ARGUMENTY ZA WIARĄ#47 Charakter cudów Chrystusa.

Posted: 6 października 2014 in ARGUMENTY ZA WIARĄ, CUDA
Tagi: ,

Seria „ARGUMENTY ZA WIARĄ” ma na celu pokazanie, że chrześcijaństwo i ogólnie wiara w Boga nie jest czymś co wymaga całkowitego wyłączenia myślenia. Cykl ten może nie da niezbitego 100% dowodu na istnienie Boga (nie taki jest jego cel), lecz powinien sprawić, aby przynajmniej niektóre osoby niewierzące zmieniły swoją postawę z bezmyślnego wyśmiewania chrześcijaństwa w założenie, że „być może coś w tym jest”. Z kolei osoby już wierzące być może wzmocnią swoją wiarę po kolejnych wpisach z tej serii.

miracles-of-jesus1

Owszem, Jezus dokonywał licznych cudów, ale po pierwsze: nie wszyscy je widzieli, więc mogli traktować wieści o nich jako nie sprawdzone pogłoski, a po drugie, ważniejsze: było i jest wielu ludzi, którzy dokonywali różnych dziwnych rzeczy graniczących z cudami, i to wcale nie mocą Bożą! Byli przecież ludzie, jak chociażby Cagliostro czy współcześni bioenergoterapeuci, którzy może również dokonywali niezwykłych wyczynów.

Nie przepisałem tego fragmentu Pańskiego listu, z którego wynika, że jest Pan osobiście człowiekiem głęboko wierzącym, a pragnie Pan tylko bronić dobrej woli tych, którzy w Jezusa nie uwierzyli. Ze swej strony dziękuję Panu za danie mi okazji do zastanowienia się nad cudami Pana Jezusa.

Za punkt wyjścia niech nam posłuży uwaga, jaką w roku ok. 178 rzucił na ten temat Celsus, autor pierwszego w dziejach traktatu przeciwko chrześcijanom. Porównał on Pana Jezusa do kuglarzy jarmarcznych i magików egipskich, „którzy za kilka oboli sprzedają na rynku swe cudowne umiejętności, wypędzają z ludzi demony, zamawiają choroby, wywołują dusze bohaterów, pokazują stoły zastawione drogimi potrawami i przysmakami, które w rzeczywistości nie istnieją, wprawiają w ruch martwe przedmioty, tak że wskutek złudzenia poruszają się one jak żywe istoty” (Orygenes, Przeciw Celsusowi, 1,68). I pyta Celsus zjadliwie: „Czyż musimy uważać od razu za synów Bożych ludzi, którzy dokonują takich rzeczy?”

Pożytecznie jest nieraz przypatrzeć się myśleniu kogoś, kto – jak Celsus – z góry odrzuca chrześcijaństwo i wyklucza samą nawet możliwość, że Jezus jest Synem Bożym i Zbawicielem. W tym przypadku spróbujmy spokojnie ustalić, czego w cudach Pana Jezusa Celsus, w swoim antychrześcijańskim daltonizmie, w ogóle nie był w stanie zauważyć.

Mógł Celsus nie wierzyć w Pana Jezusa, mógł odrzucać realność Jego cudów albo ich moc przekonującą, ale jednego nie mógłby nie zauważyć, gdyby Ewangelie czytał rzetelnie: że Pan Jezus był postacią par excellence religijną i wszystkie Jego cuda (co by Celsus o nich nie sądził) są w Ewangeliach przedstawione w kontekście Jego religijnego posłannictwa. Toteż porównując Go do kuglarzy jarmarcznych, Celsus daje tylko świadectwo swojej nonszalancji i nieuczciwości.

Zobaczmy więc, co w opisach cudów Pana Jezusa powinien zauważyć nawet Celsus, człowiek chrześcijaństwu nieżyczliwy, gdyby Ewangelię czytał uczciwie. Po pierwsze, nie znajdziemy w cudach Pana Jezusa nawet śladu popisywania się, chęci budzenia podziwu, a nawet zyskiwania sobie zwolenników. Do popisywania się kusił Go na pustyni szatan, podsuwając Mu pomysł efektownego skoku ze szczytu świątyni (Mt 4,5n). Do jakiegoś cudu na zawołanie próbowali Go namówić faryzeusze (Mk 8,11n), a kiedy wisiał na krzyżu, wrogowie szyderczo obiecywali Mu, że w Niego uwierzą, jeśli potrafi zstąpić z krzyża (Mt 27,42n). Trudno sobie nawet wyobrazić, że Syn Boży mógłby podjąć tak niegodne propozycje.

