Malcolm Muggeridge – brytyjska gwiazda małego ekranu.

Posted: 14 lutego 2014 in Pisarze
Tagi:

Malcolm Muggeridge był jednym z najwybitniejszych angielskich dziennikarzy. Przez długie lata pracował w BBC i największych angielskich i amerykańskich gazetach. W swoich programach miał za swoich rozmówców postacie z pierwszych stron gazet: Gandhiego, de Gaulle’a, Chruszczowa, Nixona, Eisenhovera czy Kennedy’ego. Jego ojciec – socjalista wychowywał go w duchu ateistycznym. Malcolm nawrócił się jednak na chrześcijaństwo, by pod koniec swego życia zostać katolikiem, z wielką odwagą zwalczającym wszelkie przejawy moralnego relatywizmu. Niebagatelną rolę w jego nawróceniu odegrała Matka Teresa z Kalkuty.

malcolm-muggeridge-e1385012069439„Prawda” i prawda

Sowiecka rzeczywistość okazała się zupełnie inna niż to, o czym marzył i to, o czym czytał w peanach zachodnioeuropejskich „intelektualistów”, bolszewickiej „Prawdzie” i kłamliwych artykułach dziennikarzy, dla których „mistrzem” był skorumpowany przez Sowietów Amerykanin Walter Duranty.

Rozczarował się, ale opisał prawdę – stalinowskie okrucieństwa kolektywizacji i „rozkułaczania”, ludobójczy głód w „spichlerzu Europy” jakim była niegdyś Ukraina, dokąd wyruszył łamiąc obowiązujące obcokrajowców przepisy. Pisał o „wieśniakach klęczących w śniegu i proszących o chleb”, o więźniach wtłaczanych do bydlęcych wagonów, o ludziach ginących bezpowrotnie za bramą więzienia na Łubiance. Angielski dziennikarz otrzymał wówczas niezapomnianą lekcję, czym jest w istocie realny socjalizm i komunizm ucieleśniony w „wielkim radzieckim eksperymencie” „robotniczym raju”, jak z sympatią podówczas pisano. Oczywiście w Anglii uznano, że w swoich „histerycznych tyradach” przesadza i przejaskrawia. Wielu uznało, że… kłamie. Wrócił do Anglii. W 1934 na podstawie swoich przeżyć napisał nowelę „Winter in Moscow”. Za rzetelne opisanie Wielkiego Głodu na Ukrainie został pośmiertnie nagrodzony przez prezydenta Ukrainy w 2009.

„Święte krowy” i „ziemskie raje”

Kolejnym etapem kariery Muggeridge’a była praca w „Calcutta Statesman”. W czasie II wojny światowej Muggeridge służył w wywiadzie we Włoszech, Mozambiku i Francji. W 1942 r. dostrzegł bezsens swojego dotychczasowego życia i usiłował popełnić samobójstwo. Po wojnie został waszyngtońskim korespondentem londyńskiego „Daily Telegraph” i zapoczątkował współpracę z radiem i telewizją. W latach 1953-57 został szefem znanego angielskiego czasopisma satyrycznego „Punch”. Dał się wkrótce poznać jako satyryk i prześmiewca – jedna z najbardziej kontrowersyjnych postaci ówczesnego czasu. Nie oszczędzał nikogo – nie wyłączając angielskich „świętych krów” – Winstona Churchila czy rodziny królewskiej. Bezlitośnie obnażał ludzką głupotę i duchową pustkę. Potrafił być również poważny.

Współpracując z BBC i największymi gazetami w Anglii i Ameryce miał za swoich rozmówców postacie z pierwszych stron gazet: Gandhiego, de Gaulle’a, Chruszczowa, Nixona, Eisenhovera czy Kennedy’ego. Znał wszystkich, jeździł po całym świecie. Nie było wydarzeń, o których by nie napisał i których by nie skomentował swoim ciętym językiem. Jednocześnie Muggeridge przyglądał się z uwagą panującym na świecie ideologiom. Uznał wkrótce, że wszystkie wizje utworzenia ziemskiego raju czynią życie „koszmarem”. Prawdziwe, odrażające oblicze socjalizmu, komunizmu, narodowego socjalizmu i imperializmu poznał jeszcze w młodości. Potem przyszła pora na liberalizm (w 1950 pisał o nim jako o „destrukcyjnej sile tego wieku” i systemie opartym na błędnej – zbyt optymistycznej – wizji człowieka) i teorie państwa opiekuńczego („Państwo opiekuńcze – pisał – jest pewnego rodzaju ogrodem zoologicznym, który zapewnia swoim podopiecznym komfort i wygodę, czyniąc ich nieprzystosowanymi do życia w ich naturalnym środowisku”). Za największych niszczycieli chrześcijańskiej cywilizacji zachodniej uznał Marksa i Freuda – „pierwszego z nich za zastąpienie ewangelii miłości ewangelią nienawiści, drugiego – za podważenie podstawowej zasady odpowiedzialności człowieka.” Podążając od jednego rozczarowania do drugiego, krok po kroku odkrywał Inny Świat – królestwo Chrystusa. Duże wrażenie wywierały na nim lektury – Chesterton a zwłaszcza „Mere Christianity” (Chrześcijaństwo po prostu) Clive’a S. Lewisa.

