Archiwum dla Listopad, 2015

Tree Silhouette Against Starry Night Sky --- Image by © Robert Llewellyn/Corbis

SHEROCK HOLMES I DR.WATSON PODCZAS CAMPINGU:

Sherlock Holmes i Watson przebywają na campingu. Po zpożyciu smacznej kolacji popitej butelką wina, kładą się pod swoim namiotem i zasypiają. Kilka godzin później, w środku nocy Holmes budzi sie i zaczyna szturchać Dr. Watsona.

Watson Watson, spójrz w górę na niebo i powiedz mi co dostrzegasz.

Po chwili zastanowienia kompan odpowiada: Widzę miliony milonów gwiazd.

„I o czym to świadczy dla ciebie?” Holmes zapytał. Doktor przez minutę się zastanawia…

No więc z astronomicznego punktu widzenia, mówi mi to, że istnieją miliony galaktyk i potencjalnie miliardy planet.

Jeśli chodzi o astrologię, to dostrzegam, że Saturn znajduje się na tle zodiakalnego Lwa.

Czasowo natomiast jest około kwadransa po trzeciej.

Meteorologicznie, podejrzewam, że jutro będzie piękna pogoda.

Z kolei teologicznie, widzę, że Bóg jest wszechpotężny, a my jesteśmy mali i mało znaczący.

A co takiego ty o tym wszystkim myślisz Holmes?

Sherlock Holmes milczał przez około minutę, a następnie krzyknął: Watson, ty durniu! Ktoś ukradł nasz namiot!

SHERLOCK HOLMES [ARTHUR CONAN DOYLE]

brave-new-world-coverROZMOWA DZIKUSA Z MUSATFĄ MONDEM – JEDNYM Z 10 ZARZĄDCÓW ŚWIATA:

No więc, jak mówiłem, był kiedyś kardynał nazwiskiem Newman. O, jest ta książka. – Wyjął ją z sejfu. – Przy okazji wyjmę i tę drugą. Napisał ją niejaki Maine de Biran. Był filozofem, jeśli pan wie, kto to taki.

– Człowiek, któremu się nie śniło o wielu rzeczach, jakie są na niebie i ziemi – odparł natychmiast Dzikus.

– O właśnie. Przeczytam panu jedną z rzeczy, o których mu się w pewnym momencie śniło. Na razie jednak niech pan posłucha, co powiedział ów dawny archiśpiewak wspólnotowy. – Otworzył książkę w miejscu założonym skrawkiem papieru i zaczął czytać. – „Nie należymy do samych siebie, tak jak nie należą do nas posiadane rzeczy. Nie my siebie stworzyliśmy, nie możemy sobie samym przewodzić. Nie jesteśmy panami samych siebie. Stanowimy własność Boga. Czyż nie napełnia nas szczęśliwością taki obraz rzeczy? Czy przysparza szczęścia lub pociechy pogląd, że na1eżymy do siebie? Mogą tak sądzić ludzie młodzi lub ludzie kariery. Ci będą uznawać zapewne za rzecz nader istotną możliwość czynienia wszystkiego na własny rachunek, niezależność od kogokolwiek, możliwość niemyślenia o niczym, co poza zasięgiem wzroku, wolność od konieczności nieustannego zabiegania o akceptację, nieustannego modlenia się do kogoś, ciągłego uzależniania własnych poczynań od cudzej woli. Jednakże w miarę upływu czasu także i oni, jak wszyscy ludzie, przekonają się, że niezależność nie jest udziałem człowieka – że jest stanem nienaturalnym – może występować przez czas pewien, ale do kresu bezpiecznie nas nie doprowadzi…”

– Mustafa Mond przerwał, odłożył pierwszą z książek i biorąc w dłoń drugą, kartkował stronice. – Proszę posłuchać na przykład tego – rzekł i raz jeszcze zaczął czytać swym głębokim głosem: – „Człowiek się starzeje; odczuwa w sobie owe doznania słabości, apatii, niewygody, jakie towarzyszą posuwaniu się w latach; czując zaś to wszystko, sądzi, że jest po prostu chory, i tłumi lęk przekonaniem, że ten przykry stan zrodziła jakaś szczególna przyczyna, z której, jak z choroby, ma nadzieję się wyleczyć. Daremne złudzenia! Ta choroba to starość; a jest to choroba straszna. Mówi się, że to lęk przed śmiercią i tym, co po niej nadejdzie, zwraca starzejących się ludzi ku religii. Jednakże na podstawie moich własnych doświadczeń nabrałem przekonania, że niezależnie od wszystkich takich lęków i wyobrażeń uczucia natury religijnej rozwijają się w nas z wiekiem same w sobie; rozwijają się, gdyż w chwili kiedy słabną namiętności, fantazja zaś i zmysły mniej są pobudzane i mniej skłonne do pobudzeń, umysł nasz napotyka w swej pracy mniej przeszkód, w mniejszym stopniu zamącają go obrazy, pragnienia i rozrywki, które dawniej go wciągały. I wówczas Bóg wynurza się niczym spoza chmury; dusza nasza czuje, widzi, zwraca się ku źródłu wszelkiego światła; zwraca się w sposób naturalny i nieuchronny. Teraz bowiem, gdy wszystko to, co światu wrażeń przydawało życia i uroku, zaczyna nas opuszczać, gdy egzystencji zjawisk nie podtrzymują już wrażenia z zewnątrz lub z wewnątrz, odczuwamy potrzebę wsparcia na czymś trwałym, na czymś, co nas nigdy nie zwiedzie – na rzeczywistości, prawdzie absolutnej i wiecznej. Tak, nieuchronnie zwracamy się ku Bogu; to bowiem uczucie religijne jest ze swej natury tak czyste, tak miłe dla doświadczającej go duszy, że wynagradza nam wszystkie inne straty”.

