Archive for the ‘ARGUMENTY ZA WIARĄ’ Category

Seria „ARGUMENTY ZA WIARĄ” ma na celu pokazanie, że chrześcijaństwo i ogólnie wiara w Boga nie jest czymś co wymaga całkowitego wyłączenia myślenia. Cykl ten może nie da niezbitego 100% dowodu na istnienie Boga (nie taki jest jego cel), lecz powinien sprawić, aby przynajmniej niektóre osoby niewierzące zmieniły swoją postawę z bezmyślnego wyśmiewania chrześcijaństwa w założenie, że „być może coś w tym jest”. Z kolei osoby już wierzące być może wzmocnią swoją wiarę po kolejnych wpisach z tej serii.

howbigistheu

Richard Dawkins w debacie z matematykiem z Oxfordu – Johnem Lennoxem odniósł się do faktu, że Biblia miała racje mówiąc o tym, że kosmos ma początek. Według tego słynnego biologa nie ma w tym jednak nic nadzwyczajnego, gdyż autorzy biblijni mieli 50% szans na trafną odpowiedź. Niby prawda a jednak… W czasach starożytnych niemal wszystkie religie czy mitologie mówiły o wiecznym wszechświecie, który wyłania się stopniowo z chaosu, który czasami to utożsamiano z bóstwem. Nawet jeśli jednak twierdzono, że i ten chaos miał początek, to nie można tutaj mówić o stworzeniu świata, gdyż w starożytnych mitach teogonia równała się kosmogonii tzn. narodziny bogów pokrywały się z narodzinami świata. Mówiąc inaczej: jak nie ma świata, to nie ma bogów. O wieczności przyrody mówili również filozofowie greccy na czele z Arystotelesem i Platonem.

Jak to się stało, że autorzy biblijni wyłamali się z tego wzorca i mówili o początku wszechrzeczy i liniowej, a nie cyklicznej koncepcji czasu? Nie wspominając o Bogu, który jest poza i całkowicie niezależny/transcendentny od przyrody, a który jest jej przyczyną.

Jeszcze na początku XX wieku świat nauki uważał tak jak starożytni filozofowie greccy – świat jest wieczny. Nowe odkrycia Einsteina, Hubble’a, Lemeitrea czy Friedmanna zanegowały to. Narodziła się teoria Wielkiego Wybuchu… teoria, która ze względu na implikacje filozoficzne nie cieszyła się jednak popularnością wśród wielu uczonych niewierzących. Poniżsi panowie to ateiści…

1. Stephan Hawking: Wielu ludzi nie lubi idei mówiącej o tym, że czas ma swój początek. Spowodowane jest to najpewniej tym, że ma ona posmak boskiej interwencji [1].

2. Sir Martin Rees, astrofizyk brytyjski wspomniał kiedyś swojego mentora Dennisa Sciame, który to bardzo uparcie trzymał się modelu mówiącego o wiecznym kosmosie:

Dla niego, jak i dla twórców modelu wiecznego świata (Steady State model), był to wymóg filozofii, że kosmos istniał od zawsze na zawsze w całkowicie bezsprzeczny sposób. Kiedy pojawiły się dowody na to, że wszechświat nie jest wieczny, Sciamy szukał luki (nawet bardzo naciąganej), podobnie jak obrońca sądowy intensywnie poszukuje jakiegokolwiek argumentu przeciwko oskarżycielom [2].

3. John Gribbin – brytyjski astrofizyk zajmujący się popularyzowaniem nauki: Największy problem z teorią Wielkiego Wybuchu mówiącą o powstaniu wszechświata, to problem filozoficzny, a może nawet teologiczny – co było przed wybuchem. Tylko ten problem był wystarczający do opracowania czegoś na kształt Steady State theory, mówiącej o wiecznym kosmosie. Obecnie jednak, kiedy niestety teoria ta jest w opozycji z obserwacjami, najlepszym pomysłem, aby poradzić sobie z problemem początku jest model, w którym wszechświat rozszerza się od osobliwości, następie zapada się z powrotem na siebie, a potem znowu rozszerza i tak nieskończenie [3].

4. Steven Weinberg: Idea, że wszechświat nie miał początku podoba się wielu ze względów filozoficznych, ponieważ omija nadprzyrodzony akt stworzenia.

Powyższy cytat pochodzi z książki Weinberga „Facing up”, w której naukowiec ten wspomina o tym, że sama nazwa Big Bang pochodzi od znanego astrofizyka brytyjskiego Freda Hoyla, który użył jej w sposób prześiewczy, gdyż nie podobało mu się to, że kosmos może mieć początek.

5. Robert Woodrow Wilson – współodkrywca mikrofalowego promieniowania tła (jeden z głównych dowodów na prawdziwość Wielkiego Wybuchu). Na wideo poniżej Wilson opowiada, że steady state model Hoyla filozoficznie jest bardzo lubiany, gdyż uczeni nie przepadają za wszechświatem mającym początek i koniec (9:32-10:00).

W 2012 roku z okazji 70 urodzin Stephena Hawkinga zorganizowana została konferencja naukowa „State of the Universe”. Przed jej rozpoczęciem Hawing powiedział: Moment stworzenia byłby miejscem gdzie nauka załamuje się. Należałoby się wówczas odwoływać do religii i ręki Boga.

Podczas tej konferencji Alex Vilenkin – jeden z najwybitniejszych obecnie żyjących kosmologów – w sposób zdecydowany stwierdził, że żaden ze znanych nam modeli (np. wieloświat, wieczna inflacja czy model cykliczny) nie omija problemu początku. Wszechświat nie jest wieczny w przeszłość (ang. past-eternal)[4].

Na koniec kilka słów o ateistycznym komunizmie i początku świata. Andrei Żdanov – sekretarz Komitetu Centralnego, kierownik Wydziału ds. Kultury i Ideologii – o Lemaitrze i Wielkim Wybuchu podczas słynnego przemówienia:

Fałszerze nauki, którzy chcieli przywrócić bajkę o powstaniu świata z niczego… Kolejnym błędem tej teorii jest fakt, że stara się zakładać, że świat jest skończony[5].

Christopher Isham – fizyk teoretyczny Imperial College London: Być może najlepszym argumentem za tym, że teoria Wielkiego Wybuchu wspiera teizm jest oczywisty niesmak z jakim jest ona przyjmowana przez niektórych niewierzących fizyków. Od czasu do czasu doprowadzało to do powstawania takich teorii naukowych jak steady state czy model wszechświata oscylującego, które to były rozwijane z taką wytrwałością, pomimo małej wartości tych modeli, że można by się zastanowić nad czynnikami psychologicznymi, które to powodowały, że naukowcy pragnęli potwierdzenia tych modeli bardziej niż ma to zazwyczaj miejsce w nauce[6].

——————–

cytaty po angielsku

Gribbin: The biggest problem with the Big Bang theory of the origin of the universe is philosophical–perhaps even theological–what was there before the bang? This problem alone was sufficient to give a great initial impetus to the Steady State theory; but with that theory now sadly in conflict with the observations, the best way round this initial difficulty is provided by a model in which the universe expands from a singularity, collapses back again, and repeats the cycle indefinitely.

Isham: Perhaps the best argument in favor of the thesis that the Big Bang supports theism is the obvious unease with which it is greeted by some atheist physicists. At times this has led to scientific ideas, such as continuous creation or an oscillating universe, being advanced with a tenacity which so exceeds their intrinsic worth that one can only suspect the operation of psychological forces lying very much deeper than the usual academic desire of a theorist to support his/her theory.

Żdanov: Falsifiers of science [who] wanted to revive the fairy tale of the origin of the world from nothing … Another failure of the ‚theory’ in question consists in the fact that it brings us to the idealistic attitute of assuming the world to be finite

[1] Stephen W. Hawking, A Brief History of Time (London: Bantam, 1988), p. 46.

[2] Martin Rees, Before the Beginning, with a Foreword by Stephen Hawking [Reading, Mass.: Addison-Wesley, 1997], p. 41

[3] John Gribbin, „Oscillating Universe Bounces Back,” Nature 259 [1976]: 15

[4] https://www.newscientist.com/article/mg21328474-400-why-physicists-cant-avoid-a-creation-event/

[5] http://www.conservapedia.com/Atheism_and_the_suppression_of_science#Rejection_of_the_Big_Bang_Theory

[6] Christopher Isham, „Creation of the Universe as a Quantum Process,” in Physics, Philosophy and Theology: a Common quest for Understanding, ed. R. J. Russell, W. R. Stoeger, and G. V. Coyne [Vatican City: Vatican Observatory, 1988], p. 378

ZOBACZ–> https://znanichrzescijanie.wordpress.com/2014/08/30/argumenty-za-wiara46-big-bang-jako-akt-bozy/

Reklamy

Seria “ARGUMENTY ZA WIARĄ” ma na celu pokazanie, że chrześcijaństwo i ogólnie wiara w Boga nie jest czymś co wymaga całkowitego wyłączenia myślenia. Cykl ten może nie da niezbitego 100% dowodu na istnienie Boga (nie taki jest jego cel), lecz powinien sprawić, aby przynajmniej niektóre osoby niewierzące zmieniły swoją postawę z bezmyślnego wyśmiewania chrześcijaństwa w założenie, że “być może coś w tym jest”. Z kolei osoby już wierzące być może wzmocnią swoją wiarę po kolejnych wpisach z tej serii.

el_greco_st_paulKiedyś czytałem czy raczej słuchałem (bo był to audiobook) książkę Anny Świderkówny o tytule „Rozmowy o Biblii – Nowy Testament”. W rozdziale „Zmartwychwstał dnia trzeciego zgodnie z pismem” jest krótki tekst o podtytule „Kiedy brak słów”. Autorka pisze w nim o tym, że pierwsi chrześcijanie mieli problem z doborem słów do opisania życia, a przede wszystkim skutków: śmierci i zmartwychwstania Chrystusa Pana. Wtedy przeszedłem od tak koło tego tekstu. Nie widziałem w nim jakiejś większej wartości. Rok później, czyli z 10 dni temu wziąłem do ręki inną książkę: Konflikt czy symbioza historyka nauki Olafa Pedersena. W jednym z rozdziałów mówił on ogólnie rzecz biorąc o tym samym co prof. Świderkówna: czytając NT widać, że pierwsi chrześcijanie mieli niemały problem, aby ubrać w słowa przesłanie chrześcijańsie, którego centrum stanowiło życie, śmierć i Zmartwychwstanie Chrystusa (a zwłaszcza ich skutki).

