Archiwum dla Czerwiec, 2016

Reklamy

Często można usłyszeć, że chrześcijaństwo to po prostu plagiat mitologii pogańskich. Zarówno stworzenie świata w Starym Testamencie jak i np. Zmartwychwstanie Chrystusa Pana w Nowym Testamencie ma być  kopią i tylko kopią wierzeń z tak różnych rejonów jak Egipt, Grecja, Babilon czy Persja. Seria MITOLOGIA STAROŻYTNA pozwoli nam zapoznać się z mitami i ocenić zarówno podobieństwa, jak  i różnice pomiędzy chrześcijaństwem a pogaństwem.

Często można usłyszeć, że chrześcijaństwo to po prostu plagiat mitologii pogańskich. Zarówno stworzenie świata w Starym Testamencie jak i np. Zmartwychwstanie Chrystusa Pana w Nowym Testamencie ma być  kopią i tylko kopią wierzeń z takich rejonów jak Egipt, Grecja, Babilon czy Persja. Seria MITOLOGIA STAROŻYTNA pozwoli nam zapoznać się z mitami i ocenić podobieństwa, jak  i różnice pomiędzy chrześcijaństwem a pogaństwem.

teksty-piramid-z-piramidy-unisa-b-iext18549419

Mit o stworzeniu świata przez Atuma — co tłumaczy się jako „Doskonały”, Re, oraz Chepri — którego imię można tłumaczyć jako „Ten, który się staje” lub „Ten, który powoduje stawanie się” zapisany został w Tekstach Piramid*, a wtedy gdy po raz pierwszy utrwalono go w kamieniu istnieć już musiał od dawna.

Według Tekstów Piramid Re-Atum-Chepri stworzył się sam. wyłaniając się z Chaosu zwanego Nun. Nun, Chaos lub Praocean wyobrażany byt zwykle jako niezmierzony obszar wód pierwotnych. Atum wyłaniając się z niego nie miał więc miejsca, na którym mogło by spocząć jego ciało: dlatego też w pierwszym rzędzie stworzył prawzgórze nazwane Benben. Re-Atum-Chepri, stojąc na tym pierwszym kawałku stałego lądu, rozpoczął proces tworzenia innych bóstw kosmicznych. Ponieważ nie miał jednak partnerki musiał powołać do życia pierwszą parę bóstw sam. Ze związku tej pierwszej pary bogów, stworzonych przez niego, narodziły się inne bóstwa i w ten sposób, według mitologii heliopolitańskiej, powstała ziemia i bóstwa, które nią  rządziły. Lecz oto jak przedstawia się ten mit w oryginalnym brzmieniu egipskich tekstów.

Pozdrowienie Tobie, o Atumie.
Pozdrowienie Tobie, o Chepri, który powstałeś sam z siebie.
Jesteś na wysokościach w swym imieniu — Ten, Który jest Wielki. Powstałeś w swym imieniu Chepri — Ten, Który Powstaje. Atum jest tym, który stworzył sam siebie uprawiając samogwałt w Junu. Umieścił członek swój w swojej dłoni, aby wywołać wytrysk i tak właśnie narodziły się bliźnięta — to jest Szu i Tefnut.
O Atumie — Chepri, ukazałeś się na Prawzgórzu [Benben]. Wyplułeś Szu i wyrzygałeś Tefnut. Objąłeś ich swymi ramionami Boskiego Ka [dusza, niematerialny sobowtór], ponieważ twoje Boskie Ka może być w nich [tzn. w Szu i Tefnut].

Inny zabytek pochodzący z okresu znacznie późniejszego, bo z roku 312 lub 311 p.n.e.. Papirus Bremner-Rhind podaje nieco inną, mniej schematyczną wersję tych samych wydarzeń:

Jestem tym, który stał się jako Chepri. Wszystko to, co zostało stworzone, stało się po tym jak ja powstałem, a to
co powstało w wielkiej mnogości wyszło z ust moich. Nie było jeszcze nieba, nie było jeszcze świata, nie została stworzona jeszcze ziemia ani gady na tym miejscu. Wyłoniłem je z Nun — Niebytu.

