Archiwum dla Październik, 2013

Seria “ARGUMENTY ZA WIARĄ” ma na celu pokazanie, że chrześcijaństwo i ogólnie wiara w Boga nie jest czymś co wymaga całkowitego wyłączenia myślenia. Cykl ten może nie da niezbitego 100% dowodu na istnienie Boga (nie taki jest jego cel), lecz powinien sprawić, aby przynajmniej niektóre osoby niewierzące zmieniły swoją postawę z bezmyślnego wyśmiewania chrześcijaństwa w założenie, że “być może coś w tym jest”. Z kolei osoby już wierzące być może wzmocnią swoją wiarę po kolejnych wpisach z tej serii.

File_CELLAteistyczni ewolucjoniści twierdzą, że przed miliardami lat, wskutek nieustannego mieszania się materii nieożywionej, wskutek promieniowania kosmicznego, wyładowań atmosferycznych i innych jeszcze czynników natury fizyko-chemicznej powstały z tej materii najprostsze żywe komórki. Twierdzą również, że z tych najprostszych komórek wskutek ewolucji powstał tak fantastycznie różnorodny świat organizmów żywych, jaki mamy obecnie.

Tymczasem w rzeczywistości nawet najprostsza komórka ma bardziej złożoną strukturę, niż (na przykład) statek kosmiczny. Dlatego jej samorzutne powstanie jest nie tylko niesłychanie mało prawdopodobne, ale wprost niemożliwe z powodu innej przyczyny.

Przyczyną tą jest fakt, że każda żywa komórka, czy to roślinna, czy to zwierzęca, posiada w sobie informację genetyczną, która pozwala jej się mnożyć. Ale jeśli pierwsza, najprostsza komórka powstała samorzutnie, bez ingerencji jakiegokolwiek logicznego bytu, to nie miała prawa mieć w sobie takiej informacji ani jakiegokolwiek mechanizmu, który by do tego służył. Po co miałaby się mnożyć, skoro powstała wskutek, najzupełniej przypadkowych konfiguracji. W takim razie ta przypadkowo powstała komórka, zginęłaby po krótszym lub dłuższym okresie istnienia. W rezultacie niemożliwe byłoby nie tylko dzielenie się komórek, ale też jakakolwiek ich ewolucja.

Konkluzja wynikająca z tego rozumowania jest jedna: Żywa komórka nie mogła powstać samorzutnie, ale najzwyczajniej w świecie jest dziełem Stwórcy. Człowiek z całą swoją inteligencją i technologią nie jest w stanie stworzyć komórki z materii nieożywionej, a bezrozumna materia przypadkowo doprowadziła do jej powstania?

*

### Dr. n. med. L. Newman – „Wszak, człowiek z całą swoją dotychczasową wiedzą nie jest w stanie złożyć jednej, pojedynczej komórki i ożywić jej. W przeciwieństwie, Inteligentna Siła Stwórcza jest w stanie wyprodukować ok. 600 miliardów tych komórek, poukładać je odpowiednio i utworzyć dziecko w 280 dni!”

### Ernst Boris Chain – biochemik – nagroda Nobla w dziedzinie medycyny – “Laboratoryjna synteza nawet najprostszej komórki jest po prostu niemożliwa, a wyobrażenie człowieka, że może konkurować z Bogiem jest absurdalne.” “Prędzej uwierzyłbym w bajki niż w takie szalone spekulacje. Od lat mówię, że spekulacje na temat pochodzenia życia nie prowadzą do żadnego użytecznego celu, jako że nawet najprostszy żywy system jest o wiele bardziej złożony niż to, co można by zrozumieć na poziomie niezmiernie prymitywnej chemii, którą stosują naukowcy w swych próbach wytłumaczenia tego, co niewytłumaczalne i co miało się wydarzyć miliardy lat temu. Boga nie da się ominąć wymówką opartą na tak naiwnym myśleniu.”

### Werner Arber – biolog i laureat nagrody Nobla – „Chociaż jestem biologiem, muszę przyznać, iż nie rozumiem w jaki sposób powstało życie… Uważam, iż życie zaczyna się dopiero na poziomie funkcjonalnej komórki. Najbardziej prymitywna komórka może wymagać przynajmniej kilkuset różnych specyficznych makromolekuł biologicznych. W jaki sposób takie już dosyć złożone struktury mogły się połączyć pozostaje dla mnie tajemnicą. Możliwość istnienia Stwórcy, Boga, stanowi dla mnie satysfakcjonujące rozwiązanie tego problemu.”

### Harold Clayton Urey – chemik, nagroda Nobla w dziedzinie chemii – „My wszyscy, którzy badamy pochodzenie życia odkrywamy, iż im bardziej się w nie zagłębiamy tym bardziej odczuwamy, że jest ono aż nadto złożone, by mogło wyewoluować w jakimkolwiek miejscu”.

### Francis Crick – nagroda Nobla w dziedzinie medycyny – „Tym, co jest tak bardzo frustrujące dla naszego obecnego celu jest fakt, iż wydaje się być niemal niemożliwym podać jakąkolwiek wartość liczbową prawdopodobieństwa tego, co wygląda na raczej mało realny łańcuch zdarzeń… Człowiek uczciwy, uzbrojony w całą wiedzę, która jest nam obecnie dostępna mógłby jedynie stwierdzić, iż w pewnym sensie pochodzenie życia wydaje się w tej chwili być niemalże cudem, tak wiele jest warunków, które musiałyby zostać spełnione, aby ono zaistniało.”

„Zdecydowana większość sekwencji [aminokwasów] w ogóle nigdy nie mogła powstać na drodze syntezy, w jakimkolwiek czasie.”  „Za każdym razem, gdy piszę referat na temat pochodzenia życia postanawiam sobie, iż nigdy nie napiszę następnego, gdyż jest tam zbyt wiele spekulacji ścigającej zbyt mało faktów.”

### Jacques Lucien Monod – nagroda Nobla w dziedzinie medycyny – „Rozwój systemu metabolicznego, który, w miarę jak pierwotna zupa stawała się coraz rzadsza, musiał ‚nauczyć się’ dysponowania chemicznym potencjałem i syntezy części składowych komórki, stwarza Herkulesowe problemy. Tak też jest w przypadku pojawienia się selektywności przepuszczalnej membrany, bez której nie może być mowy o jakiejkolwiek prawdziwej komórce. Jednakże głównym problemem jest pochodzenie kodu genetycznego oraz jego mechanizmu translacyjnego. W rzeczy samej, zamiast nazywać to problemem powinniśmy raczej określić to mianem zagadki. Kod jest bezużyteczny, jeżeli nie zostanie odkodowany. Mechanizm translacyjny współczesnej komórki złożony jest z co najmniej pięćdziesięciu makromolekularnych składników, które same są zakodowane w DNA: kod nie może zostać poddany translacji inaczej niż przez produkty translacji. Jest to współczesne wyrażenie dawnego omne vivum ex ovo [wszystko co żyje, (powstaje) z jaja]. Kiedy i jak to koło zostało zamknięte? Jest to niewiarygodnie trudne do wyobrażenia.”

