Archive for the ‘CIEKAWOSTKI’ Category

the-four-horsemen-1600x500

Mówi się, że to ludzie wierzący są ograniczeni i mają problemy z obiektywnością. Ateiści z kolei to wielcy racjonaliści, którzy ufają głównie nauce i uznają dana rzecz za prawdę na podstawie dowodów, a nie wyznawanej doktryny. Na ile jest to jednak prawda?  Już 100 lat temu, G.K. Chesterton w swojej „Ortodoksji” napisał:

Z takich czy innych powodów w ludzkim umyśle zrodziło się przekonanie, że ludzie nie wierzący w cuda traktują rzecz z dystansem i uczciwością, natomiast wierzący przyjmują je jedynie w powiązaniu z jakąś doktryną. Nic podobnego. Wierzący w cuda uznają ich istnienie (słusznie lub nie), ponieważ mają na to dowody. Natomiast nie wierzący w cuda przeczą ich istnieniu (słusznie lub nie), ponieważ wyznają doktrynę, która je wyklucza.

Słynny pisarz z pierwszej połowy XX wieku wspomniał o doktrynie i o tym, że większym niewolnikiem w tym, w co mogą wierzyć są materialiści. Cóż, być może i tak właśnie jest. Nawet jeśli jednak pan GKC trochę przesadził (czy jednak aby na pewno?), to bezspornym faktem jest to, że nieuczciwość intelektualna dotyczy nie tylko teistów (jak kłamliwie niektórzy twierdzą), lecz i wielu ateistów (i to często tych najbardziej wpływowych). Jednym z przykładów, w których to dostrzegamy jest choćby sprawa historyczności Jezusa.

>>> Poniżej kilka cytatów wiodących ateistów takich jak: Dawkins, Onfray czy Hitchens.

RICHARD DAWKINS

„Jest nawet możliwym, aby historycznie dowieść – choć niewielu to poprze – że Jezus nigdy nawet nie istniał, jak próbował to zrobić G.A Wells z Uniwersytetu Londyńskiego” [The God Delusion, 97].

„… jeśli istniał, lub ktokolwiek napisał skrypt jeśli nie istniał…” [The God Delusion, 250].

CHRISTOPHER HITCHENS

„… stojące pod dużym znakiem zapytania istnienie Jezusa” [God is Not Great, 114].

MICHEL ONFRAY

„Istnienie Jezusa nie zostało historycznie udowodnione. Żadna ówczesna dokumentacja dotycząca zdarzenia, żaden archeologiczny dowód, nic pewnego nie zachowało się do naszych czasów… Musimy pozostawić miłośnikom niemożliwych debat pytanie czy Jezus istniał” [The Atheist Manisfesto, 115-116].

Widać wyraźnie jak ojcowie tzw. Nowego Ateizmu starają się wyszukiwać problemy tam, gdzie doskonale wiedzą (???), że ich nie ma. Cała powyższa trójka nie ma (???) zielonego pojęcia o badaniach nad Nowym Testamentem. Nie są oni bowiem historykami. Nie trzeba jednak nimi być, aby wiedzieć, że problem historyczności Jezusa wśród poważnych historyków po prostu nie istnieje. I mowa tutaj nie tylko o chrześcijanach, lecz i o ateistach czy agnostykach. A co do pana G.A. Welsa – wspomnianego przez pana Dawkinsa – to jest on profesorem… niemieckiego [Emeritus Professor of German at Birkbeck, University of London].

>>> Poniżej wypowiedzi sześciu wybitnych historyków specjalizujących się w Starożytności i Wczesnym Chrześcijaństwie dotyczące historyczności Jezusa. Wszyscy (może poza G. Clarkiem) to osoby nie będące chrześcijanami:

PROF. GREAME CLARKE – Historyk Starożytności (Australian National University)

„Szczerze mówiąc, nie znam żadnego historyka zajmującego się Biblią bądź starożytnością, który miałby najmniejsze wątpliwości co do istnienia Jezusa Chrystusa – ilość dowodów jest po prostu przytłaczająca” [The Cambridge Ancient History – Volume 10, 848-72].

MICHAEL GRANT – klasyk; tłumacz Roczników Tacyta

„Nie mamy prawa dłużej odrzucać istnienia Jezusa, jeśli razem z nim nie odrzucimy istnienia wielu osób ze świata pogańskiego, co do których nie mamy wątpliwości, że rzeczywiście żyły… W ostatnich latach, żaden poważny uczony nie kwestionował historyczności Jezusa” [Jesus: An Historian’s Review of the Gospels, 199-200].

MAURICE CASEY – Nottingham University

„Ten pogląd, [że Jezus nie istniał] jest w oczywisty sposób fałszywy. Jest on przepełniony godnym pożałowania ateistycznym uprzedzeniem” [Jesus of Nazareth: An Independent Historian’s Account of His Life and Teaching, 499].

BART EHRMANN – University of North Carolina

„Nie wydaje mi się, że istnieje jakikolwiek poważny historyk, który wątpiłby w historyczność Jezusa… Mamy więcej dowodów na Jezusa niż w przypadku niemal każdej osoby z tamtych czasów” [Bart Ehrman, interview with Reginald V. Finley Sr., 2008].

GEZA VERMES – Oxford University

„Pozwól mi jasno stwierdzić, że akceptuję tezę, iż Jezus był postacią historyczną. W mojej opinii trudności jakie wynikają z zaprzeczania jego istnienia, wśród małych grup racjonalistycznych dogmatyków, dużo bardziej przekraczają te, które są związane ze stwierdzeniem, że Jezus był postacią historyczną”.

E.P. SANDERS – Oxford & Duke University

„Historyczne rekonstrukcje nigdy nie są absolutnie pewne, a w przypadku Jezusa są czasami wysoce nie pewne. Pomimo jednak tego, mamy całkiem dobre pojęcie odnośnie centralnych punktów jego ministerstwa i przesłania. Wiemy kim był, co zrobił, czego nauczał i dlaczego zginął… Wygląda na to, iż dominujący współcześnie pogląd [wśród uczonych] jest taki, że wiemy całkiem dużo o Jezusie” [The Historical Figure of Jesus], 280-281.

