Archive for the ‘ZARZUTY WOBEC CHRZEŚCIJAŃSTWA’ Category

bonaventure

„…niewidzialne Boże przymioty – Jego wiekuista moc oraz boskość – od stworzenia świata stają się widzialne dzięki rozumnemu oglądaniu dzieł Bożych” (por. Rz 1,20).

Poznaliśmy już pobieżnie intuicje wielkich chrześcijańskich teologów dotyczące przyrody traktowanej jako Boża księga. Wypada nam teraz nieco dłużej zatrzymać się nad tym tematem, gdyż czeka nas prawdziwa przygoda intelektualna: spotkanie ze ŚW. BONAWENTURĄ (1217-1274). Powszechnie znany bardziej jako biograf św. Franciszka, ten wielki doktor Kościoła jest jednak również znamienitym uczonym i samodzielnym pisarzem, i to o niezwykłej przenikliwości umysłu. Tutaj mniej zainteresują nas jego skądinąd zachwycające dzieła ascetyczne i mistyczne, naszą uwagę skierujemy baczniej na te pisma, w których dzieli się z nami swoimi wnioskami wynikającymi z lektury Księgi Rodzaju, a nawet z szerszej refleksji nad stworzeniem jako drogą do Boga. Bonawentura, będąc wykładowcą paryskiej szkoły franciszkanów, w ciągu swojego pracowitego życia miał wiele okazji, by snuć takie refleksje i przedstawiać je swoim uczniom.

Posiadamy zapis trzech cykli jego konferencji uniwersyteckich, zwanych wówczas po łacinie collationes. Nas interesuje zwłaszcza cykl kazań wygłoszony w Paryżu w okresie wielkanocnym 1273 roku, nosi bowiem tytuł O sześciu dniach stworzenia (Collationes in hexaemeron) oraz podtytuł: o oświeceniu Kościoła (seu illuminationes Ecclesiae)[59]. Chociaż są to teksty początkowo istniejące tylko w formie mówionej i niespisane osobiście ręką św. Bonawentury, to jednak spodziewamy się, że sprawozdanie słuchaczy dość wiernie oddaje jego idee. Szkoda, że konferencje pozostały niedokończone: mianowanie Bonawentury kardynałem i biskupem Albano wydatnie ograniczyło czas, który mógł przeznaczać na działalność akademicką. Zresztą niedługo potem nadszedł kres jego ziemskiego życia.

W konferencjach O sześciu dniach stworzenia poszczególne dni biblijnego opisu interesują św. Bonawenturę głównie jako metafory kolejnych etapów poznania Boga przez człowieka. Dlatego podtytuł całego zbioru mówi o oświeceniu Kościoła, a w historii znano go też pod tytułem O stopniach kontemplacji lub O sześciu rodzajach wizji intelektualnych. Dla naszej współczesnej mentalności tego typu podejście do komentowanego fragmentu Pisma Świętego to prawdziwe wyzwanie. Ale spróbujemy na chwilę założyć z otwartym umysłem, że także mistrzowie dawnych wieków mają nam coś istotnego do powiedzenia o właściwej interpretacji Biblii; że także siedemset lat temu słowo Boże działało z mocą.

Zaczniemy jednak od łatwiejszego i bardziej zwięzłego dziełka O drodze umysłu do Boga (Itinerarium mentis in Deum), które zgodnie z tytułem przedstawia drogę wznoszenia się umysłu człowieka do spotkania z Bogiem. Można od razu zauważyć, że jeśli potraktujemy Itinerarium jako program, to wtedy O sześciu dniach stworzenia będzie realizacją tego programu: czytelnik Biblii i obserwator świata może faktycznie wznieść się ku Stwórcy. Okazuje się bowiem, że ważnym elementem tej drogi jest poznawanie świata, który nas otacza. W jakim stopniu człowiek pozna przyrodę, w takim stanie się ona lustrem, w którym odbijają się prawdy dotyczące Boga:

„Wszystko, co można poznać […], wskazuje jasno, że możemy w tym jak w zwierciadle ujrzeć wieczne zrodzenie Słowa, Obrazu i Syna, pochodzącego w wieczności od Boga Ojca”[60].

a. Wystarczała księga stworzenia

Zajrzyjmy teraz do jeszcze innego słynnego dzieła Bonawentury, do Breviloquium, które jest pewnym kompendium całej teologii, prezentującym dojrzałość myśli i oryginalność Doktora Serafickiego, jak nazywa się popularnie św. Bonawenturę[61]. Według jego nauczania w całym świecie materialnym pozostały liczne znaki Boga, którymi są: ślad (vestigium), obraz (imago) i podobieństwo (similitudo)[62]. Każdy czytelnik Biblii wie, że drugi i trzeci wymieniony znak człowiek znajdzie w sobie samym: „Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz” (Rdz 1,27). Natomiast znak pierwszy, czyli ślad, zawarty jest w całym świecie przyrody, zarówno w stworzeniach ożywionych, jak i nieożywionych. Wnikliwy umysł człowieka wszędzie może ów ślad odnaleźć.

Dlatego św. Bonawentura z takim upodobaniem stosował wspomnianą już wyżej metaforę księgi. Bóg stworzył świat, aby objawić siebie samego (ad declarandum se ipsum). Pojęcie Bożej księgi ma więc różne znaczenia: istnieje księga „zapisana wewnątrz” (liber intus), jest to księga Bożego planu zbawienia wobec grzesznego człowieka. Ale jest i druga księga, „zapisana na zewnątrz”, a jest to świat materialny[63]. Zresztą – jak zaraz zobaczymy – metafora księgi zapisanej na zewnątrz i wewnątrz zostanie omówiona szerzej przez Doktora Serafickiego. Autor dość często odwołuje się do sceny z Księgi proroka Ezechiela. W tłumaczeniu Biblii Tysiąclecia (wyd. 5) brzmi to tak: „oto wyciągnięta była w moim kierunku ręka, w której był zwój księgi, […] był zapisany z jednej i z drugiej strony” (Ez 2,9-10, Wulagata: scriptus intus et foris). Podobny tekst pojawia się też księdze Apokalipsy św. Jana: „ujrzałem na prawej dłoni Zasiadającego na tronie księgę zapisaną wewnątrz i na odwrocie” (Ap 5,1, Biblia Tysiąclecia, wyd. 5, Wulagata: scriptum intus et foris).

Kto odda się poznawaniu przyrody, ten może znaleźć drogę do Boga, gdyż „wszystkie stworzenia tego świata materialnego […] prowadzą do Boga wiekuistego”[64]. Gdyby człowiek miał tak jasny umysł, jak Bóg zamierzył to dla niego w chwili stworzenia, Boża księga świata wystarczyłaby do poznania Boga. W obecnym stanie upadłej natury umysł ludzki nie jest jednak już taki sprawny w dochodzeniu do Boga, dlatego potrzebna jest jeszcze druga księga, Pismo Święte[65]. Jest to więc nauczanie o możliwości dojścia do prawdy o Bogu na podstawie obserwacji stworzonej przyrody, ale w praktyce możliwość ta pozostaje często czysto teoretyczna, gdyż przecież każdy człowiek obciążony jest grzechem.

„W stanie niewinności, kiedy jeszcze obraz nie był naruszony, ale podobny do Boga przez łaskę, wystarczała księga stworzenia (liber creaturae), w której człowiek mógł sam ujrzeć światło Bożej Mądrości”[66].

Obecnie, w stanie natury zranionej grzechem, nie jest to już takie proste[67]. Chociaż droga poprzez stworzenia tego świata jest trudna, nie jest jednak absolutnie niemożliwa. Oto jakim natchnionym tonem wzywa wielki franciszkański święty do pójścia tym tropem:

„Uczyńmy pierwszy krok na Jakubowej drabinie, stawiając przed sobą cały świat widzialny (totum istum mundum sensibilem) niczym jakie zwierciadło; za jego pomocą przejdźmy do Boga, najwyższego Artysty (ad Deum, opificem summum). W ten sposób staniemy się prawdziwymi Hebrajczykami, przechodząc z Egiptu do Ziemi Obiecanej; staniemy się chrześcijanami, przechodząc z Chrystusem z tego świata do Ojca; staniemy się miłośnikami Mądrości”[68].

Pierwszy krok w poznawaniu świata przyrody ma charakter opisowy oraz ilościowy. Bonawentura powołuje się na ulubiony w średniowieczu fragment biblijny z Księgi Mądrości: „Ty wszystko urządziłeś według miary i liczby, i wagi!” (Mdr 11,20). Stosuje go do badania natury w taki oto sposób: „Na początku obserwator rozważa rzeczy same w sobie i widzi w nich wagę, liczbę i miarę (pondus, numerum et mensuram)”. Takie poznanie przyrody obejmuje to wszystko, co dziś określamy mianem nauk ścisłych. Jakkolwiek ten etap jest konieczny, to według średniowiecznego chrześcijanina nie można na nim poprzestać. Po nim przyrodoznawca winien przechodzić do wniosków głębszych, tzn. teologicznych:

„A od tych rozważań obserwator może przejść jak po śladach (sicut ex vestigio) do wiedzy o przeogromnej potędze, mądrości i dobroci Stwórcy”[69].

Rzecz jasna, zdobyta w ten sposób wiedza o Bogu nie wyczerpuje tego, co można o Nim wiedzieć. Jest to poznanie tylko pewnych przymiotów Boga. Do pełnego poznania tego wszystkiego, co Bóg zechciał o sobie człowiekowi objawić, potrzebne jest Objawienie zawarte w księgach Pisma Świętego. Jest to zatem wiedza cząstkowa, ale niebezużyteczna. Św. Bonawentura wskazuje, jak wiele aspektów Bożej natury można na tej drodze zgłębić:

„W ten sposób dusza wznosi się do rozważania potęgi, mądrości i dobroci Boga (Dei potentiam, sapientiam et bonitatem) jako Tego, który istnieje, jest żywy, rozumny, czysto duchowy, niepodlegający zniszczeniu ani zmianom”[70].

Bonawentura zdobył się nawet na śmiałość wskazania, że w bytach stworzonych można znaleźć odbicie pewnych aspektów Trójcy Świętej. Będzie to jednak możliwe dla kogoś, kto uprzednio poznał już naukę chrześcijańską, a potem okiem ukształtowanym przez wiarę spogląda na przyrodę:

„We wszystkich rzeczach poznawalnych można ujrzeć jak w zwierciadle (tanquam in speculis) odwieczne zrodzenie Słowa, Obrazu i Syna (aeterna generatio Verbi, Imaginis et Filii), pochodzącego w wieczności od Boga Ojca”[71].

Wzorem wielu swoich najlepszych średniowiecznych poprzedników Bonawentura główne narzędzie poznania na tej drodze upatrywał w matematycznym aspekcie przyrody. „Wszystkie stworzenia są piękne”, pisał, a dalej dowodził: „piękno zaś nie istnieje bez proporcji”, a „proporcja z kolei polega głównie na liczbach”; z tego natomiast wynika, że „wszystko z konieczności polega na liczbach (necesse est, omnia esse numerosa)”. To rozumowanie prowadzi go do logicznej konkluzji (zapożyczonej zresztą od wcześniejszego o kilka wieków Boecjusza):

„Liczba jest głównym wzorcem w umyśle Stwórcy (praecipuum in animo Conditoris exemplar), a w stworzeniach jest głównym śladem prowadzącym do mądrości. Skoro zaś liczby są oczywiste dla wszystkich i bliskie Bogu […], to objawiają Go nam we wszelkich rzeczach materialnych i widzialnych, kiedy pojmujemy ich aspekt liczbowy (numerosa apprehendimus), kiedy rozkoszujemy się liczbową proporcją i kiedy przeprowadzamy niepodważalne rozumowanie (leges irrefragabiliter iudicamus) na podstawie praw liczbowych proporcji”[72].

