Archiwum dla Grudzień, 2014

Seria „ARGUMENTY ZA WIARĄ” ma na celu pokazanie, że chrześcijaństwo i ogólnie wiara w Boga nie jest czymś co wymaga całkowitego wyłączenia myślenia. Cykl ten może nie da niezbitego 100% dowodu na istnienie Boga (nie taki jest jego cel), lecz powinien sprawić, aby przynajmniej niektóre osoby niewierzące zmieniły swoją postawę z bezmyślnego wyśmiewania chrześcijaństwa w założenie, że „być może coś w tym jest”. Z kolei osoby już wierzące być może wzmocnią swoją wiarę po kolejnych wpisach z tej serii.

spotkac-zmartwychwstalego-622x374

Na to, by wyznać, że Jezus jest Panem, trzeba uwierzyć, że Bóg Go wskrzesił z martwych (Rz 10,9).

Chrześcijaństwo narodziło się z niezłomnego przekonania uczniów Ukrzyżowanego, że ich Mistrz zmartwychwstał i żyje, bo – jak mówi św. Paweł – jeśli nie zmartwychwstał, daremne jest nasze nauczanie, próżna jest także wasza wiara (1 Kor 15,14). Innymi słowy nie jest chrześcijaninem ten, kto tej podstawowej prawdy nie uznaje.

Ewangelie przynoszą opowieści o wielu wydarzeniach z życia Jezusa, mówią o Jego czynach, przytaczają Jego słowa. Nigdzie jednak nie znajdziemy opisu Zmartwychwstania. Autorzy Ewangelii pozwalają nam uczestniczyć w pośpiesznym pogrzebie (zaraz zaczynał się Wielki Szabat Paschalny), a Mateusz dodaje jeszcze wzmiankę o straży, o jaką arcykapłan miał prosić Piłata. A potem jest już zaraz „świt pierwszego dnia tygodnia” (tj. niedzieli), kamień wielki odwalony sprzed wejścia i grób pusty.

Tam, gdzie Ewangelie kanoniczne milczą, tylko apokryficzna Ewangelia przypisywana św. Piotrowi jest mniej dyskretna:

Ale w nocy, gdy świtał dzień Pański [niedziela], a grobu strzegły straże, kolejno po dwóch, odezwał się wielki głos w niebie. I ujrzeli, jak otwarło się niebo i dwóch mężów zstąpiło stamtąd odzianych wielkim blaskiem i zbliżyli się do grobu. A ów kamień, który zamykał wejście, stoczywszy się sam odsunął się na bok i grób się otworzył i obydwaj młodzieńcy weszli doń. Gdy więc owi żołnierze ujrzeli to i obudzili centuriona i starszych […] i gdy opowiedzieli im to, co ujrzeli, zobaczyli znowu tych mężów wychodzących z grobu, dwu podtrzymywało trzeciego, krzyż im towarzyszył. A głowy dwóch sięgały aż do nieba, podczas gdy głowa Tego, który był przez nich prowadzony, przewyższała niebo. I usłyszeli głos z nieba mówiący: «Czy zwiastowałeś tym, którzy śpią?» I dała się słyszeć odpowiedź z krzyża: «Tak».

Jest to jeden z wielu przykładów, które pozwalają nam obserwować, jak ludzka ciekawość i fantazja uzupełniają po swojemu zachowane przekazy. Można jeszcze dodać, że tu przynajmniej obraz zachowuje pewną powagę, czego się nie da powiedzieć o wielu innych apokryfach.

Tak więc w niedzielę rano grób był pusty. To zdaje się nie ulegać wątpliwości, skoro później usiłowano zwalczać młode chrześcijaństwo historyjką wykradzionego ciała, nikt jednak nie próbował twierdzić, że ciało to znalazł. Pusty grób nie stanowi jednak dowodu zmartwychwstania, znamienne jest choćby to, że św. Paweł o nim w ogóle nie wspomina. Może być co najwyżej znakiem, a w pewnym sensie również znakiem zapytania.

Ewangelie przynoszą nam sześć różnych opowiadań o znalezieniu tego pustego grobu i pojawieniu się Zmartwychwstałego. Są to cztery pierwotne zakończenia Ewangelii (Mk 16,1–8; Mt 28,1–20; zob. s. 58–65; Łk 24,1–53; J 20,1–31) oraz dwa dorzucone nieco później uzupełnienia (Mk 16,9–20; zob. s. 65–67; J 21,1–23). Pusty grób znajdują zawsze kobiety, co wskazuje na historyczność wydarzenia. Nikt by tego nie wymyślił w świecie, gdzie świadectwo kobiety nie miało żadnej wartości. One też otrzymują polecenie przekazania uczniom wieści o Zmartwychwstaniu, a u Mateusza i w drugim zakończeniu Marka także udania się do Galilei.

Jezus pojawia się potem również uczniom, których wreszcie rozsyła na cały świat, by zanieśli Jego naukę wszystkim narodom. Obraz tego, co dzieje się po Zmartwychwstaniu, jest jednak jakby nieostry i wszelkie próby uzgodnienia przekazów ze sobą prowadzą tylko na manowce. Nie można ustalić, gdzie miało miejsce owe ostatnie, uroczyste spotkanie, utożsamiane – przynajmniej przez Łukasza i Markowe późniejsze zakończenie – z wniebowstąpieniem – w Galilei czy Jerozolimie? Nie sposób rozstrzygnąć.

Ów „brak ostrości” znajduje również swój wyraz w trudnościach, jakie mają zarówno kobiety jak i uczniowie, z rozpoznaniem Zmartwychwstałego. Dotyczy to także najbliższych, jak by się zdawało, Jezusowi osób. Maria Magdalena bierze Go za ogrodnika (J 20,15), co usiłowano nawet wytłumaczyć wczesna porą i mgłą poranną… Nie poznają Go na drodze do Emaus dwaj uczniowie, chociaż idzie z nimi i rozmawia dość długo (Łk 24,13–32). W ostatnim zaś rozdziale Ewangelii św. Jana, kiedy po cudownym połowie znaleźli się już na brzegu jeziora, żaden z uczniów nie odważył się zadać Mu pytania: «Kto Ty jesteś?», bo wiedzieli, że to jest Pan (J 21,12). Jest to zdanie co najmniej dziwne: jeśli „wiedzieli”, to dlaczego mieliby Go pytać: „Kim jesteś?” Wreszcie pod sam koniec Ewangelii św. Mateusza, w Galilei na górze, jesteśmy świadkami uroczystego spotkania ucz­niów z pełnym chwały Zmartwychwstałym, który za chwilę powie: Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. Tymczasem uczniowie gdy Go ujrzeli, oddali Mu pokłon. Niektórzy jednak wątpili (Mt 28,16–18). Chciałoby się tutaj zawołać: jakże mogli wątpić? A jeśli już znaleźli się tacy niegodni i słabej wiary, po co Ewangelista w ogóle o nich wspomina?