Jeżeli pisarze ateistyczni wprowadzają czytelników w błąd [tworząc wyimaginowany problem] w sprawach, które możemy łatwo sprawdzić, to na ile zasługują na nasze zaufanie tam, gdzie trudniej dla przeciętnego „Kowalskiego” o weryfikacje?

ZOBACZ TAKŻE–>https://znanichrzescijanie.wordpress.com/2015/09/06/ciekawostki-kilka-zastanawiajacych-wypowiedzi-ateistow/

KTÓRZY HISTORYCY CIESZĄ SIĘ NAJWIĘKSZYM UZNANIEM–>http://www.is-there-a-god.info/blog/belief/is-there-really-consensus-scholars/

Thomas Nagel – amerykański filozof ateistyczny. Jego najbardziej znanym tekstem jest artykuł Jak to jest być nietoperzem?, w którym krytykuje redukcjonistyczne poglądy w filozofii umysłu. Często krytykowany przez swoich niewierzących kolegów za podważanie prawdziwości materializmu. Nagel jednak nie przychyla się do teizmu. Stara się znaleźć nową, trzecią drogę. Artykuł jest długi, ale ciekawy. Autor to Andrew Ferguson.

Candidati_PremioBalzanJesienią ubiegłego roku, na kilka dni przed Halloween i około miesiąca po pojawieniu się na rynku publikacji Mind and Cosmos [Umysł i kosmos] – nowej, kontrowersyjnej książki filozofa Thomasa Nalega – w sali konferencyjnej urokliwego pensjonatu w Berkshires (Massachusetts) spotkała się grupa znamienitych filozofów i naukowców o światowej renomie. Patrzyli na siebie nawzajem, siedząc wokół dużego stołu, zastawionego dzbanami z wodą z lodem oraz tacami pełnymi landrynek owiniętych w papierek, i mówili, mówili, jak mają to w zwyczaju intelektualiści. Często posiłkowali się PowerPointem.

Te swoiste “interdyscyplinarne warsztaty” przebiegały pod hasłem: “Umacnianie [statusu] naturalizmu”. Dla tych z was, którzy lubią zabijać czas, siedząc i rozmyślając nad naturą rzeczywistości – osobowością, Bogiem, moralnym osądem, wolną wolą i co tam jeszcze chcecie – był to Koncert na rzecz Bangladeszu. Był tam biolog Richard Dawkins, autor książek: The Blind Watchmaker [Ślepy zegarmistrz], The Selfish Gene [Samolubny gen] i innych popularnonaukowych bestsellerów, był również Daniel Dennett, filozof z Uniwersytetu Tufts w Bostonie, autor książek: Consciousness Explained [Świadomość wyjaśniona] oraz  Darwin’s Dangerous Idea: Evolution and the Meanings of Life [Niebezpieczna idea Darwina: ewolucja a sens życia]. Byli też autorzy takich pozycji jak: Why Evolution is True [Ewolucja jest faktem], The Really Hard Problem: Meaning in a Material World [Naprawdę trudna sprawa: sens rzeczywistości materialnej], Everything Must Go: Metaphysics Naturalized [Wszystko ma swój kres: metafizyka znaturalizowana] czy The Atheist’s Guide to Reality: Enjoying Life without Illusions [Przewodnik ateisty po rzeczywistości: radość życia bez iluzji] –  wszystkie skierowane do szerokiego grona czytelników, chcących, w mniejszym lub większym stopniu, poznać pogląd naukowców na rzeczywistość.

Współcześni filozofowie posługują się pewnym terminem na określenie sposobu, w jaki ty i ja postrzegamy świat, świat pełen innych osób, kolorów i dźwięków, spostrzeżeń i doznań, rzeczy dobrych i złych oraz rzeczy wręcz bardzo dobrych: nas samych, którzy – w mniejszym lub większym stopniu – jesteśmy w stanie samodzielnie obrać drogę życia, kierując się własnymi zasadami. Taki powszechny pogląd [na rzeczywistość] filozofowie nazywają „manifestującym się (jawnym) obrazem świata”, bądź „przedstawieniem” (manifest image) [w odróżnieniu od „naukowego oglądu świata” (scientific image)]. W trakcie spotkania Daniel Dennett zwrócił uwagę na fakt, że współczesna nauka, co najmniej od czasu odkryć Darwina, gromadzi dowody na to, że jawny obraz świata nie jest de facto w jakimkolwiek naukowym sensie poprawny. Wprost przeciwnie, nauka – rozległa, zazębiająca się kompilacja genetyki, neurobiologii, biologii ewolucyjnej, fizyki cząstek elementarnych – mówi nam, że elementy jawnego obrazu świata są iluzoryczne. (więcej…)

gk-chesterton

GKC – OD MAŁPY DO ANIOŁA… CZY DIABŁA???

Kiedy ogłoszono naukowy ewolucjonizm, niektórzy obawiali się, że doprowadzi on ludzi do zwykłego zezwierzęcenia. Stało się gorzej: doprowadził ich do zwykłego uduchowienia. Ewolucjonizm nauczył ludzi myśleć, że jeśli oddalają się coraz bardziej od stadium małpy, to coraz bardziej zbliżają się do stadium anioła. Można jednak przestać być małpą i zamiast stać się aniołem, całkiem zwyczajnie pójść do diabła [Ortodoksja 271].

GKC O OTWARTOŚCI UMYSŁU…

Z takich czy innych powodów w ludzkim umyśle zrodziło się przekonanie, że ludzie nie wierzący w cuda traktują rzecz z dystansem i uczciwością, natomiast wierzący przyjmują je jedynie w powiązaniu z jakąś doktryną. Nic podobnego. Wierzący w cuda uznają ich istnienie (słusznie lub nie), ponieważ mają na to dowody. Natomiast nie wierzący w cuda przeczą ich istnieniu (słusznie lub nie), ponieważ wyznają doktrynę, która je wyklucza [Ortodoksja 265].

