Archiwum dla Marzec, 2016

John Ronald Reuel Tolkien  (1892 – 1973) − angielski filolog, wykładowca akademicki na Oxfordzie oraz pisarz, członek grupy Inklingów, najbardziej znany ze swych dzieł, Hobbita, Silmarillion i Władcy Pierścieni. Był przyjacielem C.S. Lewisa – twórcy Opowieści z Narnii, który to swoje nawrócenie na chrześcijaństwo w wieku 31 lat zawdzięcza częściowo właśnie J.R.R. Tolkienowi.

ru_king_elessarNastała nam dobra nowina! Nad naszym starym Śródziemiem* (patrz przypis) unosi się dziś (20 kwietnia 2014 = 14 astrona („kwietnia”) 1491 r. w Rachubie Shire’u – patrz Reforma Naszego Kalendarza) pieśń:

Skruszona Czarna Brama
i Król wasz przekroczył ją
i jest Zwycięzcą!**

Bo naprawdę wrócił Król, który skruszył Wrota Śmierci. Upadła władza Nieprzyjaciela. Co za dobra nowina! Gdy chrześcijanin czyta Władcę Pierścieni, dochodząc do szczęśliwego zakończenia tej powieści – do jej eucathastrophe – i odnajduje w nim dobrą nowinę, jej euangelion, nie może oprzeć się wrażeniu, że historia ta coś mu przypomina. Bo wierzy, że istnieje naprawdę coś, co jest prawdziwą i jedyną Dobrą Nowiną, przemieniającą świat i nas, i nadającą sens wszystkim naszym marzeniom, którym w swych dziełach próbowali dać wyraz mitotwórcy, poeci, pisarze, artyści całej ludzkości. Ta Dobra Nowina jest treścią przeżywanego właśnie w Kościele święta chwalebnego Zmartwychwstania naszego Pana, Jezusa Chrystusa. Jeżeli wszystkie dobre zakończenia są cieniem i zapowiedzią czegoś prawdziwego, to tą prawdziwą treścią jest Dobra Nowina niedzielnego, wielkanocnego poranka. Bóg, stwórca świata, umarł na krzyżu, zszedł do piekieł i trzeciego dnia zmartwychwstał. A ten niedzielny poranek odmienił na zawsze świat. Nadeszło zbawienie dla każdego człowieka – w każdym czasie i każdym miejscu.

Ilustrująca mój felieton tolkienowska „ikona” Sergieja Juchimowa nie bez powodu przypomina słynną ikonę bizantyjską pt. Anastasis (‚Zmartwychwstanie’). Rosyjski ilustrator Władcy Pierścieni w swoich pracach często nawiązuje do chrześcijańskiej ikonografii Wschodu i Zachodu (obejrzyj jego galerię u Parmadilich). Na „ikonie”, którą nazwałbym Tryumfujący Król widzimy zwycięskiego króla Aragorna z mieczem Andúrilem i berłem Annúminas w dłoniach – znakami jego prawowitej władzy królewskiej. Otacza go tryumfalny nimb (z łac. nimbus ‚chmura’). Aragorn widziany jest w tej postaci w palantírze (Juchimow używa tu zlatynizowanej formy Palantirum) przez Nieprzyjaciela, Saurona. Czerwone Oko, Oko Bez Powiek. Wizja Saurona jest zapowiedzią Powrotu Króla i Upadku Czarnej Wieży. A Powrót Króla i Upadek Saurona to happy-end powieści Tolkiena. I tu warto przypomnieć ważne słowa Profesora z jego rozprawy O baśniach (str. 73-74):

Nietrudno wyobrazić sobie owo niezwykłe podniecenie i radość, jakie stałyby się naszym udziałem, gdyby jakaś szczególnie piękna baśń okazała się prawdziwa w „pierwotnym” sensie tego słowa, gdyby jej fabuła objawiła się jako zdarzenia historyczne, nie tracąc przy tym owego mistycznego i alegorycznego znaczenia, które miała jako baśń. Nietrudno, gdyż nie byłoby to doświadczenie o zupełnie nowej, nie znanej nam jakości. Byłaby to ta sama radość (choć na pewno mniej intensywna), którą wywołuje szczęśliwy „zwrot” baśniowej akcji: ma ona posmak pierwotnej prawdy (w przeciwnym razie nie nazywałaby się radością). Wybiega naprzód (…) ku wielkiej Eukatastrophe. Taka jest też i gloria – radość chrześcijanina – choć o wiele bardziej (nieskończenie bardziej, gdyby nie nasze ograniczone możliwości) wzniosła i promienna. Bo też i sama opowieść [o Wcieleniu i Zmartwychwstaniu Pana Jezusa] jest bardziej wzniosła – i jest prawdziwa. Sztuce nadano wymiar prawdy. Bóg jest panem aniołów i ludzi, i elfów. Legenda i historia spotkały się i zlały w jedno.

(…) Ewangelia nie zniosła legend, ale je uświęciła, a szczególnie uświęciła „szczęśliwe zakończenie”.

Tak jak Aragorn może być dla nas „typem” Chrystusa, tak „Skruszona Czarna Brama” przypomina nam wyłamane przez Zmartwychwstałego wrota śmierci, które tak sugestywnie ukazane są na świętej ikonie. Pan zszedł do piekieł i wyrwał nas z mocy zła i śmierci, wyciągnął z niewoli. Jesteśmy jak rzesze niewolników, którzy mogli w dniu tryumfu Aragorna wyjść z piekła Mordoru – tylko nieskończenie bardziej, i prawdziwie…

——————————————-

* Po angielsku Śródziemie to Middle-earth. Termin ten ma w świecie germańskim pradawną historię. Oznacza ‚ziemię zamieszkałą przez ludzi; ekumenę’ i występuje nie tylko w średniowiecznych tekstach staroislandzkich i staroangielskich, ale też w starożytności w IV-wiecznym tłumaczeniu Ewangelii na wschodniogermański język gocki (dokonał tego gocki biskup Wulfila – język gocki był językiem naszych ziem w początkach obecnej ery). Mamy tam zdanie: Warþ þan in dagans jainans, urrann gagrefts fram kaisara Agustau, gameljan allana midjungard (Łk 2,1) ‚W owym czasie wyszło rozporządzenie cezara Augusta, żeby przeprowadzić spis ludności w całym (zamieszkałym) świecie’. A zatem my też tutaj i teraz żyjemy w Midjungards, w Middle-earth, w ‚Ziemi Pośredniej’, czyli w Śródziemiu.

** J.R.R. Tolkien „Pieśń Orła” (Powrót Króla, Ks. VI, Rozdz. 5) [ARTYKUŁ TUTAJ]

John Ronald Reuel Tolkien  (1892 – 1973) − angielski filolog, wykładowca akademicki na Oxfordzie oraz pisarz, członek grupy Inklingów, najbardziej znany ze swych dzieł, Hobbita, Silmarillion i Władcy Pierścieni. Był przyjacielem C.S. Lewisa – twórcy Opowieści z Narnii, który to swoje nawrócenie na chrześcijaństwo w wieku 31 lat zawdzięcza częściowo właśnie J.R.R. Tolkienowi.

voskresenie1W liście do syna Christophera z 7-8 listopada 1944 r. (Listy nr 89, tłum. Agnieszka „Evermind” Sylwanowicz), pisząc o cudach uzdrowienia, J.R.R. Tolkien zastanawia się nad pojęciem szczęśliwego zakończenia:

I nagle zdałem sobie sprawę, co to jest: właśnie to, co próbuję wyjaśnić w eseju o baśniach, który tak bardzo chcę, żebyś przeczytał, że chyba Ci go wyślę. Na jego potrzeby ukułem słowo eukatastrofa – nagły szczęśliwy zwrot w opowieści, który przeszywa radością sprowadzającą łzy (co moim zdaniem jest najwyższym zadaniem, jakie mają pełnić baśnie). Nabrałem przekonania, że wywiera on swój szczególny efekt dlatego, że stanowi nagły przebłysk Prawdy i cała natura człowieka, spętana materialnym łańcuchem przyczyny i skutku, łańcuchem śmierci, odczuwa nagłą ulgę, jakby wybita kończyna nagle wskoczyła na swoje miejsce. Dostrzega ona – jeśli opowieść ma na drugim planie „prawdę” literacką (o tym przeczytasz w eseju) – że tak właśnie toczą się sprawy w Wielkim Świecie, dla którego została stworzona nasza natura. Zakończyłem stwierdzeniem, że Zmartwychwstanie było najwspanialszą z możliwych eukatastrofą w najwspanialszej Baśni – i że wzbudza ono to najważniejsze uczucie: chrześcijańską radość wywołującą łzy, ponieważ jest ona w swej istocie tak podobna do smutku, jako że pochodzi z miejsc, gdzie Radość i Smutek stanowią jedno pogodzone ze sobą, tak jak samolubstwo i altruizm giną w Miłości.