Jezus nie tylko nigdy nie uczynił cudu dla samego cudu, ale z całą świadomością zmniejszał zasięg oddziaływania swoich cudów, jeśli istniało niebezpieczeństwo, że ludzie nie zauważą w nich dzieła Bożej miłości. Toteż świadkom cudu oraz cudownie uzdrowionym Jezus nieraz zakazywał mówić o tym (Mk 1,44; 5,43; 7,36), unikał bowiem taniej popularności zwłaszcza gdyby ona miała wzmacniać jakieś rozpowszechnione wówczas fałszywe wyobrażenia na temat Mesjasza. Dlatego też, kiedy po cudownym rozmnożeniu chleba chciano „Go porwać i obwołać królem” (J 6,15), Jezus zdemaskował całą powierzchowność takiej fascynacji swoją Osobą (J 6,26) i pokazał głęboki, sięgający życia wiecznego, sens dokonanego cudu, co zresztą doprowadziło do gwałtownego spadku Jego popularności (J 6,60-66).

Po wtóre, celem cudów Jezusa jest zawsze dobro człowieka. „Dobrze uczynił wszystko – zapisuje Ewangelista Marek reakcję tłumu na uzdrowienie głuchoniemego – nawet głuchym słuch przywraca i niemym mowę” (7,37). Jednak Jezus czyniący cuda nie jest dobroczyńcą tylko doczesnym, Jego cuda są darem zbawczym, darem na życie wieczne. Dlatego oczekuje od uzdrowionych nowego życia: „Oto wyzdrowiałeś – mówi uzdrowionemu z paraliżu – nie grzesz już więcej, aby ci się coś gorszego nie przydarzyło” (J 5,14). Warto zauważyć, że bardzo podobne słowa usłyszała cudzołożnica, którą Zbawiciel uwolnił od jej prześladowców (J 8,11).

Dary, jakich Pan Jezus udzielał ludziom swoimi cudami, były często znakiem lub zapowiedzią darów daleko większych, przynoszących życie wieczne. Przede wszystkim daru wiary. Udzielał Jezus tego daru w sposób głęboko zgodny z naszą ludzką godnością, wzywając zainteresowanych do aktywnego ubiegania się o ten dar (Mt 9,28; Mk 5,36; <MI> 9,23) lub dobrotliwie wypominając im niedowiarstwo (Mt 8,26; 14,31). Z kolei niewidomy, którego Zbawiciel obdarzył wzrokiem, otrzymał dar wiary jako nieoczekiwane uwieńczenie doznanego cudu (J 9,35-38).

Jednak ostatecznym darem, którego obietnicę zawierały w sobie cuda Pana Jezusa i na którego przyjęcie przygotowywały, był On sam. To bardzo znamienne, że po rozmnożeniu chleba Jezus wypowiada słowa, które odsłaniają najgłębszy sens tego cudu: „Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba; jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki” (J 6,51). Analogiczne słowa poprzedzają cud uzdrowienia niewidomego: „Ja jestem światłością świata; kto idzie za Mną, nie będzie chodził w ciemności, lecz będzie miał światło życia” (J 8,12). Bardzo podobne słowa zabrzmiały tuż przed wskrzeszeniem Łazarza: „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem; kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie” (J 11,25).

To prawda, że nie tylko Jezus czynił cuda. Miłość ze swojej natury lubi czynić cuda. Każdy, kto stara się żyć według programu miłości, jakoś wie o tym z własnego doświadczenia. Jednak Pan Jezus jest nie tylko kimś kochającym, On jest Synem Bożym i naszym Zbawicielem. Toteż Jego cuda nie tylko obdarzały dobrem. One obdarzały dobrem skierowanym aż ku życiu wiecznemu. Mało tego: dobro, jakie otrzymywali ludzie dzięki cudom Jezusa, stanowiło zapowiedź, że ostatecznie chce On im udzielić w darze samego Siebie.