Jak widać, nauczanie Bonawentura na temat przyrody jako księgi, z której można wyczytać tak wiele na temat Stworzyciela, jest bogate i wieloaspektowe. Niech nieco dłuższy fragment z Breviloquium podsumuje nam jego refleksję na ten temat:

„Pierwsza zasada objawiła nam siebie za pośrednictwem zmysłów, co znaczy że przez świat, jak gdyby przez zwierciadło i ślad, człowiek winien wznieść się do Boga Stworzyciela, którego winien kochać i wielbić.

Są więc dwie księgi: jedna zapisana wewnątrz, a jest ona Bożą sztuką i mądrością wieczną, druga zaś, zapisana na zewnątrz – to świat materialny.

Ponieważ zaś istniało stworzenie (anioł) obdarowane zmysłem wewnętrznym, aby poznać księgę wewnętrzną, istniało też inne stworzenie, obdarowane zmysłem zewnętrznym, doskonałość świata domagała się istnienia stworzenia obdarzonego zmysłem podwójnym, aby mogło poznać i księgę zapisaną na zewnątrz, i tę zapisaną wewnątrz (ad cognitionem libri scripti intus et foris), to znaczy Mądrość i Jej dzieła.

A ponieważ w Chrystusie złączona jest Mądrość odwieczna i Jej dzieła w jednej osobie, to jest On nazwany księgą zapisaną wewnątrz i na zewnątrz dla zbawienia świata”[73].

b. Od księgi Biblii do księgi przyrody

Biblia i świat przyrody jawią się jako ściśle ze sobą związane, i to z rozmaitych powodów. Oba te źródła mówią nam coś o Bogu: z Pisma Świętego dowiadujemy się o ostatecznej przyczynie istnienia świata, natomiast z księgi natury o odnowieniu upadłej wskutek grzechu natury człowieka:

„Pierwsza zasada daje nam się poznać i przez Biblię, i przez stworzenie (et per scripturam et per creaturam). Przez księgę stworzenia (per librum creaturae) objawia się nam jako zasada przyczynowa, przez księgę Biblii – jako zasada odnowienia”[74].

Bonawentura odwołuje się do obrazów biblijnych, kiedy głosi w uniesieniu, że potrzebne są zatem dwa kroki wiedzy, które „prowadzą nas do rozpoznania Boga po Jego śladach, jak dwa skrzydła serafinów” (por. Iz 6,2: „Nad Nim unosiły się serafiny. Każdy miał po sześć skrzydeł; dwoma zasłaniał sobie twarz, dwoma zasłaniał swoje nogi, a dwoma unosił się ku górze”).

„Stworzenia bowiem są jak cienie, echa i wizerunki (umbrae, resonantiae et picturae) pierwszej, przepotężnej, najmądrzejszej i najdoskonalszej zasady, wiecznego źródła, światła, pełni […] i porządkującej wszystko sztuki (artis ordinantis)”[75].

Wśród przytaczanych tekstów biblijnych nie mogło oczywiście zabraknąć fragmentu z Listu do Rzymian św. Pawła: „niewidzialne Boże przymioty – Jego wiekuista moc oraz boskość – od stworzenia świata stają się widzialne dzięki rozumnemu oglądaniu dzieł Bożych” (por. Rz 1,20). To przecież podstawa dla każdego starożytnego i średniowiecznego teologa w refleksji na temat księgi natury. Nic dziwnego, że zdanie to św. Bonawentura cytuje w samym środku swojego dyskursu o poznaniu Boga na podstawie stworzenia[76].

Po tym wstępnym przygotowaniu czas już na skorzystanie z tego, że św. Bonawentura zostawił nam komentarz do opisu stworzenia z Księgi Rodzaju. Jest to interpretacja duchowa, na co – jak widzieliśmy – wskazuje już sam tytuł dzieła: Sześć dni stworzenia, czyli oświecenie Kościoła. W zawartej w tym dziele konferencji na temat Boga jako wzoru dla wszystkiego, co istnieje, ów średniowieczny święty stwierdza, że droga do wzniesienia umysłu do Boga jest potrójna. Wiedzie przez spotkanie ze stworzeniami materialnym (sensibilis creaturae), następnie ze stworzeniami duchowymi (spiritualis creaturae), a wreszcie z księgami świętymi (sacramentalis scripturae):

„[Do poznania] prowadzi rozum i wiara. A wspiera nas w tym potrójna pomoc […]: pomoc stworzeń materialnych, pomoc stworzeń duchowych i pomoc Pisma, które zawiera tajemnice [wiary]. Co się zaś tyczy pierwszej ze wspomnianych pomocy, to cały świat jest cieniem, drogą, śladem (umbra, via, vestigium), jest księgą zapisaną na zewnątrz (liber scriptus forinsecus)”[77].

Ale uwaga! „Lektura owej «księgi zapisanej na zewnątrz» należy do osób zdolnych do głębokiej kontemplacji (altissimorum contemplativorum), a nie jedynie do przyrodników (naturalium philosophorum). Ci ostatni znają przecież tylko naturę rzeczy, a nie ślady Boga w nich (sciunt naturam rerum, non ut vestigium)”[78].

Drugą pomocą w drodze do Boga jest stworzenie duchowe (creatura spiritualis): jest ono światłem, zwierciadłem i obrazem, a w ten sposób jest także księgą – zapisaną wewnątrz (liber scriptus intus)[79].

Trzecią pomocą jest Pismo Święte, zwane przez Bonawenturę Pismem sakramentalnym (Scripturae sacramentalis). „Wszelkie Pismo jest jak Boże usta, jak Boże słowo i język Boga, jak Boże pióro (os Dei, verbum Dei, lingua Dei, calamus Dei) i Boża księga zapisana na zewnątrz i wewnątrz (liber scriptus foris et intus)”[80].

Wzajemna relacja księgi świata i księgi Biblii jest następująca: kiedy człowiek upadł przez grzech i utracił poznanie Boga, wtedy „świat stał się jak księga zniszczona” i konieczna stała się „inna księga: jest to księga Pisma”, przez „którą Bóg oświetlił i naprawił” księgę świata[81].

Co ważne, zwłaszcza w naszych czasach: aby dowiedzieć się więcej o stworzeniu świata, nie można ograniczyć się do czytania Biblii. Ona jest księgą na inny temat! Pismo Święte przekazuje nauczanie o świecie stworzonym o tyle, o ile jest to potrzebne do całości nauki chrześcijańskiej wiary (ad doctrinae sufficientiam). Ale wcale nie opisuje parametrów orbit ciał niebieskich ani też elementów składowych kosmosu (distinctionem orbium nec caelestium nec elementarium)[82].

A dnia siódmego Bóg odpoczął od swojej pracy (dosł. «przestał pracować»). Nie oznacza to jakiejś bezczynności Boga, pamiętano przecież zawsze o ewangelicznej prawdzie: „Mój Ojciec działa stale, dlatego i Ja działam” (J 5,17). Zaprzestał stwarzania nowych gatunków. Ale tu Doktor Seraficki powołuje się na starą naukę o zaczątkowych zarodkach (rationes seminales). Na początku bowiem, w ciągu sześciu dniu stworzenia Bóg „uczynił wszystko czy to w postaci prototypu (in simili) – co dotyczy istot, które pomnażają się przez zrodzenie, czy to w postaci zaczątkowych zarodków (in seminali ratione) – co dotyczy istot, które pojawiają się na innej zasadzie) (illa quae aliis modis introducuntur in esse)”[83].

Ostatecznie więc cały świat jest księgą, z której możemy odczytać, kim jest jego Stworzyciel[84].

BIBLIOGRAFIA + TEKST NA STRONIE –> http://www.siemieniewski.archidiecezja.wroc.pl/?q=node/46

[1] https://znanichrzescijanie.wordpress.com/2016/02/20/1-wplyw-wiary-biblijnej-na-wspolczesna-nauke-indywidualne-motywacje-uczonych/
[2] https://znanichrzescijanie.wordpress.com/2016/02/25/2-dwa-zrodla-poznania-boga-ksiega-pisma-swietego-i-ksiega-natury/

Reklamy

beautiful-girl-reading-book-hd-wallpaper

W stanie [pierwotnej] niewinności wystarczała księga stworzenia: człowiek, zanurzając się w niej, mógł pojąć światło Bożej mądrości – św. Bonawentura[1].

Pierwszym chrześcijańskim pisarzem, który użył określenia „księga natury”, był, jak się wydaje, ŚW. AUGUSTYN (zm. 430)[2]. Starożytny doktor Kościoła polemizował wtedy z manichejczykami, a fascynujący ślad tych sporów pozostawił dla nas w dziele Przeciw manichejczykowi Faustusowi. W innych pismach Augustyna można natomiast znaleźć pierwsze ślady rozumowania, które przygotowują nas do pojmowania przyrody jako Bożej księgi. Najpierw więc w dziele De doctrina christiana św. Augustyn wyjaśnia, że alegoryczna interpretacja Pisma Świętego jest możliwa, gdyż słowa Biblii odnoszą się często dosłownie do przedmiotów tego świata, ale – w drugim rzędzie – przedmioty tego świata odsyłają nas jeszcze dalej, ponieważ Bóg obdarzył je znaczeniem przekazywania orędzia biblijnego[3].

Dlatego na przykład drewno, które Mojżesz wrzucił do wody, kamień położony przez Jakuba pod głowę czy baranek ofiarowany przez Abrahama w zamian za syna pozostają konkretnymi rzeczami czy istotami, „ale są to też znaki innych rzeczywistości”[4]. To rozumowanie odnosi się początkowo tylko do wzmiankowanych w Biblii symbolicznych przedmiotów, ale można je też uogólnić. I tak właśnie robi św. Augustyn w ostatnim kroku: polemizując z Faustusem, po wspomnieniu tego źródła prawdy, jakim jest Pismo Ewangelii (Scriptura evangelica), przechodzi do paralelnie pojmowanej księgi przyrody:

„Gdybyś całe stworzenie tak od początku pojmował, by przypisać jego autorstwo Bogu, byłbyś niczym czytelnik wielkiej księgi natury (magnum librum naturae rerum)”[5].

To zestawienie księgi Biblii spisanej na zwojach czy kartach oraz księgi natury zapisanej przez Boskiego Autora w stworzonej przyrodzie stało się początkiem długiej i owocnej średniowiecznej Tradycji. Ale nawet św. Augustyn, proponując to sformułowanie, sam wpisywał się w dorobek swoich poprzedników, którzy uczyli, że przyroda jest miejscem spotkania człowieka z Bogiem. W chrześcijaństwie nie ma przecież przeciwstawiania działania Boga w naturalnym biegu przyrody i w Jego nadzwyczajnych interwencjach w historię zbawienia. Skoro w samej Biblii można znaleźć słowa sugerujące działanie sił natury: „Niech ziemia zrodzi różne żywe istoty: bydło, zwierzęta pełzające i polne” (Rdz 1,24), tuż obok słów mówiących o bezpośrednim działaniu Boga, który „uczynił różne polne zwierzęta, wszelkie bydło i zwierzęta pełzające” (Rdz 1,25), to znaczy że „nie istnieje ostre przeciwstawienie naturalnych procesów w przyrodzie i Bożego działania”[6]. Augustyn nie był w tej materii rewolucjonistą. Wręcz przeciwnie, włączył się w długi poczet nauczycieli wiary tak właśnie prezentujących chrześcijańską naukę o stworzeniu.

