ARGUMENTY ZA WIARĄ#48 Zgodność dogmatu o Trójcy Świętej z ludzką intuicją.

Posted: 4 listopada 2014 in ARGUMENTY ZA WIARĄ, BIBLIA
Tagi: , ,

Seria „ARGUMENTY ZA WIARĄ” ma na celu pokazanie, że chrześcijaństwo i ogólnie wiara w Boga nie jest czymś co wymaga całkowitego wyłączenia myślenia. Cykl ten może nie da niezbitego 100% dowodu na istnienie Boga (nie taki jest jego cel), lecz powinien sprawić, aby przynajmniej niektóre osoby niewierzące zmieniły swoją postawę z bezmyślnego wyśmiewania chrześcijaństwa w założenie, że „być może coś w tym jest”. Z kolei osoby już wierzące być może wzmocnią swoją wiarę po kolejnych wpisach z tej serii.

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERACZŁOWIEK CZUJE, ŻE JEŻELI BÓG ISTNIEJE TO MUSI BYĆ CZYMŚ WIĘCEJ NIŻ OSOBĄ

W dzisiejszych czasach niemało ludzi stwierdza: „Wierzę w Boga, ale nie w Boga osobowego”. Ludzie ci mają odczucie, że owa tajemnicza istota, leżąca u podstaw wszystkiego, musi być czymś więcej niż osobą. Chrześcijanie właściwie zgadzają się z tym — i jako jedyni proponują pewne wyobrażenie tego, czym może być istota wykraczająca poza ramy osobowości. Wszyscy inni, choć twierdzą, że Bóg jest więcej niż tylko osobą, w istocie myślą o Nim jako o kimś nieosobowym, to jest jako o czymś mniej niż osoba.

Jeśli jednak szukasz czegoś ponadosobowego, czegoś więcej niż osoba, to nie wchodzi tu w rachubę wybór pomiędzy ideą chrześcijańską i pozostałymi. Idea chrześcijańska nie znajduje swego konkurenta.

Jeszcze inni ludzie sądzą, że po tym życiu, a być może po kilku kolejnych egzystencjach, dusze ludzkie zostają „wchłonięte” przez Boga. Gdy jednak próbują wyjaśnić, o co im chodzi, wygląda na to, że nasze wchłonięcie w Boga wyobrażają sobie na podobieństwo jednej rzeczy materialnej wchłanianej w drugą. Ludzkie życie porównują do kropli wody wpadającej do morza. Ale to oczywiście oznacza koniec kropli. Jeśli rzeczywiście przydarza się nam coś takiego, to wówczas wchłonięcie okaże się niczym innym, jak kresem istnienia. Chrześcijanie jako jedyni mają pewne pojęcie o tym, w jaki sposób dusze ludzkie mogą się stać częścią życia Bożego, a mimo to pozostać sobą — a nawet stać się sobą znacznie bardziej niż do tej pory.

Ostrzegałem, że teologia jest rzeczą praktyczną. Owo stanie się częścią Bożego życia to jedyny cel, dla którego istniejemy — a błędne wyobrażenia na ten temat utrudniają sprawę. Dlatego na kolejnych kilka minut muszę poprosić Czytelników o skupienie.

Wiemy, że w przestrzeni można się poruszać na trzy sposoby: w prawo i w lewo, w górę i w dół, albo do przodu i do tyłu. Każdy kierunek ruchu albo mieści się w jednym z tych trzech, albo też jest jakimś kompromisem pomiędzy nimi. Nazywamy to trzema wymiarami przestrzeni. Zauważ: przy użyciu tylko jednego wymiaru da się narysować jedynie linię prostą. Używając dwóch, można narysować figurę, na przykład kwadrat. Kwadrat składa się z czterech prostych linii. Teraz zróbmy kolejny krok. Posiadając trzy wymiary, można zbudować coś, co nazywamy bryłą — na przykład sześcian, coś jakby kostkę cukru czy kość do gry. Sześcian składa się z sześciu kwadratów.

Rozumiesz? Jednowymiarowy świat byłby linią prostą. W dwuwymiarowym świecie nadal mamy linie proste, ale z wielu takich linii otrzymujemy figury. W trójwymiarowym świecie nadal mamy figury, jednak kilka figur tworzy jedną bryłę. Innymi słowy, przechodząc na coraz to bardziej realne i skomplikowane poziomy, nie pozostawiasz za sobą rzeczy, które znalazłeś na poziomach prostszych — są one nadal obecne, ale w nowych połączeniach. Połączeniach, które byłyby dla ciebie niewyobrażalne, gdybyś znał tylko prostsze poziomy.