Jedno jest pewne: Gdyby pisano po to, żeby dowieść, iż Jezus naprawdę zmartwychwstał, cóż prostszego niż usunąć wszelkie tego rodzaju wzmianki? Przyszłe zaś pokolenia skrybów, te teksty przepisujących, mogły rów­nie dobrze uzgodnić ze sobą ostatecznie wszystkie opowiadania o Zmartwychwstaniu.

Wzmianki te miały jednak i nadal mają bardzo ważną rolę do spełnienia. Zmartwychwstały Jezus to ten sam Jezus, z którym Jego uczniowie chodzili po drogach Palestyny, ten sam, lecz zarazem, w jakiś niepojęty sposób, inny. Poznaje Go najłatwiej miłość (Maria Magdalena i „uczeń umiłowany”), a ci, co Go odrzucili lub nigdy nie znali, niczego nie zobaczą. Uczony żydowski, Pinchas Lapide, w swojej pracy o „Zmartwychwstaniu jako żydowskim doświadczeniu wiary” stwierdza całkiem słusznie, że Jezus po swym zmartwychwstaniu nie ukazał się żadnemu poganinowi, zdaje się wszakże zapominać, że nie ukazał się też żadnemu z czcigodnych członków Sanhedrynu, nawet arcykapłanowi Kajfaszowi! Nie rozstrzygała tu godność czy niegodność, ani takie czy inne pochodzenie, potrzebna była natomiast choćby uśpiona chwilowo gotowość uwierzenia, gotowość rozpoznania Znajomego w Nieznajomym. P. Grelot napisał, że gdyby nawet Piłat lub Kajfasz byli w wieczerniku w chwili, kiedy Jezus pojawił się uczniom, i tak by nic nie zobaczyli. Nie darmo zakończenie Ewangelii św. Marka podkreśla, że ukazał się dwom swym uczniom w innej postaci (Mk 16,12).

Być może, iż coś z tej „odmienności” wyjaśnia nam św. Paweł w tymże samym, niedawno cytowanym 15 rozdziale Pierwszego Listu do Koryntian (zob. s. 54nn), gdzie próbuje ludziom, wychowanym w greckiej kulturze, przybliżyć w jakiś sposób tajemnicę ludzkiego ciała, przemienionego w zmartwychwstaniu. Posłużył się w tym celu porównaniem do ziarna. Zasiane, ginie ono w ziemi po to, aby dać początek nowemu „ciału” (tj. nowej postaci widzialnej) rośliny lub drzewa, z jakich pochodzi. Podobnie rzecz się ma ze zmartwychwstaniem. Zasiewa się zniszczalne – powstaje zaś niezniszczalne; […] zasiewa się ciało zmysłowe – powstaje ciało duchowe (1 Kor 15,42.44). Paweł znał tylko jednego Zmartwychwstałego i w ten sposób zapewne tłumaczył własne doświadczenie. W takim ciele, przemienionym Duchem, pojawiał się Chrystus uczniom po swoim Zmartwychwstaniu i dlatego zarazem poznają Go i nie poznają. W takim też ciele, jak tłumaczy Paweł Koryntianom, i my też mamy powstać z martwych.

Nie dziwmy się zatem, że uczniowie nie od razu poznawali swego Mistrza. Najbliższym Mu zresztą groziło jeszcze inne niebezpieczeństwo. Łatwo mogli szukać spotkania z takim Jezusem, jakiego dotychczas znali, mogli chcieć Go zatrzymać przy sobie, w swoim własnym ciasnym światku, uznać, że po prostu powrócił do nich i pragnąć, żeby znów było wszystko jak dawniej. Zapewne dlatego właśnie Maria Magdalena usłyszy od Zmartwychwstałego Nie zatrzymuj Mnie (J 20,17). Trudno było pogodzić się z faktem, że ten Jezus, którego znali i kochali, pozostanie z nimi wprawdzie nadal, lecz pozostanie w sposób całkiem nowy i niepojęty, nie mieszczący się w ich dotychczasowych doświadczeniach.

A mimo wszystko uczniowie byli pewni, że sami spotkali się ze Zmartwychwstałym, że to On im się ukazywał, a może raczej, tłumacząc dokładniej tekst grecki, dawał im się widzieć. Tak mówi dosłownie św. Paweł w swej długiej liście pojawień Chrystusa (1 Kor 15,5–8). W podobny też sposób opowiada św. Piotr w domu Korneliusza w Cezarei Nadmorskiej: Bóg wskrzesił Go trzeciego dnia i pozwolił Mu ukazać się nie całemu ludowi, ale nam, wybranym uprzednio przez Boga na świadków, którzyśmy z Nim jedli i pili po Jego zmartwychwstaniu (Dz 10,40–41). Tak więc inicjatywa spotkania należy jedynie do Boga, lecz przecież obecność Zmartwychwstałego nie jest zależna od „widzenia”, przynajmniej widzenia oczami cielesnymi.

Jest to bowiem Obecność szczególna, choć całkiem realna, a dla młodych wspólnot chrześcijańskich w pełni oczywista. Wszyscy zaś, którzy tego nie przeżyli, którzy „nie widzieli” – i my dzisiaj również – możemy po prostu wierzyć lub nie wierzyć owym „z góry wybranym świadkom”, przy czym jeden z nich, św. Paweł przemawia do nas sam bezpośrednio w swoich listach. Świadectwo pozostałych, przekazują nam Ewangeliści, a św. Łukasz także i w Dziejach Apostolskich.