Przy tej drugiej lekturze coś zaświtało w mojej głowie. Coś co nie pojawiło się, kiedy czytałem Świderkównę. Słyszy się czasami, że NT i to co w nim znajdujemy, to krótko mówiąc mity i bajki. Zastanówmy się jednak. Jeśli faktem jest (a wygląda na to, że tak) że chrześcijanie I wieku n.e. z takim trudem tworzyli słownictwo wykorzystywane przy głoszeniu Dobrej Nowiny, to czy można upierać się przy stwierdzeniu, że NT to tylko wymyślone opowieści? Po co wymyślać coś, co jest bardzo ciężkie dla nas do przekazania innym ludziom? Wszystkie te – jak to mówi Pedersen – „lingwistyczne eksperymenty” sugerują raczej, że najpierw naprawdę miało miejsce jakieś wydarzenie, a potem zaczęto szukać odpowiednich słów do opisania jego i jego skutków. Chrześcijanie nie mieli wyjścia, musieli dostosować się do rzeczywistości. Oni jej nie tworzyli czy wymyślali. Zastali pewną sytuację i musieli sobie jakoś poradzić, aby ubrać wszystko w odpowiednie słowa.

Poniżej oba wspomniane fragmenty: Świderkówna (audio) i Pedersen (tekst).

W ten świat rozdarty sprzecznymi poglądami na rzeczywistą relację między człowiekiem, przyrodą i Bogiem weszło chrześcijaństwo rozpoczynając swą drogę ku pogańskiemu światu od niewielkich wspólnot w Palestynie. Początkowo wydawało się, że musi ono stać na uboczu tej walki jako neutralny obserwator, niezainteresowany naukowymi osiągnięciami Greków. Nie ma ani jednego traktatu z kosmologii w Nowym Testamencie i nie znajdujemy w Biblii zbyt wielu odniesień do greckiego podejścia do przyrody. Cały wysiłek włożono w ogłoszenie idei, że narodzenie, życie, śmierć i zmartwychwstanie Jezusa z Nazaretu radykalnie zmieniło sposób ujmowania relacji między Bogiem a światem.

Nie zajmujemy się tutaj problemem, jak ta idea powstała, gdyż jest to kwestia o stosunkowo małym znaczeniu dla przyszłej relacji między nauką a chrześcijaństwem. Istotny problem łączył się raczej z pytaniem, co te dziwne stwierdzenia o Jezisie, wypowiadane przez chrześcijan rzeczywiście oznaczają dla świata, w którym się pojawiły? Czy chrześcijaństwo stanowi tylko nową religijną ideę podobną do wielu innych, czy też Dobra Nowina o Chrystusie dotyczy prawdziwie nowego i rewolucyjnego wydarzenia, jak utrzymywali apostołowie?

Trzeba tu przypomnieć kilka uwag o różnicy między nową ideą a nowym światopoglądem. Nowe idee mogą być nieoczekiwane, dziwne, a nawet szokujące, ale wszystkie mogą mimo to być wyjaśnione i dyskutowane w ramach już ustalonego języka. Natomiast prawdziwie nowy światopogląd jest „bezdomny” i musi wytyczać swą drogę przez lingwistyczny kryzys – proces, w którym język pragnie wyrazić to, co rzeczywiście nie da się wyrazić. Widzieliśmy już, jak wyglądał nowy światopogląd dotyczący wewnętrznych powiązań między zjawiskami przyrody i jak prowadził do takiego lingwistycznego kryzysu we wczesnej myśli greckiej. Wydaje się interesujące, że bardzo podobny kryzys musiał zostać przezwyciężony, gdy chrześcijaństwo próbowało objawić się światu.

Listy św. Pawła zawierają całą serię prawdziwych lingwistycznych eksperymentów, w których pospolite słowa codziennego języka greckiego są wypowiadane w całkiem nowym znaczeniu. Na przykład o dziele Jezusa Chrystusa można powiedzieć, że sprawia ono „zbawienie” rodzaju ludzkiego. Greckie słowo używane w tym miejscu to soteria. Stosowano go początkowo w kontekście medycznym. Oznaczało, że kryzys chorobowy skończył się, a pacjent jest na drodze do pełnego odzyskania sił. W szerszym sensie słowo to oznaczało szczęśliwy powrót podróżnika z niebezpiecznej wyprawy. Oto dlaczego tak wiele świątyń dla Zeusa Sotera budowano w miastach portowych. Stąd wynika, że słowo „zbawienie” znaczy, że najgorsze minęło i że świat w jakimś głębokim sensie powraca do zdrowia.

Inna próba jasnego wypowiedzenia tej prawdy została oparta na słownictwie pochodzącym ze społecznych lub państwowych instytucji. Święty Paweł wyjaśniał Żydom w Rzymie, że tak jak dotąd byli „niewolnikami” poddanymi Prawu, to teraz będą „niewolnikami” Bożego prawa. Pamiętając, że jest to niebezpieczna metafora, nie omieszkał dodać, że to nowe „niewolnictwo” nie pokrywa się ze zwykłymi warunkami pozbawienia wolności, gdyż nie łączy się z lękiem przed panem niewolnika tzn. z lękiem przed Bogiem. W tym samym lingwistycznym kontekście fundamentalną zmianę ludzkich warunków opisywano przez słowo eleukeroz, oznaczające legalny akt wyzwolenia niewolnika przez który stawał się on wolnym obywatelem. W konsekwencji nowe „niewolnictwo” jawiło się jako pewna forma wolności. Ponieważ akt wyzwolenia zakładał zapłacenie wykupu, można było też powiedzieć że Jezus „wykupił” świat.

Trzecią, i to nawet trudniejszą od poprzednich, próbą użycia potocznego języka jako podstawy dla Dobrej Nowiny okazało się wprowadzenie słowa dikaios, które na przykład Homer stosował do opisania poprawnego i wrażliwego na innych zachowania Telemacha, lub bardziej ogólnie do scharakteryzowania właściwego prowadzenia się człowieka. Mamy tu sens węższy od tego, w którym słowo to występuje w Starym Testamencie, gdzie nie tylko ludzie, ale i całe stworzenie jest „usprawiedliwione” przez zachowanie zgodne z Bożymi prawami. Św. Paweł napotkał jednak tutaj poważne trudności, gdyż musiał mówić o „usprawiedliwieniu”, jako o czymś różnym od czysto ludzkiej cnoty, polegającej na życiu według prawa. Przeciwnie nowe chrześcijańskie „usprawiedliwienie”,  jako dzieło Chrystusa, było sprawą wiary.

W rezultacie metaforyczna natura wszystkich teologicznych terminów prowadziła do dwóch różnych tradycji. Jedni podkreślali, że takie terminy mimo wszystko wskazywały na coś w Bogu co nie różni się od znaczenia danego słowa w powszechnym użyciu – prowadziło to do metody analogii. Inni mogli wskazywać na ich istotną niewystarczalność, gdy stosowano je do tajemnicy przekraczającej ludzkie doświadczenie; ta droga prowadziła do teologii negatywnej, która próbowała utrzymywać ideę Boga wolną od ludzkich niedoskonałości.

Przykłady te wystarczają, by pokazać uderzające podobieństwo między lingwistycznymi eksperymentami pierwszych greckich filozofów a zabiegami pierwszych teologów chrześcijańskich. W obu przypadkach nowy światopogląd prowadził do dyskursu, który wydawał się naruszać potoczny język, a równocześnie język ten pozostawał niezdolny do innego wyrażenia nowego światopoglądu, jak tylko przez metafory.

Św. Paweł wydaje się być świadomy metaforycznego charakteru swych twierdzeń. Mówiąc o „wyzwoleniu” od „niewolnictwa” wyznaje, że posługuje się porównaniem wziętym z ludzkich stosunków. W konsekwencji przesłanie Chrystusa musi być zgorszeniem dla Żydów, a głupstwem dla pogan. Chociaż było ono także adresowane do Greków, jak i barbarzyńców, do pogańskiego świata i do całego rodzaju ludzkiego to pozostanie „tajemnicze” i „misteryjne” – nie dlatego, że trzeba utrzymywać je w tajemnicy jak zasady misteriów pogańskich, ale ponieważ ludzki język jest niezdolny by w pełni je wyrazić.

„Konflikt czy symbioza” – Olaf Pedersen 75-78; wyd. Universum

Seria “ARGUMENTY ZA WIARĄ” ma na celu pokazanie, że chrześcijaństwo i ogólnie wiara w Boga nie jest czymś co wymaga całkowitego wyłączenia myślenia. Cykl ten może nie da niezbitego 100% dowodu na istnienie Boga (nie taki jest jego cel), lecz powinien sprawić, aby przynajmniej niektóre osoby niewierzące zmieniły swoją postawę z bezmyślnego wyśmiewania chrześcijaństwa w założenie, że “być może coś w tym jest”. Z kolei osoby już wierzące być może wzmocnią swoją wiarę po kolejnych wpisach z tej serii.

cosmic_timeline

Niepokój budzi argumentacja profesora D.M.S. Watsona.

„Zoolodzy akceptują ewolucję – pisze – nie dlatego, że została ona zaobserwowana albo (…) można ją udowodnić logicznie spójnymi argumentami, lecz dlatego, że jej jedyna alternatywa, kreacjonizm, jest wyraźnie niewiarygodna”.

Do tego więc doszło? Cała rozległa struktura nowoczesnej biologii opiera się nie na dowodach, lecz na apriorycznych uprzedzeniach o metafizycznym charakterze? Została opracowana nie na podstawie faktów, lecz na postanowieniu wypierania Boga? Jednak nawet jeśli ewolucja jest silniej ugruntowana, niż sugeruje profesor Watson – a wydaje mi się, że musi – powinniśmy dokonać rozróżnienia na ewolucję sensu stricte i coś, co można nazwać powszechnym ewolucjonizmem nowoczesnej myśli.

