Archive for the ‘Na początku było Słowo…’ Category

Co było na początku? Materia i bezosobowa natura wszechświata, czy też może Rozum – Inteligencja – Umysł? Chrześcijanie razem z wybitnymi myślicielami Starożytności powiedzieli by Logos. Seria NA POCZĄTKU BYŁO SŁOWO… ma pomóc czytelnikowi w odpowiedzi na to pytanie. W tym miejscu jednak jedna uwaga. Staraj się patrzeć drogi czytelniku na całą serię przede wszystkim w sposób całościowy.

augustinus_009…aleś Ty wszystko urządził według miary i liczby, i wagi! [Mdr 11:20]

3. Przed obliczem mojego Boga opiszę teraz dwudziesty dziewiąty rok mego życia. Właśnie przebywał wówczas od niedawna w Kartaginie pewien biskup manichejski imieniem Faustus, niezwykły łowca diabelski, który wielu ludzi oplątywał siecią swej uwodzicielskiej wymowy. Mnie też się ona podobała, ale rozumiałem, że trzeba od niej odróżnić samą prawdę o świecie, której byłem złakniony. Zważałem nie na to, w jakim naczyniu, ale na to, jaki pokarm wiedzy poda mi ów tak sławiony przez manichejczyków Faustus. Poprzedziła go rozgłośna sława, że jest to człowiek do głębi obznajmiony ze wszystkimi dziedzinami wiedzy, a zwłaszcza wykształcony w sztukach wyzwolonych.

Wielu już przedtem naczytałem się dzieł filozofów i miałem nimi wypełnioną pamięć. Teraz więc niektóre ich tezy porównywałem z rozwlekłymi baśniami manichejczyków. Bardziej prawdopodobne wydały mi się twierdzenia filozofów, pożyteczne przynajmniej w tym, że mogły być opisem tego świata, chociaż filozofowie nie odnaleźli jeszcze Tego, który jest Panem świata. Albowiem wielki jesteś, Panie, i na to, co niskie, patrzysz, a to, co wysokie, z daleka poznajesz.

Zbliżasz się tylko do tych, którzy mają serca skruszone, a pyszni Ciebie nie znajdują, choćby swoim wszędobylskim doświadczeniem zliczyli gwiazdy i ziarnka piasku morskiego, choćby wymierzyli tory konstelacji i zbadali szlaki planet. W takich dociekaniach posługują się rozumem i talentami, które Ty im dałeś.

Dzięki temu dokonali licznych odkryć i na wiele lat naprzód zapowiedzieli zaćmienia Słońca i Księżyca, podając, w jakim one nastąpią dniu, o jakiej godzinie i czy będą całkowite czy częściowe. Nie omylili się w obliczeniach i wszystko tak się działo, jak zapowiadali. Zapisali zasady, które odkryli i które możemy dziś odczytać. Na tej podstawie można teraz przepowiadać, w jakim roku, w jakim miesiącu, w jakim dniu i o jakiej godzinie nastąpi zaćmienie Księżyca albo Słońca i jaki będzie stopień tego zaćmienia. I tak się stanie, jak przewidujemy.

Umiejętności takie są przedmiotem trwożnego zadziwienia dla ludzi, którzy nie znają ich podstaw. Są też przedmiotem wielkiej dumy tych, którzy się na tym znają.

Popadają ci ludzie w bezbożną pychę, w cień oddzielający ich od światła Twego. Na tak długi czas naprzód przewidują zaćmienie Słońca, a swojego aktualnego zaćmienia nie dostrzegają. Nie potrafią bowiem pobożnie zastanowić się nad tym, skąd mają zdolność do badania owych zjawisk.

A nawet wtedy, gdy odkrywają, że Ty ich stworzyłeś, nie oddają się dobrowolnie w Twoje ręce, abyś strzegł tego, co stworzyłeś, ani nie zabijają siebie takich, jakimi siebie uczynili, w ofierze dla Ciebie. Dumnie wzbijają się w górę jak ptaki; w nienasyconej ciekawości penetrują, jak ryby, zakamarki otchłani; w rozkoszach tyją jak bydło na łące. Gdyby złożyli siebie w ofierze, Ty, Panie Boże, który jesteś ogniem spalającym, pochłonąłbyś ich troskę o rzeczy śmiertelne, odnawiając ich samych dla życia wiecznego.

Nie znają Chrystusa, który jest Drogą i Słowem Twoim – Słowem, przez które uczyniłeś to wszystko, co oni zliczają, jak też ich samych, tych, którzy zliczają, jak i zmysły, którymi dostrzegają to, co zliczają, i umysł, który dokonuje obliczeń. A mądrości Twej nikt nie zmierzy.

Lecz oto sam Jednorodzony stał się dla nas mądrością, sprawiedliwością i uświęceniem. Uznano Go za jednego z nas i spłacił daninę cesarzowi. Tamci ludzie nie znają drogi, po której powinni zejść z wyżyny, gdzie siebie postawili, i wejść w górę ku Niemu. Nie znają tej drogi i łudzą się, że jaśnieją na wysokości jak gwiazdy. I oto nagle runęli na ziemię, a ich obłąkane serca ogarnęła ciemność. Mówią niemało prawdziwych rzeczy o stworzeniu, a Prawdy, która jest sprawczynią stworzenia, nie potrafią szukać pobożnie i dlatego też jej nie znajdują. A jeśli nawet rozpoznają Boga, nie składają Mu hołdu i dziękczynienia jako Bogu, lecz marnieją w swoich rozmyślaniach i sobie przypisują mądrość. Sobie przyznają to, co do Ciebie należy. Jeszcze gorzej: tak są zaślepieni, że Tobie usiłują przypisać to, co tylko od nich pochodzi. Kłamstwami obarczają Ciebie, któryś jest samą prawdą. I zamieniają chwałę niezniszczalnego Boga na podobieństwo zniszczalnego człowieka, jak też ptaków, czworonogów i płazów. Zamiast prawdy Twej wybierają kłamstwo. Składają hołd i służą raczej stworzeniu niż Stworzycielowi.

Zachowywałem jednak w pamięci wiele trafnych opinii wypowiadanych przez owych naukowców o świecie stworzonym. Ich obliczenia potwierdzała matematyka, regularne następstwo pór roku, jak też podległe obserwacji ruchy gwiazd. Porównywałem te teorie z koncepcjami Manesa, który o tych samych sprawach pisał wiele i zupełnie bez sensu. W jego pismach nie znajdowałem przekonującego wytłumaczenia takich zjawisk, jak przesilenie dnia z nocą, zrównanie dnia z nocą, jak zaćmienia i inne tego rodzaju fenomeny, o jakich czytałem w książkach należących do nauki świeckiej. Wymagano jednak ode mnie wiary w to, co napisał, chociaż było to całkowicie niezgodne z zasadami matematyki i ze wszystkimi moimi własnymi obserwacjami.

4. Prawda, o prawdomówny Panie Boże, że aby się Tobie podobać, nie wystarczy takie rzeczy znać? Jakże nieszczęsny jest ten, kto to wszystko poznał, a Ciebie nie zna. Szczęśliwy, kto zna Ciebie, choćby o tamtym wszystkim nic nie wiedział. Kto zaś zna i Ciebie, i tamte rzeczy, nie jest dzięki nim szczęśliwszy, lecz jedynie dzięki Tobie jest szczęśliwy, jeśli znając Ciebie, hołd Ci składa jako Bogu i dziękczynienie, a nie marnieje w swoich rozmyślaniach.

Człowiek wiedzący o tym, że posiada drzewo, i dziękujący Ci, że może z niego korzystać, choćby nie znał dokładnie jego wysokości ani szerokości liściastej korony, w lepszej jest sytuacji od tego, który troskliwie je zmierzył i policzył wszystkie jego gałęzie, ale go nie posiada, jak też ani nie zna, ani nie miłuje jego Stwórcy. Podobnie człowiek wierzący rozporządza bogactwami całego świata: skoro przywarł do Ciebie, któremu wszystko podlega, to choćby niczego nie miał, wszystko posiada. Któż rozsądny będzie wątpił w to, że taki człowiek, choćby nie znał szlaku Wielkiej Niedźwiedzicy, w lepszej jest sytuacji niż inny, który wymierza niebo, liczy gwiazdy, waży żywioły, a zaniedbuje Ciebie, który wyznaczyłeś każdej rzeczy miarę, liczbę i wagę [ŚWIĘTY AUGUSTYN, WYZNANIA – KSIĘGA V].

ZOBACZ–>https://znanichrzescijanie.wordpress.com/2015/08/16/argumenty-za-wiara62-potega-ludzkiego-rozumu/

Reklamy

Co było na początku? Materia i bezosobowa natura wszechświata, czy też może Rozum – Inteligencja – Umysł? Chrześcijanie razem z wybitnymi myślicielami Starożytności powiedzieli by Logos. Seria NA POCZĄTKU BYŁO SŁOWO… ma pomóc czytelnikowi w odpowiedzi na to pytanie. W tym miejscu jednak jedna uwaga. Staraj się patrzeć drogi czytelniku na całą serię przede wszystkim w sposób całościowy.

human_chimp_brains_wide

Religia zaczyna się tam, gdzie kończy się biologia [G.K. Chesterton – Ortodoksja].

W roku 1871 Charles Darwin sformułował hipotezę, że ludzie są ewolucyjnie bliżsi afrykańskim małpom niż jakiemukolwiek innemu żyjącemu gatunkowi. Przeprowadzone ostatnio sekwencjonowanie genomów goryla, szympansa i szympansa karłowatego bonobo potwierdza to założenie i dostarcza jaśniejszych wskazówek: szympans i bonobo są naszymi najbliższymi żyjącymi krewnymi, dzielącymi z nami 99% DNA; goryle zajmują kolejne miejsce z wartością 98%.

Jednak ta mała część odmiennego DNA jest źródłem ogromnych różnic: pozwala nam na przykład chodzić na dwóch nogach i planować misje na Marsa. Naukowcy nie wiedzą jeszcze, w jaki sposób większość naszego unikatowego DNA wpływa na funkcjonowanie genów. Potrafią jednak przeprowadzać analizy całego genomu, uzyskując intrygujące wyniki. Na przykład porównanie 33% naszego genomu, kodującego białka, z genomami naszych krewnych, ujawnia, że chociaż liczba różnic między nimi jest niewielka, to różnice promieniują na resztę genomu, wpływając w pewien sposób na wszystkie chromosomy [Kate Wong – Scientific American Październik 2014 nr 10].