Treść jest wszędzie jedna, choć podawana na różny sposób: Ukrzyżowany zmartwychwstał i żyje, a tym samym Bóg potwierdził Jego posłannictwo, a z nim razem całą Jego naukę i wszelkie, nawet najbardziej zaskakujące roszczenia. Ewangeliści, opowiadając o tym, nie są zgodni w wielu szczegółach, lecz wszyscy czterej podkreślają wspólnie zwątpienie i niewiarę uczniów, którzy najwyraźniej nie tylko niczego już się nie spodziewali, lecz nawet wprost bali się jakichś nowych złudzeń. A jeśli tak to wyglądało, nasuwa się pytanie, skąd zatem wziął się Kościół? Francuski uczony E. Charpentier odpowiada: „Spotkało ich coś, co ich zmusiło do przekroczenia własnego zwątpienia”. Inaczej owa radykalna zmiana postawy byłaby nierozwiązalną zagadką. „Powstanie pierwszej wspólnoty chrześcijańskiej jest zatem pierwszym znakiem historycznym wskazującym na tajemnicę paschalną. Chodzi tu o jedyne w swo­im rodzaju doświadczenie, z którego narodził się Kościół”.

Po tych słowach biblisty chrześcijańskiego posłuchajmy jeszcze, co ma nam do powiedzenia Pin­chas Lapide, biblista żydowski. Pisze on w swo­jej książeczce o Zmartwychwstaniu:

„W tym, co trzeciego dnia ongiś wydarzyło się w Jerozolimie, chodzi ostatecznie o doświadczenie Boga, które – jak sam Bóg – sięga w to, czego dowieść nie można, otwiera się zaś jedynie dla wiary”. Nieco dalej czytamy jeszcze: „Bez przeżycia Synaju, nie byłoby judaizmu, bez przeżycia Wielkiej Nocy, nie byłoby chrześcijaństwa”. „W jakikolwiek sposób będziemy na to patrzeć, musiało tu zajść coś takiego, co możemy nazwać wydarzeniem historycznym, ponieważ historyczne są jego skutki”.

Pośród historycznych skutków tego, co w ową Paschę wydarzyło się w Jerozolimie, nie można pominąć powstania Nowego Testamentu, zbioru 27 pism, których autorzy i redaktorzy wiernie kontynuowali pracę swych poprzedników z Biblii hebrajskiej i Septuaginty. Dla nich jednak to właśnie Zmartwychwstanie było punktem centralnym dziejów wszechświata, ono też nadawało sens ostateczny zarówno życiu i śmierci Jezusa Chrystusa, jak też temu wszyst­kiemu, co Bóg wcześniej objawił Izraelowi. Nadaje też – dzisiaj również – sens życiu każdego z nas. Śmierć nie jest już końcem, lecz bramą, początkiem Nowego Stworzenia. Zrozumieć wszak­że coś z tej tajemnicy, która stanowi jedno z tajemnicą Zmartwychwstania, może naprawdę tylko ten, kto jak św. Paweł – sam spotkał się ze Zmartwychwstałym.

Anna Świderkówna (1925 – 2008) – polska historyk literatury, filolog klasyczny, papirolog, biblistka, tłumaczka, oblatka tyniecka; profesor Uniwersytetu Warszawskiego, popularyzatorka wiedzy o antyku i Biblii. Ponad 30 lat kierowała Katedrą Papirologii (późniejszym Zakładem Papirologii) UW.

——————————————–

1. Pogrzeb Jezusa przez Józefa z Arymatei – członka Sanhedrynu. Mało prawdopodobne, aby ktoś wymyślił sobie to, gdyż Sanhedryn był najbardziej wpływową instytucją Izraela w tamtym czasie, a jego członkowie byli znani.

2. Rozpaczliwy okrzyk Jezusa na krzyżu: Boże mój, Boże dlaczegoś mnie opuścił! sugerujący niepowodzenie misji Jezusa.

3. Pusty grób odnaleziony przez kobiety, których zeznania w tamtym czasie miały niewielką wagę. Dodatkowo faktem historycznym jest powstanie pierwszej gminy chrześcijańskiej w Jerozolimie, czyli tam, gdzie dokonano ukrzyżowania Jezusa. Trudno sobie wyobrazić, aby uczniowie Chrystusa głosili Jego zmartwychwstanie, jakby grób nie był pusty.

4. W Ewangeliach widzimy wiele opisów cudów jakie dokonywał Jezus. Tego najważniejszego (Zmartwychwstania) jednak nie ma.

5. Opisy ukazywań zmartwychwstałego Jezusa zawierają praktycznie za każdym razem wątpliwości tych, którzy go widzieli. Z czasem Go jednak poznawali. Jest to dodatkowo jedna z kluczowych różnic pomiędzy Zmartwychwstaniem Jezusa, a tym co znajdujemy w mitologii pogańskiej, gdzie bóstwo po powrocie ze świata umarłych powraca do swojego starego życia, a nie przejścia do nowego jak to jest w przypadku Nazarejczyka.

http://ps-po.pl/spotkac-zmartwychwstalego/

ZOBACZ TAKŻE–> https://znanichrzescijanie.wordpress.com/2015/01/02/argumenty-za-wiara52a-zmartwychwstanie-chrystusa-a-adonis-ozyrys-i-reszta-towarzystwa/

A TAKŻE–> http://wroclaw.biblista.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=476:czy-kobieta-jest-wiarygodnym-wiadkiem-zmartwychwstania&catid=24:teksty&Itemid=66

Reklamy

Seria „ARGUMENTY ZA WIARĄ” ma na celu pokazanie, że chrześcijaństwo i ogólnie wiara w Boga nie jest czymś co wymaga całkowitego wyłączenia myślenia. Cykl ten może nie da niezbitego 100% dowodu na istnienie Boga (nie taki jest jego cel), lecz powinien sprawić, aby przynajmniej niektóre osoby niewierzące zmieniły swoją postawę z bezmyślnego wyśmiewania chrześcijaństwa w założenie, że „być może coś w tym jest”. Z kolei osoby już wierzące być może wzmocnią swoją wiarę po kolejnych wpisach z tej serii.

babylon-5

(…) wtedy to Jahwe Elohim ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego stał się czło­wiek istotą żywą (Rdz 2,7).

Bóg, lepiący człowieka z gliny lub z ziemi, to motyw częsty na Bliskim Wschodzie. Codzienna obserwacja wykazywała, jak łatwo pod zręczną ręką rzemieślnika powstawały z tego nieefektownego materiału śliczne nieraz formy, przeróżne naczynia i figurki. Według jednego z egipskich mitów również człowieka ukształtował z gliny na kole garncarskim bóg Chnum. Podobne wyobrażenia spotykamy także w Mezopotamii.

