Posts Tagged ‘G.K. Chesterton’

Seria „ARGUMENTY ZA WIARĄ” ma na celu pokazanie, że chrześcijaństwo i ogólnie wiara w Boga nie jest czymś co wymaga całkowitego wyłączenia myślenia. Cykl ten może nie da niezbitego 100% dowodu na istnienie Boga (nie taki jest jego cel), lecz powinien sprawić, aby przynajmniej niektóre osoby niewierzące zmieniły swoją postawę z bezmyślnego wyśmiewania chrześcijaństwa w założenie, że „być może coś w tym jest”. Z kolei osoby już wierzące być może wzmocnią swoją wiarę po kolejnych wpisach z tej serii.

tolkien-lewis

Często można usłyszeć ludzi wypowiadających się krytycznie o Nowym Testamencie i tym co nam on mówi o Jezusie Chrystusie. Powiadają, że wszystko jest mitem, legendą czy po prostu ładną baśnią. Co takiego na ten temat sądzą jednak autorytety w dziedzinie baśni i mitów? Poniżej kilka cytatów z prac najwybitniejszych znawców i autorów fantasy jacy żyli w XX wieku. O kim mowa? O twórcach WŁADCY PIERŚCIENI, OPOWIEŚCI Z NARNII a także WYWIADU Z WAMPIREM. Oprócz tego jeden ciekawy cytat z wybitnego CZŁOWIEKA WIEKUISTEGO autorstwa Gilberta Keitha Chestertona.

CLIVE STAPLES LEWIS – Clive Staples „Jack” Lewis, znany również jako C.S. Lewis; brytyjski pisarz i naukowiec wykładający zarówno na Oxfordzie jak i Cambridge. Znany jest ze swoich prac na temat literatury średniowiecznej, dzieł krytycznoliterackich oraz z zakresu apologetyki chrześcijańskiej, jak również cyklu powieści fantastycznych Opowieści z Narnii. Był jednym z najbliższych przyjaciół J.R.R. Tolkiena, częściowo dzięki któremu nawrócił się na chrześcijaństwo około 30 roku życia.

„Przede wszystkim, bez względu na to, jaką wartość ci ludzie [krytycy biblijni] mogli sobą przedstawiać jako komentatorzy Biblii, nie ufam im jako krytykom. Uważam, że nie mają dostatecznego literackiego wyrobienia i nie dostrzegają istoty czytanych przez siebie tekstów.

To oskarżenie wydaje się dziwne, jeśli zważyć, że wysuwam je przeciwko ludziom, którzy całe swoje życie spędzili na studiowaniu tych ksiąg. Ale właśnie stąd mogą pochodzić ich trudności. Jeśli ktoś całą młodość i wiek dojrzały spędził na badaniu tekstów NT oraz wyników badań innych uczonych, a nie dysponuje przy tym żadną porównawcza skalą, która pozwoliłaby mu dokonać literackiej oceny i którą dać może jedynie głęboka i wszechstronna znajomość szeroko pojętej literatury, ten ktoś moim zdaniem szczególnie łatwo może przeoczyć to, co w tych tekstach jest najważniejsze. Kiedy mi mówi, że jakieś ewangeliczne zdarzenie jest legendą albo zmyśloną opowieścią, chciałbym wiedzieć, ile powieści i legend przeczytał i czy ma dostatecznie wyrobiony smak, by potrafił je wykryć – a nie, ile lat spędził nad Ewangelią” [Ziarna paproci i słonie].

” Całe życie czytałem poematy, powieści, literaturę fantastyczną, legendy i mity. Wiem, jakie są. I nie znam żadnego utworu, który mógłby się równać z tym opisem [Jezus piszący palcem po piasku]. O tym tekście można mieć tylko dwie opinie: albo (choć bez wątpienia może zawierać pewne błędy) jest niemal ścisłym, prawie dorównującym Boswelowi reportażem, albo jakiś nieznany autor z drugiego wieku, bez poprzedników i następców, nagle wyprzedzając epokę, przyswoił sobie całą technikę nowoczesnej, powieściowej, realistycznej narracji. Jeśli ta Ewangelia nie jest prawdą, musi być tego rodzaju opowieścią. Czytelnik, który tego nie widzi, po prostu nie nauczył się czytać. Zaleciłbym mu lekturę Auerbacha” [Ziarna paproci i słonie].

„To się wydarzyło – konkretnego dnia, w konkretnym miejscu i miało możliwe do zaobserwowania konsekwencje w historii. Przechodzimy od Baldura i Ozyrysa, o których nikt nie wie gdzie i kiedy umarli do historycznej Osoby ukrzyżowanej (wszystko jest we właściwym porządku) pod Poncjuszem Piłatem. Stając się rzeczywistością, to nie przestaje być mitem” [Mit stający się faktem].

JOHN RONALD REUEL TOLKIEN – angielski pisarz oraz profesor filologii i literatury staroangielskiej na University of Oxford. Jako autor powieści Władca Pierścieni, której akcja rozgrywa się w mitycznym świecie Śródziemia, spopularyzował literaturę fantasy. Opublikował ponad 100 prac z dziedziny filologii i literatury dawnej, współpracował przy powstaniu największego słownika języka angielskiego, wydawanego zaraz po I wojnie, Oxford English Dictionary. Znał (w różnym stopniu) ponad 30 języków, głównie wymarłych, germańskich i celtyckich: m.in. łacinę, starożytną grekę, hebrajski, gocki, nordycki, staroislandzki, anglosaski, staroirlandzki, średniowieczny i współczesny walijski, niemiecki, niderlandzki, szwedzki, duński, norweski, hiszpański, francuski, lombardzki, włoski, fiński, esperanto, rosyjski, uczył się także polskiego, lecz uważał go za trudny język i nie potrafił się nim dobrze posługiwać.

