nadzieję – wyznaje Abby Johnson.

***NORMA MCCORVEY***

bildeNiezwykłe jest nawrócenie Normy McCorvey, znanej  z jej sądowego pseudonimu jako „Jane Roe”. To ona w 1973 r. wraz ze środowiskami proaborcyjnymi pomogła doprowadzić przed Sądem Najwyższym USA do legalizacji zabijania dzieci nienarodzonych w tym kraju, dziś jest działaczką obrony życia.

Było to w marcu 1970 w stanie Teksas. „Jane Roe” twierdziła, że zaszła w ciążę w wyniku gwałtu. Jej przypadek został nagłośniony i stał się  przełomowym argumentem na rzecz aborcji. W czasie trwania procesu Norma urodziła dziecko i oddała je do adopcji. Jej adwokatki utrzymywały, że ich klientka została zmuszona do urodzenia dziecka wbrew własnej woli. W wyniku głosowania (7 głosów za i 2 przeciw) sędziowie wydali 22 stycznia 1973 wyrok, znoszący nie tylko chroniące życie prawo stanu Teksas, ale także inne regulacje stanowe w tej dziedzinie. Oznaczało to w praktyce legalizację aborcji w całych Stanach Zjednoczonych (w ciągu pierwszych trzech miesięcy ciąży). Pociągnęło to za sobą masowe praktykowanie przerywania ciąży, które – jak się ocenia – tylko w ciągu 20 pierwszych lat po wydaniu tego orzeczenia – doprowadziło, jak się ocenia, do 32-35 mln legalnych „zabiegów”.

Norma, która przeszła na katolicyzm, stała się gorącą orędowniczką ruchów na rzecz obrony życia nienarodzonych. Wielokrotnie przedstawiała świadectwa kobiet, które ucierpiały w wyniku aborcji. Wyjaśniała, że sama padła ofiarą prawników, którzy wykorzystali ją, by podważyć funkcjonujący od stu lat zakaz przerywania ciąży w macierzystym stanie. W 1987 r. McCorvey przyznała, że wcale nie została zgwałcona a ojcem jej dziecka był znany jej mężczyzna. Zaświadczyła, że kłamstwem były również zeznania domniemanych gwałcicieli.

* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *

>>>BYŁE GWIAZDY PORNO<<<

***SHELLEY LUBBEN***

MV5BMTQzNDU0NzYwOV5BMl5BanBnXkFtZTcwODg0MTU3Mw@@._V1._SX500_SY568_Shelley Lubben – była prostytutka i aktorka pornograficzna występująca pod pseudonimem Roxy. Po opuszczeniu seksprzemysłu, została nowo narodzoną chrześcijanką i rozpoczęła kampanię przeciwko pornografii i wykorzystywaniu kobiet w przemyśle pornograficznym.

W wywiadzie udzielonym gazecie Deseret News, Shelley Lubben oświadczyła, że w wieku dziewięciu lat została wykorzystana seksualnie. Trauma po tym przeżyciu spowodowała, że jako nastolatka została prostytutką. Kiedy miała 26 lat, zaczęła występować w filmach pornograficznych, wpadła w alkoholizm i uzależnienie od narkotyków oraz nabawiła się opryszczki. Jej historia była przedstawiona w filmie dokumentalnym Traffic Control. Jej życie zmieniło się, gdy poznała swojego przyszłego męża i razem postanowili wrócić do chrześcijaństwa.

W 2005 zaczęła agresywną kampanię w internecie przeciwko wykorzystywaniu ludzi przez przemysł pornograficzny. W 2008 założyła organizację non-profit pod nazwą Pink Cross Foundation.

Celem założonej organizacji jest pomoc osobom uzależnionym od narkotyków, seksu i pornografii, a w szczególności kobietom związanym z przemysłem pornograficznym. Dzięki darowiznom organizacja pomaga zainteresowanym osobom wysyłając im paczki z literaturą religijną, muzyką chrześcijańską i Bibliami. Także w zależności od potrzeb wspiera materialnie i prowadzi pomoc duchową.

