Archive for the ‘SPORTOWCY’ Category

Marian Krzysztof Kasprzyk (ur. 22 września 1939 w Kołomani koło Kielc) – polski bokser, mistrz olimpijski. Największe sukcesy odniósł na igrzyskach olimpijskich. W Rzymie 1960, walcząc w kategorii lekkopółśredniej, zdobył brązowy medal. W ćwierćfinale pokonał obrońcę tytułu Władimira Jengibariana (ZSRR). Nie stanął do walki półfinałowej ze względu na kontuzję. Na następnej olimpiadzie w Tokio 1964 został mistrzem olimpijskim w wadze półśredniej. W walce finałowej złamał kciuk w pierwszej rundzie, ale mimo to dotrwał do końca, pokonując faworyta turnieju, dwukrotnego (wówczas) mistrza Europy Ričardasa Tamulisa (ZSRR).

5e72408c9e3b65838f610db70dfbb8a4

Czy dużo pan się modli? [pytania zadawała pani Barbara Rak]

„Modlę się prawie cały czas: czekając na umówione spotkanie, spacerując, jadąc autobusem. Dzięki temu owocnie spędzam czas i głęboko przeżywam każdą chwilę. Kiedyś, na początku mojego powrotu, poszedłem do spowiedzi i dostałem za pokutę dziesiątek różańca. Pomyślałem: O matko! Z czym to się je? Nigdy nie miałem w ręku Różańca! Ale szybko odnalazłem tę modlitwę w książeczce i zacząłem się modlić według „instrukcji obsługi”. Modliłem się ponad 3 godziny, bo odmówiłem cały Różaniec 10 razy – bo myślałem, że to jest właśnie dziesiątek! Obracałem te karteczki w książeczce do przodu i do tyłu, tam i z powrotem. Ale pomyślałem sobie, że nie ma co, muszę nauczyć się modlić na Różańcu – dziś jest on moim nieodłącznym towarzyszem. Jak to mówią również w sporcie: Trening czyni mistrza – im więcej się modlę, tym lepiej i owocniej to robię.”

Czym dla pana jest modlitwa?

„Wszystkim! Pomaga mi dojrzale przeżyć całe moje życie. Po chorobie dużo się modliłem, wszystko układało się pomyślnie, i w pewnym momencie zachorowała moja żona Krystyna. Chorowała długo i ciężko, tracąc zdolności poruszania się, a później nawet mowę. Dzięki modlitwie znosiłem ten ciężki okres, pielęgnując ją w chorobie. Nigdy przez ten czas nie skarżyłem się, nie narzekałem. Wszystko przyjmowałem ze spokojem i pokorą. Wiem, że to wiara pomogła mi przez to przejść i dała mi dużo siły…”

„Żona zmarła na moich rękach – to też sobie wymodliłem – bardzo się bałem, że nie będzie mnie przy jej śmierci, że wstanę rano i zobaczę, że ona już nie żyje. Jednak Bóg obdarzył mnie tą łaską bycia przy niej w momencie przejścia. Odchodziła spokojnie, ja trzymałem jej głowę i patrząc na jej twarz widziałem Jezusa. Pomyślałem: <<Jeszcze tylko dodać koronę i byłby Jezus>>. Za kilka minut, kiedy położyłem ją na tapczanie, już tego nie zauważyłem, już ten obraz zniknął. Wdzięczny jestem Opatrzności, że pozwoliła mi to przeżyć. Potęga modlitwy i wiary jest wielka.”

„Dziś byłem na pogrzebie kolegi i pocieszałem jego córkę mówiąc, że trzeba dużo się modlić, że w modlitwie znajdzie potrzebne siły. Kiedy się modlę odczuwam obecność Ducha Świętego. Wiem, że kieruje moim życiem, a przez wyciszenie i skupienie łatwiej Go słychać. Teraz czuję w sobie ogromny spokój i radość życia – cieszę się każdym dniem. I bardzo się cieszę, że mogę o tym ludziom mówić, bo to jest piękne. Pewne rzeczy zauważa się dopiero po czasie. Kiedy się analizuje jakieś wydarzenia i widzi się, że czegoś się uniknęło, zaczyna się rozumieć. Niektórzy mówią: <<O, ten to miał szczęście!>> – ja tak nie uważam. Jakie szczęście? To Bóg nami kieruje, a Anioł Stróż pomaga uniknąć złego i wyciąga nas z rozmaitych opresji. To nie ma, moim zdaniem, nic wspólnego ze szczęściem.”

Dzisiaj w wielu kręgach niemodny i niewygodny jest temat modlitwy, wiary, kościoła. Ludzie nie afiszują się ze swoimi poglądami, a nawet szydzą z tych, którzy mówią, że są wierzący…

„Nie wstydzę się swoich poglądów i jestem z nich dumny. Nie wstydzę się przeżegnać, kiedy przechodzę obok kościoła lub widzę krzyż. Nie wstydzę się powiedzieć, że jestem wierzący. Dzisiaj bardzo wiele osób mówi o sobie <<wierzący niepraktykujący>>. To chyba jakaś pomyłka. Moim zdaniem albo jest się wierzącym, albo nie. Bycie katolikiem zobowiązuje – do określonych zachowań, gestów. I nie można być wierzącym bez całej tej otoczki.”

Jaki jest pana sposób na życie?

„Jestem szczęśliwym, spokojnym człowiekiem – najważniejsze, że wiem dlaczego taki jestem! W Bogu znalazłem sens życia, poprzez modlitwę i praktykowanie spełniam swoje życie. Z Bogiem łatwiej jest przełknąć nawet najbardziej gorzką pigułkę, jaka nam się przytrafi. To, co mam i co osiągnąłem – to, że żyję, i to jaki jestem, to co przeżyłem, i to co jeszcze przede mną – zawdzięczam tylko swojemu Stwórcy. W to wierzę, z tym się godzę i temu ufam.”

http://www.tajemnicamilosci.pl/paradoksy-wiary/rozaniec-na-szyi-a-pustka-w-sercu-wiara-w-boga-w-zyciu-gwiazd-sportu.html

466427_JAWORZ201112_HP14_7Sylwester Sikora, pięściarz, lat 42. W 1989 roku zdobył mistrzostwo Polski w wadze lekkopółśredniej. Potem już tylko nokautowało go życie.