(więcej…)

what-we-believe

[1] Aldous Huxley – angielski powieściopisarz, nowelista, eseista, poeta. Znany z napisania anty-utopijnej powieści – Nowy wspaniały świat.

„Miałem powody by nie chcieć, żeby świat miał jakiś sens, w rezultacie założyłem, że nie ma i byłem w stanie bez większych problemów znaleźć argumenty za tym założeniem. (…) Dla mnie, jak i bez wątpienia dla wielu współczesnych, filozofia bezsensu była zasadniczo narzędziem wyzwolenia seksualnego i politycznego. Wyzwolenie, którego pożądaliśmy (…) było wyzwoleniem od pewnego systemu moralności. Byliśmy przeciwko moralności, gdyż ingerowała ona w naszą wolność seksualną”.

Na kolejnych stronach swojej książki Huxley przyznaje jednak, że „filozofia bezsensu” nie nadaje się do życia na dłuższą metę i jest zastępowana przez jakikolwiek nowy dogmat (nawet całkowicie bezsensowny), który to przywracałby odrobinę sensu choćby części wszechświata:

“Furthermore, those who, to be liberated from political or sexual restraint, accept the doctrine of absolute meaninglessness tend in a short time to become so much dissatisfied with their philosophy (in spite of the services it renders) that they will exchange it for any dogma, however manifestly nonsensical, which restores meaning if only to a part of the universe.”

Huxley Aldous – Ends and Means (1937).

[2] Stephen Weinberg – amerykański fizyk teoretyk, laureat Nagrody Nobla. Jest najbardziej znany ze swej teorii unifikującej dwa oddziaływania: słabe i elektromagnetyczne.

„Niektórzy kosmologowie są filozoficznie przyciągani przez oscylujący model wszechświata. Głównym powodem jest to, że model ten, podobnie jak steady-state model, w elegancki sposób omija problem Gensesis”.

„Problem Genesis” to oczywiście problem związany z tym, że wszechświat miałby mieć początek. Dwa wspomniane przez Weinberga modele wskazują natomiast na odwieczne istnienie kosmosu.

Stephen Weinberg – The First Three Minutes.

[3] Richard Lewontine – amerykański biolog i genetyk. Jest jednym z twórców matematycznych podstaw genetyki populacyjnej. Kierownik Wydziału Zoologii i Biologii na Harvardzie.

„Stajemy po stronie nauki pomimo absurdalności niektórych jej twierdzeń, pomimo niespełnienia wielu jej obietnic dotyczących zdrowia i życia, pomimo tolerancji społeczności naukowej wobec bezpodstawnych historyjek, ponieważ pozostajemy wierni materializmowi. Nie dlatego, że metody i instytucje naukowe wymagają przyjęcia materialistycznego wyjaśnienia doświadczalnego świata, ale przeciwnie, ponieważ z założenia przyjęliśmy materialne przyczyny jako sposób wyjaśnienia świata – niezależnie od tego, jak bardzo przeczą one intuicji, jak niejasne są dla niewtajemniczonych. Co więcej, ten materializm jest absolutny, gdyż nie możemy pozwolić na to, by w naszych drzwiach pojawiła się Boska Stopa.

Prominentny uczony zajmujący się Kantem – Lewis Beck mawiał, że każdy kto mógłby uwierzyć w istnienie Boga mógłby uwierzyć we wszystko. Odwoływanie się do wszechwiedzącego bóstwa jest przyzwoleniem na to, że w każdej chwili regularności natury mogą zostać przerwane, że cuda są możliwe”.

Richard Lewontin, Billions and billions of demons, The New York Review, p. 31, 9 January 1997.

[4] Thomas Nagel – amerykański filozof. Jego najbardziej znanym tekstem jest artykuł Jak to jest być nietoperzem? (What Is it Like to Be a Bat?), w którym krytykuje redukcjonistyczne poglądy w filozofii umysłu.

„Jeśli kiedykolwiek uznałbym, że nicejska wiara jest prawdziwa – napisał – to najbardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem tej sytuacji byłoby to, że tracę rozum – a nie, że zostałem obdarzony wiarą”.

„Mówię z własnego doświadczenia, jako zdecydowany podmiot tego strachu. Chcę, żeby ateizm okazał się prawdą, ale czuję się niepewnie, bo wiem, że część najbardziej inteligentnych i oczytanych ludzi to wyznawcy religii. Nie chodzi wyłącznie o to, że ja nie wierzę w Boga i, rzecz jasna, mam nadzieję, że mam rację. Liczę na to, że nie istnieje żaden Bóg! Nie chcę, żeby istniał Bóg, nie chcę, żeby taki był wszechświat”.

Thomas Nagel – Esej: Evolutionary Naturalism and the Fear of Religion.

[5] Isaac Asimov – amerykański pisarz i profesor biochemii pochodzenia rosyjsko-żydowskiego. Największy sukces osiągnął jako autor książek fantastycznonaukowych oraz popularnonaukowych.

Mój ateizm jest całkowity. Wiele czasu minęło, zanim zdecydowałem się to powiedzieć. Ateistą byłe przez całe lata, lecz w jakiś sposób wydawało mi się intelektualnie nie uczciwe, aby ktoś powiedział, że jest ateistą, ponieważ zakładało to posiadanie wiedzy, której nie posiadałem. Lepiej było powiedzieć, że ktoś jest humanistą czy agnostykiem. W końcu jednak zdecydowałem, że jestem istotą zarówno emocji jak i rozumu. Mój ateizm jest emocjonalny. Nie posiadam dowodu na to, że Bóg nie istnieje, lecz po prostu silnie podejrzewam, że go nie ma. Dlatego to nie chcę nawet marnować czasu na to.

Isaac Asimov – Free Inquiry (1982)

[6] D.M.S. Watson – brytyjski zoolog i paleontolog, w latach 1921–1951 profesor zoologii i anatomii porównawczej w University College London.

