[2B] Kardynał Mikołaj z Kuzy o Księdze Natury.

Posted: 10 marca 2016 in WIARA MOTYWATOREM NAUKI?

nicolas-de-cusa_0

Mikołaj z Kuzy, Mikołaj Kuzańczyk (łac. Nicolaus Cusanus), właśc. Nicolaus Krebs (ur. w 1401 w Kues, zm. 11 sierpnia 1464 w Todi) – średniowieczny filozof, teolog, matematyk, dyplomata i kardynał. Matematyczne i przyrodnicze dzieła Kuzańczyka są wynikiem przede wszystkim jego zainteresowania filozofią nauki i metafizyczno-teologicznych dociekań. Stanowią zapis szukania przejścia od matematycznych do metafizycznych wniosków.

Dzięki swojemu dialogowi Idiota de staticis experimentis (Laik o doświadczeniach z szalami wagi, 1450) Kuzańczyk znalazł się wśród prekursorów nauk doświadczalnych. Natomiast De correctione kalendarii (O naprawie kalendarza, także pod tytułem: Reparatio kalendarii, 1436) zajmuje się coraz pilniejszą wówczas reformą kalendarza, którą jednak przeprowadzono dopiero w szesnastym wieku.

Kardynał Mikołaj z Kuzy pozostaje w nurcie najlepszej tradycji średniowiecznej, nie mogło więc zabraknąć u niego licznych odwołań do przyrody jako napisanej przez samego Boga księgi. Zobaczmy, jak przygotowuje nas do wprowadzenia tego pojęcia.

Przypuśćmy, mówi, że pewien artysta, na przykład malarz, pragnie przekazać swój kunszt potomnym. Nie ma wokół niego nikogo, komu mógłby przekazać go osobiście, zostawia więc swoje obrazy w formie księgi. Czyż jakiś czytelnik po latach, nawet nie mogąc spotkać artysty twarzą w twarz, nie rozpozna wspaniałej i niepojętej sztuki artysty na podstawie utrwalonych w księdze dzieł?[47] Kardynał Mikołaj kończy ten fragment swojego wywodu serią pytań:

Czyż Bóg Ojciec nie jest źródłem sztuki?
I czyż to Źródło nie jest zwane też Synem Ojca, Słowem, Mocą i Mądrością Bożą?
Ale jak ktoś nieznający się na tej sztuce może ją rozpoznać?

Czytelnik Dialogu staje w tym momencie przed trudnym zagadnieniem: przecież „tylko rozum Boga Ojca, który sam jest ową sztuką, sztukę tę posiada”[48]. Jak więc księga przyrody może stać się czytelna dla człowieka z jego ograniczonymi możliwościami rozumowymi? Wydawałoby się więc, że nie ma sensu przedstawianie natury jako księgi Boga. Zaintrygowany taką perspektywą Konrad, rozmówca Mikołaja, prosi: „Skoro jednak nie brak świętych, którzy przedstawiają ten świat na kształt zapisanej księgi, wyjaśnij mi to!”[49].

Mistrz Mikołaj chętnie podejmuje ten wątek. „Jak najbardziej odpowiada mi – mówi – porównanie świata z zapisaną księgą, której język i litery pozostają nieznane”[50]. Swoje porównanie snuje dalej, wzbogacając je szczegółami: „Przypuśćmy, że Niemcowi pokażą jakąś książkę Platona napisaną po grecku”. Niemiec ów, nie znając języka, mógłby oglądać litery, zestawiać je i porównywać. Ale istoty dzieła nie zrozumie, jeśli nie zostanie mu w jakiś sposób przetłumaczone na dostępne dla niego pojęcia. Tak samo ma się sprawa ze światem stworzonym. Staranne badanie tego świata przez proporcje, zgodności i różnice oraz wyprowadzane wnioski da pewną wiedzą. Ale badacz sam z siebie nie dojdzie do sedna, jeśli nie odwoła się do głębszego rozumu. Owym zaś sednem jest odkrycie ostatecznego źródła wszelkiego istnienia w samym Bogu[51].