Syna Maksymiliana z drugiego małżeństwa ostatni raz widział 12 lat temu, kiedy zaczynał mówić: „mama”, „tata”. – Cały czas myślę, co mu powiem, gdy go spotkam – zastanawia się. – Co ja, ojciec marnotrawny, zrobiłem ze swoim życiem? Czy on wie, że ja istnieję? – Nie powie mu Pan, że go kocha? – pytam. – Nigdy nie byłem wylewny – odpowiada. – Córce Paulince, którą bardzo kocham, rzadko o tym mówiłem. Alkoholikowi trudniej coś takiego powiedzieć, bo nikt mu nie uwierzy. Wszyscy myślą, że jest nieszczery. Zresztą o miłości nie wystarczy mówić, trzeba ją okazywać.

Przestał pić w tym roku przed Bożym Ciałem. – Zrobiłem sobie abstynencję przed przyjazdem do Wspólnoty „Betlejem” w Jaworznie – opowiada. – Aż sam się sobie dziwię, jak to możliwe. Kaca to miałem dwa tygodnie. Zerwanie z piciem było podstawowym warunkiem, żeby tam zamieszkać. Tu wszyscy mają przetrącone życie i trzeba je na trzeźwo naprawiać. Przywiózł go młodszy brat Artur. A że akurat mieszkańcy byli w trakcie zmieniania budynku starej szkoły w niepowtarzalny dom w stylu Hunderwassera, powierzyli mu prace przy mozaikach.

Pierwszy napis, jaki wykleił z kafelków, brzmiał „Per aspera ad astra” (Przez trudności do gwiazd). – Bierze pani płytkę, rzuca na posadzkę, ona się rozbija i z tych kawałków klei się mozaikę – pokazuje kolorowe kawałki. – Tak jest z moim życiem. Najpierw je rozbiłem, teraz muszę sklecić.

Chudy, a mocny

– Całkowicie odsunąłem się od Boga – opowiada. – „Jak trwoga to do Boga” mówią. Jak czułem strach, ot, trochę się modliłem. – Kiedy odczuwał Pan strach? – dopytuję. – Jak trzeźwiałem – nawet się nie zastanawia. – Myślałem z przerażeniem, co zrobiłem poprzedniego dnia. Koledzy mi mówili: „Sylwek, zrobiłeś to i tamto”. Jak ktoś był dla mnie grzeczny, to byłem jak na ranę przyłóż. Ale jak ktoś pod moim adresem coś powiedział, albo na moich kolegów, to stawałem się agresywny. Coraz częściej zaczęli mi powtarzać: „Sylwek, my z tobą nie pijemy, bo wstajesz od stołu i ludzi bijesz”. Modliłem się, żeby już więcej nie pić.

Myślałem: „Gdzie ten Bóg? Nie pomaga mi przestać”. Sam nie zauważyłem, kiedy się w to wciągnąłem. Od dziecka miał smykałkę do sportu. Trenował sztuki walki: judo, karate, kickboxing, kung-fu. – Tata pracował w hucie. Prosiłem go, żeby mi hantle porobił – wspomina. – Jeździłem na wieś do dziadków do Rogoźnika koło Staszowa. Tam nie było worka bokserskiego, brało się normalny worek, wypełniało piaskiem i boksowało. Zaczynałem u bokserskiej sławy – śp. Stanisława Dragana. Mój trener miał powiedzenie, że tylko idiota nie odczuwa strachu. W trakcie walk się nie bałem. Wiedziałem, że albo ktoś mnie znokautuje, albo ja jego. Najszybciej udało mi się pokonać przeciwnika w ciągu 3 sekund. W wadze lekkopółśredniej zawodnik musi trzymać wagę do 62,5 kilo. Przez to teraz nie mogę przytyć. Ważę 70 kilo i ani grama więcej. Wtedy tylko trzeba było biegać i biegać. No i trzymać dietę. Koledzy chodzili na dyskoteki, a ja trenowałem.

To trwało 9 lat. W którymś momencie zaczęło mi odbijać. Czułem się pewny, że każdemu dam radę. Zostałem bramkarzem na dyskotekach. Mówili o mnie: „najmniejszy, ale najbardziej skuteczny”. „Ty, chudy, idź ich uspokój” – prosili, jak była zadyma.

Kochałem chmiel

Kiedy wziął ślub, jeszcze trenował. Potem wciągnęły go imprezowanie i praca. – Zacząłem być pracoholikiem i alkoholikiem – przyznaje. – Nie ma pracy, której bym nie zrobił. Ktoś mi każe spawać – spawam, ktoś flizować – flizuję, ktoś zbroić – zbroję. Nawet mebelki potrafię zrobić. Lata przepracował na budowach. – Obowiązywała tam zasada: „Nie pijesz, znaczy, że do nas nie pasujesz” – opowiada.

– Potrafiłem zrobić wszystko. Jak nikt nie chciał na wysokość wchodzić, to Sylwek wchodził. Ale dopiero wtedy, kiedy wypił pół litra wódki – dodaje z przekąsem. Namówił brata Artura do założenia wspólnej firmy: – Wciągnąłem go w instalacje wodne i gazowe, a brat był przedtem kelnerem. Mam wyuczony zawód mechanik maszyn budowlanych, ale zostałem monterem instalacji wodno-kanalizacyjnych. Dobrze nam szło, bo lubiłem pracować. Już jako 13-latek na wsi u dziadków kosiłem równo z dorosłymi. Pracowałem po 16 godzin, ale zawsze dopingiem był dla mnie browar. Mówili, że jestem ze stali, a sił dodawała butelczyna.