W liście do syna Christophera z 7-8 listopada 1944 r. (Listy nr 89, tłum. Agnieszka „Evermind” Sylwanowicz), pisząc o cudach uzdrowienia, J.R.R. Tolkien zastanawia się nad pojęciem szczęśliwego zakończenia:

I nagle zdałem sobie sprawę, co to jest: właśnie to, co próbuję wyjaśnić w eseju o baśniach, który tak bardzo chcę, żebyś przeczytał, że chyba Ci go wyślę. Na jego potrzeby ukułem słowo eukatastrofa – nagły szczęśliwy zwrot w opowieści, który przeszywa radością sprowadzającą łzy (co moim zdaniem jest najwyższym zadaniem, jakie mają pełnić baśnie). Nabrałem przekonania, że wywiera on swój szczególny efekt dlatego, że stanowi nagły przebłysk Prawdy i cała natura człowieka, spętana materialnym łańcuchem przyczyny i skutku, łańcuchem śmierci, odczuwa nagłą ulgę, jakby wybita kończyna nagle wskoczyła na swoje miejsce. Dostrzega ona – jeśli opowieść ma na drugim planie „prawdę” literacką (o tym przeczytasz w eseju) – że tak właśnie toczą się sprawy w Wielkim Świecie, dla którego została stworzona nasza natura. Zakończyłem stwierdzeniem, że Zmartwychwstanie było najwspanialszą z możliwych eukatastrofą w najwspanialszej Baśni – i że wzbudza ono to najważniejsze uczucie: chrześcijańską radość wywołującą łzy, ponieważ jest ona w swej istocie tak podobna do smutku, jako że pochodzi z miejsc, gdzie Radość i Smutek stanowią jedno pogodzone ze sobą, tak jak samolubstwo i altruizm giną w Miłości.

(…) Schodząc do pomniejszych spraw: poznałem, że stworzyłem w Hobbicie wartościową opowieść, kiedy czytając go (gdy już zestarzał się na tyle, bym mógł nabrać obiektywizmu), doznałem nagle dość silnego poczucia eukatastrofy na okrzyk Bilba: „Orły! Orły nadlatują!”… [1]

Warto w tym miejscu także przypomnieć ważne słowa Profesora z jego rozprawy O baśniach (str. 73-74):

Nietrudno wyobrazić sobie owo niezwykłe podniecenie i radość, jakie stałyby się naszym udziałem, gdyby jakaś szczególnie piękna baśń okazała się prawdziwa w „pierwotnym” sensie tego słowa, gdyby jej fabuła objawiła się jako zdarzenia historyczne, nie tracąc przy tym owego mistycznego i alegorycznego znaczenia, które miała jako baśń. Nietrudno, gdyż nie byłoby to doświadczenie o zupełnie nowej, nie znanej nam jakości. Byłaby to ta sama radość (choć na pewno mniej intensywna), którą wywołuje szczęśliwy „zwrot” baśniowej akcji: ma ona posmak pierwotnej prawdy (w przeciwnym razie nie nazywałaby się radością). Wybiega naprzód (…) ku wielkiej Eukatastrophe. Taka jest też i gloria – radość chrześcijanina – choć o wiele bardziej (nieskończenie bardziej, gdyby nie nasze ograniczone możliwości) wzniosła i promienna. Bo też i sama opowieść [o Wcieleniu i Zmartwychwstaniu Pana Jezusa] jest bardziej wzniosła – i jest prawdziwa. Sztuce nadano wymiar prawdy. Bóg jest panem aniołów i ludzi, i elfów. Legenda i historia spotkały się i zlały w jedno.

(…) Ewangelia nie zniosła legend, ale je uświęciła, a szczególnie uświęciła „szczęśliwe zakończenie” [2].

ANN RICE – autorka głównie literatury grozy. Druga córka Irlandczyków, Katherine i Howarda O’Brienów. Autorka bestsellerowego cyklu Kroniki wampirów, który wywarł duży wpływ na subkulturę gotycką. Pisała także pod pseudonimami Anne Rampling oraz A.N. Roquelaure.

Ann Rice była jedną z osób, które z zaskoczeniem odkryły, jak słabe są dowody wspierające pogląd o wyłącznie „ludzkim”, „historycznym Jezusie”. Rice zasłynęła jako autorka Wywiadu z wampirem i innych dzieł, które można określić mianem „horroró erotycznych”. Wychowana jako katoliczka, porzuciła wiarę w czasie studiów, wyszła za mąż za ateistę i wzbogaciła się pisząc powieści o Lestacie wampirze i gwieździe rocka.Świat literatury i media były w szoku, kiedy Rice ogłosiła, że powróciła do wiary w Jezusa.

Dlaczego to zrobiła? W posłowiu do swej nowej powieści Chrystus Pan: Wyjście z Egiptu wyjaśnia, że rozpoczęła swoje dogłębne badania na temat „historycznego Jezusa” od lektury dzieł badaczy jednej z najznamienitszych instytucji akademickich. Ich główna teza mówiła o nikłej wiarygodności historycznej dokumentów biblijnych. Z zaskoczeniem jednak stwierdziła, jak słabe są przytaczane przez ich argumenty – poniżej cytat:

Niektóre książki były jedynie zbiorem przypuszczeń zbudowanych na przypuszczeniach. (…) Wnioski były wyciągane na podstawie fragmentarycznych danych ub zupełnie bez jakichkolwiek podstaw. (…) Cały argument na rzecz nie-boskiego Jezusa, którego os rzucił do Jerozolimy i który w wyniku splotu nieszczęsliwych okoliczności trafił na krzyż (…) – ten obraz rozpowszechniany w liberalnych kręgach, w któych jako ateistka obracałam sie przez trzydzieści lat, nie miał żadnych podstaw. Nie tylko nie miał podstaw, ale w tej dziedzinie zetknęłam się chyba z najgorszymi i najbardziej uprzedzonymi  pracami naukowymi jakie miałam okazję przeczytać [3].