Powiadają, iż fakt, że ludzie i niektóre małpy mają DNA w 99 procentach identyczne świadczy o tym, że tak na prawdę człowiek to tylko zwierzę i nic więcej. W domyśle zazwyczaj pojawia się  – czasami wypowiedziana, a czasami nie – sugestia, że człowiek nie został stworzony przez Boga. Że Stwórca nie istnieje. Myślę jednak, że to wspominane 99% DNA pokazuje nam tak naprawdę coś dokładnie odwrotnego.

Jeżeli niemal całe nasze DNA jest kopią tego występującego u szympansów, to czy nie należałoby się spodziewać jedynie niewielkich różnic pomiędzy człowiekiem a wspominanym gatunkiem małpy? Tak jednak jak wiemy nie jest. Różnice są ogromne, choć to przecież mało powiedziane. Latamy bowiem w kosmos, nasza sonda Voyager właśnie opuszcza System Słoneczny, badamy świat mechaniki kwantowej, gdzie mamy styczność z tak małymi cząsteczkami i przestrzeniami, że umysł ludzki nie jest tego w stanie ogarnąć; posiadamy sztukę, filozofię czy religię. A to wszystko to tylko czubek góry lodowej.

Jeżeli patrząc na naturę (w tym przypadku nasze DNA) widzimy niemal identyczność; z kolei kiedy jednak patrzymy na rzeczywistość widzimy przepaść, to czy nie jest rozsądnym odwołać się do czegoś ponadnaturalnego? Do jakiegoś pierwiastka duchowego (niemożliwego do zmierzenia czy udowodnienia w sposób bezpośredni, gdyż nie należy do początku naturalnego), który byłby to odpowiedzialny za przepaść istniejącą pomiędzy dwoma niemal identycznymi pod względem naturalnym stworzeniami (te same pierwiastki, organy, niemal całe DNA)? Pierwiastka danego tylko jednemu, jedynemu stworzeniu, jakim jest człowiek?

26 A wreszcie rzekł Bóg: «Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam. Niech panuje nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym, nad bydłem, nad ziemią i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi!» 27 Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę [Księga Rodzaju 1:26-27].

Gdy Pan Bóg uczynił ziemię i niebo, 5 nie było jeszcze żadnego krzewu polnego na ziemi, ani żadna trawa polna jeszcze nie wzeszła – bo Pan Bóg nie zsyłał deszczu na ziemię i nie było człowieka, który by uprawiał ziemię 6 i rów kopał w ziemi, aby w ten sposób nawadniać całą powierzchnię gleby – 7 wtedy to Pan Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego stał się człowiek istotą żywą [Księga Rodzaju 2:4-7].

ZOBZACZ->https://znanichrzescijanie.wordpress.com/2014/03/22/argument-za-wiara39-przepasc-pomiedzy-czlowiekiem-a-zwierzeciem/

Co było na początku? Materia i bezosobowa natura wszechświata, czy też może Rozum – Inteligencja – Umysł? Chrześcijanie razem z wybitnymi myślicielami Starożytności powiedzieli by Logos. Seria NA POCZĄTKU BYŁO SŁOWO… ma pomóc czytelnikowi w odpowiedzi na to pytanie. W tym miejscu jednak jedna uwaga. Staraj się patrzeć drogi czytelniku na całą serię przede wszystkim w sposób całościowy.

MonkeyWoman

Dwa ze stworzeń, nad inne szlachetniejsze kształtem, Postawę prostą miały i wzrost słuszny
Na podobieństwo Boże; przystrojone
W swą przyrodzoną nagość najgodniejszą, Panami innych stworzeń się zdawały,
Godnymi swego panowania, bowiem Boskie wejrzenie ich jest wizerunkiem
Ich Stworzyciela, chwalebnym odbiciem Prawdy, mądrości i świątobliwości
[Raj utracony – Milton].

Pragnienie prawdy w sercu człowieka, odpowiedni czas i lokalizacja Ziemi w historii kosmosu do dokonywania kluczowych odkryć czy niezwykły rozum nadający się do badania przyrody i zbliżania się także i w ten sposób do swojego Stwórcy to niektóre z zagadnień poruszonych do tej pory. Jest jednak jeszcze kolejne, a często niezauważane, choć niezwykłe. O czym mowa? O ludzkim ciele i tym jak bardzo (pomimo podobieństw) różni się od ciał pozostałych zwierząt. Zdecydowanie największy intelekt wśród wszystkich stworzeń żyjących na tej planecie i świadomość, którą posiada człowiek to wspaniała sprawa. Co nam jednak byłoby po tym, gdybyśmy przypominali pod względem fizycznym np. konia czy delfina? Czy bylibyśmy wówczas w stanie przekształcać środowisko w którym żyjemy, podbijać Ziemię i przede wszystkim tworzyć cywilizacje i rozwijać technologie umożliwiające nam dokonywanie odkryć. Czy rozwinęlibyśmy medycynę, matematykę czy astronomię. Czy kopyta, płetwy i łeb niemal cały czas wbity w ziemię pozwoliłyby nam na to?

Bóg pragnie abyśmy poznawali naturę, dlatego to dał nam nie tylko odpowiednie środowisko, rozum czy w pierwszej kolejności pragnienie prawdy dla niej samej. Dostaliśmy także odpowiednie ciało, które nam wszystko ma ułatwić czy w ogóle umożliwić. Tak więc, co takiego wyjątkowego jest w naszej budowie fizycznej, co umożliwia nam ciągły, niemal nieograniczony rozwój? Przede wszystkim dwie rzeczy.

Po pierwsze ludzkie dłonie, które umożliwiają nam manipulację najróżniejszymi obiektam, także tymi najdrobniejszymi. Gdybyśmy ich nie mieli tak doskonale zaprojektowanych, w odróżnieniu do reszty świata zwierzęcego włączając w to małpy, to moglibyśmy zapomnieć o medycynie (chirurgia itp.) czy innych dziedzinach nauki, które to wymagają tworzenia i manipulacji najbardziej delikatnymi elementami. Dłonie jednak to nie wszystko.

Drugą cechą człowieka, która umożliwia nam rozwój cywilizacji przewyższającej w sposób niewyobrażalny cywilizacje zwierzęce – jesli w ogóle można o czymś takim mówić – jest cała nasza sylwetka – wyprostowana i smukła. Jednym z najważniejszych plusów posiadania takiej, a nie innej budowy ciała jest możliwość ujarzmienia ognia. O tym jak ważnym dla rozwoju cywlizacji i technologii to osiągnięcie było nie trzeba nawet wspominać. Cały rozwój technologiczny był dzięki temu możliwy. Poprzez ogień przyszła metalurgia i metalowe narzędzia, a w konsekwencji wiedza chemiczna. Jakoże metale są jedynymi naturalnymi przewodnikami elektryczności, odkrycie elektromagnetyzmu i elektryczności, a nawet w dalszej kolejności rozwój komputerów są rezultatem podboju ognia dokonanego w odległych czasach.

Trzecią cechą człowieka (wiem wiem miały być dwie:)) jest ludzka krtań i to jak różni się od tego co posiadają zwierzęta. Cechą charakterystyczną ludzkiej krtani jest to, że jej kształt daje nam dużo szerszy zakres spółgłosek i samogłosek, niż to ma miejsce u reszty ssaków. Umożliwia nam to z kolei skomplikowaną komunikację i daje możliwość dzielenia się złożonymi pomysłami i ideami.

Rozówj nauki i tak złożonej cywilizacji jak nasza (koniecznej do odkrywania całej natury) nie byłby tak prosty, gdybyśmy nie byli w stanie przekazywać sobie nawzajem (zarówno w jednym pokoleniu, jak i pomiędzy pokoleniami) skomplikowanych idei.

GODNOŚĆ LUDZKIEGO CIAŁA

W tym miejscu chciałbym jeszcze poruszyć jedną ciekawą sprawę. To co zaraz powiem może wyglądać na coś w bardzo dużym stopniu subiektywnego, lecz nie wydaje mi się, aby tak właśnie było. Wszystkie cechy wewnętrzne człowieka, tzn inteligencja, świadomość, wolna wola czy w sposób niewyobrażalny rozwinięta uczuciowość (łzy, miłość niekierowana instynktem czy nawet humor) sprawiają, że człowiek – homo sapiens – jest najbardziej godną istotą żyjącą na tej Ziemi. Życie człowieka jest warte więcej niż tysiąca zwierząt. Dlaczego jednak – jeśli natura jest ślepa – godność wewnętrzna pokrywa się jednocześnie z godnością zewnętrzną człowieka.

Posiadamy bowiem wyprostowaną sylwetkę, co samo w sobie jest już symboliczne (kiedyś postaram się o symboliźmie natury trochę napisać – admin). Zwierzęta chodzą pochylone, z głową i wzrokiem wbitym w ziemię; dążą do tego co przyziemne. Człowiek z kolei jest dumnie wyprostowany, całą sylwetką skierowany ku górze, w stronę nieba; symbolicznie dążący do tego co niebieskie, duchowe.

Oprócz tego nasze ciało nie jest pokryte żadną sierścią, łuskami, śluzem czy jakimś pancerzem. Jest unikalne, gdyż posiada tylko nagą, miękką skórę z delikatnymi włoskami. Dodajmy do tego ludzką twarz: części składowe takie same jak u zwierząt, a mimo to tak bardzo nasza twarz odbiega od zwierząt. Posiadamy rzęsy, brwi, a mężczyźni zarost. Reszta twarzy to gładka skóra. Do tego na głowie nie znajdujemy żadnych kudłów czy sierści, tylko piękne włosy, które nie tylko dobrze wyglądają lecz są po prostu godne istoty z tak bogatym wnętrzem jak człowiek. Korelacja pomiędzy godnością wewnętrzną a zewnętrzną jest po prostu zdumiewająca. A przecież tak na prawdę w ogóle nie musiała istnieć. Przypadek???

