ARGUMENTY ZA WIARĄ#70 Dobra Nowina, lingwistyczne eksperymenty i brak słów.

Posted: 7 czerwca 2016 in ARGUMENTY ZA WIARĄ

Seria “ARGUMENTY ZA WIARĄ” ma na celu pokazanie, że chrześcijaństwo i ogólnie wiara w Boga nie jest czymś co wymaga całkowitego wyłączenia myślenia. Cykl ten może nie da niezbitego 100% dowodu na istnienie Boga (nie taki jest jego cel), lecz powinien sprawić, aby przynajmniej niektóre osoby niewierzące zmieniły swoją postawę z bezmyślnego wyśmiewania chrześcijaństwa w założenie, że “być może coś w tym jest”. Z kolei osoby już wierzące być może wzmocnią swoją wiarę po kolejnych wpisach z tej serii.

el_greco_st_paulKiedyś czytałem czy raczej słuchałem (bo był to audiobook) książkę Anny Świderkówny o tytule „Rozmowy o Biblii – Nowy Testament”. W rozdziale „Zmartwychwstał dnia trzeciego zgodnie z pismem” jest krótki tekst o podtytule „Kiedy brak słów”. Autorka pisze w nim o tym, że pierwsi chrześcijanie mieli problem z doborem słów do opisania życia, a przede wszystkim skutków: śmierci i zmartwychwstania Chrystusa Pana. Wtedy przeszedłem od tak koło tego tekstu. Nie widziałem w nim jakiejś większej wartości. Rok później, czyli z 10 dni temu wziąłem do ręki inną książkę: Konflikt czy symbioza historyka nauki Olafa Pedersena. W jednym z rozdziałów mówił on ogólnie rzecz biorąc o tym samym co prof. Świderkówna: czytając NT widać, że pierwsi chrześcijanie mieli niemały problem, aby ubrać w słowa przesłanie chrześcijańsie, którego centrum stanowiło życie, śmierć i Zmartwychwstanie Chrystusa (a zwłaszcza ich skutki).

Przy tej drugiej lekturze coś zaświtało w mojej głowie. Coś co nie pojawiło się, kiedy czytałem Świderkównę. Słyszy się czasami, że NT i to co w nim znajdujemy, to krótko mówiąc mity i bajki. Zastanówmy się jednak. Jeśli faktem jest (a wygląda na to, że tak) że chrześcijanie I wieku n.e. z takim trudem tworzyli słownictwo wykorzystywane przy głoszeniu Dobrej Nowiny, to czy można upierać się przy stwierdzeniu, że NT to tylko wymyślone opowieści? Po co wymyślać coś, co jest bardzo ciężkie dla nas do przekazania innym ludziom? Wszystkie te – jak to mówi Pedersen – „lingwistyczne eksperymenty” sugerują raczej, że najpierw naprawdę miało miejsce jakieś wydarzenie, a potem zaczęto szukać odpowiednich słów do opisania jego i jego skutków. Chrześcijanie nie mieli wyjścia, musieli dostosować się do rzeczywistości. Oni jej nie tworzyli czy wymyślali. Zastali pewną sytuację i musieli sobie jakoś poradzić, aby ubrać wszystko w odpowiednie słowa.

Poniżej oba wspomniane fragmenty: Świderkówna (audio) i Pedersen (tekst).

W ten świat rozdarty sprzecznymi poglądami na rzeczywistą relację między człowiekiem, przyrodą i Bogiem weszło chrześcijaństwo rozpoczynając swą drogę ku pogańskiemu światu od niewielkich wspólnot w Palestynie. Początkowo wydawało się, że musi ono stać na uboczu tej walki jako neutralny obserwator, niezainteresowany naukowymi osiągnięciami Greków. Nie ma ani jednego traktatu z kosmologii w Nowym Testamencie i nie znajdujemy w Biblii zbyt wielu odniesień do greckiego podejścia do przyrody. Cały wysiłek włożono w ogłoszenie idei, że narodzenie, życie, śmierć i zmartwychwstanie Jezusa z Nazaretu radykalnie zmieniło sposób ujmowania relacji między Bogiem a światem.

Nie zajmujemy się tutaj problemem, jak ta idea powstała, gdyż jest to kwestia o stosunkowo małym znaczeniu dla przyszłej relacji między nauką a chrześcijaństwem. Istotny problem łączył się raczej z pytaniem, co te dziwne stwierdzenia o Jezisie, wypowiadane przez chrześcijan rzeczywiście oznaczają dla świata, w którym się pojawiły? Czy chrześcijaństwo stanowi tylko nową religijną ideę podobną do wielu innych, czy też Dobra Nowina o Chrystusie dotyczy prawdziwie nowego i rewolucyjnego wydarzenia, jak utrzymywali apostołowie?

Trzeba tu przypomnieć kilka uwag o różnicy między nową ideą a nowym światopoglądem. Nowe idee mogą być nieoczekiwane, dziwne, a nawet szokujące, ale wszystkie mogą mimo to być wyjaśnione i dyskutowane w ramach już ustalonego języka. Natomiast prawdziwie nowy światopogląd jest „bezdomny” i musi wytyczać swą drogę przez lingwistyczny kryzys – proces, w którym język pragnie wyrazić to, co rzeczywiście nie da się wyrazić. Widzieliśmy już, jak wyglądał nowy światopogląd dotyczący wewnętrznych powiązań między zjawiskami przyrody i jak prowadził do takiego lingwistycznego kryzysu we wczesnej myśli greckiej. Wydaje się interesujące, że bardzo podobny kryzys musiał zostać przezwyciężony, gdy chrześcijaństwo próbowało objawić się światu.