GILBERTH KEITH CHESTERTON – pisarz angielski; był mistrzem groteski, paradoksu i humoru absurdalnego. Występował w publicznych polemikach m.in. przeciwko G.B. Shawowi i H.G. Wellsowi. W młodości przejawiał postawę agnostyczną; z czasem zmienił poglądy i włączył się w nurt odnowy duchowej Kościoła anglikańskiego. W 1922 przeszedł z anglikanizmu na katolicyzm. Swoją drogę do poznania wiary opisał w monumentalnym dziele Ortodoksja. Był sympatykiem Polski (którą odwiedził w 1927), co przyczyniło się do jego popularności w tym kraju już w dwudziestoleciu międzywojennym.

Jest w NT wiele rzeczy, których nikt by nie wymyślił, bo nikomu nie mogłyby się przydać; rzeczy, o których nie wspomina się wcale, a jeśli już, to tylko w charakterze zagadek. W życiu Chrystusa jest na przykład długi, trwający aż do trzydziestki okres milczenia. Jest to najdłuższe i najbardziej działające na wyobraźnię milczenie Chrystusa. Nie jest to jednak rzecz, którą ktokolwiek skłonny byłby wymyślić, aby udowodnić swoją rację; nikt jak dotąd, o ile mi wiadomo, nie starał się na jej podstawie niczego udowodnić. Jest to coś, co robi wrażenie jako fakt, natomiast nie jest szczególnie popularnym ani oczywistym elementem baśni. Kult bohaterów i prądy mitotwórcze zwykle skłaniały się ku czemuś wręcz przeciwnemu [Chesterton – „Człowiek Wiekuisty”].

NA SAM KONIEC CYTAT Z KSIĄŻKI HUMPHREYA CARPENTERA – „J.R.R. TOLKIEN WIZJONER I MARZYCIEL”:

Rzecz dotyczy C.S. Lewisa: Jego dyskusje z Tolkienem odbywały się zwykle w poniedziałki rano, kiedy rozmawiali przez godzinę czy dwie, a potem szli na piwo do pobliskiego pubu „Eastgate”. W sobotę 19 września spotkali się jednak wieczorem. Lewis zaprosił Tolkiena na kolację do kolegium Magdalen. Jego drugim gościem był Hugo Dyson, którego Tolkien poznał w kolegium Exeter w 1919 r. Dyson wykładał teraz literaturę i angielską na uniwersytecie w Reading. Często odwiedzał Oksford. Był chrześcijaninem i odznaczał się błyskotliwym dowcipem. Po kolacji Lewis, Tolkien i Dyson wyszli odetchnąć świeżym powietrzem.

Była to wietrzna i zimna noc, oni jednak szli po Addison’s Walk, dyskutując nad tym, jaki jest cel mitu. Lewis, chociaż wierzył już w Boga, nie potrafił jeszcze pojąć funkcji Chrystusa w chrześcijaństwie, nie potrafił zrozumieć znaczenia Ukrzyżowania i Zmartwychwstania. Stwierdził, że musi zrozumieć cel tych wydarzeń jak później wyraził to w liście do przyjaciela: „w jaki sposób życie i śmierć Kogoś Innego (kimkolwiek by on był) dwa tysiące lat temu może nam pomóc tu i teraz, wyłączywszy to, ze mógłby pomóc nam jego przykład.”

W miarę upływu nocy Tolkien i Dyson wykazywali Lewisowi, że domaga się czegoś, co nie jest konieczne. Kiedy zetknął się z koncepcją ofiary w mitologii pogańskiej, podziwiał ją i był nią poruszony. Od czasu przeczytania opowieści, której bohaterem był skandynawski bóg Baldr, pojęcie umierającego i odradzającego się boga zawsze oddziaływało na jego wyobraźnię. Ale od Ewangelii, dowodzili mu Tolkien i Dyson, wymagał czegoś więcej: czystego znaczenia wykraczającego poza mit. Czy nie mógłby przenieść swego bez krytycznego uznania dla figury ofiary z mitu na tę prawdziwą opowieść?

„Ale mity to kłamstwa, choćby i zaprawione słodyczą, powiedział Lewis „Wcale nie”, odparł Tolkien. I wskazując na szarpane wiatrem gałęzie wielkich drzew Magdalen Grove, zmienił kierunek argumentacji. Nazywasz drzewo drzewem, powiedział, i więcej się nad tym wy razem nie zastanawiasz. Nie było ono jednak „drzewem”, dopóki ktoś nie nadał mu tej nazwy. Nazywasz gwiazdę gwiazdą i mówisz, że to tylko kula materii poruszająca się ściśle wytyczoną trasą. Jest to jednak zaledwie twój sposób widzenia gwiazdy. Nazywając rzeczy opisując je, wynajdujesz tylko własne terminy na ich określenie. A podobnie jak mowa określa przedmiot i pomysły, tak mit określa prawdę.

Pochodzimy od Boga (ciągnął Tolkien) i stworzone przez nas mity, choć zawierają błędy, w sposób nieunikniony będą odbijały drobny, rozszczepiony fragment prawdziwego świata, wiecznej prawdy, która jest u Boga. Tylko tworząc mity, tylko stając się „stwórcą wtórnym” [podkreatoremi i wymyślając opowieści, człowiek może osiągnąć stan doskonałości, który znał przed Upadkiem. Być może nasze mity błądzą, lecz mimo wszystko zdążają ku prawdziwemu portowi, podczas gdy materialistyczny „postęp” prowadzi jedynie do ziejącej otchłani i Żelaznej Korony potęgi zła.

Wyjaśniając tę wiarę w wewnętrzną prawdę mitologii, Tolkien wydobył na jaw jądro swej filozofii jako pisarza, przekonanie leżące w centrum Silmarilliona.

Lewis słuchał, a Dyson na swój własny sposób potwierdził słowa Tolkiena. Lewis zapytał, czy w takim razie opowieść o Chrystusie jest prawdziwym mitem, który działa na nas tak samo jak inne, tyle że ten mit zdarzył się naprawdę? W takim razie, powiedział Lewis, zaczynam rozumieć.

