Archiwum dla Listopad, 2013

Eddie Gaven – zdobywca Pucharu MLS.

Posted: 29 listopada 2013 in SPORTOWCY
Tagi:

Eddie Gaven – amerykański piłkarz występujący na pozycji pomocnika w drużynie Columbus Crew. W sumie w Major League Soccer rozegrał 75 meczów w barwach Red Bulla i strzelił 16 bramek. W 2006 roku trafił do zespołu Columbus Crew. Jest podstawowym piłkarzem tego klubu. Eddie Gaven zadebiutował w reprezentacji Stanów Zjednoczonych 12 lipca 2004 roku, w meczu przeciwko Polsce.

gaven3W ostatnim czasie Eddie Gaven – gwiazda Columbus Crew – wskazał na rolę katolicyzmu w jego życiu. W ponownym odkryciu wiary i Kościoła pomogła mu kontuzja, różaniec, pisma świętych i tradycyjna katolicka liturgia.

Eddie Gaven rozegrał już 10 sezonów w najwyższej amerykańskiej lidze piłkarskiej. Wystąpił w 2004 roku w meczu gwiazd, w 2008 z Columbus Crew zdobył Puchar MLS. Karierę rozpoczął już w wieku 16 lat, wtedy podpisał pierwszy kontrakt z pierwszoligową drużyną. Jak sam przyznał, wychował się w religijnej katolickiej rodzinie, jednak rozpoczęcie zawodowej kariery zbiegło się w czasie z osłabieniem wiary. Matka piłkarza zachęcała go, by szukał inspiracji wśród… młodych protestantów. W 2008 roku lecząc kontuzję zdał sobie sprawę z tego, że „piłka nożna jest zabawą, która nie będzie trwać wiecznie. Wiecznie będzie trwało niebo albo piekło”. W tym okresie duży wpływ wywarły na niego pisma św. Alfonsa Liguori i świętej Brygidy Szwedzkiej. Jak przyznał, kultywował Nabożeństwo 15 Modlitw św. Brygidy, odmawianych przez cały rok.

– Wraz z rozwojem życia modlitewnego na poważnie zająłem się swoją wiarą. Im więcej się modliłem, tym bardziej chciałem uczestniczyć we Mszy świętej, korzystać z sakramentu pokuty, żyć cnotami w życiu codziennym – powiedział Gaven w rozmowie z National Catholic Register. – To kontrastowało ze sposobem, w jaki żyłem poprzednio – nie uczestniczyłem we Mszy, nie chodziłem do spowiedzi, po prostu nadmiernie skupiałem się na piłce nożnej. Nawrócenie było z pewnością związane z częstszą i lepszą modlitwą.

Jak tłumaczył, małżonkę poznał w jednej z protestanckich grup młodzieżowych, z którą utrzymywał kontakt za namową matki. – Dzięki Bożej łasce Paulina (żona piłkarza – przyp. red.) ujrzała światło piękna naszej katolickiej wiary. Dziś ona i ja wiemy już nie tylko to, czego naucza Kościół, ale i dlaczego tego naucza. To ogromne błogosławieństwo, dziś naprawdę nie sądzę, byśmy byli małżeństwem nie dzieląc wspólnej wiary. To by po prostu nie wyszło – stwierdził Gaven.

Zapytany o to, co najbardziej docenia w swej wierze, piłkarz odpowiedział: różaniec, adoracja Eucharystii i Msza święta. – Dorastałem chodząc na Novus Ordo, nieświadomy Mszy łacińskiej. Jednak w chwili, w której zacząłem poważniej przyglądać się własnej wierze, natknąłem się na Mszę łacińską („trydencką”, nadzwyczajną formę rytu rzymskiego – przyp. red.), zobaczyć ją po raz pierwszy było naprawdę poważnym doświadczeniem – stwierdził piłkarz. – We Mszy łacińskiej jest tak wiele pietyzmu, teraz uczestniczę w niej regularnie – dodał.