Nie miałem miejsca, na którym mógłbym stanąć i myślałem w sercu moim i rozważałem przed obliczem moim i stworzyłem wyobrażenia wszystkiego będąc sam jeden; nie wyplułem jeszcze Szu, nie wyrzygałem jeszcze Tefnut, nie było nikogo kto by mi pomógł.

Ja jestem ten, który współżył z własną dłonią, który poruszał ręką swoją aż wpadło nasienie moje do mych ust.
Wyplułem Szu i wyrzygałem Tefnut. I rzekł ojciec mój Nun: „Niech rosną” […]

Następnie z pierwszej pary bóstw: Szu (Powietrze) i Tefnut (Wilgoć) narodzili się Geb (Ziemia) i Nut (Niebo). Oni z kolei spłodzili dwóch bogów i dwie boginie: Ozyrysa, Seta, Izydę i Neftydę. W ten sposób powstała Wielka Dziewiątka Bogów zwana również Enneadą z Heliopolis. Stała się ona jedną z najpopularniejszych grup bóstw egipskich, do których spotykamy w tekstach liczne inwokacje, tak jak np. w Tekstach Piramid:

O Wielka Dziewiątko Bogów, która jesteś w Junu: Atum, Szu, Tefnut, Geb, Nut, Ozyrys, Izyda, Set, Neftyda,
których spłodził Atum. Jego serce raduje się z tych, których on spłodził w ich imieniu Dziewięciu Łuków.

Tak więc powstał świat i rządzące nim bóstwa. Wspomniany wyżej Papirus Bremner-Rhind w dalszej części opisuje, w jaki sposób zaludniono już istniejącą ziemię i jak powstały rośliny, oraz jak narodziły się zwierzęta. Oddajmy więc głos tekstom:

Kiedy powstałem jako jedyny bóg, oprócz mnie istniały trzy bóstwa [tzn. Nun, Szu i Tefnut]. Ja powstałem na tej
ziemi lecz Szu i Tefnut spoczywali w Nun — Niebycie, w którym istnieli. Przynieśli mi z powrotem moje Oko, które pilnowało ich. Po tym jak zjednoczyłem swe członki, płakałem z ich powodu [prawdopodobnie z radości po odnalezieniu Szu i Tefnut] i w ten sposób powstała ludzkość, z łez, które wylało moje Oko. Gniewało się ono na mnie gdy powróciło i zobaczyło, że na jego miejscu umieściłem inne. Przeznaczyłem mu miejsce nad mymi brwiami i gdy panowało nad całym światem jego smutek uleciał zupełnie ponieważ oddałem mu to, co zostało mu zabrane.

Przybyłem spośród korzeni [?] i stworzyłem wszystkie pełzające stwory i to wszystko, co istnieje wśród nich.

Opisana wersja stworzenia ludzi nie była w mitologii egipskiej jedyną: wedle innej wersji stwórcą ludzkości był bóg Chnum o postaci barana, który ulepił ludzi z gliny na kole garncarskim.

* Teksty Piramid są zbiorem formuł o bardzo różnorodnej proweniencji. Głównym ich celem było zapewnienie zmarłemu królowi odrodzenia w wiecznym życiu pośmiertnym. W tym celu zebrano wszelkie religijne, magiczne i mitologiczne utwory, jakie mogły być królowi pomocne i wypisano je na ścianach wewnętrznych korytarzy
i komór grobowych piramidy. Po raz pierwszy uczyniono to u schyłku V dynastii — w piramidzie Wenisa, ale większość formuł niewątpliwie pochodzi z czasów wcześniejszych, część z nich przypisuje się nawet Okresowi Archaicznemu, czyli czasom panowania pierwszych dwóch dynastii.

Teksty Piramid są pierwszą w dziejach ludzkości księgą literatury religijnej, o olbrzymim bogactwie wątków mitologicznych. Z nich czerpiemy podstawowe wiadomości o bogach i koncepcjach kosmogonicznych, powstałych w tej wczesnej epoce. Historia ich odkrycia wiąże się z nazwiskami dwóch wielkich Francuzów, o ogromnych zasługach
dla egiptologii — A. Mariette’a i G. Maspero.