W końcu wiatr zapędził ich pod dach. Rozmawiali w kwaterze Lewisa do trzeciej nad ranem, kiedy to Tolkien poszedł do domu. Odprowadziwszy go do High Street, Lewis i Dyson spacerowali przed krużgankami kolegium Magdalen, rozmawiając do świtu.

W dwanaście dni później Lewis napisał do swego przyjaciela Arthura Greevesa: „Właśnie przeszedłem od wiary w Boga do zdecydowanej wiary w Chrystusa — w chrześcijaństwo. Spróbuję Ci to wyjaśnić kiedy indziej. Miała z tym wiele wspólnego moja długa nocna rozmowa z Dysonem i Tolkienem.”

Tymczasem Tolkien prowadził egzaminy i pisał długi poemat streszczający to, co powiedział Lewisowi. Zatytułował go „Mythopoeia”, „tworzenie mitów”.

[1] http://www.elendilion.pl/2009/04/11/tolkien-o-zmartwychwstaniu-chrystusa-jezusa/
[2] http://www.elendilion.pl/2014/04/20/skruszona-czarna-brama/
[3] http://www.coffeehousetheology.com/anne-rice-atheist-christ/

g-k-chestertonPoniżej znajduje sie fragment książki G.K. Chestertona „Ortodoksja”

… zajmę się (…) poglądem mówiącym, że religia chrześcijańska wyrosła z ciemnych wieków wczesnego średniowiecza. W tym wypadku nie zadowoliłem się studiowaniem współczesnych uogólnień; zabrałem się do studiowania historii. Z niej dowiedziałem się, że chrześcijaństwo nie tylko nie należało do ciemnych wieków średniowiecza, ale stanowiło jedyny ich jasny element. Chrześcijaństwo było świetlistym mostem łączącym ze sobą dwie przejrzyste cywilizacje. Jeśli ktokolwiek twierdzi, że wiara zrodziła się w ignorancji i barbarzyństwie, odpowiem po prostu: wcale tak nie było. Zrodziła się ona bowiem w cywilizacji śródziemnomorskiej, w pełnym słońcu Imperium Rzymskiego. Świat roił się od sceptyków, a panteizm świecił jasno jak słońce, gdy Konstantyn przybił krzyż do masztu. Statek co prawda poszedł na dno, ale – rzecz dziwna! – wypłynął z powrotem: odmalowany i lśniący, z krzyżem nadal tkwiącym na maszcie. Oto, jak niezwykłej rzeczy potrafiła dokonać religia: niosący ją statek zmienił się w łódź podwodną. Arka przetrwała pod naporami wód; przysypani odpadkami dynastii i klanów, podnieśliśmy się na nowo i przypomnieliśmy sobie o Rzymie. Gdyby nasza wiara była jedynie chwilowym kaprysem upadającego imperium , jeden mroczny kaprys zostałby zastąpiony innym i nawet gdyby nasza cywilizacja zdołała się ponownie podźwignąć (choć wielu cywilizacjom się to nie udało), dźwignęłaby się pod jakąś nową barbarzyńską banderą. Kościół chrześcijański był jednak ostatnim tchnieniem dawnego społeczeństwa i pierwszym tchnieniem nowego. Ludzi, którzy zapomnieli, jak się buduje łuk Kościół nauczył budowania ostrołuku. Ujmując rzecz krótko: największym nonsensem, jaki można powiedzieć o Kościele, jest to, co stale się o nim słyszy. Jak można twierdzić, że Kościół chce nas wepchnąć z powrotem w ciemne wieki średniowiecza? Przecież to on nas wyprowadził z ich mroku [G.K. Chesterton – Ortodoksja].chrześcijaństwo mostem

Seria „ARGUMENTY ZA WIARĄ” ma na celu pokazanie, że chrześcijaństwo i ogólnie wiara w Boga nie jest czymś co wymaga całkowitego wyłączenia myślenia. Cykl ten może nie da niezbitego 100% dowodu na istnienie Boga (nie taki jest jego cel), lecz powinien sprawić, aby przynajmniej niektóre osoby niewierzące zmieniły swoją postawę z bezmyślnego wyśmiewania chrześcijaństwa w założenie, że „być może coś w tym jest”. Z kolei osoby już wierzące być może wzmocnią swoją wiarę po kolejnych wpisach z tej serii.

Red Bible

1. ŻYDZI WCIĄŻ ISTNIEJĄ.

Wszystkich badaczy religii zdumiewa to, że Izrael jest jedynym narodem, który przetrwał do naszych czasów i zachował nienaruszoną wiarę w Boga Abrahama, Izaaka i Jakuba. Nie przetrwali Fenicjanie, Etruskowie, Kartagińczycy, Asyryjczycy, Babilończycy, czy Macedończycy, którzy w odróżnieniu od Hebrajczyków byli potężnymi narodami, o rozwiniętej kulturze i cywilizacji.

O tym cudzie historii, którego doświadczył lud Izraela, pisze znany teolog F. Rienecker:

„Jest to cud, że Izrael mimo rozproszenia, trwającego setki lat, wciąż istnieje, podczas kiedy inne ludy starożytności wyginęły. Narody żyjące w czasach proroków m.in. Egipcjanie, Asyryjczycy, Babilończycy, Persowie, Grecy, Rzymianie, już nie egzystują jako ludy w ówczesnej formie. Tylko Żydzi trwają cały czas jako świadkowie prawdy zawartej w pismach”.

Dodać do tego trzeba jeszcze, że żaden naród w historii świata nie był tak zaciekle prześladowany jak Żydzi, czego kulminacją było to, co się działo podczas Drugiej Wojny Światowej.