– Jestem bardzo wdzięczny Benedyktowi XVI za szersze udostępnienie „nadzwyczajnej formy” poprzez jego motu proprio sprzed pięciu lat. Lubię dzielić się Mszą łacińską z innymi, często zapraszam swoich kolegów z drużyny do wzięcia w niej ze mną udziału. To naprawdę jest, jak to było dawniej powtarzane, „najpiękniejsza rzecz po tej stronie nieba” – powiedział  Eddie Gaven.

http://www.pch24.pl/stany-zjednoczone–gwiazda-sportu-o-swoim-katolicyzmie,4647,i.html

Reklamy

Zbigniew Hubert Cybulski – polski aktor teatralny i filmowy, uważany za jednego z najwybitniejszych i najpopularniejszych aktorów powojennej Polski. Jego największym osiągnięciem filmowym jest rola Maćka Chełmickiego w filmie Popiół i diament z 1958 roku, w reżyserii Andrzeja Wajdy. 8 stycznia 1967 wpadł pod koła pociągu na terenie wrocławskiego dworca kolejowego i doznał ciężkich obrażeń. Zmarł w szpitalu tego samego dnia.

KOLEKCJA TADEUSZA ROLKEO Cybulskim, jako aktorze, napisano już wiele. To, że był człowiekiem religijnym, zauważyło niewielu autorów tych tekstów.

Corocznie z okazji rocznicy śmierci Zbigniewa Cybulski u grobu aktora w Katowicach przy ul. Sienkiewicza zbiera się grupa młodzieży. Tak było i teraz, w 45. rocznicę tragicznego skoku do pociągu na wrocławskim dworcu. Olgierd Łukaszewicz, laureat nagrody im. Zbigniewa Cybulskiego z 1971 roku, podziękował „Opatrzności za to, że istniał.”, a modlitwie przewodził ks. Tomasz Jaklewicz, z-ca redaktora naczelnego naszego tygodnika.

O roli jaką odgrywała wiara w życiu aktora, możemy dowiedzieć się z książki zmarłego w ubiegłym roku ks. prałata Stanisława Sierli  „Życie darowane po raz drugi”. Od Od 1961 roku ks. Sierla był duszpasterzem akademickim w Katowicach. Dzielił mieszkanie, które stało się niejako ośrodkiem duszpasterstwa, z przyszłym biskupem ks. Czesławem Dominem. Pewnego późnego wieczoru 1966 roku ktoś zadzwonił do drzwi. Kiedy ksiądz otworzył nie mógł uwierzyć własnym oczom. „Przede mną stał znany aktor Zbigniew Cybulski. Zdjął swoje ciemne okulary, przeprosił za najście o tej porze i zapytał, czy mógłby się wyspowiadać. – wspomina ksiądz…Po spowiedzi usiadł z nami i rozmawialiśmy do północy.”  Wspomina  także, że o pobożności syna opowiadała później matka Zbyszka.  On sam nosił na szyi medalion z Matką Boską z Lourdes, a w swoim chlebaczku „wymodloną” książeczkę z I Komunii św. Ks. Sierla pokazywał te pamiątki młodzieży w czasie rekolekcji, co wywoływało zawsze ogromne zaskoczenie.

Po tragicznej śmierci aktora władze za wszelką cenę nie chciały dopuścić do pogrzebu katolickiego.  Ceremonia pogrzebowa miała mieć charakter świecki, na co nie zgadzała się rodzina aktora.   Opowiada o tym w filmie Wojciecha Sarnowicza „Katowice Zbyszka Cybulskiego” mecenas Antoni Cybulski, brat Zbyszka, któremu grożono wręcz usunięciem z adwokatury, jeżeli nie zgodzi się na pogrzeb świecki. Ostatecznie dzięki mediacji biskupa katowickiego Herberta Bednorza doszło do kompromisu i właściwie odbyły się dwa pogrzeby, świecki i katolicki.  Media oczywiście nie zająknęły się, że Cybulski miał katolicki pogrzeb.  Poinformował o tym jedynie „Gość Niedzielny” w numerze z 29 stycznia 1967 roku, zwracając się zarazem do Czytelników z prośbą „by zechcieli jako chrześcijanie pamiętać o duszy naszego brata w Chrystusie – Zbigniewa Cybulskiego”.