D. M. S. Watson, znany z BBC jako popularyzator teorii Darwina twierdzącej, że człowiek jest potomkiem naczelnych, podczas wystąpienia na konferencji biologów w Cape Town stwierdził: „Ewolucja spotkała się z szeroką akceptacją ze strony zoologów nie dlatego, że kiedykolwiek ją zaobserwowano (…) lub logicznie dowiedziono, ale ponieważ jest jedyną alternatywą dla kreacjonizmu, który musimy odrzucić jako niewiarygodny”.

C. S. Lewis (Oxford University) zdziwiony otwartością Watsona odpowiedział: „Do czego to doszło? Czyżby cała konstrukcja współczesnego naturalizmu opierała się nie na pozytywnych dowodach, lecz na apriorycznym metafizycznym uprzedzeniu? Czy wymyślono ją nie po to, by zbadać fakty, lecz aby trzymać Boga na odległość?”

Herbert Schlossberg – Idols for Destruction: Christian Faith and Its Confrontation with American Society.

Czy wszyscy ateiści to ludzie, którzy nie wierzą w Boga, przede wszystkim dlatego, że nie chcą?  Z pewnością nie.

American astronomer Edwin Hubble looks through the eyepiece of the 100-inch telescope at the Mount Wilson Observatory in Los Angeles, 1937. In 1929, Hubble proposed that the more distant a galaxy is, the faster it appears to be receding from us, a concept that has become known as Hubble's law.

Robert Jastrow (ur. 7 września 1925, zm. 8 lutego 2008) – astronom, fizyk i kosmolog. Jeden z najważniejszych członków NASA. Był kierownikiem NASA’s Lunar Exploration Committee, które to zdefiniowało podstawowe cele w eksploracji Księżyca podczas misji Apollo. Dyrektor Theoretical Division at NASA (1958–61). Założyciel NASA’s Goddard Institute for Space Studies. Profesor Geofizyki na Uniwersytecie Columbia. Agnostyk.

„Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię”

Kiedy Astronom pisze o Bogu, jego koledzy zakładają, że albo swoje najlepsze lata ma za sobą albo też traci rozum. W moim przypadku należy od razu wspomnieć, że jestem agnostykiem jeśli chodzi o sprawy religijne. Jakby jednak nie było, jestem równocześnie zafascynowany dziwnymi odkryciami mającymi miejsce w astronomii – częściowo z powodu ich teologicznych implikacji, a częściowo z powodu reakcji niektórych moich kolegów.

Esencją tych odkryć jest wszechświat, mający ściśle określony początek, dający się określić w czasie. Czy powodem zaistnienia kosmosu była jedna z sił fizycznych, czy jak to mówi jeden z apokryfów Starego Testamentu, „dłoń Wszechmogącego, która stworzyła świat z bezkształtnej materii”?

Sercem naszej nowej historii Genesis, lepiej znanej jako teoria Big Bang, jest to, że żyjemy w rozszerzającym się wszechświecie, w którym, wszystkie galaktyki wokół nas oddalają się od nas, a także od siebie nawzajem z ogromnymi prędkościami. To trochę tak, jakbyśmy obserwowali wynik ogromnej eksplozji. Jeśli prześledzimy wstecz ruch poruszających się na zewnątrz galaktyk, to odkryjemy, że około 20 miliardów lat temu wszystkie były w jednym miejscu.

W tamtym czasie cała materia wszechświata była skondensowana w gęstą masę, mając jednocześnie temperaturę bilionów stopni. Oślepiający blask promieniowania w tym gęstym gorącym kosmosie, sugeruje, że wyglądało to jak wybuch kosmicznej bomby hydro-wodorowej. Mgnienie w którym ta kosmiczna bomba eksplodowała wyznacza nam narodziny wszechświata.

Kluczowe elementy w astronomicznych i biblijnych opisach Genesis są takie same: łańcuch wydarzeń prowadzący do człowieka zaczyna się nagle, w konkretnym momencie czasu, w błysku światła i energii.

Niektórzy naukowcy nie są szczęśliwi na myśl, że świat narodził się w taki sposób. Do nie dawna wielu preferowało „steady-state theory”, która utrzymuje, że wszechświat nie miał początku i jest wieczny. Astronomiczne obserwacje wskazują jednak, że Big-Bang niemal na pewno rzeczywiście miał miejsce.

Naukowa historia, która prowadzi do teorii Big-Bang rozpoczęła się w 1912 roku w Obserwatorium Lowell (Flagstaff, Arizona). To właśnie tam, amerykański astronom Vesto Melvin Slipher odkrył, że około tuzina galaktyk oddala się od Ziemi z prędkością do milion mil na godzinę. Slipher podzielił się swoim niezwykłym odkryciem na spotkaniu American Astronomical Society w Evanston (1914). Uczunił to z wielka skromnością. Prezentacja jego w oczywisty sposób odkrywała tzw. redshift (zmiana w kolorze światła), który to wskazywał na ogromną prędkość tych oddalających się galaktyk. „Wtedy to stało się coś czego nigdy wcześniej ani później nie widziano na spotkaniu naukowym,” powiedział astronom John Miller, który był jednym z uczestników spotkania. „Wszyscy wstali i klaskali”.

Pomimo tego, że koledzy Sliphera tak na prawdę nie wiedzieli do końca, co to odkrycie oznaczało, to czuli jednak, że waga tego była ogromna. Wśród publiczności był także Edwin Hubble, który później skorzystał z prac Sliphera i stworzył na ich podstawie nowy obraz wszechświata.

Dowodów coraz więcej. W Niemczech, dwa lata po odkryciach Sliphera, Albert Einstein opublikował swoje równania dotyczące ogólnej teorii względności. Niemalże w tym samym momencie, holenderski astronom Willem de Sitter znalazł ich rozwiązanie, które przewidywało rozszerzający się wszechświat, w którym galaktyki oddalały się od siebie z dużą prędkością.