Dlatego cofniemy się nieco w czasie, aż do postaci ŚW. TEOFILA (zm. ok. 177), który według Euzebiusza miał być w latach 169-177 szóstym z kolei biskupem Antiochii w Syrii. Jego postać jest dla nas szczególnie interesująca: jest to pierwszy chrześcijański autor, który pozostawił nam obszerniejszy komentarz do Księgi Rodzaju.

W swoim dziele Do Autolika Teofil przywołuje obraz Boga jako wielkiego Ustawodawcy praw przyrody. Odwołuje się przy tym do dobrze znanej wówczas z codziennego życia sytuacji prawnej starożytnego mieszkańca cesarstwa rzymskiego. Przecież, co oczywiste, znakomita większość ludzi nie widziała nigdy na oczy cesarza, a jednak doświadczała na co dzień skutków jego rządów:

„Wierzymy, że istnieje ziemski król, choć nie wszyscy go widzą: rozpoznajemy go po jego prawach i zarządzeniach […]; dlaczegóż więc nie chcesz przyznać, że i Boga można rozpoznać po Jego czynach i potężnych dziełach?”[7].

Czy owymi dziełami Boga miałyby przede wszystkim być nadzwyczajne cuda przekraczające prawa natury? Wręcz przeciwnie, to właśnie stałość i niezmienność praw przyrody wskazuje na istnienie Prawodawcy:

„Rozważ, człowieku, Jego dzieła: powracanie pór roku, zmiany temperatury, regularny obrót gwiazd; uporządkowaną zmienność dnia i nocy, miesięcy i lat”[8].

Obserwacja regularności zjawisk astronomicznych lub meteorologicznych prowadzi wprost do poznania Boga: „Jeśli to spostrzeżesz, człowiecze, to żyjąc w sposób czysty, święty i prawy, będziesz mógł widzieć Boga”[9].

Dla zagadnienia rozwoju istot żywych na ziemi istotne jest, że Teofil wyraźnie odróżniał etapy stworzenia: pierwsze było stworzenie pierwotnego materiału: „Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię. A ziemia była zupełnym pustkowiem” (Rdz 1,1-2). Drugim zaś etapem było wykorzystanie tej pierwotnej materii do uformowania bytów opisanych kolejno w następnych wersetach Księgi Rodzaju[10]. Szczególnie zaś interesujące jest podkreślenie, że żywe stworzenia nie są stworzone przez Boga bezpośrednio, lecz z polecenia Boga w jakiś tajemniczy sposób wydają je z siebie woda i ziemia. To nieożywiona materia posłużyła jako twórcze środowisko, które na rozkaz Boży – rozkaz stający się prawem natury – stopniowo wydało z siebie kolejne kategorie istot żywych: „Ziemia wydała różne rodzaje zielonych roślin” (Rdz 1,12); „I rzekł Bóg: «Niech ziemia zrodzi różne żywe istoty: bydło, zwierzęta pełzające i polne». I tak się stało” (Rdz 1,24)[11]. Podobnie, zauważa Teofil, „dnia piątego zostały stworzone te istoty żyjące, które pochodzą z wody”[12].

Podobnie rozumiał objawienie się Boga w przyrodzie ŚW. IRENEUSZ (ok. 140-202): „poganin uczy się z samego stworzenia, ono bowiem ujawnia Tego, który je stworzył, a świat objawia Tego, który nim zarządza”[13]. Kontrowersyjny pisarz, jakim był NOWACJAN (200-258), przypominał, że Bóg daje się poznać nie tylko przez specjalne objawienie, ale również przez stworzony świat, „aby ludzki rozum mógł okiem umysłu spostrzec wielkość Architekta świata”[14]. Podobnie wypowiadają się wielcy ojcowie i nauczyciele Kościoła starożytnego: ŚW. GRZEGORZ CUDOTWÓRCA (ok. 213-273)[15] czy ŚW. ATANAZY (295-373). Ten ostatni posłużył się nawet cennym porównaniem: słynny rzeźbiarz starożytności Fidiasz tworzył tak wspaniałe dzieła, że wystarczy ujrzeć jeden z jego posągów, aby odczuć obecność twórcy; podobnie Bóg daje się poznać przez swoje dzieło sztuki, jakim jest stworzony świat[16]. Porównuje też porządek stworzonego świata z harmonijną pieśnią chóru kierowanego przez dyrygenta oraz z wielkim miastem zbudowanym i zarządzanym przez mądrego króla[17].

O wiele dobitniej brzmią słowa ŚW. JANA CHRYZOSTOMA (350-407): „Już przed obdarowaniem nas Pismem Świętym Bóg rozpostarł niebiosa, otwierając ogromny tom Bożej nauki. Niech zarówno nieuczony, jak i mędrzec spoglądają na ów tom, a otrzymają wystarczające pouczenie z tego widoku”[18]. Jeśli jakaś dusza dowiedziała się czegoś o Bogu poza Jego objawieniem, to „nigdy sama z siebie, ale miała stworzony świat jak otwartą przed nią księgę”[19].

Jest to pewien rodzaj mowy Bożej wyrażonej „w rzeczach widzialnych, które przekazują poczucie mocy Boga wyraźniej nawet, niż byłoby to możliwe mową wyrażoną przez głos”[20].

Te wstępne intuicje starożytne, poparte autorytetem św. Augustyna, przeszły wraz z Tradycją Kościoła do zasobu myślenia autorów średniowiecznych. Przytoczymy tu kilka przykładów ilustrujących tak powszechne używanie obrazu dwóch Bożych ksiąg, że stały się stałym elementem naukowej wyobraźni chrześcijańskiej.

KSIĘGA NATURY W ŚREDNIOWIECZU

Za pierwszy przykład niech posłuży tekst słynnego teologa, JANA SZKOTA ERIUGENY (815-877). Swój przydomek Szkot zawdzięczał temu, że irlandzką wyspę określano też mianem Scotia, a część drugą temu, że był Irlandczykiem (Celtowie zwali Irlandię Eriu). Zasłynął swoimi zdolnościami na tyle, że powołano go na stanowisko kierownika szkoły książęcej. Zatrzymamy się pokrótce nad kilkoma myślami tego średniowiecznego myśliciela z jego Komentarza do Ewangelii według św. Jana. Alegoryczna metoda interpretacji Biblii pozwoliła mu na wysnucie zupełnie niezwykłych wniosków ze słów św. Jana Chrzciciela z Janowej Ewangelii: „Wśród was jednak pojawił się Ten, którego wy nie znacie. Wprawdzie przychodzi On po mnie, lecz ja nie jestem godny rozwiązać Mu rzemyka u sandałów” (J 1,26-27). Oto w jaką stronę idą jego refleksje. „Cóż oznaczają sandały na stopach Jezusa?”, pyta. „Sandały Chrystusa mogą oznaczać stworzenie widzialne i Pismo Święte; w nie jak gdyby wkłada swoje stopy”. Przyroda i Biblia stoją tu obok siebie jako równoległe sposoby objawiania przez Boga Jego mocy i mądrości:

„Odzieniem Słowa jest stworzenie widzialne, które Go jawnie rozgłasza, objawiając nam Jego piękno (pulchritudinem suam manifestans). Odzieniem Jego stało się także Pismo Święte, które zawiera Jego tajemnice. Jan Chrzciciel zaś czuje się niegodny rozwiązać rzemyki i jednego, i drugiego, zarówno [materialnego] stworzenia, jak i Biblii, co oznacza przeniknięcie tajemnic”[21].

Idąc dalej, Eriugena w nieco dłuższym wywodzie o Prologu głosi pochwałę rozumu. Wprawdzie – jak pisze – „światło Boskiej wiedzy oddaliło się od świata, od kiedy ludzkość opuściła Boga”, to jednak obecnie w dalszym ciągu „owo wieczne światło objawia się światu na dwa sposoby: przez Biblię oraz przez stworzenie (per Scripturam et creaturam)”. Ponadto:

„Boska wiedza może odnowić się w nas tylko przez czytanie Pisma Świętego oraz przez obserwację stworzeń. Ucz się słów Pisma i pojmij ich znaczenie w swej duszy, a odkryjesz Słowo. Poznaj formy i piękno rzeczy materialnych przez zmysły naturalne, a w nich pojmiesz słowo Boże”[22].

Za przykład drugi niech posłuży nam tekst słynnego dwunastowiecznego filozofa i teologa z Saksonii, augustyńskiego kanonika regularnego, znanego pod imieniem HUGO OD ŚW. WIKTORA (1096-1141). Mnich ów wołał w uniesieniu, nazywając rzeczy już całkiem wyraźnie po imieniu:

„Cały świat materialny jest jak księga napisana palcem Boga (liber scriptus digito Dei), gdyż mocą Bożą jest stworzony. A poszczególne stworzenia są jak znaki, niewymyślone jednak dowolnie przez człowieka, lecz ustanowione wolą Bożą, aby objawić niewidzialną mądrość Boga”[23].

Dziś, być może, nieco trudniej czytelnikowi odczuć całą moc tych słów średniowiecznego myśliciela, a to z powodu słabszej znajomości biblijnych skojarzeń i odniesień. A przecież słowa o księdze napisanej palcem Boga odsyłają nas bezpośrednio do dramatycznych scen z Księgi Wyjścia. Po objawieniu Bożego Prawa, gdy Bóg „oznajmił Mojżeszowi wszystko na górze Synaj, wręczył mu dwie tablice Świadectwa. Były to kamienne tablice napisane palcem Bożym (w tłumaczeniu łacińskim Wulgaty: scriptas digito Dei)” (Wj 31,18). Zestawienie Prawa Mojżeszowego na tablicach przymierza ze światem natury rządzonym prawem Bożym rzeczywiście zachwyca.

Hugo kontynuuje swoje porównanie przyrody z księgą w następujący sposób: kto nie umiejąc czytać, zajrzałby do zapisanego literami tomu uczonej książki, ten tylko „kształty widzi, ale liter nie rozpoznaje”. Podobnie dzieje się z osobą usiłującą znaleźć Boże ślady w księdze przyrody w niewłaściwy sposób:

„Głupi i zmysłowy człowiek nie rozpoznaje tego, co z Boga jest: w widzialnych stworzeniach dostrzega ich zewnętrzny kształt, ale nie rozumie wewnętrznych przyczyn”[24].

Niedługo po nim pisał ŚW. BONAWENTURA (1217-1274), postać tak wielkiego formatu, że zestawiano go ze św. Tomaszem z Akwinu, mawiając, że obaj, jak dwa kandelabry, oświecają Kościół. Także w jego oczach przyroda jawiła się, i to często, jako księga. Trzeba nam będzie później obficiej zaczerpnąć z jego mądrości. Na razie niech wystarczy jeden krótki przykład:

„Stworzenia tego świata są jak księga (quasi quidam liber), w której odzwierciedla się, przedstawia i opisuje stwarzającą Trójcę”[25].

Zwrócimy wreszcie naszą uwagę na autorów, których dzieła stanowią rodzaj zwieńczenia średniowiecza i jednocześnie początek następnej epoki. Pierwszy z nich to TOMASZ À KEMPIS (1380-1471). Zestawiony przez niego zbiór duchowych sentencji i porad O naśladowaniu Chrystusa nieprzerwanie cieszył się przez wieki niesłychaną popularnością. Ciekawe, że również w tak duchowym dziele znajdziemy w najczystszej postaci naukę o przyrodzie jako księdze zapisanej przez Boga, choć na razie w postaci krótkiej tylko wzmianki:

„Gdyby serce twoje było proste, każde stworzenie stałoby się dla ciebie zwierciadłem życia i księgą świętej mądrości (liber sacrae doctrinae)”[26].