Zaczęły się bójki i konflikty z prawem. – Wtedy jeszcze miałem siłę, mogłem się bić – mówi. – Zbił Pan kogoś mocno? – pytam. – Niejednokrotnie. W pierwszym akcie oskarżenia napisali mi: pobicie funkcjonariuszy policji i zniewaga. Jestem po dwóch rozwodach. Z pierwszego małżeństwa mam 20-letnią córkę Paulinkę, z drugiego – 14-letniego syna Maksymiliana. Paulinka słabo pamięta tatę trzeźwego. Zwykle spędzała święta Bożego Narodzenia z nim i jego rodzicami, ale w zeszłym roku zaprotestowała, że nie przyjdzie ze względu na ojca. Kiedy coś od niego potrzebowała, spotykała się z nim w knajpie, gdzie pił z kolegami. – Wiem, że się mnie wstydziła, ale zawsze grzecznie się do mnie odzywała – mówi.

– Rodzice przyjmowali mnie w domu. Nigdy nie spałem na ulicy, ale albo w wynajętym mieszkaniu, albo u nich. Teraz przynajmniej wiedzą, gdzie jestem, wtedy stale się martwili. Mama Zofia tyle nocy przeze mnie nie przespała, że szkoda mówić. Z reguły unikałem rozmów, dlaczego piję. Przychodziłem pijany, jadłem i kładłem się spać. Nigdy mnie nie wygonili. Człowiek wolał wydać pieniądze na alkohol niż na jedzenie. Jak się piło trzy, cztery dni, zaczęły się zaniki pamięci. Kiedy bójki zdarzały się za często, postanowiłem unikać imprez. Zamykałem się w domu, nie otwierałem nikomu i piłem sam. Po prostu lubiłem chmiel, dziennie szła jedna zgrzewka. Takich dni było za dużo.

Blizna

– Dobiłem do dna i postanowiłem się odbić – mówi. – Chciałem, żeby już szlag mnie trafił, bo bym wreszcie matce z ojcem nie przynosił wstydu. Kiedy brat Artur przywiózł go do Wspólnoty „Betlejem”, przeszedł poważną rozmowę z ks. Mirosławem Toszą – jej szefem i założycielem.

– Wcześniej księży traktowałem jak normalnych pracowników na budowie, niczym się nie różnili od innych, wykonujących swoje zawody – przyznaje. – Nie słuchałem kazań. A teraz słucham, co mówi ks. Mirek. W młodości znałem jeszcze ks. Józefa Łuszczka, który przygotowywał mnie do I Komunii. Potem nieraz chodziłem do niego rozmawiać o początkach picia. – Ale te rozmowy nie pomogły? – wtrącam. – Sam sobie nie chciałem pomóc – ripostuje. – Oprócz rodziny nikt mi nie podawał ręki, tylko ks. Józef i ks. Mirek.

Odkąd tu przyszedłem, ks. Mirek powtarza mi: „Sylwek, w tobie jest potencjał”. Kiedy tu zamieszkał, ze zdenerwowania nie jadł nic przez kilka dni. Jednego z pierwszych dni osłabiony stracił przytomność podczas pracy na dworze. Przewrócił się nieszczęśliwie, tak, że została mu na czole blizna. Jakby widoczny znak walki z sobą samym. Chodzi na spotkania AA i za kilka dni pojedzie na 6-tygodniową terapię w ośrodku zamkniętym. – Cały czas jestem na etapie pierwszych kroków – opowiada. – Przyznałem, że jestem bezsilny i przestałem kierować życiem. Postanowiłem powierzyć je Bogu.

Zawsze lubił czytać. „Ojca chrzestnego” przeczytał aż sześć razy. – To opowieść o mafii – wyjaśnia. – A ja mieszkałem w Nowej Hucie, tam rządziły różne grupy. Teraz czytam Nowy Testament, który dał mi ks. Mirek. Najpierw przeczytałem cały, teraz codziennie po kilka stron i codziennie coś dla siebie odkrywam. Ostatnio na spotkaniu AA rozmawialiśmy o asertywności. Jak odmówić picia alkoholu. Nie potrafię odmówić, jak ktoś mnie prosi. Jak mnie ksiądz prosił, żebym pracował przy budowie kominka i widziałem, jak się cieszy, to choć padałem na pysk – pracowałem. Teraz dbam o ten kominek jak o dziecko. Codziennie go czyszczę, myję. O siebie dopiero zaczynam dbać – zamyśla się.

– Nawet czasem się cieszę, że jestem alkoholikiem. Jak piłem, byłem egoistą, znieczulałem się, inni byli mi obojętni. Teraz ich zauważam. No i mama z tatą się ze mnie cieszą. I babcia Stasia w niebie. No i moja córka Paulinka.

http://gosc.pl/doc/1792775.Powrot-ojca-marnotrawnego

lkkkjDušan Kuciak – słowacki piłkarz występujący na pozycji bramkarza. Od 2011 roku zawodnik Legii Warszawa. Był trzecim bramkarzem reprezentacji Słowacji na Mistrzostwach Świata 2010. Jego starszy brat Martin jest bramkarzem w słowackim pierwszoligowym klubie FC ViOn Zlaté Moravce.

Bramkarz Legii Warszawa, Dusan Kuciak, podziękował Bogu podczas Gali T-Mobile Ekstraklasy.

To był wyjątkowy wieczór w karierze słowackiego golkipera. Został uznany za najlepszego bramkarza sezonu.

– Naprawdę jestem zaskoczony. Szczerze mówiąc, ten sezon nie był dla mnie tak udany jak pierwsze dwa moje w Polsce, ale chcę podziękować rodzinie – żonie i córce, trenerom, kolegom z drużyny i Panu Bogu, bo bez Niego by nic nie było – powiedział po otrzymaniu wyróżnienia.

W pokonanym polu Kuciak pozostawił innych nominowanych: Mateusza Bąka z Lechii Gdańsk, Radosława Janukiewicza z Pogoni Szczecin, Michała Miśkiewicza z Wisły Kraków i Richarda Zajaca z Podbeskidzia Bielsko-Biała.

Kuciak miał na gali podwójne powody do radości, ponieważ za drużynę sezonu uznano Legię Warszawa, która zdobyła mistrzostwo kraju.

http://chnnews.pl/index.php/pl/rozrywka/item/1550-uznany-za-najlepszego-w-ekstraklasie-bramkarz-legii-warszawa-mowi-o-bogu-wideo.html

Keylor/Keilor Antonio Navas Gamboa – kostarykański piłkarz występujący na pozycji bramkarza. Od 2011 roku gra w Levante UD. Najlepszy goalkeeper hiszpańskiej Primera Division, który stał na progu szatni Wisły Kraków, a na mundialu w Brazylii doprowadził do łez Rooneya, Balotellego i przede wszystkim Gekasa.