### Ilya Prigogine – nagroda Nobla w dziedzinie chemii – „Prawdopodobieństwo tego, iż przy zwykłych temperaturach makroskopiczna ilość molekuł zostaje zgromadzona dając początek wysoce zorganizowanym strukturom oraz skoordynowanym funkcjom charakteryzującym żywe organizmy jest absurdalnie małe. Idea spontanicznego pochodzenia życia w swej obecnej formie jest więc wysoce nieprawdopodobna, nawet na skalę miliardów lat, podczas których nastąpiła prebiotyczna ewolucja.”

### George Wald – nagroda Nobla w dziedzinie medycyny – „Myślę, że naukowiec nie ma innego wyboru, jak tylko podejść do problemu genezy życia poprzez hipotezę samoistnego wytworzenia się… Wystarczy jedynie rozważyć ogrom tego zadania wyewoluowania pierwotnego życia z materii nieorganicznej, by przyznać, że samoistne wytworzenie się żywego organizmu jest niemożliwe. Jednak, oto jesteśmy – w wyniku, jak wierzę, samoistnego wytworzenia się.”

„Nie chcę uwierzyć w Boga. Dlatego też wolę wierzyć w to o czym wiem, iż jest naukowo niemożliwe: samoistne wytworzenie się prowadzące do ewolucji.”

http://www.wiara.us/Przyroda.html

http://potop-exodus.w.interia.pl/ewolucja/noblisci.html

Reklamy

Seria “ARGUMENTY ZA WIARĄ” ma na celu pokazanie, że chrześcijaństwo i ogólnie wiara w Boga nie jest czymś co wymaga całkowitego wyłączenia myślenia. Cykl ten może nie da niezbitego 100% dowodu na istnienie Boga (nie taki jest jego cel), lecz powinien sprawić, aby przynajmniej niektóre osoby niewierzące zmieniły swoją postawę z bezmyślnego wyśmiewania chrześcijaństwa w założenie, że “być może coś w tym jest”. Z kolei osoby już wierzące być może wzmocnią swoją wiarę po kolejnych wpisach z tej serii.

Jean-Léon_Gérôme_-_The_Christian_Martyrs'_Last_Prayer_-_Walters_37113

Przemienione życie pierwszych chrześcijan jest jednym z najbardziej przekonujących świadectw faktu zmartwychwstania. Musimy zapytać: Co skłaniało ich do głoszenia wszędzie wiadomości o zmartwychwstałym Chrystusie?

Gdyby istniały jakieś widoczne korzyści będące rezultatem ich wysiłków – takie jak pozycja, bogactwo, wyższy status społeczny – moglibyśmy logicznie wytłumaczyć ich działanie. W nagrodę jednak za swoje szczere i całkowite oddanie zmartwychwstałemu Chrystusowi ci pierwsi chrześcijanie byli bici, kamienowani, rzucani lwom na pożarcie, torturowani, krzyżowani i poddawani wszelkim możliwym do wymyślenia represjom mającym powstrzymać ich od głoszenia nauki Jezusa. Sami byli wszakże jednymi z najbardziej pokojowo nastawionych ludzi i nikomu nie narzucali siłą swych przekonań. Raczej oddawali swoje własne życie na dowód całkowitej pewności co do prawdy przekazywanego orędzia.

Bardzo trudne byłoby wyjaśnienie przemiany tych wszystkich ludzi, gdyby zmartwychwstanie nie było prawdziwe. Profesor Robert Grant (University of Chicago) był najbardziej płodnym historykiem amerykańskim swojego pokolenia, jeśli chodzi o wczesne chrześcijaństwo. Powiedział on:

„Powstanie chrześcijaństwa jest prawie nie do pojęcia, jeżeli takie wydarzenie nie miałoby miejsca”. [1]

Ktoś mógłby powiedzieć, że np. fundamentaliści islamscy także oddają za coś życie. Jest tutaj jednak pewna różnica. Obecni fundamentaliści żyją ponad tysiąc lat od początku Islamu. Pierwsi chrześcijanie umierali za wiarę w coś co po pierwsze działo się w ich czasach. Tam nie potrzebna była jakaś wielka wiara. Oni mogli łatwo sprawdzić argumenty na których opierali swoje przekonanie w zmartwychwstanie. Po drugie ciężko uwierzyć, aby grupa osób, które były najbliżej Jezusa za czasów jego nauki (apostołowie i inni), mogła patrzeć spokojnie, jak ludzie umierają za coś, co może nie być pewne na 100%. W przypadku tej grupy osób trudno mówić o wierze. Oni wiedzieli, że albo Jezus pokazał im się, albo to ich kłamstwo. W kłamstwo ich trudno uwierzyć, gdyż jak można z jednej strony rozprzestrzeniać tak wzniosłe pod względem moralnym nauki, a z drugiej strony tak bezczelnie kłamać i patrzeć, jak inni umierają niepotrzebnie. Apostołowie musieli otrzymać niepodważalny dowód na zmartwychwstanie Jezusa. A najlogiczniejszym dowodem jest Chrystus, który im się ukazał.

„Czy ci mężczyźni, którzy przyczynili się do przemiany moralnej struktury społeczeństwa, są wytrawnymi kłamcami czy też szaleńcami opanowanymi złudzeniem? Te propozycje są trudniejsze do uwierzenia niźli fakt Zmartwychwstania, i nie ma nawet krztyny dowodu, aby je potwierdzić” – Paul Little [2]

Pascal, francuski filozof, pisze: „Twierdzenie, jakoby Apostołowie byli oszustami, jest absurdalne. Spróbujmy jednak prześledzić logiczne konsekwencje takiego poglądu. Wyobraźmy sobie tych dwunastu mężczyzn, którzy spotykają się po śmierci Jezusa Chrystusa i knują spisek, że będą głosić Jego zmartwychwstanie. Stanowiliby w ten sposób zagrożenie zarówno dla władz cywilnych, jak i religijnych. Można by więc spodziewać się reakcji władz. Serce człowieka charakteryzuje się zmiennością i niestałością; łatwo go skusić obietnicami dóbr materialnych. Gdyby chociaż jeden z nich poddał się tak nęcącym pokusom lub dał posłuch bardziej przekonującym argumentom więzienia i tortur, wszystko wydałoby się”. [3]

Profesor prawa z Harvardu Simon Greenleaf, który przez wiele lat prowadził wykłady na temat tego, jak analizować świadectwo i ustalić, czy kłamie ono, czy nie, podsumowuje, pisząc o Apostołach:

