ARGUMENTY ZA WIARĄ#52 Realizm w opisach kluczowych wydarzeń NT.

Posted: 28 grudnia 2014 in ARGUMENTY ZA WIARĄ
Tagi: , ,

Seria „ARGUMENTY ZA WIARĄ” ma na celu pokazanie, że chrześcijaństwo i ogólnie wiara w Boga nie jest czymś co wymaga całkowitego wyłączenia myślenia. Cykl ten może nie da niezbitego 100% dowodu na istnienie Boga (nie taki jest jego cel), lecz powinien sprawić, aby przynajmniej niektóre osoby niewierzące zmieniły swoją postawę z bezmyślnego wyśmiewania chrześcijaństwa w założenie, że „być może coś w tym jest”. Z kolei osoby już wierzące być może wzmocnią swoją wiarę po kolejnych wpisach z tej serii.

spotkac-zmartwychwstalego-622x374

Na to, by wyznać, że Jezus jest Panem, trzeba uwierzyć, że Bóg Go wskrzesił z martwych (Rz 10,9).

Chrześcijaństwo narodziło się z niezłomnego przekonania uczniów Ukrzyżowanego, że ich Mistrz zmartwychwstał i żyje, bo – jak mówi św. Paweł – jeśli nie zmartwychwstał, daremne jest nasze nauczanie, próżna jest także wasza wiara (1 Kor 15,14). Innymi słowy nie jest chrześcijaninem ten, kto tej podstawowej prawdy nie uznaje.

Ewangelie przynoszą opowieści o wielu wydarzeniach z życia Jezusa, mówią o Jego czynach, przytaczają Jego słowa. Nigdzie jednak nie znajdziemy opisu Zmartwychwstania. Autorzy Ewangelii pozwalają nam uczestniczyć w pośpiesznym pogrzebie (zaraz zaczynał się Wielki Szabat Paschalny), a Mateusz dodaje jeszcze wzmiankę o straży, o jaką arcykapłan miał prosić Piłata. A potem jest już zaraz „świt pierwszego dnia tygodnia” (tj. niedzieli), kamień wielki odwalony sprzed wejścia i grób pusty.

Tam, gdzie Ewangelie kanoniczne milczą, tylko apokryficzna Ewangelia przypisywana św. Piotrowi jest mniej dyskretna:

Ale w nocy, gdy świtał dzień Pański [niedziela], a grobu strzegły straże, kolejno po dwóch, odezwał się wielki głos w niebie. I ujrzeli, jak otwarło się niebo i dwóch mężów zstąpiło stamtąd odzianych wielkim blaskiem i zbliżyli się do grobu. A ów kamień, który zamykał wejście, stoczywszy się sam odsunął się na bok i grób się otworzył i obydwaj młodzieńcy weszli doń. Gdy więc owi żołnierze ujrzeli to i obudzili centuriona i starszych […] i gdy opowiedzieli im to, co ujrzeli, zobaczyli znowu tych mężów wychodzących z grobu, dwu podtrzymywało trzeciego, krzyż im towarzyszył. A głowy dwóch sięgały aż do nieba, podczas gdy głowa Tego, który był przez nich prowadzony, przewyższała niebo. I usłyszeli głos z nieba mówiący: «Czy zwiastowałeś tym, którzy śpią?» I dała się słyszeć odpowiedź z krzyża: «Tak».

Jest to jeden z wielu przykładów, które pozwalają nam obserwować, jak ludzka ciekawość i fantazja uzupełniają po swojemu zachowane przekazy. Można jeszcze dodać, że tu przynajmniej obraz zachowuje pewną powagę, czego się nie da powiedzieć o wielu innych apokryfach.

Tak więc w niedzielę rano grób był pusty. To zdaje się nie ulegać wątpliwości, skoro później usiłowano zwalczać młode chrześcijaństwo historyjką wykradzionego ciała, nikt jednak nie próbował twierdzić, że ciało to znalazł. Pusty grób nie stanowi jednak dowodu zmartwychwstania, znamienne jest choćby to, że św. Paweł o nim w ogóle nie wspomina. Może być co najwyżej znakiem, a w pewnym sensie również znakiem zapytania.

Ewangelie przynoszą nam sześć różnych opowiadań o znalezieniu tego pustego grobu i pojawieniu się Zmartwychwstałego. Są to cztery pierwotne zakończenia Ewangelii (Mk 16,1–8; Mt 28,1–20; zob. s. 58–65; Łk 24,1–53; J 20,1–31) oraz dwa dorzucone nieco później uzupełnienia (Mk 16,9–20; zob. s. 65–67; J 21,1–23). Pusty grób znajdują zawsze kobiety, co wskazuje na historyczność wydarzenia. Nikt by tego nie wymyślił w świecie, gdzie świadectwo kobiety nie miało żadnej wartości. One też otrzymują polecenie przekazania uczniom wieści o Zmartwychwstaniu, a u Mateusza i w drugim zakończeniu Marka także udania się do Galilei.