– Mustafa Mond zamknął książkę i odchylił się do tyłu w fotelu. – Jedną z licznych rzeczy na niebie i ziemi, o których się filozofom nie śniło, jest to – zatoczył krąg dłonią – my, nowoczesny świat. Można być niezależnym od Boga tylko w młodości i powodzeniu; niezależność bezpiecznie do kresu nie doprowadzi. A my tu mamy młodość i powodzenie aż do kresu. I co stąd wynika? Ano to, że możemy być niezależni od Boga. Uczucie religijne wynagrodzi nam wszystkie inne straty. Ale przecież u nas nie ma żadnych strat, które wymagałyby wynagrodzenia; uczucia religijne są zbędne. Po co mielibyśmy uganiać za namiastką młodzieńczych pragnień, skoro młodzieńcze pragnienia wcale nie wygasają? Za namiastką rozrywek, skoro aż do samego końca bawią nas wszystkie młodzieńcze głupstwa? Po co nam wypoczynek, gdy nasze ciała i umysły cieszą się nieustającą sprawnością? Na co nam pociecha, skoro mamy somę? Coś trwałego, skoro mamy porządek społeczny?

– Sądzi pan więc, że Boga nie ma?
– Nie, sądzę, że prawdopodobnie jest.
– Więc czemu…?
Mustafa Mond przerwał mu w pół zdania.
– On się różnym ludziom różnie przejawia. W czasach prenowożytnych przejawiał się jako byt opisany w tych tu książkach. Dziś…
– Jak się dziś przejawia? – zapytał Dzikus.
– No więc… dziś przejawia się jako nieobecność; tak jakby go wcale nie było.
– To wasza wina.
– Nazwijmy to winą cywilizacji. Boga nie da się pogodzić z maszynami, naukową medycyną i powszechną szczęśliwością. Trzeba wybierać. Nasza cywilizacja wybrała maszyny, medycynę i szczęśliwość. Dlatego muszę trzymać te książki w sejfie. Są gorszące. Ludzie byliby wstrząśnięci, gdyby…

NOWY WSPANIAŁY ŚWIAT [ALDOUS HUXLEY 1931]

Co było na początku? Materia i bezosobowa natura wszechświata, czy też może Rozum – Inteligencja – Umysł? Chrześcijanie razem z wybitnymi myślicielami Starożytności powiedzieli by Logos. Seria NA POCZĄTKU BYŁO SŁOWO… ma pomóc czytelnikowi w odpowiedzi na to pytanie. W tym miejscu jednak jedna uwaga. Staraj się patrzeć drogi czytelniku na całą serię przede wszystkim w sposób całościowy.

MonkeyWoman

Dwa ze stworzeń, nad inne szlachetniejsze kształtem, Postawę prostą miały i wzrost słuszny
Na podobieństwo Boże; przystrojone
W swą przyrodzoną nagość najgodniejszą, Panami innych stworzeń się zdawały,
Godnymi swego panowania, bowiem Boskie wejrzenie ich jest wizerunkiem
Ich Stworzyciela, chwalebnym odbiciem Prawdy, mądrości i świątobliwości
[Raj utracony – Milton].

Pragnienie prawdy w sercu człowieka, odpowiedni czas i lokalizacja Ziemi w historii kosmosu do dokonywania kluczowych odkryć czy niezwykły rozum nadający się do badania przyrody i zbliżania się także i w ten sposób do swojego Stwórcy to niektóre z zagadnień poruszonych do tej pory. Jest jednak jeszcze kolejne, a często niezauważane, choć niezwykłe. O czym mowa? O ludzkim ciele i tym jak bardzo (pomimo podobieństw) różni się od ciał pozostałych zwierząt. Zdecydowanie największy intelekt wśród wszystkich stworzeń żyjących na tej planecie i świadomość, którą posiada człowiek to wspaniała sprawa. Co nam jednak byłoby po tym, gdybyśmy przypominali pod względem fizycznym np. konia czy delfina? Czy bylibyśmy wówczas w stanie przekształcać środowisko w którym żyjemy, podbijać Ziemię i przede wszystkim tworzyć cywilizacje i rozwijać technologie umożliwiające nam dokonywanie odkryć. Czy rozwinęlibyśmy medycynę, matematykę czy astronomię. Czy kopyta, płetwy i łeb niemal cały czas wbity w ziemię pozwoliłyby nam na to?