6-24-2014-10-59-40-am-10723015

Postawa reprezentacji Kostaryki na mundialu w Brazylii może być niespodzianką dla każdego, tylko nie dla Navasa. Golkiper już w kwietniu zszokował dziennikarza La Gazzetta dello Sport, twierdząc, że w grupie D pewniakiem do awansu jest zespół Los Ticos, a reszta drużyn będzie się bić o drugie premiowane kwalifikacją miejsce. – Zagramy dalej, to jest pewne. Czy Włochy do nas dołączą? Nie mam pojęcia – przekonywał

Wtedy brzmiało to jak przepowiednia wariata, dzisiaj wiemy, że miał rację. Co więcej, prognozy Navasa nie znalazłyby potwierdzenia w rzeczywistości, gdyby nie jego fantastyczna gra. Bramkarz kapitalnie prezentował się w fazie grupowej, ale samego siebie przeszedł w 1/8 finału. To on zatrzymał Greków, najpierw genialnie broniąc w czasie meczu, a następnie wybijając strzał Teofanisa Gekasa w serii rzutów karnych. Nieprzypadkowo władze FIFA po raz drugi w czasie mistrzostw w Kraju Kawy wybrały go najlepszym piłkarzem spotkania (wcześniej ten tytuł przypadł mu za mecz z Anglią), a to przecież nie koniec turnieju.

Jak Diego Costa

Navas na co dzień broni w Levante, gdzie jest niekwestionowaną gwiazdą. – Dla naszego zespołu jest ważny niczym Diego Costa dla Atletico czy Carlos Bacca dla Sevilli, czyli piłkarze, którzy strzelają po 20 goli. Moim zdaniem to najlepszy bramkarz świata – powiedział prowadzący w minionym sezonie klub z Walencji Joaquin Caparros. Trudno się dziwić jego słowom, gdy okaże się, że Navas został uznany najlepszym golkiperem La Liga. Nie Valdes, Diego Lopez czy Courtois, tylko właśnie Kostarykanin, który musiał interweniować nawet dwa razy więcej niż wymienieni. Wystarczy powiedzieć, że gracz Levante zaliczył najwięcej obron spośród wszystkich bramkarzy w Hiszpanii (np. 150 przy 71 Courtois).

Przepis na sukces 27-latka jest prosty – praca, praca i jeszcze raz praca. – Keylor dzień w dzień haruje, by być jeszcze lepszy. Rzadko widuje się tak pokornego i samokrytycznego piłkarza. Jest skupiony na osiągnięciu swoich celów i nic go od nich nie odciągnie – wyjaśnia trener bramkarzy Levante Luis Llopis. Szkoleniowiec może nie mieć więcej okazji do pracy z Kostarykaninem, ponieważ po jego usługi ustawiła się kolejka złożona z najmocniejszych klubów Starego Kontynentu. Arsenal, Liverpool, Sevilla, Atletico – nazwy tych drużyn przewijały się w kontekście transferu Navasa jeszcze przed początkiem mundialu, a z każdym kolejnym meczem golkipera dołączają następne.

Gorliwy katolik

Kibice Kostaryki nie mieliby dzisiaj tylu powodów do radości, gdyby nie anonimowy 12-latek, który zainspirował liczącego pięć wiosen Navasa do zostania bramkarzem. Przyszła gwiazda Los Ticos zobaczyła interwencje starszego kolegi na jednym z boisk w jego rodzinnym San Isidoro i już wiedziała, co chce robić w życiu. – Nigdy nie zapomnę tamtych parad – zarzeka się piłkarz. Od tamtej pory piłka nożna stała się dla niego numerem dwa. Dlaczego dwa? Bo dla golkipera Levante najważniejsza jest religia.

– Od zawsze Boga stawiam na pierwszym miejscu – ujawnia Navas. Bramkarz przed każdym spotkaniem klęka na linii bramkowej, rozpościera ramiona i modli się, co nie wszystkim przypada do gustu. – Będę tak robił nawet wtedy, gdy ludzie zaczną mnie obrażać – stwierdza. Zresztą jego dewizą jest cytat z Listu do Galatów, będący częścią Nowego Testamentu: A zatem teraz: czy zabiegam o względy ludzi, czy raczej Boga? Czy ludziom staram się przypodobać? Gdybym jeszcze teraz ludziom chciał się przypodobać, nie byłbym sługą Chrystusa.

O krok od Wisły

Co ciekawe, niewiele brakowało abyśmy oglądali Navasa na boiskach polskiej ekstraklasy. W 2010 roku golkiper był absolutnym numerem jeden na liście życzeń działaczy Wisły Kraków. Bramkarz był już dogadany w kwestii kontraktu i dokumenty czekały na podpisanie, ale wtedy na drodze stanął ówczesny pracodawca piłkarza. Szefowie Deportivo Saprissa twierdzili, że umowa wygasa w październiku, co według agenta Kostarykanina było niezgodne z prawem FIFA. W grę wchodziła kwota odstępnego wahająca się między 200 a 250 tysiącami euro.

W Krakowie nie zamierzali jednak czekać aż sprawa feralnej umowy zostanie rozwiązana. Obawiano się długich i zawiłych rozwiązań prawnych. Mówiąc krótko, działacze Wisły zrezygnowali, bo Navas i jego klub mieli bajzel w papierach. Prostowanie takich spraw z szefami kostarykańskich przedsiębiorstw jest – delikatnie to ujmując – trudne. Ostatecznie transfer upadł, a bramkarz trafił do hiszpańskiego Albacete, z którym spadł do trzeciej ligi. Potem trafił do Levante, gdzie – jak wiadomo – stał się najlepszym golkiperem La Liga.