Otóż chrześcijańskie wyjaśnienie Boga opiera się na tej samej zasadzie. Poziom ludzki jest poziomem nieskomplikowanym i raczej pustym. Na poziomie ludzkim jedna osoba jest jedną istotą, a dwie osoby to za każdym razem dwie odrębne istoty — tak jak w dwóch wymiarach (powiedzmy na kartce) jeden kwadrat jest jedną figurą, a dwa kwadraty to zawsze dwie odrębne figury. Na boskim poziomie nadal istnieją osoby, lecz tam odkrywamy je w nowych połączeniach, których — nie żyjąc na tamtym poziomie — nie potrafimy sobie wyobrazić. W boskim wymiarze, jeśli to można tak ująć, znajdujemy Istotę, która jest trzema Osobami, choć pozostaje jedną Istotą, podobnie jak sześcian to sześć kwadratów, które mimo to pozostają jednym sześcianem. Oczywiście nie możemy w pełni pojąć takiej Istoty — podobnie jak nigdy nie umielibyśmy poprawnie wyobrazić sobie sześcianu, gdybyśmy potrafili postrzegać tylko dwa wymiary przestrzeni. Możemy jednak wyrobić sobie o niej choćby nikłe pojęcie — a wówczas po raz pierwszy w życiu zdobywamy pojęcie, choćby i nikłe, czegoś ponadosobowego — czegoś więcej niż osoba. Jest to coś, na co sami nigdy byśmy nie wpadli, choć słysząc o tym, uznajemy, że właściwie powinniśmy, skoro tak dobrze pasuje to do innych rzeczy, które znamy (…)

Gdyby chrześcijaństwo było naszym wymysłem, oczywiście dałoby się je uprościć. Nie jest nim jednak. Pod względem prostoty nie możemy konkurować z wynalazcami nowych religii. To niemożliwe — zajmujemy się faktami. Każdy potrafi mówić prosto, jeśli nie musi się martwić o fakty.

DLA CZŁOWIEKA MIŁOŚĆ ZAWSZE INTUICYJNIE WSKAZYWAŁA NA BOGA

Najróżniejsi ludzie z lubością powtarzają chrześcijańskie stwierdzenie, że „Bóg jest miłością”. Ale jakby nie zauważają przy tym, że słowa „Bóg jest miłością” nie mają właściwie żadnej treści, o ile w Bogu nie mieszczą się co najmniej dwie Osoby. Miłość to coś, co jedna osoba żywi wobec drugiej. Jeśli Bóg jest jedną osobą, to przed stworzeniem świata nie był miłością. Oczywiście mówiąc to, ludzie ci mają na myśli coś zupełnie innego: chodzi im o to, że „miłość jest Bogiem”. Chcą przez to powiedzieć, że nasze uczucia miłości, niezależnie od czasu i okoliczności, w których powstają, a także niezależnie od przynoszonych skutków, mają być traktowane z wielkim szacunkiem. Może i tak — ale to coś zupełnie różnego od chrześcijańskiej treści stwierdzenia, że „Bóg jest miłością”. Mówiąc tak, chrześcijanie wierzą, że w Bogu od zawsze trwa żyjące i dynamiczne działanie miłości, które stworzyło wszystko inne.

Przy okazji — być może najważniejsza różnica pomiędzy religią chrześcijańską a wszystkimi innymi polega na tym, że w chrześcijaństwie Bóg nie jest czymś statycznym (ani nawet osobą), a dynamiczną, pulsującą aktywnością, życiem, niejako dramatem. A nawet, jeśli nie zostanie to uznane za brak szacunku z mojej strony, wręcz pewnego rodzaju tańcem.

csl Trójca

CHRZEŚCIJAŃSTWO PO PROSTU – C.S. LEWIS

ZOBACZ MOŻE TAKŻE –> https://znanichrzescijanie.wordpress.com/2014/10/12/argumenty-za-wiara42a-ewangelie-synoptyczne-wyraznie-o-jezusie-jako-bogu/

Reklamy

Możliwość komentowania jest wyłączona.