Jahwista (autor drugiego opisu stworzenia z Biblii) należał niewątpliwie do elity umysłowej Jerozolimy. Nie umiemy ustalić, co czytał i czy w ogóle miał bezpośredni dostęp do bogatej literatury asyryjsko-babilońskiej. Jest w każdym bądź razie pewne, że jeśli nie wprost, to przynajmniej przez przekłady, parafra­zy i przeróbki znał z niej niemało i potrafił to dla własnych celów po mistrzowsku wykorzystać.

Mówiliśmy już o wielkim babilońskim poemacie Enuma elisz, który głosił chwałę boga Marduka. Dziełem jeszcze starszym i bardziej czcigodnym jest utwór, zwany przez nas od imienia głównego bohatera – Athrahasis (albo Atarhasis czy Atramhasis). Powstał on zapewne w XVIII w., najstarszy zaś jego tekst, a przy tym najdłuższy i najlepiej zachowany, został sporządzony przez pisarza imieniem Kasap-Aya (a może Nur-Aya, bo pierwszy znak nie jest całkiem oczywisty) za panowania czwartego z kolei następcy Hammurabiego, króla Ammi-saduqa, tzn. w latach 1646 – 1626. Sam poemat jest najdawniejszą znaną nam próbą zrozumienia prawdy o człowieku, próbą sformułowania odpowiedzi na pytanie, skąd się wziął i jaki jest właściwy cel jego życia. Nie chodzi tu o stworzenie świata, nieba i ziemi, ale właśnie o człowieka. Wszystko na nim się koncentruje.

Pod tym względem opowieść Jahwisty jest bliska ujęciu Atrahasis. Również dla autora biblijnego najistotniejsze jest stworzenie człowieka. Wszystko, co zostaje stworzone później, odnosi się bezpośrednio do niego, jest niejako zawarte w samym akcie stwórczym, który człowieka powołuje do życia.

Pierwsze wiersze Atrahasis opowiadają o dwóch grupach bogów, starszych, Anunnaki, i młodszych, Igigi:

Kiedy bogowie stwarzali człowieka, byli zmuszani do pracy i bardzo się trudzili, srogi był ich trud, a praca bardzo ciężka i nieskończone ich mozoły gdy wielcy Anunnaki nakładali na Igigi siedmiokrotne prace (1,1–4).

Wykorzystywani tak okrutnie, wyczerpani do cna Igigi zbuntowali się wreszcie przeciw swym potężnym pobratymcom. Zagrożeni Anunnaki wpadli w panikę, która pogłębiła się jeszcze po daremnych próbach ugłaskania buntowników. W końcu bogu Ea przyszedł do głowy dobry pomysł:

Ea otworzywszy usta zwrócił się do bogów, swoich braci: Dlaczego mamy ich obwiniać? Ciężka była ich praca, nieskończone mozoły…

Jest jednak na to rada. Wystarczy stworzyć człowieka.

To on będzie dźwigał jarzmo bogów, będzie dźwigał jarzmo Igigi, to człowiek zostanie obciążony ich pracą (c 1–12).

Na takie rozwiązanie zgodzili się wszyscy chętnie. I oto z gliny zmieszanej z ciałem i krwią zabitego boga We stworzony został człowiek.

Z zachowanego tekstu nie wynika jednoznacznie, kim był ów bóg We. Może przywódcą buntowników? W poemacie Enuma elisz stworzenie człowieka przedstawione jest w podobny sposób, tyle tylko, że – ponieważ jest to poemat na cześć Marduka – właśnie Marduk znajduje rozwiązanie trudności. Cel jest taki sam jak wynika to niedwuznacznie ze słów Marduka:

Stworzę człowieka, aby obciążyć go pracami bogów i aby bogowie odzyskali swobodę. Chcę upiększyć ich istnienie, aby nawet podzieleni na dwie grupy cieszyli się czcią jednakową (Enuma elisz VI 7–10).

Tu także zostaje do tego dzieła użyta krew boga, tym razem straszliwego Kingu, który jest przywódcą i jakby uosobieniem wszystkich sił niszczycielskich, zagrażających ładowi nowego świata.

Tak więc, według Jahwisty i według poematów babilońskich, człowiek łączy w sobie pierwiastek ziemski i boski. W micie blisko­wschodnim ów pierwiastek boski jest zarazem zły, zło tkwi zatem w samej na­turze człowieka. Całkiem inaczej widzi to Jahwista. U niego człowiek otrzymuje od Boga „tchnienie życia”. Chodzi tutaj po prostu o cud życia. Nie znaczy natomiast wcale, że Bóg „tchnął duszę” w ludzkie ciało. Tekst hebrajski, tłumaczony dosłownie, mówi, że właśnie dzięki temu „tchnieniu życia” sam człowiek stał się „żyjącą duszą”, czyli – jak my byśmy to powiedzieli – żywą istotą. Jahwista nie próbuje tłumaczyć, że człowiek „składa się” z duszy i ciała. Stworzeniem Boga jest cały człowiek w swej jedności psychofizycznej. Brak tu jakiejkolwiek podstawy do uznania wyższości tego, co duchowe, nad tym, co cielesne.

Druga zasadnicza różnica między opowieścią biblijną a wyobrażeniami babilońskimi to cel stworzenia człowieka. Mardukowi i Ea chodzi o uwolnienie bogów od uciążliwej pracy, o znalezienie kogoś, kto „przejmie ich jarzmo”. U Jahwisty człowiek jest wprawdzie stworzony do pracy (wbrew fałszywej, a powszechnie przyjętej opinii, raj nie jest miejscem, „gdzie się nic nie robi”), lecz praca ta nie jest jego obciążeniem, ale powołaniem i służyć ma przede wszystkim jemu samemu. Żeby się przekonać o słuszności tego twierdzenia, wystarczy przypomnieć sobie, że to właśnie dla człowieka Jahwe Elohim zasadził na pustynnej ziemi ogród, a w nim wszelkie drzewa miłe z wyglądu i smaczny owoc rodzące. W ogrodzie tym umieścił człowieka po to, aby go doglądał, pozwalając mu przy tym jeść owoce z wszystkich drzew, oprócz owoców z drzewa poznania dobra i zła, bo gdy z niego spożyjesz, niechybnie umrzesz (Rdz 2,8 – 15,17). Człowiek korzystając z ogrodu sprawuje jednocześnie nad nim pieczę w imieniu nie tylko własnym, ale i Tego, kto ten ogród zasadził.