Pod nazwą powszechny ewolucjonizm rozumiem wiarę, że każdy proces we wszechświecie dąży od niedoskonałości do doskonałości, od skromnych początków do wspaniałego końca, od prostoty do wyrafinowania, wiarę skłaniającą wielu ludzi do rodzącego się w naturalny sposób myślenia, że moralność wywodzi się od pierwotnych tabu dzikiego człowieka, dorosłe uczucia mają początek w dziecięcym nieprzystosowaniu płciowym, a myślenie w instynktach , umysł rozwinął się z materii, organiczne z nieorganicznego, a kosmos z chaosu. To prawdopodobnie najgłębiej zakorzeniony nawyk myślowy współczesnego świata. Dla mnie całkowicie nieuzasadniony, bo prezentowany w ten sposób ogólny kierunek dążenia natury wydaje się bardzo nieprawdopodobny w odniesieniu do tych jej części, które jesteśmy w stanie obserwować. Przypomnijcie sobie starą zagadkę: co było pierwsze, jajko czy kura? Współczesny poklask dla powszechnego ewolucjonizmu to swego rodzaju złudzenie optyczne wywołane opowiedzeniem się jednoznacznie za tym, że pierwsze było jajko.

Od dziecka jesteśmy uczeni obserwowania jak piękny dąb wyrasta z żołędzia, i zapominania, że sam żołądź wcześniej spadł z pięknego dębu. Stale nam się przypomina, że dorosły człowiek był kiedyś embrionem, a nigdy – że życie w embrionie wzięło się od dorosłych ludzi. Uwielbiamy podkreślać, iż silnik współczesnego pociągu wywodzi się od pierwszego parowozu „Rakiety” ale nie pamiętamy już, że owa „Rakieta” nie powstała z jakiegoś jeszcze bardziej prymitywnego silnika, lecz stworzyło ją coś o wiele bardziej idealnego i skomplikowanego niż ona – a mianowicie ludzki geniusz. Traktowanie ewolucji przez większość jako czegoś oczywistego lub naturalnego to czysta halucynacja.

Brzemię chwały, Czy teologia jest poezją – C.S. Lewis

https://znanichrzescijanie.wordpress.com/category/wiara-i-rozum-apologetyka-youtube/

Seria „ARGUMENTY ZA WIARĄ” ma na celu pokazanie, że chrześcijaństwo i ogólnie wiara w Boga nie jest czymś co wymaga całkowitego wyłączenia myślenia. Cykl ten może nie da niezbitego 100% dowodu na istnienie Boga (nie taki jest jego cel), lecz powinien sprawić, aby przynajmniej niektóre osoby niewierzące zmieniły swoją postawę z bezmyślnego wyśmiewania chrześcijaństwa w założenie, że „być może coś w tym jest”. Z kolei osoby już wierzące być może wzmocnią swoją wiarę po kolejnych wpisach z tej serii.

Wczoraj na YouTubie widziałem pewne kazanie znanego katolickiego księdza Piotra Pawlukiewicza. Duchowny ten wspomniał – choć tylko przez chwile – o ciekawej rzeczy. Co mianowicie Nowy Testament mówi nam o niebie? Tak w zasadzie to nic konkretnego. Czy nie jest to dziwne? Zagadnienie nieba jest przecież jednym z tych, które w największym stopniu rozpala naszą wyobraźnię. Ani Jezus ani św. Paweł nic nam jednak nie mówią, no chyba że w przypowieściach poprzez porównania.

Święty Paweł o niebie

Ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują [1Kor2,9].

Znałem człowieka w Chrystusie, który przed czternastu laty – czy to w ciele było, nie wiem, czy poza ciałem, nie wiem, Bóg wie – został uniesiony w zachwyceniu aż do trzeciego nieba. I wiem, że ten człowiek – czy to w ciele było, czy poza ciałem, nie wiem, Bóg wie – został uniesiony w zachwyceniu do raju i słyszał niewypowiedziane słowa, których człowiekowi nie godzi się powtarzać [2 Kor. 12,2-4].

Przypowieści Jezusa

Inne podobieństwo podał im, mówiąc: Podobne jest Królestwo Niebios do ziarnka gorczycznego, które wziąwszy człowiek, zasiał na roli swojej. Jest ono najmniejsze ze wszystkich nasion, lecz gdy wyrośnie, jest większe od innych jarzyn i staje się drzewem, tak że ptaki przylatują z powietrza i gnieżdżą się na jego gałęziach. Powiedział im inną przypowieść: «Królestwo niebieskie podobne jest do zaczynu, który pewna kobieta wzięła i włożyła w trzy miary mąki, aż się wszystko zakwasiło [Mat. 13,31-33].

Wtedy sprawiedliwi zajaśnieją jak słońce w Królestwie Ojca swego. Kto ma uszy, niechaj słucha! Podobne jest Królestwo Niebios do ukrytego w roli skarbu, który człowiek znalazł, ukrył i uradowany odchodzi, i sprzedaje wszystko, co ma, i kupuje oną rolę. Dalej podobne jest Królestwo Niebios do kupca, szukającego pięknych pereł, który, gdy znalazł jedną perłę drogocenną, poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił ją. Dalej podobne jest Królestwo Niebios do sieci, zapuszczonej w morze i zagarniającej ryby wszelkiego rodzaju [Mat. 13,43-47].

Inne fragmenty o niebie

Jana 14, 2-3: „W domu Ojca mego wiele jest mieszkań; gdyby było inaczej, byłbym wam powiedział. Idę przygotować wam miejsce. A jeśli pójdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę znowu i wezmę was do siebie, abyście, gdzie Ja jestem, i wy byli”.

Błogosławiony niech będzie Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa, który według wielkiego miłosierdzia swego odrodził nas ku nadziei żywej przez zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa, ku dziedzictwu nieznikomemu i nieskalanemu, i niezwiędłemu, jakie zachowane jest w niebie dla was [1 Piotra 1,3-4].

CYTATY Z NT O NIEBIE–> http://biblia.blox.pl/2009/06/NIEBO-CZ1.html

bonaventure

„…niewidzialne Boże przymioty – Jego wiekuista moc oraz boskość – od stworzenia świata stają się widzialne dzięki rozumnemu oglądaniu dzieł Bożych” (por. Rz 1,20).

Poznaliśmy już pobieżnie intuicje wielkich chrześcijańskich teologów dotyczące przyrody traktowanej jako Boża księga. Wypada nam teraz nieco dłużej zatrzymać się nad tym tematem, gdyż czeka nas prawdziwa przygoda intelektualna: spotkanie ze ŚW. BONAWENTURĄ (1217-1274). Powszechnie znany bardziej jako biograf św. Franciszka, ten wielki doktor Kościoła jest jednak również znamienitym uczonym i samodzielnym pisarzem, i to o niezwykłej przenikliwości umysłu. Tutaj mniej zainteresują nas jego skądinąd zachwycające dzieła ascetyczne i mistyczne, naszą uwagę skierujemy baczniej na te pisma, w których dzieli się z nami swoimi wnioskami wynikającymi z lektury Księgi Rodzaju, a nawet z szerszej refleksji nad stworzeniem jako drogą do Boga. Bonawentura, będąc wykładowcą paryskiej szkoły franciszkanów, w ciągu swojego pracowitego życia miał wiele okazji, by snuć takie refleksje i przedstawiać je swoim uczniom.

Posiadamy zapis trzech cykli jego konferencji uniwersyteckich, zwanych wówczas po łacinie collationes. Nas interesuje zwłaszcza cykl kazań wygłoszony w Paryżu w okresie wielkanocnym 1273 roku, nosi bowiem tytuł O sześciu dniach stworzenia (Collationes in hexaemeron) oraz podtytuł: o oświeceniu Kościoła (seu illuminationes Ecclesiae)[59]. Chociaż są to teksty początkowo istniejące tylko w formie mówionej i niespisane osobiście ręką św. Bonawentury, to jednak spodziewamy się, że sprawozdanie słuchaczy dość wiernie oddaje jego idee. Szkoda, że konferencje pozostały niedokończone: mianowanie Bonawentury kardynałem i biskupem Albano wydatnie ograniczyło czas, który mógł przeznaczać na działalność akademicką. Zresztą niedługo potem nadszedł kres jego ziemskiego życia.

W konferencjach O sześciu dniach stworzenia poszczególne dni biblijnego opisu interesują św. Bonawenturę głównie jako metafory kolejnych etapów poznania Boga przez człowieka. Dlatego podtytuł całego zbioru mówi o oświeceniu Kościoła, a w historii znano go też pod tytułem O stopniach kontemplacji lub O sześciu rodzajach wizji intelektualnych. Dla naszej współczesnej mentalności tego typu podejście do komentowanego fragmentu Pisma Świętego to prawdziwe wyzwanie. Ale spróbujemy na chwilę założyć z otwartym umysłem, że także mistrzowie dawnych wieków mają nam coś istotnego do powiedzenia o właściwej interpretacji Biblii; że także siedemset lat temu słowo Boże działało z mocą.