(…) Schodząc do pomniejszych spraw: poznałem, że stworzyłem w Hobbicie wartościową opowieść, kiedy czytając go (gdy już zestarzał się na tyle, bym mógł nabrać obiektywizmu), doznałem nagle dość silnego poczucia eukatastrofy na okrzyk Bilba: „Orły! Orły nadlatują!”…

Do tego fragmentu listu dołączamy reprodukcję jednej z najsłynniejszych ikon Kościoła – pełnej teologicznej mądrości ikony Anastasis. Tu w formie graficznej widzimy to, o czym pisze Tolkien: „cała natura człowieka, spętana materialnym łańcuchem przyczyny i skutku, łańcuchem śmierci, odczuwa nagłą ulgę, jakby wybita kończyna nagle wskoczyła na swoje miejsce”. Spójrz na rozbite wrota śmierci, na rozerwane łańcuchy i rozrzucone klucze w Otchłani. Nie ma już śmierci… [ARTYKUŁ TUTAJ].

https://znanichrzescijanie.wordpress.com/2015/01/21/argumenty-za-wiara54-piesn-slugi-jahwe-i-jej-rewolucyjne-idee/

John Ronald Reuel Tolkien  (1892 – 1973) − angielski filolog, wykładowca akademicki na Oxfordzie oraz pisarz, członek grupy Inklingów, najbardziej znany ze swych dzieł, Hobbita, Silmarillion i Władcy Pierścieni. Był przyjacielem C.S. Lewisa – twórcy Opowieści z Narnii, który to swoje nawrócenie na chrześcijaństwo w wieku 31 lat zawdzięcza częsciowo właśnie J.R.R. Tolkienowi.

elves_leaving_middle-earth

Przypominamy naszym Czytelnikom stary tekst o sensie życia według J.R.R. Tolkiena. Takie refleksyjne dni początku Wielkiego Postu. Może warto się pochylić nad tym, co w tej sprawie ma do powiedzenia Profesor?

W związku z dyskusją na jednym z forów tolkienowskich na temat sensu istnienia, przypomniała mi się lektura pewnego mniej znanego listu Tolkiena (nr 310 w zbiorze J.R.R. Tolkien. Listy w tłum. Agnieszki „Evermind” Sylwanowicz). Córka Raynera Unwina, Camilla, otrzymała w szkole zadanie. Miała napisać do kogoś list z zapytaniem: „Jaki jest cel życia?”. Wybór adresata padł na starego znajomego ojca Camilli, profesora J.R.R. Tolkiena. Było to w maju 1969 roku. Profesor potraktował pytanie bardzo poważnie. I dzięki temu, że 20 maja tamtego roku wysłał do Kamilki list z odpowiedzią, możemy się dowiedzieć, jaki jest „sens życia według” J.R.R. Tolkiena.

Wpierw Tolkien precyzuje pytanie, na które ma odpowiedzieć, potem zaś przedstawia bardzo precyzyjną odpowiedź skierowaną do ludzi wierzących w Boga i do tych niewierzących. Pisze, że pytanie o „cel” jest naprawdę użyteczne tylko wtedy, gdy odnosi się do istoty myślącej oraz jej świadomych celów i tych rzeczy, które taka istota projektuje i tworzy. Przy okazji Tolkien pisze o jednym z widocznych dla osoby wierzącej w Stwórcę „dowodzie” na Jego istnienie:

Jest to niezwykle interesujące, ponieważ takie istoty [inne istoty żywe, np. rośliny – przyp. red.] są „inne”, nie wytworzone przez nas, a wydają się wyrastać ze źródła pomysłowości nieobliczalnie bogatszego od naszej wyobraźni.

Tolkien pisze, że takie istoty są i istniałyby nawet wtedy, gdybyśmy nie istnieli my. Ale ponieważ jesteśmy, jednym z „celów” ich istnienia jest bycie przedmiotem naszych rozważań. I ponieważ widzimy w tych istotach pewien rozpoznawalny „wzór”, to obok pytania JAK? uprawnione jest też pytanie DLACZEGO? Na pytanie o JAK? próbują odpowiedzieć nauki przyrodnicze – nie poradzą sobie one jednak z pytaniem o DLACZEGO? Dlaczego? Bo takie pytanie, sugerujące powody i motywy, może odnosić się tylko do Umysłu. Bo jak pisze Tolkien:

tylko Umysł może mieć cele w jakikolwiek sposób czy w jakimkolwiek stopniu pokrewne celom ludzkim. Zatem pytanie: Dlaczego w fizycznym wszechświecie pojawiło się życie, wspólnota istot żywych? – wprowadza Wielkie Pytanie: Czy istnieje Bóg, Stwórca, Umysł, z którym są pokrewne nasze umysły (jako, że od niego pochodzą), tak iż częściowo jest On dla nas zrozumiały (…).

W ten sposób Tolkien dochodzi do kwestii religii i wyrastających z niej pojęć moralnych. Pisze też, że tu dochodzimy do granicy niepoznawalnego, bo odpowiedź na Wielkie Pytanie wymagałaby pełnej znajomości Boga…

Jeżeli zapytamy, dlaczego Bóg włączył nas do swojego Wzoru, to właściwie nie możemy powiedzieć nic ponad to, że TAK UCZYNIŁ.

Tu Tolkien poświęca kilka słów agnostykom i ateistom. Pisze, że jeżeli nie wierzy się w osobowego Boga, pytanie: Jaki jest cel życia? jest nieuzasadnione i nie ma na nie odpowiedzi. No bo do kogo można by skierować takie pytanie? Do jednej z istot rozumnych? Tolkien pisze:

Ponieważ jednak w jakimś zakątku (lub jakichś zakątkach) Wszechświata rozwinęły się istoty o umysłach, które zadają pytania i usiłują na nie odpowiadać, można by się zwrócić do jednej z tych dziwacznych istot. Jako jedna z nich odpowiedziałbym (mówiąc z absolutną arogancją w imieniu Wszechświata): Jestem jaki jestem. Nic nie można na to poradzić. Możesz usiłować się dowiedzieć, czym jestem, ale nigdy ci się to nie uda. A dlaczego chcesz wiedzieć, nie wiem. Może pragnienie wiedzy dla niej samej wiąże się z modlitwami, jakie niektórzy z nas zanoszą do tego, co nazywacie Bogiem. W swojej najwyższej formie wydają się one po prostcu wychwalać Go za bycie tym, kim jest, i za stworzenie tego, co stworzył, takim, jakim to jest.

Potem pisze profesor o tych, którzy wierzą w osobowego Boga, o tym, że badanie Wszechświata, czyli Stworzenia może być dla takich osób jednym ze sposobów uczczenia Boga. Kończy Tolkien swoje rozważania w taki sposób:

Można zatem powiedzieć, że głównym celem życia dla każdego z nas jest powiększać zgodnie z naszymi zdolnościami, i za pomocą wszelkich dostępnych nam środków, naszą wiedzę o Bogu i pod jej wpływem wielbić Go oraz Mu dziękować.

Tu Tolkien przytacza łacińskie słowa z hymnu Gloria in Excelsis, który zabrzmiał dziś w milionach kościołów na całej ziemi: laudamus te, benedicamus te, adoramus te, glorificamus te, gratias agimus tibi propter magnam gloriam tuam (‘chwalimy Cię, błogosławimy, Cię, wielbimy Cię, wychwalamy Cię, dzięki Ci składamy, bo wielka jest chwała Twoja…’). I zachęca Tolkien, żeby do wychwalania Pana, czyli najsensowniejszej rzeczy, jaką możemy robić w naszym życiu, wzywać też wszystkie inne stworzone istoty, mówiąc w ich imieniu słowami Psalmu 148:

Chwalcie Pana (…) ogniu i gradzie, śniegu i mgło, gwałtowny huraganie (…), góry i wszelkie pagórki, drzewa rodzące owoc i wszystkie cedry, dzikie zwierzęta i bydło wszelakie…

Czy słowa Tolkiena mogą być zrozumiałe dla tych, którzy ograniczają swoje człowieczeństwo do bycia jednym ze zwierząt na szczeblach ewolucji, a świat, który nas otacza do tego jedynie, co postrzegają zmysły…? [ARTYKUŁ TUTAJ].

paul5Święty Paweł Apostoł – patron fizyków?

„To, co można wiedzieć o Bogu, jest [dla nich] jawne, gdyż Bóg [im] to objawił. To bowiem, co w Bogu niewidzialne – Jego wiekuista moc oraz boskość – od stworzenia świata staje się widzialne dzięki rozumnemu oglądaniu dzieł Bożych” (Rz 1,19-20).

Spojrzenie do źródeł katolickiej duchowości uświadomi nam, że św. Pawła uważa się za patrona bardzo wielu środowisk.

– Jest więc najpierw patronem prasy katolickiej, teologów i duszpasterzy. Dlaczego? Odpowiedź będzie nietrudna: te grupy odwołują się do Apostoła jako autora duszpasterskich i teologicznych listów oraz jako niestrudzonego głosiciela Słowa i organizatora wspólnot chrześcijańskich.

– Jest następnie patronem tkaczy, tkaczy dywanów, siodlarzy, powroźników i wikliniarzy; tu z kolei ustalenie powodów ułatwi nam odwołanie się do pewnego tekstu z Dziejów Apostolskich: kiedy Paweł „przybył do Koryntu, znalazł tam pewnego Żyda, imieniem Akwila, który z żoną Pryscyllą przybył niedawno a ponieważ znał to samo rzemiosło, zamieszkał u nich i pracował; zajmowali się wyrobem namiotów” (por. Dz 18, 1-3).

– Także to, że jest patronem nieszczęśników kurujących się po ukąszeniu przez węża, oraz w przypadkach strachu, w błaganiach o deszcz i o urodzaj, nietrudno wyjaśnić: pomogą nam w tym kolejne stosowne fragmenty biblijnej księgi Dziejów lub Pawłowe listy wspominające epizody z jego burzliwych losów.