Bóg pragnie abyśmy poznawali naturę, dlatego to dał nam nie tylko odpowiednie środowisko, rozum czy w pierwszej kolejności pragnienie prawdy dla niej samej. Dostaliśmy także odpowiednie ciało, które nam wszystko ma ułatwić czy w ogóle umożliwić. Tak więc, co takiego wyjątkowego jest w naszej budowie fizycznej, co umożliwia nam ciągły, niemal nieograniczony rozwój? Przede wszystkim dwie rzeczy.

Po pierwsze ludzkie dłonie, które umożliwiają nam manipulację najróżniejszymi obiektam, także tymi najdrobniejszymi. Gdybyśmy ich nie mieli tak doskonale zaprojektowanych, w odróżnieniu do reszty świata zwierzęcego włączając w to małpy, to moglibyśmy zapomnieć o medycynie (chirurgia itp.) czy innych dziedzinach nauki, które to wymagają tworzenia i manipulacji najbardziej delikatnymi elementami. Dłonie jednak to nie wszystko.

Drugą cechą człowieka, która umożliwia nam rozwój cywilizacji przewyższającej w sposób niewyobrażalny cywilizacje zwierzęce – jesli w ogóle można o czymś takim mówić – jest cała nasza sylwetka – wyprostowana i smukła. Jednym z najważniejszych plusów posiadania takiej, a nie innej budowy ciała jest możliwość ujarzmienia ognia. O tym jak ważnym dla rozwoju cywlizacji i technologii to osiągnięcie było nie trzeba nawet wspominać. Cały rozwój technologiczny był dzięki temu możliwy. Poprzez ogień przyszła metalurgia i metalowe narzędzia, a w konsekwencji wiedza chemiczna. Jakoże metale są jedynymi naturalnymi przewodnikami elektryczności, odkrycie elektromagnetyzmu i elektryczności, a nawet w dalszej kolejności rozwój komputerów są rezultatem podboju ognia dokonanego w odległych czasach.

Trzecią cechą człowieka (wiem wiem miały być dwie:)) jest ludzka krtań i to jak różni się od tego co posiadają zwierzęta. Cechą charakterystyczną ludzkiej krtani jest to, że jej kształt daje nam dużo szerszy zakres spółgłosek i samogłosek, niż to ma miejsce u reszty ssaków. Umożliwia nam to z kolei skomplikowaną komunikację i daje możliwość dzielenia się złożonymi pomysłami i ideami.

Rozówj nauki i tak złożonej cywilizacji jak nasza (koniecznej do odkrywania całej natury) nie byłby tak prosty, gdybyśmy nie byli w stanie przekazywać sobie nawzajem (zarówno w jednym pokoleniu, jak i pomiędzy pokoleniami) skomplikowanych idei.

GODNOŚĆ LUDZKIEGO CIAŁA

W tym miejscu chciałbym jeszcze poruszyć jedną ciekawą sprawę. To co zaraz powiem może wyglądać na coś w bardzo dużym stopniu subiektywnego, lecz nie wydaje mi się, aby tak właśnie było. Wszystkie cechy wewnętrzne człowieka, tzn inteligencja, świadomość, wolna wola czy w sposób niewyobrażalny rozwinięta uczuciowość (łzy, miłość niekierowana instynktem czy nawet humor) sprawiają, że człowiek – homo sapiens – jest najbardziej godną istotą żyjącą na tej Ziemi. Życie człowieka jest warte więcej niż tysiąca zwierząt. Dlaczego jednak – jeśli natura jest ślepa – godność wewnętrzna pokrywa się jednocześnie z godnością zewnętrzną człowieka.

Posiadamy bowiem wyprostowaną sylwetkę, co samo w sobie jest już symboliczne (kiedyś postaram się o symboliźmie natury trochę napisać – admin). Zwierzęta chodzą pochylone, z głową i wzrokiem wbitym w ziemię; dążą do tego co przyziemne. Człowiek z kolei jest dumnie wyprostowany, całą sylwetką skierowany ku górze, w stronę nieba; symbolicznie dążący do tego co niebieskie, duchowe.

Oprócz tego nasze ciało nie jest pokryte żadną sierścią, łuskami, śluzem czy jakimś pancerzem. Jest unikalne, gdyż posiada tylko nagą, miękką skórę z delikatnymi włoskami. Dodajmy do tego ludzką twarz: części składowe takie same jak u zwierząt, a mimo to tak bardzo nasza twarz odbiega od zwierząt. Posiadamy rzęsy, brwi, a mężczyźni zarost. Reszta twarzy to gładka skóra. Do tego na głowie nie znajdujemy żadnych kudłów czy sierści, tylko piękne włosy, które nie tylko dobrze wyglądają lecz są po prostu godne istoty z tak bogatym wnętrzem jak człowiek. Korelacja pomiędzy godnością wewnętrzną a zewnętrzną jest po prostu zdumiewająca. A przecież tak na prawdę w ogóle nie musiała istnieć. Przypadek???

INSPIRACJĄ DLA ARTYKUŁU BYŁ MIN. FILM http://privilegedspecies.com/

CAŁA SERIA–> https://znanichrzescijanie.wordpress.com/category/na-poczatku-bylo-slowo/

Co było na początku? Materia i bezosobowa natura wszechświata, czy też może Rozum – Inteligencja – Umysł? Chrześcijanie razem z wybitnymi myślicielami Starożytności powiedzieli by Logos. Seria NA POCZĄTKU BYŁO SŁOWO… ma pomóc czytelnikowi w odpowiedzi na to pytanie. W tym miejscu jednak jedna uwaga. Staraj się patrzeć drogi czytelniku na całą serię przede wszystkim w sposób całościowy.

