Adam Nowak – lider zespołu Raz Dwa Trzy.

Posted: 2 marca 2014 in Muzycy

Adam Nowak (ur. 28 września 1963 w Poznaniu) – lider, twórca większości tekstów, gitarzysta i wokalista zespołu Raz, Dwa, Trzy. Pochodzi z Poznania. Jest absolwentem technikum gastronomicznego, przez kilka lat pracował jako kelner. Studiował też pedagogikę kulturalno-oświatową w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Zielonej Górze.

n200913_019Adam Nowak, lider zespołu RAZ DWA TRZY w książce „Trudno nie wierzyć w nic” mówi o poszukiwaniu wiary, byciu artystą, przemianie wewnętrznej, życiu, małżeństwie i zmaganiach z sobą.

Mądra, poruszająca opowieść o życiu artysty we współczesnym świecie, o konsekwencjach błądzenia i możliwości powrotu do szczęścia dzięki zawierzeniu swojego życia Temu, któremu wszystko zawdzięczamy.

Książka zawiera wybór ponad 20 tekstów piosenek Adama Nowaka, w tym z najnowszej płyty „Skądokąd”.

Fragment książki „Trudno nie wierzyć w nic”:

Twoje piosenki od początku miały charakter osobistej refleksji nad życiem. Czy człowiek wrażliwy, który intensywnie przeżywa własne istnienie, musi w pewnym momencie otworzyć się na pytania metafizyczne?
Prawdopodobnie musi, z naciskiem na prawdopodobnie. Myślę, że każdy jest wrażliwy. Z tą wrażliwością się rodzimy, tylko potem często dzieje się z nią coś dziwnego. Pojawiają się przecież pytania, które nie dają nam spokoju i z czasem dochodzimy do momentu, w którym musimy wybrać: albo oprzemy się na osi wiary, albo z niej zrezygnujemy; albo dostaniemy taką łaskę, że będziemy mogli w pełni świadomie wierzyć i żyć nie tylko dla siebie, ale i dla drugiego człowieka, albo będziemy całkowicie zapatrzeni w siebie i wtedy nasza wiara będzie miała dosyć niską jakość.

W moim przypadku było tak (czy jest tak), że do wiary wróciłem, szukając ratunku, żeby nie umrzeć.

W Twoich tekstach z pierwszych płyt dużo było egzystencjalnego zapatrzenia w życie, gwałtownego rzucania się w jego jasne i ciemne strony.
Dla mnie był to początek publicznego wypowiadania się. Byłem w pisaniu tych piosenek –przynajmniej niektórych – bardzo nieporadny. Niektóre po prostu udały mi się, bo nawiązywały do mojego życiorysu. I to właśnie te piosenki, które są ze mną nierozerwalnie związane, przetrwały do dzisiaj.

Był to proces naturalny, wręcz techniczny, że po przeżyciu pewnego etapu swojej historii chciałem o nim mówić. Któregoś dnia doszedłem jednak do wniosku, że być może nie jestem aż tak bardzo interesujący, aby mówić tylko o sobie i swoich przemyśleniach, ale że warto sięgnąć nieco głębiej. Chodziło o to, żeby przestać uprawiać „literackość własnej duszy”, a wypowiedź przestała być zwierzeniem i zaczęła dotykać tematu. (…)

Zacząłem mówić o tym, co się we mnie dzieje w sprawach wiary. Nie opowiadam o tym wprost, tak jak to robią zespoły katolickie śpiewające piosenki religijne. Ja chcę znaleźć swój własny język, którym mógłbym w prosty sposób przedstawić to, co posiadłem z wiary i co mogę przekazać innym.

W piosence „Spójrz – widzę” uderzyły mnie ostatnie zdania: „zapytaj mnie, czy się boję / czegóż miałbym się bać / słowa są twoje życie jest twoje wszystko jest twoje / czegóż miałbym się bać?”. Widać w nich wyraźny element zawierzenia…
Tak, ale jednocześnie są i wątpliwości, bo to jednak pytanie. Wiem, że Pan Bóg na pewno mnie słyszy, ale nie znam efektu tego kontaktu. Wierzę, że nie muszę się bać, ale boję się niektórych rzeczy. Być może wypowiedzenie tego przydaje mi odwagi, fakt, że się boję, przechodzi do historii i za chwilę nie muszę się już bać. Ale to jednak coś w rodzaju nieumiejętności nielękania się.