Einsteinowi nie udało się zauważyć, że jego teoria przewidywała rozszerzający się wszechświat, potem powtórnie przeoczył kolejne rozwiązanie ponownie związane z kosmosem poddanym ekspansji. Tym razem to rosyjski matematyk Aleksander Friedmann odkrył, że Einstein popełnił szkolny błąd w algebrze, który to spowodował przeoczenie przez Alberta dodatkowego rozwiązania. Einstein bowiem w pewnym miejscu podzielił przez zero. Jak Friedmann poprawił błąd Niemca, brakujące rozwiązanie od razu się pojawiło. Einstein był poirytowany tym, że Rosjanin odkrył u niego błąd. W rzadkim objawie mrukliwości, początkowo zignorował list Friedamnna zawierający nowe rozwiązanie, a potem starał się je obalić. W 1923 przyznał się jednak do swojego podwójnego błędu.

Teoretyczne przewidywania De Sittera dotyczące rozszerzającego się wszechświata zrobiły ogromne wrażenie na astronomach tuż po zakończeniu I WŚ. Po raz pierwszy dostrzeżono większe znaczenie odkryć Sliphera. Szybko jednak pojawiło się zirytowanie wśród niektórych uczonych. Einstein był zaniepokojony kosmosem, który poddany jest ekspansji, ponieważ wskazywało to, że świat ma początek. W liście do De Sittera napisał: Ewentualność rozszerzającego się wszechświata irytuje mnie.

Jest to ciekawie emocjonalny język przy dyskutowaniu o formułach matematycznych. Podejrzewam, że idea początku w czasie tak denerwowała Einsteina, ponieważ ma ona implikacje teologiczne. Niemiec posiadał swoje dobrze wyrobione zdanie na temat Boga. Nie traktował Go jednak jako Stwórce. Dla Einsteina prawa natury i porządek były niejako Bogiem czy Jego emanacją.

Na początku lat 20 XX wieku Edwin Hubble i Milton Humason zaczęli śledzić prace Sliphera. Używali do tego teleskopu na Mount Wilson, Kalifornia. Później zmierzyli się z problemem używając niemal dwukrotnie większy teleskop (100-inch) – wówczas największy na świecie. Hubble i Humanson zmierzyli prędkości i odległości wielu galaktyk, które były zbyt nikłe, aby zostać dostrzeżone przez mniejsze instrumenty Slithera. Potwierdzili odkrycie tego ostatniego; wszystkie galaktyki oddalały się od nas z ogromnymi prędkościami. Niektóre nawet w tempie 100 milionów mil na godzinę.

W 1929 roku Edwin stworzył tzw. prawo Hubble’a: Im dalej dana galaktyka się znajduje, tym z większą prędkością się porusza. Takie samo prawo zostało przewidziane przez teorię względności Einsteina. Ich zgodność wywarła ogromne wrażenie na astronomach.

Einstein opierał się jednak nowym odkryciom aż do 1930 roku, kiedy to odwiedził Hubble’a na Mount Wilson Observatory w Pasadenie. Wtedy to przyjrzał się instrumentom Hubble’a, spojrzał przez jego teleskop i został przekonany. Teraz, kiedy to dowody wskazywały, na to, że wszechświat ma początek, tylko nieliczni naukowcu śmiali spytać: Co takiego miało miejsce przed początkiem? Inni pytali jeszcze śmielej: Kto jest Pierszym Poruszycielem? Brytyjski teoretyk Edward Milne napisał matematyczną rozprawę dotyczącą kinematic relativity którą – w świetle ekspansji kosmosu – zakończył słowami: Pierwsza przyczyna wszechświata została zostawiona do wskazania przez czytelnika. Nasz obraz jest jednak niekompletny bez Niego.

Jak by nie było poglądy większości fizyków i astronomów były bliskie pewnemu teologowi, który na pytanie: Co robił Bóg zanim stworzył niebo i ziemię, odpowiedział: Tworzył piekło dla ludzi zadającym takie pytania jak to. Faktem jest, że niektórzy prominentni uczeni – w związku z rozszerzającym się wszechświatem – zaczęli odczuwać irytację podobną do tej, którą czuł Einstein.

Decydujący cios. W roku 1965, Arno Penzias i Robert Wilson z Bell Laboratories odkryli, że Ziemia jest „skąpana” w nikłym poblasku promieniowania, które zdawało się docierać do nas z każdego kierunku niebios. Pomiary wskazały, że Ziemia nie mogła być źródłem tej radiacji. Nie mogło być też żadne inne ciało niebieskie. Cały świat wydawał się być jego źródłem.

Wspomnianych dwóch fizyków, zdumionych swoim odkryciem, nie zrozumiało od razu, że natknęli się na odpowiedź na jedno z tajemnic kosmosu. Naukowcy, którzy wierzyli w prawdziwość teorii Big-Bang, już od dłuższego czasu utrzymywali, że wszechświat w pierwszych chwilach swojego istnienia musiał przypominać białą-gorącą ognistą kulę. Stopniowo, wraz z ekspansją i spadkiem temperatury, ognista kula stawałaby się mniej jasna. Jej promieniowanie jednak nigdy do końca nie zniknęłoby. To był rozproszony blask tej starożytnej radiacji, datowany na sam początek wszechświata, który Penzias i Wilson mieli właśnie odkryć.

Decydującym argumentem, który przekonał niemal każdego wątpiącego Tomasza do teorii Wielkiego Wybuchu, jest to, że promieniowanie odkryte przez naszych fizyków ma dokładnie wzór i długość fal jakie oczekuje się od światła i gorąca powstałego w wielkiej eksplozji.

Komitet powitalny. Teologowie ogólnie rzecz biorąc są zadowoleni na myśl o dowodach wskazujących na to, że wszechświat ma początek. Astronomowie są jednak zadziwiająco przygnębieni. Ich reakcje ciekawie pokazują odpowiedz naukowego umysłu na odkrycie naukowe będące w konflikcie z tym, w co człowiek wierzy. Kilka lat temu BBC pokazała film traktujący o kosmologii. Astronom Philip Morrison z M.I.T. powiedział: Chciałbym odrzucić teorię Big-Bang. Muszę jednak zmierzyć się z faktami.