Night-Sky-Wallpaper-Wonderfull-World

We wcześniejszych wpisach z serii Na początku było Słowo… wspomnieliśmy już min. o tym, że człowiek z jednej strony jest istotą posiadającą w sobie pragnienie prawdy, nawet jak nie jest ona powiązana bezpośrednio z jego sprawami przyziemnymi, związanymi z przetrwaniem itp. Chcemy po prostu wiedzieć. Z drugiej strony posiadamy zarówno wystarczająco potężny rozum, którego wykorzystanie wykracza często bardzo dalece poza codzienne doświadczenia homo sapiens. Zaglądamy do wnętrza atomu w zdumiewający świat mechaniki kwantowej, tworzymy modele początków wszechświata itp. Oprócz tego żyjemy w bardzo korzystnym czasie w historii kosmosu, aby dokonywać najróżniejszych odkryć, zwłaszcza tych związanych z pochodzeniem wszechświata. Wiemy, że materia, energia przestrzeń a nawet czas mają początek. Teoria Big-Bang, która o tym mówi nie cieszyła się dużą popularnością wśród uczonych, a jednym z głównych powodów tego były implikacje teologiczne z niej płynące. Jeśli natura ma początek to bardzo możliwe, że przyczyna jest ponadnaturalna, czy mówiąc bardziej składnie nadprzyrodzona. Czy wszechświat mający początek udowadnia, że Bóg istnieje. Niekonieczne, lecz daje bardzo mocną przesłankę.

Pamiętajmy także, że zarówno wielcy uczeni starożytności jak i współcześni naukowcy z początku XX wieku uważali, że kosmos jest wieczny i niezmienny. Chrześcijanie i Żydzi już na podstawie pierwszego zdania Biblii – Na początku Bóg stworzył Niebo i Ziemię – twierdzili, że wszechświat ma początek.

Tak więc czas jest odpowiedni do tego, aby poznawać naturę kosmosu. Czas i rozum to jednak za mało. Sam charakter stworzenia – w naszym przypadku cechy fizyczne Ziemi i jej otoczenia – musi także nadawć się do tego, aby dokonywać najważniejszych odkryć. W przypadku naszej planety w bardzo dużym stopniu tak właśnie jest. W niniejszym wpisie skupimy się na kilku cechach naszej planety i jej lokalizacji, które przyczyniają się do dokonywania ważnych odkryć naukowych.

*************

[ZAĆMIENIA SŁOŃCA] Pierwsza rzecz o której chciałbym wspomnieć to zaćmienia słońca. Zazwyczaj, kiedy o nich myślimy, to pierwszą rzeczą, która przychodzi na myśl jest ich piękno. Często jednak nasze myślenie kończy się na tym. Zjawisko w którym księżyc znajduje się dokładnie pomiędzy naszą planetą, a Słońcem jest nie tylko piękne, lecz jak pokazała historia nauki bardzo ważne i pożyteczne dla rozwoju astronomii. Aby tak jednak było, nie wystarczy jednak jakieś słońce i jakiś księżyc. Ich wielkości – patrząc z planety, która jest platformą do obserwacji – musi być identyczna (Słońce jest 400 razy dalej od Ziemi niż Księżyc, lecz jest jednocześnie 400 razy większe od naszego satelity). Jest to zjawisko oczywiście bardzo rzadkie. Nie jest to jednak jedyne utrudnienie.

Inny problem to pojawienie się na planecie istot rozumnych dokładnie w tym wąskim oknie czasowym, w którym takie całkowite zaćmienie ma miejsce. Przykładowo w przeszłości księżyc patrząc z powierzchni Ziemi był większy niż obecnie, gdyż był bliżej. W przyszłości będzie się oddalał, co sprawi, że stanie się niezdatny do tego, aby w pełni zasłonić tarczę słoneczną naszej gwiazdy. Słońce z kolei – jak to mają w zwyczaju gwiazdy – rok po roku rozszerza się. Za około 250 milionów lat całkowite zaćmienia słońca nie będą możliwe. Ktoś może powiedzieć, że 250mln lat to długi okres. Czym on jednak jest wobec wieku Ziemi, która ma prawie 5 miliardów lat? To tylko około 5% wieku tej planety

Dodajmy do tego, że ze wszystkich grubo przeszło 65 głównych księżyców w naszym Układzie Słonecznym, tylko z Ziemi widoczne są idealne zaćmienia Słońca. Poza tym ze wszystkich planet posiadających księżyce, Ziemia jest najbliżej naszej gwiazdy, co umożliwia nam dostrzeżenie większej ilości detali w koronie słonecznej, która to podczas zaćmienia jest jedyną częścią widzialną naszej gwiazdy, a której badanie przyczyniło się w dużym stopniu do rozwoju nauki. W taki oto sposób doszliśmy do tego, co najważniejsze, czyli, w jaki sposób całkowite zaćmienie tarczy słonecznej przyczyniło się do postępów naukowych.