Ówczesne telewizyjne przekazy z pogrzebu można nazwać przykładem manipulacji doskonałej. Na szczęście w archiwach zachowały się pominięte przez telewizję niesłychanie ciekawe materiały filmowe wykorzystane m.in. w filmie Sarnowicza. I tu nasuwa się refleksja. Rzadko zdarza się, by autorzy biografii polskich aktorów, a szerzej twórców z różnych dziedzin sztuki zajmowali się życiem religijnym swoich bohaterów, mimo, że dostępne są materiały na ten temat. Nie dziwi to w przypadku popularnych nastawionych na sensację opracowań, ale zaskakuje, w przypadku poważnych opracowań.

http://gosc.pl/doc/1049193.Wymodlona-ksiazeczka-Cybulskiego

Roger Joseph Bošković, SJ, wł. Ruggiero Giuseppe Boscovich, (ur. 18 maja 1711, zm. 13 lutego 1787) – fizyk, astronom, matematyk, filozof, poeta i jezuita pochodzący z Raguzy (wówczas niezależne państwo, obecnie Dubrownik w Chorwacji).

Rudjer_BoskovicŻył i pracował w Anglii, Francji i we Włoszech. Pionier współczesnej fizyki atomistycznej (twierdził, że świat zbudowany jest z mikroskopijnych elementów). Zajmował się optyką, magnetyzmem, elektrycznością, chemią, architekturą, biologią, archeologią i wieloma innymi dziedzinami nauki.

Na jego cześć nazwano krater uderzeniowy Boscovich na Księżycu.

w wieku lat 15 wyjechał do Rzymu, gdzie wstąpił do jezuickiego Collegium Romanum. Studiował tam astronomię, matematykę i teologię. W 1728 wstąpił do zakonu jezuitów. W 1736 opublikował rozprawę o plamach na Słońcu, które opisał jako zakłócenia fotosfery, występujące w cyklu 11-letnim.

W 1732 roku ukończył filozofię, a niedługo potem również teologię. Po zakończonych studiach teologicznych przyjął święcenia kapłańskie. W 1740 został profesorem matematyki w Collegium Romanum. Został naukowym doradcą Watykanu. Tworzył obserwatorium astronomiczne, zakładał istnienie innych układów planetarnych.

Podróżował po Europie i Azji Mniejszej. Prowadził wykopaliska w Hissarlik. Dotarł do Wielkiej Brytanii, w 1760 został członkiem Towarzystwa Królewskiego. W tym czasie był już znany i uznawany w całej Europie. Prowadził korespondencję z Samuelem Johnsonem i Wolterem. W 1769 roku miał kierować wyprawą do Kalifornii, aby obserwować przejście Wenus na tle tarczy słonecznej, ale ofertę wycofano z powodu nieprzychylnego nastawienia Hiszpanów do jezuitów. Kiedy w 1773 roku zakon jezuitów został zamknięty we Włoszech astronom przyjął zaproszenie króla Francji Ludwika XV i osiadł w Paryżu, gdzie kierował instytutem instrumentów optycznych.

W 1783 wrócił do Włoch, gdzie w prowincji Vicenza zajmował się edycją swoich prac. Umarł w wieku 76 lat w Mediolanie.

http://pl.wikipedia.org/wiki/Roger_Joseph_Boscovich

Urodzony w 1955 roku. Zawodnik LKS Baszta Bytów i Legii Warszawa. Jako pierwszy kolarz z krajów Europy Wschodniej ścigał się w zawodowych grupach we Włoszech. Dwukrotny uczestnik Igrzysk Olimpijskich w Montrealu i Moskwie, gdzie wywalczył srebrny medal. Wicemistrz świata (1979) i brązowy medalista (1977) w drużynowym wyścigu na czas. Zwycięzca Tour de Pologne w roku 1980. Zdobywca ośmiu tytułów mistrza Polski na szosie i na torze. Po zakończeniu kariery główny organizator Tour de Pologne.

lang_foto_47

Lang podczas wyścigu.

Gdy moja nieżyjąca już mama była ze mną w ciąży – a byłem trzecim w kolejności dzieckiem – któregoś dnia wsiadła w pociąg i pojechała do Częstochowy. Jak mi potem opowiadała, spędziła przed obrazem Czarnej Madonny długie chwile, modląc się gorąco w mojej intencji, zawierzając nienarodzone jeszcze dziecko Jasnogórskiej Pani. Myślę, że Matka Boska wysłuchała modlitw i ku radości rodziców, coś tam udało mi się w życiu osiągnąć, przynajmniej na niwie sportowej.

Wiara towarzyszyła więc panu od samego początku życia.