MITOLOGIA STAROŻYTNEGO EGIPTU – J.LIPIŃSKA, M.MARCINIAK

PIEŚNI: Hos ephanerothe…

Posted: 7 czerwca 2016 in PIEŚNI

Seria “ARGUMENTY ZA WIARĄ” ma na celu pokazanie, że chrześcijaństwo i ogólnie wiara w Boga nie jest czymś co wymaga całkowitego wyłączenia myślenia. Cykl ten może nie da niezbitego 100% dowodu na istnienie Boga (nie taki jest jego cel), lecz powinien sprawić, aby przynajmniej niektóre osoby niewierzące zmieniły swoją postawę z bezmyślnego wyśmiewania chrześcijaństwa w założenie, że “być może coś w tym jest”. Z kolei osoby już wierzące być może wzmocnią swoją wiarę po kolejnych wpisach z tej serii.

el_greco_st_paulKiedyś czytałem czy raczej słuchałem (bo był to audiobook) książkę Anny Świderkówny o tytule „Rozmowy o Biblii – Nowy Testament”. W rozdziale „Zmartwychwstał dnia trzeciego zgodnie z pismem” jest krótki tekst o podtytule „Kiedy brak słów”. Autorka pisze w nim o tym, że pierwsi chrześcijanie mieli problem z doborem słów do opisania życia, a przede wszystkim skutków: śmierci i zmartwychwstania Chrystusa Pana. Wtedy przeszedłem od tak koło tego tekstu. Nie widziałem w nim jakiejś większej wartości. Rok później, czyli z 10 dni temu wziąłem do ręki inną książkę: Konflikt czy symbioza historyka nauki Olafa Pedersena. W jednym z rozdziałów mówił on ogólnie rzecz biorąc o tym samym co prof. Świderkówna: czytając NT widać, że pierwsi chrześcijanie mieli niemały problem, aby ubrać w słowa przesłanie chrześcijańsie, którego centrum stanowiło życie, śmierć i Zmartwychwstanie Chrystusa (a zwłaszcza ich skutki).

Przy tej drugiej lekturze coś zaświtało w mojej głowie. Coś co nie pojawiło się, kiedy czytałem Świderkównę. Słyszy się czasami, że NT i to co w nim znajdujemy, to krótko mówiąc mity i bajki. Zastanówmy się jednak. Jeśli faktem jest (a wygląda na to, że tak) że chrześcijanie I wieku n.e. z takim trudem tworzyli słownictwo wykorzystywane przy głoszeniu Dobrej Nowiny, to czy można upierać się przy stwierdzeniu, że NT to tylko wymyślone opowieści? Po co wymyślać coś, co jest bardzo ciężkie dla nas do przekazania innym ludziom? Wszystkie te – jak to mówi Pedersen – „lingwistyczne eksperymenty” sugerują raczej, że najpierw naprawdę miało miejsce jakieś wydarzenie, a potem zaczęto szukać odpowiednich słów do opisania jego i jego skutków. Chrześcijanie nie mieli wyjścia, musieli dostosować się do rzeczywistości. Oni jej nie tworzyli czy wymyślali. Zastali pewną sytuację i musieli sobie jakoś poradzić, aby ubrać wszystko w odpowiednie słowa.

Poniżej oba wspomniane fragmenty: Świderkówna (audio) i Pedersen (tekst).

W ten świat rozdarty sprzecznymi poglądami na rzeczywistą relację między człowiekiem, przyrodą i Bogiem weszło chrześcijaństwo rozpoczynając swą drogę ku pogańskiemu światu od niewielkich wspólnot w Palestynie. Początkowo wydawało się, że musi ono stać na uboczu tej walki jako neutralny obserwator, niezainteresowany naukowymi osiągnięciami Greków. Nie ma ani jednego traktatu z kosmologii w Nowym Testamencie i nie znajdujemy w Biblii zbyt wielu odniesień do greckiego podejścia do przyrody. Cały wysiłek włożono w ogłoszenie idei, że narodzenie, życie, śmierć i zmartwychwstanie Jezusa z Nazaretu radykalnie zmieniło sposób ujmowania relacji między Bogiem a światem.