To prowadzi nas do trzeciej istotnej cechy cudów Pana Jezusa: one jawnie zwracały ludzi do Boga i kończyły się Jego uwielbieniem. Ewangeliczne opisy cudów rozbrzmiewają wysławianiem Boga. „Tłumy zdumiewały się widząc, że niemi mówią, ułomni są zdrowi, chromi chodzą, niewidomi widzą. I wielbiły Boga Izraela” (Mt 15,31). Tłumy wielbiły Boga po uzdrowieniu paralityka (Mt 9,8) i po wskrzeszeniu młodzieńca z Nain (Łk 7,16). Uzdrowiony pod Jerychem „szedł za Nim, wielbiąc Boga; tak że cały lud, który to widział, oddał chwałę Bogu” (Łk 18,42). Zgrzytem w epizodzie uzdrowienia dziesięciu trędowatych było to, że aż dziewięciu zapomniało uwielbić za to Boga, toteż wprawdzie dziesięciu zostało uzdrowionych na ciele, ale tylko jeden z nich doznał również uzdrowienia duchowego (Łk 17,17-19).

Podsumujmy: nie w tym, że Jezus czynił cuda, należy szukać potwierdzenia Jego posłannictwa i Jego nauki, ale w tym, że czynił takie cuda, w taki sposób i z takimi skutkami duchowymi.

Jezus cały był Świadkiem miłości Ojca Przedwiecznego do nas ludzi – o miłości Bożej do nas świadczyły nie tylko Jego cuda, również Jego nauka, Jego postępowanie i całe Jego życie. „Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca” (J 14,9) – powiedział kiedyś sam o Sobie. Toteż Samarytanie uwierzyli w Niego, choć nie widzieli żadnego cudu. „Wierzymy nie dzięki twemu opowiadaniu – powiedzieli swojej krajance, dzięki której mogli zaprosić Jezusa do siebie – ale na własne uszy usłyszeliśmy i jesteśmy przekonani, że On jest prawdziwie Zbawicielem świata” (J 4,42).

Czyż my, którzy wierzymy w Jezusa dzisiaj, nie odczuwamy podobnie, jak owi Samarytanie? Przecież Jezus wywiązuje się ze swojej obietnicy i rzeczywiście jest z nami po wszystkie dni, aż do skończenia świata. Naucza nas dróg Bożych, uzdrawia nas z naszej ślepoty i trądu, i paraliżu, karmi nas własnym Ciałem. Również my sami możemy mówić to, co napisał kiedyś Apostoł Jan: że wierzymy w to, „co było od początku, cośmy usłyszeli o Słowie życia, co ujrzeliśmy własnymi oczami, na co patrzyliśmy i czego dotykały ręce nasze – bo Życie nam się objawiło” (1 J 1,1n).

Jeśli dobrze wgłębimy się w okoliczności i cel cudów Jezusa, sami będziemy umieli odróżniać cuda prawdziwe od fałszywych. Pozostawmy na boku, jako dla naszego tematu mniej ważne, różne wydarzenia nadzwyczajne, które zdają się nie mieć żadnego sensu, ani bożego, ani bezbożnego. Otóż sam Pan Jezus przestrzegał nas przed fałszywymi mesjaszami i fałszywymi prorokami, którzy „działać będą wielkie znaki i cuda, by w błąd wprowadzić, jeśli to możliwe, także wybranych” (Mt 24,24). Apostoł Paweł fałszywe cuda przypisywał szatanowi (2 Tes 2,9-11). W Apokalipsie wyraźnie mówi się o tym, że celem fałszywych cudów jest doprowadzenie ludzi do tego, ażeby zaczęli kłaniać się Bestii (13,13n; 16,13n).

Krótko mówiąc, fałszywość cudów poznaje się zwłaszcza po tym, że wprowadzają one zamęt w nasze relacje z Bogiem, a nawet podpowiadają nam odejście od Boga do takich lub innych służb bałwochwalczych. Dodatkowym kryterium fałszywości cudu jest egocentryzm cudotwórcy lub jego daltonizm na prawa miłości oraz na obietnicę życia wiecznego.

http://www.nonpossumus.pl/biblioteka/jacek_salij/praca_nad_wiara/49.php

———————————————

Cuda dokonywane przez Chrystusa Pana nie były typu: zamiana krzesła w wielbłąda czy rozpłynięcie się w powietrzu. Odzwierciedlały one głównie procesy, które naprawdę występują w naturze tylko w wolniejszym tempie.