Po pierwsze omawiane zjawisko pomogło nam odkryć naturę gwiazd. Naukowcy od czasów Isaaca Newtona (1666) wiedzieli, że światło słoneczne rozszczepia się na wszystkie kolory tęczy, kiedy przechodzi przez pryzmat. Możliwość obserwowania zjawiska zaćmień słonecznych przez spektroskop wyposażony w pryzmat pojawiła się jednak dopiero w XIX wieku. Kombinacja technologii stworzonej przez człowieka z naturalnym zjawiskiem pozwoliła astronomom nie tylko na odkrycie tego, jak spektrum słoneczne jest tworzone, lecz również samą naturę Słońca. Ta wiedza pomogła astronomom analizować spektra, a co za tym idzie chemię odległych gwiazd. Tak więc, doskonałe zaćmienia słoneczne w dużym stopniu przyczyniły się do rozwoju astrofizyki.

Po drugie zaćmienie słoneczne dało możliwość bardzo szybkiego potwierdzenia prawdziwości Ogólnej Teorii Względności Einsteina. Ważną postacią jest tutaj Sir Arthur Eddington, który to mocno interesował się  obserwacyjną weryfikacją teorii Einsteina. Zorganizował on wyprawę na Wyspę Książęcą, leżącą u wybrzeży Afryki Zachodniej, w celu obserwacji całkowitego zaćmienia Słońca 29 maja 1919. W czasie zaćmienia wykonał pomiary pozycji gwiazd w otoczeniu Słońca i stwierdził, że pozycje te uległy przesunięciu zgodnie z przewidywaniem teorii względności na skutek ugięcia promienia światła w polu grawitacyjnym. Teoria Einsteina stała się w dużym stopniu fundamentem współczesnej kosmologii.

*************

[ATMOSFERA] Czas na drugi przykład, który to jest powiązany z tym co zostało wspomniane powyżej. Możliwość obserwacji całkowitych zaćmień słonecznych jest bardzo pomocna do rozwoju nauki. W tym miejscu pojawia się jednak jeden mały problem, a jest nim atmosfera. Aby inteligentne istoty mogły badać kosmos, ta powłoka gazowa, która otula ciało niebieskie musi być przezroczysta, powiedzielibyśmy transparentna. Jak często jednak zdarza się, aby atmosfera występująca na danej planecie, umożliwiała widok odległych ciał niebieskich?

Obserwacja naszego Układu Słonecznego pokazuje, że niezbyt często. Neptun, Uran, Saturn, Jowisz, Ziemia, Wenus i Tytan (księżyc Saturna) to jedyne ciała niebieskie w naszym US, które posiadają atmosferę. Na tych siedem obiektów tylko Ziemia posiada przezroczystą atmosferę. Ktoś w tym momencie mógłby powiedzieć, że transparentność atmosfery nie jest nam konieczna do obserwacji, ponieważ możemy wysłać teleskop na orbitę okołoziemską. To prawda, lecz wówczas cały rozwój astronomii (najstarszej dziedziny nauki) trwałby duuużooo dłużej niż to miało miejsce w naszym przypadku.

*************

[CZARNA NOC] Posiadanie przezroczystej atmosfery jest konieczne do astronomicznych obserwacji. Konieczne nie znaczy jednak wystarczające. Przyjmujemy bowiem niesłusznie za coś oczywistego, że nocne niebo jest czarne, dzięki czemu możemy widzieć odległe gwiazdy, galaktyki i super-klastery. Czarne płótno nieba jest bowiem idealnym kontrastem dla jaśniejących ciał niebieskich. Takie jednak ciemne niebo nie zawsze musiałoby być oczywistością. Gdyby wszechświat był wieczny, to wówczas wszystkie odległe gwiazdy nakładałyby się na siebie (światło, które do nas jeszcze nie dotarło już by tu było) i całe niebo byłoby jasne. Coś jak nakładające się na siebie drzewa w środku lasu. Gdyby kosmos był mniejszy i odległości pomiędzy gwiazdami, galaktykami były mniejsze to nawet wobec wszechświata mającego początek niebo mogłoby być jasne nocą. [Poniżej filmik z polskimi napisami].

Gdyby prędkość światła była większa to światło wyemitowane przez te odległe ciała niebieskie zdążyłoby do nas dotrzeć przez co jasnych punkcików na naszym nocnym niebie byłoby tyle, że nawarstwiałyby się na siebie. Tak samo mogłoby być, gdyby ekspansja przestrzeni była wolniejsza. Gdyby Ziemia była przez cały czas obrócona ciągle tą samą stroną do Słońca (jak to jest w przypadku Księżyca wobec Ziemi) to życie – jeśli w ogóle byłoby możliwe – ograniczałoby się jedynie do tej nasłonecznionej strony globu. Gdybyśmy posiadali kilka księżyców jaśniejących nocą to ich blask utrudniałby obserwacje. Ktoś w tym miejscu mógłby powiedzieć, że jakbyśmy nie mieli ani jednego księżyca to byłoby lepiej niż jeden jaśniejący satelita, ale o tym później. Gdybyśmy żyli na Ziemi wcześniej, kiedy Księżyc był trzy razy bliżej, a co za tym idzie dziewięć razy większy (patrząc z Ziemi) to także byłby problem. Gdyby Mikrofalowe Promieniowanie Tła, które to dociera do nas w każdej sekundzie z każdego zakątka wszechświata nie miałoby tak wydłużonych fal (rezultat ekspansji przestrzeni) ku dalekiej czerwieni spektrum elektromagnetycznego to widzielibyśmy płynącą do nas z każdej strony światłość. Na szczęście – dla prowadzenia obserwacji astronomicznych – człowiek nie jest w stanie widzieć tak długich fal. Takich gdyby można by pewnie jeszcze mnożyć.