Lubben opisuje sceny z filmów porno jako mechaniczne i brutalne pozbawiające intymności i degradujące kobietę sprowadzając ją do roli przedmiotu, co z reguły prowadzi do uzależnienia od narkotyków i alkoholu.

***BRITTNI RUIZ***

jenna-prseley-xxxchurch-youtube26-letnia Brittni Ruiz – amerykańska aktorka porno – rozpoczęła nowe życie, dzięki wierze w Jezusa Chrystusa.

Mając 18 lat aktorka weszła do świata sex-biznesu. Na początku czuła się piękną i wartościową, szybko jednak te uczucia zastąpiły rozpacz i wstręt do samej siebie. Kilkakrotnie próbowała odebrać sobie życie, o czym powiedziała w programie telewizyjnym „The View”.

Zrezygnowała z zawodu, mimo że mogła zarabiać nawet 10.000 euro na dzień. Sama Ruiz mówi, że znalazła miłość Boga. „Potrafię siebie kochać, szanować, a także odczułam, że Jezus potrafi zapełnić poczucie pustki”.

Pastor Craig Gross, założyciel strony internetowej xxxchurch.com, był zaangażowany w wyciągnięcie Ruiz z branży seksualnej. Powyższa strona ma na celu pomoc ludziom, którzy uzależnieni są od pornografii.  Razem z pastorem Grossem, Ruiz angażuje się w pomoc kobietom, które pracują w sex-biznesie. Chce im pokazać, że istnieją ludzie, dla których ich los nie jest obojętny.

Opracowano na podstawie wielu linków z Internetu min:

http://www.milujciesie.org.pl/nr/temat_numeru/jezeli_znakow_i_cudow1.html
http://www.katolickie.media.pl/polecane/publikacje-polecane/2775-ks-dr-waldemar-kulbat-droga-nawrocenia

i książki: „Gdzie jest Bóg? Historie nawróceń XX wieku” Angelo Comastriego

Urodzony w 1974 roku. Nietuzinkowy piłkarski talent. Reprezentant Polski, zawodnik m.in. Jagiellonii Białystok, Widzewa Łódź, Legii Warszawa, Cracovii. W 1997 r. zrezygnował z lukratywnej, rekordowej oferty transferowej do jednego z czołowych klubów angielskich.

Mecz pi³karskiej ekstraklasy PGE GKS Be³chatów - Legia Warszawa

W światku sportowym uchodzi pan za W człowieka głęboko wierzącego, bardzo rygorystycznie przestrzegającego praktyk religijnych. Stawiany jest pan za wzór piłkarza-katolika. Czy zgadza się pan z takim zaszufladkowaniem?

Od razu chcę wyjaśnić, że nie ma ludzi bardziej i mniej wierzących. Są jedynie tacy, którzy wierzą w Boga, bądź nie wierzą.

Nie każdy jednak, tak jak pan, objawia swoje przekonania, nie każdy ma tyle odwagi, by o nich mówić…

Istotnie, tej odwagi trochę potrzeba. Szczególnie potrzeba jej w momencie, kiedy należy sobie odpowiedzieć, czy naprawdę się wierzy, czy moja wiara to jedynie efekt wychowania rodzinnego i tradycji. Do takiej chwili trzeba dojrzeć, by jednoznacznie się określić.

Opowiadają, że zanim dla pana nadszedł ten moment, Marek Citko był łobuzem…

I teraz jestem… Nie jestem święty, jak każdy mam swoje słabości i popełniam błędy. Ważne jednak, by w codziennym życiu umieć sobie radzić z tymi słabościami.

Czy pamięta pan dzień, kiedy dokonał pan tego życiowego wyboru?

Tak, to było w Białymstoku, w czasie wielkopostnych rekolekcji. Grałem jeszcze w Jagiellonii, ale już byłem dość znanym piłkarzem. Doskonale pamiętam stres w przeddzień mojego wystąpienia. W wielkiej, wypełnionej po brzegi sali gimnastycznej, miałem mówić o tym, jak się zmieniłem, zadeklarować, że od tej pory będę żył inaczej. Bałem się tej konfrontacji, ale pojąłem, że stając się człowiekiem dorosłym, muszę dokonać zasadniczego wyboru. Zdecydowałem, że pójdę trudną drogą wiary, drogą, na której będę upadał i grzeszył, ufając jednocześnie Panu Bogu, że będzie mi pomagał podnosić się z tych upadków.