Zaczniemy jednak od łatwiejszego i bardziej zwięzłego dziełka O drodze umysłu do Boga (Itinerarium mentis in Deum), które zgodnie z tytułem przedstawia drogę wznoszenia się umysłu człowieka do spotkania z Bogiem. Można od razu zauważyć, że jeśli potraktujemy Itinerarium jako program, to wtedy O sześciu dniach stworzenia będzie realizacją tego programu: czytelnik Biblii i obserwator świata może faktycznie wznieść się ku Stwórcy. Okazuje się bowiem, że ważnym elementem tej drogi jest poznawanie świata, który nas otacza. W jakim stopniu człowiek pozna przyrodę, w takim stanie się ona lustrem, w którym odbijają się prawdy dotyczące Boga:

„Wszystko, co można poznać […], wskazuje jasno, że możemy w tym jak w zwierciadle ujrzeć wieczne zrodzenie Słowa, Obrazu i Syna, pochodzącego w wieczności od Boga Ojca”[60].

a. Wystarczała księga stworzenia

Zajrzyjmy teraz do jeszcze innego słynnego dzieła Bonawentury, do Breviloquium, które jest pewnym kompendium całej teologii, prezentującym dojrzałość myśli i oryginalność Doktora Serafickiego, jak nazywa się popularnie św. Bonawenturę[61]. Według jego nauczania w całym świecie materialnym pozostały liczne znaki Boga, którymi są: ślad (vestigium), obraz (imago) i podobieństwo (similitudo)[62]. Każdy czytelnik Biblii wie, że drugi i trzeci wymieniony znak człowiek znajdzie w sobie samym: „Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz” (Rdz 1,27). Natomiast znak pierwszy, czyli ślad, zawarty jest w całym świecie przyrody, zarówno w stworzeniach ożywionych, jak i nieożywionych. Wnikliwy umysł człowieka wszędzie może ów ślad odnaleźć.

Dlatego św. Bonawentura z takim upodobaniem stosował wspomnianą już wyżej metaforę księgi. Bóg stworzył świat, aby objawić siebie samego (ad declarandum se ipsum). Pojęcie Bożej księgi ma więc różne znaczenia: istnieje księga „zapisana wewnątrz” (liber intus), jest to księga Bożego planu zbawienia wobec grzesznego człowieka. Ale jest i druga księga, „zapisana na zewnątrz”, a jest to świat materialny[63]. Zresztą – jak zaraz zobaczymy – metafora księgi zapisanej na zewnątrz i wewnątrz zostanie omówiona szerzej przez Doktora Serafickiego. Autor dość często odwołuje się do sceny z Księgi proroka Ezechiela. W tłumaczeniu Biblii Tysiąclecia (wyd. 5) brzmi to tak: „oto wyciągnięta była w moim kierunku ręka, w której był zwój księgi, […] był zapisany z jednej i z drugiej strony” (Ez 2,9-10, Wulagata: scriptus intus et foris). Podobny tekst pojawia się też księdze Apokalipsy św. Jana: „ujrzałem na prawej dłoni Zasiadającego na tronie księgę zapisaną wewnątrz i na odwrocie” (Ap 5,1, Biblia Tysiąclecia, wyd. 5, Wulagata: scriptum intus et foris).

Kto odda się poznawaniu przyrody, ten może znaleźć drogę do Boga, gdyż „wszystkie stworzenia tego świata materialnego […] prowadzą do Boga wiekuistego”[64]. Gdyby człowiek miał tak jasny umysł, jak Bóg zamierzył to dla niego w chwili stworzenia, Boża księga świata wystarczyłaby do poznania Boga. W obecnym stanie upadłej natury umysł ludzki nie jest jednak już taki sprawny w dochodzeniu do Boga, dlatego potrzebna jest jeszcze druga księga, Pismo Święte[65]. Jest to więc nauczanie o możliwości dojścia do prawdy o Bogu na podstawie obserwacji stworzonej przyrody, ale w praktyce możliwość ta pozostaje często czysto teoretyczna, gdyż przecież każdy człowiek obciążony jest grzechem.

„W stanie niewinności, kiedy jeszcze obraz nie był naruszony, ale podobny do Boga przez łaskę, wystarczała księga stworzenia (liber creaturae), w której człowiek mógł sam ujrzeć światło Bożej Mądrości”[66].

Obecnie, w stanie natury zranionej grzechem, nie jest to już takie proste[67]. Chociaż droga poprzez stworzenia tego świata jest trudna, nie jest jednak absolutnie niemożliwa. Oto jakim natchnionym tonem wzywa wielki franciszkański święty do pójścia tym tropem:

„Uczyńmy pierwszy krok na Jakubowej drabinie, stawiając przed sobą cały świat widzialny (totum istum mundum sensibilem) niczym jakie zwierciadło; za jego pomocą przejdźmy do Boga, najwyższego Artysty (ad Deum, opificem summum). W ten sposób staniemy się prawdziwymi Hebrajczykami, przechodząc z Egiptu do Ziemi Obiecanej; staniemy się chrześcijanami, przechodząc z Chrystusem z tego świata do Ojca; staniemy się miłośnikami Mądrości”[68].

Pierwszy krok w poznawaniu świata przyrody ma charakter opisowy oraz ilościowy. Bonawentura powołuje się na ulubiony w średniowieczu fragment biblijny z Księgi Mądrości: „Ty wszystko urządziłeś według miary i liczby, i wagi!” (Mdr 11,20). Stosuje go do badania natury w taki oto sposób: „Na początku obserwator rozważa rzeczy same w sobie i widzi w nich wagę, liczbę i miarę (pondus, numerum et mensuram)”. Takie poznanie przyrody obejmuje to wszystko, co dziś określamy mianem nauk ścisłych. Jakkolwiek ten etap jest konieczny, to według średniowiecznego chrześcijanina nie można na nim poprzestać. Po nim przyrodoznawca winien przechodzić do wniosków głębszych, tzn. teologicznych:

„A od tych rozważań obserwator może przejść jak po śladach (sicut ex vestigio) do wiedzy o przeogromnej potędze, mądrości i dobroci Stwórcy”[69].

Rzecz jasna, zdobyta w ten sposób wiedza o Bogu nie wyczerpuje tego, co można o Nim wiedzieć. Jest to poznanie tylko pewnych przymiotów Boga. Do pełnego poznania tego wszystkiego, co Bóg zechciał o sobie człowiekowi objawić, potrzebne jest Objawienie zawarte w księgach Pisma Świętego. Jest to zatem wiedza cząstkowa, ale niebezużyteczna. Św. Bonawentura wskazuje, jak wiele aspektów Bożej natury można na tej drodze zgłębić:

„W ten sposób dusza wznosi się do rozważania potęgi, mądrości i dobroci Boga (Dei potentiam, sapientiam et bonitatem) jako Tego, który istnieje, jest żywy, rozumny, czysto duchowy, niepodlegający zniszczeniu ani zmianom”[70].

Bonawentura zdobył się nawet na śmiałość wskazania, że w bytach stworzonych można znaleźć odbicie pewnych aspektów Trójcy Świętej. Będzie to jednak możliwe dla kogoś, kto uprzednio poznał już naukę chrześcijańską, a potem okiem ukształtowanym przez wiarę spogląda na przyrodę:

„We wszystkich rzeczach poznawalnych można ujrzeć jak w zwierciadle (tanquam in speculis) odwieczne zrodzenie Słowa, Obrazu i Syna (aeterna generatio Verbi, Imaginis et Filii), pochodzącego w wieczności od Boga Ojca”[71].

Wzorem wielu swoich najlepszych średniowiecznych poprzedników Bonawentura główne narzędzie poznania na tej drodze upatrywał w matematycznym aspekcie przyrody. „Wszystkie stworzenia są piękne”, pisał, a dalej dowodził: „piękno zaś nie istnieje bez proporcji”, a „proporcja z kolei polega głównie na liczbach”; z tego natomiast wynika, że „wszystko z konieczności polega na liczbach (necesse est, omnia esse numerosa)”. To rozumowanie prowadzi go do logicznej konkluzji (zapożyczonej zresztą od wcześniejszego o kilka wieków Boecjusza):

„Liczba jest głównym wzorcem w umyśle Stwórcy (praecipuum in animo Conditoris exemplar), a w stworzeniach jest głównym śladem prowadzącym do mądrości. Skoro zaś liczby są oczywiste dla wszystkich i bliskie Bogu […], to objawiają Go nam we wszelkich rzeczach materialnych i widzialnych, kiedy pojmujemy ich aspekt liczbowy (numerosa apprehendimus), kiedy rozkoszujemy się liczbową proporcją i kiedy przeprowadzamy niepodważalne rozumowanie (leges irrefragabiliter iudicamus) na podstawie praw liczbowych proporcji”[72].

Jak widać, nauczanie Bonawentura na temat przyrody jako księgi, z której można wyczytać tak wiele na temat Stworzyciela, jest bogate i wieloaspektowe. Niech nieco dłuższy fragment z Breviloquium podsumuje nam jego refleksję na ten temat:

„Pierwsza zasada objawiła nam siebie za pośrednictwem zmysłów, co znaczy że przez świat, jak gdyby przez zwierciadło i ślad, człowiek winien wznieść się do Boga Stworzyciela, którego winien kochać i wielbić.

Są więc dwie księgi: jedna zapisana wewnątrz, a jest ona Bożą sztuką i mądrością wieczną, druga zaś, zapisana na zewnątrz – to świat materialny.

Ponieważ zaś istniało stworzenie (anioł) obdarowane zmysłem wewnętrznym, aby poznać księgę wewnętrzną, istniało też inne stworzenie, obdarowane zmysłem zewnętrznym, doskonałość świata domagała się istnienia stworzenia obdarzonego zmysłem podwójnym, aby mogło poznać i księgę zapisaną na zewnątrz, i tę zapisaną wewnątrz (ad cognitionem libri scripti intus et foris), to znaczy Mądrość i Jej dzieła.

A ponieważ w Chrystusie złączona jest Mądrość odwieczna i Jej dzieła w jednej osobie, to jest On nazwany księgą zapisaną wewnątrz i na zewnątrz dla zbawienia świata”[73].

b. Od księgi Biblii do księgi przyrody

Biblia i świat przyrody jawią się jako ściśle ze sobą związane, i to z rozmaitych powodów. Oba te źródła mówią nam coś o Bogu: z Pisma Świętego dowiadujemy się o ostatecznej przyczynie istnienia świata, natomiast z księgi natury o odnowieniu upadłej wskutek grzechu natury człowieka:

„Pierwsza zasada daje nam się poznać i przez Biblię, i przez stworzenie (et per scripturam et per creaturam). Przez księgę stworzenia (per librum creaturae) objawia się nam jako zasada przyczynowa, przez księgę Biblii – jako zasada odnowienia”[74].