Istnieje działalność Boga sprawowana w świecie stworzonym, powiedzmy sobie, całościowa działalność, której ludzie nie chcą rozpoznać. Cuda dokonane przez Boga wcielonego, który żył jako człowiek w Palestynie, dotyczą dokładnie tych samych rzeczy co całościowa działalność, tyle że dokonują się w innym tempie i na mniejszą skalę. Jednym z ich głównych celów jest to, by ludzie zobaczywszy rzecz dokonaną przez indywidualną, osobową moc w małej skali, mogli uznać – kiedy ujrzą tę samą rzecz dokonaną w dużej skali – że moc stojąca za nią jest również osobową i że w rzeczywistości chodzi tu o tę samą Osobę, która żyła pośród nas dwa tysiące lat temu. Cuda są w istocie rzeczy przepisywaniem drobnymi literkami dokładnie tej samej historii, która jest pisana w całym świecie literami zbyt dużymi, by niektórzy z nas mogli je zobaczyć. Z tego dużego zapisu część jest już widoczna, część wciąż pozostaje przed nami zakryta. Innymi słowy, niektóre z cudów sprawiają w wymiarze ograniczonym to, co Bóg już uczynił w skali uniwersalnej, inne dotykają tego, czego On jeszcze nie uczynił, lecz niechybnie sprawi. W tym sensie, i z naszego ludzkiego punktu widzenia, niektóre są przypomnieniami, a inne proroctwami.

Bóg stwarza winorośl i uczy ją, by przez korzenie wciągała wodę do góry i żeby z pomocą słońca zamieniała wodę w sok, który sfermentuje i nabierze określonych właściwości. W ten sposób co roku od czasów Noego po dziś dzień Bóg zamienia wodę w wino. Tego ludzie nie potrafią dostrzec. Albo – jak poganie – wiążą ten proces z jakimś określonym duchem, Bachusem czy Dionizosem, albo też – jak współcześni – przypisują rzeczywistą i ostateczną przyczynowość chemicznym i innym materialnym zjawiskom, które są wszystkim, czego nasz umysł może się w tym dopatrzyć. Lecz kiedy Chrystus w Kanie przemienia wodę w wino, zdejmuje zasłonę z całego tego procesu . Jeżeli cud ten przekonuje nas jedynie o tym, że Chrystus jest Bogiem, to jego oddziaływanie na nas jest połowiczne: będzie ono pełne, gdy patrząc na winnice albo pijąc wino, za każdym razem będziemy pamiętać, że to działa On, Ten, który był na przyjęciu weselnym w Kanie. Co roku Bóg zamienia małą ilość zboża w dużą; sieje się ziarno, ono się rozmnaża, a ludzie, zgodnie ze zwyczajem swojej epoki, mówią: „Oto Ceres, oto Adonis, oto Król Zboża”; lub też: „Oto prawa natury”. Skondensowaną, przetransponowaną formą tego corocznego cudu jest nakarmienie pięciu tysięcy . Chleb nie powstaje tam z niczego. Nie jest zrobiony z kamieni, jak to pewnego razu na próżno diabeł proponował Chrystusowi Panu . Mała ilość chleba zostaje zamieniona w dużą ilość chleba. Syn nie uczyni niczego, jeżeli nie widzi, by czynił to Ojciec. Istnieje tu coś, co można nazwać rodzinnym, familijnym stylem.

Cuda uzdrawiania są podporządkowane tej samej zasadzie. Bywa to czasem niezrozumiałe dla nas z powodu nieco magicznego punktu widzenia, jaki mamy w odniesieniu do zwykłego lekarstwa. Lekarze patrzą na to inaczej. Siła magiczna nie spoczywa w lekarstwie, lecz w ciele pacjenta. Rola lekarza polega na stymulowaniu naturalnych funkcji organizmu lub na usuwaniu przeszkód. W pewnym sensie, choć wygodniej jest nam mówić o wyleczeniu rany, każda rana leczy się sama; żaden opatrunek nie spowoduje, by skóra zasklepiła się nad raną na ciele zmarłego. Ta sama tajemnicza siła, którą nazywamy grawitacyjną, gdy steruje planetami, i biochemiczną, kiedy leczy ciało, stanowi przyczynę sprawczą wszystkich wyzdrowień, a jeżeli Bóg istnieje, to siła ta, pośrednio lub bezpośrednio, należy do Niego. Wszyscy, którzy zostają wyleczeni, są wyleczeni przez Niego, uzdrowiciela od wewnątrz. Lecz kiedyś zechciał On to uczynić w sposób widzialny; jako Człowiek spotykający się z człowiekiem.