Nie zajmujemy się tutaj problemem, jak ta idea powstała, gdyż jest to kwestia o stosunkowo małym znaczeniu dla przyszłej relacji między nauką a chrześcijaństwem. Istotny problem łączył się raczej z pytaniem, co te dziwne stwierdzenia o Jezisie, wypowiadane przez chrześcijan rzeczywiście oznaczają dla świata, w którym się pojawiły? Czy chrześcijaństwo stanowi tylko nową religijną ideę podobną do wielu innych, czy też Dobra Nowina o Chrystusie dotyczy prawdziwie nowego i rewolucyjnego wydarzenia, jak utrzymywali apostołowie?

Trzeba tu przypomnieć kilka uwag o różnicy między nową ideą a nowym światopoglądem. Nowe idee mogą być nieoczekiwane, dziwne, a nawet szokujące, ale wszystkie mogą mimo to być wyjaśnione i dyskutowane w ramach już ustalonego języka. Natomiast prawdziwie nowy światopogląd jest „bezdomny” i musi wytyczać swą drogę przez lingwistyczny kryzys – proces, w którym język pragnie wyrazić to, co rzeczywiście nie da się wyrazić. Widzieliśmy już, jak wyglądał nowy światopogląd dotyczący wewnętrznych powiązań między zjawiskami przyrody i jak prowadził do takiego lingwistycznego kryzysu we wczesnej myśli greckiej. Wydaje się interesujące, że bardzo podobny kryzys musiał zostać przezwyciężony, gdy chrześcijaństwo próbowało objawić się światu.

Listy św. Pawła zawierają całą serię prawdziwych lingwistycznych eksperymentów, w których pospolite słowa codziennego języka greckiego są wypowiadane w całkiem nowym znaczeniu. Na przykład o dziele Jezusa Chrystusa można powiedzieć, że sprawia ono „zbawienie” rodzaju ludzkiego. Greckie słowo używane w tym miejscu to soteria. Stosowano go początkowo w kontekście medycznym. Oznaczało, że kryzys chorobowy skończył się, a pacjent jest na drodze do pełnego odzyskania sił. W szerszym sensie słowo to oznaczało szczęśliwy powrót podróżnika z niebezpiecznej wyprawy. Oto dlaczego tak wiele świątyń dla Zeusa Sotera budowano w miastach portowych. Stąd wynika, że słowo „zbawienie” znaczy, że najgorsze minęło i że świat w jakimś głębokim sensie powraca do zdrowia.

Inna próba jasnego wypowiedzenia tej prawdy została oparta na słownictwie pochodzącym ze społecznych lub państwowych instytucji. Święty Paweł wyjaśniał Żydom w Rzymie, że tak jak dotąd byli „niewolnikami” poddanymi Prawu, to teraz będą „niewolnikami” Bożego prawa. Pamiętając, że jest to niebezpieczna metafora, nie omieszkał dodać, że to nowe „niewolnictwo” nie pokrywa się ze zwykłymi warunkami pozbawienia wolności, gdyż nie łączy się z lękiem przed panem niewolnika tzn. z lękiem przed Bogiem. W tym samym lingwistycznym kontekście fundamentalną zmianę ludzkich warunków opisywano przez słowo eleukeroz, oznaczające legalny akt wyzwolenia niewolnika przez który stawał się on wolnym obywatelem. W konsekwencji nowe „niewolnictwo” jawiło się jako pewna forma wolności. Ponieważ akt wyzwolenia zakładał zapłacenie wykupu, można było też powiedzieć że Jezus „wykupił” świat.

Trzecią, i to nawet trudniejszą od poprzednich, próbą użycia potocznego języka jako podstawy dla Dobrej Nowiny okazało się wprowadzenie słowa dikaios, które na przykład Homer stosował do opisania poprawnego i wrażliwego na innych zachowania Telemacha, lub bardziej ogólnie do scharakteryzowania właściwego prowadzenia się człowieka. Mamy tu sens węższy od tego, w którym słowo to występuje w Starym Testamencie, gdzie nie tylko ludzie, ale i całe stworzenie jest „usprawiedliwione” przez zachowanie zgodne z Bożymi prawami. Św. Paweł napotkał jednak tutaj poważne trudności, gdyż musiał mówić o „usprawiedliwieniu”, jako o czymś różnym od czysto ludzkiej cnoty, polegającej na życiu według prawa. Przeciwnie nowe chrześcijańskie „usprawiedliwienie”,  jako dzieło Chrystusa, było sprawą wiary.