[Admin: Pesymizm w opisach powstania człowieka nie dotyczy oczywiście tylko powyższych dwóch mitologii. Przykładowo w zaratusztrianizmie w jednej z wersji mitów z potu Ormuzda walczącego z Arymanem przyszedł na świat pierwszy człowiek, Kajomars [1]. Z kolei w mitologii greckiej człowiek powstaje z popiołów pozostałych po unicestwionych przez Zeusa Tytanach, którzy to wcześniej rozszarpali, ugotowali i zjedli Dionizosa[2]].

ANTROPOMORFICZNE PRZEDSTAWIENIE BOGA /zarzuty/

Czytając tekst Jahwisty mamy ochotę nieraz uśmiechnąć się z pobłażaniem dla naiwności autora, który tak bardzo antropomorficznie przedstawia swego Boga. Nie tylko „ulepił” On człowieka, „ulepił” zwierzęta, lecz za chwilę także uśpi mężczyznę, by wyjąć mu jedno żebro, potem zaś przy wieczornym chłodnym wietrzyku będzie się przechadzał w ogrodzie, by wreszcie wygnanym z raju ludziom sporządzić ze skór odzienie (Rdz 2,7. 19.21; 3,8.21). W poczuciu naszej wyższości zapominamy zbyt łatwo, że w czasach Jahwisty (ok. X w. p.n.e.) nie znano jeszcze pojęć abstrakcyjnych, nie wykształcił się jeszcze język filozoficzny. Hebrajczycy zresztą z zasady posługiwali się konkretami.

Jak wyrazić, że Bóg jest osobą, a nie jakąś bezosobową siłą, skoro nie ma w ogóle pojęcia „oso­by”? Najłatwiej było przedstawić Go po prostu postępującego jak człowiek. Wieczorna przechadzka Boga po ogrodzie ma ukazać, jak bliski jest On ludziom, a serdeczna troska, którą otacza nawet grzeszników wygnanych z raju, znajduje swój wyraz w sporządzeniu dla nich odzieży [troskę tą widać także w opisie potopu kiedy „Jahwe zamknął drzwi arki” za Noem”]. Gdybyśmy dzisiaj pisali na ten temat, na pewno ujęlibyśmy to inaczej. Musimy jednak nauczyć się myśleć tak, jak autor biblijny, jeśli chcemy naprawdę zrozumieć, co ma nam do powiedzenia. Bez tego stracimy wiele.

[1] Andrzej M. Kempiński: Słownik mitologii ludów indoeuropejskich. Poznań: KW SAWW, 1993, s. 214.

[2] The Greek World by Anton Powell (Sep 28, 1997) , s. 494.

http://ps-po.pl/stworzenie-czlowieka/

ZOBACZ–> https://znanichrzescijanie.wordpress.com/2014/11/13/argumenty-za-wiara50-zadziwiajaca-geneza-czlowieka-w-biblijnm-opisie-stworzenia/

A TAKŻE–> https://znanichrzescijanie.wordpress.com/2014/11/27/argumenty-za-wiara50a-czlowiek-zostal-stworzony-na-obraz-boga/

https://strangetriumph.wordpress.com/2013/11/10/on-the-seventh-day-god-rested-and-humanity-began-to-rule/

Carl Gustav Jung – szwajcarski psychiatra i psycholog. Był twórcą psychologii głębi, na bazie której stworzył własną koncepcję nazywaną psychologią analityczną. Carl Gustav Jung urodził się w Szwajcarii jako syn pastora kościoła ewangelicko-reformowanego. Ojciec Junga był uważany za „człowieka poczciwego”, który cieszył się prestiżem. Niestety wewnątrz rodziny Jungów było wiele konfliktów.

Carl Jung

Rodzice Carla często się kłócili, ojca wciąż frustrowała niezrealizowana kariera (marzył o zrobieniu profesury, czego nigdy nie osiągnął), matka leczyła się z powodu stanów depresyjnych. Brak miłości rodziców sprawił, że młody Jung stał się zamkniętym, nieufnym wobec ludzi człowiekiem. Jednocześnie stał się niesamowicie wrażliwym eksploratorem ludzkiej duszy.

Pewnego razu Jung zapytał swojego ojca – pastora, jak należy rozumieć dogmat o Trójcy Świętej, na co tamten odpowiedział mu bez skrupułów, że sam nie wie. Carl Gustaw Jung poczuł się wówczas zlekceważony i na zawsze utracił zaufanie do instytucji kościelnych. Nie mniej jednak jego poszukiwania Boga nie ustały a wręcz nasiliły się.

Szukał Boga wszędzie. Powiedział:

„Gdy chodzi o mnie, treść wiary musiałaby się objawić sama w sobie empirycznie – dopiero wtedy mógłbym ją przyjąć”

Jung stworzył teorię archetypów i stwierdził, że archetypy istnieją w każdej kulturze, że da się je zbadać empirycznie. Archetyp Jaźni (obraz Boga) stał się dla Junga najważniejszym archetypem nieświadomości zbiorowej.

„Obraz Boży (imago Dei) odbity znajduje się w duszy, i jest obrazem tego obrazu i według tego podobieństwa została stworzona nasza psychika”

W książce „Wspomnienia, sny, myśli” Jung mówi:

„Kiedy więc określamy Boga jako archetyp, to i tak nie mówimy niczego o Jego właściwej naturze. Uznajemy jednak w ten sposób, że »Bóg« został wpisany w tę część naszej duszy, która jest wcześniejsza niż psyche świadoma i dlatego nijak nie może uchodzić za wymysł świadomości. Tym samym Bóg nie zostaje usunięty, ani zniesiony; przeciwnie – zostaje umieszczony w bezpośredniej bliskości dziedziny dostępnej doświadczeniu”

Kiedy zatem zapytano Junga, czy wierzy w Boga odpowiedział:

„Nie wierzę – ja wiem!”

JUNG O JEZUSIE

Według Carla Gustava Junga (1875-1961), twórcy psychologii głębi i szkoły psychologii analitycznej, Chrystus był przykładem doskonałego, zintegrowanego archetypu jaźni. Jaźń w psychologii Junga reprezentuje jedność i pełnię osobowości, wraz ze wszystkimi zjawiskami psychicznymi. W swej pracy Odpowiedzi Hiobowi (1952) napisał on:

Chrystus nigdy nie wywarłby takiego wrażenia, jakie wywarł na swoich zwolennikach, gdyby nie wyrażał czegoś żywotnego i sprawczego w ich podświadomości. Samo chrześcijaństwo nigdy nie rozpowszechniłoby się w pogańskim świecie z tak zdumiewającą szybkością, gdyby jego idee nie napotkały analogicznej gotowości psychicznej na ich przyjęcie.