Ta reakcja i podobne u innych astronomów mają dziwne brzmienie uczuć i emocji. Pochodzi ona bowiem z serca, choć należałoby się spodziewać osądu płynącego z mózgu. Dlaczego?

Myślę, że częściową odpowiedzią jest to, że naukowcy nie mogą znieść myśli, że istnieje coś w naturze, co nigdy nie będzie mogło być wyjaśnione. Jest pewna religia w nauce. Jest to religia osoby, która wierzy, że każde zdarzenie we wszechświecie może zostać wyjaśnione w racjonalny sposób jako skutek innego, wcześniejszego zdarzenia. Ta wiara jest naruszona przez odkrycie, że świat ma początek w warunkach, w których znane nam prawa fizyki nie obowiązują, i jako produkt sił, których nie możemy odkryć. Kiedy to się dzieje naukowiec traci kontrolę. Reaguje poprzez ignorowanie implikacji lub przez trywializację nazywając to prześmiewczo Big-Bang*, tak jakby wszechświat był jakąś petardą.

Rozważ wielkość problemu. Nauka udowodniła, że wszechświat pojawił się w wyniku eksplozji w konkretnym momencie. Od razu pojawia się pytanie: Co spowodowało ten efekt? Kto lub co włożyło materię i energię tworząc wszechświat? Czy kosmos został stworzony z niczego? Czy powstał z wcześniej już istniejących materiałów? Nauka nie może odpowiedzieć na te pytania, ponieważ w pierwszych chwilach istnienia, wszechświat był skompresowany do niewyobrażalnego stopnia i rozgrzany do temperatury przekraczającej ludzką wyobraźnię. Wstrząs tej chwili musiał zniszczyć każdy strzęp dowodu, który mógł by dać nam wskazówkę odnośnie przyczyny wielkiej eksplozji.

Rozwój wypadków był nieoczekiwany dla wszystkich z wyjątkiem teologów. Oni zawsze akceptowali pierwsze słowa Biblii: Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię. My naukowcy nie spodziewaliśmy się jednak znaleźć dowodu dla nagłego początku, ponieważ jak do tej pory bez problemu udawało nam się śledzić wstecz cały łańcuch przyczyna-skutek. Byliśmy zdolni do połączenia pojawienia się człowieka na tej planecie z wcześniejszymi etapami rozwoju życia na Ziemi. Zrozumieliśmy jak powstały w gwiazdach (dawno już nie istniejących) składniki chemiczne potrzebne do życia. Zrozumieliśmy formację tych gwiazd ze
wcześniejszych mgieł gazu, a także ekspansję i stygnięcie pierwszej chmury gazów z początkowej kuli ognia.

Teraz z kolei chcielibyśmy popchać nasze odkrycia jeszcze dalej w przeszłość. Bariera jednak wydaje się nie do przebycia. Dla naukowca, który żył z wiarą w siłę rozumu, historia kończy się jak zły sen. Pokonał góry ignorancji; właśnie ma podbić najwyższy szczyt; a po tym jak ostatni kamień ma za sobą jest witany przez grupę teologów, którzy siedzieli tam przez wieki.

Robert Jastrow – Czy Astronomowie odkryli Boga? – New York Times Magazine 1978

Wydaje się rzeczą niezmiernie interesującą, a na ogół szerszym kręgom nieprofesjonalistów nieznaną, w jaki sposób współcześni teolodzy i bibliści żydowscy odczytują NT i jakie są ich poglądy na Osobę Chrystusa, Jego działalność, śmierć i zmartwychwstanie. Odpowiedź na te pytania rodzi bowiem kolejne pytanie czy i w jakim zakresie wyniki egzegezy judaistycznej tekstów NT rozszerzają widnokrąg chrześcijańskiego poznania.

jesus-resurection1

Obszernych informacji na ten temat dostarcza bogaty dorobek naukowy Pinchasa Lapide (1922 – 1997), teologa, biblisty i religioznawcy, kierownika Instytutu na Uniwersytecie Bar-Ilan w Izraelu, profesora (Gastprofessor) wykładającego także na wydziałach teologii uniwersytetów w Niemczech i Szwajcarii, autora wielu monograficznych opracowań wybranych tematów z ewangelii. Charakterystyczną cechą pisarstwa profesora Lapide jest fascynacja Osobą Chrystusa, którego postrzega jako Syna Izraela „najbardziej żydowskiego ze wszystkich Żydów”, ze względu na Jego niezwykle silne, przejawiające się w całej działalności, sposobie myślenia i nauczaniu zakorzenienie w wielowiekowej żydowskiej obyczajowości i tradycji opartych na Piśmie Świętym. W notach redakcyjnych i recenzjach zwraca się uwagę na to, że poglądy prof. Lapide dowodzą jak głębokie przemiany dokonały się po drugiej wojnie światowej w sposobie myślenia, ocenach i opiniach teologów judaistycznych dotyczących Osoby i nauczania Chrystusa, co daje dobrą podstawę do owocnego dialogu chrześcijan i Żydów.

Lapide odczytuje ewangelie dokonując egzegezy jej fragmentów dających pole do różnych interpretacji, na podstawie stosowanej w biblistyce metody porównawczej opartej na językowym znaczeniu poszczególnych pojęć i wyrażeń w języku oryginalnym: aramejskim lub hebrajskim, wymagającej niekiedy powrotnego tłumaczeniu na te języki zachowanego tekstu greckiego. W szerokim kontekście historycznym, ważnym dla zrozumienia analizowanego tekstu Lapide wzbogaca argumentację przytaczając, w miarę potrzeby, także wykładnię i opinie rabinistyczne. Przyczynia się to niejednokrotnie do przekonywającego wyjaśnienia znaczeniowo niejasnych fragmentów lub użytych zwrotów, które w tłumaczeniu greckim lub łacińskim są mało zrozumiałe lub dają pole do przypisywania im sensu dalekiego od ich pierwotnego znaczenia.