W rezultacie metaforyczna natura wszystkich teologicznych terminów prowadziła do dwóch różnych tradycji. Jedni podkreślali, że takie terminy mimo wszystko wskazywały na coś w Bogu co nie różni się od znaczenia danego słowa w powszechnym użyciu – prowadziło to do metody analogii. Inni mogli wskazywać na ich istotną niewystarczalność, gdy stosowano je do tajemnicy przekraczającej ludzkie doświadczenie; ta droga prowadziła do teologii negatywnej, która próbowała utrzymywać ideę Boga wolną od ludzkich niedoskonałości.

Przykłady te wystarczają, by pokazać uderzające podobieństwo między lingwistycznymi eksperymentami pierwszych greckich filozofów a zabiegami pierwszych teologów chrześcijańskich. W obu przypadkach nowy światopogląd prowadził do dyskursu, który wydawał się naruszać potoczny język, a równocześnie język ten pozostawał niezdolny do innego wyrażenia nowego światopoglądu, jak tylko przez metafory.

Św. Paweł wydaje się być świadomy metaforycznego charakteru swych twierdzeń. Mówiąc o „wyzwoleniu” od „niewolnictwa” wyznaje, że posługuje się porównaniem wziętym z ludzkich stosunków. W konsekwencji przesłanie Chrystusa musi być zgorszeniem dla Żydów, a głupstwem dla pogan. Chociaż było ono także adresowane do Greków, jak i barbarzyńców, do pogańskiego świata i do całego rodzaju ludzkiego to pozostanie „tajemnicze” i „misteryjne” – nie dlatego, że trzeba utrzymywać je w tajemnicy jak zasady misteriów pogańskich, ale ponieważ ludzki język jest niezdolny by w pełni je wyrazić.

„Konflikt czy symbioza” – Olaf Pedersen 75-78; wyd. Universum

Seria “ARGUMENTY ZA WIARĄ” ma na celu pokazanie, że chrześcijaństwo i ogólnie wiara w Boga nie jest czymś co wymaga całkowitego wyłączenia myślenia. Cykl ten może nie da niezbitego 100% dowodu na istnienie Boga (nie taki jest jego cel), lecz powinien sprawić, aby przynajmniej niektóre osoby niewierzące zmieniły swoją postawę z bezmyślnego wyśmiewania chrześcijaństwa w założenie, że “być może coś w tym jest”. Z kolei osoby już wierzące być może wzmocnią swoją wiarę po kolejnych wpisach z tej serii.

cosmic_timeline

Niepokój budzi argumentacja profesora D.M.S. Watsona.

„Zoolodzy akceptują ewolucję – pisze – nie dlatego, że została ona zaobserwowana albo (…) można ją udowodnić logicznie spójnymi argumentami, lecz dlatego, że jej jedyna alternatywa, kreacjonizm, jest wyraźnie niewiarygodna”.

Do tego więc doszło? Cała rozległa struktura nowoczesnej biologii opiera się nie na dowodach, lecz na apriorycznych uprzedzeniach o metafizycznym charakterze? Została opracowana nie na podstawie faktów, lecz na postanowieniu wypierania Boga? Jednak nawet jeśli ewolucja jest silniej ugruntowana, niż sugeruje profesor Watson – a wydaje mi się, że musi – powinniśmy dokonać rozróżnienia na ewolucję sensu stricte i coś, co można nazwać powszechnym ewolucjonizmem nowoczesnej myśli.