Później często pana wypytywano o szczegóły tego wydarzenia. Czy opowiadanie o bardzo osobistych wyborach nie było dla pana irytujące, wstydliwe?

To fakt, że media bardzo się interesowały moimi sprawami duchowymi, chociaż absolutnie nie zależało mi na tym, jak niektórzy sugerowali posądzając o tanią reklamę. Dochodziło z tego powodu także i do śmiesznych sytuacji, kiedy pisano, że w związku z przestrzeganym postem nie starczało mi sił w meczu. Czy mówienie o swojej wierze było wstydliwe? Nie! Jeśli ja poważnie traktuję te sprawy, to i poważni ludzie to rozumieją i szanują. Bo skoro swoje życie postanowiłem poświęcić i oddać w ręce Pana Boga i kocham Go jak ojca, a Maryję jak swą matkę, to dlaczego miałbym się tego wstydzić?! Podobnie, jak nie wstydzę się mówić, że kocham swoją żonę.

Czy we współczesnym sporcie można przestrzegać zasad, jakimi powinien kierować się chrześcijanin?

Uważam, że w większym lub mniejszym stopniu jest to możliwe. Owszem, na boisku, w czasie ostrych spięć, emocji, fauli, jest to trudne. Przyznaję, że także mnie zdarza się w ferworze walki kogoś sfaulować, kopnąć bez piłki, albo powiedzieć jakieś brzydkie słowo. W chwilach emocji nie potrafimy kontrolować swoich odruchów, ale kiedy napięcie wygasa, przychodzi czas na refleksję, uświadomienie sobie, że zrobiło się coś złego i wtedy trzeba zdobyć się na podanie ręki rywalowi. Ten akt przeprosin jest bardzo ważny dla sportowca.

Przyznałby się pan do zdobytej bramki ręką?

Hm. Jak się siedzi w fotelu, to bardzo łatwo odpowiedzieć twierdząco. Ale na boisku, kiedy dąży się do zwycięstwa, nie wiem jak bym się zachował. Tego nie da się przewidzieć, wszystko zależy od zaistniałej w konkretnych okolicznościach sytuacji. Nie, nie wiem co bym wówczas zrobił, bo przecież nikt nie zna siebie tak do końca.

Z pewnością rozwój dzisiejszego sportu nierozerwalnie związany jest z jego komercjalizacją. Pieniądze jednak nie zawsze są pomocne w osiąganiu jak najlepszych wyników…

Istotnie, w pewnych sytuacjach duże pieniądze potrafią zmarnować życie i karierę młodego człowieka. Ale czy zdoła on znieść sławę i towarzyszące jej pieniądze, zależy od jego charakteru, odporności psychicznej. W tej kwestii nie ma reguły.

Czy modli się pan o zwycięstwa?

Nigdy. Gdy wychodzę na mecz, w krótkiej modlitwie polecam Matce Bożej wszystkich zawodników. Proszę Ją, by nikomu nic złego się nie stało.

Czym tak naprawdę dla pana jest sport? Daje się zauważyć, że dla tłumu – ale nie tylko – sport staje się swoistą religią. Słuszne są to obserwacje?

Nie jestem na tyle mądry, by autorytatywnie opowiedzieć na pytanie, czy sport może być religią. Uważam, że zależy to od indywidualnego podejścia każdego z nas. Mogę jedynie powiedzieć, że ja traktuję sport wyłącznie jako rodzaj pracy, która kiedyś się skończy. Z całą pewnością, nie usiłuję robić z gry w piłkę jakiejś religii.

Był pan w Watykanie?

Tak, w grudniu 1997 roku, wraz z moją przyszłą żoną Agnieszką i grupą piłkarzy z Olsztyna, Ojciec Święty przyjął nas na takiej specjalnej, sportowej audiencji. To było dla mnie ogromne przeżycie i tak silne towarzyszyły temu wydarzeniu emocje, że nie potrafię wyrazić tego słowami. Zostały piękne zdjęcia na pamiątkę.