Jezus pojawia się potem również uczniom, których wreszcie rozsyła na cały świat, by zanieśli Jego naukę wszystkim narodom. Obraz tego, co dzieje się po Zmartwychwstaniu, jest jednak jakby nieostry i wszelkie próby uzgodnienia przekazów ze sobą prowadzą tylko na manowce. Nie można ustalić, gdzie miało miejsce owe ostatnie, uroczyste spotkanie, utożsamiane – przynajmniej przez Łukasza i Markowe późniejsze zakończenie – z wniebowstąpieniem – w Galilei czy Jerozolimie? Nie sposób rozstrzygnąć.

Ów „brak ostrości” znajduje również swój wyraz w trudnościach, jakie mają zarówno kobiety jak i uczniowie, z rozpoznaniem Zmartwychwstałego. Dotyczy to także najbliższych, jak by się zdawało, Jezusowi osób. Maria Magdalena bierze Go za ogrodnika (J 20,15), co usiłowano nawet wytłumaczyć wczesna porą i mgłą poranną… Nie poznają Go na drodze do Emaus dwaj uczniowie, chociaż idzie z nimi i rozmawia dość długo (Łk 24,13–32). W ostatnim zaś rozdziale Ewangelii św. Jana, kiedy po cudownym połowie znaleźli się już na brzegu jeziora, żaden z uczniów nie odważył się zadać Mu pytania: «Kto Ty jesteś?», bo wiedzieli, że to jest Pan (J 21,12). Jest to zdanie co najmniej dziwne: jeśli „wiedzieli”, to dlaczego mieliby Go pytać: „Kim jesteś?” Wreszcie pod sam koniec Ewangelii św. Mateusza, w Galilei na górze, jesteśmy świadkami uroczystego spotkania ucz­niów z pełnym chwały Zmartwychwstałym, który za chwilę powie: Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. Tymczasem uczniowie gdy Go ujrzeli, oddali Mu pokłon. Niektórzy jednak wątpili (Mt 28,16–18). Chciałoby się tutaj zawołać: jakże mogli wątpić? A jeśli już znaleźli się tacy niegodni i słabej wiary, po co Ewangelista w ogóle o nich wspomina?

Jedno jest pewne: Gdyby pisano po to, żeby dowieść, iż Jezus naprawdę zmartwychwstał, cóż prostszego niż usunąć wszelkie tego rodzaju wzmianki? Przyszłe zaś pokolenia skrybów, te teksty przepisujących, mogły rów­nie dobrze uzgodnić ze sobą ostatecznie wszystkie opowiadania o Zmartwychwstaniu.

Wzmianki te miały jednak i nadal mają bardzo ważną rolę do spełnienia. Zmartwychwstały Jezus to ten sam Jezus, z którym Jego uczniowie chodzili po drogach Palestyny, ten sam, lecz zarazem, w jakiś niepojęty sposób, inny. Poznaje Go najłatwiej miłość (Maria Magdalena i „uczeń umiłowany”), a ci, co Go odrzucili lub nigdy nie znali, niczego nie zobaczą. Uczony żydowski, Pinchas Lapide, w swojej pracy o „Zmartwychwstaniu jako żydowskim doświadczeniu wiary” stwierdza całkiem słusznie, że Jezus po swym zmartwychwstaniu nie ukazał się żadnemu poganinowi, zdaje się wszakże zapominać, że nie ukazał się też żadnemu z czcigodnych członków Sanhedrynu, nawet arcykapłanowi Kajfaszowi! Nie rozstrzygała tu godność czy niegodność, ani takie czy inne pochodzenie, potrzebna była natomiast choćby uśpiona chwilowo gotowość uwierzenia, gotowość rozpoznania Znajomego w Nieznajomym. P. Grelot napisał, że gdyby nawet Piłat lub Kajfasz byli w wieczerniku w chwili, kiedy Jezus pojawił się uczniom, i tak by nic nie zobaczyli. Nie darmo zakończenie Ewangelii św. Marka podkreśla, że ukazał się dwom swym uczniom w innej postaci (Mk 16,12).