2. PROROCTWO O POWSZECHNOŚCI WIARY W BOGA JAHWE NA CAŁYM ŚWIECIE.

Wszyscy wiedzą, że jedną z cech Pisma Świętego są licznie występujące w nim proroctwa. W przypadku wielu z nich można wysuwać dwa zarzuty. Pierwszy mówi o tym, że proroctwo zostało spisane po wydarzeniu które przewiduje. Zarzut ten przytacza się np. w odniesieniu do Księgi Daniela, która to wbrew pozorom nie jest księgą prorocką, lecz apokaliptyczną. Drugi zarzut mówi, że np. dana osoba umyślnie zachowała się w określony sposób, aby w ten sposób proroctwo wypełnić. Istnieje jednak w ST proroctwo (jedno z największych), któremu nie można w żaden sposób postawić tych zarzutów. Wskazuje ono na to, że wiara w Boga Jahwe (wyznawana tylko przez małą grupkę Żydów) miała rozejść się po całym świecie. Kilka cytatów:

Nie będziesz więc odtąd nazywał się Abram, lecz imię twoje będzie Abraham, bo uczynię ciebie ojcem mnóstwa narodów (Rdz 17:5)

Przez ciebie będą otrzymywały błogosławieństwo ludy całej ziemi (Rdz 12:3)

A potomstwo twe będzie tak liczne jak proch ziemi, ty zaś rozprzestrzenisz się na zachód i na wschód, na północ i na południe; wszystkie plemiona ziemi otrzymają błogosławieństwo przez ciebie i przez twych potomków. (Rdz 28:14)

Wszystkie ludy ziemi będą sobie życzyć szczęścia [takiego, jakie jest udziałem] twego potomstwa, dlatego że usłuchałeś mego rozkazu (Rdz 22:18)

A mówił: «To zbyt mało, iż jesteś Mi Sługą dla podźwignięcia pokoleń Jakuba i sprowadzenia ocalałych z Izraela! Ustanowię cię światłością dla pogan, aby moje zbawienie dotarło aż do krańców ziemi (Iz 42:6)

No i teraz pytanie: jakie było prawdopodobieństwo, że to właśnie ta niezwykła wiara żydów rozejdzie się po całym świecie tak, jak to zostało przepowiedziane na wieki przed chrześcijaństwem? Tym bardziej, że w tamtych czasach istniała ogromna ilość różnych bóstw, których liczba wyznawców przekraczała niewyobrażalnie liczbę czcicieli Jahwe. Patrz np. kult Marduka w potężnym Babilonie. Dziś nie ma ani wyznawców Marduka, ani Babilonu.

3. NIEZWYKŁOŚĆ MONOTEIZMU WŚRÓD ŻYDÓW W CZASACH POWSZECHNEGO POLITEIZMU.

Mały i pogardzany naród izraelski w ciągu swoich dziejów miał zawsze świadomość wielkiej misji powierzonej mu przez Boga; panowało powszechne przekonanie, że to właśnie w tym narodzie przyjdzie na świat oczekiwany Mesjasz. Izraelici całą swoją nadzieję pokładali w wypełnieniu się tego proroctwa. To, co najbardziej zdumiewa historyków religii, to fakt, że Izrael od początku swoich dziejów wierzył tylko w jednego Boga, chociaż wszystkie starożytne religie oddawały cześć wielu bogom. Narody, które stworzyły całą kulturę i cywilizację starożytną, przewyższały Hebrajczyków we wszystkich dziedzinach życia (m.in. w sztuce, filozofii oraz technice), tylko w dziedzinie religii lud izraelski miał nieskończenie doskonalsze pojęcie Boga, który jest jedynym, świętym i sprawiedliwym Stwórcą oraz Panem całej stworzonej rzeczywistości.

Jest to Bóg, który stworzył całą przyrodę – a więc przyroda nie jest Bogiem, lecz stworzeniem. Wszystkie natomiast starożytne religie ukazywały całą przyrodę jako rzeczywistość, gdzie działają magiczne moce, gdzie roi się od wielu bogów, którymi są również gwiazdy i księżyc. Tymczasem dla prostego ludu izraelskiego słońce, gwiazdy, planety i wszystko, co istnieje, jest dziełem jednego Boga.

„ Pilnie się wystrzegajcie – skoroście nie widzieli żadnej postaci w dniu, w którym mówił do was Pan spośród ognia na Horebie – abyście nie postąpili niegodziwie i nie uczynili sobie rzeźby przedstawiającej podobiznę mężczyzny lub kobiety, podobiznę jakiegokolwiek zwierzęcia, które jest na ziemi, podobiznę jakiegokolwiek ptaka,latającego pod niebem, podobiznę czegokolwiek, co pełza po ziemi, podobiznę ryby, która jest w wodach – pod ziemią. Gdy podniesiesz oczy ku niebu i ujrzysz słonce, księżyc i gwiazdy i wszystkie zastępy nieba, abyś nie pozwolił się zwieść, nie oddawał im pokłon i nie służył…” [Pwt 4:15-25]

Żydom nie wolno było ani oddawać czci ciałom niebieskim, ani nie mogli tworzyć sobie posążków Boga Jahwe, ani nawet nie mogli wymawiać imienia Pana Boga swego. Wszystko to dla ludzi tamtych czasów było niewyobrażalnie uciążliwe. Sami sobie stworzyli takiego „niewygodnego” Boga?

4. UZNANIE CZŁOWIEKA ZA BOGA W NAJMNIEJ PRAWDOPODOBNYM MIEJSCU.

Chrześcijaństwo zaczęło się wśród Żydów, a gdzie jak gdzie, ale szczególnie właśnie w tym narodzie nie była możliwa deifikacja, ubóstwienie człowieka. Jeżeli jednak mimo to niektórzy Żydzi uznawali Jezusa z Nazaretu za Boga (a takich Żydów było tysiące), to mogli uczynić to tylko na podstawie jakichś nadzwyczajnych dowodów.

Myśl tę trafnie wyraża jeden z racjonalistycznych uczonych, Couchoud:

„W wielu krajach Imperium było rzeczą możliwą uznać za Boga zwyczajnego człowieka. Ale w jednym nie było to możliwe, a mianowicie w Palestynie. Żydzi bowiem adorowali Jahwe, Boga jedynego, transcendentalnego, nieznanego, którego nie wolno było odtworzyć na obrazie, którego imienia nie wymieniano, oddzielonego niezgłębionymi przepaściami od wszelkiego stworzenia.