Inaczej nie mogło być. Ochrzczony zostałem w rodzinnych Kołczygłowach, a do Pierwszej Komunii przystąpiłem w odległym o 20 kilometrów Gostkowie. Wychowany zostałem w duchu głębokiej religijności, na co poważny wpływ mieli moi rodzice, a szczególnie mama. Zawsze dbali o to, abym nie zapomniał rankiem i wieczorem o konieczności poświęcenia kilku minut na modlitwę. Kiedy dorosłem i zacząłem się ścigać na rowerze, z praktyką religijną było już gorzej. Dla nas, kolarzy, dniami pracy były najczęściej weekendy, więc siłą rzeczy nie miałem czasu, by regularnie chodzić w niedzielę do kościoła. Ale zawsze, kiedy nie mogłem być na Mszy, znajdowałem czas, aby się pomodlić. Modliłem się w różnych intencjach, O zdrowie rodziców, lub o skuteczną jazdę na trasie jakiegoś wyścigu. Ale nie na klęczkach, nie ostentacyjnie i nie na pokaz. Zawsze jednak szczerze i gorąco. Zresztą, co tu ukrywać, modlitwa niejednokrotnie była mi wsparciem na trasach wyścigów. Wychowany w katolickim duchu staram się, także teraz, regularnie bywać w kościele i przystępować do sakramentów. Tak też wychowuję córkę Agatę, która doskonale wie, jak wielką wartością jest wiara w Boga, Pana Jezusa i ile ona może dać człowiekowi.

Przebywając wiele lat we Włoszech miał pan okazję spotkać się z Ojcem Świętym?

W roku 1984 Papież przyjął na audiencji mnie i mojego przyjaciela – Lecha Piaseckiego, kolarskiego mistrza świata. Audiencja miała bardzo kameralny charakter. Wręczyliśmy Ojcu Świętemu rower. Choć sporo lat od tej pory minęło, chwile spędzone wówczas w Jego towarzystwie są we mnie wciąż żywe i takie pozostaną na zawsze. Nie taję, że w życiu, poza Dekalogiem, kieruję się Jego naukami, bo mądrość Jana Pawła II, a zarazem miłość do każdego człowieka jest czymś niepowtarzalnym.

http://www.katolik.pl/bozy-doping,1031,812,cz.html?idr=364

Urodzona w 1969 roku. Ztota i brązowa medalistka Igrzysk Olimpijskich w Atlancie w strzelectwie. Medalistka mistrzostw świata i Europy, zdobywczyni Pucharu Świata w Mediolanie, w 1995 r. Zawodniczka Śląska Wrocław, wiele zawdzięcza swojemu trenerowi Andrzejowi Kijowskiemu.

uid_47d5dd436baa74c3405a4102901e1a021342606854082_width_234_play_0_pos_0_gs_0_height_266Czy jest pani katoliczką?

Jestem. Wychowałam się w katolickiej rodzinie. Zostaliśmy ochrzczeni. Chodziliśmy do  kościoła, obchodziliśmy święta, przystąpiłam, jako dziecko, do Pierwszej Komunii. Tak żyłam, bo tak żyli moi rodzice, dziadkowie i pradziadkowie. Potem, gdy dorosłam, moja wiara się zmieniła. Stała się głębsza, dojrzalsza, bardziej moja. Czytałam wiele książek dotyczących wiary, wertowałam Pismo Święte. Wiele myślałam o Kościele, religii, Bogu. Szczególnie wtedy, gdy było mi źle. Zadawałam sobie wówczas wiele pytań i szukałam na nie odpowiedzi. Chciałam znaleźć sens życia i zrozumieć sens cierpienia. Przemyślenia te – w moim głębokim przekonaniu – wzbogaciły mnie wewnętrznie i chyba wyciszyły. Różnie bywało w moim życiu, ale przekonałam się, że silna wiara, bezgraniczna i bezwarunkowa, pozwala łatwiej przezwyciężać słabości, także wygrywać.

Czy dzisiaj Bóg jest nadal obecny w pani życiu, prywatnym i sportowym?