Pod nazwą powszechny ewolucjonizm rozumiem wiarę, że każdy proces we wszechświecie dąży od niedoskonałości do doskonałości, od skromnych początków do wspaniałego końca, od prostoty do wyrafinowania, wiarę skłaniającą wielu ludzi do rodzącego się w naturalny sposób myślenia, że moralność wywodzi się od pierwotnych tabu dzikiego człowieka, dorosłe uczucia mają początek w dziecięcym nieprzystosowaniu płciowym, a myślenie w instynktach , umysł rozwinął się z materii, organiczne z nieorganicznego, a kosmos z chaosu. To prawdopodobnie najgłębiej zakorzeniony nawyk myślowy współczesnego świata. Dla mnie całkowicie nieuzasadniony, bo prezentowany w ten sposób ogólny kierunek dążenia natury wydaje się bardzo nieprawdopodobny w odniesieniu do tych jej części, które jesteśmy w stanie obserwować. Przypomnijcie sobie starą zagadkę: co było pierwsze, jajko czy kura? Współczesny poklask dla powszechnego ewolucjonizmu to swego rodzaju złudzenie optyczne wywołane opowiedzeniem się jednoznacznie za tym, że pierwsze było jajko.

Od dziecka jesteśmy uczeni obserwowania jak piękny dąb wyrasta z żołędzia, i zapominania, że sam żołądź wcześniej spadł z pięknego dębu. Stale nam się przypomina, że dorosły człowiek był kiedyś embrionem, a nigdy – że życie w embrionie wzięło się od dorosłych ludzi. Uwielbiamy podkreślać, iż silnik współczesnego pociągu wywodzi się od pierwszego parowozu „Rakiety” ale nie pamiętamy już, że owa „Rakieta” nie powstała z jakiegoś jeszcze bardziej prymitywnego silnika, lecz stworzyło ją coś o wiele bardziej idealnego i skomplikowanego niż ona – a mianowicie ludzki geniusz. Traktowanie ewolucji przez większość jako czegoś oczywistego lub naturalnego to czysta halucynacja.

Brzemię chwały, Czy teologia jest poezją – C.S. Lewis

Johannes KeplerKopie eines verlorengegangenen Originals von 1610Fragment książki „Konflikt czy symbioza” Olafa Pedersena:

Wszystkie dzieła Keplera wypływają z przekonania, że badanie natury ujawnia boskie misterium. W Mysterium cosmographicum wspomina:

Księgę natury, która jest tak bardzo wychwalana w Piśmie Świętym. Paweł ukazuje ją poganom… a nasze oddanie kontemplacji natury jest tym głębsze im lepiej znamy stworzenie i jego wielkość. Doprawdy, jak wiele pieśni pochwalnych zostało wyśpiewanych przez Dawida, sługę Boga! – trafiły one do jego umysłu przez pełną zadziwienia kontemplację niebios: Niebiosa głoszą chwałę Boga (Ps 19,1).

W Astronomia nova zaprasza on swoich czytelników by razem z nim:

chwalili i świętowali mądrość i wielkość Stwórcy, którą odkryję dla nich poprzez coraz głębsze wyjaśnienie Wszechświata oraz poszukiwanie jego przyczyn i odnalezienie błędu i pozoru.

Przekonanie to towarzyszyło mu przez lata i odnajdujemy je także w Epitomie astronomiae copernicanae (1618):

Wszechświat jest dokładnie tą Księgą Natury, w której Bóg jako Stwórca, objawił i zawarł Swą istotę i Swą wolę co do człowieka w pozbawionym słów (alogos) piśmie.

W końcu odkrycie trzeciego prawa w Harmonicae mundi wprowadza Keplera w stan prawdziwej ekstazy:

Od bladego zmierzchu przed ośmioma miesiącami, od jasnego światła dnia trzy miesiące temu i od tych kilku dni, gdy pełne Słońce oświeciło moje wspaniałe spekulacje , nic mnie nie powstrzymuje. Zmierzam wolny od świętego szaleństwa. Muszę szczerze wyznać, że skradłem złote wazy Egipcjan, by zbudować tabernaculum dla mego Boga daleko od granic Egiptu. Jeżeli przybaczycie mi, będę się cieszył. Kości zostały rzucone i piszę księgę, którą będzie się czytać albo już wkrótce, albo w odegłej przyszłości: to się nie liczy! Może ona czekać wiek cały na czytelnika, tak jak Bóg sam czekał sześć tysięcy lat na świadka tych cudów.