Natomiast obszernie na ten temat pisze piętnastowieczny teolog hiszpański RAYMUND SEBUNDUS (zm. 1436). Dobitnie świadczy o tym tytuł jednego z jego dzieł: Theologia naturalis seu liber creaturarum, co oznacza Teologia naturalna albo księga stworzenia. W swoim zapale wywodził nawet, że księga przyrody, podobnie jak księga Biblii, jest wystarczająca dla zbawienia i przekazuje nawet nieco z natury Trójcy Bożej[27], choć jest to dostępne zapewne naturze ludzkiej nieskażonej grzechem.

Raymund wyjaśnia tam, że ludzkość ma do dyspozycji dwie księgi: jedna to wszechświat (liber universitatis – creaturarum), druga zaś to Biblia (liber sacrae Scripturae). Księga stworzenia jest chronologicznie pierwsza i została zapisana przez Boga w dniu stworzenia. Księga Pisma Świętego została napisana wtórnie, kiedy ludzie stracili umiejętność czytania pierwszej księgi[28]. Obie księgi mają tego samego Autora, którym jest Bóg. Różnią się poważnie tym, że księga stworzenia jest otwarta dla każdego, niezależnie od jego wiary. Jednak rzetelne wgłębienie się w orędzie owej księgi stworzenia wykazuje prawdziwość wiary katolickiej: „przez tę [przyrodniczą] wiedzę całą wiarę katolicką można nieomylnie poznać i wykazać jej prawdziwość”[29].

Jak widać, w średniowieczu często mówiono o księdze natury (liber naturae), zwanej też księgą stworzenia (liber creaturae). Jeśli księgę przyrody zestawiano z księgą Pisma Świętego, mówiono wtedy o księdze przyrody zapisanej na zewnątrz i księdze biblijnej zapisanej wewnątrz (liber scriptus intus et foris), odnosząc się do tekstów biblijnych (Ez 2,9-10; Ap 5,1). Umiano więc odczytywać Boży zamysł nie tylko w Biblii (jako plan zbawienia), ale także w księdze stworzenia (które pozwala poznać kunszt Bożej sztuki – ars Dei). Bóg pragnie, by poznawano Go z obu tych ksiąg, a przez to rozwijano naukę o stworzeniach (scientia creaturarum)[30].

Także znany nam już z poprzednich rozważań FRANCIS BACON (1561-1626) swój projekt rozwijania nauki oparł na wizji dwóch ksiąg. Jedna z nich objawia nam wolę Boga co do zbawienia człowieka – to Biblia. Z drugiej zaś możemy wyczytać znaki Bożej mocy – to przyroda pochodząca od Boga:

„Dwie są księgi, lub – by tak rzec – tomy, które należy studiować, jeśli chcemy być wolni od błędu. Pierwsza to Pismo Święte objawiające nam wolę Boga; druga zaś to stworzenia wyrażające Jego moc. Ta druga jest kluczem do tej pierwszej”[31].

Nauki przyrodnicze pomogą więc we wnioskowaniu prowadzącym do odkrycia pewnych atrybutów Boga, np. Jego mądrości i potęgi, o czym wspominał już św. Paweł w Liście do Rzymian. Ale jak wskazuje Bacon, dzieła Boże „pokazują wszechmoc Boga, a nie Jego obraz”. Bacon zatem przypomina, że wiedza „dzieli się na teologię i filozofię” (divinity and philosophy), toteż trzeba pamiętać, by „nieroztropnie nie mieszać i nie mylić tych dwóch rodzajów wiedzy”.

Na zakończenie naszego przeglądu wielkich głosicieli idei dwóch ksiąg Bożych, w postaci objawionej księgi Biblii i stworzonej księgi przyrody nie może zabraknąć najbardziej charakterystycznej postaci początków nowożytnego przyrodoznawstwa – GALILEUSZA (1564-1642). Oto jego słowa z 1623 roku, w których – co trzeba pamiętać – filozofią zwie nauki przyrodnicze:

„Filozofię zapisano w tej ogromnej księdze, która nieustannie otwarta jest przed naszymi oczami (mam tu na myśli wszechświat). Ale nie można jej zrozumieć, jeśli wpierw nie nauczy się ktoś języka, nie pozna liter, jakimi ją zapisano. Księga ta zapisana jest w języku matematycznym, a literami są trójkąty, okręgi i inne figury geometryczne. Bez tych pomocy niemożliwe jest zrozumienie nawet jednego słowa, bez nich będzie to jak daremne błądzenie w ciemnym labiryncie”[32].

BIBLIOGRAFIA + TEKST NA STRONIE –> http://www.siemieniewski.archidiecezja.wroc.pl/?q=node/46

[1] https://znanichrzescijanie.wordpress.com/2016/02/20/1-wplyw-wiary-biblijnej-na-wspolczesna-nauke-indywidualne-motywacje-uczonych/

ZOBACZ TAKŻE>>> http://www.lexcredendi.pl/index.php/component/content/article?id=148:nauka-kluczem-do-natury-scientia-naturae-clavis

A TAKŻE >>>>>>>>>>>>>>>>>>>>> http://myslewiecwierze.pl/dwie-ksiegi-boga/ <<<<<<<<<<<<<<<<<<<

Scientific%20Revolution

W dzisiejszych czasach bardzo często słyszy się o konflikcie nauki i religii. O ile w jakimś stopniu można to jeszcze zrozumieć, gdyż niektóre interpretacje biblijne zostały podważone poprzez współczesną naukę, to rzutowanie tego konfliktu wstecz i wmawianie, że istniał on zawsze jest nieporozumieniem czy zwykłą nieuczciwością, o której wie niemal każdy historyk nauki. W kilku najbliższych artykułach zobaczymy, że nauka i wiara chrześcijańska nie tylko w przeszłości nie były w konflikcie, lecz że to drugie miało wręcz kluczowy wpływ na – nie tylko pojawienie się współczesnej nauki – lecz jej ciągły, nieprzerwany rozwój. Dzisiaj napiszemy o tym, jak niektórzy „ojcowie” rewolucji naukowej (choć słowo rewolucja nie do końca jest adekwatne) byli w dużym stopniu motywowani do prowadzenia swoich badań naukowych poprzez swoją biblijną wiarę. Wspomnimy także trochę o uczonych starożytności.

ROBERT BOYLE (1627-1691) – irlandzki uczony uważany za ojca współczesnej chemii; podał nowoczesną definicję pierwiastka chemicznego. Rozwinął chemiczną analizę jakościową, zastosował wskaźnik umożliwiający rozróżnienie roztworów kwasów oraz zasad. Niezależnie od Edme Mariotte’a sformułował tzw. prawo Boyle’a-Mariotte’a.

Robert Boyle w wydanym w 1688 roku dziele o tytule: Disquisition concerning the Final Causes of Natural Things stwierdza, że studiowanie natury – u tych którzy tym się zajmują – kształtuje „prawdziwe oddanie, jak i szczególne cnoty” [true Sentiments both of Devotion and of particular Vertues].

Dla Boyla świat był „świątynią Boga” i przede wszystkim dlatego należało go badać. Zaobserwował on, że „filozofowie niemal wszystkich religii świata byli – poprzez kontemplacje świata – popychani do postrzegania go jako świątyni”[1]. Dlatego to kontemplacja natury była „pierwszym aktem religijnym obejmującym wszystkie wierzenia.” Dla Boyla „odkrywanie innym ludziom doskonałości Boga jaką odsłania przed nami natura, jest bardziej akceptowalnym aktem religijnym, niż płonące ofiary na ołtarzach”[2].

Według Boyla badanie natury nie tylko dostarcza nam dowodów na istnienie Boga min. poprzez ujawnianie mocy i mądrości Boga, lecz jest również w pewnym sensie czynnością religijną, która to w dodatku przyczynia się do kształtowania w naukowcu zarówno oddania jak i cnót moralnych. Taki jest według tego uczonego cel filozofii naturalnej (odpowiednik naszej nauki).

Boyle twierdzi, że przypadku iluzjonisty czy magika, im większą wiedze mamy o sztuczce tym mniejszy podziw odczuwamy. Z Bogiem natomiast jest odwrotnie.

Czyny Boga to nie sztuczki kuglarza, zabawiające książęta, których to sekrety muszą być utrzymywane w tajemnicy, aby można było się dziwić. Znajomość dzieł Boga wpływa na proporcjonalność naszego podziwu. Im większa znajomość tym większy podziw. Im głębiej kontemplujemy dzieła i odciski palców Stwórcy odciśnięte na naturze, tym jaśniej widzimy doskonałość Boga. Nasze najbardziej wyrafinowane  badania naukowe dają nam możliwość oddawania jeszcze prawdziwszej czci Bożej Wszechwiedzy [Natural Philosophy, Essay III: Boyle, Works, vol. 2, 30].

ISAAC NEWTON (1643-1727) – angielski fizyk, matematyk, astronom, filozof, historyk, badacz Biblii i alchemik. Odkrywca zasad dynamiki; w swoim słynnym dziele Philosophiae naturalis principia mathematica (1687 r.) przedstawił prawo powszechnego ciążenia oraz prawa ruchu, leżące u podstaw mechaniki klasycznej. Niezależnie od Gottfrieda Leibniza przyczynił się do rozwoju rachunku różniczkowego i całkowego.

W XVII wieku miały miejsce tzw. Boyle Lectures, których celem było udowadnianie w sposób naukowo-filozoficzny prawdziwości chrześcijaństwa. Ich twórcą jak sama nazwa wskazuje był Robert Boyle, o którym wspomnieliśmy wcześniej. Pierwszy wykład miał miejsce w 1692 roku, a jego autorem był Richard Bentley. Przed wykładem Bentley prowadził korespondencję z Isaaciem Newtonem. W jednym z listów Newton napisał:

„Proszę Pana, kiedy pisałem swoją pracę na temat naszego Układu Słonecznego jednym z moich celów było skłonienie czytelnika do rozważenia tematu Stwórcy; nic nie sprawi mi większej przyjemności, gdy ten cel został osiągnięty” [Scholars and Antiquaries (The Cambridge History of English and American Literature in 18 Volumes (1907–21))].

FRANCIS BACON – (1561-1626) angielski filozof, jeden z najwybitniejszych przedstawicieli filozofii epoki odrodzenia i baroku, eseista, polityk oraz prawnik. Uchodzi za jednego z twórców nowożytnej metody naukowej opartej na eksperymencie i indukcji. Jest też uważany za jednego z twórców empiryzmu.

Cel filozofii naturalnej (nauki), to dla Bacona odzyskanie panowania nad naturą, jakie człowiek utracił po upadku Adama w Raju. Na ostatnich kartkach swojego dzieła „New Oregon” Francis pisze: Człowiek w wyniku swojego upadku utracił nie tylko swoją pierwotną niewinność, lecz również panowanie nad światem przyrody. Obie te straty mogą być jednak częściowo już za tego życia na ziemi zrehabilitowane. Ta pierwsza poprzez religię, druga natomiast poprzez naukę.

O Francisie Baconie napiszemy dużo więcej w innym wpisie.

JAN KEPLER (1571-1630) – niemiecki matematyk, astronom i astrolog, jedna z czołowych postaci rewolucji naukowej w XVII wieku; najbardziej znany jest z nazwanych jego nazwiskiem praw ruchu planet, był asystentem astronoma Tychona Brahe; poza badaniami astronomicznymi prowadził badania w zakresie optyki i ulepszył teleskop soczewkowy Galileusza.