„Duchowy syn” Matki Teresy

Przełomowy okazał się dla niego koniec lat 60. Jako dziennikarz zainteresował się wówczas fenomenem Misjonarek Miłosierdzia. Zastanawiał się co przyciąga młode kobiety do tego zgromadzenia, co powoduje, że potrafią poświęcić wszystko i służyć najbiedniejszym, z troską opatrywać śmierdzące rany, pochylać się nad ludźmi pogardzanymi i wyrzuconymi przez ten świat na „śmietnik”. W ich motywacji dostrzegł coś więcej niż tylko współczucie. W 1969 r. zrealizował program dokumentalny „Coś pięknego dla Boga” („Something Beautiful for God”), w którym objawił całemu światu współczesną świętą – Matkę Teresę z Kalkuty. Zaprzyjaźnił się z nią. Poprzez swoje listy, modlitwę i przykład ofiarnego życia skromna, zupełnie „niemedialna” misjonarka zmieniła dumnego ateistycznego prześmiewcę w apologetę chrześcijaństwa. Stopniowo jego wiara stawała się coraz mocniejsza. Z „religijnego maniaka bez religii”, „zauroczonego religią, w którą nie może uwierzyć” stał się wierzącym chrześcijaninem. Przez długi czas miał jednak mieszane uczucia w stosunku do katolicyzmu. Odstręczała go instytucjonalna, powierzchowna, ludzka strona Kościoła. Nie podobały mu się sekularyzacyjne trendy drążące Kościół po Soborze Watykańskim II.

Matka Teresa przekonywała go w swoich listach, że „to, co dzieje się dziś na powierzchni Kościoła przeminie”. Przez długie lata Muggeridge zastanawiał nad jej słowami: „Jesteś dla mnie niczym Nikodem… dopóki nie staniesz się dzieckiem… Jestem pewna, że wszystko świetnie zrozumiesz, gdybyś tylko stał się dzieckiem w rękach Boga… Ta drobna trudność, która masz wobec Kościoła, ma skończony wymiar. Pokonaj to co skończone nieskończonym.

Niezwykle ważna dla jego duchowego rozwoju była również służbowa podróż do Ziemi Świętej w 1967 r.. „To wtedy, gdy przebywałem w Ziemi Świętej dla nakręcenia trzech programów TV dla BBC, owładnęła mnie niezwykła, niemalże magiczna pewność dotycząca narodzenia Jezusa, Jego nauczania i Ukrzyżowania… Uświadomiłem sobie, że naprawdę był człowiek, Jezus, który także był Bogiem – czułem Jego obecność. On naprawdę wyrzekł te wzniosłe słowa – ja je słyszałem. On naprawdę umarł na krzyżu i powstał z martwych. W przeciwnym razie jakże mogło by być możliwe, aby Go spotkać – tak jak ja Go spotkałem?… Słowa, które wyrzekł Jezus, to słowa żywe, tak odpowiednie dzisiaj, jak i wtedy, kiedy zostały wypowiedziane po raz pierwszy; światło, które rozsiewa, dalej lśni jasnym blaskiem, jak zawsze – pisał w „Jesus Rediscovered”.

Wypływanie na głębię

Za którą wizją się opowiadamy? Z jednej strony – jako wzór naszej wspólnej egzystencji – mamy hodowlę brojlerów lub przemysłową farmę, gdzie chodzi wyłącznie o dobrą fizyczną kondycję bydła oraz finansowy zysk przedsięwzięcia; z drugiej – ludzkość jako rodzinę, której wszyscy członkowie, bez względu na swoje fizyczne czy duchowe walory lub ułomności jednakowo zasługują na uwagę w oczach swojego Stwórcy, i których istnienie ma wartość, nie samo w sobie ani wyłącznie w relacji do historii, ale w odniesieniu do przeznaczenia sięgającego poza czas do wieczności. Albo mówiąc prościej – z jednej strony jakość życia, z drugiej – jego świętość.

„Powrót do domu”

„To właśnie niewzruszona postawa Kościoła Katolickiego przeciwna antykoncepcji i aborcji ostatecznie zadecydowała o moim przyjęciu katolicyzmu… Postawa Kościoła jest całkowicie słuszna. Wieczna mu chwała za przeciwstawianie się antykoncepcji, nawet jeśli to nie przynosi sukcesu. Sądzę, że z perspektywy historii ludzie uznają, że były to szlachetne wysiłki dla zapobieżenia moralnej katastrofie” – pisał. Wstąpienie do Kościoła katolickiego było jednym z najważniejszych etapów jego chrześcijańskiej drogi. Nastąpiło ono 27 listopada 1982 r. w kaplicy Matki Bożej Wspomożycielki Wiernych w niewielkiej wiosce Hurst Green, niedaleko ich domu. Wraz z nim na ścieżkę prawdziwej wiary wkroczyła jego żona. „Nasze przystąpienie do Kościoła jest postanowione, przez co odczuwam nie tyle radosne podniecenie, co głęboki pokój duszy, aby zacytować moje własne słowa: poczucie powrotu do domu, podjęcia nici zagubionego życia, odpowiedzenia na głos od dawna dźwięczącego dzwonu, zajęcia miejsca przy stole, które od dawna stoi puste” – napisał w ostatniej swej książce – „Confessions of 20th-Century Pilgrim”. Pod koniec życia Malcolm Muggeridge został publicystą katolickiego czasopisma „New Oxford Review”. W lipcu 1990 r. w ciężkim stanie trafił do szpitala. „Ojcze, przebacz mi!” – wołał w nocy leżąc na szpitalnej sali. Opatrzony sakramentami angielski dziennikarz zmarł nad ranem 14 listopada 1990 r.

Henryk Bejda, (tłum. cytatów z książek Muggeridge’a – ZRK)

http://www.cudaboze.pl/2004/rozdzial.php?numer=9&rozdzial=2

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s