Dziś jednak chcemy postawić pytanie: czy św. Pawła można określić mianem patrona fizyków? Wprawdzie nie ma na razie takiego zwyczaju, ale czy czasem nie można by tak właśnie myśleć o wielkim Apostole Narodów? Podobnie jak w poprzednich przypadkach jego patronatu, także i tu należałoby znaleźć oczywiście jakąś biblijną podstawę. Na pierwszy rzut oka wydaje się to mało prawdopodobne. Apostoł nie przejawiał przecież zainteresowań ani prawem Archimedesa, ani wodnymi zegarami; nie pasjonowały go dźwignie czy podobne zagadnienia intrygujące starożytnych fizyków. Czy więc uznawanie go za patrona uczonych tej dziedziny wiedzy można jakoś usprawiedliwić?

Wydaje się, że jednak tak. A wszystko to z powodu dwóch zwięzłych zdań, które znajdują się w jednym z listów Pawła z Tarsu. Zdania wprawdzie są krótkie, ale ich waga nie płynie z ilości zawartych w nich słów. Pomimo swej zwięzłości dawały natchnienie fizykom i astronomom przez dwa tysiąclecia; jak się zdaje, i dziś nie straciły swojej inspirującej mocy. Jak okręt płynący po powierzchni morza zostawia za sobą długi ślad wzburzonej wody, tak owe zdania św. Pawła torujące sobie drogę przez wieki upływającego czasu, zostawiały za sobą wyraźny wpływ w zaciekawionych umysłach i w poruszonych sercach.

Zajrzyjmy więc najpierw do listu do Rzymian, a potem udajmy się w wędrówkę przez wieki…

„To, co można wiedzieć o Bogu, jest [dla nich] jawne, gdyż Bóg [im] to objawił.

To bowiem, co w Bogu niewidzialne – Jego wiekuista moc oraz boskość – od stworzenia świata staje się widzialne

dzięki rozumnemu oglądaniu dzieł Bożych” (Rz 1,19-20).

Ta wypowiedź Apostoła odnosiła się do pogan, a więc ludzi wychowanych poza strefą oddziaływania Biblii, poza objawieniem przyjętym najpierw przez Izraelitów, a potem przez wszystkich wyznawców Chrystusa. Św. Paweł uczył wyraźnie, że nawet pogańscy uczeni, choć byli ukształtowani poza biblijną wiarą, byli jednak w stanie poznać coś o Bogu.

Ale uwaga! Zdanie to nie oznaczało, że poganie mogli znać Boga tak jak ten człowiek, któremu Bóg sam się objawia w sposób nadprzyrodzony. Apostoł jest tu znacznie bardziej powściągliwy. Co do Boga, to wśród pogan może być „jawne” tylko to, „co można wiedzieć o Bogu” siłami naturalnego rozumu.

– Na jakiej podstawie? Przez obserwację „dzieł Bożych”, a więc przez badanie stworzonego świata.

– Do czego można w ten sposób dojść? Do poznania niektórych przymiotów Boga, czy – jak powiedzielibyśmy dzisiaj – Jego cech.

Od najdawniejszych wieków Kościoła chrześcijanie pasjonujący się łączeniem biblijnej wiary z przyrodniczą nauką nie przestawali zachwycać się tym tekstem św. Pawła Apostoła i inspirować się nim do badań naukowych.

1. Boży ślad w stworzonym świecie: św. Grzegorz z Nyssy

Zacznijmy od przykładu zaczerpniętego z IV wieku. Oto jeden z trzech wielkich ojców kapadockich, św. Grzegorz z Nyssy (ok. 335-394) tak przedstawiał kolejność Bożego stworzenia: najpierw „Stwórca wszechrzeczy przysposobił zawczasu jakby siedzibę królewską dla tego, kto miał władać [czyli człowieka]. Stanowią ją ziemia, wyspy, morze i niebo”. Pojawił się więc świat materialny. A wtedy:

„ukazał się we wszechświecie człowiek – badacz i władca znajdujących się w nim cudów, by używając ich poznał Tego, który je stworzył i dzięki pięknu i wielkości rzeczy widzialnych wytropił niewypowiedzianą moc ich Stwórcy”1.

Według św. Grzegorza stworzenie zostało więc nie tylko dane człowiekowi jako przyjazne mu i posłuszne środowisko (użyte tu słowo kyrios to władca, pan); stworzenie zostało też ludziom zadane jako przedmiot badań naukowych (człowiek ma być przecież też badaczem).

I co ważne: ma to pozostawać nie bez związku z relacją do Boga. Piękno i wielkość obserwowanych stworzeń ma stać się ścieżką prowadzącą do poznania samego Stwórcy („by używając ich poznał Tego, który je stworzył”). Bóg ustanowił człowieka królem pośród stworzenia, a dając mu przyrodę jako królewską siedzibę obdarzył też ludzi naukową pasją prowadzącą do Stworzyciela, wielkiego architekta kosmosu.

Ten sam autor, św. Grzegorz z Nyssy, używa jeszcze innego obrazu obok Boga-Architekta, tym razem Boga-rzemieślnika. Zaczyna od porównania wziętego z codziennego życia: „W ludzkich dziełach umysł może zobaczyć twórcę przedłożonego mu przedmiotu, który zostawił w dziele znamiona swojej sztuki. Nie widzi się jednak natury rzemieślnika, a tylko jego biegłość w sztuce, której znamiona można rozpoznać w dziele”.

Od codziennego doświadczenia kontaktu z wytworami pracy rzemieślników przechodzi nagle do skutków stwórczej pracy Bożej:

„Tak samo patrząc na porządek stworzenia mamy pojęcie o mądrości, choć nie o naturze Tego, który wszystko mądrze uczynił”2.

Kiedy oglądamy piękne dzieło sztuki ludzkiej, zdobną wazę, smukłą rzeźbę, czy barwną mozaikę, możemy dowiedzieć się czegoś o twórcy tego dzieła: czy jest wrażliwy, czy przyjazny ludziom, czy cierpliwy, czy dostrzegający piękno.

O ileż więcej, podpowiada nam wielki starożytny teolog, możemy dowiedzieć się o Stwórcy, obserwując i analizując przyrodę, jak zostawione nam dzieło Bożej sztuki. Możemy poznać Jego cechy, Jego usposobienie, a co najważniejsze – Jego stosunek do nas. Tak starożytny teolog rozumiał słowa św. Pawła: „To, co w Bogu niewidzialne […] staje się widzialne dzięki rozumnemu oglądaniu dzieł Bożych” (Rz 1,19-20).

2. Od duchowej ślepoty do widzenia Boga: Orygenes

Sto pięćdziesiąt lat wcześniej, prawie u zarania chrześcijaństwa, wielki aleksandryjski teolog Orygenes (ok. 186-254) poświęcił wiele uwagi tym dwóm zdaniom św. Pawła z Listu do Rzymian, które dziś skupiają naszą uwagę.

„I ślepi widzą, kiedy patrząc na świat z wielkości piękna stworzeń przez podobieństwo poznają ich Stwórcę (Mdr 13,5); kiedy rozpoznają od stworzenia świata niewidzialneprzymioty Boga, zrozumiałe dla umysłu dzięki Jego dziełom (por. Rz 1,20), to jest z uwagą na nie patrzą i jasno je rozumieją”3.

Piękno stworzenia pozwala więc widzieć cechy Boga. A piękno to rozumiane jest nie tylko na sposób estetyczny (jak zachwyt wzbudzony widokiem zachodzącego Słońca czy panoramą ośnieżonych szczytów), ale także jako piękno intelektualne. Cóż to znaczy? Nieco jaśniej wyraził to Orygenes w innych miejscach swoich dzieł4.

Ten wielki starożytny pisarz chrześcijański zauważa najpierw, że z tekstu św. Pawła wynika możliwość poznania pewnych prawd o Bogu „dzięki naturalnym zdolnościom, które Bóg wszczepił w duszę”. Podstawowy okazuje się tu pewien dar Ducha Świętego: „dar roztropności”. Dzięki niemu „na podstawie tego, co widzialne, to znaczy dzięki obserwacji stworzenia, można poznać to, co jest wiadome o Bogu”. Następnie Orygenes podaje bardziej precyzyjne sformułowanie wyjaśniające tekst Rz 1,19-20:

„Słowa te odnoszą się wprawdzie do wszystkich ludzi, którzy mają wrodzony rozum, zwłaszcza jednak dotyczą mędrców tego świata oraz tak zwanych filozofów, którzy umieją badać stworzenia świata […], oraz na podstawie spraw widzialnych potrafią wnioskować o sprawach niewidzialnych”5.

Aby dobrze zrozumieć te słowa, należy pamiętać o innym zakresie pojęcia filozofii w starożytności w porównaniu z czasami dzisiejszymi. Dziedzina wiedzy nazywana filozofią obejmowała wtedy także nauki ścisłe i przyrodnicze. Sens wypowiedzi Orygenesa jest więc taki: to właśnie odkrycia matematyków i przyrodników są ważnym dowodem na to, że Bóg obdarzył człowieka darem rozumu. To właśnie dzięki ich pracy ludzkość może poznać ważne cechy Stwórcy świata.