Dla Jana Keplera świat to „świątynia Boga”, a natura to „księga” zapisana językiem matematycznym. Astronom to z kolei „kapłan Boga”, a nauka to „śledzenie myśli Boga” [ang. thinking God’s thoughts after Him]. Dla tego niemieckiego uczonego nauka dawała sposobność do czczenia i wielbienia Boga [ang. true worship to honor God, to venerate him, to wonder at him][3].

Przed siedmioma miesiącami przyrzekłem napisać dzieło (…) poruszające sprawy najwyższej wagi (…) Nie ma niczego większego i obszerniejszego, aniżeli wszechświat. Czy ktoś pragnie czegoś wspaniałego? Nie ma niczego wspanialszego i piękniejszego, aniżeli nasza najjaśniejsza Świątynia Boża. Pragnie ktoś poznać tajemnice? Nic nie jest, ani nie było w naturze bardziej ukryte. Jedynie wówczas mój temat nie zadowoli wszystkich, gdy jego użyteczność nie jest jasna nieoświeconym. Chodzi tu o księgę przyrody, którą Pismo Święte tak mocno chwali. Paweł prezentuje ją poganom, by mogli w niej oglądać Boga, jak słońce w wodzie lub lustrze. Dlaczego zatem my, chrześcijanie, mamy w mniejszym stopniu czerpać przyjemność z tego oglądania, wszakże naszym zadaniem jest wielbić Boga prawdziwie, czcić Go i podziwiać? Nasz podziw jest tym głębszy, im lepiej poznajemy wielkość tego, co stworzone.

Zaprawdę, ileż hymnów śpiewał Dawid, prawdziwy sługa Boży, Stwórcy, prawdziwemu Bogu! Natchnienia dostarcza mu do tego pełna podziwu obserwacja niebios. “Niebiosa opowiadają chwałę Boga”, powiedział. Będę oglądał Twoje niebo, dzieło Twoich rąk, księżyc i gwiazdy, które stworzyłeś. “Wielki jest Pan nasz i potężny w mocy; wyznacza liczbę gwiazd, wszystkim nadaje imiona.” W innym miejscu [Dawid] pełen Ducha Świętego i świętej radości wykrzykuje do wszechświata: “chwalcie Go, słońce i księżycu, chwalcie Go, gwiazdy świecące!” Czy niebo i gwiazdy mają głos? Czy mogą chwalić Boga, tak jak ludzie? Tak – powiadamy – one chwalą Boga w ten sposób, że dają człowiekowi natchnienie do chwalenia Boga. Na kolejnych stronach rozwiązujemy niebiosom i przyrodzie język i pozwalamy ich głosowi głośniej się rozlegać; i gdy czynimy to , niech nikt nas nie posądza o próżny i niepotrzebny trud [Dedykacja do Prodromus dissertationum cosmographicarum continens mysterium cosmographicum (1596)].

NAUKA JAKO CZYNNOŚĆ RELIGIJNA U UCZONYCH STAROŻYTNOŚCI

Idea, że badanie czy kontemplacja natury wiąże się z rozwojem moralnym czy duchowym, nie pojawiła się jednak w XVII wieku. Była już znana w Starożytności. Wspomnieć tutaj można tak wielkie nazwiska jak Ptolemeusz (90-168 N.E) czy Platon (427-347 P.N.E.)

„Jeśli chodzi o moralność objawiającą się zarówno w czynach jak i charakterze, to ta nauka [astronomia matematyczna] jak nic innego, może sprawić, że człowiek zaczyna wszystko jaśniej widzieć; stałość, porządek, symetria i spokój [natury], które to są powiązane z boskością, sprawia, że ci którzy zajmują się tą nauką, stają się kochankami tego boskiego piękna, a ich natury dostrajają się do tego boskiego stanu [Ptolemy’s Almagest, tr. G. J. Toomer (Princeton: Princeton University Press, 1998), 37].

Powyższy cytat to słowa Ptolemeusza. Moralna astronomia tego uczonego współgra z tradycją Platona, którą możemy znaleźć w jego dziełach. Badanie i odkrywanie porządku, który możemy znaleźć w kosmosie, sprawia, że człowiek sam staje się jak kosmos. To przybliżenie do kosmosu przynosi jedność z boskością: „Tak więc kochanek mądrości poprzez związek z boskim porządkiem, sam staje się uporządkowany i boski” [Platon Republika VI 500 b-c].

Na koniec jeszcze Simpliciusz Sycylijski (490-560 N.E.), który pisał o tym, że filozofia naturalna (nauka), to: oddziały posiłkowe dla cnót moralnych, drabina prowadząca do poznania Boga, a także czynnik aktywujący chęć dziękczynienia skierowaną ku Bogu [4]

Badanie czy kontemplacja natury jako akt filozoficzno-moralno-religijny to również idea bardzo bliska Ojcom Kościoła żyjącym w pierwszych wiekach po Chrystusie. Mówili oni często o tzw. dwóch księgach: Księga Biblii i księga natury, które to obie mają nas pouczać o Bogu. Więcej o tym napiszemy jednak w innym wpisie.

[1] Peter Harrison, The Territories of Science and Religion s.111 – Chicago University Press.

[2] Boyle, Usefulness of Natural Philosophy, in Works vol. 2, pp. 62f. Cf. Henry Power, Experimental Philosophy in Three Books (London, 1664), pp. 192f.

[3] Johannes Kepler, Mysterium Cosmographicum, tr. A. M. Duncan (Norwalk, CT., 1999), p. 53.

[4] Simplicius, In Physica, H. Diels (ed.), Commentaria in Aristotelem Graeca (Berlin: Reimer, 1882), vol. 9, 4.17-5.21, qu. in Remi Brague, Wisdom of the world (Chicago: University of Chicago Press, 2004), 116. Cf. Remi Brague, The Legend of the Middle  Ages: Philosophical Explorations of Medieval Christianity, Judaism, and Islam (Chicago: University of Chicago Press, 2009), 77-80.

Cytaty po angielsku1: For the works of God are not like the tricks of jugglers, or the pageants, that entertain princes, where concealment is requisite to wonder; but the knowledge of the works of God proportions our admiration of them, they participating and disclosing so much of the inexhausted perfections of their author, that the further we contemplate them, the more foot-steps and impressions we discover of the perfections of their Creator; and our utmost science can but give us a juster veneration of his omniscience [Boyle].

Cytatu po angielsku2: With regard to virtuous conduct in practical actions and character, this science, above all things, could make men see clearly; from the constance, order, symmetry, and calm which are associated with the divine, it makes its followers lovers of this divine beauty, accustoming them and reforming their natures, as it were, to a similar spiritual state [Ptolemeusz].

NF-Biblical-Daniel-Fast-Put-to-the-Test-1024x444

KILKA SŁÓW O POŚCIE

Tak mówi Pan: Krzycz na całe gardło, nie przestawaj! Podnoś głos twój jak trąba! Wytknij mojemu ludowi jego przestępstwa i domowi Jakuba jego grzechy!

Szukają Mnie dzień za dniem, pragną poznać moje drogi, jak naród, który kocha sprawiedliwość i nie opuszcza Prawa swojego Boga. Proszą mnie o sprawiedliwe prawa, pragną bliskości Boga: „Czemu pościliśmy, a Ty nie wejrzałeś? Umartwialiśmy siebie, a Tyś tego nie uznał?”

Otóż w dzień waszego postu wy znajdujecie sobie zajęcie i uciskacie wszystkich waszych robotników. Otóż pościcie wśród waśni i sporów, i wśród bicia niegodziwą pięścią. Nie pośćcie tak, jak dziś czynicie, żeby się rozlegał zgiełk wasz na wysokości.

Czyż to jest post, jaki Ja uznaję, dzień, w którym się człowiek umartwia? Czy zwieszanie głowy jak sitowie i użycie woru z popiołem za posłanie – czyż to nazwiesz postem i dniem miłym Panu?

Czyż nie jest raczej ten post, który wybieram: rozerwać kajdany zła, rozwiązać więzy niewoli, wypuścić wolno uciśnionych i wszelkie jarzmo połamać; dzielić swój chleb z głodnym, wprowadzić w dom biednych tułaczy, nagiego, którego ujrzysz, przyodziać i nie odwrócić się od współziomków.

Wtedy twoje światło wzejdzie jak zorza i szybko rozkwitnie twe zdrowie. Sprawiedliwość twoja poprzedzać cię będzie, chwała Pańska iść będzie za tobą. Wtedy zawołasz, a Pan odpowie, wezwiesz pomocy, a On rzeknie: „Oto jestem!”

Jeśli u siebie usuniesz jarzmo, przestaniesz grozić palcem i mówić przewrotnie, jeśli podasz twój chleb zgłodniałemu i nakarmisz duszę przygnębioną, wówczas twe światło zabłyśnie w ciemnościach, a twoja ciemność stanie się południem.

Pan cię zawsze prowadzić będzie, nasyci duszę twoją na pustkowiach. Odmłodzi twoje kości, tak że będziesz jak zroszony ogród i jak źródło wody, co się nie wyczerpie. Twoi ludzie zabudują prastare zwaliska, wzniesiesz budowle z odwiecznych fundamentów. I będą cię nazywać naprawcą wyłomów, odnowicielem rumowisk – na zamieszkanie [IZAJASZ 58].

KILKA SŁÓW O OGRANICZANIU SIĘ TYLKO DO ZEWNĘTRZNYCH PRAKTYK RELIGIJNYCH

1 Słowo, które Pan skierował do Jeremiasza: 2 «Stań w bramie świątyni i głoś następujące słowa: Słuchajcie słowa Pańskiego, wszyscy z Judy, którzy wchodzicie tymi bramami, aby oddać pokłon Panu. 3 To mówi Pan Zastępów, Bóg Izraela: Poprawcie postępowanie i wasze uczynki, a pozwolę wam mieszkać na tym miejscu. 4 Nie ufajcie słowom kłamliwym, głoszącym: „Świątynia Pańska, świątynia Pańska, świątynia Pańska!”

5 Albowiem jeżeli naprawdę poprawicie wasze postępowanie i jeżeli będziecie się kierować wyłącznie sprawiedliwością jeden wobec drugiego, 6 jeśli nie będziecie uciskać cudzoziemca, sieroty i wdowy <i jeśli krwi niewinnej nie będziecie rozlewać na tym miejscu> i jeżeli nie pójdziecie za obcymi bogami na waszą zgubę, 7 wtedy pozwolę wam mieszkać na tym miejscu w ziemi, którą dałem przodkom waszym od dawna i na zawsze.