Papież wiedział, że przyjmuje sławnego piłkarza z Polski?

Nie wiem, jak zostałem Mu przedstawiony, ale pamiętam, że wiedział o tym, iż jestem zawodnikiem Widzewa. Powiedział bowiem, że oprócz Widzewa w Łodzi jest jeszcze ŁKS…

http://www.katolik.pl/bozy-doping,1031,812,cz.html?idr=360

Tomasz Morus.

Posted: 22 lipca 2013 in Pisarze

Świetlaną postacią rozjaśniającą mroki angielskiej historii czasów okrutnego króla Henryka VIII jest Tomasz Morus. Humanista, sędzia, mąż stanu, męczennik. – tak lapidarnie opisuje leksykon teologiczny osobę i działalność tego zdumiewającego człowieka.

morusUrodzony prawdopodobnie około 1477 roku w Londynie wychował się na dworze arcybiskupa Canterbury i lorda kanclerza kardynała Mortona, a następnie studiował prawo w Oksfordzie i Londynie. Kilkakrotnie uciekał za mury londyńskiego klasztoru kartuzów, z których wielu później podobnie jak on przypłaciło męczeństwem wierność jedności z Kościołem katolickim, poddając próbie swoje powołanie do stanu kapłańskiego. Ostatecznie jednak zdecydował się na „życie w świecie” jako prawnik i troskliwy ojciec rodziny.

W 1529 roku, po zdjęciu z urzędu lorda kanclerza kardynała Thomasa Wolseya, król powołał go jako jego następcę. Henryk VIII żywił nadzieję, że we własnej sprawie rozwodowej uda mu się przeciągnąć na swoją stronę Morusa, który już wtedy odgrywał w królestwie rolę moralnej instancji. Ponieważ papież nie anulował związku małżeńskiego zawartego z Katarzyną Aragońską, władca zerwał łączność z Rzymem i nadał sobie tytuł „najwyższego zwierzchnika Kościoła Anglii”. Morus wielokrotnie bezskutecznie zwracał się z prośbą o zwolnienie go z obowiązków. Powołując się na całą tradycję Kościoła, odmówił złożenia przysięgi na nową konstytucję kościelną, wskutek czego utracił wszystkie urzędy i został uwięziony w londyńskiej Tower. Obsadzony królewskimi kreaturami trybunał wydał na niego bestialski wyrok z powodu zdrady stanu. Miano go najpierw powiesić, a następnie odciąć i drgające jeszcze ciało poćwiartować. Król zmienił łaskawie wymiar kary na .zwykłe ścięcie”. Z pogodnym humorem Morus stwierdził, że dziękuje Jego Majestatowi za tę łaskę i prosi, aby Bóg oszczędził jej wszystkim jego przyjaciołom.

Z więzienia pisał do swojej rodziny wzruszające listy. W jednym z nich, adresowanym do córki Małgorzaty, czytamy:

„Z pewnością, droga Meg, nie możesz mieć słabszego, bardziej delikatniejszego serca niż Twój ojciec. I chociaż cała moja natura sprzeciwia się cierpieniu, a mnie szczutka przyprawia o drżenie, to przecież właśnie w tym kryje się moja siła, droga córko, że we wszystkich przeżytych śmiertelnych lękach, dzięki miłosierdziu i potędze Boga nigdy nie pomyślałem o tym, aby wyrazić zgodę na coś, co byłoby przeciwne wyrokowi mojego sumienia”.

W kręgu wielkich humanistów swojej epoki, z których wielu, jak Erazm z Rotterdamu, było z nim blisko zaprzyjaźnionych, Tomasz Morus wyróżniał się rzeczywiście jako głęboko pobożny chrześcijanin. 6 lipca 1535 roku został ścięty toporem przed zamkiem Tower w Londynie. Krótko przedtem podobny los spotkał jego przyjaciela, czcigodnego humanistę i kardynała Johna Fishera, który jako jedyny biskup Anglii podobnie nie ustąpił przed żądaniami króla. W znacznie okrutniejszy sposób przyprawiono o śmierć wielu kartuzów z Londynu. W tym stuleciu historia angielskiego dworu królewskiego nie ustępowała w niczym grozie Szekspirowskich dramatów scenicznych.