Jak się wydaje, takie właśnie znaczenie niesie myśl Orygenesa z jego polemiki z Celsusem: oto Apostoł Paweł „mówi o niektórych mędrcach greckich […], że poznali Boga, a ponieważ poznanie Boga nie może przyjść bez Bożej pomocy, powiada: «Gdyż Bóg im to ujawnił»”6. W podobny sposób także chrześcijanie „od stworzeń tego świata wznoszą się ku górze, a skoro już je dostatecznie poznali, dążą «ku wiecznej Jego mocy», czyli po prostu do Jego Bóstwa”7.

Analizując różne rodzaje wiedzy wzmiankowane w tekstach biblijnych, Orygenes odróżnia „mądrość tego świata” od „mądrości władców tego świata” (por. 1 Kor 2,6).

Ta pierwsza, czyli mądrość tego świata, wprawdzie nie pozwala na bezpośrednie poznanie Bóstwa ani też na „podjęcie dobrego i szczęśliwego życia”, ale jest ze wszech miar pożyteczna: „w jej skład wchodzi cała sztuka poetycka i gramatyka, retoryka, geometria czy muzyka, a może nawet da się tu zaliczyć medycynę”8.

Natomiast „mądrość władców tego świata” ma charakter demonicznego zwiedzenia i obejmuje wszelki okultyzm i magię: „do niej należy tak zwana tajemna i sekretna filozofia egipska, astrologia chaldejska, nauka indyjska oraz […] opinie Greków na temat Bóstwa”9.

Widać, że Orygenes odróżniał naturalne ludzkie zdolności naukowe, które należały do „tego świata”, od wiedzy złych duchów, które nazywał „władcami tego świata”. To rozróżnienie jest jak najbardziej zrozumiałe i dla nas. Jest przecież poważna różnica między obiektywną i możliwą do weryfikacji wiedzą naukową – czy to humanistyczną, czy przyrodniczą, czy też matematyczną – a pseudowiedzą opartą na okultystycznych wierzeniach i praktykach New Age.

W jaki jednak sposób owo pożyteczne w kwestiach praktycznych poznanie świata przyrody może prowadzić do poznania Boga? Jak ćwiczenie się w geometrii czy w astronomii ma otwierać umysł na zrozumienie prawd Bożych? Otóż dzieje się tak dlatego, że Boski Twórca zostawił bardzo wiele swoich śladów w procesie stwarzania świata i podtrzymywania go w istnieniu10.

Najobszerniejszy wykład tego poglądu Orygenes zostawił nam w drugiej księdze swego arcydzieła O zasadach. Odwołuje się tam do przejrzystego porównania:

„W zakresie sztuk rzemieślniczych istota tego, co, jak i w jakim celu powstaje zawiera się w umyśle [rzemieślnika];

natomiast wynik pracy rąk objawia się w działaniu.

Podobnie trzeba myśleć również o dziełach stworzonych przez Boga”11.

Jak to rozumieć? Bóg, działając przy stworzeniu analogicznie do rzemieślnika, najpierw powziął ideę racjonalnego świata, następnie zaś wcielił tę ideę w materię stworzenia. Jak garncarz najpierw ma w wyobraźni ideę pięknego naczynia, a potem wciela swoją ideę w bryłę gliny, tak i zamysł Boga przyobleka się w materialne kształty przez stworzenie. Dlatego odkrywanie zasad funkcjonowania świata materialnego pozwala człowiekowi przynajmniej częściowo poznać pierwotny stwórczy zamysł Boga, a więc dostąpić pewnego wglądu w ideę Bożego umysłu. Przecież oglądając barwną amforę, można uzyskać pewne wyobrażenie o tym, jaka idea w umyśle twórcy stała u jej początków.

„Gdy oko nasze ogląda dzieło artysty, to umysł, ujrzawszy w nim coś szczególnie kunsztownego, bezustannie pragnie dowiadywać się, co, jak i dla jakiego pożytku zostało wykonane.

O wiele bardziej i nieporównywalnie silniej umysł płonie niewysłowionym pragnieniem poznania istoty rzeczy, które – jak wiemy – są dziełem Bożym”12.

Naukowa pasja, rozpalająca człowieka niepohamowanym pragnieniem wiedzy o świecie, ma więc w oczach Orygenesa ścisły związek z wiarą. Kto poznaje istotę rzeczy stworzonych i rządzące nimi prawa, ten poznaje dzieło Boga. A od znajomości dzieła już tylko krótka droga do początków poznawania Twórcy.

Zaraz potem Orygenes przechodzi do bezpośredniego powiązania procesu zdobywania wiedzy naukowej z duchowością. Odmalowuje przy tym przed oczami czytelnika kolejne porównanie: chrześcijanin zdobywający tu na ziemi wiedzę jest podobny do malarza. Artysta taki najpierw szkicuje zarys kształtu mającego później powstać dzieła, a później barwami wypełnia początkowy kontur i tworzy ostateczny kształt obrazu. Powstawanie dzieła artysty plastyka ma więc dwa etapy. Odwołując się do tego, Orygenes takimi oto podniosłymi słowami kończy swoją metaforę:

„Podobnie ci, którzy w obecnym życiu z najwyższym wysiłkiem poświęcili się pobożnym i bogobojnym zamiłowaniom, chociaż niewiele tylko czerpią z tylu niezmierzonych skarbnic Bożej wiedzy […], jednak wielkie osiągają korzyści. […]

Wiadomo, że tym, którzy już w obecnym życiu dysponują jakimś konturem prawdy i wiedzy, w przyszłym życiu ma być dodane piękno doskonałego obrazu”13.

Owszem, mówiąc o zdobywaniu wiedzy, Orygenes z pewnością na pierwszym miejscu ma na myśli naukę teologiczną, dotyczącą interpretacji Objawienia Bożego w Piśmie Świętym. Ale nie tylko. Dowodzą tego jasno następujące zaraz potem słowa dzieła O zasadach:

„Na przykład w czasie pobytu na ziemi widzieliśmy zwierzęta i drzewa, dostrzegaliśmy zarówno różnice między nimi, jak i istotne dysproporcje pomiędzy ludźmi. Widząc to, jednak nie rozumieliśmy ich istoty […].

Jeśli jednak już tu na ziemi pojawiła się chęć i pragnienie tego poznania, to po śmierci będzie nam dana również pełnia poznania i zrozumienie tego problemu […]. Wówczas w dwojaki sposób zrozumiemy to, co widzieliśmy na ziemi”14.

W porywach zachwytu nad wiedzą naukową zdobywaną na ziemi i pogłębianą w przyszłym życiu ludzi zbawionych Orygenes nie waha się nazwać raju „salą wykładową i szkołą dusz”, gdzie „święci otrzymają naukę o tym wszystkim, co dzieje się na ziemi”. Zbawionych czeka nawet zdobycie wiedzy o częściach wszechświata leżących poza naszą Ziemią. Aleksandryjski uczony kreśli przed oczami czytelnika intelektualną wędrówkę poznawczą przez kolejne regiony stworzenia, abyśmy otrzymali jakby nadprzyrodzoną lekcję astronomii.

Cały czas przypomina nam przy tym, że wiedza przyrodnicza czekająca na człowieka po śmierci wcale nie zwalnia od poznawczego wysiłku za życia. Wręcz przeciwnie, tym bardziej trzeba starać się już tutaj, aby posiąść wiedzę – również przyrodniczą – by nakreślić w sobie wspomniany kontur, który w życiu wiecznym wypełni się barwami pełnego poznania całej stworzonej rzeczywistości:

„Kto będzie «czysty w sercu», oczyszczony w umyśle i wyćwiczony w myśli, ten prędzej się rozwijając, szybko też się wzniesie. […]

Przechodząc, że tak powiem, przez poszczególne miejsca, które Grecy określili jako «sfery», czyli kręgi, a które Pismo Boże nazywa «niebiosami», najpierw ujrzy to, co się tam dzieje, a potem pozna przyczyny tych działań”15.

Korzystając z przykładu problemów, które zaprzątały wówczas umysły przyrodników, Orygenes snuje dalej swoją refleksję: „święci dostrzegą już dokładnie istotę gwiazd i dowiedzą się, czy są one istotami ożywionymi, czy czymś innym; zrozumieją też zasady innych dzieł Boga, które On im odkryje”16. Ostatecznie święci dostąpią udziału w zrozumieniu jakiejś ostatecznej teorii fizycznej, wyjaśniającej wszystko, co dotyczy materii i kosmosu, będzie to pełne poznanie zamysłu Bożego, czyli praw przyrody stojących u podstaw stworzenia, a wszystko to będzie uzupełnieniem intelektualnego wysiłku poznawczego na ziemi.

Ujęte jest to w nieco dłuższym wywodzie, który jednak jest tak porywający, że warto zapoznać się z jego obszerniejszą partią:

„Bóg jako synom ujawni im przyczyny rzeczy i moc swego stanu, pouczając ich, dlaczego określona gwiazda została umieszczona w określonym miejscu nieba i dlaczego od innej gwiazdy oddziela ją tak wielka przestrzeń.

Wyjaśni im na przykład, co by się stało, gdyby gwiazdy leżały bliżej siebie, a co by było, gdyby odległość między nimi była większa. Pouczy ich, dlaczego wszechświat nie byłby taki, jaki jest, lecz wszystko przybrałoby jakąś inną postać, gdyby ta gwiazda była inna od tamtej.

A zatem przeszedłszy przez wszystko, co się zawiera w naturze gwiazd i w sposobie istnienia ciał niebieskich, dojdą również do tego, «czego nie widać»”17.