Czułam i czuję, że jest. Wierzę, iż mnie nie opuszcza. Przekonałam się, że chociaż wiele w życiu zależy właściwie od nas samych, od naszej determinacji, a czasami nawet desperacji, to na równie wiele rzeczy nie mamy, po prostu, żadnego wpływu. Moim zdaniem – jestem o tym głęboko przekonana – w życiu nie ma przypadków. To tylko tak się wydaje, że jeśli coś dzieje się poza nami, coś zdarza się niechcący, niezależnie od nas – jest to kwestią przypadku. Jestem zdania, że wszystko co się nam przydarza, ma swój sens przez Kogoś nadany. Dotyczy to zarówno radości jak i cierpienia. Wszystko nas czegoś uczy, lub przynajmniej powinno uczyć. Ktoś kieruje naszym losem. Mam przeczucie, że ten Ktoś zanim powoła nas do siebie wyznaczył każdemu jakąś misję do spełnienia na ziemi. Nasza rola polega zaś na tym, żeby znaleźć właściwą drogę do tego celu. Jedni odnajdują ją łatwo. Inni kluczą, błądzą, ale w końcu i tak zmierzają we właściwym kierunku. Tym wyznaczonym. Ja wciąż szukam właściwej drogi. Czasami zdaje mi się, że już ją mam, że znalazłam. Innym razem dochodzę do wniosku, że jednak błądzę. Może na tym właśnie polega sens naszego ziemskiego życia?

Spotkało panią w życiu wiele szczęścia. Jest pani piękna, zdrowa, bogata. Pani córka – Natalka jest źródłem dumy i radości. Przed sobą wspaniałą przyszłość. Ale nie zawsze tak było. Wiele razy walczyła pani z przeciwnościami losu, który boleśnie doświadczał. Czy nie zadawała pani sobie wówczas pytania dlaczego ja, dlaczego mnie to spotyka?

Nie. Nigdy. Tak jak mówiłam, przeczuwam, że wszystko co mi się zdarzyło, miało i ma swoje znaczenie. Raczej więc szukam niedociągnięć w sobie. I gdy bliżej przyglądam się sprawom, które potoczyły się nie po mojej myśli, wyraźnie wówczas dostrzegam, że to ja popełniłam błąd. Lub nie byłam na tyle staranna, by osiągnąć zamierzony cel.

Kim dla pani jest Jan Paweł II?

Kimś wyjątkowym. Nigdy jednak nie spotkałam Papieża osobiście, a podczas zbiorowej audiencji w Watykanie w której uczestniczyłam, mówił po włosku i nic nie rozumiałam, lecz sama Jego osobowość zrobiła na mnie wielkie wrażenie. Cenię Go jednak przede wszystkim za to, że jest tak tolerancyjny wobec ludzi innych wyznań. Bez oporów spotyka się z nimi, potrafi jak nikt wybaczać i ma fantastyczne poczucie humoru. Przy tym jest mądry i rozumie swoją misję. Stara się jak najlepiej, z wielką godnością, wypełniać zadanie, które wyznaczył mu Bóg.

Często na stadionach widzi się sportowców którzy przed rozpoczęciem gry czy przed swoim startem żegnają się, szepczą słowa modlitwy. Czy pani też tak robi?

Nie mam odruchu czynienia znaku krzyża. Przed startem, czy też w jakichś przełomowych momentach życia, jak chociażby wtedy gdy rodziła się córka, staram się skupić, wyciszyć i pomodlić własnymi słowami. Pragnę jakby przekonać Boga o tym dlaczego wierzę w powodzenie i dlaczego to akurat jest takie dla mnie ważne. Myślę, że jeśli się Go przekona o słuszności podejmowanego wysiłku, można liczyć na wsparcie i na sukces. Wiem jednak też, że nie da się oszukać Boga.

Nigdy nie miała pani wątpliwości, żadnych rozterek?

Oczywiście, miałam. Człowiek musi mieć wątpliwości. Jedną z dróg do ich przezwyciężenia jest, przynajmniej w moim przypadku, modlitwa. Lecz zanim ktoś zacznie się modlić powinien już wiedzieć czego chce, o co prosi. Tylko wówczas, jak sądzę, prośby wznoszone do Boga mają sens.