Być może, iż coś z tej „odmienności” wyjaśnia nam św. Paweł w tymże samym, niedawno cytowanym 15 rozdziale Pierwszego Listu do Koryntian (zob. s. 54nn), gdzie próbuje ludziom, wychowanym w greckiej kulturze, przybliżyć w jakiś sposób tajemnicę ludzkiego ciała, przemienionego w zmartwychwstaniu. Posłużył się w tym celu porównaniem do ziarna. Zasiane, ginie ono w ziemi po to, aby dać początek nowemu „ciału” (tj. nowej postaci widzialnej) rośliny lub drzewa, z jakich pochodzi. Podobnie rzecz się ma ze zmartwychwstaniem. Zasiewa się zniszczalne – powstaje zaś niezniszczalne; […] zasiewa się ciało zmysłowe – powstaje ciało duchowe (1 Kor 15,42.44). Paweł znał tylko jednego Zmartwychwstałego i w ten sposób zapewne tłumaczył własne doświadczenie. W takim ciele, przemienionym Duchem, pojawiał się Chrystus uczniom po swoim Zmartwychwstaniu i dlatego zarazem poznają Go i nie poznają. W takim też ciele, jak tłumaczy Paweł Koryntianom, i my też mamy powstać z martwych.

Nie dziwmy się zatem, że uczniowie nie od razu poznawali swego Mistrza. Najbliższym Mu zresztą groziło jeszcze inne niebezpieczeństwo. Łatwo mogli szukać spotkania z takim Jezusem, jakiego dotychczas znali, mogli chcieć Go zatrzymać przy sobie, w swoim własnym ciasnym światku, uznać, że po prostu powrócił do nich i pragnąć, żeby znów było wszystko jak dawniej. Zapewne dlatego właśnie Maria Magdalena usłyszy od Zmartwychwstałego Nie zatrzymuj Mnie (J 20,17). Trudno było pogodzić się z faktem, że ten Jezus, którego znali i kochali, pozostanie z nimi wprawdzie nadal, lecz pozostanie w sposób całkiem nowy i niepojęty, nie mieszczący się w ich dotychczasowych doświadczeniach.

A mimo wszystko uczniowie byli pewni, że sami spotkali się ze Zmartwychwstałym, że to On im się ukazywał, a może raczej, tłumacząc dokładniej tekst grecki, dawał im się widzieć. Tak mówi dosłownie św. Paweł w swej długiej liście pojawień Chrystusa (1 Kor 15,5–8). W podobny też sposób opowiada św. Piotr w domu Korneliusza w Cezarei Nadmorskiej: Bóg wskrzesił Go trzeciego dnia i pozwolił Mu ukazać się nie całemu ludowi, ale nam, wybranym uprzednio przez Boga na świadków, którzyśmy z Nim jedli i pili po Jego zmartwychwstaniu (Dz 10,40–41). Tak więc inicjatywa spotkania należy jedynie do Boga, lecz przecież obecność Zmartwychwstałego nie jest zależna od „widzenia”, przynajmniej widzenia oczami cielesnymi.

Jest to bowiem Obecność szczególna, choć całkiem realna, a dla młodych wspólnot chrześcijańskich w pełni oczywista. Wszyscy zaś, którzy tego nie przeżyli, którzy „nie widzieli” – i my dzisiaj również – możemy po prostu wierzyć lub nie wierzyć owym „z góry wybranym świadkom”, przy czym jeden z nich, św. Paweł przemawia do nas sam bezpośrednio w swoich listach. Świadectwo pozostałych, przekazują nam Ewangeliści, a św. Łukasz także i w Dziejach Apostolskich.

Treść jest wszędzie jedna, choć podawana na różny sposób: Ukrzyżowany zmartwychwstał i żyje, a tym samym Bóg potwierdził Jego posłannictwo, a z nim razem całą Jego naukę i wszelkie, nawet najbardziej zaskakujące roszczenia. Ewangeliści, opowiadając o tym, nie są zgodni w wielu szczegółach, lecz wszyscy czterej podkreślają wspólnie zwątpienie i niewiarę uczniów, którzy najwyraźniej nie tylko niczego już się nie spodziewali, lecz nawet wprost bali się jakichś nowych złudzeń. A jeśli tak to wyglądało, nasuwa się pytanie, skąd zatem wziął się Kościół? Francuski uczony E. Charpentier odpowiada: „Spotkało ich coś, co ich zmusiło do przekroczenia własnego zwątpienia”. Inaczej owa radykalna zmiana postawy byłaby nierozwiązalną zagadką. „Powstanie pierwszej wspólnoty chrześcijańskiej jest zatem pierwszym znakiem historycznym wskazującym na tajemnicę paschalną. Chodzi tu o jedyne w swo­im rodzaju doświadczenie, z którego narodził się Kościół”.