Niezrównany w swoim alegorycznym stylu Orygenes nawet dziś zachwyca tym, jak sugestywnie zachwala duszpasterskie atuty wynikające ze znajomości nauk przyrodniczych. Docenia ich zalety informowania o strukturze świata, w jakim żyjemy, ale do najwyższych wzlotów pisarskich dochodzi dopiero wówczas, gdy opiewa możliwości ewangelizacyjne, jakie otwierają przed nami zainteresowania naukowe. Czyni to w stylu polemicznym, zapewne odpowiadając na zastrzeżenia wobec pogańskich mistrzów nauk przyrodniczych – zastrzeżenia spotykane w łonie chrześcijańskiej wspólnoty.

Wszystko to jest tematem jedenastej homilii Orygenesa o Księdze Rodzaju18. Wyjaśnia tam, że jeśli oprócz reguł prawa Bożego poświęcimy się „dziedzinom świeckim, takim jak […] geometria i arytmetyka, i jeśli włączymy te dziedziny do naszego programu studiów w ramach poświadczenia [Bożego] Prawa, to […] taki związek doprowadzi do lepszego wyrażenia naszych idei lub do głębszej dyskusji i do odparcia zarzutów, a skutkiem tego będzie nawrócenie kogoś do wiary”. Orygenes – jak widać – nie tylko zachęca do poznania osiągniętych przez pogan zdobyczy naukowych, ale nawet do operowania naukową metodą jeszcze lepiej od nich19.

Należące do sztuk wyzwolonych nauki, takie jak geometria, arytmetyka i logika, są porównane z kobietami obcej narodowości: nauki te nie pochodzą przecież z Biblii i zostały opracowane przez pogan. A jednak nie przeszkadza to chrześcijaninowi w korzystaniu z nich, a może to nawet przynieść „potomstwo” w postaci nawrócenia kogoś do wiary i zrodzenia go w ten sposób do nowego, duchowego życia20.

Nauka pogan może na tej drodze przyczynić się do przyjścia na świat nowych dzieci Kościoła i do przyjęcia przez nich sakramentu chrztu. W formie alegorycznej, nieco obcej – trzeba przyznać – naszej dzisiejszej mentalności, Orygenes wyraził przed osiemnastoma wiekami nadzwyczaj aktualne myśli o związku skutecznej, ewangelizującej wiary z dobrym rozeznaniem w wynikach nauk szczegółowych.

Tytułem uzupełnienia warto napomknąć o jeszcze jednym aspekcie Orygenesowej idei spotkania duchowości z nauką, mianowicie o relacji niezmiennego tekstu biblijnego do rozwijającej się wciąż nauki o przyrodzie. Chrześcijanin XXI wieku często staje przecież zakłopotany wobec pytań o zgodność Biblii z nauką, równie często wydaje mu się, że jest to problem czysto nowożytny i że dopiero w ostatnich czasach zmieniono zasadę dosłownej lektury Biblii w kwestiach przyrodniczych. Bardzo wiele możemy się pod tym względem nauczyć od naszego najwybitniejszego teologa chrześcijańskiego początków III wieku.

Omawiając tego typu kwestie, Orygenes sygnalizuje od razu, że właściwa lektura Biblii nie jest czymś łatwym: „ludzie, którzy nieprawidłowo odczytują lub rozumieją Pismo, popadają w rozliczne błędy”, a „wyłączną przyczyną ich fałszywych wyobrażeń jest fakt, że pojmują oni Pismo Święte nie w sensie duchowym, lecz dosłownie”21. Większość problemów, na jakie wskazuje Orygenes, odnosi się do wyobrażeń na temat samego Boga oraz do roli Chrystusa, ale niektóre dotyczą też kwestii przyrodniczych. Emocjonalny charakter niektórych wypowiedzi na ten temat świadczy o tym, jak ważne w oczach Orygenesa były poruszane tu zagadnienia. Czujemy, że nie są to czysto teoretyczne rozważania, ale że odnoszą się one do konkretnych sytuacji życiowych, może do dyskusji z uczniami, a może do debat w gronie aleksandryjskich filozofów.

„Czyż znajdzie się taki prostak, który by sądził, że Bóg, niby jakiś rolnik, «zasadził drzewa w raju, w Edenie na wschodzie» oraz posadził «drzewo życia», to znaczy widzialne i dotykalne drzewo?”22,

zadaje retoryczne pytanie, a my czujemy się jak świadkowie jakiegoś intelektualnego sporu, który Orygenes z kimś wiódł i który tu oto znajduje swój finał.

Nie przedstawia przy tym swojego alegorycznego sposobu czytania Pisma Świętego jako jakiejś rzadko spotykanej hipotezy, ale raczej jako oczywisty dla wszystkich wykształconych chrześcijan sposób jej lektury:

„Co się tyczy opowiadania, że «Bóg po południu przechadzał się po raju» i że «Adam skrył się pod drzewem» (Rdz 3,8), zaiste sądzę, że nikt nie ma wątpliwości, iż Pismo przedstawiło je przenośnie, aby w ten sposób wskazać na pewne tajemnice”23.

Następne pokolenia chrześcijan zachowały taki właśnie obraz Orygenesa: męża uczonego w teologii (często, trzeba przyznać, kontrowersyjnej), ale biegłego też w naukach ścisłych.

Oczywiście, droga przez badanie stworzeń jest według niego niższa, niż droga przez duchowe dzieła Chrystusa. Orygenes omawia dwie grupy ludzi stojących w pobliżu Chrystusa, nazywa ich odpowiednio „lepszymi” i „gorszymi”, w zależności od tego, czy zbliżali się do niego drogą badania stworzeń, czy też drogą bezpośredniego przyjmowania objawienia.

„Lepszy spośród innych stojących blisko Niego [jest] po prawej stronie i niejako dotyka Go, i [jest] złączony z prawicą Słowa;

a gorszy [jest blisko Jego lewej strony].

To, co jest po prawej stronie, możesz zrozumieć jako dzieła Chrystusa zwane niewidzialnymi,

a to, co po lewej, jako dzieła widzialne i materialne (por. Rz 1,20).

Wszakże Chrystus króluje nad wszystkimi”24.

3. Teolog zachwycony astronomią: św. Augustyn

Można by oczywiście wędrować tak przez wieki i zatrzymywać się jeszcze przy tak wielu innych wybitnych teologach starożytności25. Aby jednak zmieścić się w zaplanowanych ramach dzisiejszego spotkania przejdźmy już do osoby wybitnie zasłużonej w komentowaniu owego sławetnego zdania św. Pawła z listu do Rzymian. Osobą tą jest św. Augustyn. Oto pierwsza próbka jego entuzjastycznego tonu w odniesieniu do odkrywania prawdy o Bogu na ścieżce nauk przyrodniczych:

„Wiesz przecież, że niewidzialne atrybuty Boga są poznawalne a nawet widzialne poprzez rzeczy stworzone. Obserwuj więc i podziwiaj stworzenia, poszukując ich Stworzyciela”26.

Święty doktor Kościoła niekiedy szerzej opisywał naukową ścieżkę do Boga odnalezioną wskutek refleksji nad tekstem Rz 1,19-20. „Widzimy przeogromną konstrukcję świata (fabrica mundi) złożoną z nieba i ziemi”, pisze; „a wielkość i piękno tej konstrukcji skierują nas ku miłowaniu – choć niewidzialnych jeszcze – nieogarnionej wielkości i piękna samego Architekta (fabricator)”. Augustyn podsumowuje wizję tej ścieżki we właściwy sobie sposób, piętrząc zgrabne sformułowania i kontrastujące ze sobą wyrażenia:

„Widząc to, co możemy, iłujmy Tego, którego widzieć nie możemy; dzięki tej miłości kiedyś Go ujrzymy ut videntes quae possumus, amemus quem videre non possumus, ut ipsius amoris merito aliquando videre possimus)”27.

Podobnie jak jego poprzednik, św. Grzegorz z Nyssy, także św. Augustyn chętnie odwołuje się do porównania z architektem i wznoszonym przez niego budynkiem:

„Podziwiając dzieło, chwalimy działającego;

podziwiając budowlę, chwalimy budowniczego;

podziwiając stworzenie, chwalimy Stworzyciela

(de operibus laudemus operantem, de conditis Conditorem, de creatura Creatorem)”.

Augustyn zdaje się zapraszać przyszłych naukowców do podążania tą ścieżką; zachęca ich do wykorzystania ich przyszłych odkryć naukowych: „któż wie, ile rzeczy stworzyła niezmierzona dobroć i nieograniczona wielkość Boga?”, pyta; a „na ile znamy Jego dzieła, chwalmy Boga wychodząc z tych właśnie dzieł (laudemus eum per opera eius)”28.

W odczuciu świętego doktora Kościoła świat stworzony zdaje się wołać wprost o swoim Stwórcy.

„Wszystkie stworzenia wyznają Boga, wszystkie wołają; a ich jakby głosem jest piękno, które wszystkie posiadają i którym wyznają Boga (omnium pulchritudo quodam modo vox eorum est).

Niebo woła do Boga: stworzyłeś mnie, to nie ja samo siebie stworzyłem.

Ziemia woła: Tyś mnie ukształtował, nie ja sama.

Jak wołają te stworzenia? Za każdym razem, kiedy człowiek je rozważa i odkrywa te prawdy.

Wołają poprzez twoje badania (ex tua consideratione clamant),

wołają twoim głosem (ex voce tua clamant)” 29.