Bonawentura odwołuje się do obrazów biblijnych, kiedy głosi w uniesieniu, że potrzebne są zatem dwa kroki wiedzy, które „prowadzą nas do rozpoznania Boga po Jego śladach, jak dwa skrzydła serafinów” (por. Iz 6,2: „Nad Nim unosiły się serafiny. Każdy miał po sześć skrzydeł; dwoma zasłaniał sobie twarz, dwoma zasłaniał swoje nogi, a dwoma unosił się ku górze”).

„Stworzenia bowiem są jak cienie, echa i wizerunki (umbrae, resonantiae et picturae) pierwszej, przepotężnej, najmądrzejszej i najdoskonalszej zasady, wiecznego źródła, światła, pełni […] i porządkującej wszystko sztuki (artis ordinantis)”[75].

Wśród przytaczanych tekstów biblijnych nie mogło oczywiście zabraknąć fragmentu z Listu do Rzymian św. Pawła: „niewidzialne Boże przymioty – Jego wiekuista moc oraz boskość – od stworzenia świata stają się widzialne dzięki rozumnemu oglądaniu dzieł Bożych” (por. Rz 1,20). To przecież podstawa dla każdego starożytnego i średniowiecznego teologa w refleksji na temat księgi natury. Nic dziwnego, że zdanie to św. Bonawentura cytuje w samym środku swojego dyskursu o poznaniu Boga na podstawie stworzenia[76].

Po tym wstępnym przygotowaniu czas już na skorzystanie z tego, że św. Bonawentura zostawił nam komentarz do opisu stworzenia z Księgi Rodzaju. Jest to interpretacja duchowa, na co – jak widzieliśmy – wskazuje już sam tytuł dzieła: Sześć dni stworzenia, czyli oświecenie Kościoła. W zawartej w tym dziele konferencji na temat Boga jako wzoru dla wszystkiego, co istnieje, ów średniowieczny święty stwierdza, że droga do wzniesienia umysłu do Boga jest potrójna. Wiedzie przez spotkanie ze stworzeniami materialnym (sensibilis creaturae), następnie ze stworzeniami duchowymi (spiritualis creaturae), a wreszcie z księgami świętymi (sacramentalis scripturae):

„[Do poznania] prowadzi rozum i wiara. A wspiera nas w tym potrójna pomoc […]: pomoc stworzeń materialnych, pomoc stworzeń duchowych i pomoc Pisma, które zawiera tajemnice [wiary]. Co się zaś tyczy pierwszej ze wspomnianych pomocy, to cały świat jest cieniem, drogą, śladem (umbra, via, vestigium), jest księgą zapisaną na zewnątrz (liber scriptus forinsecus)”[77].

Ale uwaga! „Lektura owej «księgi zapisanej na zewnątrz» należy do osób zdolnych do głębokiej kontemplacji (altissimorum contemplativorum), a nie jedynie do przyrodników (naturalium philosophorum). Ci ostatni znają przecież tylko naturę rzeczy, a nie ślady Boga w nich (sciunt naturam rerum, non ut vestigium)”[78].

Drugą pomocą w drodze do Boga jest stworzenie duchowe (creatura spiritualis): jest ono światłem, zwierciadłem i obrazem, a w ten sposób jest także księgą – zapisaną wewnątrz (liber scriptus intus)[79].

Trzecią pomocą jest Pismo Święte, zwane przez Bonawenturę Pismem sakramentalnym (Scripturae sacramentalis). „Wszelkie Pismo jest jak Boże usta, jak Boże słowo i język Boga, jak Boże pióro (os Dei, verbum Dei, lingua Dei, calamus Dei) i Boża księga zapisana na zewnątrz i wewnątrz (liber scriptus foris et intus)”[80].

Wzajemna relacja księgi świata i księgi Biblii jest następująca: kiedy człowiek upadł przez grzech i utracił poznanie Boga, wtedy „świat stał się jak księga zniszczona” i konieczna stała się „inna księga: jest to księga Pisma”, przez „którą Bóg oświetlił i naprawił” księgę świata[81].

Co ważne, zwłaszcza w naszych czasach: aby dowiedzieć się więcej o stworzeniu świata, nie można ograniczyć się do czytania Biblii. Ona jest księgą na inny temat! Pismo Święte przekazuje nauczanie o świecie stworzonym o tyle, o ile jest to potrzebne do całości nauki chrześcijańskiej wiary (ad doctrinae sufficientiam). Ale wcale nie opisuje parametrów orbit ciał niebieskich ani też elementów składowych kosmosu (distinctionem orbium nec caelestium nec elementarium)[82].

A dnia siódmego Bóg odpoczął od swojej pracy (dosł. «przestał pracować»). Nie oznacza to jakiejś bezczynności Boga, pamiętano przecież zawsze o ewangelicznej prawdzie: „Mój Ojciec działa stale, dlatego i Ja działam” (J 5,17). Zaprzestał stwarzania nowych gatunków. Ale tu Doktor Seraficki powołuje się na starą naukę o zaczątkowych zarodkach (rationes seminales). Na początku bowiem, w ciągu sześciu dniu stworzenia Bóg „uczynił wszystko czy to w postaci prototypu (in simili) – co dotyczy istot, które pomnażają się przez zrodzenie, czy to w postaci zaczątkowych zarodków (in seminali ratione) – co dotyczy istot, które pojawiają się na innej zasadzie) (illa quae aliis modis introducuntur in esse)”[83].

Ostatecznie więc cały świat jest księgą, z której możemy odczytać, kim jest jego Stworzyciel[84].

BIBLIOGRAFIA + TEKST NA STRONIE –> http://www.siemieniewski.archidiecezja.wroc.pl/?q=node/46

[1] https://znanichrzescijanie.wordpress.com/2016/02/20/1-wplyw-wiary-biblijnej-na-wspolczesna-nauke-indywidualne-motywacje-uczonych/
[2] https://znanichrzescijanie.wordpress.com/2016/02/25/2-dwa-zrodla-poznania-boga-ksiega-pisma-swietego-i-ksiega-natury/

beautiful-girl-reading-book-hd-wallpaper

W stanie [pierwotnej] niewinności wystarczała księga stworzenia: człowiek, zanurzając się w niej, mógł pojąć światło Bożej mądrości – św. Bonawentura[1].

Pierwszym chrześcijańskim pisarzem, który użył określenia „księga natury”, był, jak się wydaje, ŚW. AUGUSTYN (zm. 430)[2]. Starożytny doktor Kościoła polemizował wtedy z manichejczykami, a fascynujący ślad tych sporów pozostawił dla nas w dziele Przeciw manichejczykowi Faustusowi. W innych pismach Augustyna można natomiast znaleźć pierwsze ślady rozumowania, które przygotowują nas do pojmowania przyrody jako Bożej księgi. Najpierw więc w dziele De doctrina christiana św. Augustyn wyjaśnia, że alegoryczna interpretacja Pisma Świętego jest możliwa, gdyż słowa Biblii odnoszą się często dosłownie do przedmiotów tego świata, ale – w drugim rzędzie – przedmioty tego świata odsyłają nas jeszcze dalej, ponieważ Bóg obdarzył je znaczeniem przekazywania orędzia biblijnego[3].

Dlatego na przykład drewno, które Mojżesz wrzucił do wody, kamień położony przez Jakuba pod głowę czy baranek ofiarowany przez Abrahama w zamian za syna pozostają konkretnymi rzeczami czy istotami, „ale są to też znaki innych rzeczywistości”[4]. To rozumowanie odnosi się początkowo tylko do wzmiankowanych w Biblii symbolicznych przedmiotów, ale można je też uogólnić. I tak właśnie robi św. Augustyn w ostatnim kroku: polemizując z Faustusem, po wspomnieniu tego źródła prawdy, jakim jest Pismo Ewangelii (Scriptura evangelica), przechodzi do paralelnie pojmowanej księgi przyrody:

„Gdybyś całe stworzenie tak od początku pojmował, by przypisać jego autorstwo Bogu, byłbyś niczym czytelnik wielkiej księgi natury (magnum librum naturae rerum)”[5].

To zestawienie księgi Biblii spisanej na zwojach czy kartach oraz księgi natury zapisanej przez Boskiego Autora w stworzonej przyrodzie stało się początkiem długiej i owocnej średniowiecznej Tradycji. Ale nawet św. Augustyn, proponując to sformułowanie, sam wpisywał się w dorobek swoich poprzedników, którzy uczyli, że przyroda jest miejscem spotkania człowieka z Bogiem. W chrześcijaństwie nie ma przecież przeciwstawiania działania Boga w naturalnym biegu przyrody i w Jego nadzwyczajnych interwencjach w historię zbawienia. Skoro w samej Biblii można znaleźć słowa sugerujące działanie sił natury: „Niech ziemia zrodzi różne żywe istoty: bydło, zwierzęta pełzające i polne” (Rdz 1,24), tuż obok słów mówiących o bezpośrednim działaniu Boga, który „uczynił różne polne zwierzęta, wszelkie bydło i zwierzęta pełzające” (Rdz 1,25), to znaczy że „nie istnieje ostre przeciwstawienie naturalnych procesów w przyrodzie i Bożego działania”[6]. Augustyn nie był w tej materii rewolucjonistą. Wręcz przeciwnie, włączył się w długi poczet nauczycieli wiary tak właśnie prezentujących chrześcijańską naukę o stworzeniu.

Dlatego cofniemy się nieco w czasie, aż do postaci ŚW. TEOFILA (zm. ok. 177), który według Euzebiusza miał być w latach 169-177 szóstym z kolei biskupem Antiochii w Syrii. Jego postać jest dla nas szczególnie interesująca: jest to pierwszy chrześcijański autor, który pozostawił nam obszerniejszy komentarz do Księgi Rodzaju.

W swoim dziele Do Autolika Teofil przywołuje obraz Boga jako wielkiego Ustawodawcy praw przyrody. Odwołuje się przy tym do dobrze znanej wówczas z codziennego życia sytuacji prawnej starożytnego mieszkańca cesarstwa rzymskiego. Przecież, co oczywiste, znakomita większość ludzi nie widziała nigdy na oczy cesarza, a jednak doświadczała na co dzień skutków jego rządów:

„Wierzymy, że istnieje ziemski król, choć nie wszyscy go widzą: rozpoznajemy go po jego prawach i zarządzeniach […]; dlaczegóż więc nie chcesz przyznać, że i Boga można rozpoznać po Jego czynach i potężnych dziełach?”[7].