http://www.katolik.pl/bozy-doping,1031,812,cz.html?idr=366

o. Gregor Johann Mendel OSA, Grzegorz Mendel – zakonnik, opat zakonu Augustianów w Brnie na Morawach, prekursor genetyki. Zajmował się badaniami nad dziedziczeniem cech grochu zwyczajnego. Mendel udowodnił, że dziedziczenie cech grochu oparte jest na zestawie praw (które później zostały nazwane od jego nazwiska prawami Mendla). Znaczenie obserwacji Mendla nie zostało docenione aż do przełomu XX wieku, kiedy ponowne „odkrycie” prawideł przez niego obserwowanych zapoczątkowało powstanie nowej dziedziny nauki – genetyki.

mendelW 1854 założył w ogrodzie klasztornym hodowlę roślin w celu badań zmienności dziedziczenia i jednocześnie zorganizował obserwatorium meteorologiczne. W tych dwóch dziedzinach (marginalnie także w hydrogeologii i badaniach nad pszczołami), prowadził badania naukowe.

W 1868 został wybrany opatem augustianów w Brnie i działał przeciwko antykościelnym inicjatywom władz. W 1881 został dyrektorem banku hipotecznego w Brnie.

Za jego życia znacznie większym rozgłosem cieszyły się meteorologiczne badania Mendla, które były wielokrotnie publikowane, natomiast badania nad zmiennością przeszły bez echa.

Sformułował podstawowe prawa dziedziczenia, przeprowadzając badania nad krzyżowaniem roślin, głównie grochu zwyczajnego (Pisum sativum), których wyniki ogłosił w 1865 roku na posiedzeniu lokalnego towarzystwa naukowego w Brnie. W 1866 roku opublikował je drukiem w artykule Badania nad mieszańcami roślin (niem. Versuche über Pflanzen-Hybriden).

Ze znaczenia prac Mendla zdano sobie sprawę dopiero na początku XX wieku. Wkrótce przeanalizowano krzyżówki wielu roślin i zwierząt. W większości wypadków wykazano zgodność z prawami Mendla. Wydawało się, że zasady dziedziczenia są całkiem proste, jednakże im więcej prowadzono badań, tym bardziej jasne było, że jeszcze dużo pozostało do poznania. Co nie zmienia faktu, że współczesna genetyka wciąż jeszcze bazuje na „mendelizmie” i na jego dwóch podstawowych prawach dziedziczenia.

http://pl.wikipedia.org/wiki/Gregor_Mendel

Georges-Henri Lemaître (ur. 17 lipca 1894 w Charleroi, zm. 20 czerwca 1966 w Leuven) – belgijski ksiądz katolicki i astronom, jeden ze współtwórców współczesnej kosmologii relatywistycznej. Jako pierwszy zastosował w kosmologii fizykę kwantową, Rozwijał idee Alberta Einsteina. Stworzył hipotezę Wielkiego Wybuchu (nazywał ją Hipotezą Pierwotnego Atomu). Przewidział istnienie promieniowania reliktowego.

250px-LemaitreGeorges Lemaître urodził się 17 lipca 1894 roku w Charleroi w Belgii. Odbywał tam też studia średnie w kolegium jezuickim. W 1910 roku przeniósł się z rodziną do Brukseli, gdzie zapisał się do Kolegium św. Michała w Etterbeek. Planował przygotować się tam do studiów górniczych, które rozpoczął w 1911 roku na uniwersytecie w Leuven.

Ukończył studia w 1914 roku i zaraz po wybuchu I wojny światowej wstąpił do wojska. W 1919 roku wrócił do Leuven, aby uzyskać doktorat z matematyki i fizyki. Po jego uzyskaniu, w październiku 1920 roku Lemaître wstąpił do seminarium duchownego dla opóźnionych powołań w Mechelen. Święcenia kapłańskie przyjął 22 września 1923 roku.

Niedługo po święceniach Lemaître uzyskał stypendium na wyjazd do Cambridge University. Następnie odwiedził Kanadę i Stany Zjednoczone, gdzie zatrzymał się dłużej w Harvard College Observatory, gdzie opublikował swoje prace o Wszechświecie de Sittera i gwiazdach zmiennych, oraz w Massachusetts, gdzie rozpoczął regularne studia w MIT, a następnie uzyskał tam kolejny doktorat.

W kwietniu 1927 roku Lemaître zainteresowany odkryciem prawa Hubble’a opublikował swoją najważniejszą pracę pt. Wszechświat jednorodny o stałej masie i rosnącym promieniu, wyjaśniający prędkość radialną mgławic pozagalaktycznych.