Dla Junga Chrystus historyczny jako archetyp nie tylko przemawia do duszy, ale sprawia w niej przebudzenie, ożywienie, oczyszczenie i zbawienie. Chodzi o szerszą świadomość, która łączy poczucie tożsamości i pełni z miłością bliźniego. Wykorzystując Janowy temat Chrystusa jako drogi, prawdy i światła (por. J 14,6) napisał też, że:

Ludzie tamtego czasu dojrzeli do utożsamienia się ze słowem wcielonym, do założenia wspólnoty połączonej ideą, w imię której mogli miłować się wzajemnie i innych nazywać swymi braćmi. Dawna idea (…) pośrednika, w imię której otwierają się nowe drogi miłości, stała się faktem i dzięki niej społeczność ludzka uczyniła krok naprzód.[1]

[1] Cytat za W. W. Miessner SJ: Jung i Biblia. W: Słownik Wiedzy Biblijnej (tyt. ang. The Oxford Companion to the Bible). s. 281.

http://psychika.net/2008/05/dlaczego-jung-nie-wierzy-w-boga.html

god_cut

Bóg Starego Testamentu jest prawdopodobnie najmniej przyjazną postacią całej literatury pięknej: zazdrosny i dumny z tej zazdrości; małostkowy, niesprawiedliwy, nie znający przebaczenia pedant; roszczeniowy, krwiopijczy zwolennik czystek etnicznych; mizoginiczny, homofobiczny, rasistowski, mordujący dzieci, ludzi w ogóle, czy też synów w szczególności, zsyłający plagi, megalomański, sadomasochistyczny, kapryśnie manifestujący brak zrozumienia despota.
>Richard Dawkins – biolog i apologeta ateizmu <

Bóg Starego Testamentu i Jego rzekome okrucieństwo to temat bardzo często poruszany przez osoby zarówno wierzące, jak i niewierzące na Internecie. Bibliografia także jest z pewnością obszerna i dobrze byłoby poczytać, co mówią na ten temat bibliści. Wielu chrześcijan boi się w ogóle zaglądać do ST ze względu na niektóre „trudne do przełknięcia” fragmenty. Ateiści z kolei zaglądają, robiąc to jednak bardzo wybiórczo i nie starając się dotrzeć do istoty różnych opowieści biblijnych. W poniższym wpisie zostaną poruszone tylko dwa zagadnienie, które to powinny jednak w jakimś stopniu skłonić czytelnika do refleksji.

SPRAWA NUMER JEDEN

Pierwsza znamienna rzecz o której chciałbym wspomnieć to trzy najbardziej znane opisy katastrof na jakie natrafiamy w Starym Testamencie: podbój Kanaanu, Potop, a także zniszczenie Sodomy i Gomory. Podchodzimy do nich czasami zbyt sentymentalnie, analizując dodatkowo zbyt drobiazgowo każdy szczegół (czyli coś nie mającego najmniejszego znaczenia dla świata w którym powstawała Biblia), przez co tracimy istotę i to co twórcy tych historii/opowieści chcieli nam przekazać przez te obrazy. Istotą tą jest natomiast to, co je wszystkie łączy. Przyjrzyjmy się:

Podbój Kanaanu przez Izraelitów

12 A gdy słońce chyliło się ku zachodowi, Abram zapadł w głęboki sen i opanowało go uczucie lęku, jak gdyby ogarnęła go wielka ciemność. 13 I wtedy to Pan rzekł do Abrama: «Wiedz o tym dobrze, iż twoi potomkowie będą przebywać jako przybysze w kraju, który nie będzie ich krajem, i przez czterysta lat będą tam ciemiężeni jako niewolnicy; 14 aż wreszcie ześlę zasłużoną karę na ten naród, którego będą niewolnikami, po czym oni wyjdą z wielkim dobytkiem. 15 Ale ty odejdziesz do twych przodków w pokoju, w późnej starości zejdziesz do grobu. 16 Twoi potomkowie powrócą tu dopiero w czwartym pokoleniu, gdy już dopełni się miara niegodziwości Amorytów». (Rdz 15:2-16)

1 Dalej Pan powiedział do Mojżesza: 2 «Mów do Izraelitów i powiedz im: Ja jestem Pan, Bóg wasz! 3 Tego, co czynią w ziemi egipskiej, w której mieszkaliście, nie czyńcie. Tego, co czynią w ziemi Kanaan, do której was wprowadzę, nie czyńcie. Nie będziecie postępować według ich obyczajów. 4 Będziecie wypełniać moje wyroki, będziecie przestrzegać moich ustaw, aby według nich postępować. Ja jestem Pan, Bóg wasz! 5 Będziecie przestrzegać moich ustaw i moich wyroków. Człowiek, który je wypełnia, żyje dzięki nim1. Ja jestem Pan! 6 Nikt z was nie będzie się zbliżał do ciała swojego krewnego, aby odsłonić jego nagość [tzn współżyć]. Ja jestem Pan! 7 Nie będziesz odsłaniać nagości swojego ojca lub nagości swojej matki. Jest ona twoją matką – nie będziesz odsłaniać jej nagości. 10 Nie będziesz odsłaniać nagości córki twojego syna lub córki twojej córki, bo są one twoją nagością. 11 Nie będziesz odsłaniać nagości córki żony twojego ojca, bo jest ona dzieckiem twojego ojca, jest twoją siostrą. 15 Nie będziesz odsłaniać nagości swojej synowej, bo jest ona żoną twojego syna, nie będziesz odsłaniać jej nagości. 20 Nie będziesz obcował cieleśnie z żoną twojego bliźniego, wylewając nasienie; przez to stałbyś się nieczystym. 21 Nie będziesz dawał dziecka swojego, aby było przeprowadzone przez ogień [tz. składał w ofierze] dla Molocha [bóstwo fenickie], nie będziesz w ten sposób bezcześcił imienia Boga swojego. Ja jestem Pan! 22 Nie będziesz obcował z mężczyzną, tak jak się obcuje z kobietą. To jest obrzydliwość! 23 Nie będziesz obcował cieleśnie z żadnym zwierzęciem; przez to stałbyś się nieczystym. Także i kobieta nie będzie stawać przed zwierzęciem, aby się z nim złączyć. To jest sromota!