Artysta, nauczyciel i rzemieślnik

Przejdziemy teraz do metafory najbardziej zapewne przemawiającej do naszej współczesnej wyobraźni. Pomoże nam scena z warsztatu wytwórcy szklanych naczyń, w mistrzowski sposób i niezwykle malowniczo zarysowana przez Mikołaja z Kuzy. Oto rzemieślnik pobiera na koniec metalowej rurki nieco roztopionego szkła. Ma wykonać naczynie zgodnie z przemyślanym uprzednio wzorem. Pracownik ten występuje więc w potrójnej roli. Pierwsza z nich to techniczna funkcja szklarza wykonującego praktyczne zadania. Druga to koncepcyjny trud mistrza, który w swoim umyśle tworzy plan mającego powstać dzieła. Trzecia zaś to rola artysty pośredniczącego między idealnym planem a praktycznym dziełem wcielonym w materialne tworzywo. Cóż zatem dzieje się chwilę po nabraniu bryłki roztopionego szkła na rurkę rzemieślnika? Warto odwołać się do autentycznych słów mistrza z Kuzy, aby precyzyjnie uchwycić istotę jego porównania:

„Na żelazną rurkę pobrał materiał, aby wskutek tchnienia artysty-rzemieślnika (per influxum artificis) otrzymać formę naczynia utworzoną w jego własnym mistrzowskim umyśle (formam concepti in mente magistri). Do materiału dociera więc tchnienie szklarza i przenika materię (spiritum insufflat, qui subintrat ipsam materiam)”[52].

Śledząc uważnie dobór słów w tym opisie, zaczynamy się już domyślać, ku czemu to wszystko zmierza. Zaczynamy odgadywać, że mowa tu o innym jeszcze tchnieniu i o większej bryle materii niż ta tylko, którą posługuje się szklarz.

Ale powróćmy do obrazu odmalowanego słowami przez kardynała Mikołaja. Oto szklana bryła, która uprzednio nie wykazywała żadnego podobieństwa do naczynia, mocą tchnienia formującego plastyczne, gorące szkło nabiera kształtów zgodnie z intencją artysty szklarza. Kuzańczyk podsumowuje: „Oto podobieństwo, jakkolwiek dalekie, do tego, w jaki sposób Bóg powołuje wszystko do istnienia”. Podobieństwo nie jest doskonałe, gdyż „On przecież nie wykorzystuje czegoś, czego sam by nie stworzył”, Bóg jest więc Artystą, który tworzy nawet sam materiał do swoich dzieł.

Dzisiejszego czytelnika intryguje, że kardynał Mikołaj w pierwszym rzędzie nie mówi wcale o jakimś pozanaturalnym, cudownym działaniu Boga, ale raczej o Bożej potędze objawiającej się w siłach natury. W tekście Kuzańczyka nadzwyczaj łatwo następuje przejście od mówienia o działaniu Boga do języka operującego pojęciami sił natury i praw przyrody; równie łatwo też następuje przejście i w drugą stronę. To „przyroda wykorzystuje ciepło słoneczne, jak szklarz wykorzystuje ogień; to przyroda działa tak jak tchnienie szklarza”. Ale zaraz potem czytamy: „Przyroda zaś kierowana jest umysłem najwyższego Artysty, ściśle tak jak tchnienie szklarza kierowane jest jego umysłem”[53].

Równie fascynujące są i te fragmenty dzieła Kuzańczyka, które odnoszą się już bardziej do tej drogi, jaką ma podjąć człowiek badający naturę, by zbliżać się do Boga. Tym razem kardynał Mikołaj porównuje dzieło stworzenia z procesem nauczania: zapewnia nas przy tym, że wynika to właśnie z głębokiej lektury biblijnych ksiąg Mojżeszowych oraz z Psalmów Dawida. Dzisiejszy czytelnik Dialogu domyśla się już, że owo nauczanie pozwoli nam dojść do samego Bożego Nauczyciela; ale nie uprzedzajmy wniosków. Oto jak przebiega proces nauczania, czyli przekazywania myśli z umysłu nauczyciela do umysłu ucznia:

„Nauczyciel, aby doprowadzić niewprawnego ucznia do swojego poziomu, powołuje w ciszy byt: jest to dźwięk słowa zawierającego podobieństwo do jego idei. W ciszy powstaje więc nowy byt podobny do idei nauczyciela”[54].