„Było zatem niemożliwością, by mogli oni wytrwać przy prawdach, które głosili, gdyby Jezus rzeczywiście nie powstał z martwych i gdyby oni nie znali tego faktu z taką samą pewnością, z jaką znali każdy inny fakt. Kroniki działań wojennych nie dostarczają przykładu dla tak heroicznej stałości, cierpliwości i niezachwianej odwagi. Mieli oni wszelkie możliwe motywy, by dokładnie zrewidować podstawy swojej wiary oraz materiał dowodowy opierający się na faktach i prawdach, które stanowczo podtrzymywali”. [4]

Dr George Eldon Ladd, pisząc z kolei na temat historycznego znaczenia przemiany Apostołów, stwierdza: „Historyk [nie wierzący w zmartwychwstanie Chrystusa – przyp. red.] musi także przyznać, że historyczny krytycyzm nie znalazł jeszcze wystarczającego historycznego wyjaśnienia tych faktów; że dla tego historyka przemiana uczniów jest problemem nierozwiązalnym. Musi on także przyznać, iż pogląd twierdzący, że Jezus rzeczywiście powstał z martwych, wyjaśnia wszystkie fakty”. [5]

Na sam koniec jeszcze jedno ciekawe spostrzeżenie. Przez pierwsze trzy wieki naszej ery jedyną religią prześladowaną w Cesarstwie Rzymski było chrześcijaństwo. Cała masa innych wierzeń trwała sobie w sielance. Chrześcijaństwo jednak nie upadło (jak zapowiedział Chrystus). W IV wieku wszystko się odwraca. W roku 391 za sprawą Teodozjusza I chrześcijaństwo zostało wyniesione do miana religii państwowej. Praktykowanie innych religii było karane śmiercią. Jakie były tego konsekwencje? Wszystkie religie pogańskie po prostu bardzo szybko zniknęły. Można powiedzieć, że w taki sposób same się sfalsyfikowały. Tak było min. z mitraizmem, które przecież swego czasu Cesarz Aurelian (214-275) wyniósł do rangi religii państwowej. W rezultacie jednak zapowiedzianych prześladowań religia ta w krótkim czasie zaniknęła. Na podstawie wykopalisk wiemy, że mitrea po prostu zostały porzucone; odnalezione zabytki sztuki mitraistycznej nie noszą najczęściej śladów zniszczenia. [6]

Opracowano min. na podstawie książki „Sprawa Zmartwychwstania” – Josha McDowella

[1] Robert Grant, Historical Introduction to the New Testament, New York, Harper and Row, 1963, s.302.

[2] Paul Little, Know Why You Believe, Scripture Press Publications, Inc., Wheaton, Illinois, 1971, s. 63

[3] The Essential Pascal, red. Robert W. Gleason, Mentor-Omega Books, New York 1966, s. 187

[4] Simon Greenleaf, An Examination of the Testimony of the Four Evangelists by the Ruler of Evidence Administered in the Courts of Justice, s. 29.

[5] George Eldon Ladd, The New Testament and Criticism, Grand Rapids, Mich., Wm. B. Eerdmans, 1967, s. 188

[6] http://pl.wikipedia.org/wiki/Mitraizm

 

Seria “ARGUMENTY ZA WIARĄ” ma na celu pokazanie, że chrześcijaństwo i ogólnie wiara w Boga nie jest czymś co wymaga całkowitego wyłączenia myślenia. Cykl ten może nie da niezbitego 100% dowodu na istnienie Boga (nie taki jest jego cel), lecz powinien sprawić, aby przynajmniej niektóre osoby niewierzące zmieniły swoją postawę z bezmyślnego wyśmiewania chrześcijaństwa w założenie, że “być może coś w tym jest”. Z kolei osoby już wierzące być może wzmocnią swoją wiarę po kolejnych wpisach z tej serii.

Faktem numer jeden jest powstanie i istnienie Kościoła. Pierwotny sukces Kościoła chrześcijańskiego jest zjawiskiem historycznym, które domaga się wyjaśnienia. Jego początki prowadzą bezpośrednio do miasta Jerozolima w Palestynie około A. D. 30. Kościół rozkwitnął w tym samym mieście, w którym ukrzyżowano i pogrzebano Jezusa.

Czy jesteś w stanie uwierzyć, że pierwotny Kościół mógłby przetrwać chociaż jeden tydzień we wrogim sobie otoczeniu, gdyby Chrystus nie powstał z martwych? Wystarczyło pokazać ciało Jezusa, a chrześcijaństwo zostałoby zduszone w zarodku.  Paul Meier, profesor historii starożytności na Western Michigan University mówi:

„Gdzie rozpoczęło się chrześcijaństwo? Odpowiedź brzmi: W jednym punkcie na ziemi – w Jerozolimie. A jest to ostatnie miejsce, gdzie ono mogłoby się rozpocząć, gdyby grób Jezusa pozostawał zajęty, ponieważ każdy, kto przedstawiłby ciało martwego Jezusa, zadałby śmiertelny cios rodzącemu się chrześcijaństwu, rozpłomienionemu Jego rzekomym zmartwychwstaniem.

To, co się wydarzyło w Jerozolimie siedem tygodni po pierwszej Wielkanocy, mogło się wydarzyć tylko dlatego, że ciało Jezusa w jakiś sposób zniknęło z grobu Józefa. Gdyby było inaczej, przywódcy świątyni – w swojej dyskusji z Apostołami – zwyczajnie zdmuchnęliby ten nowy ruch przez uczynienie z grobowca Józefa z Arymatei dowodu nr 1. Nie zrobili tego, ponieważ widzieli, że grób był pusty. Ich oficjalne wyjaśnienie – że uczniowie ukradli ciało – było potwierdzeniem faktu, że grób był rzeczywiście pusty”.

Zmartwychwstanie było głoszone w odległości kilku minut drogi od grobu Józefa. W rezultacie pierwszego kazania – natychmiast po powołaniu się na zmartwychwstałego Chrystusa – uwierzyło trzy tysiące ludzi. Wkrótce potem uwierzyło następne pięć tysięcy (teksty NT mówiące min. o tych nawróceniach powstały w czasach, kiedy wciąż żyli ludzie pamiętający czasy Chrystusa, a więc trudno zarzucać kłamstwo autorom tych tekstów, tym bardziej, że chrześcijanie mieli wielu wrogów, którzy od razu wytknęliby autorom NT mijanie się z prawdą).

Czy tylu ludzi mogłoby się nawrócić, gdyby Jezus nie zmartwychwstał?