INSPIRACJĄ DLA ARTYKUŁU BYŁ MIN. FILM http://privilegedspecies.com/

CAŁA SERIA–> https://znanichrzescijanie.wordpress.com/category/na-poczatku-bylo-slowo/

Co było na początku? Materia i bezosobowa natura wszechświata, czy też może Rozum – Inteligencja – Umysł? Chrześcijanie razem z wybitnymi myślicielami Starożytności powiedzieli by Logos. Seria NA POCZĄTKU BYŁO SŁOWO… ma pomóc czytelnikowi w odpowiedzi na to pytanie. W tym miejscu jednak jedna uwaga. Staraj się patrzeć drogi czytelniku na całą serię przede wszystkim w sposób całościowy.

Night-Sky-Wallpaper-Wonderfull-World

We wcześniejszych wpisach z serii Na początku było Słowo… wspomnieliśmy już min. o tym, że człowiek z jednej strony jest istotą posiadającą w sobie pragnienie prawdy, nawet jak nie jest ona powiązana bezpośrednio z jego sprawami przyziemnymi, związanymi z przetrwaniem itp. Chcemy po prostu wiedzieć. Z drugiej strony posiadamy zarówno wystarczająco potężny rozum, którego wykorzystanie wykracza często bardzo dalece poza codzienne doświadczenia homo sapiens. Zaglądamy do wnętrza atomu w zdumiewający świat mechaniki kwantowej, tworzymy modele początków wszechświata itp. Oprócz tego żyjemy w bardzo korzystnym czasie w historii kosmosu, aby dokonywać najróżniejszych odkryć, zwłaszcza tych związanych z pochodzeniem wszechświata. Wiemy, że materia, energia przestrzeń a nawet czas mają początek. Teoria Big-Bang, która o tym mówi nie cieszyła się dużą popularnością wśród uczonych, a jednym z głównych powodów tego były implikacje teologiczne z niej płynące. Jeśli natura ma początek to bardzo możliwe, że przyczyna jest ponadnaturalna, czy mówiąc bardziej składnie nadprzyrodzona. Czy wszechświat mający początek udowadnia, że Bóg istnieje. Niekonieczne, lecz daje bardzo mocną przesłankę.

Pamiętajmy także, że zarówno wielcy uczeni starożytności jak i współcześni naukowcy z początku XX wieku uważali, że kosmos jest wieczny i niezmienny. Chrześcijanie i Żydzi już na podstawie pierwszego zdania Biblii – Na początku Bóg stworzył Niebo i Ziemię – twierdzili, że wszechświat ma początek.

Tak więc czas jest odpowiedni do tego, aby poznawać naturę kosmosu. Czas i rozum to jednak za mało. Sam charakter stworzenia – w naszym przypadku cechy fizyczne Ziemi i jej otoczenia – musi także nadawć się do tego, aby dokonywać najważniejszych odkryć. W przypadku naszej planety w bardzo dużym stopniu tak właśnie jest. W niniejszym wpisie skupimy się na kilku cechach naszej planety i jej lokalizacji, które przyczyniają się do dokonywania ważnych odkryć naukowych.

*************

[ZAĆMIENIA SŁOŃCA] Pierwsza rzecz o której chciałbym wspomnieć to zaćmienia słońca. Zazwyczaj, kiedy o nich myślimy, to pierwszą rzeczą, która przychodzi na myśl jest ich piękno. Często jednak nasze myślenie kończy się na tym. Zjawisko w którym księżyc znajduje się dokładnie pomiędzy naszą planetą, a Słońcem jest nie tylko piękne, lecz jak pokazała historia nauki bardzo ważne i pożyteczne dla rozwoju astronomii. Aby tak jednak było, nie wystarczy jednak jakieś słońce i jakiś księżyc. Ich wielkości – patrząc z planety, która jest platformą do obserwacji – musi być identyczna (Słońce jest 400 razy dalej od Ziemi niż Księżyc, lecz jest jednocześnie 400 razy większe od naszego satelity). Jest to zjawisko oczywiście bardzo rzadkie. Nie jest to jednak jedyne utrudnienie.

Inny problem to pojawienie się na planecie istot rozumnych dokładnie w tym wąskim oknie czasowym, w którym takie całkowite zaćmienie ma miejsce. Przykładowo w przeszłości księżyc patrząc z powierzchni Ziemi był większy niż obecnie, gdyż był bliżej. W przyszłości będzie się oddalał, co sprawi, że stanie się niezdatny do tego, aby w pełni zasłonić tarczę słoneczną naszej gwiazdy. Słońce z kolei – jak to mają w zwyczaju gwiazdy – rok po roku rozszerza się. Za około 250 milionów lat całkowite zaćmienia słońca nie będą możliwe. Ktoś może powiedzieć, że 250mln lat to długi okres. Czym on jednak jest wobec wieku Ziemi, która ma prawie 5 miliardów lat? To tylko około 5% wieku tej planety

Dodajmy do tego, że ze wszystkich grubo przeszło 65 głównych księżyców w naszym Układzie Słonecznym, tylko z Ziemi widoczne są idealne zaćmienia Słońca. Poza tym ze wszystkich planet posiadających księżyce, Ziemia jest najbliżej naszej gwiazdy, co umożliwia nam dostrzeżenie większej ilości detali w koronie słonecznej, która to podczas zaćmienia jest jedyną częścią widzialną naszej gwiazdy, a której badanie przyczyniło się w dużym stopniu do rozwoju nauki. W taki oto sposób doszliśmy do tego, co najważniejsze, czyli, w jaki sposób całkowite zaćmienie tarczy słonecznej przyczyniło się do postępów naukowych.

Po pierwsze omawiane zjawisko pomogło nam odkryć naturę gwiazd. Naukowcy od czasów Isaaca Newtona (1666) wiedzieli, że światło słoneczne rozszczepia się na wszystkie kolory tęczy, kiedy przechodzi przez pryzmat. Możliwość obserwowania zjawiska zaćmień słonecznych przez spektroskop wyposażony w pryzmat pojawiła się jednak dopiero w XIX wieku. Kombinacja technologii stworzonej przez człowieka z naturalnym zjawiskiem pozwoliła astronomom nie tylko na odkrycie tego, jak spektrum słoneczne jest tworzone, lecz również samą naturę Słońca. Ta wiedza pomogła astronomom analizować spektra, a co za tym idzie chemię odległych gwiazd. Tak więc, doskonałe zaćmienia słoneczne w dużym stopniu przyczyniły się do rozwoju astrofizyki.

Po drugie zaćmienie słoneczne dało możliwość bardzo szybkiego potwierdzenia prawdziwości Ogólnej Teorii Względności Einsteina. Ważną postacią jest tutaj Sir Arthur Eddington, który to mocno interesował się  obserwacyjną weryfikacją teorii Einsteina. Zorganizował on wyprawę na Wyspę Książęcą, leżącą u wybrzeży Afryki Zachodniej, w celu obserwacji całkowitego zaćmienia Słońca 29 maja 1919. W czasie zaćmienia wykonał pomiary pozycji gwiazd w otoczeniu Słońca i stwierdził, że pozycje te uległy przesunięciu zgodnie z przewidywaniem teorii względności na skutek ugięcia promienia światła w polu grawitacyjnym. Teoria Einsteina stała się w dużym stopniu fundamentem współczesnej kosmologii.

*************

[ATMOSFERA] Czas na drugi przykład, który to jest powiązany z tym co zostało wspomniane powyżej. Możliwość obserwacji całkowitych zaćmień słonecznych jest bardzo pomocna do rozwoju nauki. W tym miejscu pojawia się jednak jeden mały problem, a jest nim atmosfera. Aby inteligentne istoty mogły badać kosmos, ta powłoka gazowa, która otula ciało niebieskie musi być przezroczysta, powiedzielibyśmy transparentna. Jak często jednak zdarza się, aby atmosfera występująca na danej planecie, umożliwiała widok odległych ciał niebieskich?

Obserwacja naszego Układu Słonecznego pokazuje, że niezbyt często. Neptun, Uran, Saturn, Jowisz, Ziemia, Wenus i Tytan (księżyc Saturna) to jedyne ciała niebieskie w naszym US, które posiadają atmosferę. Na tych siedem obiektów tylko Ziemia posiada przezroczystą atmosferę. Ktoś w tym momencie mógłby powiedzieć, że transparentność atmosfery nie jest nam konieczna do obserwacji, ponieważ możemy wysłać teleskop na orbitę okołoziemską. To prawda, lecz wówczas cały rozwój astronomii (najstarszej dziedziny nauki) trwałby duuużooo dłużej niż to miało miejsce w naszym przypadku.

*************

[CZARNA NOC] Posiadanie przezroczystej atmosfery jest konieczne do astronomicznych obserwacji. Konieczne nie znaczy jednak wystarczające. Przyjmujemy bowiem niesłusznie za coś oczywistego, że nocne niebo jest czarne, dzięki czemu możemy widzieć odległe gwiazdy, galaktyki i super-klastery. Czarne płótno nieba jest bowiem idealnym kontrastem dla jaśniejących ciał niebieskich. Takie jednak ciemne niebo nie zawsze musiałoby być oczywistością. Gdyby wszechświat był wieczny, to wówczas wszystkie odległe gwiazdy nakładałyby się na siebie (światło, które do nas jeszcze nie dotarło już by tu było) i całe niebo byłoby jasne. Coś jak nakładające się na siebie drzewa w środku lasu. Gdyby kosmos był mniejszy i odległości pomiędzy gwiazdami, galaktykami były mniejsze to nawet wobec wszechświata mającego początek niebo mogłoby być jasne nocą. [Poniżej filmik z polskimi napisami].