Święty doktor Kościoła piszący u kresu starożytności we właściwym sobie, pięknym stylu, podsumowuje: „Jeśli piękne jest, co stworzył, i ileż piękniejszy jest, Który stworzył (si pulchra sunt quae fecit, quanto pulchrior est qui fecit)?”30.

4. Irlandczyk, Szkot i fizyk zarazem

Aby pokazać, że podobne rozumienie słów św. Pawła trwało także w następnych wiekach, odwołajmy się teraz do przykładu pochodzącego z okresu zwanego niestety niekiedy „ciemnym średniowieczem”. Żyjący w samym sercu średniowiecza mnich Jan Szkot (815-877) o przydomku Eriugena (wskazującym na jego Irlandzkie pochodzenie), niech stanie się dowodem trwającej fascynacji zdań św. Pawła: jak dojść do Boga ścieżką nauki przyrodniczej.

Podobnie jak niektórzy wspomniani już wcześniej pisarze chrześcijańscy, tak i Eriugena powołuje się na ulubiony przez Ojców Kościoła fragment Pisma Świętego, mianowicie urywek z Listu do Rzymian: „niewidzialne przymioty Boga stają się widzialne dla umysłu przez Jego dzieła” (por. Rz 1,20)31.

Ten biblijny tekst odnosił się oryginalnie do pogańskich mędrców, o których Apostoł pisał, że pomimo braku dostępu do Objawienia Bożego mogą spotkać Boga przez zgłębianie tajników natury. Byłoby to wprawdzie spotkanie ograniczone i fragmentaryczne, ale jednak realne. Dlaczego jednak droga do Boga przez poznawanie materialnego świata jest w ogóle możliwa? Eriugena podpowie nam, że dzieje tak dlatego, gdyż jest to odtwarzanie tej drogi, którą sam Bóg wybrał najpierw przy stworzeniu:

„Kiedy czytamy w Ewangelii, że «na początku był logos», można to przetłumaczyć albo «na początku było Słowo (Verbum)», albo «na początku był rozum (ratio)», albo «na początku była przyczyna (causa)».

Możemy używać wszystkich tych formuł i nie oddalimy się od prawdy, gdyż Jednorodzony Syn Ojca jest zarówno «Słowem», «rozumem», jak i «przyczyną». […]

Jest On «rozumem», gdyż jest wzorcowym modelem wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych”32.

Skoro Syn Boży jest wzorcowym modelem wszystkich rzeczy stworzonych, to im lepiej poznamy stworzenia, tym bardziej zbliżymy się do poznania tego wyjściowego modelu. Używając języka św. Pawła, można powiedzieć, że widzialne dzieła Boże, zwłaszcza poznawane przez naukę, pozwolą uchwycić umysłem niektóre przymioty Boga, takie jak Jego mądrość czy dobroć. Ten schemat myślowy przybiera czasem o wiele konkretniejsze formy i staje się bezpośrednią zachętą do studiowania zagadnień przyrodniczych, aby zbliżyć się w ten sposób do Boga.

Biblia jest w tym naukowym przedsięwzięciu jak najbardziej potrzebna, ale na swój sposób. Eriugena znajduje w Piśmie Świętym nie tyle bezpośrednie źródło wiedzy o przyrodzie, co raczej pośrednie zaproszenie, aby taką wiedzę zdobywać. Objawiona księga Biblii zachęca, by odczytywać ślady działania Boga także w księdze Bożego stworzenia. Na przykład Pismo Święte nie podaje wprawdzie odległości Ziemi od ciał niebieskich, ale za to stawia pytanie: „Wysokość nieba […] któż potrafi zbadać?” (Syr 1,3), zachęcając astronomów do szukania odpowiedzi. Eriugena wyciąga z tego następujący wniosek:

„Nie myślę, aby ten świat pozostawał poza zasięgiem natury rozumnej […]. Autorytet Boga nie tylko nie zakazuje, ale nawet wzywa do zdobywania wiedzy o rzeczach widzialnych i niewidzialnych. […]

Nie jest to jakiś mały krok, ale wielki: przechodzić od rzeczy zmysłowych do rozumienia rzeczy pojęciowych, gdyż tak jak idzie się od zmysłów do intelektu, tak też powraca się do Boga drogą stworzonego świata (per creaturam ad Deum)”33.

Ten wczesnośredniowieczny autor udziela dalej następującej zachęty do zgłębiania nauk przyrodniczych, zadziwiająco śmiałej w zestawianiu rzeczywistości duchowych i naturalnych. Oto podczas przemienienia na górze – pisze Eriugena – zajaśniało zarówno słowo Chrystusa, jak i Jego odzienie (por. Łk 9,28-36).

Jedno i drugie jest rodzajem szaty Syna Bożego:

– słowo, za którym kryje się Jego Bóstwo,

– oraz odzienie, które jaśniejąc, objawiło Jego chwałę.

Jeśli chrześcijanie tak gorliwie badają słowo Objawienia, aby dotrzeć do Tego, którego jest ono szatą, to dlaczegóż nie badać widzialnego stworzenia?

Eriugena podsuwa przykład Abrahama, który poznał Boga nie poprzez słowo Biblii (wtedy przecież jeszcze nie została spisana), ale przez namysł nad gwiazdami (por. Rdz 15,5: „[Bóg] polecił Abramowi wyjść z namiotu i rzekł: «Spójrz na niebo i policz gwiazdy, jeśli zdołasz to uczynić»; potem dodał: «Tak liczne będzie twoje potomstwo”.

Wzorem innych autorów pierwszego tysiąclecia Eriugena wskazuje na lud Izraela wychodzący z Egiptu wraz z łupami: przed wiekami Izraelici spożytkowali wyniesione dobra na służbę Bożą. Podobnie trzeba czynić ze zdobyczami filozofów (czyli matematyków i astronomów) w celu badania przyrody.

Zapewne – ocenia Eriugena – wielu z nich błądziło w wierze jako poganie, ale błędem owych filozofów było przecież nie zgłębianie nauk przyrodniczych, ale to, że poza przyrodą nie szukali Boga. Eriugena z grona pogańskich filozofów wyróżnia jedynie Platona, który według niego umiał godzić jedno z drugim i poczynił znaczne postępy na rozumowej drodze do Boga34.

5. Współczesne przypieczętowanie nauki św. Pawła: Jan Paweł II i Benedykt XVI

W ostatnim etapie naszego rozważania przenosimy się do współczesności. Inspirację znajdziemy w encyklice Jana Pawła II Fides et ratioo relacjach między wiarą i rozumem. Przytoczymy nieco dłuższy jej fragment dotyczący interesującego nas fragmentu z Listu do Rzymian, tekstu Apostoła Pawła na temat pogańskich intelektualistów:

„To, co o Bogu można poznać, jawne jest wśród nich, gdyż Bóg im to ujawnił. Albowiem od stworzenia świata niewidzialne Jego przymioty – wiekuista Jego potęga oraz bóstwo – stają się widzialne dla umysłu przez Jego dzieła” (Rz 1,19-20).

Jan Paweł II komentuje to tak:

„Apostoł przeprowadza filozoficzny wywód, w którym wyraża głęboką prawdę: obserwacja «oczyma umysłu» rzeczywistości stworzonej może doprowadzić do poznania Boga. Poprzez stworzenia daje On bowiem rozumowi wyobrażenie o swojej «potędze» i «boskości» (por. Rz 1,20).

Wyraża się w tym uznanie, że rozum ludzki posiada zdolność, która zdaje się nieledwie przekraczać jego własne naturalne ograniczenia: nie tylko nie jest zamknięta w sferze poznania zmysłowego, potrafi bowiem poddać je krytycznej refleksji, ale analizując dane zmysłowe, może też dotrzeć do przyczyny, z której bierze początek wszelka postrzegalna rzeczywistość” (FR 22).

Można zauważyć tu cztery ważne elementy:

– badanie przyrody jest częścią nabywania filozoficznej mądrości,

– przyrodoznawstwo to jedna z możliwych dróg do poznania rozumu samego Boga,

– przyrodę można traktować jako otwartą księgę

– i wreszcie, wielowarstwowy przekaz Boży zapisany w tej księdze i możliwy do odczytania przez człowieka.

A zatem chrześcijaństwo także dziś podejmuje ten wątek tradycji biblijnej i patrystycznej, który odnosi się do traktowania natury jako Bożej księgi i do zapału w odczytywaniu coraz głębszych warstw jej treści. I znowu silnie zaznaczony jest element dotyczący duchowości. O ile świętość nadaje przyrodoznawstwu moc bezpośredniego otwierania drogi do Boga, o tyle grzech tę moc odbiera:

„Na mocy pierwotnego zamysłu stwórczego rozum miał być wyposażony w zdolność swobodnego przekraczania granic doświadczenia zmysłowego i docierania do najgłębszego źródła wszystkiego: do Stwórcy.

W następstwie nieposłuszeństwa, przez które człowiek postanowił nadać sobie całkowitą i absolutną autonomię w stosunku do Tego, który go stworzył, utracił tę zdolność sięgania rozumem do Boga Stwórcy” (FR 22).

Z jednej strony solidne podstawy racjonalne są konieczne dla mocnych podstaw duchowości chrześcijańskiej:

„złudne jest mniemanie, że wiara może silniej oddziaływać na słaby rozum; przeciwnie, jest wówczas narażona na poważne niebezpieczeństwo, może bowiem zostać sprowadzona do poziomu mitu lub przesądu” (FR 48).