Dodatkowo należy zadać pytanie, co takiego motywowało pierwszych chrześcijan (głównie tych z I wieku, ale także z dwóch kolejnych stuleci), do wytrwania przy wierze nawet w obliczu utraty życia? Ludzie ci byli prześladowani z dwóch stron: zarówno przez Żydów jak i Rzymian. Można powiedzieć, że ludzie potrafią oddawać życie za coś w co wierzą (np. muzułmanie). Pierwsi chrześcijanie jednak wierzyli w wydarzenie, które miało miejsce za ich życia, a nie wieki wcześniej. Mieli oni więc możliwość sprawdzenia podstaw swojej wiary i na pewno to robili.  Najwyraźniej dowody za zmartwychwstaniem Chrystusa były, aż tak przytłaczające, świadków tak wielu i tak wiarygodnych,  że woleli oddać swoje życie, aniżeli oddać np. boską cześć Cezarowi, gdyż wiedzieli, że jeżeli Jezus zmartwychwstał, to i oni choć umrą, żyć będą.

### Dr J. N. D. Anderson – kierownik Instytutu Zaawansowanych Studiów Prawniczych Uniwersytetu Londyńskiego – wyprowadza z tego dowodu wniosek, że Kościół zawdzięcza powstanie zmartwychwstaniu swego założyciela. Ten sławny prawnik pyta: „Czy rzeczywiście istnieje jakaś inna teoria zgadzająca się z faktami?”.

### Dr Daniel Fuller zauważa, że „próba wyjaśnienia tego (Kościoła) bez odwołania się do zmartwychwstania jest tak beznadziejna, jak próba wyjaśniania historii Rzymu bez odwołania się do Juliusza Cezara”.

„Sprawa Zmartwychwstania” – Josh McDowell i inne

PelePelé, właśc. Edson Arantes do Nascimento – brazylijski piłkarz. Obecnie honorowy prezydent New York Cosmos. Uznawany jest obok Diego Armando Maradony za najlepszego piłkarza wszechczasów. Zdobył 3 razy (1958, 1962 1970) mistrzostwo świata. Prawie całą karierę spędził w Santosie, rozgrywając w sumie 605 meczy i strzelając 589 goli. W 1974 roku Pelé zdecydował o zakończeniu kariery. Pożegnalny mecz oglądało z trybun ponad 200 tys. kibiców. Poza byciem legendą futbolu, Brazylijczyk jest również znany ze swojej bardzo silnej wiary. Nie on zresztą jedyny, gdyż piłkarze z tego kraju często są bardzo religijni.

Już od samego początku było widać, że Pele ma ogromny talent. Pewnego dnia chłopiec zastał trenera w swoim domu.  Mama płakała, ojciec był posępny.  Mama mówiła: Panie, przecież to jeszcze dziecko,  niech skończy szkołę, zdobędzie zawód.

No tak, ale Santos to jest uniwersytet piłkarski.  To jest szansa!  – odpowiedział trener.

Mama uszyła Pelemu pierwsze długie spodnie,  przecież jedzie do Santos, do zawodowców.

„Całą noc nie spałem.  Przytulałem posążek Matki Boskiej i prosiłem:  Doradź, Madonna, pomóż, Matko, pokieruj mną…”. Przyszedł do mnie tata.  „Widziałem, że nie śpisz, synu,  to było marzeniem mojego życia.  Nie spełniło się. Może to dla ciebie Pan Bóg  przygotował moje miejsce…  Będziesz grał z zawodowcami.  Szanuj ich…  Trzymaj na wodzy swój charakter.  Graj tak, jakby to miał być ostatni mecz.  Krzykacze do niczego nie dochodzą”. Tej nocy Pele nie zasnął.  „Płakałem całą noc i modliłem się na przemian”.

Wyjazd do Santosu okazał się strzałem w dziesiątkę. Pele szybko został jednym z najlepszych zawodników ligi brazylijskiej. Dzięki dobrym występom został powołany do kadry reprezentacji Brazylii na Mistrzostwa Świata w Szwecji w 1958 roku.

Dwudziestego ósmego czerwca 1958 r. odbył się mecz o mistrzostwo świata Szwecja – Brazylia  na stadionie Rasunda w obecności pary królewskiej.  W szatni zniknął Pele.  Trener wiedział, gdzie go szukać. Pele na klęczkach modlił się. Trener dotknął go łagodnie.  Nic nie powiedział, dał znak, że czas iść na płytę boiska.  Rozgrzewka, pamiątkowe zdjęcia  i hymn narodowy Brazylii i Szwecji.  Teraz słuchają mama i tata.  Pele – jak zwykle to czynił – przeżegnał się i ucałował medalik.  Szwedzi zaczęli z impetem.  Liedholm w czwartej minucie  zdobywa prowadzącego dla Szwedów gola.  Stadion szaleje – heja, heja…  Włącza się Pele.  Prezentuje wszystkie numery swego repertuaru.  Gra głową, obcasami, czubkami butów, piersią, kolanami.  Publiczność oczarowana klaszcze,  a duch wstąpił w Brazylijczyków.  Do przerwy Vava ustala wynik na 1:2. W drugiej połowie było jeszcze lepiej i Brazylia wygrała tamten mecz 5:2, a Pele był jednym z ojców zwycięstwa. Był to jednak dopiero początek wielkiej kariery jednego z najwybitniejszych piłkarzy w historii futbolu.

http://mateusz.pl/ludzie/tjk07.htm

ARGUMENTY ZA WIARĄ#15 Kobiety…

Posted: 27 października 2013 in ARGUMENTY ZA WIARĄ

cute-girl-wearing-blue-scarf_wallpapers_38290_768x1280

Louis Armstrong – legenda jazzu.

Posted: 27 października 2013 in Muzycy

Louis Daniel Armstrong – amerykański trębacz i wokalista jazzowy. Wyróżniał się stylem gry na trąbce i wokalistyką jazzową, do której wprowadził śpiew scatem. W 1990 Louis Armstrong został wprowadzony do Rock and Roll Hall of Fame. Był znany na całym świecie. Przychodziły do niego oferty z całego globu. Płyty Louisa rozchodziły się w milionowych nakładach. Występował w Europie, przyjął go papież Pius XII, królowie, głowy państw, wielkie organizacje i koncerny.

Louis+Armstrong
 

Poniżej fragment wywiadu Armstronga dla „Il Giorno” (1960 r.)

Wypowiedź tę zanotował Carlo Mazarella: „Wiesz, Carlo, od dawna chciałem Ci to powiedzieć, bo dawno Cię obserwuję. Dzisiaj też. Nie głoszę Ci kazania… Mówisz, że kochasz jazz, poświęciłeś mu wiele lat swojego życia. Twój dom jest pełen moich płyt i starej muzyki Nowego Orleanu. Ty nigdy nie zrozumiesz jazzu, bo Ty nie wierzysz w Boga!