WPIS BĘDZIE KONTYNUOWANNY…

INSPIRACJĄ DLA ARTYKUŁU BYŁA KSIĄŻKA „THE PRIVILEGED PLANET” J. RICHARDSA I G. GONZALEZA  ZOBACZ JEDEN Z ICH ARTYKUŁÓW–> http://www.discovery.org/a/2143

Co było na początku? Materia i bezosobowa natura wszechświata, czy też może Rozum – Inteligencja – Umysł? Chrześcijanie razem z wybitnymi myślicielami Starożytności powiedzieli by Logos. Seria NA POCZĄTKU BYŁO SŁOWO… ma pomóc czytelnikowi w odpowiedzi na to pytanie. W tym miejscu jednak jedna uwaga. Staraj się patrzeć drogi czytelniku na całą serię przede wszystkim w sposób całościowy.

Lambda-Cold_Dark_Matter,_Accelerated_Expansion_of_the_Universe,_Big_Bang-Inflation

Arthur C. Clarke kiedyś napisał, tryliony lat w przyszłość, zaawansowana cywilizacja spojrzy z zazdrością wstecz na nas i powie „Oni znali wszechświat, kiedy był jeszcze młody”.

Człowiek posiada w sobie zdumiewające pragnienie prawdy dla niej samej. My po prostu chcemy wiedzieć, nawet jak nic w sensie materialnym z tego nie mamy. Aby to pragnienie zaspokajać posiadamy potężny organ, dzięki to któremu jesteśmy władcami w świecie istot żywych – mózg. Co ważne nasz ludzki rozum nie ogranicza się do pomagania nam w sprawach czysto przyziemnych związanych z przeżyciem itp. Potrafimy zajmować się rozwiniętą matematyką, tworzyć modele rzeczy, z którymi na codzień nie mamy żadnej styczności jak te opisujące atom czy początek wszechświata. Aby tego było jednak mało, lokalizacja w której żyjemy, jak i czas w historii istnienia kosmosu jest dla nas niesamowicie szczęśliwy(?). Wpis niniejszy poświęcimy właśnie okresowi w którym żyjemy i temu jak bardzo jest on odpowiedni do badania zarówno teraźniejszości, jak i przyszłości i przeszłości świata. Będzie się składał głównie z cytatów marcowego numery Scientific American 2008. Tutuł opublikowanego tam artykułu brzmi „The End of cosmology”, którego to autorami są: znany niewierzący naukowiec Lawrance Krauss (często debatujący z chrześcijańskimi apologetami), a także Robert J. Scherrer.

Przyjęło się twierdzić, że z biegiem lat nauka będzie mówić nam tylko więcej i więcej. Czy jest to jednak prawda?

Czy jednak nauka w przyszłości musi dawać nam więcej wiedzy niż to było w przeszłości? Nasza ostatnia praca sugeruje, że nie. Możemy żyć w jedynej epoce historii wszechświata, kiedy naukowcy mogą osiągnąć dokładne zrozumienie prawdziwej natury kosmosu [str.26].

Jaki czynnik ma największy wpływ na przyszłość kosmosu? Jest to tzw. Ciemna Energia. Odpowiada ona bowiem za ekspansję wszechświata. Ekspansję, która to w dodatku przyśpiesza.

Ciemna energia będzie miała ogromny wpływ na przyszłość wszechświata. Krauss razem z Glennem Starkman’em z Case Western Reserve University przyjżał się co czeka życie we wszechświecie rządzonym przez stałą kosmologiczną. Prognoza? Nie dobra. Kosmos staje się bardzo nieciekawym miejscem do życia. Stała kosmologiczna tworzy pewien „horyzont zdarzeń”, który znajduje się w miejscu z poza którego żadna materia czy promieniowanie do nas nie dotrze. Kosmos będzie przypominał odwróconą czarną dziurę, z materią i promieniowaniem uwięzionym poza hotyzontem, a nie wewnątrz [str 27].

Przyszłość w której to kosmologia obserwacyjna będzie wprawadzać w błąd.

…cała oddalająca się od nas materia wszechświata zostanie z czasem przesunięta poza horyzont zdarzeń. Proces ten był badany przez Abrahama Loeba i Kentaro Nagamine (wówczas Harvard). Doszli oni do wniosku, że nasza Galaktyka – Droga Mleczna połączy się z innymi lokalnymi galaktykami w tym z Andromedą tworząc tym samym gigantyczny superklaster gwiazd. Wszystkie pozostałe galaktyki zaginą w otchłani poza horyzontem zdarzeń. Proces ten będzie trwał około 100 miliardów lat, co może wydawać się długim okresem. W porównaniu jednak do niemal wieczności jest to nic [ostatnie gwiazdy wypalą się dopiero za 100 trylionów lat].