24 Tymi wszystkimi rzeczami nie plugawcie się, bo tymi wszystkimi rzeczami plugawiły się narody, które wypędzam przed wami. 25 Także i ziemia stała się nieczysta. Ukarałem ją więc za jej winę, a ziemia wypluła swoich mieszkańców. 26 Strzeżcie więc ustaw i wyroków moich, nie czyńcie nic z tych obrzydliwości. Nie będzie ich czynić ani tubylec, ani przybysz, który osiedlił się wśród was. 27 Bo wszystkie te obrzydliwości czynili mieszkańcy ziemi, którzy byli przed wami, i ziemi została splugawiona. (Kap 18:1-27)

34 Nie wytracili narodów,
jak im to Pan nakazał.
35 Lecz się zmieszali z poganami
i nauczyli się ich uczynków;
36 poczęli czcić ich bałwany,
które się stały dla nich pułapką.
37 I składali w ofierze swych synów
i swoje córki złym duchom.
38 I krew niewinną przelali:
<krew synów swoich i córek,
które złożyli w ofierze posągom kananejskim>.
I ziemia krwią się skalała,
39 a oni się splamili swoimi czynami
i swoimi występkami dopuścili się wiarołomstwa.
40 Gniew Pana zapłonął przeciw Jego ludowi,
tak iż poczuł wstręt do swego dziedzictwa. (Ps 106:34-40)

Zniszczenie Sodomy i Gomory

20 Pan rzekł: «Skarga na Sodomę i Gomorę głośno się rozlega, bo występki ich [mieszkańców] są bardzo ciężkie. 21 Chcę więc iść i zobaczyć, czy postępują tak, jak głosi oskarżenie, które do Mnie doszło, czy nie; dowiem się».
22 Wtedy to ludzie ci odeszli w stronę Sodomy, a Abraham stał dalej przed Panem. 23 Zbliżywszy się do Niego, Abraham rzekł: «Czy zamierzasz wygubić sprawiedliwych wespół z bezbożnymi? 24 Może w tym mieście jest pięćdziesięciu sprawiedliwych; czy także zniszczysz to miasto i nie przebaczysz mu przez wzgląd na owych pięćdziesięciu sprawiedliwych, którzy w nim mieszkają? 25 O, nie dopuść do tego, aby zginęli sprawiedliwi z bezbożnymi, aby stało się sprawiedliwemu to samo, co bezbożnemu! O, nie dopuść do tego! Czyż Ten, który jest sędzią nad całą ziemią, mógłby postąpić niesprawiedliwie?» 26 Pan odpowiedział: «Jeżeli znajdę w Sodomie pięćdziesięciu sprawiedliwych, przebaczę całemu miastu przez wzgląd na nich». 27 Rzekł znowu Abraham: «Pozwól, o Panie, że jeszcze ośmielę się mówić do Ciebie, choć jestem pyłem i prochem. 28 Gdyby wśród tych pięćdziesięciu sprawiedliwych zabrakło pięciu, czy z braku tych pięciu zniszczysz całe miasto?» Pan rzekł: «Nie zniszczę, jeśli znajdę tam czterdziestu pięciu». 29 Abraham znów odezwał się tymi słowami: «A może znalazłoby się tam czterdziestu?» Pan rzekł: «Nie dokonam zniszczenia przez wzgląd na tych czterdziestu». 30 Wtedy Abraham powiedział: «Niech się nie gniewa Pan, jeśli rzeknę: może znalazłoby się tam trzydziestu?» A na to Pan: «Nie dokonam zniszczenia, jeśli znajdę tam trzydziestu». 31 Rzekł Abraham: «Pozwól, o Panie, że ośmielę się zapytać: gdyby znalazło się tam dwudziestu?» Pan odpowiedział: «Nie zniszczę przez wzgląd na tych dwudziestu». 32 Na to Abraham: «O, racz się nie gniewać, Panie, jeśli raz jeszcze zapytam: gdyby znalazło się tam dziesięciu?» Odpowiedział Pan: «Nie zniszczę przez wzgląd na tych dziesięciu». 33 Wtedy Pan, skończywszy rozmowę z Abrahamem, odszedł, a Abraham wrócił do siebie. (Rdz 18:20-33)

Świat zalany przez Potop

9 Oto dzieje Noego. Noe, człowiek prawy, wyróżniał się nieskazitelnością wśród współczesnych sobie ludzi; w przyjaźni z Bogiem żył Noe. 10 A Noe był ojcem trzech synów: Sema, Chama i Jafeta. 11 Ziemia została skażona w oczach Boga. 12 Gdy Bóg widział, iż ziemia jest skażona, że wszyscy ludzie postępują na ziemi niegodziwie, 13 rzekł do Noego:
«Postanowiłem położyć kres istnieniu wszystkich ludzi, bo ziemia jest pełna wykroczeń przeciw mnie; zatem zniszczę ich wraz z ziemią. 14 Ty zaś zbuduj sobie arkę z drzewa żywicznego, uczyń w arce przegrody i powlecz ją smołą wewnątrz i zewnątrz. (Rdz 6:9-14)

Bóg dał człowiekowi wolną wolę i z szacunku do niego jej nie narusza. Nie oznacza to jednak, że Stwórca zostawił nas samym sobie i nie ingeruje w losy ludzkości. Ingeruje, lecz robi to tylko i wyłącznie w ostateczności. Kiedy przykładowo zepsucie staje się coraz większe, to Bóg wciąż czeka i patrzy czy człowiek o własnych siłach jest w stanie się wygrzebać ze swojej sytuacji.

Powyższe trzy opowieści pokazują, że Najwyższy zaczyna działać dopiero wtedy, gdy naprawdę nie ma już żadnej nadziei dla człowieka. Nie wcześniej. Wówczas to następuje konieczne oczyszczenie.