Z drugiej zaś strony Papież cytuje słowa I Soboru Watykańskiego35:

„Nigdy nie może zaistnieć prawdziwa rozbieżność między wiarą a rozumem:

ten sam Bóg, który objawia tajemnice i udziela wiary, rozniecił też w ludzkim umyśle światło rozumu, nie może zatem tenże Bóg wyprzeć się samego siebie ani też prawda nie może zaprzeczać prawdzie” (FR 53)36.

„Światło rozumu rozniecone w ludzkim umyśle” – te rozbrzmiewające prawdziwym entuzjazmem słowa miały w intencji ojców soborowych kierować z wdzięcznością serce ku najwyższemu Dawcy rozumności, czyli ku Bogu. Jakkolwiek sfery stosowania rozumu obejmują dziedziny teologiczne i metafizyczne, to jednak na nich się nie kończą:

– „jest konieczne, aby rozum wierzącego zdobył naturalną, prawdziwą i uporządkowaną wiedzę o rzeczywistości stworzonej, o świecie i o człowieku, która jest także przedmiotem Bożego Objawienia” (FR 66),

co więcej: „odwołanie się do nauk przyrodniczych może być w wielu przypadkach użyteczne” (FR 69).

Wreszcie przy końcu swojej encykliki Fides et ratio Jan Paweł II już wprost zachęca do łączenia nauk ścisłych z otwartością na perspektywy duchowe:

„Przedstawiciele nauk przyrodniczych są w pełni świadomi tego, że poszukiwanie prawdy, nawet wówczas, gdy dotyczy ograniczonej rzeczywistości świata czy człowieka, nigdy się nie kończy, zawsze odsyła ku czemuś, co jest ponad bezpośrednim przedmiotem badań, ku pytaniom otwierającym dostęp do Tajemnicy” (FR 106).

Bardzo podobne myśli wypowiadał wielokrotnie kontynuator posługi polskiego Papieża, czyli Benedykt XVI. W 2006 roku, w czasie spotkania z młodzieżą w Rzymie, w rozmowie z młodym człowiekiem stwierdził:

„Albo Bóg jest, albo Boga nie ma: są tylko dwie możliwości. Albo postawimy na rozum, rozum stwórczy, który dał początek wszystkiemu, albo na irracjonalizm, według którego wszystko, co istnieje, miałoby być przypadkowe”.

Co ciekawe, Papież następnie wyraźnie skierował myśli swojego rozmówcy w stronę pożytku płynącego ze znajomości matematyki i nauk przyrodniczych: „Bóg zostawił nam dwie księgi: księgę Biblii napisaną językiem codziennym i księgę natury napisaną językiem matematyki”, i dlatego „matematyka, genialny abstrakcyjny wytwór ludzkiego rozumu, okazuje się przydatna do poznania natury i do wykorzystania jej, by nam służyła; […] matematyka jest językiem Stwórcy – tak napisał księgę świata”37.

W papieskiej książce Jezus z Nazaretu czytamy zaś:

„Świat ukazuje się jako rzeczywistość rozumna: wywodzi się od wiekuistego Rozumu i tylko ten stwórczy Rozum stanowi rzeczywistą potęgę panującą nad światem i w świecie. Jedynie wiara w jednego Boga naprawdę wyzwala i «racjonalizuje» świat. […]

Umieszczanie świata w świetle rozumu (ratio), który pochodzi od przedwiecznego stwórczego Rozumu, od jego uzdrawiającej dobroci, i na niego wskazuje, jest trwałym, centralnym zadaniem posłańca Jezusa Chrystusa”38.

Czerpiąc inspiracje pochodzące od takich autorytetów, zachęcające do poszukiwania wątków łączących duchowość z naukami przyrodniczymi, nie pozostaje nam nic innego, jak kontynuować w naszych czasach głęboką intuicję św. Pawła, obdarzając go, na razie nieoficjalnie, tytułem patrona fizyków.

ARTYKUŁ + BIBLIOGRAFIA http://wroclaw.biblista.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=218:wity-pawe-aposto-patron-fizykow&catid=28:verbum-cum-musica
CAŁA SERIA–> https://znanichrzescijanie.wordpress.com/category/wiara-motywatorem-nauki/

1984+orwellROZMOWA GŁÓWNEGO BOHATERA [WINSTONA SMITHA] Z NOWYM WSPÓŁWIĘŹNIEM I PRZYJACIELEM

Na korytarzu rozległ się miarowy stukot butów. Stalowe drzwi otworzyły się z głośnym zgrzytem. Młody oficer o zgrabnej sylwetce opiętej czarnym mundurem, niemal całym z lśniącej, wypolerowanej skóry, i o bladej, surowej twarzy podobnej do woskowej maski wmaszerował sprężystym krokiem do środka i dał znak strażnikom, żeby wprowadzili eskortowanego więźnia. Do celi, powłócząc nogami, wszedł poeta Ampleforth. Drzwi zatrzasnęły się z głuchym łoskotem.

Ampleforth obrócił się niepewnie w lewo, potem w prawo, jakby szukał drugich drzwi, przez które mógłby wydostać się na zewnątrz, po czym zaczął chodzić tam i z powrotem. Jeszcze nie dostrzegł Winstona. Jego niespokojny wzrok przesuwał się po ścianie mniej więcej metr nad głową siedzącego. Ampleforth był bez butów; duże brudne palce u nóg wyłaziły przez dziury w skarpetkach. Najwyraźniej nie golił się od kilku dni. Twarz aż po kości policzkowe pokrywał szczeciniasty zarost, nadając jej bandycki wygląd, dziwnie nie pasujący do dużego, ale słabego ciała i nerwowych ruchów.

Winston otrząsnął się nieco z letargu. Choćby miał narazić się na wrzaski teleekranu, musiał odezwać się do Amplefortha. Istniał cień prawdopodobieństwa, że to właśnie poeta przekaże mu żyletkę.

– Ampleforth – rzekł.

Teleekran milczał. Ampleforth zatrzymał się, lekko zaskoczony. Powoli przeniósł wzrok na Winstona.

– A, Smith! – zawołał. – Ty również!

– Za co cię zamknęli?

– Prawdę mówiąc… – Usiadł ciężko na ławie naprzeciw Winstona. – Jest tylko jedna zbrodnia [myślozbrodnia], nie?

– I ty ją popełniłeś?

– Na to wygląda.

Przyłożył dłoń do czoła i trzymał ją tak przez chwilę, jakby usiłował sobie coś przypomnieć.

– Nie ma jak temu zapobiec. Zdołałem odgrzebać w pamięci jeden jedyny moment, kiedy mogłem ją popełnić. Tak, postąpiłem bardzo nierozważnie. Przygotowywaliśmy ostateczne wydanie poezji Kiplinga. Pozwoliłem, żeby na końcu jednego wersu pozostało słowo „Bóg”. Nie miałem wyjścia! – zawołał niemal z oburzeniem, unosząc głowę, by spojrzeć na Winstona. – Nie dało rady tego zmienić. Konieczny był rzeczownik, pełny rym męski do słowa „głóg”. Znalazłem czterdzieści, lecz żaden nie pasował. Przez wiele dni łamałem sobie głowę, aż w końcu dałem za wygraną. Więcej takich stów po prostu nie ma! – ROK 1984 [GEORGE ORWELL].

nicolas-de-cusa_0

Mikołaj z Kuzy, Mikołaj Kuzańczyk (łac. Nicolaus Cusanus), właśc. Nicolaus Krebs (ur. w 1401 w Kues, zm. 11 sierpnia 1464 w Todi) – średniowieczny filozof, teolog, matematyk, dyplomata i kardynał. Matematyczne i przyrodnicze dzieła Kuzańczyka są wynikiem przede wszystkim jego zainteresowania filozofią nauki i metafizyczno-teologicznych dociekań. Stanowią zapis szukania przejścia od matematycznych do metafizycznych wniosków.

Dzięki swojemu dialogowi Idiota de staticis experimentis (Laik o doświadczeniach z szalami wagi, 1450) Kuzańczyk znalazł się wśród prekursorów nauk doświadczalnych. Natomiast De correctione kalendarii (O naprawie kalendarza, także pod tytułem: Reparatio kalendarii, 1436) zajmuje się coraz pilniejszą wówczas reformą kalendarza, którą jednak przeprowadzono dopiero w szesnastym wieku.

Kardynał Mikołaj z Kuzy pozostaje w nurcie najlepszej tradycji średniowiecznej, nie mogło więc zabraknąć u niego licznych odwołań do przyrody jako napisanej przez samego Boga księgi. Zobaczmy, jak przygotowuje nas do wprowadzenia tego pojęcia.

Przypuśćmy, mówi, że pewien artysta, na przykład malarz, pragnie przekazać swój kunszt potomnym. Nie ma wokół niego nikogo, komu mógłby przekazać go osobiście, zostawia więc swoje obrazy w formie księgi. Czyż jakiś czytelnik po latach, nawet nie mogąc spotkać artysty twarzą w twarz, nie rozpozna wspaniałej i niepojętej sztuki artysty na podstawie utrwalonych w księdze dzieł?[47] Kardynał Mikołaj kończy ten fragment swojego wywodu serią pytań:

Czyż Bóg Ojciec nie jest źródłem sztuki?
I czyż to Źródło nie jest zwane też Synem Ojca, Słowem, Mocą i Mądrością Bożą?
Ale jak ktoś nieznający się na tej sztuce może ją rozpoznać?