Autorzy: Mateusz Janiak i Mateusz Karoń.

http://www.przegladsportowy.pl/pilka-nozna/ms-2014,keylor-navas-gwiazda-reprezentacji-kostaryki,artykul,480054,1,1036.html

Foluwashola „Shola” Ameobi (ur. 12 października 1981 roku w Zarii w Nigerii) – angielski piłkarz nigeryjskiego pochodzenia występujący na pozycji napastnika. Od początku kariery gra w Newcastle United, którego jest wychowankiem. Jego dwaj bracia – Tomi i Sammy również są piłkarzami, młodszy Sammy także gra w Newcastle jako napastnik. W barwach „Srok” jak powszechnie nazywa się jego klub, gracz wystąpił 312 razy strzelając 53 gole.

Shola Ameobi.

Shola Ameobi.

Shola swą grą oddaje chwałę Bogu. Urodzony w Nigerii zawodnik podkreśla, że jego chrześcijańska wiara jest dla niego najważniejsza.

– Robię to, co kocham czyli gram w piłkę, ale futbol jest w mojej hierarchii za moją wiarą – mówi.

Rodzina Ameobich przeniosła się do Wielkiej Brytanii, gdy Shola miał pięć lat. Jego ojciec pracował w Nigerii jako nauczyciel. Na wyspach został pastorem kościoła w Newcastle.

Shola w wieku 12 lat dołączył do akademii piłkarskiej miejscowego klubu United. W barwach seniorskich zadebiutował jako 19-latek w meczu przeciwko Chelsea Londyn. Przed 21 rokiem życia występował również w młodzieżowej reprezentacji Anglii.

Dziś Shola jest gwiazdą swojego klubu, ale podkreśla, że jego kariera potoczyłaby się inaczej, gdyby nie Bóg. W 2006 roku doznał poważnej kontuzji.

– To był dla mnie okropny czas, ale czułem, że Bóg mnie przez to przeprowadzi. Tak też uczynił – wspomina.

Dzięki swej grze Shola jest znany również w Europie. Strzelał bramki między innymi w obecnej edycji Ligi Europejskiej (2012/2013). Jego drużyna odpadła w ćwierćfinale, przegrywając z Benficą Lizbona.

http://chnnews.pl/index.php/pl/rozrywka/item/450-wlk-brytania-gwiazda-futbolu-swiadczy-o-jezusie1.html

Zoltán Gera (ur. 22 kwietnia 1979 roku w Peczu) – węgierski piłkarz występujący najczęściej na pozycji prawego pomocnika. W sezonie 2009/2010 został uznany najlepszym graczem Fulham. Gera jest kapitanem reprezentacji Węgier. Obecnie broni barw angielskiego West Bromwich Albion. W sumie w angielskiej Premier League wystąpił ponad 200 razy, strzelając 30 bramek.

zoltan-gera-celebrates-sc-007

Tuż przed finałem Ligi Europy (2010) Zoltan Gera, którego klub miał się zmierzyć w finale tych rozgrywek z Atletico Madryt udzielił wywiadu, w którym opowiadał o tym jak jego chrześcijańska wiara pomogła mu w uporaniu się z wieloma problemami z lat młodzieńczych.

Jako młodzieniec Węgier był postawiony pod ścianą przez alkohol, narkotyki i hazard. Gera oświadczył, że był uratowany przez odnalezienie Boga i teraz ma nadzieję, że jego historia posłuży jako przykład, że nawet życie pełne rozpaczy, może zostać wypełnione nadzieją.

Jego historia, która pojawiła się w The Evening Standard, staje się jeszcze bardziej niezwykła, jeśli weźmie się pod uwagę, fakt, że kiedyś lekarze powiedzieli mu, że przez to, że narażał swój organizm na tak duże dawki alkoholu i innych nielegalnych używek, to nie będzie mógł spełnić swojego marzenia zostania piłkarzem na wysokim poziomie.

„Byłem bardzo, bardzo chudy przez to, że robiłem wiele złych rzeczy. Lekarze powiedzieli mi, że nigdy nie zostanę zawodowym piłkarzem, gdyż mój organizm nie będzie w wystarczającej kondycji”.

Dalej Zoltan opowiadał o tym, jak w szkole wpadł w złe otoczenie, przez co zaczął opuszczać treningi i z czasem założył gang sprawiając problemy w otoczeniu. Marzył o tym, aby zostać kryminalistą, być jak „ojciec chrzestny”, którego wszyscy się boją, który napada na ludzi, który ze wszystkimi walczy dzień za dniem. Gera porzucił szkołę i futbol w wieku 16 lat.

Po tym wszystkim jego ojciec zaoferował mu odwiedzenie pewnego kościoła. Młody Zoltan był `zszokowany zobaczeniem tylu ludzi szczęśliwie śpiewających i uśmiechających się`.

„W drodze powrotnej spytałem ojca dlaczego ci ludzie razem śpiewali i klaskali. Powiedział on mi, że śpiewali oni Bogu, ponieważ odczuli w swoim życiu Jego obecność. W tej samej chwili poczułem się lepiej”.

Po wizycie w kościele i zwróceniu się ku Bogu gracz przeszedł całkowitą transformację. Pomimo choroby i chudości, a także słów lekarzy, że nie będzie mógł zostać piłkarzem, Gera powiedział, że jak to mówi Biblia „cokolwiek szarańcza splądruje, Bóg odbuduje”.

„Pewnego dnia, kiedy wracałem do domu po meczu z piłką pod pachą, zacząłem się modlić. Powiedziałem: `Pomóż mi Boże, tak abym mógł zostać dobrym piłkarzem`. Powiedziałem to Bogu ze szczerym sercem. Chciałbym, aby inni ludzie patrząc na mnie zobaczyli, że nawet z największego bagna można się uwolnić”.

Po szesnastu latach Zoltan jest kapitanem reprezentacji Węgier grając w niej jak dotąd 76 razy i zdobywając 26 goli.

„Jestem chrześcijaninem i wierzę, że Bóg dodaje mi wiele siły”

„Oczywiście musisz także ciężko pracować. Musisz dawać z siebie wszystko w pracy, a to się opłaci. Byłem złym chłopakiem, lecz się zmieniłem. To dla tego chcę być dobrym przykładem dla innych. Nieważne jak wiekowy jesteś. Swoje życie możesz zawsze zmienić na lepsze”.

http://www.christiantelegraph.com/issue9779.html

Lee Young-Pyo w barwach Tottenham Hotspur.