Przebywając w Tower, więzień napisał po łacinie do jednego z przyjaciół list pożegnalny węglem, gdyż zabroniono mu korzystania z pióra i atramentu. Stwierdza w nim między innymi:

„Niech Bóg się zmiłuje nad nami i z tego burzliwego życia pozwoli nam dojść do chwały Nieba, gdzie nie trzeba pisać listów, mury nie dzielą, a żaden strażnik więzienny nie podsłuchuje naszych rozmów”.

W słynnej już za jego życia Utopii, piśmie traktującym na temat idealnego państwa na ziemi, Morus zaprotestował przeciwko panowaniu autokratycznego władcy.

Przed egzekucją skazaniec modlił się za Kościół, króla i ojczyznę, a następnie zwrócił się do stojących wokoło:

„Wszystkich tutaj obecnych proszę, aby na tym świecie modlili się za mnie. Gdzie indziej ja będę to czynił za was. Módlcie się gorąco za króla, aby Bóg zechciał posłać mu dobrych doradców. Ja sam umieram jako wierny sługa królewski, ale w pierwszym rzędzie jako sługa Boga”.

Te ostatnie słowa dotarły za pośrednictwem listu do Paryża, a stamtąd wyznanie angielskiego męża stanu, że posłuszeństwo względem Boga stoi ponad wszystkim, rozeszło się po całej Europie. Zanim kat wzniósł topór, Morus zwyczajem człowieka szlachetnego, prawdziwego dżentelmena, wręczył mu sztukę złota. Kiedy już złożył głowę na pniu, odsunął na bok swoją wspaniałą brodę i z łagodną ironią zauważył:

„Ona nie popełniła zdrady stanu”.

http://www.katolik.pl/sztuka-umierania,1626,812,cz.html?idr=600

Pokuta Oscara Wilde’a.

Posted: 20 lipca 2013 in Pisarze
Tagi:

Jedyna różnica pomiędzy świętymi a grzesznikami polega na tym, że każdy święty ma jakąś przeszłość, a każdy grzesznik ma przyszłość – mawiał Oscar Wilde… Wielu pamięta jego grzechy, których było tak wiele, iż – jak twierdzą niektórzy – mogłyby przysypać niejeden konfesjonał, ale niewielu mówi o tym, że ostatnim aktem życia tego skandalizującego irlandzkiego poety, prozaika, dramatopisarza i filologa klasycznego był powrót na łono Kościoła katolickiego…

Ze szczytu na dno

220px-Oscar_WildeJuż w momencie przyjścia na świat, 16 października 1854 r. w Dublinie, Oscar (Fingal O’Flahertie Wills) Wilde był człowiekiem uprzywilejowanym. Jako syn wybitnego okulisty, laryngologa i chirurga sir Williama Wilde’a i poetki Lady Jane Wilde, która prowadziła jeden z najznamienitszych salonów literackich w Dublinie (tłumaczyła też literaturę niemiecką i działała na rzecz ruchu politycznego „Młoda Irlandia”, hołdującego hasłom niepodległościowym), miał możliwość świetnego startu w życie. Rodzice zadbali, by ich dziecko otrzymało najlepszą z możliwych edukacji. Oscar trafił więc najpierw do Portora Royal School w Enniskillen (1864-71), następnie do dublińskiego Trinity College (1871-74), by na koniec swe ponadprzeciętne uzdolnienia potwierdzić w Magdalen College w Oksfordzie (1874-78). We wszystkich szkołach zdobywał nagrody i naukowe stypendia.

W ostatnim roku na Oksfordzie zdobył pierwszy laur poetycki za wiersz Ravenna. Wśród kolegów słynął z dowcipu i elokwentnej wymowy. Zwracał uwagę ekstrawagancją swego ubioru. Dziwiła niektórych co prawda jego zniewieściała elegancja – nosił długie włosy i powiewne szaty, a pokoje, w których mieszkał, dekorował pawimi piórami, kwiatami i porcelaną – ale przypisywano to jego artystycznej duszy. Pod wpływem artysty i poety Johna Ruskina młody Oscar zaczął wyznawać zasadę „sztuka dla sztuki” (l’art pour l’art) i wkrótce stał się gorliwym wyznawcą estetyzmu.