Gdyby prędkość światła była większa to światło wyemitowane przez te odległe ciała niebieskie zdążyłoby do nas dotrzeć przez co jasnych punkcików na naszym nocnym niebie byłoby tyle, że nawarstwiałyby się na siebie. Tak samo mogłoby być, gdyby ekspansja przestrzeni była wolniejsza. Gdyby Ziemia była przez cały czas obrócona ciągle tą samą stroną do Słońca (jak to jest w przypadku Księżyca wobec Ziemi) to życie – jeśli w ogóle byłoby możliwe – ograniczałoby się jedynie do tej nasłonecznionej strony globu. Gdybyśmy posiadali kilka księżyców jaśniejących nocą to ich blask utrudniałby obserwacje. Ktoś w tym miejscu mógłby powiedzieć, że jakbyśmy nie mieli ani jednego księżyca to byłoby lepiej niż jeden jaśniejący satelita, ale o tym później. Gdybyśmy żyli na Ziemi wcześniej, kiedy Księżyc był trzy razy bliżej, a co za tym idzie dziewięć razy większy (patrząc z Ziemi) to także byłby problem. Gdyby Mikrofalowe Promieniowanie Tła, które to dociera do nas w każdej sekundzie z każdego zakątka wszechświata nie miałoby tak wydłużonych fal (rezultat ekspansji przestrzeni) ku dalekiej czerwieni spektrum elektromagnetycznego to widzielibyśmy płynącą do nas z każdej strony światłość. Na szczęście – dla prowadzenia obserwacji astronomicznych – człowiek nie jest w stanie widzieć tak długich fal. Takich gdyby można by pewnie jeszcze mnożyć.

WPIS BĘDZIE KONTYNUOWANNY…

INSPIRACJĄ DLA ARTYKUŁU BYŁA KSIĄŻKA „THE PRIVILEGED PLANET” J. RICHARDSA I G. GONZALEZA  ZOBACZ JEDEN Z ICH ARTYKUŁÓW–> http://www.discovery.org/a/2143

Co było na początku? Materia i bezosobowa natura wszechświata, czy też może Rozum – Inteligencja – Umysł? Chrześcijanie razem z wybitnymi myślicielami Starożytności powiedzieli by Logos. Seria NA POCZĄTKU BYŁO SŁOWO… ma pomóc czytelnikowi w odpowiedzi na to pytanie. W tym miejscu jednak jedna uwaga. Staraj się patrzeć drogi czytelniku na całą serię przede wszystkim w sposób całościowy.

Lambda-Cold_Dark_Matter,_Accelerated_Expansion_of_the_Universe,_Big_Bang-Inflation

Arthur C. Clarke kiedyś napisał, tryliony lat w przyszłość, zaawansowana cywilizacja spojrzy z zazdrością wstecz na nas i powie „Oni znali wszechświat, kiedy był jeszcze młody”.

Człowiek posiada w sobie zdumiewające pragnienie prawdy dla niej samej. My po prostu chcemy wiedzieć, nawet jak nic w sensie materialnym z tego nie mamy. Aby to pragnienie zaspokajać posiadamy potężny organ, dzięki to któremu jesteśmy władcami w świecie istot żywych – mózg. Co ważne nasz ludzki rozum nie ogranicza się do pomagania nam w sprawach czysto przyziemnych związanych z przeżyciem itp. Potrafimy zajmować się rozwiniętą matematyką, tworzyć modele rzeczy, z którymi na codzień nie mamy żadnej styczności jak te opisujące atom czy początek wszechświata. Aby tego było jednak mało, lokalizacja w której żyjemy, jak i czas w historii istnienia kosmosu jest dla nas niesamowicie szczęśliwy(?). Wpis niniejszy poświęcimy właśnie okresowi w którym żyjemy i temu jak bardzo jest on odpowiedni do badania zarówno teraźniejszości, jak i przyszłości i przeszłości świata. Będzie się składał głównie z cytatów marcowego numery Scientific American 2008. Tutuł opublikowanego tam artykułu brzmi „The End of cosmology”, którego to autorami są: znany niewierzący naukowiec Lawrance Krauss (często debatujący z chrześcijańskimi apologetami), a także Robert J. Scherrer.

Przyjęło się twierdzić, że z biegiem lat nauka będzie mówić nam tylko więcej i więcej. Czy jest to jednak prawda?

Czy jednak nauka w przyszłości musi dawać nam więcej wiedzy niż to było w przeszłości? Nasza ostatnia praca sugeruje, że nie. Możemy żyć w jedynej epoce historii wszechświata, kiedy naukowcy mogą osiągnąć dokładne zrozumienie prawdziwej natury kosmosu [str.26].

Jaki czynnik ma największy wpływ na przyszłość kosmosu? Jest to tzw. Ciemna Energia. Odpowiada ona bowiem za ekspansję wszechświata. Ekspansję, która to w dodatku przyśpiesza.

Ciemna energia będzie miała ogromny wpływ na przyszłość wszechświata. Krauss razem z Glennem Starkman’em z Case Western Reserve University przyjżał się co czeka życie we wszechświecie rządzonym przez stałą kosmologiczną. Prognoza? Nie dobra. Kosmos staje się bardzo nieciekawym miejscem do życia. Stała kosmologiczna tworzy pewien „horyzont zdarzeń”, który znajduje się w miejscu z poza którego żadna materia czy promieniowanie do nas nie dotrze. Kosmos będzie przypominał odwróconą czarną dziurę, z materią i promieniowaniem uwięzionym poza hotyzontem, a nie wewnątrz [str 27].

Przyszłość w której to kosmologia obserwacyjna będzie wprawadzać w błąd.

…cała oddalająca się od nas materia wszechświata zostanie z czasem przesunięta poza horyzont zdarzeń. Proces ten był badany przez Abrahama Loeba i Kentaro Nagamine (wówczas Harvard). Doszli oni do wniosku, że nasza Galaktyka – Droga Mleczna połączy się z innymi lokalnymi galaktykami w tym z Andromedą tworząc tym samym gigantyczny superklaster gwiazd. Wszystkie pozostałe galaktyki zaginą w otchłani poza horyzontem zdarzeń. Proces ten będzie trwał około 100 miliardów lat, co może wydawać się długim okresem. W porównaniu jednak do niemal wieczności jest to nic [ostatnie gwiazdy wypalą się dopiero za 100 trylionów lat].

Filary na których opiera sie współczesna kosmologia i teoria Big-Bang to: teoria względności Einsteina…

Co takiego astronomowie przyszłości żyjący w takim superklasterze dowiedzą się o historii wszechświata? Aby zastanowić się nad tym pytaniem, przypomnijmy sobie filary na których opiera się współczesne zrozumienie Wielkiego Wybuchu, który to dał początek naszemu wszechświatu [str27].

Jak George Lemaitre (begijski fizyk i ksiądz katolicki) wyjaśnił, równania Einsteina przewidują, że nieskończony, homogeniczny i statyczny wszechświat jest niemożiwy. Kosmos musi rozszerzać się lub kurczyć. To spostrzerzenie, teoria Big-Bang została zrodzona [str28].

…rozszerzający sie wszechświat odkryty przez słynnego Edwina Hubble’a

Osoba, która jest uznawana za odkrywcę faktu, że kosmos się rozszerza jest nie Slipher, lecz amerykański astronom – Edwin Hubble. Określił on bowiem nie tylko prędkości pobliskich galaktyk, lecz również ich odległości. Jego obserwacje doprowadziły do dwóch wniosków, które to usprawiedliwiają jego sławę. Po pierwsze, Hubble ukazał, że galaktyki są tak bardzo od nas odległe, że tak naprawdę były to niezależne kolekcje gwiazd, czyli podobnie jak nasza Droga Mleczna. Po drugie, odkrył on prostą relację pomiędzy odległością tych galaktyk od nas, a ich prędkościami. Prędkość była proporcjonalna do odległości galaktyki od nas: galaktyka oddalona dwa razu dalej od nas niż inna galaktyka, poruszała się dwa razy szybciej od niej. Ta relacja pomiędzy odlegością a prędkością jest dokładnie tym, co ma miejsce, jeśli wszechświat się rozszerza [str28].

…mikrofalowe promieniowanie tła odkryte w 1965 roku przez Penziasa i Wilsona

Trzeci filar to delikatny poblask mikrofalowego promieniowania tła, odkrytego przez przypadek w 1965 roku przez fizyków Bell Labs: Arno Penziasa i Roberta Wilsona. To promieniowanie zostało szybko rozpoznane jako relikt z czasów wszesnej ekspansji wszechświata. Wskazuje ono, że kosmos początkowo był gorący i gęsty, a potem stawał się coraz chłodniejszy i bardziej przerzedzony [str28].

…a także występująca we wszechświaecie obfitość helu i deuteru

Ostatnim obserwacyjnym filarem Big-Bang jest to, że gorący i gęsty wczesny kosmos był idealnym miejscem do nuklearnej fuzji. Kiedy temp. wszechświata wynosiła od 1 do 10 miliardów kelvinów, lżejsze nukleony mogły połączyć się w cięższe. Proces tez znany jest pod nazwą nukleosyntezy Big-Bang. Proces ten może zachodzić jedynie przez kilka minut, gdyż kosmos stawał się stopniowo coraz chłodniejszy. Dlatego to fuzja była ograniczona tylko do najlżejszych elementów. Więszkość helu we wszechświecie została utworzona właśnie wtedy. To samo tyczy się deutery, czy ciężkiego wodoru. Zmierzone pomiary nadmiaru helu i deuteru odpowiadają przewidywaniom nukleosyntezy Big-Bang, dostarczając kolejnego dowodu na prawdziwość teorii Wielkiego Wybuchu [str28].

Co stanie się z filarami w przyszłości???

Co takiego naukowcy przyszłości zobaczą jak spojrzą w niebo za 100 miliardów lat? Bez teleskopów zobaczą w dużym stopniu to co my: gwiazdy naszej galaktyki. Co prawda największe i najjaśniejsze gwiazdy wypalą swoje paliwo nuklearne, lecz cała masa mniejszych gwiazd wciąż będzi świecić się na naszym nocnym niebie. Wielka różnica pojawi się jednak, gdy ci przyszłi naukowcy zbudują teleskopy zdolne do wykrywania galaktyk innych niż nasza. Nie zobaczą żadnej! [str28].

Jako rezultat, kluczowe odkrycie Hubble’a – rozszerzający się wszechświat – będzie nie do odtworzenia. Cała uciekająca materia we wszechświecie zniknie poza horyzontem zdarzeń. Cała reszta będzie częścią grawitacyjnie powiązanego superklastera gwiazd. Dla tych przyszłych astronomów, widoczny kosmos będzie bardzo przypominał tzw. wszechświat-wyspowy „island universe” z 1908 roku: pojedyńcze ogromne zbiorowisko gwiazd, statyczne i wieczne otoczone przez pustą przestrzeń [str29].

Podobna nieciekawa przyszłość czeka mikrofalowe promieniowanie tła, a także obfitość helu i deuteru. To pierwsze będzie miało fale tak wydłużone i o takiej częstotliwości, że zagubią się one w hałasie tworzonym przez kosmiczną materię i zjawiska.