W tej piosence rzeczywiście jest element zawierzenia, który występuje jeszcze w kilku innych moich utworach. Bo ja doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że Bóg istnieje. Wierzę w Pana Boga i wierzę Panu Bogu, ale mam też wątpliwości, które mnie nie opuszczają. Im bardziej się gdzieś zapędzę, tym bardziej się boję. Nie potrafię jednak tak się otworzyć (może nie dostałem jeszcze takiej łaski), żebym mógł całkowicie postępować według woli Bożej. Ale cierpliwie na to czekam.

Czy sztuka jest formą uwodzenia odbiorcy, a pewne niedopowiedzenia i dwuznaczności są jej podstawowym tworzywem?
Dobrze, kiedy sztuka jest dwuznaczna, jeszcze lepiej, gdy znaczeń ma więcej, a najlepiej, kiedy za każdym razem odsłania przed nami nową treść i możemy odczytywać ją przez całe życie. Dzieło powinno sprostać weryfikacji życia, w różnych czasach i kontekstach. Może uwodzić, przyciągać, zwracać na siebie uwagę odbiorcy. Im bardziej nie daje mu spokoju, tym lepiej.

Kiedy nie mogę tekstu drążyć i nieustannie iść głębiej, to zatrzymuję się i umiera we mnie jakaś cząstka.

Niedawno z żoną odkryliśmy drugie dno piosenki „Trudno nie wierzyć w nic”. Do tej pory wydawało się nam, że śpiewasz: „I byłem, kim chciałbym być, żyłem, jak chciałbym żyć”, tymczasem ten tekst w rzeczywistości brzmi: „Byłem, kim chciał, bym był, żyłem, jak chciał, bym żył”. To kopernikańska różnica!
Ogromna! Nie traktuję siebie jako narzędzie w ręku Boga (choć tak kiedyś myślałem), bo to niebezpieczne myślenie. To tak, jakbym wiedział, kiedy Pan Bóg chce, żebym był Jego narzędziem. To pycha. To nie ja mam wiedzieć. To On wie! Lecz daje mi możliwość wyboru: „Idziesz moją drogą albo swoją”. Mało tego, każe nam wybierać, zmusza nas do wyboru. Zgadza się tylko na „tak” albo „nie”. Nie interesuje Go szarość, rozmywanie. Nie chce krzaków uginających się na wietrze, choć wymaga elastyczności i ciągłego spontanicznego namysłu na temat tego, co nas otacza.

Toteż szalonej odwagi wymaga zdobycie się na słowa: „byłem, kim chciał, bym był”. To nawet niebezpieczne, bo właśnie tak myśleli faryzeusze.
To podejrzenie jest niebezpieczne, ponieważ przemilcza fakt, że konstrukcja tekstu zakłada przypuszczenie. Piosenka opisuje sytuację odległą w czasie, nie tu i teraz. Wątpliwość, jaką wyzwala cała piosenka, jest skierowana w moją stronę, a nie w stronę Boga. (…)

Ale może pojawić się zarzut, o którym mówisz. Interpretacja nie należy do mnie! (śmiech). Nie jestem od rozwiewania podejrzeń. Przynajmniej nie teraz. Ja jestem od wątpliwości i paradoksów.

TRUDNO NIE WIERZYĆ W NIC

zapyta Bóg
w swym niebie
co dałem Mu
od siebie
wierzyłem i kochałem
i byłem tym kim chciał bym był
i żyłem jak chciał bym żył
i byłem kim miałem być

odpowiem Mu
od siebie
że spłacę dług
tym lepiej
tym bardziej bo
wiedziałem
co znaczy że nadziei brakowało mi
i kilku chwil
kilku dobrych chwil
może powie
to niepotrzebne słowa

trudno nie wierzyć w nic

zapyta Bóg
w swym niebie
jak spłacę dług
ja nie wiem
wierzyłem i kochałem
i byłem tym kim chciał bym był

trudno nie wierzyć w nic

http://glosojcapio.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=2418&Itemid=100

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s