A czym są spirituals, blues i cała reszta, jeśli nie naszym hymnem, naszym uwielbieniem dla Boga? Myślisz, że Murzyni wytrzymaliby na plantacjach bez Boga, bez wiary, bez nadziei w Nim? Wszyscy popełnilibyśmy samobójstwo. To tym jest jazz”.

Już za życia Louisa ten gatunek muzyki rozwinął się, udoskonalił, zeuropeizował. Stary Armstrong mówił dalej do swego rozmówcy: „Jedną rzecz, zauważ, która różni stary jazz od nowego. Jest to idea śmierci. Na pogrzebach gramy stary jazz, bo jest w nim akceptacja życia i śmierci. W jazzie, który uprawiają młodzi, jest bunt przeciwko śmierci. Ludzie miotają się, wiją, jakby chcieli wymknąć się śmierci. To jest lęk przed śmiercią, trwoga przed śmiercią”.

Lekarze ostrzegali – mistrzu, trzeba zwolnić! Mistrz szedł w żywioł, który go porywał i unosił, i wyrzucał na brzeg. „Zabierzcie mi wszystko. Zostawcie mi tylko żonę i trąbkę”…

W 1970 roku mistrz przeszedł pierwszy zawał. Podleczono go, wrócił do domu i znów do trąbki. „Gdy nie usłyszycie już dźwięków mojej trąbki, to znaczy … przygotowuję się do „przejścia za Jordan”… Odchudzam się, abyście niosąc Satchmo (przydomek Louisa), nie zmęczyli się zbytnio. Ale poważnie… Proszę Was, na pogrzebie zagrajcie mi kawałeczek jazzu, np. „New Orlean Function”…

Ludzie, zostawcie mi trochę spokoju. Już nie mam dla Was czasu. Muszę się przygotować, bo poznałem największego specjalistę od trąbki, Archanioła Gabryela. Wykonam z Nim w duecie- „When It’s Thime Sleepy Down South”.

Pogrzeb odbył się w małej kapliczce dzielnicy, w której mieszkał. Uroczystość tę transmitowało 16 krajów Europy. Peggy Lee śpiewała „Our Father” – „Ojcze Nasz”. Zaś niewidomy śpiewak, Al. Hibber, śpiewał – „Nikt nie zna trosk, które przeżyłem”. Dzieciaki murzyńskie niosły transparent – „Wszyscy Cię kochali Louis!”. Pastor zakończył mowę słowami: „Zrób miejsce, Gabryelu, Louis przychodzi!”.

Panie Louis, nie umiem jazzu, ale jeśli Ty swoim graniem wyznawałeś wiarę w Boga, to ja Cię nie dogonię, bo ja tak nie umiem, jak Ty, wierzyć. Jeśli grasz z Gabryelem w duecie, to Ty jesteś Wielki KTOŚ!

Ks. Tymoteusz „Niedziela” 31/97

http://www.mateusz.pl/ludzie/louis.htm

Seria “ARGUMENTY ZA WIARĄ” ma na celu pokazanie, że chrześcijaństwo i ogólnie wiara w Boga nie jest czymś co wymaga całkowitego wyłączenia myślenia. Cykl ten może nie da niezbitego 100% dowodu na istnienie Boga (nie taki jest jego cel), lecz powinien sprawić, aby przynajmniej niektóre osoby niewierzące zmieniły swoją postawę z bezmyślnego wyśmiewania chrześcijaństwa w założenie, że “być może coś w tym jest”. Z kolei osoby już wierzące być może wzmocnią swoją wiarę po kolejnych wpisach z tej serii.

klepsydra-z-piaskiem_17-1007100053Józef Flawiusz, historyk żydowski, pisze, że w narodzie izraelskim w tamtych czasach (I w.) uważano za rzecz oczywistą, że wkrótce ma się narodzić mesjasz, władca świata. To przekonanie było najważniejszym motywem zbrojnego wystąpienia Żydów przeciwko cesarstwu rzymskiemu, największej militarnej potędze ówczesnego świata (66 – 70 r.). Izraelici oczekiwali przyjścia mesjasza w I w., a więc w tym czasie, kiedy narodził się Jezus. Przybliżoną datę jego przyjścia ustalili w oparciu o dwa teksty Pisma św. Starego Testamentu.

1.   Tekst prorocki, który najmocniej przemawiał do świadomości żydowskiej, wskazując na datę przyjścia mesjasza, pochodzi z Księgi Daniela (7,  13-14; 9, 24). Znajduje się w tym proroctwie (9, 24) jedyne w Starym Testamencie bardzo konkretne czasowe wskazanie wypełnienia się tej zapowiedzi. Z tego prorockiego tekstu dowiadujemy się, że mesjasz ma narodzić się po upływie „siedemdziesięciu tygodni”. Dla wszystkich komentatorów jest oczywiste, że nie chodzi tu o tygodnie, lecz o siedmiolecia. W języku hebrajskim wyraz shabhuim oznacza bowiem „siedmiolecie”. Tak więc proroctwo mówi, że mesjasz przyjdzie na świat po upływie siedemdziesięciu siedmioleci (490 lat) od wydania dekretu króla Artakserksesa (458 – 457 przed Chrystusem) lub jak twierdzą inni – od dekretu Cyrusa w 538 r. Jedno jest pewne: że proroctwo to wskazuje na przyjście mesjasza w latach, w których żył Chrystus. Jest to rzecz niezwykła, że tylko jeden raz w Starym Testamencie została podana w przybliżeniu data przyjścia mesjasza i rzeczywiście stała się ona dla chrześcijan początkiem ery mesjańskiej. Wykopaliska w Qumran potwierdzają, że taką właśnie interpretację proroctwa Daniela głosili żydowscy mnisi znad Morza Martwego, którzy mieli wielki autorytet w całym Izraelu w dziedzinie tłumaczenia Pisma św. Również inne wpływowe środowiska w Izraelu obliczały czas przyjścia mesjasza, władcy świata, w podobny sposób i ten fakt wyjaśnia, dlaczego w czasach Chrystusa tak żywe i powszechne było wśród Żydów oczekiwanie na przyjście mesjasza. Zgodnie z tymi wierzeniami czas mesjański miał się zacząć około 20 lat przed narodzeniem Chrystusa. W tym właśnie okresie Żydzi oczekiwali przyjścia tajemniczego mesjasza. Trzeba również pamiętać, że Jezus Chrystus, nazywając siebie „Synem człowieczym”, wielokrotnie wskazywał, że to proroctwo wypełniło się w Jego osobie.