Przyrównać Jahwe do jakiegokolwiek stworzenia byłoby największym świętokradztwem. Żydzi czcili cesarza, ale daliby się raczej porąbać w kawałki, niż bodaj półgłosem wyznać, że cesarz jest Bogiem. Daliby się też raczej porąbać w kawałki, niż powiedzieliby to samo o Mesjaszu.

Jakże więc jeden z pierwszych chrześcijan, jakiego znamy, Hebrajczyk z Hebrajczyków (tj. św. Paweł), zdolny byłby połączyć człowieka z Jahwe w sposób zupełnie naturalny? Oto cud, przeciwko któremu ja się buntuję… Byłoby zaiste brakiem rozumu przeciwstawiać się apoteozie cesarza, i to za cenę życia, by potem zastąpić ją apoteozą jednego z poddanych. Czyż o rzemieślniku, którym był Jezus, Paweł mógłby powiedzieć: „A każdy kto wzywa Imienia Pańskiego, zbawion będzie” (Rz 10,13; por. Jl 3,5) albo „Aby na imię Jezusa zginało się wszelkie kolano” (Flp 2,10; por. Iz 45,23), skoro Pismo św. mówi te rzeczy o Bogu?”

Couchoud starał się wybrnąć z tego impasu poprzez zaprzeczanie historyczności Jezusa. Obecnie jednak nawet najbardziej ateistyczni historycy zajmujący się Nowym Testamentem czy Wczesnym Chrześcijaństwem stwierdzają jednomyślnie, że Nazarejczyk istniał. Faktem jest również to, że Pierwotny Kościół miał swoją siedzibę w Jerozolimie (i musiał składać się niemal wyłącznie z Żydów), św Paweł, który ubóstwił w swoich listach Jezusa był wykształconym Żydem, jak i to, że NT w ogólności mówi o Jezusie jako Bogu.

To uznanie za Boga Człowieka pochodzącego z Palestyny jest jeszcze niezwykłe z innego powodu. Jezusa stawia się na równi z innymi założycielami religii: Konfucjuszem, Buddą, Mahometem i innymi. Wyznawcy tych ostatnich nie zrobili jednak z nich bogów, choć w ich przypadku byłoby to dużo łatwiejsze (i bardziej prawdopodobne) niż w przypadku Jezusa wywodzącego się z ultra-monoteistycznej Palestyny, gdzie nie można było nawet wymawiać imienia Boga. Jak to powiedział G.K. Chesterton w swoim wybitnym „Człowieku wiekuistym”:

Nawet gdyby Kościół nie zrozumiał, o co Chrystusowi chodziło, byłoby przecież prawdą, że żadna historyczna tradycja poza Kościołem nigdy nie popełniła takiej pomyłki. Mahometanie nie zrozumieli Mahometa opacznie i nie przypuszczali, że jest on Allachem. Żydzi nie poddali błędnej interpretacji słów Mojżesza i nie utożsamiali go z Jahwe. Dlaczego zatem to jedno roszczenie miałoby zostać wyolbrzymione, skoro podobnego do niego nikt inny nigdy nie zgłaszał?

5. ZADZIWIAJĄCE IMIĘ BOGA.

13 Mojżesz zaś rzekł Bogu: «Oto pójdę do Izraelitów i powiem im: Bóg ojców naszych posłał mię do was. Lecz gdy oni mnie zapytają, jakie jest Jego imię, to cóż im mam powiedzieć?» 14 5 Odpowiedział Bóg Mojżeszowi: «JESTEM, KTÓRY JESTEM (hebr. Ehjeh aszer ehjeh, gr. ego eimi ho on, łac. ego sum qui sum)». I dodał: «Tak powiesz synom Izraela: JESTEM posłał mnie do was». 15 Mówił dalej Bóg do Mojżesza: «Tak powiesz Izraelitom: „JESTEM, Bóg ojców waszych, Bóg Abrahama, Bóg Izaaka i Bóg Jakuba posłał mnie do was. To jest imię moje na wieki i to jest moje zawołanie na najdalsze pokolenia. (WJ 3:13-15)

Marduk (sum. damar-dutu, tłum. „Młody byczek boga Utu”);

Uranos (także Uran, Niebo; gr. Οὐρανός Ouranós, łac. Uranus, Caelus ‘niebo’) – w mitologii greckiej bóg i uosobienie nieba;

Gaja (gr. Γαῖα Gaía, Gḗ ‘Ziemia’, łac. Tellus, Terra) – w mitologii greckiej Ziemia-Matka;

Chronos (gr. Χρόνος Chrónos – „Czas”, łac. Chronus) – bóg w mitologii greckiej, uważany za personifikację Czasu;

Temida (gr. Θέμις Thémis, łac. Themis) – w mitologii greckiej bogini i uosobienie sprawiedliwości, prawa i wiecznego porządku;

Helios (także Słońce, Helius; gr. Ἥλιος Hḗlios ‘Słońce’, łac. Sol ‘Słońce’) – w mitologii greckiej bóg i uosobienie Słońca;

Eos (także Świt, Jutrzenka; gr. Ἠώς Ēṓs ‘jutrzenka’, łac. Aurora ‘jutrzenka’, ‘zorza’) – w mitologii greckiej bogini i uosobienie zorzy porannej, brzasku i świtu;

Selene (także Księżyc; gr. Σελήνη Selḗnē ‘Księżyc’, łac. Luna ‘Księżyc’) – w mitologii greckiej bogini i uosobienie Księżyca;

Hades (także Pluton; gr. Ἅιδης/ᾍδης Háidēs, Ἀίδης Áidēs, Ἀΐδης Aḯdēs ‘niewidzialny’, łac Pluto) – w mitologii greckiej bóg podziemnego świata zmarłych;

Hestia (gr. Ἑστία Hestía ‘ognisko domowe’, łac. Vesta);

Metyda (także Metis, Rozsądek, Roztropność; gr. Μητις Mētis, łac. Metis ‘Roztropność’, ‘Rozwaga’, ‘Rozum’, ‘Przebiegłość’) – w mitologii greckiej jedna z okeanid; bogini i uosobienie roztropności (w pozytywnym znaczeniu) i przewrotności (w negatywnym znaczeniu);

Apollo (gr. Ἀπόλλων Apóllōn, zwany też Φοῖβος Phoibos ‘Jaśniejący’, łac. Apollo) – w mitologii greckiej syn Zeusa i Leto.

