Renata Mauer-Różańska – dwukrotna mistrzyni olimpijska.

Posted: 25 listopada 2013 in SPORTOWCY

Urodzona w 1969 roku. Ztota i brązowa medalistka Igrzysk Olimpijskich w Atlancie w strzelectwie. Medalistka mistrzostw świata i Europy, zdobywczyni Pucharu Świata w Mediolanie, w 1995 r. Zawodniczka Śląska Wrocław, wiele zawdzięcza swojemu trenerowi Andrzejowi Kijowskiemu.

uid_47d5dd436baa74c3405a4102901e1a021342606854082_width_234_play_0_pos_0_gs_0_height_266Czy jest pani katoliczką?

Jestem. Wychowałam się w katolickiej rodzinie. Zostaliśmy ochrzczeni. Chodziliśmy do  kościoła, obchodziliśmy święta, przystąpiłam, jako dziecko, do Pierwszej Komunii. Tak żyłam, bo tak żyli moi rodzice, dziadkowie i pradziadkowie. Potem, gdy dorosłam, moja wiara się zmieniła. Stała się głębsza, dojrzalsza, bardziej moja. Czytałam wiele książek dotyczących wiary, wertowałam Pismo Święte. Wiele myślałam o Kościele, religii, Bogu. Szczególnie wtedy, gdy było mi źle. Zadawałam sobie wówczas wiele pytań i szukałam na nie odpowiedzi. Chciałam znaleźć sens życia i zrozumieć sens cierpienia. Przemyślenia te – w moim głębokim przekonaniu – wzbogaciły mnie wewnętrznie i chyba wyciszyły. Różnie bywało w moim życiu, ale przekonałam się, że silna wiara, bezgraniczna i bezwarunkowa, pozwala łatwiej przezwyciężać słabości, także wygrywać.

Czy dzisiaj Bóg jest nadal obecny w pani życiu, prywatnym i sportowym?

Czułam i czuję, że jest. Wierzę, iż mnie nie opuszcza. Przekonałam się, że chociaż wiele w życiu zależy właściwie od nas samych, od naszej determinacji, a czasami nawet desperacji, to na równie wiele rzeczy nie mamy, po prostu, żadnego wpływu. Moim zdaniem – jestem o tym głęboko przekonana – w życiu nie ma przypadków. To tylko tak się wydaje, że jeśli coś dzieje się poza nami, coś zdarza się niechcący, niezależnie od nas – jest to kwestią przypadku. Jestem zdania, że wszystko co się nam przydarza, ma swój sens przez Kogoś nadany. Dotyczy to zarówno radości jak i cierpienia. Wszystko nas czegoś uczy, lub przynajmniej powinno uczyć. Ktoś kieruje naszym losem. Mam przeczucie, że ten Ktoś zanim powoła nas do siebie wyznaczył każdemu jakąś misję do spełnienia na ziemi. Nasza rola polega zaś na tym, żeby znaleźć właściwą drogę do tego celu. Jedni odnajdują ją łatwo. Inni kluczą, błądzą, ale w końcu i tak zmierzają we właściwym kierunku. Tym wyznaczonym. Ja wciąż szukam właściwej drogi. Czasami zdaje mi się, że już ją mam, że znalazłam. Innym razem dochodzę do wniosku, że jednak błądzę. Może na tym właśnie polega sens naszego ziemskiego życia?

Spotkało panią w życiu wiele szczęścia. Jest pani piękna, zdrowa, bogata. Pani córka – Natalka jest źródłem dumy i radości. Przed sobą wspaniałą przyszłość. Ale nie zawsze tak było. Wiele razy walczyła pani z przeciwnościami losu, który boleśnie doświadczał. Czy nie zadawała pani sobie wówczas pytania dlaczego ja, dlaczego mnie to spotyka?

Nie. Nigdy. Tak jak mówiłam, przeczuwam, że wszystko co mi się zdarzyło, miało i ma swoje znaczenie. Raczej więc szukam niedociągnięć w sobie. I gdy bliżej przyglądam się sprawom, które potoczyły się nie po mojej myśli, wyraźnie wówczas dostrzegam, że to ja popełniłam błąd. Lub nie byłam na tyle staranna, by osiągnąć zamierzony cel.

Kim dla pani jest Jan Paweł II?

Kimś wyjątkowym. Nigdy jednak nie spotkałam Papieża osobiście, a podczas zbiorowej audiencji w Watykanie w której uczestniczyłam, mówił po włosku i nic nie rozumiałam, lecz sama Jego osobowość zrobiła na mnie wielkie wrażenie. Cenię Go jednak przede wszystkim za to, że jest tak tolerancyjny wobec ludzi innych wyznań. Bez oporów spotyka się z nimi, potrafi jak nikt wybaczać i ma fantastyczne poczucie humoru. Przy tym jest mądry i rozumie swoją misję. Stara się jak najlepiej, z wielką godnością, wypełniać zadanie, które wyznaczył mu Bóg.

Często na stadionach widzi się sportowców którzy przed rozpoczęciem gry czy przed swoim startem żegnają się, szepczą słowa modlitwy. Czy pani też tak robi?

Nie mam odruchu czynienia znaku krzyża. Przed startem, czy też w jakichś przełomowych momentach życia, jak chociażby wtedy gdy rodziła się córka, staram się skupić, wyciszyć i pomodlić własnymi słowami. Pragnę jakby przekonać Boga o tym dlaczego wierzę w powodzenie i dlaczego to akurat jest takie dla mnie ważne. Myślę, że jeśli się Go przekona o słuszności podejmowanego wysiłku, można liczyć na wsparcie i na sukces. Wiem jednak też, że nie da się oszukać Boga.

Nigdy nie miała pani wątpliwości, żadnych rozterek?

Oczywiście, miałam. Człowiek musi mieć wątpliwości. Jedną z dróg do ich przezwyciężenia jest, przynajmniej w moim przypadku, modlitwa. Lecz zanim ktoś zacznie się modlić powinien już wiedzieć czego chce, o co prosi. Tylko wówczas, jak sądzę, prośby wznoszone do Boga mają sens.

http://www.katolik.pl/bozy-doping,1031,812,cz.html?idr=366

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s