As the universe expands, the wavelengths of the background radiation stretch and the radiation becomes more diffuse. When the universe is 100 billion years old, the peak wavelengths of the microwave radiation will be on the scale of meters, corresponding to radio waves instead of microwaves. The intensity of the radiation will be diluted by a factor of one trillion and might never be seen [str29].

Even further into the future, the cosmic background will become truly unobservable. The space between stars in our galaxy is filled with an ionized gas of electrons. Low-frequency radio waves cannot penetrate such a gas; they are absorbed or reflected [str29].

Co do deuteru to do mierzenia jego wczesnych poziomów potrzebne są kwazary, które to staną się niewidoczne w przyszłości.

Our best measurements of the primordial deuterium abundance come from observations of hydrogen clouds backlit by quasars, extremely distant and bright beacons thought to be powered by black holes. In the far future of the universe, however, both these hydrogen clouds and quasars will have passed beyond the event horizon and will be forever lost to view [str30].

Pierwotny hel zagubi się natomiast w tym helu, który to stale jest produkowany w gwiazdach:

The problem is that our ability to probe big bang nucleosynthesis hinges on the fact that the abundances of deuterium and helium have not evolved very much since they were produced 14 billion years ago. Helium produced in the early universe, for example, makes up about 24 percent of the total matter. Although stars produce helium in the course of their fusion reactions, they have increased this abundance by no more than a few percent. Astronomers Fred Adams and Gregory Laughlin of the University of Michigan at Ann Arbor have suggested that this fraction could increase to as much as 60 percent after many generations of stars. An observer in the distant future would find the primordial helium swamped by the helium produced in later generations of stars [str30].

A teraz czas na wnioski do jakich doszli autorzy artykułu „The end of cosmology”:

Jesteśmy nieubłaganie prowadzeni do bardzo dziwnego wniosku. Okno podczas którego inteligentne istoty mogą odkryć prawdziwą naturę rozszerzającego się wszechświata może w rzeczy samej być bardzo krótkie [str31].

Ludzie przyszłości nie rozpoznają nie tylko początków kosmosu, lecz także i końca…

W związku z tym obserwatorzy przyszłości najprawdopodobniej będą przewidywać ostateczny koniec kosmosu w lokalnym zapadnięciu się na siebie materii, a nie wiecznej ekspansji będącej dziełem stałej kosmologicznej rządzącej ciemną energią[str31].

Co ciekawe jak byśmy żyli wcześniej, ten koniec także byśmy mylnie rozpoznali, gdyż jak to wspomniał w innym miejscu Krauss: Pięć miliardów lat temu ciemna energia była niemożliwa do zaobserwowania; sto miliardów lat w przyszłość i stanie się niewidoczna ponownie.

JAK POMÓC PRZYSZŁYM ISTOTOM???

Okno podczas którego inteligentne istoty mogą odkryć prawdziwą naturę rozszerzającego się wszechświata może w rzeczy samej być bardzo krótkie. Niektóre cywilizacje mogą sięgnąć do historycznych archiwów, w których może nawet znajdzie się niniejszy artykuł – jeśli oczywiście przetrwa miliardy lat wojen, wybuchów supernowych, czarnych dziur i niezliczonych innych problemów. To jednak czy temu wszystkiemu, co przeczytają uwierzą to już inne pytanie. Cywilizacje którym zabraknie takich archiwów mogą być pogrążeni w ignorancji odnośnie istnienia jakiegokolwiek początku naszego wszechświata [str31].

Nasze własne doświadczenie pokazuje nam, że nawet wtedy, gdy posiadamy dane, poprawny model kosmologiczny nie jest wcale taki oczywisty. Na przykład od lat 40 do 60 XX wieku, będąc zdanym jedynie na odkrycia Hubblea odnośnie ekspansji kosmosu, niektórzy naukowcy [2/3 – admin] upierali się przy modelu wiecznego wszechświata. Przykładem jest steady-state model, w którym materia jest na nowo stwarzana, kiedy to ma miejsce ekspansja przestrzeni. Tak więc kosmos jako całość nie zmienia się z czasem. Ten pomysł okazał się ślepym końcem. Pokazuje to jednak jak można dojść do błędnych konkluzji, kiedy nie można danej teorii potwierdzić w sposób obserwacyjny [str29].

Chrześcijanie od dawna wspominają o dwóch księgach poprzez które możemy poznawać Boga. Jedną z nich jest Biblia – Słowo Boga skierowane do nas w słowach ludzi, dzięki czemu jest dla nas zrozumiałe. Istnieje jednak druga księga, a jest nią natura. Żeby jednak ją czytać to po pierwsze wszystko musi być stworzone krok po kroku, czyli w sposób ewolucyjny. Po drugie warunki naszej egzystencji muszą być dla nas korzystne, aby tą przyrodę badać. Rozum wystarczająco potężny posiadamy, czas w historii istnienia kosmosu także jest odpowiedni. To samo również dotyczy lokalizacji Ziemi, ale o tym w kolejnym wpisie:)

PS Numeracja stron w nawiasach pochodzi z czasopisma Humanist Perspectives (Spring 2009), a nie z SA.

ARTYKUŁ KRAUSSA W PDF (SA)–> http://genesis1.asu.edu/0308046.pdf

ZOBACZ TAKŻE–> http://www.nytimes.com/2007/06/05/science/space/05essa.html?pagewanted=print&_r=0

Co było na początku? Materia i bezosobowa natura wszechświata, czy też może Rozum – Inteligencja – Umysł? Chrześcijanie razem z wybitnymi myślicielami Starożytności powiedzieli by Logos. Seria NA POCZĄTKU BYŁO SŁOWO… ma pomóc czytelnikowi w odpowiedzi na to pytanie. W tym miejscu jednak jedna uwaga. Staraj się patrzeć drogi czytelniku na całą serię przede wszystkim w sposób całościowy.

harvey-shadow

Czy nie można żyć uczciwie bez wiary w chrześcijaństwo?” Oto pytanie, jakie mi postawiono, prosząc o odpowiedź, lecz zanim podejmę próbę jej udzielenia, chciałbym poczynić jedną uwagę. Pytanie brzmi tak, jakby zadawane było przez kogoś, kto powiedział sobie: „W gruncie rzeczy nie obchodzi mnie, czy chrześcijaństwo głosi prawdę, czy nie. Nie interesuje mnie, czy rzeczywisty świat jest bardziej zbliżony do tego, co mówią chrześcijanie, niż do tego, co mówią materialiści. Jedno, co mnie interesuje, to uczciwe życie. Wyboru przekonań dokonam nie z uwagi na ich prawdziwość, lecz ze względu na ich użyteczność”.

Szczerze mówiąc, jest mi trudno znaleźć zrozumienie dla takiego sposobu myślenia. Jedną z cech, która różni człowieka od innych stworzeń, jest to, że chce on posiąść wiedzę, chce dla samej chęci poznania dojść do tego, jaka jest rzeczywistość. Kiedy to pragnienie zostaje w kimś stłumione, to według mnie staje się on czymś mniej niż człowiekiem. Nie sądzę jednak, by ktokolwiek z was rzeczywiście stracił to pragnienie.

Bardziej prawdopodobne jest to, iż niemądrzy kaznodzieje przez ciągłe powtarzanie, jak bardzo chrześcijaństwo może wam pomóc i jak jest ono pożyteczne dla społeczeństwa, pomogli wam zapomnieć, iż chrześcijaństwo nie jest opatentowanym lekarstwem. Chrześcijaństwo rości sobie prawo do wyjaśniania faktów – do mówienia, jaki jest rzeczywisty świat. Jego wyjaśnienia na temat świata mogą być prawdziwe lub nie, a kiedy raz zostanie postawione pytanie, wtedy naturalna ciekawość musi prowokować chęć poznania odpowiedzi. Jeżeli chrześcijaństwo jest nieprawdziwe, to żaden uczciwy człowiek nie będzie chciał mu wierzyć, choćby nie wiem jak było przydatne; jeśli jest prawdziwe, każdy uczciwy człowiek zechce mu uwierzyć, nawet gdyby nie udzieliło mu w ogóle żadnej pomocy.

Kiedy zdamy sobie z tego sprawę, uświadomimy sobie jeszcze coś innego. Gdyby przypadkiem chrześcijaństwo było prawdziwe, to jest raczej rzeczą niemożliwą, by ci, którzy znają tę prawdę i ci którzy jej nie znają, byli w równym stopniu przygotowani do prowadzenia dobrego życia. Znajomość faktów musi skutkować różnicą w czynach. Załóżmy, że ktoś znajduje człowieka przymierającego głodem i pragnie właściwie postąpić. Gdyby nie posiadał żadnych wiadomości z zakresu medycyny, prawdopodobnie dałby mu duży, solidny posiłek, a rezultatem byłaby śmierć. Oto co powoduje działanie po omacku.

Na tej samej zasadzie chrześcijanin i niechrześcijanin mogą mieć obaj dobre intencje w stosunku do swoich bliźnich. Jeden wierzy, że ludzie będą żyli wiecznie, że zostali stworzeni przez Boga i skonstruowani w taki sposób, iż prawdziwe i trwałe szczęście mogą znaleźć jedynie przez zjednoczenie z Bogiem; że zeszli z właściwego toru i jedyną drogą powrotu jest ufna wiara w Chrystusa. Drugi wierzy, że ludzie są przypadkowym rezultatem ślepego działania materii, że zaistnieli jako proste zwierzęta i mniej lub bardziej równomiernie rozwinęli się, że będą żyć przeciętnie około siedemdziesięciu lat, że ich szczęście jest całkowicie osiągalne za sprawą dobrych instytucji społecznych i organizacji politycznych, a wszystko inne (np. wiwisekcję, regulację urodzin, system sądownictwa, edukację) należy oceniać jako „dobre” lub „złe” po prostu w zależności od tego, na ile sprzyjają lub przeszkadzają temu rodzajowi „szczęścia”.