8 Oto wy na próżno pokładacie ufność w zwodniczych słowach. 9 Nieprawda? Kraść, zabijać, cudzołożyć, przysięgać fałszywie, palić kadzidło Baalowi, chodzić za obcymi bogami, których nie znacie… 10 A potem przychodzicie i stajecie przede Mną w tym domu, nad którym wzywano mojego imienia, i mówicie: „Oto jesteśmy bezpieczni”, by móc nadal popełniać te wszystkie występki. 11 Może jaskinią zbójców stał się w waszych oczach ten dom, nad którym wzywano mojego imienia? Ja [to] dobrze widzę – wyrocznia Pana. 12 Idźcie, proszę, do mojego przybytku w Szilo, gdzie dawniej do obrałem mieszkanie dla mojego imienia, i patrzcie, co mu uczyniłem z powodu przewrotności mojego ludu, Izraela. 13 A teraz, ponieważ popełniliście te występki – wyrocznia Pana – i mimo że mówiłem do was nieustannie i niezmordowanie, nie usłuchaliście, a gdy wołałem, nie odpowiedzieliście, 14 uczynię temu domowi, nad którym wzywano mojego imienia, a w którym wy pokładacie ufność, i temu miejscu, danemu wam i waszym przodkom, to samo, co uczyniłem Szilo. 15 Odrzucę was sprzed mego oblicza, podobnie jak odrzuciłem wszystkich waszych braci, całe pokolenie Efraima [JEREMIASZ 7].

sacrafice-sheep-aloneOFIARY KRWAWE I CAŁOPALENIA W STARYM TESTAMENCIE

Miłości pragnę, nie krwawej ofiary, poznania Boga bardziej niż całopaleń. (Oz 6:6)

11 «Co mi po mnóstwie waszych ofiar? –
mówi Pan.
Syt jestem całopalenia kozłów
i łoju tłustych cielców.
Krew wołów i baranów,
i kozłów mi obrzydła.
12 Gdy przychodzicie, by stanąć przede Mną,
kto tego żądał od was,
żebyście wydeptywali me dziedzińce?
13 Przestańcie składania czczych ofiar!
Obrzydłe Mi jest wznoszenie dymu;
święta nowiu, szabaty, zwoływanie świętych zebrań…
Nie mogę ścierpieć świąt i uroczystości.
14 Nienawidzę całą duszą
waszych świąt nowiu i obchodów;

stały Mi się ciężarem;
sprzykrzyło Mi się je znosić!
15 Gdy wyciągniecie ręce,
odwrócę od was me oczy.
Choćbyście nawet mnożyli modlitwy,
Ja nie wysłucham.
Ręce wasze pełne są krwi.
16 Obmyjcie się, czyści bądźcie!
Usuńcie zło uczynków waszych
sprzed moich oczu!
Przestańcie czynić zło! (Iz 1:11-16)

22 Samuel odrzekł:
«Czyż milsze są dla Pana całopalenia i ofiary krwawe
od posłuszeństwa głosowi Pana?
Właśnie, lepsze jest posłuszeństwo od ofiary,
uległość – od tłuszczu baranów. (1Sm 15:22)

7 Nie chciałeś ofiary krwawej ani obiaty,
lecz otwarłeś mi uszy;
całopalenia i żertwy za grzech nie żądałeś. (Ps 40:7)

18 Ty się bowiem nie radujesz ofiarą
i nie chcesz całopaleń, choćbym je dawał.
19 Moją ofiarą, Boże, duch skruszony,
nie gardzisz, Boże, sercem pokornym i skruszonym. (Ps 51:18-19)

8 Nie oskarżam cię o twe ofiary,
bo twoje całopalenia zawsze są przede Mną.
9 Nie chcę przyjmować cielca z twego domu
ni kozłów ze stad twoich,
10 bo do Mnie należy cała zwierzyna po lasach,
tysiąc zwierząt na moich górach.
11 Znam całe ptactwo powietrzne,
i do Mnie należy to, co się porusza na polu.
12 Gdybym był głodny, nie musiałbym tobie mówić,
bo mój jest świat i to, co go napełnia.
13 Czy będę jadł mięso cielców
albo pił krew kozłów?
14 Złóż Bogu ofiarę dziękczynną
i wypełnij swe śluby złożone Najwyższemu, (Ps 50:8-14)

19 Słuchaj, ziemio!
Oto zamierzam sprowadzić na ten naród nieszczęście:
będzie to owoc ich przewrotnych zamysłów.
Nie zważali bowiem na moje słowa,
a moim prawem wzgardzili.
20 Na co sprowadzacie Mi kadzidło ze Saby
albo wyborny korzeń trzcinowy z dalekiej ziemi?
Nie podobają Mi się wasze całopalenia,
a wasze krwawe ofiary nie są Mi przyjemne». (Jr 6:19-20)

21 To mówi Pan Zastępów, Bóg Izraela: «Dodawajcie wasze ofiary całopalne do waszych ofiar krwawych i spożywajcie mięso! 22 Bo nic nie powiedziałem ani nie nakazałem waszym przodkom, gdy wyprowadzałem ich z Egiptu, co do ofiar całopalnych i krwawych, 23 lecz dałem im tylko przykazanie: Słuchajcie głosu mojego, a będę wam Bogiem, wy zaś będziecie Mi narodem. Chodźcie każdą drogą, którą wam rozkażę, aby się wam dobrze powodziło. 24 Ale nie usłuchali ani nie chcieli słuchać i poszli według zatwardziałości swego przewrotnego serca; odwrócili się plecami, a nie twarzą. 25 Od dnia, kiedy przodkowie wasi wyszli z ziemi egipskiej, do dnia dzisiejszego posyłałem do was wszystkich moich sług, proroków, każdego dnia, bezustannie, 26 lecz nie usłuchali Mnie ani nie nadstawiali swych uszu. Uczynili twardym swój kark, stali się gorszymi niż ich przodkowie. 27 Powiesz im wszystkie te słowa, ale cię nie usłuchają; będziesz wołał do nich, lecz nie dadzą ci odpowiedzi. 28 I odezwiesz się do nich: „To jest naród, który nie usłuchał głosu Pana, swego Boga, i nie przyjął pouczenia. Przepadła wierność, znikła z ich ust”. (Jr 7:21-28)

21 Nienawidzę, brzydzę się waszymi świętami.
Nie będę miał upodobania w waszych uroczystych zebraniach.
22 Bo kiedy składacie Mi całopalenia i wasze ofiary,
nie znoszę tego,
na ofiary biesiadne z tucznych wołów
nie chcę patrzeć.
23 Idź precz ode Mnie ze zgiełkiem pieśni twoich,
i dźwięku twoich harf nie chcę słyszeć.
24 Niech sprawiedliwość wystąpi jak woda z brzegów
i prawość jak potok nie wysychający wyleje!
25 Czyż nie składaliście Mi żertw i ofiar pokarmowych na pustyni
przez czterdzieści lat, domu Izraela,
26 a [zarazem] obnosiliście Sikkuta, waszego króla,
i Kijjuna8, wasze bożki,
<gwiazdę waszego boga>,
któreście sobie uczynili? (Am 5:21-26)

6 «Z czym stanę przed Panem,
i pokłonię się Bogu wysokiemu?
Czy stanę przed Nim z ofiarą całopalną,
z cielętami rocznymi?
7 Czy Pan się zadowoli tysiącami baranów,
miriadami potoków oliwy?
Czy trzeba, bym wydał pierworodnego mego za mój występek,
owoc łona mego za grzech mojej duszy?
8 Powiedziano ci, człowiecze, co jest dobre.
I czegoż żąda Pan od ciebie,
jeśli nie pełnienia sprawiedliwości, umiłowania życzliwości
i pokornego obcowania z Bogiem twoim?» (Mi 6:6-8)

JEZUS W NOWYM TESTAMENCIE O OFIARACH KRWAWYCH

28 Zbliżył się także jeden z uczonych w Piśmie, który im się przysłuchiwał, gdy rozprawiali ze sobą. Widząc, że Jezus dobrze im odpowiedział, zapytał Go: «Które jest pierwsze ze wszystkich przykazań?» 29 Jezus odpowiedział: «Pierwsze jest9: Słuchaj, Izraelu, Pan Bóg nasz, Pan jest jeden. 30 Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą. 31 Drugie jest to: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Nie ma innego przykazania większego od tych». 32 Rzekł Mu uczony w Piśmie: «Bardzo dobrze, Nauczycielu, słusznieś powiedział, bo Jeden jest i nie ma innego prócz Niego. 33 Miłować Go całym sercem, całym umysłem i całą mocą i miłować bliźniego jak siebie samego daleko więcej znaczy niż wszystkie całopalenia i ofiary». 34 Jezus widząc, że rozumnie odpowiedział, rzekł do niego: «Niedaleko jesteś od królestwa Bożego». I nikt już nie odważył się więcej Go pytać. (Mk 12:28-34)

ZOBACZ TAKŻE–>https://znanichrzescijanie.wordpress.com/2015/01/02/argumenty-za-wiara53-prorocy-st-czyli-ci-ktorzy-rozbudzili-sumienia-i-poczucie-sprawiedliwości/

image019

Kilka słów o Genesis, czyli stworzenie świata i człowieka według Biblii.

Temat, który chciałbym tutaj poruszyć jest tak rozległy, iż można by tworzyć o nim całe książki, wielu już tak zrobiło. Wpis ten postaram się jednak napisać tak zwięźle jak to możliwe.

Często słyszy się, że wielu ludzi nie wierzy chrześcijaństwu ponieważ jest ono sprzeczne ze współczesną nauką. Ziemia i kosmos nie powstały w sześć dni, człowiek pochodzi od małpy (skrót myślowy) i tak dalej. Poniżej napiszę w skrócie w kilku punktach dlaczego autor niniejszego tekstu nie widzi tutaj żadnego problemu dla wiary chrześcijańskiej.

[1] – DWA OPISY STWORZENIA – Po pierwsze ludzie odpowiedzialni za umieszczenie opisów stworzenia świata i człowieka w Biblii nie byli zainteresowani przekazaniem naukowego, czyli zgodnego z rzeczywistością opisu powstania świata. Już wyjaśniam dlaczego tak uważam. Pierwsze dwa rozdziały Księgi Rodzaju zawierają nie jeden, a DWA opisy stworzenia świata. To co jest tutaj ważne, to to, że istnieją między nimi duże różnice, które natychmiast rzucają się w oczy. Najważniejszą z nich jest moment pojawienia się człowieka na ziemi. W Genesis 1 pojawia się on „dnia” szóstego, czyli po roślinach (dzień trzeci) i zwierzętach (dzień piąty i szósty). W Genesis 2 czytamy natomiast:

Gdy Pan Bóg uczynił ziemię i niebo, 5 nie było jeszcze żadnego krzewu polnego na ziemi, ani żadna trawa polna jeszcze nie wzeszła – bo Pan Bóg nie zsyłał deszczu na ziemię i nie było człowieka, który by uprawiał ziemię 6 i rów kopał w ziemi, aby w ten sposób nawadniać całą powierzchnię gleby – 7 wtedy to Pan Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego stał się człowiek istotą żywą.

Wyraźna sprzeczność, wobec której możemy przyjąć dwie różne postawy. Pierwsza jest taka, że twórcy i ci, którzy umieścili te opisy w Biblii byli nie tylko kłamcami, ale także idiotami, którzy nie dostrzegali wyraźniej sprzeczności lub ją dostrzegali, lecz tak beznadziejnie nieumiejętnie starali się ją usunąć, że ślepy ją zauważy. Druga postawa to taka, że teksty te nigdy nie miały nam przekazywać wiedzy naukowej o tym jak powstał świat i człowiek. Biorąc pod uwagę fakt, że osoby odpowiedzialne za umieszczenie ich na początku Biblii należały do elity intelektualnej swoich czasów (kapłani), jak i fakt istnienia wielu symboli i obrazów w tych tekstach, przyjęcie pierwszej postawy wydaje się być absurdem.

[2]  MNÓSTWO SYMBOLI I OBRAZÓW – Punkt drugi poruszyłem w ostatnim zdaniu powyżej. Teksty te są bowiem w sposób oczywisty przepełnione symbolami, obrazami, alegoriami i ogólnie rzecz biorąc są pisane językiem mitycznym. Orygenes u początku III wieku omawiając stworzenie raju, argumentował:

„Czyż znajdzie się taki prostak, który by sądził, że Bóg, niby jakiś rolnik, «zasadził drzewa w raju, w Edenie na wschodzie» oraz posadził «drzewo życia», to znaczy widzialne i dotykalne drzewo?” [Orygenes, O zasadach, III, 1.]