Filary na których opiera sie współczesna kosmologia i teoria Big-Bang to: teoria względności Einsteina…

Co takiego astronomowie przyszłości żyjący w takim superklasterze dowiedzą się o historii wszechświata? Aby zastanowić się nad tym pytaniem, przypomnijmy sobie filary na których opiera się współczesne zrozumienie Wielkiego Wybuchu, który to dał początek naszemu wszechświatu [str27].

Jak George Lemaitre (begijski fizyk i ksiądz katolicki) wyjaśnił, równania Einsteina przewidują, że nieskończony, homogeniczny i statyczny wszechświat jest niemożiwy. Kosmos musi rozszerzać się lub kurczyć. To spostrzerzenie, teoria Big-Bang została zrodzona [str28].

…rozszerzający sie wszechświat odkryty przez słynnego Edwina Hubble’a

Osoba, która jest uznawana za odkrywcę faktu, że kosmos się rozszerza jest nie Slipher, lecz amerykański astronom – Edwin Hubble. Określił on bowiem nie tylko prędkości pobliskich galaktyk, lecz również ich odległości. Jego obserwacje doprowadziły do dwóch wniosków, które to usprawiedliwiają jego sławę. Po pierwsze, Hubble ukazał, że galaktyki są tak bardzo od nas odległe, że tak naprawdę były to niezależne kolekcje gwiazd, czyli podobnie jak nasza Droga Mleczna. Po drugie, odkrył on prostą relację pomiędzy odległością tych galaktyk od nas, a ich prędkościami. Prędkość była proporcjonalna do odległości galaktyki od nas: galaktyka oddalona dwa razu dalej od nas niż inna galaktyka, poruszała się dwa razy szybciej od niej. Ta relacja pomiędzy odlegością a prędkością jest dokładnie tym, co ma miejsce, jeśli wszechświat się rozszerza [str28].

…mikrofalowe promieniowanie tła odkryte w 1965 roku przez Penziasa i Wilsona

Trzeci filar to delikatny poblask mikrofalowego promieniowania tła, odkrytego przez przypadek w 1965 roku przez fizyków Bell Labs: Arno Penziasa i Roberta Wilsona. To promieniowanie zostało szybko rozpoznane jako relikt z czasów wszesnej ekspansji wszechświata. Wskazuje ono, że kosmos początkowo był gorący i gęsty, a potem stawał się coraz chłodniejszy i bardziej przerzedzony [str28].

…a także występująca we wszechświaecie obfitość helu i deuteru

Ostatnim obserwacyjnym filarem Big-Bang jest to, że gorący i gęsty wczesny kosmos był idealnym miejscem do nuklearnej fuzji. Kiedy temp. wszechświata wynosiła od 1 do 10 miliardów kelvinów, lżejsze nukleony mogły połączyć się w cięższe. Proces tez znany jest pod nazwą nukleosyntezy Big-Bang. Proces ten może zachodzić jedynie przez kilka minut, gdyż kosmos stawał się stopniowo coraz chłodniejszy. Dlatego to fuzja była ograniczona tylko do najlżejszych elementów. Więszkość helu we wszechświecie została utworzona właśnie wtedy. To samo tyczy się deutery, czy ciężkiego wodoru. Zmierzone pomiary nadmiaru helu i deuteru odpowiadają przewidywaniom nukleosyntezy Big-Bang, dostarczając kolejnego dowodu na prawdziwość teorii Wielkiego Wybuchu [str28].

Co stanie się z filarami w przyszłości???

Co takiego naukowcy przyszłości zobaczą jak spojrzą w niebo za 100 miliardów lat? Bez teleskopów zobaczą w dużym stopniu to co my: gwiazdy naszej galaktyki. Co prawda największe i najjaśniejsze gwiazdy wypalą swoje paliwo nuklearne, lecz cała masa mniejszych gwiazd wciąż będzi świecić się na naszym nocnym niebie. Wielka różnica pojawi się jednak, gdy ci przyszłi naukowcy zbudują teleskopy zdolne do wykrywania galaktyk innych niż nasza. Nie zobaczą żadnej! [str28].

Jako rezultat, kluczowe odkrycie Hubble’a – rozszerzający się wszechświat – będzie nie do odtworzenia. Cała uciekająca materia we wszechświecie zniknie poza horyzontem zdarzeń. Cała reszta będzie częścią grawitacyjnie powiązanego superklastera gwiazd. Dla tych przyszłych astronomów, widoczny kosmos będzie bardzo przypominał tzw. wszechświat-wyspowy „island universe” z 1908 roku: pojedyńcze ogromne zbiorowisko gwiazd, statyczne i wieczne otoczone przez pustą przestrzeń [str29].

Podobna nieciekawa przyszłość czeka mikrofalowe promieniowanie tła, a także obfitość helu i deuteru. To pierwsze będzie miało fale tak wydłużone i o takiej częstotliwości, że zagubią się one w hałasie tworzonym przez kosmiczną materię i zjawiska.

As the universe expands, the wavelengths of the background radiation stretch and the radiation becomes more diffuse. When the universe is 100 billion years old, the peak wavelengths of the microwave radiation will be on the scale of meters, corresponding to radio waves instead of microwaves. The intensity of the radiation will be diluted by a factor of one trillion and might never be seen [str29].