Lee Young-Pyo w barwach Tottenham Hotspur.

Lee Young-Pyo – były koreański piłkarz występujący na pozycji obrońcy. Wielokrotny reprezentant Korei Południowej oraz zawodnik m.in. Borussii Dortmund i Tottenhamu Hotspur. Podczas mundialu w Korei i Japonii w 2002 roku był jedną z gwiazd swojej reprezentacji, dochodząc z nią aż do półfnału, co było ogromną sensacją. Jego były trener – Martin Jol – swego czasu nazwał go „najlepszym lewym obrońcą w Holandii”.

„Chrześcijaninem zostałem w 2001 roku. Wcześniej – jeśli mam być szczery – idea Boga była dla mnie bajką. Uważałem, że wiara w Boga nadaje się dla dziwnych ludzi.

„Dorastając w Korei, byłem pod dużym wpływem Buddyzmu, i jeśli miałby wtedy wybrac religię, to najpewniej byłby to właśnie Buddyzm. W tamtym jednak okresie niektórzy moi przyjaciele zaczęli do mnie mówić o Bogu. Wciąż nie byłem jednak właściwie pewien czy w ogóle więrzę w istnienie Boga. Jeśli tak – uznałem – to musi w jakiś sposób ujawnić mi się.

„Z upływem czasu coraz gorliwiej starałem się odnaleźć odpowiedź na to pytanie. W końcu – pewnego dnia – Bóg objawił mi się tak jak tego pragnąłem. Byłem zaszokowany. Po tym, zacząłem uczyć się coraz więcej o Chrystusie i poznawałem Go coraz bardziej i bardziej.

„Od tamtego czasu wiele się zmieniło w moim życiu, zwłaszcza sposób w jaki myślę. Pytania typu: skąd pochodzę, dokąd zmierzam, co z moimi grzechami i wszystko inne, co mnie męczyło jeszcze w szkole średniej zostało odpowiedziane przez Boga.

„Jedną z największych obaw przed jakimi staje człowiek, jest lęk przed śmiercią. To dotyczyło także mnie. Teraz jednak, kiedy wiem dokąd zmierzam po śmierci, jestem wolny, nie tylko od strachu przed śmiercią, lecz samej śmierci!

„W ten sposób, Pan drastycznie zmienił wszystkie moje myśli – moje całe życie.”

https://ernestanderson.wordpress.com/2012/03/28/christian-testimony-143/

Francesco Totti – żywa legenda A.S. Roma i piłki włoskiej – udzielił wywiadu dla tygodnika „Na swój obraz”, w którym mówił głównie o swoich relacjach z wiarą i religią.

Franceso Totti z Papieżem Franciszkiem.

Francesco Totti z Papieżem Franciszkiem.

W dniu inauguracji Mundialu, Papież spotka się ze światem sportu, wygłosi 12 czerwca specjalne orędzie. Jakie są wartości, które sport powinien oddawać w takiej chwili?

– Dużą część mojego życia poświęciłem piłce. Sport to zdrowie, pomaga pozostawać w formie i wszyscy wiemy jak bardzo liczy się pozostawanie aktywnym. To także rozrywka dla tych, którzy go praktykują i dla publiczności, to jedna z rzeczy, które pozwalają pozbyć się stresu i negatywnych myśli. Dalej jest to forma kultury, ponieważ uczy nas być z innymi, mierzyć się ze sobą, rozumieć znaczenie zasad. Wśród wielu wartości, których powinniśmy się uczyć, najważniejszą jest szacunek dla innych. A gdy szanujemy innych, pokazujemy, że jesteśmy cywilizowanymi ludźmi.

Jakie jest zło, które dotyka włoską piłkę i jak można je rozwiązać?

– Przez całe życie depczę po boiskowej trawie i jestem przekonany, że problemy tego sportu są takimi samymi problemami jak te w naszym społeczeństwie. Różnica leży w zwracaniu uwagi na rzeczy: wszystko to, co zdarza się w świecie piłki i wokół wywołuje hałas, co sprawia, że znajduje się na oczach wszystkich. Przemoc, dyskryminacja i inne złe rzeczy są często łączone ze sportem, ale w rzeczywistości są sytuacjami, które zdarzają się również w innych dziedzinach. Aby rozwiązać owe problemy, musimy działać razem, od obywateli po instytucje, być może zaczynając od szkół i nauki rodzinnej, w miejscach, w których tworzy się podstawy, na których potem żyjemy.

Jakie są twoje emocje na kilka tygodni przed Mundialem?

– Za każdym razem, gdy zbliżają się Mistrzostwa Świata mam dwa rodzaje wspomnień: pierwszy odnoszący siędo lat gdy byłem dzieckiem i śledziłem występy naszej reprezentacji. Dalej, jak można sobie wyobrazić, umysł sięga do tego jak ja zakładałem barwy Azzurrich: wiele wspaniałych momentów, z radością w Niemczech 2006, gdy wygraliśmy my. Mam nadzieję, że nasza reprezentacja będzie mocna w Brazylii, mamy wielu dobrych graczy, będących w stanie oddać jak najlepiej honor naszej piłkarskiej historii i jestem pewien, że będą przykładać się na maksimum w każdym meczu.

Papież, który jest fanem piłki i nosi także twoje imię, jest dla ciebie wartością dodaną?

– Gdy poznałem imię, które wybrał, niespodzianka była wielka, śmiałem się długo! Myślę, że była to decyzja pełna człowieczeństwa: imię jest związane z Franciszkiem z Asyżu, a więc jest sposobem, aby być bliżej ubogich i wszystkich tych, którzy cierpią. Cieszę się wiedząc, że jest też fanem piłki, nie dlatego, że ja jestem piłkarzem, ale z powodu faktu, że sport łączy ludzi na całej planecie, jest językiem, który rozumieją wszyscy. Jednakże, poza jego imieniem i zainteresowaniem piłką, myślę że ważny jest sposób w jaki Papież Franciszek mówi o rzeczach i je robi.

Jakie cechy w jego pontyfikacie dotknęły ciebie najbardziej?