Czy owymi dziełami Boga miałyby przede wszystkim być nadzwyczajne cuda przekraczające prawa natury? Wręcz przeciwnie, to właśnie stałość i niezmienność praw przyrody wskazuje na istnienie Prawodawcy:

„Rozważ, człowieku, Jego dzieła: powracanie pór roku, zmiany temperatury, regularny obrót gwiazd; uporządkowaną zmienność dnia i nocy, miesięcy i lat”[8].

Obserwacja regularności zjawisk astronomicznych lub meteorologicznych prowadzi wprost do poznania Boga: „Jeśli to spostrzeżesz, człowiecze, to żyjąc w sposób czysty, święty i prawy, będziesz mógł widzieć Boga”[9].

Dla zagadnienia rozwoju istot żywych na ziemi istotne jest, że Teofil wyraźnie odróżniał etapy stworzenia: pierwsze było stworzenie pierwotnego materiału: „Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię. A ziemia była zupełnym pustkowiem” (Rdz 1,1-2). Drugim zaś etapem było wykorzystanie tej pierwotnej materii do uformowania bytów opisanych kolejno w następnych wersetach Księgi Rodzaju[10]. Szczególnie zaś interesujące jest podkreślenie, że żywe stworzenia nie są stworzone przez Boga bezpośrednio, lecz z polecenia Boga w jakiś tajemniczy sposób wydają je z siebie woda i ziemia. To nieożywiona materia posłużyła jako twórcze środowisko, które na rozkaz Boży – rozkaz stający się prawem natury – stopniowo wydało z siebie kolejne kategorie istot żywych: „Ziemia wydała różne rodzaje zielonych roślin” (Rdz 1,12); „I rzekł Bóg: «Niech ziemia zrodzi różne żywe istoty: bydło, zwierzęta pełzające i polne». I tak się stało” (Rdz 1,24)[11]. Podobnie, zauważa Teofil, „dnia piątego zostały stworzone te istoty żyjące, które pochodzą z wody”[12].

Podobnie rozumiał objawienie się Boga w przyrodzie ŚW. IRENEUSZ (ok. 140-202): „poganin uczy się z samego stworzenia, ono bowiem ujawnia Tego, który je stworzył, a świat objawia Tego, który nim zarządza”[13]. Kontrowersyjny pisarz, jakim był NOWACJAN (200-258), przypominał, że Bóg daje się poznać nie tylko przez specjalne objawienie, ale również przez stworzony świat, „aby ludzki rozum mógł okiem umysłu spostrzec wielkość Architekta świata”[14]. Podobnie wypowiadają się wielcy ojcowie i nauczyciele Kościoła starożytnego: ŚW. GRZEGORZ CUDOTWÓRCA (ok. 213-273)[15] czy ŚW. ATANAZY (295-373). Ten ostatni posłużył się nawet cennym porównaniem: słynny rzeźbiarz starożytności Fidiasz tworzył tak wspaniałe dzieła, że wystarczy ujrzeć jeden z jego posągów, aby odczuć obecność twórcy; podobnie Bóg daje się poznać przez swoje dzieło sztuki, jakim jest stworzony świat[16]. Porównuje też porządek stworzonego świata z harmonijną pieśnią chóru kierowanego przez dyrygenta oraz z wielkim miastem zbudowanym i zarządzanym przez mądrego króla[17].

O wiele dobitniej brzmią słowa ŚW. JANA CHRYZOSTOMA (350-407): „Już przed obdarowaniem nas Pismem Świętym Bóg rozpostarł niebiosa, otwierając ogromny tom Bożej nauki. Niech zarówno nieuczony, jak i mędrzec spoglądają na ów tom, a otrzymają wystarczające pouczenie z tego widoku”[18]. Jeśli jakaś dusza dowiedziała się czegoś o Bogu poza Jego objawieniem, to „nigdy sama z siebie, ale miała stworzony świat jak otwartą przed nią księgę”[19].

Jest to pewien rodzaj mowy Bożej wyrażonej „w rzeczach widzialnych, które przekazują poczucie mocy Boga wyraźniej nawet, niż byłoby to możliwe mową wyrażoną przez głos”[20].

Te wstępne intuicje starożytne, poparte autorytetem św. Augustyna, przeszły wraz z Tradycją Kościoła do zasobu myślenia autorów średniowiecznych. Przytoczymy tu kilka przykładów ilustrujących tak powszechne używanie obrazu dwóch Bożych ksiąg, że stały się stałym elementem naukowej wyobraźni chrześcijańskiej.

KSIĘGA NATURY W ŚREDNIOWIECZU

Za pierwszy przykład niech posłuży tekst słynnego teologa, JANA SZKOTA ERIUGENY (815-877). Swój przydomek Szkot zawdzięczał temu, że irlandzką wyspę określano też mianem Scotia, a część drugą temu, że był Irlandczykiem (Celtowie zwali Irlandię Eriu). Zasłynął swoimi zdolnościami na tyle, że powołano go na stanowisko kierownika szkoły książęcej. Zatrzymamy się pokrótce nad kilkoma myślami tego średniowiecznego myśliciela z jego Komentarza do Ewangelii według św. Jana. Alegoryczna metoda interpretacji Biblii pozwoliła mu na wysnucie zupełnie niezwykłych wniosków ze słów św. Jana Chrzciciela z Janowej Ewangelii: „Wśród was jednak pojawił się Ten, którego wy nie znacie. Wprawdzie przychodzi On po mnie, lecz ja nie jestem godny rozwiązać Mu rzemyka u sandałów” (J 1,26-27). Oto w jaką stronę idą jego refleksje. „Cóż oznaczają sandały na stopach Jezusa?”, pyta. „Sandały Chrystusa mogą oznaczać stworzenie widzialne i Pismo Święte; w nie jak gdyby wkłada swoje stopy”. Przyroda i Biblia stoją tu obok siebie jako równoległe sposoby objawiania przez Boga Jego mocy i mądrości:

„Odzieniem Słowa jest stworzenie widzialne, które Go jawnie rozgłasza, objawiając nam Jego piękno (pulchritudinem suam manifestans). Odzieniem Jego stało się także Pismo Święte, które zawiera Jego tajemnice. Jan Chrzciciel zaś czuje się niegodny rozwiązać rzemyki i jednego, i drugiego, zarówno [materialnego] stworzenia, jak i Biblii, co oznacza przeniknięcie tajemnic”[21].

Idąc dalej, Eriugena w nieco dłuższym wywodzie o Prologu głosi pochwałę rozumu. Wprawdzie – jak pisze – „światło Boskiej wiedzy oddaliło się od świata, od kiedy ludzkość opuściła Boga”, to jednak obecnie w dalszym ciągu „owo wieczne światło objawia się światu na dwa sposoby: przez Biblię oraz przez stworzenie (per Scripturam et creaturam)”. Ponadto:

„Boska wiedza może odnowić się w nas tylko przez czytanie Pisma Świętego oraz przez obserwację stworzeń. Ucz się słów Pisma i pojmij ich znaczenie w swej duszy, a odkryjesz Słowo. Poznaj formy i piękno rzeczy materialnych przez zmysły naturalne, a w nich pojmiesz słowo Boże”[22].

Za przykład drugi niech posłuży nam tekst słynnego dwunastowiecznego filozofa i teologa z Saksonii, augustyńskiego kanonika regularnego, znanego pod imieniem HUGO OD ŚW. WIKTORA (1096-1141). Mnich ów wołał w uniesieniu, nazywając rzeczy już całkiem wyraźnie po imieniu:

„Cały świat materialny jest jak księga napisana palcem Boga (liber scriptus digito Dei), gdyż mocą Bożą jest stworzony. A poszczególne stworzenia są jak znaki, niewymyślone jednak dowolnie przez człowieka, lecz ustanowione wolą Bożą, aby objawić niewidzialną mądrość Boga”[23].

Dziś, być może, nieco trudniej czytelnikowi odczuć całą moc tych słów średniowiecznego myśliciela, a to z powodu słabszej znajomości biblijnych skojarzeń i odniesień. A przecież słowa o księdze napisanej palcem Boga odsyłają nas bezpośrednio do dramatycznych scen z Księgi Wyjścia. Po objawieniu Bożego Prawa, gdy Bóg „oznajmił Mojżeszowi wszystko na górze Synaj, wręczył mu dwie tablice Świadectwa. Były to kamienne tablice napisane palcem Bożym (w tłumaczeniu łacińskim Wulgaty: scriptas digito Dei)” (Wj 31,18). Zestawienie Prawa Mojżeszowego na tablicach przymierza ze światem natury rządzonym prawem Bożym rzeczywiście zachwyca.

Hugo kontynuuje swoje porównanie przyrody z księgą w następujący sposób: kto nie umiejąc czytać, zajrzałby do zapisanego literami tomu uczonej książki, ten tylko „kształty widzi, ale liter nie rozpoznaje”. Podobnie dzieje się z osobą usiłującą znaleźć Boże ślady w księdze przyrody w niewłaściwy sposób:

„Głupi i zmysłowy człowiek nie rozpoznaje tego, co z Boga jest: w widzialnych stworzeniach dostrzega ich zewnętrzny kształt, ale nie rozumie wewnętrznych przyczyn”[24].

Niedługo po nim pisał ŚW. BONAWENTURA (1217-1274), postać tak wielkiego formatu, że zestawiano go ze św. Tomaszem z Akwinu, mawiając, że obaj, jak dwa kandelabry, oświecają Kościół. Także w jego oczach przyroda jawiła się, i to często, jako księga. Trzeba nam będzie później obficiej zaczerpnąć z jego mądrości. Na razie niech wystarczy jeden krótki przykład:

„Stworzenia tego świata są jak księga (quasi quidam liber), w której odzwierciedla się, przedstawia i opisuje stwarzającą Trójcę”[25].