Proszę sobie nie wyobrażać, że staram się uczynić cuda mniej cudownymi. Nie dowodzę, że są one bardziej prawdopodobne przez to, że są mniej niepodobne do zdarzeń naturalnych; próbuję odpowiedzieć tym, którzy uważają je za arbitralne, teatralne, niegodne Boga, bezsensowne zakłócenia ogólnego porządku. Dla mnie pozostają w pełni cudami. Uczynienie w sposób natychmiastowy z ziarnem, które jest już nieżywe i upieczone w bochenki, tego, co normalnie dzieje się powoli z żywym ziarnem, jest cudem tak samo wielkim jak zrobienie chleba z kamieni; cudem równie wielkim choć innego rodzaju. Na tym rzecz polega.

Kiedy otwieram karty książek Owidiusza czy braci Grimm, znajduję ten rodzaj cudów, które rzeczywiście byłyby arbitralne. Drzewa mówią, domy zamieniają się w drzewa, magiczne pierścionki wyczarowują w odludnych miejscach stoły suto zastawione jedzeniem, statki stają się boginiami, a ludzie przemieniają się w węże, ptaki lub niedźwiedzie. Przyjemnie się to czyta, ale najmniejsze podejrzenie, iż rzecz naprawdę miała miejsce, zamieniłoby tę przyjemność w koszmar. Tego rodzaju cudów nie znajduje się w Ewangeliach. Takie rzeczy, gdyby istniały, świadczyłyby o tym, że jakaś obca moc dokonała inwazji na naturę; w najmniejszym stopniu nie mogłyby one być dowodem na to, iż była to ta sama moc, która stworzyła naturę i kieruje nią każdego dnia. Prawdziwe natomiast cuda wyrażają nie po prostu jakiegoś boga, ale Boga: tego, który jest poza naturą nie jako ktoś obcy, lecz jako jej monarcha. Cuda te ogłaszają nie tylko, że jakiś król odwiedził nasze miasto, lecz iż jest to ten Król, nasz Król.

„Bóg na ławie oskarżonych” – C.S. Lewis

—————————

PS Na sam koniec jedno spostrzeżenie. Wrogowie chrześcijaństwa w starożytności nie zaprzeczali temu, że Jezus czynił cuda lub coś, co na nie wyglądało. Uważali po prostu, że była to tylko jakaś magia, iluzja, sztuczki itp. Załóżmy jednak, że Jezus nie czynił żadnych cudów i to co opisują ewangeliści zostało przez nich wymyślone. O cudach napisali tylko po to, aby dodać niezwykłości Nazarejczykowi. W Ewangeliach znajdują się pewne dwa ciekawe fragmenty związane z cudami. Jednym z nich jest pewnego rodzaju niepowodzenie* Jezusa w dokonaniu cudów w jego rodzinnej Galilei. Drugim wydarzeniem nas interesującym jest ten cud, który jest największy – Zmartwychwstanie. Otóż co zobaczymy jak spojrzymy na opis tego drugiego cudu w NT? Nic. Największy, najbardziej spektakularny cud nie jest w ogóle opisany. Ani jednego słowa. Po prostu stwierdzono, że grób jest pusty. I teraz pytanie. Czy ludzie wymyślający cuda w życiu Chrystusa, aby podkreślić Jego wyjątkowość, umieściliby jednocześnie dwa tak dziwne opisy wydarzeń? Co ich powstrzymywało (poza uczciwością), przed stworzeniem jakiegoś spektakularnego opisu Jezusa opuszczającego grób. Po co wzmianka o niepowodzeniu Chrystusa w Galilei w dokonywaniu cudów?

* Jezus nie czynił cudów dla popisywania się. Ich celem miało być nawrócenie ludzi ku Bogu i odstąpienie od grzechu.  Niestety usposobienie moralno-duchowe niektórych ludzi jest takie, że nawet cud ich nie zmieni. Jezus to wiedział, dlatego nie czynił cudów w Galilei. Nie dałyby one żadnych owoców. „Nie rzucajcie pereł między wieprze”.

Advertisements

Możliwość komentowania jest wyłączona.