2. Drugi tekst prorocki znajduje się w Księdze Rodzaju: „Nie zostanie odjęte berło od Judy ani laska pasterska spośród kolan jego, aż przyjdzie ten, do którego ono należy, i zdobędzie posłuch u narodów!” (Rdz 49, 10). Berło zostało zabrane Judzie w czasach Chrystusa; wtedy panował Herod Wielki, ostatni żydowski król, a po jego śmierci państwo Izrael straciło wszelką autonomię aż do 1948 r. Żydzi z czasów Chrystusa ściśle wiązali utratę niepodległości i panowanie Rzymian z tekstem proroctwa Jakuba (Rdz 49, 10).

*

E.F. Scott tak opisuje czasy Chrystusa: „(…) był to okres wielkiego poruszenia. Przywódcy religijni nie byli w stanie powstrzymać zapału ludzi, którzy wszędzie oczekiwali pojawienia się Wybawiciela. Ta atmosfera wyczekiwania niewątpliwie podgrzana była poprzedzającymi ją wydarzeniami historycznymi.”

Jacob Gartenhaus odzwierciedla żydowskie nadzieje panujące za czasów Chrystusa: „Żydzi oczekiwali przyjścia Mesjasza jako tego, który wyzwoli ich z rzymskiej niewoli (…) nadzieja mesjanistyczna w zasadzie wiązała się z wyzwoleniem narodowym”

Minęło już więcej niż jedno pokolenie, odkąd Rzymianie zaczęli ograniczać wolność Żydów, a środki represji poruszyły w Izraelu żywsze uczucia patriotyczne. Marzenie o cudownym wyzwoleniu i królu-Mesjaszu, który doprowadzi do powstania przeciw Rzymowi, nabrały w tamtym okresie nowego znaczenia. Samo w sobie nie było to jednak nic nowego. Wzburzenie, którego dowody obecne są w Ewangelii, poprzedzone było długim okresem wzrastającego oczekiwania na przyjście Mesjasza.

Mylne oczekiwania. Jak wynika z relacji Łukasza, kiedy Jezus pojawił się na ziemi, wielu Żydów tęsknie wyglądało Mesjasza. Należał do nich Symeon, który „oczekiwał pocieszenia Izraela” i „wyzwolenia Jerozolimy”, gdy małego Jezusa przyniesiono do świątyni (Łk 2:25, 38). W czasie służby publicznej Jana Chrzciciela lud również „trwał w oczekiwaniu” na Chrystusa, czyli Mesjasza (Łk 3:15). Sporo osób sądziło jednak, że będzie on odpowiadać ich utartym wyobrażeniom.

Źródła żydowskie potwierdzają relację z Łukasza 2:38, gdzie powiedziano o oczekiwaniu na wyzwolenie Jerozolimy. The Jewish Encyclopedia (1976, t. VIII, s. 508) podaje, że Żydzi „tęsknili za obiecanym wybawcą z domu Dawida, który by ich uwolnił spod jarzma znienawidzonego, obcego uzurpatora, położył kres bezbożnej władzy Rzymu i ustanowił własne pokojowe rządy”. Próbowali uczynić go ziemskim królem (Jn 6:15). A gdy nie spełnił ich nadziei, odrzucili go.

Po śmierci Jezusa Żydzi zgodnie z jego zapowiedzią poszli za różnymi fałszywymi mesjaszami (Mt 24:5). „Ze słów Flawiusza wynika, że w pierwszym stuleciu, przed zburzeniem Świątyni [w 70 r.], powstało kilku mesjaszów, którzy obiecywali uwolnienie spod jarzma rzymskiego i znajdowali chętnych naśladowców” (The Jewish Encyclopedia, t. X, s. 251). Jednym z najbardziej znanych pseudomesjaszów był Bar Kochba (Bar Kosiba), powitany w 132 r. n.e. jako Mesjasz i król. Stanął na czele powstania, które zostało zdławione przez żołnierzy rzymskich i kosztowało życie tysięcy Żydów

*

Jest jeszcze jedna podstawowa sprawa: rodowód. Po zdobyciu Jerozolimy przez Tytusa w 70 r. i zburzeniu Świątyni, (gdzie prowadzono „metryki chrztu”), żaden Żyd nie był w stanie udokumentować swego rodowodu. Tak, więc to był ostatni moment, w którym mógł się objawić Mesjasz z rodu Dawida. Okres bezpośrednio poprzedzający narodziny Jezusa, czas Jego życia i następne kilkadziesiąt lat po Jego śmierci, to w Palestynie czas niesłychanej gorączki mesjańskiej. To trochę przypomina Polskę po rozbiorami przed wybuchem Powstania Styczniowego, jeśli o atmosferę chodzi. Objawiło się wtedy kilkudziesięciu mesjaszy, co momentalnie gromadziło wokół nich tłumy. Jednak żaden z nich ani nie nauczał, ani nie głosił swojej nauki w taki sposób, w jaki czynił to Jezus. To było coś niesłychanego. Talmud pisze wprost: zwodził naród Izraela magią i czarami, których nauczył się podczas pobytu w Egipcie. Cóż zważywszy, że miał wtedy nie więcej niż 2 – 4 lata, musiał być bardzo pojętnym uczniem kapłanów egipskich. Wszyscy ci mesjasze, którzy się wówczas objawili, byli mesjaszami POLITYCZNYMI i nawet, jeśli prowadzili życie bardzo religijne (na wzór Jana Chrzciciela) w ówczesnych wspólnotach „zakonnych”, to głosili potrzebę wyzwolenia politycznego, a nie moralnego. Te mesjańskie oczekiwania Żydów, przejawiały się wobec, każdego, kto występował publicznie, także Jana Chrzciciela. Ostatnim, który ogłosił się mesjaszem, był przywódca powstania z lat 132-135 Bar Kochba. Dopóki walczył o wyzwolenie spod panowania rzymskiego, chrześcijanie walczyli ramię w ramię z żydami. Gdy wobec upadku powstania ogłosił się mesjaszem (nie pochodził z rodu Dawida zresztą), chrześcijanie odstąpili od powstania, a Żydzi obarczyli winą za upadek powstania chrześcijan. Nie przeszkadzało im to, że mesjasz Bar Kochba w ewidentny sposób kłamał – nie spełnił obietnic i nadziei mesjańskich i nie mógł być mesjaszem z racji pochodzenia.

Podsumowując jest niezwykłą rzeczą, że w okresie, kiedy żydzi najbardziej oczekiwali mesjasza, ktoś taki – Jezus Chrystus – naprawdę się pojawił. Ktoś mógłby powiedzieć, że to wszystko przekręt i Jezus albo w ogóle nie istniał lub że nie był mesjaszem zapowiedzianym w ST. Jakie było jednak prawdopodobieństwo, że takie oszustwo, wymyślone w I wieku, będzie miało taki ogromny wpływ na dzieje świata i że Jezus Chrystus stanie się najbardziej wpływową osobą w historii ludzkości, pozostając ją do dnia dzisiejszego?

http://www.milujciesie.org.pl/nr/temat_numeru/wydarzenie_ktore_nadalo_sens.html

http://agape.pl/index/?id=01386bd6d8e091c2ab4c7c7de644d37b

Andres-Iniesta-4

Iniesta z nagrodą za najlepszego piłkarza w Europie.