Zwrócimy wreszcie naszą uwagę na autorów, których dzieła stanowią rodzaj zwieńczenia średniowiecza i jednocześnie początek następnej epoki. Pierwszy z nich to TOMASZ À KEMPIS (1380-1471). Zestawiony przez niego zbiór duchowych sentencji i porad O naśladowaniu Chrystusa nieprzerwanie cieszył się przez wieki niesłychaną popularnością. Ciekawe, że również w tak duchowym dziele znajdziemy w najczystszej postaci naukę o przyrodzie jako księdze zapisanej przez Boga, choć na razie w postaci krótkiej tylko wzmianki:

„Gdyby serce twoje było proste, każde stworzenie stałoby się dla ciebie zwierciadłem życia i księgą świętej mądrości (liber sacrae doctrinae)”[26].

Natomiast obszernie na ten temat pisze piętnastowieczny teolog hiszpański RAYMUND SEBUNDUS (zm. 1436). Dobitnie świadczy o tym tytuł jednego z jego dzieł: Theologia naturalis seu liber creaturarum, co oznacza Teologia naturalna albo księga stworzenia. W swoim zapale wywodził nawet, że księga przyrody, podobnie jak księga Biblii, jest wystarczająca dla zbawienia i przekazuje nawet nieco z natury Trójcy Bożej[27], choć jest to dostępne zapewne naturze ludzkiej nieskażonej grzechem.

Raymund wyjaśnia tam, że ludzkość ma do dyspozycji dwie księgi: jedna to wszechświat (liber universitatis – creaturarum), druga zaś to Biblia (liber sacrae Scripturae). Księga stworzenia jest chronologicznie pierwsza i została zapisana przez Boga w dniu stworzenia. Księga Pisma Świętego została napisana wtórnie, kiedy ludzie stracili umiejętność czytania pierwszej księgi[28]. Obie księgi mają tego samego Autora, którym jest Bóg. Różnią się poważnie tym, że księga stworzenia jest otwarta dla każdego, niezależnie od jego wiary. Jednak rzetelne wgłębienie się w orędzie owej księgi stworzenia wykazuje prawdziwość wiary katolickiej: „przez tę [przyrodniczą] wiedzę całą wiarę katolicką można nieomylnie poznać i wykazać jej prawdziwość”[29].

Jak widać, w średniowieczu często mówiono o księdze natury (liber naturae), zwanej też księgą stworzenia (liber creaturae). Jeśli księgę przyrody zestawiano z księgą Pisma Świętego, mówiono wtedy o księdze przyrody zapisanej na zewnątrz i księdze biblijnej zapisanej wewnątrz (liber scriptus intus et foris), odnosząc się do tekstów biblijnych (Ez 2,9-10; Ap 5,1). Umiano więc odczytywać Boży zamysł nie tylko w Biblii (jako plan zbawienia), ale także w księdze stworzenia (które pozwala poznać kunszt Bożej sztuki – ars Dei). Bóg pragnie, by poznawano Go z obu tych ksiąg, a przez to rozwijano naukę o stworzeniach (scientia creaturarum)[30].

Także znany nam już z poprzednich rozważań FRANCIS BACON (1561-1626) swój projekt rozwijania nauki oparł na wizji dwóch ksiąg. Jedna z nich objawia nam wolę Boga co do zbawienia człowieka – to Biblia. Z drugiej zaś możemy wyczytać znaki Bożej mocy – to przyroda pochodząca od Boga:

„Dwie są księgi, lub – by tak rzec – tomy, które należy studiować, jeśli chcemy być wolni od błędu. Pierwsza to Pismo Święte objawiające nam wolę Boga; druga zaś to stworzenia wyrażające Jego moc. Ta druga jest kluczem do tej pierwszej”[31].

Nauki przyrodnicze pomogą więc we wnioskowaniu prowadzącym do odkrycia pewnych atrybutów Boga, np. Jego mądrości i potęgi, o czym wspominał już św. Paweł w Liście do Rzymian. Ale jak wskazuje Bacon, dzieła Boże „pokazują wszechmoc Boga, a nie Jego obraz”. Bacon zatem przypomina, że wiedza „dzieli się na teologię i filozofię” (divinity and philosophy), toteż trzeba pamiętać, by „nieroztropnie nie mieszać i nie mylić tych dwóch rodzajów wiedzy”.

Na zakończenie naszego przeglądu wielkich głosicieli idei dwóch ksiąg Bożych, w postaci objawionej księgi Biblii i stworzonej księgi przyrody nie może zabraknąć najbardziej charakterystycznej postaci początków nowożytnego przyrodoznawstwa – GALILEUSZA (1564-1642). Oto jego słowa z 1623 roku, w których – co trzeba pamiętać – filozofią zwie nauki przyrodnicze:

„Filozofię zapisano w tej ogromnej księdze, która nieustannie otwarta jest przed naszymi oczami (mam tu na myśli wszechświat). Ale nie można jej zrozumieć, jeśli wpierw nie nauczy się ktoś języka, nie pozna liter, jakimi ją zapisano. Księga ta zapisana jest w języku matematycznym, a literami są trójkąty, okręgi i inne figury geometryczne. Bez tych pomocy niemożliwe jest zrozumienie nawet jednego słowa, bez nich będzie to jak daremne błądzenie w ciemnym labiryncie”[32].

BIBLIOGRAFIA + TEKST NA STRONIE –> http://www.siemieniewski.archidiecezja.wroc.pl/?q=node/46

[1] https://znanichrzescijanie.wordpress.com/2016/02/20/1-wplyw-wiary-biblijnej-na-wspolczesna-nauke-indywidualne-motywacje-uczonych/

ZOBACZ TAKŻE>>> http://www.lexcredendi.pl/index.php/component/content/article?id=148:nauka-kluczem-do-natury-scientia-naturae-clavis

A TAKŻE >>>>>>>>>>>>>>>>>>>>> http://myslewiecwierze.pl/dwie-ksiegi-boga/ <<<<<<<<<<<<<<<<<<<

Co było na początku? Materia i bezosobowa natura wszechświata, czy też może Rozum – Inteligencja – Umysł? Chrześcijanie razem z wybitnymi myślicielami Starożytności powiedzieli by Logos. Seria NA POCZĄTKU BYŁO SŁOWO… ma pomóc czytelnikowi w odpowiedzi na to pytanie. W tym miejscu jednak jedna uwaga. Staraj się patrzeć drogi czytelniku na całą serię przede wszystkim w sposób całościowy.

augustinus_009…aleś Ty wszystko urządził według miary i liczby, i wagi! [Mdr 11:20]

3. Przed obliczem mojego Boga opiszę teraz dwudziesty dziewiąty rok mego życia. Właśnie przebywał wówczas od niedawna w Kartaginie pewien biskup manichejski imieniem Faustus, niezwykły łowca diabelski, który wielu ludzi oplątywał siecią swej uwodzicielskiej wymowy. Mnie też się ona podobała, ale rozumiałem, że trzeba od niej odróżnić samą prawdę o świecie, której byłem złakniony. Zważałem nie na to, w jakim naczyniu, ale na to, jaki pokarm wiedzy poda mi ów tak sławiony przez manichejczyków Faustus. Poprzedziła go rozgłośna sława, że jest to człowiek do głębi obznajmiony ze wszystkimi dziedzinami wiedzy, a zwłaszcza wykształcony w sztukach wyzwolonych.

Wielu już przedtem naczytałem się dzieł filozofów i miałem nimi wypełnioną pamięć. Teraz więc niektóre ich tezy porównywałem z rozwlekłymi baśniami manichejczyków. Bardziej prawdopodobne wydały mi się twierdzenia filozofów, pożyteczne przynajmniej w tym, że mogły być opisem tego świata, chociaż filozofowie nie odnaleźli jeszcze Tego, który jest Panem świata. Albowiem wielki jesteś, Panie, i na to, co niskie, patrzysz, a to, co wysokie, z daleka poznajesz.

Zbliżasz się tylko do tych, którzy mają serca skruszone, a pyszni Ciebie nie znajdują, choćby swoim wszędobylskim doświadczeniem zliczyli gwiazdy i ziarnka piasku morskiego, choćby wymierzyli tory konstelacji i zbadali szlaki planet. W takich dociekaniach posługują się rozumem i talentami, które Ty im dałeś.

Dzięki temu dokonali licznych odkryć i na wiele lat naprzód zapowiedzieli zaćmienia Słońca i Księżyca, podając, w jakim one nastąpią dniu, o jakiej godzinie i czy będą całkowite czy częściowe. Nie omylili się w obliczeniach i wszystko tak się działo, jak zapowiadali. Zapisali zasady, które odkryli i które możemy dziś odczytać. Na tej podstawie można teraz przepowiadać, w jakim roku, w jakim miesiącu, w jakim dniu i o jakiej godzinie nastąpi zaćmienie Księżyca albo Słońca i jaki będzie stopień tego zaćmienia. I tak się stanie, jak przewidujemy.

Umiejętności takie są przedmiotem trwożnego zadziwienia dla ludzi, którzy nie znają ich podstaw. Są też przedmiotem wielkiej dumy tych, którzy się na tym znają.

Popadają ci ludzie w bezbożną pychę, w cień oddzielający ich od światła Twego. Na tak długi czas naprzód przewidują zaćmienie Słońca, a swojego aktualnego zaćmienia nie dostrzegają. Nie potrafią bowiem pobożnie zastanowić się nad tym, skąd mają zdolność do badania owych zjawisk.

A nawet wtedy, gdy odkrywają, że Ty ich stworzyłeś, nie oddają się dobrowolnie w Twoje ręce, abyś strzegł tego, co stworzyłeś, ani nie zabijają siebie takich, jakimi siebie uczynili, w ofierze dla Ciebie. Dumnie wzbijają się w górę jak ptaki; w nienasyconej ciekawości penetrują, jak ryby, zakamarki otchłani; w rozkoszach tyją jak bydło na łące. Gdyby złożyli siebie w ofierze, Ty, Panie Boże, który jesteś ogniem spalającym, pochłonąłbyś ich troskę o rzeczy śmiertelne, odnawiając ich samych dla życia wiecznego.