Mikołaj z Kuzy określa ideę utworzoną w umyśle nauczyciela słowem intelektualnym (verbum intellectuale). W miarę precyzowania idea przybiera postać konkretnego pojęcia, czyli słowa rozumowego (verbum rationale), aby w końcu przejawić się na zewnątrz w wypowiedzianym dźwięku, a więc w sposób postrzegalny zmysłami; stąd nazwa słowo zmysłowe (verbum sensibile).

Proces rozumienia przez ucznia przebiega oczywiście w odwrotnym porządku. Brzmienie słowa, czyli dźwięk (verbum sensibile), dociera do wszystkich, nawet do tych, którzy nie rozumieją znaczenia słów. Prawdę mówiąc, rejestracja samego dźwięku słowa zmysłowego jest wspólna ludziom i zwierzętom. Drugim etapem jest zrozumienie pojęcie, słowa rozumowego (verbum rationale). Takie pojmowanie dostępne jest już z natury rzeczy tylko istotom rozumnym. Trzeci zaś poziom, najwyższy, to wgląd w umysł nauczyciela za pośrednictwem zrozumianego pojęcia. Jest to dostępne tylko dla tych, których umysł nosi podobieństwo do umysłu nauczyciela[55].

Oczywiście wszystkie te rozważania o dźwiękach jako zewnętrznych nośnikach idei wewnętrznych były potrzebne uczonemu kardynałowi tylko w jednym celu: aby zobrazować możliwość nawiązania kontaktu między Bogiem a człowiekiem za pośrednictwem stworzonego świata:

„Podobnie prorok jak najsłuszniej dostrzega podobieństwo stwarzania świata do wypowiadania słowa Bożego i do tchnienia Bożego Ducha (assimilat creationem verbo et spiritu oris). Mojżesz prawdopodobnie w tym celu porównuje Boży sposób stwarzania z wypowiadaniem słowa. Mówi przecież: «Bóg rzekł: ‘Niech się stanie światłość’. I stała się światłość». A więc przyrównuje łatwość stwarzania do łatwości wypowiedzenia słowa”[56].

Po tak precyzyjnym i obrazowym wywodzie mistrza Konradowi nie pozostaje nic innego jak stwierdzić, że doskonale zrozumiał, na czym polega podobieństwo poznawania przyrody do wczytywania się w uczoną księgę:

„Rzeczy materialne istnieją po to, by poznawać je zmysłami;
 poznanie zmysłami jest po to, aby prowadzić do rozumowania;
 rozumowanie ma prowadzić do objęcia umysłem;
 objęcie umysłem zaś jest po to, by odkryć prawdziwą przyczynę, jaką jest Stworzyciel wszystkiego”[57].

W taki sposób znakomity piętnastowieczny filozof i teolog, kardynał Kościoła katolickiego, wyjaśniał u progu nowożytności sens nazywania przyrody księgą napisaną przez Boga. Uzupełnia się ona wzajemnie z księgą Pisma Świętego i obie są potrzebne, aby pełniej zrozumieć Boży zamiar wobec człowieka. Sami mamy niekiedy trudności z uzgodnieniem narracji biblijnej z osiągnięciami nauk przyrodniczych, ale wynika to jedynie z naszych ograniczonych możliwości pojmowania. W rzeczywistości zaś konfliktu między nimi nigdy być nie może, gdyż obie mają tego samego Bożego Autora.

ARTYKUŁ + BIBLIOGRAFIA NA STRONIE http://www.siemieniewski.archidiecezja.wroc.pl/?q=node/46

https://znanichrzescijanie.wordpress.com/category/wiara-motywatorem-nauki/

Reklamy

Możliwość komentowania jest wyłączona.