Andrés Iniesta Luján – piłkarz hiszpański grający na pozycji ofensywnego pomocnika. Iniesta został piłkarzem roku w Europie w sezonie 2011/2012. Wraz z FC Barcelona wygrał wszystkie możliwe trofea z Ligą Mistrzów na czele. Z reprezentacją Hiszpanii zdobył dwa razy mistrzostwo Europy (2008 i 2012), a także Mistrzostwo Świata w 2010 w RPA.

Andreas Iniesta w finałowym meczu – wyżej wspomnianego Mundialu – z Holandią strzelił decydującego gola, który Hiszpanom dał tytuł Mistrza Świata. Teraz wybierze się na pielgrzymkę do Santiago de Compostela aby podziękować św. Jakubowi.

Pielgrzymka do sanktuarium św. Jakuba to jedno z postanowień, jakie Iniesta zobowiązał się wykonać, jeśli Hiszpania zostanie Mistrzem Świata. Miesiąc przed mundialem, piłkarz i jego koledzy z drużyny złożyli w zapieczętowanej kopercie w redakcji gazety Marca spis przyrzeczeń, które spełnią w razie wygranej Hiszpanii.

W niedzielę wieczorem zespół redakcji otworzył kopertę. Obok innych postanowień znalazła się tam obietnica trzech piłkarzy – Iniesty, Fernando Torresa i Carlosa Marchena, że odbędą pielgrzymkę do Santiago de Compostela.

Iniesta swoją obietnicę wyjawił już wcześniej. W wywiadzie dla stacji Canal Plus Liga zapewnił, że przyrzeczenie o pielgrzymce zrealizuje. To samo zapowiedział jego kolega z drużyny Sergio Busquets.

Droga św. Jakuba, po hiszpańsku nazywana Camino de Santiago, jest jednym z najważniejszych chrześcijańskich szlaków pielgrzymkowych. Prowadzi ona do katedry, gdzie według tradycji znajduje się grób św. Jakuba. Nie ma jednej Drogi św. Jakuba, pielgrzymi mogą dotrzeć do celu wieloma szlakami. Polska jest jednym z krajów na tej trasie.

Przez wieki przemierzali ją przedstawiciele wszystkich stanów, w tym wiele znanych postaci (nawet władców): Karol Wielki, św. Franciszek z Asyżu, św. Elżbieta Portugalska, św. Brygida Szwedzka, Izabela Kastylijska, św. Ignacy Loyola, Jan Dantyszek czy papież Jan XXIII. W XIV wieku, szczytowym okresie popularności trasy, każdego roku przemierzało ten szlak ponad milion osób.

Współcześnie najbardziej znanymi pielgrzymami są piłkarze reprezentacji Hiszpanii w piłce nożnej. Przed każdym wyjazdowym turniejem cała drużyna spotyka się w Santiago de Compostela, a po zakończonym turnieju niektórzy z nich, jak to już zostało wspomniane wyruszają pieszo do tego świętego miejsca.

O ogromnej roli pielgrzymek po Camino świadczą słowa Johanna Wolfganga von Goethe, który pisał, iż „drogi św. Jakuba ukształtowały Europę”.

http://info.wiara.pl/doc/592134.Iniesta-idzie-na-pielgrzymke

Seria “ARGUMENTY ZA WIARĄ” ma na celu pokazanie, że chrześcijaństwo i ogólnie wiara w Boga nie jest czymś co wymaga całkowitego wyłączenia myślenia. Cykl ten może nie da niezbitego 100% dowodu na istnienie Boga (nie taki jest jego cel), lecz powinien sprawić, aby przynajmniej niektóre osoby niewierzące zmieniły swoją postawę z bezmyślnego wyśmiewania chrześcijaństwa w założenie, że “być może coś w tym jest”. Z kolei osoby już wierzące być może wzmocnią swoją wiarę po kolejnych wpisach z tej serii.

jezus-sennik-chrystusJezus bez wątpienia miał niesamowity wpływ na dzieje ludzkości. Na pytanie dotyczące „autentyczności historycznej postaci Jezusa” najlepiej można odpowiedzieć badając wpływ Jezusa na historię. To jak wygląda obecny świat to zasługa w największym stopniu Europy, która to ukształtowała Ameryki, Australię, Oceanię czy częściowo Afrykę i Azję ze swoimi koloniami. Europa z kolei została ukształtowana w największym stopniu przez chrześcijaństwo, którego nie ma bez Jezusa Chrystusa.

The Historians’ History of the World: „Nawet z czysto świeckiego punktu widzenia działalność Jezusa odegrała na widowni dziejów o wiele donioślejszą rolę niż dokonania jakiejkolwiek innej postaci historycznej. Od jego narodzin datuje się nowa era, uznawana przez główne cywilizacje świata”.

Historyk Philip Schaff tak opisał wszechogarniający wpływ, jaki Jezus miał na całą późniejszą historię i kulturę świata:

„Ten Jezus z Nazaretu, bez broni ani majątku, podbił więcej milionów niż Aleksander Wielki, Cezar, Mahomet i Napoleon; bez pomocy nauki przybliżył nam to, co ludzkie i to, co boskie lepiej, niż wszyscy filozofowie i uczeni razem wzięci; bez akademickiej wymowności wypowiadał takie słowa, jakich nigdy wcześniej nie słyszano i wywołał skutki, jakich nie opowie żaden mówca czy poeta; choć sam nie napisał ani jednej linijki, wprawił w ruch więcej piór i dostarczył tematów do większej ilości kazań, przemówień, dyskusji, uczonych tomów, dzieł sztuki i pieśni pochwalnych niż cała armia wielkich mężów antyku i współczesności.”

H.G. Wells (niewierzący historyk) przyznał: „Jestem historykiem, a nie wierzącym, ale muszę wyznać jako historyk, że ten ubogi kaznodzieja z Nazaretu bezsprzecznie znajduje się w centrum historii. Jezus Chrystus jest najważniejszą postacią w całej historii.

Mahatma Gandhi: „Dla mnie był On najwspanialszym nauczycielem jakiego ludzkość kiedykolwiek miała”.

Vittorio Messori: „Tylko w wieku XIX poświęcono Mu sześćdziesiąt dwa tysiące tomów. W paryskiej Bibliotece Narodowej, która jest zwierciadłem zachodniej kultury, ilość fiszek z imieniem Jezus jest na drugim miejscu. Pierwsze zajmuje słowo Bóg”.