Even further into the future, the cosmic background will become truly unobservable. The space between stars in our galaxy is filled with an ionized gas of electrons. Low-frequency radio waves cannot penetrate such a gas; they are absorbed or reflected [str29].

Co do deuteru to do mierzenia jego wczesnych poziomów potrzebne są kwazary, które to staną się niewidoczne w przyszłości.

Our best measurements of the primordial deuterium abundance come from observations of hydrogen clouds backlit by quasars, extremely distant and bright beacons thought to be powered by black holes. In the far future of the universe, however, both these hydrogen clouds and quasars will have passed beyond the event horizon and will be forever lost to view [str30].

Pierwotny hel zagubi się natomiast w tym helu, który to stale jest produkowany w gwiazdach:

The problem is that our ability to probe big bang nucleosynthesis hinges on the fact that the abundances of deuterium and helium have not evolved very much since they were produced 14 billion years ago. Helium produced in the early universe, for example, makes up about 24 percent of the total matter. Although stars produce helium in the course of their fusion reactions, they have increased this abundance by no more than a few percent. Astronomers Fred Adams and Gregory Laughlin of the University of Michigan at Ann Arbor have suggested that this fraction could increase to as much as 60 percent after many generations of stars. An observer in the distant future would find the primordial helium swamped by the helium produced in later generations of stars [str30].

A teraz czas na wnioski do jakich doszli autorzy artykułu „The end of cosmology”:

Jesteśmy nieubłaganie prowadzeni do bardzo dziwnego wniosku. Okno podczas którego inteligentne istoty mogą odkryć prawdziwą naturę rozszerzającego się wszechświata może w rzeczy samej być bardzo krótkie [str31].

Ludzie przyszłości nie rozpoznają nie tylko początków kosmosu, lecz także i końca…

W związku z tym obserwatorzy przyszłości najprawdopodobniej będą przewidywać ostateczny koniec kosmosu w lokalnym zapadnięciu się na siebie materii, a nie wiecznej ekspansji będącej dziełem stałej kosmologicznej rządzącej ciemną energią[str31].

Co ciekawe jak byśmy żyli wcześniej, ten koniec także byśmy mylnie rozpoznali, gdyż jak to wspomniał w innym miejscu Krauss: Pięć miliardów lat temu ciemna energia była niemożliwa do zaobserwowania; sto miliardów lat w przyszłość i stanie się niewidoczna ponownie.

JAK POMÓC PRZYSZŁYM ISTOTOM???

Okno podczas którego inteligentne istoty mogą odkryć prawdziwą naturę rozszerzającego się wszechświata może w rzeczy samej być bardzo krótkie. Niektóre cywilizacje mogą sięgnąć do historycznych archiwów, w których może nawet znajdzie się niniejszy artykuł – jeśli oczywiście przetrwa miliardy lat wojen, wybuchów supernowych, czarnych dziur i niezliczonych innych problemów. To jednak czy temu wszystkiemu, co przeczytają uwierzą to już inne pytanie. Cywilizacje którym zabraknie takich archiwów mogą być pogrążeni w ignorancji odnośnie istnienia jakiegokolwiek początku naszego wszechświata [str31].

Nasze własne doświadczenie pokazuje nam, że nawet wtedy, gdy posiadamy dane, poprawny model kosmologiczny nie jest wcale taki oczywisty. Na przykład od lat 40 do 60 XX wieku, będąc zdanym jedynie na odkrycia Hubblea odnośnie ekspansji kosmosu, niektórzy naukowcy [2/3 – admin] upierali się przy modelu wiecznego wszechświata. Przykładem jest steady-state model, w którym materia jest na nowo stwarzana, kiedy to ma miejsce ekspansja przestrzeni. Tak więc kosmos jako całość nie zmienia się z czasem. Ten pomysł okazał się ślepym końcem. Pokazuje to jednak jak można dojść do błędnych konkluzji, kiedy nie można danej teorii potwierdzić w sposób obserwacyjny [str29].

Chrześcijanie od dawna wspominają o dwóch księgach poprzez które możemy poznawać Boga. Jedną z nich jest Biblia – Słowo Boga skierowane do nas w słowach ludzi, dzięki czemu jest dla nas zrozumiałe. Istnieje jednak druga księga, a jest nią natura. Żeby jednak ją czytać to po pierwsze wszystko musi być stworzone krok po kroku, czyli w sposób ewolucyjny. Po drugie warunki naszej egzystencji muszą być dla nas korzystne, aby tą przyrodę badać. Rozum wystarczająco potężny posiadamy, czas w historii istnienia kosmosu także jest odpowiedni. To samo również dotyczy lokalizacji Ziemi, ale o tym w kolejnym wpisie:)

PS Numeracja stron w nawiasach pochodzi z czasopisma Humanist Perspectives (Spring 2009), a nie z SA.

ARTYKUŁ KRAUSSA W PDF (SA)–> http://genesis1.asu.edu/0308046.pdf

ZOBACZ TAKŻE–> http://www.nytimes.com/2007/06/05/science/space/05essa.html?pagewanted=print&_r=0