Ci dwaj ludzie mogliby się zgodzić co do bardzo wielu działań na rzecz swoich współobywateli. Obaj pochwaliliby właściwie działające szpitale i kanalizację oraz zdrowe wyżywienie. Wcześniej czy później jednak różnica ich przekonań spowodowałaby różnice w propozycjach praktycznych. Obaj na przykład mogliby być wielkimi zwolennikami edukacji; lecz rodzaje edukacji, jakich by sobie życzyli, oczywiście bardzo się będą różniły. Znowu tam, gdzie pytanie materialisty co do proponowanej akcji brzmiałoby po prostu: „Czy powiększy ona szczęście większości?”, chrześcijanin być może musiałby powiedzieć: „Nawet jeżeli rzeczywiście powiększy ona szczęście większości, to nie możemy jej przeprowadzić; jest bowiem niesprawiedliwa”. I tak przez cały czas jedna zasadnicza różnica będzie przenikać wszystkie ich dążenia. Dla materialisty sprawy takie jak narody, klasy, cywilizacje muszą być ważniejsze niż jednostki, ponieważ jednostka żyje jakieś tam siedemdziesiąt lat z okładem, a grupa może trwać przez wieki. Dla chrześcijanina natomiast jednostki są ważniejsze, ponieważ to one żyją wiecznie; a rasy, cywilizacje i tym podobne struktury są w tym zestawieniu tworami przelotnymi.

Chrześcijanin i materialista żywią różne przekonania co do świata. Nie mogą mieć obaj racji. Ten, który jest w błędzie, będzie działał w sposób, który nie odpowiada rzeczywistemu światu. Wskutek tego przy najlepszej na świecie woli będzie popychał swoich współbraci do zguby.

Przy najlepszej na świecie woli… zatem nie będzie to chyba jego wina? Z pewnością Bóg (założywszy, że Bóg istnieje) nie będzie karał człowieka za płynące z uczciwych pobudek pomyłki? Ale czy w tym leży cały problem? Czy jesteśmy gotowi podejmować ryzyko działania po omacku przez całe nasze życie i wyrządzać nieskończone szkody z powodu czyichś zapewnień, iż nic nam nie grozi, że nikt nas nie ukarze ani nie zgani? Nie wierzę, by czytelnik mógł szczerze w ten sposób rozumować, a gdyby tak było, to trzeba mu coś wyjaśnić.

Pytanie stojące przed każdym z nas nie brzmi: „Czy możliwe jest, żeby ktoś żył uczciwie bez chrześcijaństwa?” Brzmi ono: „Czy ja mogę?” Wiadomo wszystkim, że istnieli dobrzy ludzie, którzy nie byli chrześcijanami; ludzie tacy jak Sokrates i Konfucjusz, którzy nigdy o chrześcijaństwie nie słyszeli, lub ludzie tacy jak J.S. Mill, którzy całkiem uczciwie nie mogli w nie uwierzyć. Zakładając, że chrześcijaństwo jest prawdziwe, ludzie ci byli pogrążeni w stanie uczciwej niewiedzy lub uczciwego błędu. Jeżeli ich intencje były tak dobre, za jakie je mam (bo oczywiście nie jestem w stanie odgadnąć tajników ich dusz), to mam nadzieję i ufam, że mądrość i miłosierdzie Boga zaradzą złu, które ich niewiedza, pozostawiona sama sobie, mogła naturalnie przynieść zarówno im, jak i tym, na których mieli wpływ.

Lecz człowiek, który zapytuje mnie: „Czy nie mogę żyć uczciwie bez wiary w chrześcijaństwo?”, oczywiście nie jest w tym samym położeniu. Gdyby nie słyszał o chrześcijaństwie, nie postawiłby tego pytania. Gdyby usłyszawszy o nim i porządnie się zastanowiwszy, doszedł do wniosku, że nie jest ono prawdziwe, to również by tak nie spytał. Człowiek, który zadaje to pytanie, słyszał o chrześcijaństwie i wcale nie jest przekonany o jego nieprawdziwości. W istocie pyta on: „Czy muszę sobie zawracać tym głowę? Czy nie mogę po prostu pominąć tej kwestii, zwyczajnie nie wywoływać wilka z lasu i żyć dalej uczciwie? Czyż dobre intencje nie wystarczą, by zapewnić mi spokój i zabezpieczenie przed naganą, bez pukania do tych rodzących lęk drzwi i upewniania się, czy w środku ktoś jest czy nie?”

Takiemu człowiekowi być może wystarczyłoby odpowiedzieć, że faktycznie prosi on o to, by pozwolić mu żyć dalej „uczciwie”, zanim zrobił, co w jego mocy, by dowiedzieć się, co oznacza to „uczciwie”. Na tym jednak sprawa się nie kończy. Nie musimy dochodzić tego, czy Bóg ukarze takiego człowieka za jego tchórzostwo i lenistwo: tacy ludzie sami się ukarzą. Ów człowiek wymiguje się. On umyślnie stara się nie wiedzieć, czy chrześcijaństwo jest prawdziwe czy fałszywe, ponieważ przewiduje niekończące się kłopoty, gdyby okazało się prawdziwe. Przypomina kogoś, kto umyślnie „zapomina” spojrzeć na tablicę ogłoszeń, ponieważ gdyby to zrobił, mógłby tam znaleźć swoje nazwisko i wyznaczony mu jakiś nieprzyjemny obowiązek. Przypomina osobę, która nie sprawdza swojego konta bankowego, ponieważ boi się tego, co może na nim znaleźć. Przypomina człowieka, rezygnującego z wizyty u lekarza w momencie, kiedy po raz pierwszy poczuje tajemniczy ból, gdyż obawia się tego, co lekarz może mu oznajmić.

Człowiek, który dla takich powodów pozostaje ateistą, nie jest w stanie uczciwego błędu. Jego stan można określić mianem nieuczciwego błędu, a ta nieuczciwość będzie rozprzestrzeniać się poprzez wszystkie jego myśli i działania, rodząc w rezultacie jakiś fałsz, czający się nieuchwytny niepokój, przytępienie jasności umysłu. Ten człowiek utracił swoje intelektualne dziewictwo. Uczciwe odrzucenie Chrystusa, mimo że błędne, będzie przebaczone i uleczone – „Każdemu, kto mówi jakieś słowo przeciw Synowi Człowieczemu, będzie przebaczone” . Lecz unikać Syna Człowieczego, odwracać się w przeciwnym kierunku, udawać, że się nie zauważyło, zainteresować się nagle czymś po drugiej stronie ulicy, odłożyć słuchawkę telefonu, ponieważ to On mógł dzwonić, pozostawić nie otwarte pewne listy zaadresowane nieznanym charakterem pisma, ponieważ mogłyby pochodzić od Niego – to już inna sprawa. Można jeszcze nie mieć pewności, czy się powinno być chrześcijaninem, ale wiadomo na pewno, że powinno się być człowiekiem, nie strusiem chowającym głowę w piasek.

A jednak – ponieważ honor intelektualny bardzo nisko upadł w naszych czasach – słyszę kogoś skamlącego dalej swoje pytanie: „Czy to mi pomoże? Czy da mi to szczęście? Czy naprawdę myśli pan, że byłbym lepszy, gdybym został chrześcijaninem?” No, jeżeli jest to konieczne, to odpowiem krótko: „Tak”. Na tym etapie jednak nie lubię dawać jakiejkolwiek odpowiedzi. Oto drzwi, za którymi – zdaniem niektórych ludzi – czeka na ciebie tajemnica świata. Albo jest to prawdą, albo nie. Jeżeli nią nie jest, w takim razie drzwi te w rzeczywistości kryją największe oszustwo, najkolosalniejszy zawód dla nadziei, o jakim słyszała historia. Czyż nie jest obowiązkiem każdego człowieka (człowieka, a nie królika!) próbować dojść do prawdy, a potem poświęcić całą energię służbie na rzecz tego olbrzymiego sekretu lub demaskowaniu i niszczeniu tak gigantycznego oszustwa? Czyż mając przed sobą taki problem, można rzeczywiście pogrążyć się całkowicie w swoim błogim „rozwoju moralnym”?

W porządku, podsumujmy: chrześcijaństwo przyniesie ci dobro – dużo więcej dobra niż go kiedykolwiek pragnąłeś czy oczekiwałeś. A pierwszym dobrem będzie to, że wbije ci do głowy (i nie będzie to dla ciebie przyjemne!) fakt, iż to, co dotychczas nazywałeś „dobrem” – wszystko to o „przyzwoitym życiu” i „byciu miłym” – nie jest zupełnie tą wspaniałą i największej wagi sprawą, za jaką ją miałeś. Nauczy cię ono, że w rzeczywistości nie możesz być „dobry” (a w każdym razie nie przez dwadzieścia cztery godziny na dobę), opierając się na swoich własnych wysiłkach moralnych. A potem nauczy cię, że nawet gdybyś był taki „dobry”, to ciągle nie osiągnąłbyś celu, dla którego zostałeś stworzony. Życie nie kończy się na zwykłej moralności. Zostałeś stworzony do czegoś zupełnie innego. J.S. Mill i Konfucjusz (Sokrates był dużo bliżej rzeczywistości) po prostu nie wiedzieli, na czym polega życie. Ci ludzie, którzy nie przestają pytać, czy nie mogą wieść przyzwoitego życia bez Chrystusa, nie wiedzą, na czym życie polega; gdyby wiedzieli, oczywiste byłoby dla nich, że „przyzwoite życie” jest tylko czymś mechanicznym w porównaniu z tym, do czego my, ludzie, tak naprawdę zostaliśmy stworzeni. Moralność jest niezbędna; ale Boże Życie, które samo się nam ofiarowuje i które wzywa nas, abyśmy byli dziećmi Boga, przeznacza dla nas coś, co wchłonie bez śladu całą naszą moralność. Trzeba nas przetworzyć na nowo. Cały królik w nas musi zniknąć – zarówno ten zatroskany, sumienny, etyczny królik, jak i ten tchórzliwy i zmysłowy. Będziemy krwawić i lamentować, kiedy pełnymi garściami wypadać z nas będzie futro; a potem niespodziewanie znajdziemy pod tym wszystkim coś, czego nigdy dotąd sobie nie wyobrażaliśmy: prawdziwego człowieka, wiecznie młodego boga, syna Boga prawdziwego, silnego, promieniującego, mądrego, pięknego i przepełnionego radością.

„Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe, zniknie to, co jest tylko częściowe” . Idea osiągnięcia „uczciwego życia” bez Chrystusa opiera się na podwójnym błędzie. Po pierwsze, jest niewykonalna, a po drugie, wyznaczając sobie „uczciwe życie” jako ostateczny cel, gubi się samą istotę egzystencji. Moralność jest górą, której nie da się zdobyć tylko za pomocą samodzielnych wysiłków, a gdyby nawet udało się tego dokonać, to tylko po to, by stracić życie wśród lodów szczytu i w nienadającym się do oddychania powietrzu, z powodu braku skrzydeł, których wymaga dalszy ciąg podróży. Dopiero stamtąd bowiem rozpoczyna się prawdziwa wspinaczka. Na nic tu już liny i czekany, reszta jest sprawą skrzydeł.

C.S. Lewis – Człowiek czy królik.

Co było na początku? Materia i bezosobowa natura wszechświata, czy też może Rozum – Inteligencja – Umysł? Chrześcijanie razem z wybitnymi myślicielami Starożytności powiedzieli by Logos. Seria NA POCZĄTKU BYŁO SŁOWO… ma pomóc czytelnikowi w odpowiedzi na to pytanie. W tym miejscu jednak jedna uwaga. Staraj się patrzeć drogi czytelniku na całą serię przede wszystkim w sposób całościowy.

brain-universe

1 Na początku było Słowo [Logos], a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo.
2 Ono było na początku u Boga.
3 Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało.
[Ewangelia według św. Jana – rozdział 1]

Idealizm – stanowisko filozoficzne głoszące tezę o pierwotności czynnika duchowego (myśli, idei, świadomości) wobec materialnej rzeczywistości. Przeciwstawiane materializmowi i naturalizmowi.

Wyróżnia się dwa podstawowe kierunki idealizmu: obiektywny oraz subiektywny. Idealizm obiektywny zakłada, że jedynym obiektywnym bytem rzeczywistym jest idea, która istnieje niezależnie od materii i świadomości ludzkiej. Główni przedstawiciele tego kierunku: Platon (437–347 p.n.e.), Tomasz z Akwinu (ok. 1225–74) i G.W.F. Hegel (1770–1831).

Idealizm subiektywny oparty jest na twierdzeniu, że świat realny jest jedynie wytworem podmiotu poznającego, neguje istnienie obiektywnej rzeczywistości. Reprezentanci: G. Berkeley, D. Hume, H. Bergson.

Logos (gr. λόγος) – według stoików „rozum świata”. Tak jak Heraklit, tak i stoicy uważali, że wszyscy ludzie są częścią rozumu świata, czyli logosu. Uważali, że człowiek to świat w miniaturze, czyli mikrokosmos, będący odbiciem makrokosmosu. Heraklit stwierdza, że „duszy jest logos sam siebie wspierający”. W chrześcijaństwie utożsamiany z Jezusem Chrystusem.

Logos jest słowem wieloznacznym. Może oznaczać „rozum”, lecz także „słowo”, „myśl” i „prawo” (a także „kolekcja”); pochodzi od czasownika λέγω (lego), znaczącego „liczyć” (także „zaliczać” oraz „rozumować”), a także „mówić” i „zbierać”, „łączyć”, „układać”. Stąd u Heraklita ci, którzy słuchają logosu „mają jeden wspólny świat” – są połączeni we wspólnym zrozumieniu. Dochodzą tu do głosu trzy znaczenia terminu „logos” – 1. logosu się słucha, bo jest on słowem, 2. logos obdarza zrozumieniem, gdyż jest rozumem, 3. logos łączy ludzi, bo oznacza „połączenie”.

Sir James Hopwood Jeans (ur. 11 września 1877 w Ormskirk, zm. 16 września 1946 r. w Dorking) – angielski fizyk, astronom i matematyk.

Profesor uniwersytetu w Cambridge, prowadził badania w dziedzinie teorii kinetycznej gazów. Pisał prace teoretyczne na temat budowy wnętrza gwiazd. Stworzył przypływową teorię powstawania układu słonecznego (pod wpływem siły grawitacji obcej gwiazdy). Kilka cytatów tego wybitnego naukowca:

Strumień wiedzy zmierza coraz bardziej w kierunku rzeczywistości nie-mechanicznej; Wszechświat zaczyna wyglądać bardziej jak wielka myśl, niż wielka maszyna. Umysł przestaje dłużej wyglądać jako przypadkowy intruz w świecie materii… powinniśmy raczej sławić go jako stwórcę i zarządcę królestwa materii [The Mysterious Universe (1930), page 137].

W wywiadzie opublikowanym w The Observer (London) Jeans został spytany o to czy wierzy, że życie na tej planecie jest rezultatem jakiegoś przypadku czy też zostało zaplanowane według większego schematu? Uczony odpowiedział:

Przychylam się do teorii idealistycznej, która mówi, że świadomość jest czymś fundamentalnym, i że materialny kosmos pochodzi od niej, a nie odwrotnie… Mówiąc w skrócie wszechświat wydaje mi się być bliższy wielkiej myśli niż wielkiej maszynie. Wydaje mi się również, że każda indywidualna świadomość powinna być porównywana do komórki mózgowej w uniwersalnym umyśle.

[Wszechświat to] skończony obraz, którego wymiarami są: pewna przestrzeń i pewien czas; protony i neutrony są natomiast smugami farby nadającymi kształty czaso-przestrzennemu płótnu. Podróżowanie w czasie wstecz tak daleko jak to możliwe, nie przenosi nas do stworzenia dzieła, lecz do jego krawędzi; stworzenie obrazu leży tak daleko poza nim samym, jak artysta jest poza ramą. Utrzymując taki właśnie pogląd, dyskusje dotyczące stworzenia wszechświata pod względem czasu i przestrzeni, przypominają próby odkrycia artysty i czynność malowania poprzez zbliżanie się do ramy. To zbliża nas bardzo do tych filozoficznych systemów, które postrzegają Wszechświat jako myśl w umyśle Boga, i w ten sposób dowodząc daremności dowodzenia, że to materia jest stwórcza, [a nie umysł] [The Universe Around Us, page 317].

Sir James Jeans żył w pierwszej połowie XX wieku i nie mógł jeszcze wiedzieć do jakich odkryć dojdzie nauka badając strukturę wszechświata w skali makro. Teraz jednak wiemy, że jak spojrzymy na kosmos z najdalszej perspektywy, to zobaczymy sieć, która to w sposób niezwykły przypomina ludzki układ nerwowy z jego komórkami mózgowymi i połączeniami. Przypadek?

PS Wpis jest trochę dziwny, wiec można go traktować z przymrożeniem oka… albo obu:)

PSII Ze względu na moją znajomość angielskiego, która to niestety jest daleka od bardzo dobrej, wypowiedzi Sir Jamesa Jeansa po ang można znaleźć tutaj.

ZOBACZ–>http://www.huffingtonpost.co.uk/2012/11/27/physicists-universe-giant-brain_n_2196346.html

A TAKŻE–>http://godevidence.com/2012/02/god-is-real/

Co było na początku? Materia i bezosobowa natura wszechświata, czy też może Rozum – Inteligencja – Umysł? Chrześcijanie razem z wybitnymi myślicielami Starożytności powiedzieli by Logos. Seria NA POCZĄTKU BYŁO SŁOWO… ma pomóc czytelnikowi w odpowiedzi na to pytanie. W tym miejscu jednak jedna uwaga. Staraj się patrzeć drogi czytelniku na całą serię przede wszystkim w sposób całościowy.

mind-powers-e1391533618222

Jedni uważają, że materia była pierwsza i poprzedza rozum. Inni z kolei sądzą, że to Rozum był „na początku” i odpowiada za powstanie materii i naszych ludzkich rozumów. Kto ma rację? Jedna z tych dwóch opcji musi być przecież fałszywa. Ci którzy, uważają, że przyroda jest wieczna i nic poza nią nie istnieje (naturaliści) twierdzą, że Bóg nie istnieje i prawdą jest ateizm. W jaki jednak sposób dochodzą oni do swoich wniosków? Skąd się biorą ich argumenty? Wykorzystują do tego rozum, który „otrzymali” – jak wierzą – od bezmyślnej materii i ślepych procesów. Jeśli jednak twórcą ludzkiego rozumu jest natura i postępująca w niej ewolucja, to czy możemy ufać ludzkiemu umysłowi? Czym jest bowiem zainteresowana ewolucja? Głównie reprodukcją i przetrwaniem gatunków. Nie zależy jej za bardzo na wyposażaniu nas w prawdę. Oczywiście czasami proces ten może dać prawdziwe wierzenie. Będzie ono jednak związane z najbardziej podstawowymi czy przyziemnymi rzeczami potrzebnymi do zdobycia pożywienia czy rozmnażania się. W przypadku całej reszty jak np. metafizyki, kosmologii itp. najrozsądniejszą postawą wydawać by się mógł agnostycyzm. Oczywiście sytuacja wyglądała by inaczej, gdyby za powstanie człowieka i świata materialnego odpowiadał Rozum/Bóg. Wtedy i tylko wtedy mielibyśmy solidny fundament, na którym moglibyśmy się oprzeć, badając rzeczy mniej przyziemne. Ok, a teraz zanim przejdziemy dalej spójrzmy na kilka wypowiedzi zarówno wierzących jak i niewierzących odnośnie omawianego zagadnienia:

Karol Darwin: Jeśli chodzi o mnie, to mam straszne wątpliwości co do tego, czy przekonania ludzkiego umysłu (który rozwinął się z umysłów mniej rozwiniętych zwierząt) mają jakąkolwiek wartość i czy można im w ogóle ufać. Czy ktokolwiek ufałby przekonaniom pojawiającym się w umyśle małpy, jeśli są tam w ogóle jakiekolwiek przekonania? [Letter to William Graham, down (July 3, 1881), in The Life and Letters of Charles Darwin].

J.B.S. Haldane (biolog ewolucyjny, genetyk i ateista): It seems to me immensely unlikely that mind is a mere by-product of matter. For if my mental processes are determined wholly by the motions of atoms in my brain I have no reason to suppose that my beliefs are true. They may be sound chemically, but that does not make them sound logically. And hence I have no reason for supposing my brain to be composed of atoms [„When I am Dead” in Possible Worlds 1927].