Po tych słowach biblisty chrześcijańskiego posłuchajmy jeszcze, co ma nam do powiedzenia Pin­chas Lapide, biblista żydowski. Pisze on w swo­jej książeczce o Zmartwychwstaniu:

„W tym, co trzeciego dnia ongiś wydarzyło się w Jerozolimie, chodzi ostatecznie o doświadczenie Boga, które – jak sam Bóg – sięga w to, czego dowieść nie można, otwiera się zaś jedynie dla wiary”. Nieco dalej czytamy jeszcze: „Bez przeżycia Synaju, nie byłoby judaizmu, bez przeżycia Wielkiej Nocy, nie byłoby chrześcijaństwa”. „W jakikolwiek sposób będziemy na to patrzeć, musiało tu zajść coś takiego, co możemy nazwać wydarzeniem historycznym, ponieważ historyczne są jego skutki”.

Pośród historycznych skutków tego, co w ową Paschę wydarzyło się w Jerozolimie, nie można pominąć powstania Nowego Testamentu, zbioru 27 pism, których autorzy i redaktorzy wiernie kontynuowali pracę swych poprzedników z Biblii hebrajskiej i Septuaginty. Dla nich jednak to właśnie Zmartwychwstanie było punktem centralnym dziejów wszechświata, ono też nadawało sens ostateczny zarówno życiu i śmierci Jezusa Chrystusa, jak też temu wszyst­kiemu, co Bóg wcześniej objawił Izraelowi. Nadaje też – dzisiaj również – sens życiu każdego z nas. Śmierć nie jest już końcem, lecz bramą, początkiem Nowego Stworzenia. Zrozumieć wszak­że coś z tej tajemnicy, która stanowi jedno z tajemnicą Zmartwychwstania, może naprawdę tylko ten, kto jak św. Paweł – sam spotkał się ze Zmartwychwstałym.

Anna Świderkówna (1925 – 2008) – polska historyk literatury, filolog klasyczny, papirolog, biblistka, tłumaczka, oblatka tyniecka; profesor Uniwersytetu Warszawskiego, popularyzatorka wiedzy o antyku i Biblii. Ponad 30 lat kierowała Katedrą Papirologii (późniejszym Zakładem Papirologii) UW.

——————————————–

1. Pogrzeb Jezusa przez Józefa z Arymatei – członka Sanhedrynu. Mało prawdopodobne, aby ktoś wymyślił sobie to, gdyż Sanhedryn był najbardziej wpływową instytucją Izraela w tamtym czasie, a jego członkowie byli znani.

2. Rozpaczliwy okrzyk Jezusa na krzyżu: Boże mój, Boże dlaczegoś mnie opuścił! sugerujący niepowodzenie misji Jezusa.

3. Pusty grób odnaleziony przez kobiety, których zeznania w tamtym czasie miały niewielką wagę. Dodatkowo faktem historycznym jest powstanie pierwszej gminy chrześcijańskiej w Jerozolimie, czyli tam, gdzie dokonano ukrzyżowania Jezusa. Trudno sobie wyobrazić, aby uczniowie Chrystusa głosili Jego zmartwychwstanie, jakby grób nie był pusty.

4. W Ewangeliach widzimy wiele opisów cudów jakie dokonywał Jezus. Tego najważniejszego (Zmartwychwstania) jednak nie ma.

5. Opisy ukazywań zmartwychwstałego Jezusa zawierają praktycznie za każdym razem wątpliwości tych, którzy go widzieli. Z czasem Go jednak poznawali. Jest to dodatkowo jedna z kluczowych różnic pomiędzy Zmartwychwstaniem Jezusa, a tym co znajdujemy w mitologii pogańskiej, gdzie bóstwo po powrocie ze świata umarłych powraca do swojego starego życia, a nie przejścia do nowego jak to jest w przypadku Nazarejczyka.

http://ps-po.pl/spotkac-zmartwychwstalego/

ZOBACZ TAKŻE–> https://znanichrzescijanie.wordpress.com/2015/01/02/argumenty-za-wiara52a-zmartwychwstanie-chrystusa-a-adonis-ozyrys-i-reszta-towarzystwa/

A TAKŻE–> http://wroclaw.biblista.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=476:czy-kobieta-jest-wiarygodnym-wiadkiem-zmartwychwstania&catid=24:teksty&Itemid=66

Reklamy
Komentarze
  1. […] opisu; widać to najbardziej w zadziwiającym braku jakiegokolwiek opisu największego cudu NT – Zmartwychwstania), im zależało na tym, aby Jezus z Nazaretu był postacią w pełni historyczną, żyjącą w […]