W 1936 roku przyznano mu nagrodę Prix Jules-Janssen.

W 1940 roku Lemaître został członkiem Papieskiej Akademii Nauk, a w 1960 roku jej prezesem, którym pozostał do śmierci. Za jego rządów do Akademii nowi członkowie byli powoływani bez względu na narodowość i wyznanie. Między innymi przyjęto do niej Paula Diraca i Johna Ecclesa (laureaci Nagrody Nobla).

Pierwszą poważną chorobą Lemaître’a był zawał serca w 1964 roku. Kryzys nastąpił 9 czerwca 1966 roku. Lemaître został umieszczony w szpitalu, gdzie Odon Godart odwiedził go 16 lub 17 czerwca, by porozmawiać o odkryciu przewidzianego wcześniej przez Lemaître’a promieniowania tła. Lemaître zmarł 20 czerwca 1966 roku. Został pochowany na cmentarzu w Charleroi.

http://pl.wikipedia.org/wiki/Georges_Lema%C3%AEtre

Taribo West – nigeryjski piłkarz, występujący na pozycji obrońcy. Z reprezentacją Nigerii grał na Mundialu 1998 i 2002 oraz triumfował w Igrzyskach Olimpijskich w 1996. Ma za sobą bardzo udaną karierę piłkarską. Był zawodnikiem m.in. AJ Auxerre, Interu Mediolan czy A.C. Milan.

taribo-west_600Taribo West. Nigeryjczyk, przez wielu kibiców pamiętany dzięki ekscentrycznym fryzurom występował w swojej karierze w aż ośmiu różnych ligach, począwszy od Serie A, skończywszy na irańskiej ekstraklasie. Największy sukces, w postaci olimpijskiego medalu, osiągnął jednak z reprezentacją.

Pewnego dnia młodziutki i udzielający się w gangach w Lagos West zaznał boskiej interwencji, która wyrwała go ze snu. Razem z siostrą ukląkł na ziemi i zaczął się modlić. – Wszystkie szuflady w domu zaczęły się otwierać i zamykać. Myślałem, że to wiatr, ale nagle poczułem ciepło w całym ciele. Moja siostra powiedziała mi: „Taribo, zostaniesz pastorem” – wspominał po latach na łamach brytyjskiego „Guardiana”.

West uwierzył, że musi walczyć z zachodnioeuropejskim stylem życia i ma misję do wykonania. Pracę misjonarza rozpoczął od pomocy biednym uchodźcom z Afryki, którzy nie potrafili odnaleźć się we Włoszech. Potem ufundował kościół o nazwie „Schronisko przed burzą”, w którym został pastorem.

Nawet, gdy występował w angielskim Derby County, to i tak w niedzielę wsiadał w samolot i odwiedzał światową stolicę mody, by głosić słowo Boże zebranym w jego kościółku wiernym. Derby utrzymało się wówczas cudem w Premier League. – To nic innego, jak pomoc Boga – podsumował pastor West.

http://eurosport.onet.pl/pilka-nozna/pilkarze-bogu-oddani/sgj9v

John Wayne, właśc. Marion Mitchell Morrison – amerykański aktor, reżyser i producent filmowy, który zdobył popularność głównie dzięki rolom w westernach, jedna z największych legend Hollywood. Symbol amerykańskiego indywidualizmu i patriotyzmu.

john_wayne400Tak, John Wayne był moim dziadkiem. Przed śmiercią przyjął chrzest w Kościele katolickim – mówi 46-letni ks. Matthew Muñoz z diecezji Orange w Kalifornii.

Matthew miał 14 lat, kiedy jego dziadek zmarł na raka. Pamięta jednak dobrze, jak się z nim bawił. John Wayne nie wyglądał wówczas na zdobywcę trzech oskarów. Był po prostu dziadkiem. Jednak ze wszystkich jego osiągnięć ks. Muñoz najbardziej dumny jest z tego, że John Wayne przyjął katolicyzm. – Moja babcia Josephine Wayne Saenz miała na niego świetny wpływ i to ona wprowadził go do świata katolickiego – opowiada ks. Mathhew.