Fiodor Dostojewski: „Wierzę, że nie ma głębszej osoby, bardziej przepełnionej miłością, życzliwszej i doskonalszej niż Jezus. Nie tylko nie ma nikogo takiego, jak on. Nigdy nikogo takiego nie będzie”.

Peter Seewald: „Jest On po prostu osobą w znaczniejszej mierze przemieniającą oblicze świata niż ktokolwiek inny, włącznie z wszystkimi rewolucjonistami , królami czy wynalazcami. Żaden inny człowiek nie miał większej od Niego siły przyciągania i większej rzeszy zwolenników. W gruncie rzeczy nie ma nikogo takiego, kim cała ludzkość zajmowałaby się intensywniej od dwóch tysięcy lat, niż Mąż z Nazaretu”.

Jaroslav Pelikan, historyk Uniwersytetu Yale: „Postać Jezusa Chrystusa dominuje w historii kultury zachodniej od dwudziestu stuleci”.

Ernest Renan (historyk atakujący chrześcijaństwo): „Jezus stworzył fundamenty, na których społeczność ludzka bazuje od osiemnastu wieków”.

George Bancroft (amerykański historyk i dyplomata; Założył obserwatorium astronomiczne w Waszyngtonie, a jako sekretarz marynarki, Akademię Marynarki Wojennej w Annopolis): „Znajduję imię Jezusa Chrystusa na szczycie każdej strony we współczesnej historii”.

Napoleon Bonaparte: „Znam ludzi i mówię wam, że Jezus Chrystus nie jest tylko człowiekiem. Nie sposób porównywać go z jakąkolwiek inną osobą. Aleksander, Cezar, Karol Wielki i ja założyliśmy imperia. Na czym jednak opierał się nasz geniusz? Na sile. Jezus Chrystus oparł swoje imperium na miłości i w tej godzinie miliony ludzi byłyby gotowe dla niego umrzeć.

Kenneth Scott Latourette (były Prezydent Amerykańskiego Towarzystwa Historycznego): „Gdy mijają wieki, coraz bardziej oczywistym jest to, że życie Jezusa – biorąc pod uwagę Jego wpływ na historię – było najbardziej wpływowym życiem na tej planecie.

Antonio Socci: „Stoimy wobec człowieka tak wspaniałego, tak doskonałego, do tego stopnia wyjątkowego i jedynego w swoim rodzaju, że żaden Bóg nie mógłby być lepszy, żaden Bóg nie mógłby Go przewyższyć. Wyjaśnia to również, dlaczego Jego tajemnica i piękno są niewyczerpane. Tego dowodzi to, co nieustannie się dzieje. Mimo upływu wieków bowiem fascynacja osobą Jezusa z Nazaretu nie zmniejsza się, a nawet rośnie”.

Giovanni Papini (nawrócony bluźnierca-pisarz): „To, co było przed Chrystusem, może być piękne, ale to umarło. O Cezarze, w jego epoce, było o wiele głośniej niż o Chrystusie, zaś Platon przekazywał więcej wiedzy niż Jezus. I chociaż dyskutuje się o jednym i drugim, to któż się zacietrzewia w dyskusji za lub przeciw Cezarowi? I gdzie są dzisiaj platończycy i antyplatończycy? Tymczasem Chrystus żyje w nas. Jedni Go kochają, inni nienawidzą. Jedni miłują mękę Chrystusa, inni zniszczenie. A to, że wszyscy atakują Go zajadle, dowodzi, że On jeszcze nie umarł”.

Will Durant (historyk): „Gdyby kilku prostych ludzi (…) wymyśliło tak silną i ujmującą osobowość, tak wzniosłe mierniki moralne i tak urzekającą wizję braterstwa, byłby to cud o wiele bardziej niezwykły niż którykolwiek z opisanych w Ewangeliach. Po dwóch wiekach wyższej krytyki te zwięzłe opisy życia, postaci i nauk Chrystusa pozostają dostatecznie przejrzyste i stanowią najbardziej fascynujący element dziejów cywilizacji Zachodu”.

http://pl.wikipedia.org/wiki/Jezus_Chrystus#Znaczenie_Jezusa_w_historii_.C5.9Bwiata

LewWallace

Generał Lew Wallace.

Lewis „Lew” Wallace (ur. 10 kwietnia 1827 w Brookville w Indianie, zm. 15 lutego 1905 w Crawfordsville w Indianie) –amerykański pisarz, wojskowy, prawnik i dyplomata, znany głównie jako autor powieści Ben Hur. Był jednym z 12 członków komisji wojskowej zajmującej się sprawą ośmiu konspiratorów zamieszanych w zabójstwo Prezydenta Lincolna.

Moc Chrystusa nie zna ograniczeń czasu czy przestrzeni. W naszym stuleciu wielu sceptyków zostało przekonanych o prawdziwości nauki Jezusa, podobnie jak ich pierwszowieczni poprzednicy. Jednym z nich był, Lew Wallace, słynny generał i geniusz literacki, przejawiający całkowitą obojętność wobec religii. Wszystko zmieniło się po spotkaniu Generała z Pułkownikiem Robertem Ingersollem – słynnym agnostykiem – w pociągu jadącym do Indianapolis. Rozmówca Lwa wypowiadał się wówczas krytycznie o religii zwłaszcza chrześcijaństwie popisując się przy tym ogromną wiedzą. Generał zdał wówczas sobie sprawę z tego, że chrześcijaństwo jest zbyt ważną sprawą, aby być wobec niego obojętnym. Postanowił coś z tym zrobić. Zbadać sprawę. Spędził wiele lat przesiadując po najlepszych amerykańskich i europejskich bibliotekach, szukając informacji, które pomogłyby mu ustalić moc podstaw na jakich opierało się chrześcijaństwo. Pisał właśnie jeden z rozdziałów książki, która miała przedstawić jego argumenty, gdy w pewnym momencie padł na kolana i zawołał do Jezusa:

„Mój Pan i mój Bóg.”

Zetknąwszy się z niezbitymi dowodami, nie mógł już dłużej zaprzeczać, że Jezus Chrystus był Synem Bożym. W późniejszym czasie napisał książkę, „Ben Hur”, jedną z najznamienitszych powieści dotyczących czasów Chrystusa, jakie kiedykolwiek powstały. Prezydent USA – Ulysses S. Grant, po przeczytaniu książki  napisał do Wallece’a, że jej lektura była tak wciągająca, że przeczytał ja „na raz”, co trwało podobno 30 godzin.

http://www.mati1977.alleluja.pl/tekst.php?numer=17273

http://christianheritagefellowship.com/ben-hur-the-conversion-of-gen-lew-wallace/

http://www.radiopielgrzym.pl/ben-hur-ksiazka-ktora-nie-powinna-byc-napisana.html