– Wiele jest do powiedzenia, długa lista zalet, gdyż jest osobą, która spodobała mi się od razu. Z pewnością widać jego prostotę: jego rola jest ogromna, bardzo ważna, jednak Papież Franciszek wygląda jak jeden z nas, widać, że każdy jego gest jest naturalny i że chce zbliżyć się do ludzi. Pięknymi rzeczami w życiu są te prawdziwe i on taki jest. W jego oczach widać dobroć i poczucie sprawiedliwości. Moim zdaniem tacy ludzie chcą uczynić świat lepszym i Papież Bergoglio zasługuje na nasze zaufanie.

Co pamiętasz ze spotkania z Ojcem Świętym?

– Serce mi waliło. Zazwyczaj są to inni, zwłaszcza nasi kibice, gdy są podekscytowani gdy się ze mną spotykają. Jedyną szczególną rzeczą, którą wiem jak robić, jest gra w piłkę. Rozmawianie z Papieżem jest inne, to wyjątkowe doświadczenie. Od razu jednak poczuliśmy się z nim swobodnie, wystarczył żart i uśmiech. Przekazuje poczucie spokoju i ciszy i robi to w mgnieniu oka. Jest miły, przyjazny, ale sądzę, że jest jednocześnie silną osobą. Miałem zaszczyt poznać również Świętego Jana Pawła II, kolejny nieprawdopodobny dla mnie moment. Mogę wam powiedzieć, jak wielkie jest to, że serce kościoła bije w sercach ludzi takich jak oni, tak wielkich.

Jakie masz relacje z wiarą?

– Głębokie. Zawsze oddawałem wielką wagę pewnym gestom, znakowi krzyża, modlitwie. Wiarą jest wierzenie z otwartym sercem i bezwarunkowo. Dlatego też słowa wiara („fede”) i zaufanie („fiducia”) są tak podobne, co nie? Człowiek nie rodzi się przypadkiem, a wiara wskazuje mu drogę. Poza tym miałem wiele szczęścia i dlatego, poza tym, że wierzę, dziękuję Bogu za to co mam i ponadto, staram się dzielić zawsze tym, co dano mi.

Był moment w twoim życiu, gdy poczułeś najmocniej rękę Boga?

– Tak, przy wielu okazjach. Zwłaszcza gdy urodziły się moje dzieci: myślę, że to były najpiękniejsze momenty mojego życia, które sprawiły szczęście i spełnienie. To sprawa miłości. Miłość dla naszych bliskich, zwłaszcza dzieci, jest podoba do tego co Bóg ma dla nas, gdyż wiara i miłość idą w parze. Miłość jest darem od Boga.

Wielu z twoich kolegów zaczynało stawiać pierwsze kroki z piłką w oratoriach. Tak było również z tobą?

– W rzeczywistości pierwsze kroki z piłką stawiałem w domu, z kolegami z okolicy. Gra była moją pierwszą myślą, starałem się odrobić lekce, aby wyjść i dołączyć do kolegów. Nawet gdy byłem sam, ćwiczyłem odbijając piłkę o ścianę, często mówią, że to dobry sposób na praktykę i polepszenie techniki. Jednakże oratorium może być fantastycznym miejscem na rozpoczęcie gry w piłkę, ułatwia poznanie innych chłopaków i pozwala spotkać się i bawić się w radosny sposób w bezpiecznym środowisku, więc, z pewnością polecam.

Czujesz odpowiedzialność bycia modelem sportowca dla nowej generacji?

– Tak, bez wątpienia. To zaszczyt, ale również wielka odpowiedzialność i musimy zdawać sobie z tego sprawę. Sława jest potężnym narzędziem, którego musimy używać w konstruktywny sposób. My, piłkarze, tak jak piosenkarze i aktorzy, czasami jesteśmy traktowanie jak idole, zwłaszcza przez młodszych. Dlatego musimy starać się odpowiednio zachowywać na boisku i rozpowszechniać pozytywne myślenie. Dla przykładu, na swojej oficjalnej stronie, często spotykam się z tematem solidarności właśnie z nadzieją, że stanie się to nawykiem wszystkich pomaganie innym, gdy będą mieli taką możliwość.

Nadzieje na przyszłość człowieka i mistrza?

– Miałem okazję na spełnienie swoich marzeń: moja rodzina była zawsze blisko mnie, mam cudowną żonę i dzieci, moją pracą jest najpiękniejszy sport na świecie i stałem się kapitanem drużyny, której zawsze kibicowałem, grając przez całe życie w mieście, w którym się urodziłem. To, co się liczy dla mnie, to nie zmieniać sposobu myślenia. Musimy znajdować przyjemność w małych rzeczach, tych prostych. Jedyną rzeczą, o którą proszę sam siebie, Tottiego, jest pozostanie na zawsze, w duszy, Francesco, którym byłem przez całe życie.

http://asroma.pl/news/Totti-Jedyna-rzecza-ktorej-chce-od-siebie-to-pozostanie-tym-samym-Francesco-7505

Arne Friedrich znany jest głównie z gry w Herthcie Berlin, w której barwach był kapitanem i wystąpił aż w 231 meczach. Ma na koncie także 82 spotkania w reprezentacji Niemiec, w których strzelił jednego gola. Jego kariera mogła potoczyć się znacznie lepiej, jednak hamowały ją liczne kontuzje. Pod koniec kariery przeniósł się do USA, gdzie grał w barwach Chicago Fire.

Arne Friedrich

Arne Friedrich

Zawodnik ten zawsze słynął z dużej konsekwencji i jeszcze większej szybkości. W Herthcie pod tym względem mogli równać się z nim jedynie Rodnei, mający za sobą epizod w Jagiellonii, oraz Łukasz Piszczek. U naszych zachodnich sąsiadów porównywano go do… Usaine’a Bolta!

Największe sukcesy święcił nie w klubach, ale w reprezentacji. Wraz z nią zdobył srebro mistrzostw Europy w Austrii i Szwajcarii, a także dwa razy brąz na mistrzostwach świata. W RPA strzelił swojego jedynego gola dla drużyny narodowej, w 1/4 finału z Argentyną (4:0). Był jednym z najlepszych obrońców całego turnieju. Także na Euro 2008 miał swoją chwilę chwały. W meczu ćwierćfinałowym z Portugalią potrafił całkowicie wyłączyć z gry Cristiano Ronaldo, co nie tylko doprowadzało go do szału, ale także walnie przyczyniło się do wygranej 3:2.