Josephine i Marion Mitchell Morrison (bo tak brzmiało prawdziwe nazwisko Johna Wayne’a) pobrali się w 1933 r. Mieli czworo dzieci. (Ich najmłodsza córka Melinda została potem matka ks. Matthew.) Choć w 1945 r. rozwiedli się, Josephine do śmierci Johna nie wyszła powtórnie za mąż. Przez wiele lat modliła się o jego nawrócenie. Została wysłuchana w 1978 r., a więc około roku przed śmiercią Johna.

Do przyjęcia chrztu namawiał go jego przyjaciel – przebywający na wygnaniu w USA arcybiskup Panamy Thomas Clavel. – Aż w końcu mój dziadek powiedział: „Okay, I’ ready” (Jestem gotowy).

Abp Clavel był już jednak zbyt chory, by przyjechać do rezydencji Johna Wayne’a. Wysłał tam swego następcę abp. McGratha. – Moja mama i mój wujek byli tam, gdy przyjechał. Nie ma więc wątpliwości, że John Wayne został ochrzczony – opowiada ks. Matthew. Dodaje, że jego dziadek wyraził też żal, że nie został wcześniej katolikiem, bo – jak wyjaśnił – jego życie było zbyt pracowite („busy life”).

Nie znaczy to, że John Wayne był wrogiem religii. Przeciwnie, nieraz brał udział w zbiórkach na Kościół. – Od najmłodszych lat miał dobre wyczucie, co jest dobre, a co złe. Został wychowany w czymś w rodzaju „wiary biblijnej” – mówi ks. Muñoz, dodając, że jego dziadek często pisał odręczne listy do Wszechmocnego. – Pisał do Boga piękne listy miłosne z modlitwami . Były były wręcz dziecinne, proste, a zarazem głębokie – ocenia jego wnuk – ksiądz. Jego zdaniem, dla Johna Wayne na pierwszym miejscu był Bóg, na drugim rodzina, a na trzecim Ojczyzna. I było to widać w jego filmach.

14488_226170634197403_537894904_n

http://gosc.pl/doc/977964.John-Wayne-To-moj-dziadek

Seria “ARGUMENTY ZA WIARĄ” ma na celu pokazanie, że chrześcijaństwo i ogólnie wiara w Boga nie jest czymś co wymaga całkowitego wyłączenia myślenia. Cykl ten może nie da niezbitego 100% dowodu na istnienie Boga (nie taki jest jego cel), lecz powinien sprawić, aby przynajmniej niektóre osoby niewierzące zmieniły swoją postawę z bezmyślnego wyśmiewania chrześcijaństwa w założenie, że “być może coś w tym jest”. Z kolei osoby już wierzące być może wzmocnią swoją wiarę po kolejnych wpisach z tej serii.

sprzeciw_od_wyroku_nakazowego„To, co było przed Chrystusem, może być piękne, ale to umarło. O Cezarze, w jego epoce, było o wiele głośniej niż o Chrystusie, zaś Platon przekazywał więcej wiedzy niż Jezus. I chociaż dyskutuje się o jednym i drugim, to któż się zacietrzewia w dyskusji za lub przeciw Cezarowi? I gdzie są dzisiaj platończycy i antyplatończycy? Tymczasem Chrystus żyje w nas. Jedni Go kochają, inni nienawidzą. Jedni miłują mękę Chrystusa, inni zniszczenie. A to, że wszyscy atakują Go zajadle, dowodzi, że On jeszcze nie umarł”.

Powyższe słowa wypowiedział Giovanni Papini. Swego czasu bluźnierca wyśmiewający Boga i wiarę w Niego. W 1911 roku, w wieku trzydziestu lat, opublikował okropną książkę zatytułowaną Pamiętnik Pana Boga. Papini ironicznie uczynił bohaterem tej książki samego Boga i w Jego usta włożył takie błuźniercze słowa:

„Ludzie: stańcie się wszyscy ateistami, stańcie się nimi czym prędzej! Sam Bóg, wasz Bóg, Bóg wasz syn prosi was o to z całej duszy!”.

W dwa lata później w założonym przez siebie piśmie „Lacerba” opublikował artykuł jeszcze nikczemniejszy, zatytułowany Cristo peccatore (Chrystus grzesznik). Znieważał w nim Chrystusa w słowach do tego stopnia wulgarnych, nie nadających się do powtórzenia, że arcybiskup Florencji zakazał wiernym czytania tego pisma.

Kilka lat później Papini nawrócił się, co uczyniło go jednym z największych konwertytów swoich czasów.