Nie znają Chrystusa, który jest Drogą i Słowem Twoim – Słowem, przez które uczyniłeś to wszystko, co oni zliczają, jak też ich samych, tych, którzy zliczają, jak i zmysły, którymi dostrzegają to, co zliczają, i umysł, który dokonuje obliczeń. A mądrości Twej nikt nie zmierzy.

Lecz oto sam Jednorodzony stał się dla nas mądrością, sprawiedliwością i uświęceniem. Uznano Go za jednego z nas i spłacił daninę cesarzowi. Tamci ludzie nie znają drogi, po której powinni zejść z wyżyny, gdzie siebie postawili, i wejść w górę ku Niemu. Nie znają tej drogi i łudzą się, że jaśnieją na wysokości jak gwiazdy. I oto nagle runęli na ziemię, a ich obłąkane serca ogarnęła ciemność. Mówią niemało prawdziwych rzeczy o stworzeniu, a Prawdy, która jest sprawczynią stworzenia, nie potrafią szukać pobożnie i dlatego też jej nie znajdują. A jeśli nawet rozpoznają Boga, nie składają Mu hołdu i dziękczynienia jako Bogu, lecz marnieją w swoich rozmyślaniach i sobie przypisują mądrość. Sobie przyznają to, co do Ciebie należy. Jeszcze gorzej: tak są zaślepieni, że Tobie usiłują przypisać to, co tylko od nich pochodzi. Kłamstwami obarczają Ciebie, któryś jest samą prawdą. I zamieniają chwałę niezniszczalnego Boga na podobieństwo zniszczalnego człowieka, jak też ptaków, czworonogów i płazów. Zamiast prawdy Twej wybierają kłamstwo. Składają hołd i służą raczej stworzeniu niż Stworzycielowi.

Zachowywałem jednak w pamięci wiele trafnych opinii wypowiadanych przez owych naukowców o świecie stworzonym. Ich obliczenia potwierdzała matematyka, regularne następstwo pór roku, jak też podległe obserwacji ruchy gwiazd. Porównywałem te teorie z koncepcjami Manesa, który o tych samych sprawach pisał wiele i zupełnie bez sensu. W jego pismach nie znajdowałem przekonującego wytłumaczenia takich zjawisk, jak przesilenie dnia z nocą, zrównanie dnia z nocą, jak zaćmienia i inne tego rodzaju fenomeny, o jakich czytałem w książkach należących do nauki świeckiej. Wymagano jednak ode mnie wiary w to, co napisał, chociaż było to całkowicie niezgodne z zasadami matematyki i ze wszystkimi moimi własnymi obserwacjami.

4. Prawda, o prawdomówny Panie Boże, że aby się Tobie podobać, nie wystarczy takie rzeczy znać? Jakże nieszczęsny jest ten, kto to wszystko poznał, a Ciebie nie zna. Szczęśliwy, kto zna Ciebie, choćby o tamtym wszystkim nic nie wiedział. Kto zaś zna i Ciebie, i tamte rzeczy, nie jest dzięki nim szczęśliwszy, lecz jedynie dzięki Tobie jest szczęśliwy, jeśli znając Ciebie, hołd Ci składa jako Bogu i dziękczynienie, a nie marnieje w swoich rozmyślaniach.

Człowiek wiedzący o tym, że posiada drzewo, i dziękujący Ci, że może z niego korzystać, choćby nie znał dokładnie jego wysokości ani szerokości liściastej korony, w lepszej jest sytuacji od tego, który troskliwie je zmierzył i policzył wszystkie jego gałęzie, ale go nie posiada, jak też ani nie zna, ani nie miłuje jego Stwórcy. Podobnie człowiek wierzący rozporządza bogactwami całego świata: skoro przywarł do Ciebie, któremu wszystko podlega, to choćby niczego nie miał, wszystko posiada. Któż rozsądny będzie wątpił w to, że taki człowiek, choćby nie znał szlaku Wielkiej Niedźwiedzicy, w lepszej jest sytuacji niż inny, który wymierza niebo, liczy gwiazdy, waży żywioły, a zaniedbuje Ciebie, który wyznaczyłeś każdej rzeczy miarę, liczbę i wagę [ŚWIĘTY AUGUSTYN, WYZNANIA – KSIĘGA V].

ZOBACZ–>https://znanichrzescijanie.wordpress.com/2015/08/16/argumenty-za-wiara62-potega-ludzkiego-rozumu/

„Niektórzy ludzie lubią Żydów,  inni z kolei nie. Żaden jednak myślący człowiek, nie może zaprzeczyć, że są oni – poza wszelkimi wątpliwościami – najbardziej nadzwyczajną rasą, jaka kiedykolwiek pojawiła się na świecie” [Winston Churchill].

„Natknęłam się na tajemnicę bez rozwiązania, tajemnice tak wielką, że dałam sobie spokój z próbą odnalezienia [racjonalnego] wytłumaczenia. Tajemnicą tą było przetrwanie Żydów.

Usiadłam na podłodze mojego biura, otoczona poprzez książki o Sumerze, Egipcie, Rzymie itp, a także sceptyczne materiały odnoszące się do Jezusa i nie potrafiłam zrozumieć jak ci ludzie [Żydzi] wytrwali do dnia dzisiejszego, nie tracąc nic ze swej tożsamości. To była tajemnica, która przyciągnęła mnie z powrotem do Boga. To było coś, co na nowo ożywiło w moim umyśle ideę Boga” [Ann Rice – autorka Wywiadu z wampirem].

Co było na początku? Materia i bezosobowa natura wszechświata, czy też może Rozum – Inteligencja – Umysł? Chrześcijanie razem z wybitnymi myślicielami Starożytności powiedzieli by Logos. Seria NA POCZĄTKU BYŁO SŁOWO… ma pomóc czytelnikowi w odpowiedzi na to pytanie. W tym miejscu jednak jedna uwaga. Staraj się patrzeć drogi czytelniku na całą serię przede wszystkim w sposób całościowy.

human_chimp_brains_wide

Religia zaczyna się tam, gdzie kończy się biologia [G.K. Chesterton – Ortodoksja].

W roku 1871 Charles Darwin sformułował hipotezę, że ludzie są ewolucyjnie bliżsi afrykańskim małpom niż jakiemukolwiek innemu żyjącemu gatunkowi. Przeprowadzone ostatnio sekwencjonowanie genomów goryla, szympansa i szympansa karłowatego bonobo potwierdza to założenie i dostarcza jaśniejszych wskazówek: szympans i bonobo są naszymi najbliższymi żyjącymi krewnymi, dzielącymi z nami 99% DNA; goryle zajmują kolejne miejsce z wartością 98%.

Jednak ta mała część odmiennego DNA jest źródłem ogromnych różnic: pozwala nam na przykład chodzić na dwóch nogach i planować misje na Marsa. Naukowcy nie wiedzą jeszcze, w jaki sposób większość naszego unikatowego DNA wpływa na funkcjonowanie genów. Potrafią jednak przeprowadzać analizy całego genomu, uzyskując intrygujące wyniki. Na przykład porównanie 33% naszego genomu, kodującego białka, z genomami naszych krewnych, ujawnia, że chociaż liczba różnic między nimi jest niewielka, to różnice promieniują na resztę genomu, wpływając w pewien sposób na wszystkie chromosomy [Kate Wong – Scientific American Październik 2014 nr 10].

Powiadają, iż fakt, że ludzie i niektóre małpy mają DNA w 99 procentach identyczne świadczy o tym, że tak na prawdę człowiek to tylko zwierzę i nic więcej. W domyśle zazwyczaj pojawia się  – czasami wypowiedziana, a czasami nie – sugestia, że człowiek nie został stworzony przez Boga. Że Stwórca nie istnieje. Myślę jednak, że to wspominane 99% DNA pokazuje nam tak naprawdę coś dokładnie odwrotnego.

Jeżeli niemal całe nasze DNA jest kopią tego występującego u szympansów, to czy nie należałoby się spodziewać jedynie niewielkich różnic pomiędzy człowiekiem a wspominanym gatunkiem małpy? Tak jednak jak wiemy nie jest. Różnice są ogromne, choć to przecież mało powiedziane. Latamy bowiem w kosmos, nasza sonda Voyager właśnie opuszcza System Słoneczny, badamy świat mechaniki kwantowej, gdzie mamy styczność z tak małymi cząsteczkami i przestrzeniami, że umysł ludzki nie jest tego w stanie ogarnąć; posiadamy sztukę, filozofię czy religię. A to wszystko to tylko czubek góry lodowej.

Jeżeli patrząc na naturę (w tym przypadku nasze DNA) widzimy niemal identyczność; z kolei kiedy jednak patrzymy na rzeczywistość widzimy przepaść, to czy nie jest rozsądnym odwołać się do czegoś ponadnaturalnego? Do jakiegoś pierwiastka duchowego (niemożliwego do zmierzenia czy udowodnienia w sposób bezpośredni, gdyż nie należy do początku naturalnego), który byłby to odpowiedzialny za przepaść istniejącą pomiędzy dwoma niemal identycznymi pod względem naturalnym stworzeniami (te same pierwiastki, organy, niemal całe DNA)? Pierwiastka danego tylko jednemu, jedynemu stworzeniu, jakim jest człowiek?

26 A wreszcie rzekł Bóg: «Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam. Niech panuje nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym, nad bydłem, nad ziemią i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi!» 27 Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę [Księga Rodzaju 1:26-27].

Gdy Pan Bóg uczynił ziemię i niebo, 5 nie było jeszcze żadnego krzewu polnego na ziemi, ani żadna trawa polna jeszcze nie wzeszła – bo Pan Bóg nie zsyłał deszczu na ziemię i nie było człowieka, który by uprawiał ziemię 6 i rów kopał w ziemi, aby w ten sposób nawadniać całą powierzchnię gleby – 7 wtedy to Pan Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego stał się człowiek istotą żywą [Księga Rodzaju 2:4-7].

ZOBZACZ->https://znanichrzescijanie.wordpress.com/2014/03/22/argument-za-wiara39-przepasc-pomiedzy-czlowiekiem-a-zwierzeciem/