Czytelnik Dialogu staje w tym momencie przed trudnym zagadnieniem: przecież „tylko rozum Boga Ojca, który sam jest ową sztuką, sztukę tę posiada”[48]. Jak więc księga przyrody może stać się czytelna dla człowieka z jego ograniczonymi możliwościami rozumowymi? Wydawałoby się więc, że nie ma sensu przedstawianie natury jako księgi Boga. Zaintrygowany taką perspektywą Konrad, rozmówca Mikołaja, prosi: „Skoro jednak nie brak świętych, którzy przedstawiają ten świat na kształt zapisanej księgi, wyjaśnij mi to!”[49].

Mistrz Mikołaj chętnie podejmuje ten wątek. „Jak najbardziej odpowiada mi – mówi – porównanie świata z zapisaną księgą, której język i litery pozostają nieznane”[50]. Swoje porównanie snuje dalej, wzbogacając je szczegółami: „Przypuśćmy, że Niemcowi pokażą jakąś książkę Platona napisaną po grecku”. Niemiec ów, nie znając języka, mógłby oglądać litery, zestawiać je i porównywać. Ale istoty dzieła nie zrozumie, jeśli nie zostanie mu w jakiś sposób przetłumaczone na dostępne dla niego pojęcia. Tak samo ma się sprawa ze światem stworzonym. Staranne badanie tego świata przez proporcje, zgodności i różnice oraz wyprowadzane wnioski da pewną wiedzą. Ale badacz sam z siebie nie dojdzie do sedna, jeśli nie odwoła się do głębszego rozumu. Owym zaś sednem jest odkrycie ostatecznego źródła wszelkiego istnienia w samym Bogu[51].

Artysta, nauczyciel i rzemieślnik

Przejdziemy teraz do metafory najbardziej zapewne przemawiającej do naszej współczesnej wyobraźni. Pomoże nam scena z warsztatu wytwórcy szklanych naczyń, w mistrzowski sposób i niezwykle malowniczo zarysowana przez Mikołaja z Kuzy. Oto rzemieślnik pobiera na koniec metalowej rurki nieco roztopionego szkła. Ma wykonać naczynie zgodnie z przemyślanym uprzednio wzorem. Pracownik ten występuje więc w potrójnej roli. Pierwsza z nich to techniczna funkcja szklarza wykonującego praktyczne zadania. Druga to koncepcyjny trud mistrza, który w swoim umyśle tworzy plan mającego powstać dzieła. Trzecia zaś to rola artysty pośredniczącego między idealnym planem a praktycznym dziełem wcielonym w materialne tworzywo. Cóż zatem dzieje się chwilę po nabraniu bryłki roztopionego szkła na rurkę rzemieślnika? Warto odwołać się do autentycznych słów mistrza z Kuzy, aby precyzyjnie uchwycić istotę jego porównania:

„Na żelazną rurkę pobrał materiał, aby wskutek tchnienia artysty-rzemieślnika (per influxum artificis) otrzymać formę naczynia utworzoną w jego własnym mistrzowskim umyśle (formam concepti in mente magistri). Do materiału dociera więc tchnienie szklarza i przenika materię (spiritum insufflat, qui subintrat ipsam materiam)”[52].

Śledząc uważnie dobór słów w tym opisie, zaczynamy się już domyślać, ku czemu to wszystko zmierza. Zaczynamy odgadywać, że mowa tu o innym jeszcze tchnieniu i o większej bryle materii niż ta tylko, którą posługuje się szklarz.

Ale powróćmy do obrazu odmalowanego słowami przez kardynała Mikołaja. Oto szklana bryła, która uprzednio nie wykazywała żadnego podobieństwa do naczynia, mocą tchnienia formującego plastyczne, gorące szkło nabiera kształtów zgodnie z intencją artysty szklarza. Kuzańczyk podsumowuje: „Oto podobieństwo, jakkolwiek dalekie, do tego, w jaki sposób Bóg powołuje wszystko do istnienia”. Podobieństwo nie jest doskonałe, gdyż „On przecież nie wykorzystuje czegoś, czego sam by nie stworzył”, Bóg jest więc Artystą, który tworzy nawet sam materiał do swoich dzieł.

Dzisiejszego czytelnika intryguje, że kardynał Mikołaj w pierwszym rzędzie nie mówi wcale o jakimś pozanaturalnym, cudownym działaniu Boga, ale raczej o Bożej potędze objawiającej się w siłach natury. W tekście Kuzańczyka nadzwyczaj łatwo następuje przejście od mówienia o działaniu Boga do języka operującego pojęciami sił natury i praw przyrody; równie łatwo też następuje przejście i w drugą stronę. To „przyroda wykorzystuje ciepło słoneczne, jak szklarz wykorzystuje ogień; to przyroda działa tak jak tchnienie szklarza”. Ale zaraz potem czytamy: „Przyroda zaś kierowana jest umysłem najwyższego Artysty, ściśle tak jak tchnienie szklarza kierowane jest jego umysłem”[53].

Równie fascynujące są i te fragmenty dzieła Kuzańczyka, które odnoszą się już bardziej do tej drogi, jaką ma podjąć człowiek badający naturę, by zbliżać się do Boga. Tym razem kardynał Mikołaj porównuje dzieło stworzenia z procesem nauczania: zapewnia nas przy tym, że wynika to właśnie z głębokiej lektury biblijnych ksiąg Mojżeszowych oraz z Psalmów Dawida. Dzisiejszy czytelnik Dialogu domyśla się już, że owo nauczanie pozwoli nam dojść do samego Bożego Nauczyciela; ale nie uprzedzajmy wniosków. Oto jak przebiega proces nauczania, czyli przekazywania myśli z umysłu nauczyciela do umysłu ucznia:

„Nauczyciel, aby doprowadzić niewprawnego ucznia do swojego poziomu, powołuje w ciszy byt: jest to dźwięk słowa zawierającego podobieństwo do jego idei. W ciszy powstaje więc nowy byt podobny do idei nauczyciela”[54].

Mikołaj z Kuzy określa ideę utworzoną w umyśle nauczyciela słowem intelektualnym (verbum intellectuale). W miarę precyzowania idea przybiera postać konkretnego pojęcia, czyli słowa rozumowego (verbum rationale), aby w końcu przejawić się na zewnątrz w wypowiedzianym dźwięku, a więc w sposób postrzegalny zmysłami; stąd nazwa słowo zmysłowe (verbum sensibile).

Proces rozumienia przez ucznia przebiega oczywiście w odwrotnym porządku. Brzmienie słowa, czyli dźwięk (verbum sensibile), dociera do wszystkich, nawet do tych, którzy nie rozumieją znaczenia słów. Prawdę mówiąc, rejestracja samego dźwięku słowa zmysłowego jest wspólna ludziom i zwierzętom. Drugim etapem jest zrozumienie pojęcie, słowa rozumowego (verbum rationale). Takie pojmowanie dostępne jest już z natury rzeczy tylko istotom rozumnym. Trzeci zaś poziom, najwyższy, to wgląd w umysł nauczyciela za pośrednictwem zrozumianego pojęcia. Jest to dostępne tylko dla tych, których umysł nosi podobieństwo do umysłu nauczyciela[55].

Oczywiście wszystkie te rozważania o dźwiękach jako zewnętrznych nośnikach idei wewnętrznych były potrzebne uczonemu kardynałowi tylko w jednym celu: aby zobrazować możliwość nawiązania kontaktu między Bogiem a człowiekiem za pośrednictwem stworzonego świata:

„Podobnie prorok jak najsłuszniej dostrzega podobieństwo stwarzania świata do wypowiadania słowa Bożego i do tchnienia Bożego Ducha (assimilat creationem verbo et spiritu oris). Mojżesz prawdopodobnie w tym celu porównuje Boży sposób stwarzania z wypowiadaniem słowa. Mówi przecież: «Bóg rzekł: ‘Niech się stanie światłość’. I stała się światłość». A więc przyrównuje łatwość stwarzania do łatwości wypowiedzenia słowa”[56].

Po tak precyzyjnym i obrazowym wywodzie mistrza Konradowi nie pozostaje nic innego jak stwierdzić, że doskonale zrozumiał, na czym polega podobieństwo poznawania przyrody do wczytywania się w uczoną księgę:

„Rzeczy materialne istnieją po to, by poznawać je zmysłami;
 poznanie zmysłami jest po to, aby prowadzić do rozumowania;
 rozumowanie ma prowadzić do objęcia umysłem;
 objęcie umysłem zaś jest po to, by odkryć prawdziwą przyczynę, jaką jest Stworzyciel wszystkiego”[57].

W taki sposób znakomity piętnastowieczny filozof i teolog, kardynał Kościoła katolickiego, wyjaśniał u progu nowożytności sens nazywania przyrody księgą napisaną przez Boga. Uzupełnia się ona wzajemnie z księgą Pisma Świętego i obie są potrzebne, aby pełniej zrozumieć Boży zamiar wobec człowieka. Sami mamy niekiedy trudności z uzgodnieniem narracji biblijnej z osiągnięciami nauk przyrodniczych, ale wynika to jedynie z naszych ograniczonych możliwości pojmowania. W rzeczywistości zaś konfliktu między nimi nigdy być nie może, gdyż obie mają tego samego Bożego Autora.

ARTYKUŁ + BIBLIOGRAFIA NA STRONIE http://www.siemieniewski.archidiecezja.wroc.pl/?q=node/46

https://znanichrzescijanie.wordpress.com/category/wiara-motywatorem-nauki/