Jego nowatorskie poglądy z jednej strony wyszydzano, z drugiej podziwiano, by z czasem przyjąć jako modne. Wilde’a zaczęto uważać za arbitra w sprawach sztuki.

Podczas podróży do Stanów Zjednoczonych w 1882 r., gdzie wyruszył z cyklem wykładów, poznał piękną i inteligentną Constance Lloyd. Dwa lata później wziął z nią ślub i zamieszkał w eleganckiej dzielnicy Londynu, gdzie wspólnie prowadzili otwarty salon, w którym gromadziła się śmietanka artystyczna i arystokratyczna stolicy Anglii. Owocem tego związku byli dwaj chłopcy – Cyril (1885 r.) i Vyvyan (1886 r.). Na utrzymanie rodziny Oscar zarabiał pracując najpierw jako dziennikarz w Pall Mall Gazette, później jako wydawca Woman’s World.

W tym okresie napisał Szczęśliwego księcia i inne opowiadania (1888 r.) oraz powieść, która przysporzyła mu wielką popularność – Portret Doriana Greya (1890 r.). Od tego momentu niemal co roku publikował satyryczne komedie, w których „sprzedawał” swój błyskotliwy humor, i które były chętnie wystawiane także w londyńskich teatrach. Najbardziej znane to Wachlarz Lady Windermere, Kobieta bez znaczenia, Mąż idealny, Bądźmy poważni na serio, Salome (skandalizująca sztuka, która miała swą premierę w Paryżu dzięki Sarah Bernhardt, gdyż wydawca angielski nie zgodził się, ze względów obyczajowo-religijnych, na wystawienie jej w Londynie). Sławy przysporzyły mu też cyniczne aforyzmy.

W wieku 37 lat Wilde miał wszystko: rodzinę, przyjaciół, sławę i majątek – gdy na jego drodze stanął młody student z Oxfordu, Lord Alfred Douglas. Zakochał się w nim bez pamięci. Od tej pory z „Bosie”, jak pieszczotliwie nazywał kochanka, spędzał każdą chwilę.

– Potrafię się oprzeć wszystkiemu prócz pokusy – mawiał.

oscar-wilde2Wtedy to ujawnił publicznie swe skłonności homoseksualne. Przyznał, że kultywuje pederastię na wzór starożytnych Greków. Ojciec Alfreda, markiz John Sholto Douglas, nie wytrzymał i oskażył Wilde’a o sodomię, zostawiając w publicznym miejscu notatkę, w której napisał celowo z błędem: „Mr Wilde posing as a Somdomite”. W odwecie Wilde oskarżył markiza o zniesławienie. Uważa się, że do wniesienia pozwu przeciw szlachcicowi namówił artystę jego kochanek, który chciał w ten sposób załatwić z ojcem własne porachunki. Skandal doprowadził Wilde’a do utraty pozycji społecznej, a przegrany proces do bankructwa. Stracił wszystkie pieniądze i dobra, z cennym księgozbiorem i domem włącznie.
Metamorfoza

6 kwietnia 1885 r. Wilde został aresztowany i oskarżony o kontakty homoseksualne (w wiktoriańskiej Anglii karalne). Sąd skazał go na dwa lata ciężkich robót. Na domiar złego, w czasie odbywania kary w podlondyńskim więzieniu w Reading zmarła jego ukochana matka, a żona wniosła pozew rozwodowy, zmieniła nazwisko swoje i dzieci na Holland i uciekła za granicę. Za dobre sprawowanie dostał pozwolenie na pisanie. Dzięki temu powstał autobiograficzny list-monolog, zaadresowany do Alfreda Douglasa (wydany pośmiertnie zatytułowany De profundis, czyli krzyk z otchłani). Dużo było w nim pretensji i żalu do kochanka, ale i głębokich rozważań nad własnym życiem. Można w nim dopatrzeć się początku nawrócenia artysty do Boga.