Najbardziej reprezentatywna dla poznania poglądów Pinchasa Lapide jest jego rozprawa pt. „Zmartwychwstanie – żydowskie doświadczenie wiary”. W przekonaniu autora Chrystus jako Wierzący Żyd wierny Prawu był Człowiekiem Bożym, który ofiarował Swoje życie za grzechy na odkupienie i zbawienie świata i w Swoim nauczaniu był tym, który przygotował drogę (Wegbereiter) na przyjście Mesjasza. Samo zmartwychwstanie (Auferweckung, Auferstehung) jako akt sprawczy woli i mocy Boga jest osadzone głęboko w tradycji judaistycznej i samym Piśmie Świętym, w którym znane jest wskrzeszenie z martwych i dlatego dla Żydów zmartwychwstanie nigdy nie było i nie jest powodem zgorszenia, w przeciwieństwie do niektórych biblistów chrześcijańskich, sprawiających wrażenie, że wstydzą się uznać Zmartwychwstanie Chrystusa za fakt realny, którego istnienie albo podważają albo interpretują w zawiły i wręcz niezrozumiały sposób. Tymczasem każde poznanie jest albo aktem wiedzy albo wiary. Wiedza i wiara nie pokrywają się ale wiara daje pewność poznania, podczas gdy wiedza ograniczająca rzeczywistość wyłącznie do jej fizycznego, rozumowego i „namacalnego” zakresu, zawodzi. Zmartwychwstanie Chrystusa jest dla Pinchasa należycie udokumentowanym w Ewangeliach faktem historycznym tajemnicy paschalnej, który wszakże nie dowodzi Jego Mesjańskiej godności, gdyż tradycja judaistyczna nie wiąże jej ze zmartwychwstaniem.

Główne argumenty przemawiające, zdaniem autora, za autentycznością faktu zmartwychwstania Chrystusa, to realistyczny sposób, w jaki ewangelie przedstawiają mękę konania i śmierć Ukrzyżowanego. Zamieszczone w nich relacje kobiet o pustym grobie dodatkowo podbudowują prawdziwość przekazów ewangelicznych, bowiem gdyby ich żydowscy autorzy chcieli stworzyć fikcję, to nie powoływaliby się na relacje kobiet, które w judaizmie uchodziły za osoby niewiarygodne i niezdolne do dawania świadectwa, czy składania zeznań. Podstawowym argumentem, który skłonił autora do zmiany pierwotnego stanowiska (z saducejskiego na faryzejskie) i uznania zmartwychwstania Chrystusa za fakt autentyczny był proces, jaki nastąpił w zachowaniu się Jego uczniów po ukrzyżowaniu. Otóż racjonalnie wytłumaczymy w jaki sposób garstka przestraszonych prostych rybaków i pasterzy, psychicznie załamanych, salwujących się ucieczką i powracających do swych dawnych zajęć, rozczarowanych i zawiedzionych w ich mesjańskich rachubach pokładanych w Ukrzyżowanym nagle i niespodziewanie przeobraziła się w grupę pewnych siebie i świadomych swojej misji nauczycieli nieporównanie skuteczniejszych w nauczaniu, niż miało to miejsce przed wydarzeniem Wielkiego Piątku. Nie byłoby to możliwe, gdyby zmartwychwstanie było tylko intelektualną wizją lub indywidualną halucynacją. Taka wizja lub halucynacja wystarczałaby może do założenia sekty religijnej, ale z całą pewnością nie do poprowadziłaby do powstania chrześcijaństwa jako wielkiej religii światowej, która tylko dzięki zmartwychwstaniu podbiła wkrótce całą Europę. Zdaniem autora doświadczenie zmartwychwstania stanowiło akt założycielski Kościoła. Było to niewątpliwie częścią Bożego planu zbawienia, dzięki któremu chrześcijaństwo poniosło wspólną wiarę w Boga Izraela do pogan. Opinię taką wyraził także taki autorytet rabinistyczny, za jakiego jest uważany Majmonides, w swoim podstawowym dziele „Miszna i Tora”, a pogląd ten podzielają także inni wielcy rabini. Ich zdaniem chrześcijaństwo jest nie tylko w pełni ważną drogą do zbawienia, ale jest także przygotowaniem do spełnienia obietnicy mesjańskiej (praeparatio messianica). Dlatego też „sprawa Jezusa” jest w gruncie rzeczy „sprawą Izraela”.

Swoje rozważania Lapide zamyka stwierdzeniem, że tam, gdzie kończy się ziemskie życie Chrystusa, tam rozpoczynają się, dzięki tajemnicy paschalnej zmartwychwstania, dzieje Kościoła. Na tym właśnie zasadza się i dla Żydów i dla chrześcijan kwintesencja wiary w zmartwychwstanie Chrystusa. Taki sposób widzenia zmartwychwstania i jego niezwykłych implikacji powinien, zdaniem autora, stanowić punkt wyjścia dla dialogu chrześcijaństwa z oczekującym nadejścia Mesjasza judaizmem. Ten punkt wyjścia określił Lapide w prologu do „Zmartwychwstania…” w następujących słowach:

„Na podstawowe pytanie, co dzieli chrześcijan i Żydów nieunikniona jest odpowiedź: Żyd Między nami od dwóch tysięcy lat stoi pobożny, bogobojny Żyd, który chciał wprowadzić Królestwo Boże w zgodzie i pokoju a z pewnością nie w nienawiści, podziale, czy wręcz rozlewie krwi.

Być może najbardziej żydowską cechą Nazarejczyka była nieśmiertelna siła nadziei, która poprzez Krzyż i Grób znalazła swoje ukoronowanie w wierze w Jego zmartwychwstanie – wierzę, która na niezbadanych Bożych drogach zbawienia doprowadziła do narodzenia Chrześcijaństwa.