Bogowie w mitologii starożytnej stanowili personifikację czy uosobienia czasu, sprawiedliwości, księżyca itp. Byli nierozerwalnie związani z tym światem. Stąd takie można by powiedzieć imiona na „jedno kopyto”. Brak świata oznacza brak bogów, czyli inaczej jak to było w monoteizmie Żydów, gdzie Bóg jest „Święty”, co oznaczało oddzielny od świata, transcendentny.

6. PATRZĄC TYLKO I WYŁĄCZNIE Z PUNKTU WIDZENIA HISTORII LITERATURY BIBLIA JEST NIEZWYKŁA.

Parę słów o czymś, o czym najczęściej zapominamy wszyscy, i to zarówno wierzący, jak i niewierzący, chrześcijanie i ateiści. Biblia, nawet rozważana jedynie z punktu widzenia historyka kultury czy literatury, stanowi zjawisko jedyne w naszych dziejach. W ciągu dwudziestu wieków naszej ery nie było innego dzieła, czy zespołu dzieł literackich, który by miał tak licznych czytelników, żadnego nie  przepisywano, a później nie wydawano drukiem tak wiele razy, żadnego nie tłumaczono na tyle języków. Wpływy i najróżniejsze echa biblijne odnajdujemy na każdym kroku w naszej sztuce, literaturze, sposobie myślenia, a nawet w nawykach językowych. Mówimy na przykład nieraz o „faryzejskiej obłudzie” lub o „ludziach dobrej woli” nie zastanawiając się wcale nad pochodzeniem tych wyrażeń. A Władysław Gomułka „Wiesław” powiedział w którymś ze swoich przemówień: „Jak mówi przysłowie, nie samym chlebem człowiek żyje”. I na pewno zdziwiłby się bardzo, gdyby mu ktoś wytknął, że cytuje tu wcale nie polskie przysłowie, ale Pismo Święte, i to aż trzy jego księgi naraz (Mt 4,4; Łk 4,4; Pwt 8,3 ). Fragment książki „Jak zrozumieć Pismo Święte” – A. Świderkówna

Seria “ARGUMENTY ZA WIARĄ” ma na celu pokazanie, że chrześcijaństwo i ogólnie wiara w Boga nie jest czymś co wymaga całkowitego wyłączenia myślenia. Cykl ten może nie da niezbitego 100% dowodu na istnienie Boga (nie taki jest jego cel), lecz powinien sprawić, aby przynajmniej niektóre osoby niewierzące zmieniły swoją postawę z bezmyślnego wyśmiewania chrześcijaństwa w założenie, że “być może coś w tym jest”. Z kolei osoby już wierzące być może wzmocnią swoją wiarę po kolejnych wpisach z tej serii.

god-creates-man-sistine-chapel

Drugi tytuł: CUDA Tyle ataków i kryzysów, a Kościół Chrystusa wciąż trwa.

„Niebo i ziemia przeminą, ale Moje słowa nie przeminą”. Cywilizacja starożytności obejmowała cały ówczesny świat i ludzie nie bardziej spodziewali się jej końca niż tego, że słońce przestanie świecić. Nie potrafili sobie wyobrazić innego porządku, chyba że należałby do innego świata. Ale światowa cywilizacja przeminęła, a słowa nie przeminęły. Podczas długiej nocy wczesnego średniowiecza feudalizm był rzeczą tak bliską człowiekowi, że nikt nie potrafił sobie wyobrazić, by można żyć bez pana, a religia była tak mocno wpleciona w strukturę ustroju, że nikt nie mógł sobie wyobrazić, by można ją było rozerwać. A jednak feudalizm został rozerwany na strzępy i starty w braterskim duchu prawdziwego średniowiecza, a pierwszą i najświeższą siłą tej nowej wolności była ta sama stara religia. Feudalizm przeminął, a słowa nie przeminęły. Cały średniowieczny porządek, będący dla człowieka pod tyloma względami kompletnym i niemal kosmicznym domem, sam stopniowo uległ zużyciu, i wtedy wreszcie wydawało się, że słowa również wyzioną ducha. A jednak przebyły one całą świetlistą otchłań renesansu i już po pięćdziesięciu latach wykorzystywały jego światło i naukę do tworzenia nowych podstaw wiary, nowej apologetyki i nowych świętych. Wydawało się, że religia zwiędnie ostatecznie pod palącym słońcem wieku rozumu, że rozpadnie się od trzęsienia ziemi wywołanego przez wiek rewolucji. Nauka podważyła ją swoimi wyjaśnieniami, a ona trwała. Historia wykopała ją z ziemi w zamierzchłej przeszłości, a ona nagle pojawiła się na odległym horyzoncie. Dziś znowu stanęła na naszej drodze i na własne oczy obserwujemy jej wzrost.