„Pozwoliłem wciągnąć się i omamić bezmyślnej, zmysłowej swobodzie. Przestałem być panem samego siebie, sternikiem swojej duszy i nie wiedziałem o tym. Pozwoliłem, aby przyjemności owładnęły mną. Skończyłem w wielkiej niesławie” – pisał.

Doszedł do wniosku, że tym, co człowiekowi pozostaje, jest pokora:

„Odnajduję teraz gdzieś w głębi swego jestestwa ukryte coś, mówiące mi, że nic na tym świecie nie jest pozbawione sensu, a już szczególnie cierpienie. To coś, schowane w głębi mej natury na podobieństwo zakopanego w polu skarbu, to pokora. Pokora jest tym, co mi pozostało. Jest tym, co najlepszego posiadam: dokonanym przeze mnie samego odkryciem o wadze ostatecznej, punktem wyjścia dla dalszego rozwoju. Wychynęła z głębi mnie samego, więc wiem, że przyszła we właściwym czasie. Nie mogła przyjść ani wcześniej, ani później. Gdyby ktokolwiek opowiedział mi o niej – odrzuciłbym ją. Gdyby mi ją przyniesiono – nie przyjąłbym. Ale gdy ją sam znalazłem – zatrzymam. Jest jedyną rzeczą, zawierającą w sobie pierwiastki życia, nowego życia, jakiejś Vita Nova dla mnie. Najdziwniejsze jest to, że nie można jej odrzucić, i że nikt nie może jej dać drugiemu. Nie można jej zdobyć w inny sposób, jak tylko oddając wszystko, co się posiada. Tylko wtedy, kiedy się wszystko utraci, wie się, że się ją zdobyło”.

Ujawnił, że regularnie sięgał po Pismo Święte:

„W Boże Narodzenie udało mi się otrzymać Nowy Testament po grecku i co ranka, po tym, jak posprzątam celę i wyczyszczę naczynia, czytam sobie fragmenty Ewangelii, po kilkanaście przypadkowo wybranych wersetów. Jest to wspaniały początek dnia. To pod wpływem tej lektury doszedł do wniosku, że najwznioślejszą chwilą w życiu człowieka jest ta, kiedy klęczy on w pyle, bije się w piersi i wyznaje grzechy całego swojego życia”.

„Grzesznik musi się pokajać. Dlaczego? Po prostu dlatego, że inaczej nie pojąłby, co uczynił. Moment skruchy jest momentem inicjacji. Więcej – jest sposobem, w jaki człowiek zmienia swoją przeszłość. Grecy uważali to za niemożliwe. W swoich gnomicznych aforyzmach często powtarzają, że nawet bogowie nie mogą zmienić przeszłości. Chrystus pokazał, że może tego dokonać najpospolitszy grzesznik – że jest to jedyna rzecz, jaką może uczynić” – napisał.

Więzienie opuścił Wilde jako podupadły na zdrowiu bankrut. Zmienił nazwisko na Sebastian Melmoth i wyjechał do Paryża, gdzie zamieszkał w podrzędnym hoteliku „Hotel d’Alsace”. Towarzyszył mu przyjaciel Robert Ross. W 1989 r. opublikował słynny poemat Ballada o więzieniu w Reading. Parę miesięcy później zapadł na zapalenie opon mózgowych. Kilka dni przed śmiercią wyraził pragnienie powrotu na łono Kościoła. Ross sprowadził angielskiego pasjonistę ojca Cuthberta Dunne’a, który udzielił umierającemu artyście stosownych sakramentów.

Oscar Wilde zmarł 30 listopada 1900 r. już jako katolik. Przez długi czas środowisko gejowskie uznawało jednak, że pogodzenie się Wilde’a z Kościołem katolickim było czystą manipulacją Rossa, gdyż umierając artysta był zupełnie nieświadomy swych czynów. Został pochowany na cmentarzu Cimetiere de Bagneu, ale później jego szczątki przeniesiono na słynny Père Lachaise.

Piotr Szymański

http://www.superkalejdoskop.com/index.php?option=com_content&view=article&id=483:nawrocenie-grzesznika&catid=55:kultura&Itemid=72