Dodatkowo czytając Pismo Święte musimy pamiętać, że jest ono historią mającą początek, rozwinięcie i koniec, dlatego właśnie każdy fragment należy czytać przez pryzmat całości. Biblia jest bowiem opisem planu ratunkowego Boga dla człowieka. A plan ten polegał na tym, że sam Bóg miał przyjść na Ziemię i zapłacić cenę, której sami byśmy nie zdołali zapłacić. Dlatego właśnie Stwórca nigdy nie mógł dopuścić do degeneracji 100 procent populacji. Gdyby dopuścił, to plan nie mógłby się powieść. Kobieta taka jak Maryja – która byłaby skłonna podążać za wolą Boga, czy ludzie gotowi pójść za Chrystusem i zanieść wiarę poganom nie istnieliby w świecie zepsutym do końca.

SPRAWA NUMER DWA

Druga rzecz na którą chciałbym zwrócić uwagę dotyczy losu duszy po śmierci. Śmierć w potopie czy tym, co miało spotkać Sodomę i Gomorę to straszna rzecz. Jest to jednak tak naprawdę mało istotne jeżeli człowiek jest wieczną duszą. To co jest ważne, to to, czy dusze tych tak niewyobrażalnie zepsutych ludzi zostały potępione? Teoretycznie mogłoby się wydawać, że tak. W Biblii możemy jednak znaleźć zadziwiające fragmenty. Jeden z nich to słowa Jezusa Chrystusa z Nowego Testamentu o Sądzie Ostatecznym:

20 Wtedy począł czynić wyrzuty miastom, w których najwięcej Jego cudów się dokonało, że się nie nawróciły. 21 «Biada tobie, Korozain! Biada tobie, Betsaido! Bo gdyby w Tyrze i Sydonie działy się cuda, które u was się dokonały, już dawno w worze i w popiele by się nawróciły. 22 Toteż powiadam wam: Tyrowi i Sydonowi lżej będzie w dzień sądu niż wam. 23 A ty, Kafarnaum, czy aż do nieba masz być wyniesione? Aż do Otchłani zejdziesz. Bo gdyby w Sodomie działy się cuda, które się w tobie dokonały, zostałaby aż do dnia dzisiejszego. 24 Toteż powiadam wam: Ziemi sodomskiej lżej będzie w dzień sądu niż tobie».

Powyższy fragment pochodzi z Ewangelii św. Mateusza. Widzimy w nim ważną dla nas współcześnie żyjących ludzi wiadomość. Mieszkańcy Sodomy w oczach człowieka byliby uważani z pewnością za „gorszych” od mieszkańców np. wspomnianego Kafarnaum. Jednak w oczach Boga tak nie jest. Sodoma została zgładzona, gdyż nie było dla niej już żadnej nadziei. Wszyscy byli zepsuci. Można by powiedzieć, że każde dziecko urodzone w takim środowisku bardzo szybko również zeszłoby na złą drogę. Bóg nie miał niejako wyjścia. Dlaczego wiec Jezus mówił, że mieszkańcom Sodomy będzie lżej? Myślę, że min. dlatego, iż w pewnym sensie zepsucie sodomitów (przynajmniej tych później żyjących) nie do końca było ich winą. W dużym stopniu wpływ na to jacy jesteśmy mają przecież geny, a także wychowanie i środowisko w jakim żyjemy. Sodomici dorastając w tak zdegenerowanym otoczeniu byli skazani na stawanie się złymi. To prawda, ludzie ci byli przestępcami. Prawdą jest jednak także to, że byli również ofiarami. Nie Boga, lecz środowiska, które sami sobie wytworzyli i w którym egzystowali.

ZOBACZ TAKŻE–> https://znanichrzescijanie.wordpress.com/2015/01/02/argumenty-za-wiara53-prorocy-st-czyli-ci-ktorzy-rozbudzili-sumienia-i-poczucie-sprawiedliwosci/

PASCAL SERCE MA POWODY, KTÓRE ROZUM...

… czy jest to jednak możliwe, aby współczesny człowiek – który tak głęboko uwierzył w to, że tylko i wyłącznie rozum i nauka (zwłaszcza nauki przyrodnicze) są jedynymi źródłami prawdy – dał się powtórnie przekonać, że i serce  – gdzieś tam zepchnięte na dalszy plan – mogłoby nam ukazać prawdziwą rzeczywistość, jeśli się w nie wsłuchamy?

„Ja mam naukę. Po co mi jakiś bełkot o wierze czy sercu” ktoś mógłby powiedzieć. I wielu mówi. I po części w zasadzie mają rację. Nauka to przecież wspaniała rzecz. Pozwala nam odkrywać prawdę, której pragnienie (obok pragnienia piękna, sprawiedliwości i nieśmiertelności) tak głęboko jest w nas zakorzenione. Na jakie pytania jednak odpowiada nam nauka? Ile lat ma wszechświat? Jak są zbudowane gwiazdy? Jak się rozwijało życie na Ziemi? Fajne pytania. I często pasjonujące odpowiedzi. Czy są to jednak pytania, które są dla nas naprawdę najważniejsze? Cóż, jeżeli istnieją jeszcze inne pytania, większej wagi (a przecież one istnieją i nie ma potrzeby przytaczać ich tutaj) to ograniczając się do nauki nie odpowiemy na nie. Nauka może nam tylko i wyłącznie opisać świat przyrodzony. Na temat ewentualnego świata nadprzyrodzonego z definicji nie miałaby nic do powiedzenia. Niby oczywiste, ale…

Erwin Schrodinger (1887-1961) – jeden z najznamienitszych twórców mechaniki falowej oraz twórca jednego z najważniejszych równań w historii nauki, równania Schrodingera. W książce Nature and the Greeks wydanej przez Cambridge University Press w 1954 roku, oświadcza:

„Jestem bardzo zdumiony, że naukowy obraz realnego świata jest aż tak niepełny. Oferuje on bardzo wiele rzeczowych informacji, układa całe nasze doświadczenie w nadzwyczajnie spójnym porządku, ale zdumiewać może, że milczy o wszystkim bez wyjątku, co jest rzeczywiście bliskie naszemu sercu, co naprawdę ma dla nas znaczenie. Nie jest w stanie powiedzieć niczego o czerwonym i niebieskim, gorzkim i słodkim, fizycznym bólu i fizycznej przyjemności, nie wie niczego o pięknie i brzydocie, dobru i złu, o Bogu i wieczności. Nauka czasami udaje, że odpowiada na pytania z tego zakresu, ale odpowiedzi te często są tak niemądre, że nie jesteśmy skłonni traktować ich serio.”

I tak będzie chyba zawsze. Kiedy nauka wyjaśnia wszystko, mamy nieodparte wrażenie, że wszystko pomija.