W tym miejscu należy jeszcze dodać, że przynajmniej pierwszy opis biblijny w dużo większym stopniu wygląda jak poezja, aniżeli proza. Widzimy przecież ciągłe powtarzające się teksy, co trochę może przypominać na przykład refren. A potem Bóg rzekł… I stało się tak… A Bóg widział, że były dobre… I tak upłynął wieczór i poranek i tak kilka razy.

[3] CELEM POLEMIKA Z MITOLOGIĄ POGAŃSKĄ –  Cel powstania tych opowieści. Co nim było? Dla biblistów jest on oczywisty, ale aby go rozpoznać potrzeba znać choć odrobinę kontekst kulturowy w którym to, co znajdujemy na początku Biblii powstało. Księga Rodzaju powstała w VI wieku przed Chrystusem. Mówiąc natomiast dokładniej był to okres tzw. niewoli babilońskiej, kiedy to wielu Żydów zostało deportowanych ze swoich ziem i zmuszonych do osiedlenia się w Mezopotamii będącej pod panowaniem Babilonu. Żydzi wówczas zetknęli się po raz pierwszy tak bezpośrednio z wierzeniami innych ludów. Wierzeniami całkowicie innymi od wiary Izraelitów. Pogańskie bóstwa po pierwsze były bardzo liczne, po drugie w sposób nierozerwalny złączone z naturą/kosmosem. Ciała niebieskie, niebo, ziemia, morze i cała reszta była uważana za wielkie bóstwa, których powstanie było równoznaczne z powstaniem wszechświata. Kosmogonia była równoznaczna z teogonią. Jaki cel przybrali sobie twórcy początków Pisma Świętego? Była nim oczywiście polemika z mitologią pogańską. Już pierwsze zdanie Biblii nią jest.

NA POCZĄTKU BÓG STWORZYŁ NIEBO I ZIEMIĘ (RODZ 1:1)

Zdanie niezwykłe, co niestety ludzie współcześni rzadko zauważają. Bóg jest jeden (zamiast całego panteonu), a cała natura jest przez Niego stworzona. Nie ma w niej niczego boskiego. Nie należy jej ani czcić ani się bać. Polemiczny cel tych tekstów widać najwyraźniej podczas opisu stworzenia ciał niebieskich:

14 A potem Bóg rzekł: «Niechaj powstaną ciała niebieskie, świecące na sklepieniu nieba, aby oddzielały dzień od nocy, aby wyznaczały pory roku, dni i lata; 15 aby były ciałami jaśniejącymi na sklepieniu nieba i aby świeciły nad ziemią». I stało się tak. 16 Bóg uczynił dwa duże ciała jaśniejące: większe, aby rządziło dniem, i mniejsze, aby rządziło nocą, oraz gwiazdy. 17 I umieścił je Bóg na sklepieniu nieba, aby świeciły nad ziemią; 18 aby rządziły dniem i nocą i oddzielały światłość od ciemności. A widział Bóg, że były dobre. 19 I tak upłynął wieczór i poranek – dzień czwarty.

Ciała niebieskie nie są bogami jak to było w mitologii pogańskiej. Ich celem jest z jednej strony oświetlanie, z drugiej pomoc w wyznaczaniu pór roku itp. Bardzo ciekawe jest tutaj również użycie zwrotów „większe i mniejsze ciało jaśniejące”. Nadanie bowiem im nazw (Słońce i Księżyc) sugerowałoby, że są to bóstwa posiadające swoje imiona. W ten sposób nastąpiła całkowita demitologizacja natury. Jak wiemy rozwój nauki pokazał, że Izraelici mieli rację. Słońce, Księżyc i cała reszta to żadni bogowie. Zwyczajne kawałki materii i nic więcej. Dla nas to oczywiste.

Ciekawą kwestią jest również umieszczenie ciał niebieskich pomiędzy takimi rzeczami jaki rośliny (dzień trzeci) i zwierzęta (dzień piąty). Naturalnym zabiegiem wydawać by się mogło wspomnienie ciał niebieskich przed bądź po roślinach i zwierzętach. Dlaczego tak nie zrobiono? Myślę, że głównym powodem było podkreślenie tej demitologizacji Słońca i Księżyca. Ciała niebieskie w dużo większym stopniu były uważane za bóstwa niż rośliny czy zwierzęta, które były zazwyczaj uważane za coś zwyczajnego. Umieszczając ciała niebieskie pomiędzy jedną a drugą zwyczajną rzeczą podkreślono w ten sposób ich zwyczajność. Ten zabieg pokazuje nam również, że biblijny opis stworzenia nie tylko nie należy brać jako siedem 24-godzinnych dni (jak to zostanie ukazane poniżej), lecz również sekwencja powstawania kolejnych bytów jest tutaj uzależniona od celów teologicznych. Nie należy w niej doszukiwać się zgodności z naukową ewolucją wszystkiego co widzimy w naturze.

[4] – SZEŚĆ DNI STWORZENIA – A teraz czas na kilka słów o sześciu „dniach” stworzenia. Mówiąc w skrócie to nie jest tak, że interpretacje niedosłowne i alegoryczne pojawiły się dopiero wtedy jak nauka „udowodniła” że świat powstał w więcej niż w kilka dni. To co Kościół uważał za fakt (i z czego szybko robił dogmat), to to, że nasz świat ma początek (co w XX wieku udowodniła teoria wielkiego wybuchu). Nigdy jednak nie dotyczyło to tego jak i ile trwało powstawanie wszechświata. Chrześcijanie od samego początku mocno różnili się w tym jak na to zagadnienie patrzeć. To prawda, niektórzy uważali, że sześć dni należy rozumieć dosłownie jako okresy 24-godzinne. Od samego jednak początku byli i tacy, którzy uważali, że tych sześć dni to tylko zabieg literacki. Kościół pozwalał tutaj na rozbieżności, gdyż po pierwsze nie miało to większego znaczenia, a po drugie najwyraźniej kierował się tym o czym wspomniał św. Augustyn w jednym ze swoich dzieł traktujących o Genesis:

W tym, co niejasne i poza naszymi możliwościami poznania, znajdujemy w Piśmie Świętym fragmenty, które można interpretować na wiele sposobów, jednocześnie bez narażania na szwank wiary, którą przyjęliśmy. W takich sytuacjach nie powinniśmy pośpiesznie i jednostronnie upierać się przy czymś, co zostanie podważone przez dalszy postęp w poszukiwaniu prawdy, gdyż wtedy i my wraz z tym – upadniemy [Św. Augustyn, De Genesi ad Litteram Libri Duodecim, ks. I, 18,37].

Jakie podstawy biblijne mieli wybitni chrześcijanie do tego, aby nie traktować sześciu „dni” dosłownie? Po pierwsze natura dnia numer siedem (dzień odpoczynku Boga). Każdy z sześciu pierwszych dni kończył się słowami „i tak upłynął wieczór i poranek dzień…”. Nie dotyczy to dnia siódmego. Inne miejsca Biblii w sposób wyraźny sugerują natomiast, że ten ostatni „dzień” trwa do dnia dzisiejszego:

Lękajmy się przeto, gdy jeszcze trwa obietnica wejścia do Jego odpoczynku, aby ktoś z was nie mniemał, iż jest jej pozbawiony [Heb 4:1].

Przeto przysiągłem w moim gniewie: «Nie wejdą do [miejsca] mego odpoczynku» [Ps 95:11].

„For he [the pagan Celsus] knows nothing of the day of the Sabbath and rest of God, which follows the completion of the world’s creation, and which lasts during the duration of the world, and in which all those will keep the festival with God who have done all their work in their six days” (Orygenes – Against Celsus 6:61).

A teraz zastanówmy się kiedy zaczyna się pierwszy dzień. Czy jest to wers numer jeden? Raczej nie. Każdy z dni (od drugiego do szóstego) zaczyna się od słów „Bóg rzekł”, a kończy słowami „i tak upłynął wieczór i poranek dzień…”. Wzór ten wskazywałby, że „dzień” pierwszy rozpoczyna się wersem numer trzy:

3 Wtedy Bóg rzekł: «Niechaj się stanie światłość!» I stała się światłość. 4 Bóg widząc, że światłość jest dobra, oddzielił ją od ciemności. 5 I nazwał Bóg światłość dniem, a ciemność nazwał nocą. I tak upłynął wieczór i poranek – dzień pierwszy.

Tak więc pierwsze dwa wersy mówiące po prostu o stworzeniu „nieba i ziemi” znajdują się poza (przed) ciągiem kolejno następujących po sobie sześciu „dni”, które traktują już o uporządkowywaniu przez Boga stworzonej wcześniej materii. Ile trwał okres tworzenia „nieba i ziemi” nie wiemy.

Poza tym wszystkim chrześcijanie przywoływali inne fragmenty, jak te mówiące o tym, że u Boga jeden dzień jest jak tysiąc lat (Cyprian czy Laktancjusz), czy to, że ciała niebieskie wyznaczające długość dnia powstały dnia czwartego, tak więc pierwsze trzy dni nie mogły być interpretowane dosłownie. Na koniec cytat ze wspomnianego wcześniej św. Augustyna:

„For in these days [of creation] the morning and evening are counted until, on the sixth day, all things which God then made were finished, and on the seventh the rest of God was mysteriously and sublimely signalized. What kind of days these were is extremely difficult or perhaps impossible for us to conceive, and how much more to say!” (The City of God 11:6 [A.D. 419]).

Dlaczego teksty te zostały napisane w taki a nie inny sposób? Odpowiedź jest prosta. Ponieważ w pierwszej kolejności były skierowane do ludzi żyjących przeszło 2500 lat temu i miały być przede wszystkim zrozumiałe dla nich. Stąd występują w nich motywy mityczne jak lepienie człowieka z gliny czy antropomorfizmy w opisie Boga jak np. spacer Boga po ogrodzie obrazujący bliskość Stwórcy i człowieka istniejącą przed pojawieniem się grzechu. Dlaczego Bóg nie natchnął dawnych pisarzy, aby przekazali nam oni jak powstał świat i człowiek? Ponieważ Pismo Święte opowiada nam to co jest dla nas istotne: historię zbawienia. Człowiek bowiem sam siebie zbawić nie może. Tylko Bóg może. Dlatego Stwórca nam w tym pomaga. Aby być zrozumiałym wykorzystuje jednak do tego innych ludzi z ich wszystkimi zdolnościami jak i ograniczeniami. Dlatego to Biblia nie spadła nam na głowę z nieba. Co do struktury świata i całej reszty to pomoc Boga jest nam zbędna. Mamy rozum wystarczająco potężny, aby samemu zrozumieć otaczającą nas naturę.

[5] TEORIA EWOLUCJI – Często słyszy się, że ewolucja biologiczna (i nie tylko) sprawia, że inteligentna osoba nie może wierzyć w to, że kosmos jak i człowiek zostały stworzone przez Boga, gdyż ewolucja to proces niekierowany (ang. unguided proces). Gdyby Bóg żył w czasie to argument byłby zasadny. Prawda jest jednak taka, że zarówno Biblia jak i tradycja chrześcijańska twierdzą od samego początku, że czas został przez Boga stworzony, a sam Stwórca znajduje się poza czasem. Jak to się mówi dla Boga zawsze jest teraz. Tak więc już „na początku” stwarzania świata Bóg nie tyle przewidywał, co po prostu widział naraz jaki kształt nabiera cały stworzony przez niego kosmos. Patrząc z naszej perspektywy ewolucja to w dużym stopniu przypadek. Patrząc jednak z perspektywy Boga nie może być jednak mowy o żadnym przypadku.