33-letni defensor czasami potrafi wywołać niemałe kontrowersje. Niespełna dwa lata temu mówiono w Niemczech, że jest… gejem. Jedna ze stron internetowych ankietowała swoich czytelników odnośnie tego tematu. Najwięcej głosów uzbierał właśnie on, zaraz przed Phillipem Lahmem. – To bardzo zabawne, kiedy wpisuję swoje nazwisko do wyszukiwarki, a ona sugeruje dopisanie słowa gej. Jestem ze swoją dziewczyną bardzo szczęśliwy – dementował plotki niemiecki obrońca.

Jest także druga strona medalu. Friedrich często włącza się w różnego rodzaju akcje dotyczące, np. mukowiscydozy, HIV czy dawstwa narządów. Ponadto jest zagorzałym chrześcijaninem. Po rezygnacji Josepha Ratzingera ze stanowiska papieża, w niemieckim tygodniku „Die Zeit” ukazał się obszerny wywiad, który w całości poświęcony był jego wierze w Boga. Mówił w nim m.in. o czytaniu Biblii z Cacau (inny reprezentant Niemiec – admin) w trakcie mundialu w RPA.

Po wielu latach spędzonych w berlińskiej Herthcie Friedrich zmienił otoczenie na Vfl Wolfsburg. Minął ponad rok, zanim zwrócił się do szefów „Wilków” z prośbą o rozwiązanie kontraktu. Powodem były kontuzje, przez które zawodnik już wcześniej musiał wielokrotnie pauzować.

Była podpora reprezentacji Niemiec pozostawała bez klubu od września 2011 do marca 2012. Piłkarz miał problemy z kręgosłupem, które doskwierały mu po operacji dysku. Mówił, że nie chce już grać w Europie. Gdy pojawiła się propozycja z Ameryki, postanowił z niej skorzystać.

W poprzednim sezonie zagrał w 23 meczach, strzelając jednego gola w meczu z Philadelphią Union. Tyle samo bramek wbił… swojej drużynie. Tylko kilka spotkań opuścił z tradycyjnych u niego urazów. W obecnych rozgrywkach nie zagrał jeszcze w MLS, ponieważ miał problemy ze ścięgnem. Kilka dni temu odbył swój pierwszy trening. Twierdzi, że czuje się fantastycznie, ale nie potrafi dokładnie określić kiedy będzie gotowy do gry.

Pod jego nieobecność była drużyna m.in. Romana Koseckiego zajmuje ostatnie, dziesiąte miejsce na wschodzie, zaraz za New York Red Bulls. Jednak za ,,Strażakami” dopiero cztery mecze. Trudno się dziwić słabym rezultatom, skoro zespół ten nie ma innych gwiazd oprócz Niemca. Na siłę można zaliczyć do takich Estończyka Joela Lindpere, mającego na koncie blisko 100 spotkań w barwach drużyny narodowej. Jak na naszpikowaną znanymi graczami MLS, to trochę mało.

Friedrich czuje się w USA znakomicie. Na łamach niemieckich portali internetowych i prasy wypowiada się w samych superlatywach o życiu w Ameryce. Opowiada o swoim domu, który znajduje się w pobliżu jeziora Michigan, zwiedzaniu najwyższych wieżowców czy uczestnictwie na imprezie z okazji… zwycięstwa demokratów. Barwnie mówi także o debiucie w Chicago Fire, w którym jego zespół zremisował z Houston Dynamo. Nie chodzi jednak o sam wynik, lecz o błyskawice, przez które mecz został przerwany.

Weteran mimo wszystko twierdzi, że powróci do Berlina, o ile oczywiście planów nie pokrzyżują mu kontuzje. Co do reprezentacji – ten rozdział jest już dawno zamknięty.

Błażej Sienkowski

http://www.2×45.info/aktualnosci/17337/arne-friedrich-chrzescijanin-choc-podejrzewano-ze-jest-gejem-teraz-kopie-w-mls-i-jest-zachwycony/

Patrice_Evra_Euro_2012

Patrice Evra w barwach reprezentacji Francji na Euro 2012.

Patrice Latyr Evra (ur. 15 maja 1981 w Dakarze) – francuski piłkarz senegalskiego pochodzenia grający na pozycji lewego obrońcy w Manchesterze United i reprezentacji Francji. Uznawany za jednego z najlepszych lewych obrońców świata. Zanim trafił do klubu z Manchesteru robił furorę w barwach francuskiego A.S Monaco z którym dotarł, aż do Finału Ligi Mistrzów, w którym francuzi musieli uznać wyższość F.C. Porto prowadzonych wówczas przez Jose Mourinho.

Na niniejszej stronie zostało przedstawioych już wielu piłkarzy, dla których wiara jest ważnym elementem życia. Kolejnego przykładu pobożnego piłkarza niedaleko trzeba szukać. Wystarczy, że zerkniemy do składu Manchesteru United. Partice Evra – bo o nim mowa – również jest gorliwym katolikiem. Podczas pierwszego dnia w Manchesterze zawodnik zapytał swojego nowego kolegę Gary’ego Neville’a, gdzie znajduje się najbliższy kościół. Po krótkim namyśle kapitan „Czerwonych Diabłów” zdziwiony i lekko podenerwowany (gdyż pomyślał, że mogło się coś stać) wskazał miejsce najbliższej świątyni. Jak się później okazało, Evra chciał po prostu podziękować Bogu za to, że może grać w czerwonej koszulce z diabełkiem na piersi i trenować w tak niesamowitym klubie, jakim jest Manchester United. Zresztą sam o sobie mówi, że jest „Pobłogosławiony przez Boga”.

Evra jest żonaty z Sandrą, którą poznał w czasach szkolnych, z którą ma syna Lenny’ego. Piłkarz ma 24 rodzeństwa, z których dwójka już nie żyje.

http://redlog.pl/2008/03/25/i-belong-to-jesus/