C. S. Lewis (profesor Oxfordu i Cambridge, autor „Opowieści z Narnii” nawrócony na chrześcijaństwo): Jedna zasadnicza niekonsekwencja rujnuje światopogląd naturalizmu… Cały ten obraz opiera się na wnioskach wyciągniętych na podstawie zaobserwowanych faktów. Jeśli wnioski nie są słuszne, cały obraz się rozpada… Dopóki rozum nie osiągnął absolutu – wszystko wali się w ruinę. Mimo to ci, którzy chcą abym uwierzył w taki obraz świata, chcą zarazem, bym uwierzył w nieprzewidywalność rozumu i w to, że jest produktem ubocznym bezmyślnej materii, będącej w jednym ze stadiów swojej nieskończonej i bezcelowej ewolucji. To wyraźna sprzeczność. Chcą, abym akceptował wniosek, a jednocześnie dyskredytował jedyne świadectwo na którym wniosek ten można oprzeć” [Czy teologia jest poezją?].

G.K. Chesterton: Ciągłe mówienie o przeciwstawności religii i rozumu jest stratą czasu. Rozumowanie opiera się na wierze. Stwierdzenie, że nasze myśli odnoszą się w jakikolwiek sposób do rzeczywistości, jest aktem wiary. Jeśli jest się sceptykiem, trzeba sobie prędzej czy później zadać pytanie: „Dlaczego cokolwiek miałoby być słuszne? Dlaczego poprawne rozumowanie nie miałoby wprowadzać w błąd tak samo jak błędne. Czy oba nie są tylko procesami w mózgu zdezorientowanej małpy?” [Ortodoksja, rozdział – Samobójstwo myśli”].

Friedrich Nietzsche: It is unfair to Descartes to call his appeal to God’s credibility frivolous. Indeed, only if we assume a God who is morally our like can “truth” and the search for truth be at all something meaningful and promising of success. This God left aside, the question is permitted whether being deceived is not one of the conditions of life [Alvin Plantinga – What Is the “Deep Conflict” Between Naturalism and Science?].

Michael Novak, amerykański intelektualista katolicki: Dwieście lat temu intelektualiści podjęli próbę tworzenia świata zbudowanego wyłącznie dzięki rozumowi, świata bez Boga. Ponieśli porażkę. Na początku pozbyli się Boga, a potem, w konsekwencji, rozumu. Ludzie uważali, że mogą odrzucić Boga i zachować rozum. Przez kilka pokoleń było to możliwe, ale z czasem okazało się, że zanikł fundament rozumu. Nie istnieją żadne punkty oparcia dla uniwersalnej prawdy. Ludzie poczuli się zagubieni, w pustce.

John Polkinghorne, prace nad kwarkami: One would anticipate that evolutionary selection would produce hominid minds apt for coping with everyday experience, but that these minds should also be able to understand the subatomic world and general relativity goes far beyond anything of relevance to survival fitness. The mystery deepens when one recognises the proven fruitfulness of mathematical beauty as a guide to successful theory choice [Science and Theology, p. 72].

Mimo wszystko wmawia nam się ciągle, że zarówno rozwój nauki, jak i ludzki rozum wskazują na to, że Bóg nie istnieje. Czy takie stwierdzenie jest jednak, aby na pewno rozsądne? Spróbujmy spojrzeć na to jeszcze z innej strony: czy to nie jest raczej tak, że im więcej człowiek osiąga poprzez swój rozum (a granic nie widać), tym mniej prawdopodobne, że jest on dziełem ślepych i bezcelowych procesów? Czy takie niezwykłe osiągnięcia naukowe jak: loty w kosmos, ogromne projekty geoinżynieryjne, strzeliste katedry, odkrycie DNA itp. są dziełem po prostu lepiej rozwiniętych małp powstałych w wyniku bezcelowej ewolucji zainteresowanej bardziej przeżyciem i reprodukcją gatunków niż czymkolwiek innym? Pewien znany malarz o imieniu Salvadore powiedział kiedyś całkiem mądrą rzecz:

„Pomiędzy tyloma rzeczami, które pozostaną dla nas na zawsze tajemne i niezgłębialne, jedna tylko prawda nie przestaje błyszczeć z równą siłą i wielkością: żadne z filozoficznych, moralnych, estetycznych czy biologicznych odkryć nie pozwala zanegować Boga. Co więcej, świątynia, której mury wzniosły nauki szczegółowe, nie może mieć innego dachu prócz Boskiego nieba”.

Pan Dali naukowcem nie był, ale do wyciągnięcia takich wniosków nie trzeba wcale nim być. Wystarczy zdrowy rozsądek. Nasz rozum jest wspaniałą rzeczą. Co ważne – całymi sobą czujemy (i po niesamowitym rozwoju nauki widzimy) – że jest on czymś, czemu możemy ufać (nie tylko w sprawach podstawowych dotyczących naszej egzystencji). A jeśli tak, to czy prawdopodobieństwo, że za jego powstanie odpowiada bezmyślna materia i ślepe procesy jest wysokie? Czy nie jest dużo bardziej prawdopodobne, że to Logos poprzedza materię (i dlatego to ludzki rozum jest tak genialny), a nie odwrotnie? Cóż ostatecznie każdy sam musi sobie odpowiedzieć na to pytanie.

********************************************************************************************

Międzynarodowa Stacja Kosmiczna – powstała w wyniku połączenia projektów budowy rosyjskiej stacji Mir-2, amerykańskiej Freedom oraz europejskiej Columbus. Miały one na celu spełnienie marzenia o stałym pobycie ludzi w kosmosie. Udaje się je realizować od 2 listopada 2000 roku, kiedy to na ISS dotarła pierwsza stała załoga.

Źródłem zasilania ISS są baterie słoneczne, transportem ludzi i materiałów do 19 lipca 2011 zajmowały się amerykańskie wahadłowce programu STS (od lutego 2003 do 26 lipca 2005 wstrzymane z powodu katastrofy Columbii) oraz rosyjskie statki kosmiczne Sojuz i Progress.

Głównym zadaniem Międzynarodowej Stacji Kosmicznej ma być prowadzenie badań naukowych w warunkach mikrograwitacji, niemożliwych do osiągnięcia na Ziemi. Mają one pozwolić na udoskonalenie metod prowadzenia upraw, lepsze poznanie działania ludzkiego organizmu (a więc i możliwość wynalezienia nowych leków) oraz pomóc rozwiązać wiele innych problemów na Ziemi.

7-understandin

Katedra św. Piotra i Najświętszej Marii Panny w Kolonii – najwyższa katolicka świątynia na świecie, najważniejszy kościół Niemiec, przez dziesięć lat najwyższy budynek świata, jeden z najbardziej znanych przykładów gotyku, główny obiekt inspiracji twórców neogotyku.

Nie sposób jej nie zauważyć. Potężne, ponad 157-metrowej wysokości wieże widać z daleka. A najlepszy widok jest z drugiej strony Renu. I wcale nie psuje go potężny kolejowy Most Hohenzollernów, też zresztą zabytkowy.

Podczas ostatniej wojny cała Kolonia została zrównana z ziemią przez alianckie bombowce. Dosłownie. Ocalał tylko jeden budynek: katedra. Uszkodzony dach i część sklepień, liczne ślady po pociskach i odłamkach bomb to jedyne uszkodzenia. Szybko je zresztą naprawiono. Ale zaraz przyszło coś gorszego; kwaśne deszcze przeżarły kamień. Żarły tak dziesiątki lat, Kolonia leży wszak na skraju zagłębia Ruhry a w centrum Europejskiego Banana, najbardziej uprzemysłowionego obszaru ciągnącego się do Genui poprzez Frankfurt, Kolonię, Antwerpię i Londyn po Liverpool. Cały okres powojenny katedra była odnawiana. Rusztowania praktycznie z niej nie znikały. W 1996 roku kolońska katedra została wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

cologne_cathedral_germany

Grande Dixence – to potężna zapora wodna w południowo-zachodniej Szwajcarii,  położona na rzece Dixence w Alpach szwajcarskich. Jest to najwyższa betonowa zapora w Europie i jedna z największych na świecie. Ma przeszło 285 metrów wysokości, waży około 15 milionów ton (więcej od Wielkiej Piramidy Cheopsa) i tworzy sztuczne jezioro Lac de Dix na szczycie doliny Val d’Hérens, które zaopatrywane jest w wodę z 36 lodowców (głównie z masywu Matterhorn). Jej budowa rozpoczęta została w 1953 roku i trwała przeszło 10 lat.

Zapora wykorzystując energię potencjalna wody oraz skomplikowany system rurociągów i pomp zasila cztery okoliczne elektrownie (Chandoline, Fionnay, Nendaz, Bieudron) o łącznej mocy 2069 MW (megawatów), które wytwarzają około 2 tysięcy GWh (giga wato godzin) rocznie co wystarcza do zaopatrzenia w energię elektryczną około 400 tysięcy mieszkańców Szwajcarii.

Z uwagi na swoje niezwykle położenie pośród wysokich alpejskich szczytów oraz malownicze jezioro zapora stanowi chętnie odwiedzaną atrakcje turystyczną.

AA7CtiN.img

Wiadukt Millau (fr. Viaduc de Millau) – wiadukt, zaprojektowany przez francuskiego inżyniera Michela Virlogeux i słynnego brytyjskiego architekta Normana Fostera, ma długość 2460 m i wysokość 343 m. Nosi kilka światowych i europejskich rekordów.

Jest najwyższym mostem na świecie pod względem wysokości struktury (od najwyższego do najniższego widzialnego punktu mostu czyli od podstawy filaru do szczytu pylonu), ma również najwyższe pylony na świecie, a jego przęsła są zawieszone 270 m nad rzeką Tarn (najwyższe w Europie).

Wiadukt znajduje się w ciągu autostrady A75 z Paryża do Montpellier i w kierunku Hiszpanii. Przygotowania do jego budowy trwały kilkanaście lat, ale sama konstrukcja tylko trzy. Pochłonęła natomiast 400 mln euro.

IMG_1574_Millau_viaduct1ZOBZACZ MIN. http://www.templeton.org/purpose/essay_Haught.html

ZOBZACZ–> https://znanichrzescijanie.wordpress.com/2016/02/23/argumenty-za-wiara62a-potega-ludzkiego-rozumu-kilka-slow-sw-augustyna/