Ewolucjonizm jest dobrym przykładem na to, że współczesna inteligencja, jeśli niszczy cokolwiek, z pewnością niszczy samą siebie. Ewolucjonizm albo w niewinny sposób opisuje powstawanie pewnych zjawisk na ziemi, albo – jeśli stara się być czymś więcej – atakuje myśl jako taką. Jeśli ewolucjonizm niszczy , to nie religię, ale racjonalne myślenie [jeśli za ludzki rozum odpowiada tylko i wyłącznie bezmyślna natura to podstawy aby jemu ufać są nikła, zwłaszcza w sprawach mniej przyziemnych – admin]. Jeśli ewolucjonizm głosi po prostu, że obiektywnie istniejąca rzecz zwana małpą zmieniła się bardzo powoli w inną obiektywnie istniejącą rzecz zwaną człowiekiem, to dla większości ludzi o ortodoksyjnych poglądach jest on zupełnie nieszkodliwy – osobowy Bóg może bowiem dokonywać czegoś zarówno szybko, jak i powoli, zwłaszcza jeśli, tak jak Bóg chrześcijan, znajduje się on poza czasem [G.K. Chesterton – Ortodoksja].

Oprócz tego dodać należy dwie charakterystyczne cechy biblijnego opisu stworzenia człowieka. Po pierwsze słowo Adam w starożytnych językach, oznaczało min. człowiek, rozumianego zarówno jako pojedyncza istota, jak i cały rodzaj ludzki. Oprócz tego tekst biblijny mówi wyraźnie o tym, że to człowiek jest koroną stworzenia. Tylko ludzie zostali stworzeni „na obraz Boga”. Należałoby się więc spodziewać, że dzień w którym powstał człowiek, będzie dniem w którym nie powstanie żadne inne stworzenie (aby podkreślić jego wyjątkowość). Tak jednak nie jest. Szóstego dnia obok (przed)człowieka powstały bowiem również zwierzęta lądowe. Kto wie, może zawiera się tutaj jakieś natchnione przeczucie dotyczące pokrewieństwa człowieka i reszty świata zwierzęcego.

ZOBACZ–>http://www.catholic.com/tracts/creation-and-genesis
A TAKŻE–>https://chantelelston.wordpress.com/2013/10/07/evolution-is-a-supplement-to-my-faith/
http://onetheology.com/2015/10/13/review-of-scripture-and-cosmology-by-kyle-greenwood/

g-k-chestertonPoniżej znajduje sie fragment książki G.K. Chestertona „Ortodoksja”

… zajmę się (…) poglądem mówiącym, że religia chrześcijańska wyrosła z ciemnych wieków wczesnego średniowiecza. W tym wypadku nie zadowoliłem się studiowaniem współczesnych uogólnień; zabrałem się do studiowania historii. Z niej dowiedziałem się, że chrześcijaństwo nie tylko nie należało do ciemnych wieków średniowiecza, ale stanowiło jedyny ich jasny element. Chrześcijaństwo było świetlistym mostem łączącym ze sobą dwie przejrzyste cywilizacje. Jeśli ktokolwiek twierdzi, że wiara zrodziła się w ignorancji i barbarzyństwie, odpowiem po prostu: wcale tak nie było. Zrodziła się ona bowiem w cywilizacji śródziemnomorskiej, w pełnym słońcu Imperium Rzymskiego. Świat roił się od sceptyków, a panteizm świecił jasno jak słońce, gdy Konstantyn przybił krzyż do masztu. Statek co prawda poszedł na dno, ale – rzecz dziwna! – wypłynął z powrotem: odmalowany i lśniący, z krzyżem nadal tkwiącym na maszcie. Oto, jak niezwykłej rzeczy potrafiła dokonać religia: niosący ją statek zmienił się w łódź podwodną. Arka przetrwała pod naporami wód; przysypani odpadkami dynastii i klanów, podnieśliśmy się na nowo i przypomnieliśmy sobie o Rzymie. Gdyby nasza wiara była jedynie chwilowym kaprysem upadającego imperium , jeden mroczny kaprys zostałby zastąpiony innym i nawet gdyby nasza cywilizacja zdołała się ponownie podźwignąć (choć wielu cywilizacjom się to nie udało), dźwignęłaby się pod jakąś nową barbarzyńską banderą. Kościół chrześcijański był jednak ostatnim tchnieniem dawnego społeczeństwa i pierwszym tchnieniem nowego. Ludzi, którzy zapomnieli, jak się buduje łuk Kościół nauczył budowania ostrołuku. Ujmując rzecz krótko: największym nonsensem, jaki można powiedzieć o Kościele, jest to, co stale się o nim słyszy. Jak można twierdzić, że Kościół chce nas wepchnąć z powrotem w ciemne wieki średniowiecza? Przecież to on nas wyprowadził z ich mroku [G.K. Chesterton – Ortodoksja].chrześcijaństwo mostem

dostrzec-sonia-w-pokoju-kilka-sw-otwierajcych-oczy-na-oczywiste-problemy-zwizane-z-ochron-innowacyjnoci-pawe-waszak-1-728

Podważanie dawnej ortodoksyjnej wiary było w głównej mierze dziełem duchownych trudniących się komentowaniem Nowego Testamentu. Powołując się na autorytet ekspertów w tej dziedzinie kazano nam rezygnować z ogromnej masy wierzeń, które podzielali pierwsi chrześcijanie, Ojcowie Kościoła, ludzie średniowiecza, Reformatorzy, a nawet nasi ojcowie żyjący w wieku dziewiętnastym. Pragnę tutaj wyjaśnić źródło mojego sceptycyzmu w odniesieniu do autorytetu ekspertów. Sceptycyzmu ignoranta, jak sami aż zbyt łatwo zauważycie. Ale sceptycyzm jest ojcem ignorancji, gdyż trudno jest wytrwale pogłębiać wiedzę, jeśli nie potrafi się wzbudzić w sobie prima facie przekonania do swoich nauczycieli.

Przede wszystkim, bez względu na to, jaką wartość ci ludzie mogli sobą przedstawiać jako komentatorzy Biblii, nie ufam im jako krytykom. Uważam, że nie mają dostatecznego literackiego wyrobienia i nie dostrzegają istoty czytanych przez siebie tekstów.

To oskarżenie wydaje się dziwne, jeśli zważyć, że wysuwam je przeciwko ludziom, którzy całe swoje życie spędzili na studiowaniu tych ksiąg. Ale właśnie stąd mogą pochodzić ich trudności. Jeśli ktoś całą młodość i wiek dojrzały spędził na badaniu tekstów NT oraz wyników badań innych uczonych, a nie dysponuje przy tym żadną porównawcza skalą, która pozwoliłaby mu dokonać literackiej oceny i którą dać może jedynie głęboka i wszechstronna znajomość szeroko pojętej literatury, ten ktoś moim zdaniem szczególnie łatwo może przeoczyć to, co w tych tekstach jest najważniejsze. Kiedy mi mówi, że jakieś ewangeliczne zdarzenie jest legendą albo zmyśloną opowieścią, chciałbym wiedzieć, ile powieści i legend przeczytał i czy ma dostatecznie wyrobiony smak, by potrafił je wykryć – a nie, ile lat spędził nad Ewangelią. (więcej…)

ZOBACZ TAKŻE–> https://znanichrzescijanie.wordpress.com/2014/12/21/zarzuty-bog-starego-testamentu-jest-okrutny/

bible

Biblia: między mitem a historią. Jest to jeden z rozdziałów książki Anny Świderkówny [Biblia a człowiek współczesny].

„Czym właściwie jest Biblia? Zbiorem mitów czy opowieści historycznych. Ani jednym ani drugim. To wielki księgozbiór na który złożyły się pisma należące do najróżniejszych gatunków literackich. Znajdziemy tam, zarówno fragmenty pisane językiem mitycznym, jak i teksty historyczne. Trzeba zawsze jednak pamiętać, że historia tworzona w czasach starożytnych, różni się bardzo od tego, co rozumiemy pod tym pojęciem dzisiaj”.

„Izrael podobnie jak pozostałe ludy Starożytnego Wschodu nie miał właściwego języka, którym mógłby przekazać swoje refleksje filozoficzne czy teologiczne. Posługiwał się więc obrazowym i symbolicznym językiem mitów, aby wyrazić największe prawdy, a nawet objawienie Boże.”

„Jedyną w Biblii szeroko rozbudowaną bajkę spotykamy w rozdziale IX Księgi Sędziów. Drzewa rozprawiają tam ze sobą, bo postanowiły wybrać króla i nie wiedzą, które z nich ma nim zostać. Co ciekawe, chociaż opowieść ta znalazła się w Piśmie Świętym, nikt nie próbuje dowodzić, że Pismo naucza, iż kiedyś drzewa mówiły i wybierały króla. Dlaczego? Bo w tym przypadku nawet nie wiedząc o tym, umiemy rozpoznać gatunek literacki. Kłopot pojawia się dopiero tam, gdzie go nie rozpoznamy”.

„Autorzy biblijni korzystali z języka mitycznego, jednak bardzo starannie oczyszczali cegiełki przejęte ze świata pogańskiego”.

„Przyznaję, że rozdział pierwszy Księgi Rodzaju raczej mnie denerwował. Złościł mnie tak długo, póki nie zobaczyłam go na tle mitologii bliskowschodniej z której przecież wyrasta. Wtedy dopiero oceniłam podobieństwa i różnice”.

„To co czytamy w Biblii, aż do połowy czwartego wersetu rozdziału drugiego ma formę hymnu liturgicznego na cześć jedynego Stwórcy nieba i ziemi. Wszystko jest tu stworzone, także to co i gdzie indziej, nie tylko na Bliskim Wschodzie, ale i w Grecji było uznawane za bóstwa: ciała niebieskie, Słońce, księżyc, gwiazdy. W tekście biblijnym są to lampy, które Bóg wiesza na sklepieniu nieba, żeby pomagały ludziom tworzyć kalendarz i odróżniać dzień od nocy”.

„Wszystkie znane mi kosmogonie są zarazem teogoniami, co oznacza, że powstawanie świata ściśle wiąże się z narodzinami bogów. To dlatego, że rodzą się coraz to nowi bogowie, powstaje niebo, Ziemia, księżyc, gwiazdy, morze i wszystko inne. Początek Księgi Rodzaju to jedyny tekst w którym mowa jest tylko o kosmogonii. Nie znajdujemy w niej genealogii Boga. Nie słyszymy, aby miał On żonę albo żony. Nie dowiadujemy się niczego o Jego dzieciach. I nas to nie zdumiewa, gdyż myślimy zawsze w kategoriach monoteizmu […] Trzeba uświadomić sobie, że kiedy ten tekst powstał, prawdopodobnie na przełomie VI i V wieku przed naszą erą, nigdzie w znanym mi świecie starożytnym takiego Boga nie było. I to jest naprawdę zadziwiające”.

„Nie bójmy się zatem tego, co mityczne. Nie szukajmy w pismach sprzed wielu wieków naszego rozumienia historii. Nie próbujmy decydować, jakimi gatunkami literackimi Bóg ma prawo się posługiwać. Wsłuchajmy się raczej w Jego słowo, które w swej dobroci sam  zechciał wcielić w słowo ludzkie”.

CAŁY ROZDZIAŁ PONIŻEJ. CZYTA KRYSTYNA CZUBÓWNA.

Anna Świderkówna (1925 – 2008) – polska historyk literatury, filolog klasyczny, papirolog, biblistka, tłumaczka, oblatka tyniecka; profesor Uniwersytetu Warszawskiego, popularyzatorka wiedzy o antyku i Biblii. Ponad 30 lat kierowała Katedrą Papirologii (późniejszym Zakładem Papirologii) UW.