Pod tym entuzjazmem kryła się pewna nowa idea. Kepler żywił głębokie osobiste przekonanie, że jego oddanie matematycznej nauce jest konsekwencją religijnego powołania, które nie wahał się porównywać z powołaniem św. Pawła. Już w 1595 r. pisał do swego nauczyciela Michała Maestlina z Tubingen:

pragnę zostać teologiem (…) i zobacz! Bóg będzie wielbiony także w astronomii poprzez moją pracę. Prawdziwie oszołomiony mogę teraz przynajmniej wykrzyknąć z Piotrem: Odejdź ode mnie, gdyż jestem człowiekiem grzesznym.

Trzy lata później wyraża się jeszcze dobitniej, opisując astronomów jako kapłanów Najwyższego Boga. Podobnie w swej dedykacji dla cesarza Ferdynanda II zawartej w Epitome astromionae copernicanae (1618) uważa siebie za:

powołanego przez Boga Stwórcę na kapłana w tym, co dotyczy Księgi Natury, przedstawiając swą książkę jako święty hymn do Boga Stwórcy (…) zapisany w formie poezji, która choć jest nowa, to dostrojona do prawdopodobnie najstarszej i pierwotnej liryki filozoficznej pochodzącej z wysp Samos.

Wspomnienie Pitagorasa pokazuje, że Keplerowski nowy rodzaj poezji stanowił naprawdę matematyczny dyskurs o naturze, a nie zwykłe arystotelowskie poszukiwanie przyczyn. Widać to również z dedykacji zawartej w Astronomia nova, gdzie o autorze Psalmu 104 mówi się, że jest on:

daleki od spekulacji o fizycznych przyczynach; jest bowiem całkowicie zachwycony wielkością Boga który stworzył cały świat, i skomponował ten hymn do Boga Stwórcy, dla którego zjawiska świata toczą się wedle ustalonego porządku.

Kapłaństwo naukowców stanowiło tylko pewną analogię do kapłaństwa sakramentalnego, które opiera się na Księdze Pisma Świętego.

Podobnie Księga natury także miała swe kapłaństwo które pochodziło od Chrystusa:

Musimy pamiętać, że świat jako taki nie posiada Ducha Bożego. Musimy pamiętać, ze jesteśmy daleko od Boga i że cały świat jest pochłonięty przez zło. Ale musimy także pamiętać, że Syn Boży przyszedł i dał nam nowy umysł, abyśmy mogli poznać prawdę.

Według Keplera kapłaństwo naukowców winno mieć konsekwencje w ich osobistym życiu. W 1605 pisał w liście do Charlesa Heydona:

Uważam, ze sztuki matematyczne zostały dane rodzajowi ludzkiemu nie tylko dla ich rozmaitych aplikacji, ale także dla cnotliwego upodobania duszy, i jako dobrowolny dar od Boga. Są bowiem połączone ze czcią najmądrzejszego Architekta tak, że człowiek podlegając w swym wygnaniu pracy może zatrzymać duszę i radować się, że pomaga mu ona przeżywać jego życie.

Te wewnętrzne owoce nauki głęboko zajmowały myślenie Keplera:

niczego innego nie badałem z większą uwagą i większą dokładnością (..) niż pytania, czy mogę znaleźć także Boga w sobie samym – Jego, którego prawie trzymałem w swych rękach, obserwując cały Wszechświat.

Bezpośrednim efektem tego poszukiwania jest poczucie pokory:

Ponieważ my astronomowie jesteśmy kapłanami Najwyższego Boga, wypada, abyśmy nie koncentrowali się na trosce o naszego własnego ducha, ale przede wszystkim na chwale Boga.

Ten etos, ukazujący Keplera jako naukowca jest bardzo bliski starotestamentowemu pojęciu stworzenia, które omawialiśmy w rozdziale drugim. Stwierdzenie, że świat został stworzony, jest równoważone przypisaniu całej jego chwały Bogu, a nie człowiekowi.

ZOBZACZ TAKŻE–> https://znanichrzescijanie.wordpress.com/2016/02/20/1-wplyw-wiary-biblijnej-na-wspolczesna-nauke-indywidualne-motywacje-uczonych/

CAŁA SERIA–> https://znanichrzescijanie.wordpress.com/category/wiara-motywatorem-nauki/