W miarę rozchodzenia się dróg naszej wiary zmartwychwstanie stało się pomiędzy braćmi Jezusa i jego uczniami przedmiotem skandalu, który, jak wiele przyczyn naszych rozłamów może zostać przezwyciężony, jeżeli powrócimy do jego źródeł. W tym bowiem, co niegdyś stało się w Jerozolimie „na trzeci dzień” chodzi ostatecznie o Boże doświadczenie, które jak sam Bóg, uchyla się wszelkiemu dowodzeniu po to, aby otworzyć się wierze. Przeżycie wiary nie da się ani zakwestionować ani udowodnić, można je tylko posiąść wyczuloną myślą.

Bóg nasz jest Bogiem, który ocala. Bóg, Pan nasz ratuje nas przed śmiercią. (Psalm 68, 21).

Taka postawa profesora Lapide, który określa siebie mianem „żydowskiego teologa czytającego ewangelie”, jego rzetelność i bezstronność a przy tym uparte dążenie do prawdy znamionuje całą jego naukową twórczość i jest probierzem jego wykładni tekstów NT. Warto byłoby umożliwić polskiemu czytelnikowi bliższe jej poznanie.

http://www.magazyn.ekumenizm.pl/content/article/20030729094026848.htm

ZOBACZ TAKŻE–> znanichrzescijanie.wordpress.com/2014/12/28/argumenty-za-wiara52-realizm-w-opisach-kluczowych-wydarzen-nt/

Carl Gustav Jung – szwajcarski psychiatra i psycholog. Był twórcą psychologii głębi, na bazie której stworzył własną koncepcję nazywaną psychologią analityczną. Carl Gustav Jung urodził się w Szwajcarii jako syn pastora kościoła ewangelicko-reformowanego. Ojciec Junga był uważany za „człowieka poczciwego”, który cieszył się prestiżem. Niestety wewnątrz rodziny Jungów było wiele konfliktów.

Carl Jung

Rodzice Carla często się kłócili, ojca wciąż frustrowała niezrealizowana kariera (marzył o zrobieniu profesury, czego nigdy nie osiągnął), matka leczyła się z powodu stanów depresyjnych. Brak miłości rodziców sprawił, że młody Jung stał się zamkniętym, nieufnym wobec ludzi człowiekiem. Jednocześnie stał się niesamowicie wrażliwym eksploratorem ludzkiej duszy.

Pewnego razu Jung zapytał swojego ojca – pastora, jak należy rozumieć dogmat o Trójcy Świętej, na co tamten odpowiedział mu bez skrupułów, że sam nie wie. Carl Gustaw Jung poczuł się wówczas zlekceważony i na zawsze utracił zaufanie do instytucji kościelnych. Nie mniej jednak jego poszukiwania Boga nie ustały a wręcz nasiliły się.

Szukał Boga wszędzie. Powiedział:

„Gdy chodzi o mnie, treść wiary musiałaby się objawić sama w sobie empirycznie – dopiero wtedy mógłbym ją przyjąć”

Jung stworzył teorię archetypów i stwierdził, że archetypy istnieją w każdej kulturze, że da się je zbadać empirycznie. Archetyp Jaźni (obraz Boga) stał się dla Junga najważniejszym archetypem nieświadomości zbiorowej.

„Obraz Boży (imago Dei) odbity znajduje się w duszy, i jest obrazem tego obrazu i według tego podobieństwa została stworzona nasza psychika”

W książce „Wspomnienia, sny, myśli” Jung mówi:

„Kiedy więc określamy Boga jako archetyp, to i tak nie mówimy niczego o Jego właściwej naturze. Uznajemy jednak w ten sposób, że »Bóg« został wpisany w tę część naszej duszy, która jest wcześniejsza niż psyche świadoma i dlatego nijak nie może uchodzić za wymysł świadomości. Tym samym Bóg nie zostaje usunięty, ani zniesiony; przeciwnie – zostaje umieszczony w bezpośredniej bliskości dziedziny dostępnej doświadczeniu”

Kiedy zatem zapytano Junga, czy wierzy w Boga odpowiedział:

„Nie wierzę – ja wiem!”

JUNG O JEZUSIE

Według Carla Gustava Junga (1875-1961), twórcy psychologii głębi i szkoły psychologii analitycznej, Chrystus był przykładem doskonałego, zintegrowanego archetypu jaźni. Jaźń w psychologii Junga reprezentuje jedność i pełnię osobowości, wraz ze wszystkimi zjawiskami psychicznymi. W swej pracy Odpowiedzi Hiobowi (1952) napisał on:

Chrystus nigdy nie wywarłby takiego wrażenia, jakie wywarł na swoich zwolennikach, gdyby nie wyrażał czegoś żywotnego i sprawczego w ich podświadomości. Samo chrześcijaństwo nigdy nie rozpowszechniłoby się w pogańskim świecie z tak zdumiewającą szybkością, gdyby jego idee nie napotkały analogicznej gotowości psychicznej na ich przyjęcie.

Dla Junga Chrystus historyczny jako archetyp nie tylko przemawia do duszy, ale sprawia w niej przebudzenie, ożywienie, oczyszczenie i zbawienie. Chodzi o szerszą świadomość, która łączy poczucie tożsamości i pełni z miłością bliźniego. Wykorzystując Janowy temat Chrystusa jako drogi, prawdy i światła (por. J 14,6) napisał też, że:

Ludzie tamtego czasu dojrzeli do utożsamienia się ze słowem wcielonym, do założenia wspólnoty połączonej ideą, w imię której mogli miłować się wzajemnie i innych nazywać swymi braćmi. Dawna idea (…) pośrednika, w imię której otwierają się nowe drogi miłości, stała się faktem i dzięki niej społeczność ludzka uczyniła krok naprzód.[1]

[1] Cytat za W. W. Miessner SJ: Jung i Biblia. W: Słownik Wiedzy Biblijnej (tyt. ang. The Oxford Companion to the Bible). s. 281.

http://psychika.net/2008/05/dlaczego-jung-nie-wierzy-w-boga.html