Listy św. Pawła zawierają całą serię prawdziwych lingwistycznych eksperymentów, w których pospolite słowa codziennego języka greckiego są wypowiadane w całkiem nowym znaczeniu. Na przykład o dziele Jezusa Chrystusa można powiedzieć, że sprawia ono „zbawienie” rodzaju ludzkiego. Greckie słowo używane w tym miejscu to soteria. Stosowano go początkowo w kontekście medycznym. Oznaczało, że kryzys chorobowy skończył się, a pacjent jest na drodze do pełnego odzyskania sił. W szerszym sensie słowo to oznaczało szczęśliwy powrót podróżnika z niebezpiecznej wyprawy. Oto dlaczego tak wiele świątyń dla Zeusa Sotera budowano w miastach portowych. Stąd wynika, że słowo „zbawienie” znaczy, że najgorsze minęło i że świat w jakimś głębokim sensie powraca do zdrowia.

Inna próba jasnego wypowiedzenia tej prawdy została oparta na słownictwie pochodzącym ze społecznych lub państwowych instytucji. Święty Paweł wyjaśniał Żydom w Rzymie, że tak jak dotąd byli „niewolnikami” poddanymi Prawu, to teraz będą „niewolnikami” Bożego prawa. Pamiętając, że jest to niebezpieczna metafora, nie omieszkał dodać, że to nowe „niewolnictwo” nie pokrywa się ze zwykłymi warunkami pozbawienia wolności, gdyż nie łączy się z lękiem przed panem niewolnika tzn. z lękiem przed Bogiem. W tym samym lingwistycznym kontekście fundamentalną zmianę ludzkich warunków opisywano przez słowo eleukeroz, oznaczające legalny akt wyzwolenia niewolnika przez który stawał się on wolnym obywatelem. W konsekwencji nowe „niewolnictwo” jawiło się jako pewna forma wolności. Ponieważ akt wyzwolenia zakładał zapłacenie wykupu, można było też powiedzieć że Jezus „wykupił” świat.

Trzecią, i to nawet trudniejszą od poprzednich, próbą użycia potocznego języka jako podstawy dla Dobrej Nowiny okazało się wprowadzenie słowa dikaios, które na przykład Homer stosował do opisania poprawnego i wrażliwego na innych zachowania Telemacha, lub bardziej ogólnie do scharakteryzowania właściwego prowadzenia się człowieka. Mamy tu sens węższy od tego, w którym słowo to występuje w Starym Testamencie, gdzie nie tylko ludzie, ale i całe stworzenie jest „usprawiedliwione” przez zachowanie zgodne z Bożymi prawami. Św. Paweł napotkał jednak tutaj poważne trudności, gdyż musiał mówić o „usprawiedliwieniu”, jako o czymś różnym od czysto ludzkiej cnoty, polegającej na życiu według prawa. Przeciwnie nowe chrześcijańskie „usprawiedliwienie”,  jako dzieło Chrystusa, było sprawą wiary.

W rezultacie metaforyczna natura wszystkich teologicznych terminów prowadziła do dwóch różnych tradycji. Jedni podkreślali, że takie terminy mimo wszystko wskazywały na coś w Bogu co nie różni się od znaczenia danego słowa w powszechnym użyciu – prowadziło to do metody analogii. Inni mogli wskazywać na ich istotną niewystarczalność, gdy stosowano je do tajemnicy przekraczającej ludzkie doświadczenie; ta droga prowadziła do teologii negatywnej, która próbowała utrzymywać ideę Boga wolną od ludzkich niedoskonałości.

Przykłady te wystarczają, by pokazać uderzające podobieństwo między lingwistycznymi eksperymentami pierwszych greckich filozofów a zabiegami pierwszych teologów chrześcijańskich. W obu przypadkach nowy światopogląd prowadził do dyskursu, który wydawał się naruszać potoczny język, a równocześnie język ten pozostawał niezdolny do innego wyrażenia nowego światopoglądu, jak tylko przez metafory.

Św. Paweł wydaje się być świadomy metaforycznego charakteru swych twierdzeń. Mówiąc o „wyzwoleniu” od „niewolnictwa” wyznaje, że posługuje się porównaniem wziętym z ludzkich stosunków. W konsekwencji przesłanie Chrystusa musi być zgorszeniem dla Żydów, a głupstwem dla pogan. Chociaż było ono także adresowane do Greków, jak i barbarzyńców, do pogańskiego świata i do całego rodzaju ludzkiego to pozostanie „tajemnicze” i „misteryjne” – nie dlatego, że trzeba utrzymywać je w tajemnicy jak zasady misteriów pogańskich, ale ponieważ ludzki język jest niezdolny by w pełni je wyrazić.

„Konflikt czy symbioza” – Olaf Pedersen 75-78; wyd. Universum

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s