Jeśli relacje i dokumenty opisujące nasze życie społeczne zachowają swoją ciągłość, jeśli ludzie naprawdę nauczą się używać rozumu do rozważania nagromadzonych faktów tak przytłaczającej historii, zdaje się, że prędzej czy później nawet wrogowie chrześcijaństwa wywnioskują ze swoich nieustannych rozczarowań, że w dziejach tej religii nie ma co spodziewać się czegoś tak prostego jak śmierć. Będą mogli nadal z nią walczyć, ale tylko tak, jak walczą z naturą; jak walczą z krajobrazem albo z niebem nad swoimi głowami. „Niebo i ziemia przeminą, ale Moje słowa nie przeminą”. Będą wyglądać jej potknięcia, będą wyglądać jej pomyłki, ale nie będą więcej! wyglądać jej końca. Bez ich woli, a nawet świadomości, ich własne ciche oczekiwania sprawią, że dokona się wypełnienie względnych warunków tej zdumiewającej przepowiedni; nie będą już spodziewać się wytępienia tego, co tak często na próżno próbowano wytępić, i nauczą się instynktownie oczekiwać, że wcześniej nastąpi pojawienie się komety albo zlodowacenie naszej gwiazdy.

CHRZEŚCIJAŃSTWO PRZETRWAŁO NIE TYLKO CZAS WOJNY, LECZ CO WAŻNE POKOJU

A oto fakt ostatni i najbardziej niezwykły ze wszystkich. Wiara nie tylko często traciła życie, ale często traciła je ze starości. Nie tylko często była zabijana, ale często umierała naturalną śmiercią w tym sensie, że spotykał ją całkiem naturalny i nieuchronny koniec. Oczywiste jest, że przetrwała ona najokrutniejsze i najbardziej powszechne prześladowania od wstrząsu wściekłości Dioklecjana po wstrząs rewolucji francuskiej. Miała w sobie jednak jeszcze dziwniejszą, a nawet jeszcze bardziej wariacką nieustępliwość; przetrwała bowiem nie tylko wojnę, ale także czasy pokoju. Nie tylko często umierała, ale równie często degenerowała się i psuła, a mimo to przetrwała własną słabość, a nawet własną kapitulację. Nie musimy powtarzać oczywistości o końcu, jaki spotkał Chrystusa; o pięknie zaślubin młodości ze śmiercią. Historia Kościoła robi jednak niemal takie wrażenie, jakby Chrystus dożył najstarszego możliwego wieku i jako stuletni siwowłosy starzec zmarł z wyczerpania, a potem odmłodzony zmartwychwstał przy dźwięku trąb i pod rozstępującym się niebem. Całkiem słusznie powiedziano, że ludzki element chrześcijaństwa w swej powracającej słabości zbyt łatwo żenił się z mocami tego świata; jeśli jednak żenił się z nimi, to często zostawał wdowcem. Wróg chrześcijaństwa mógł w pewnym momencie jego historii powiedzieć, że było ono jedynie elementem władzy cezarów, dziś jednak brzmi to równie dziwnie jak twierdzenie, że było ono elementem władzy faraonów. Inny wróg mógł powiedzieć, że było ono jedynie oficjalną wiarą feudalizmu, dziś jednak brzmi to równie przekonująco jak twierdzenie, że chrześcijaństwo musiało zniknąć razem z rzymskimi willami. Wszystkie te zjawiska faktycznie dopełniły swego biegu i dotarły do naturalnego końca; wydawało się, że także religia chrześcijańska nie ma innego wyjścia, niż skończyć się wraz z nimi. I rzeczywiście skończyła się. A potem zaczęła na nowo [GKC].

—————————–

Postawmy sobie jeszcze pytanie szczególnie intrygujące: Dlaczego właśnie chrześcijaństwo, jak chyba żadna inna religia, ma żywot tak szczególnie trudny, że praktycznie od zawsze i coraz to na nowo wydaje się przegrywać i mieć ku końcowi? Dla mnie osobiście odpowiedź na to pytanie jest oczywista: Bo nie od ludzi ta religia pochodzi, tylko od Boga, toteż przekracza wszelkie miary ziemskie. „Moc bowiem w słabości się doskonali” (2 Kor 12,9). „To bowiem, co jest głupstwem u Boga, przewyższa mądrością ludzi, a co jest słabe u Boga, przewyższa mocą ludzi” (1 Kor 1,25).

Toteż ilekroć obserwuję jakieś odejścia od Chrystusa albo słyszę niepokoje o przyszłość Kościoła, przypominają mi się słowa Listu do Hebrajczyków: „Jezus Chrystus wczoraj i dziś, ten sam także na wieki. Nie dajcie się uwieść różnym i obcym naukom, dobrze bowiem jest wzmacniać serce łaską” (13,8n) [o. Jacek Salij].

Zmartwychwstanie

„Człowiek wiekuisty” – G.K. Chesterton

ZOBACZ TAKŻE–> http://mateusz.pl/ksiazki/js-npp/js-npp_50.htm (o. Jacek Salij)

Seria “ARGUMENTY ZA WIARĄ” ma na celu pokazanie, że chrześcijaństwo i ogólnie wiara w Boga nie jest czymś co wymaga całkowitego wyłączenia myślenia. Cykl ten może nie da niezbitego 100% dowodu na istnienie Boga (nie taki jest jego cel), lecz powinien sprawić, aby przynajmniej niektóre osoby niewierzące zmieniły swoją postawę z bezmyślnego wyśmiewania chrześcijaństwa w założenie, że “być może coś w tym jest”. Z kolei osoby już wierzące być może wzmocnią swoją wiarę po kolejnych wpisach z tej serii.

gap-between-social-customers-and-social-brandsWielu rozsądnych, współczesnych ludzi z pewnością opuściło chrześcijaństwo pod wpływem trzech zbieżnych faktów: po pierwsze, że ludzie w swym wyglądzie, budowie i seksualności są, koniec końców, bardzo podobni do zwierząt, po drugie, że religie pierwotne narodziły się z ignorancji i strachu; i po trzecie, że księża rzucili na świat przekleństwo zgorzknienia i przygnębienia. Te trzy argumenty  przeciwko chrześcijaństwu są bardzo różnorodne, a przy tym wszystkie są logiczne i uzasadnione, wszystkie też spotykają się w jednym punkcie. Jedynym zarzutem, jaki można im wytoczyć (jak się przekonałem), jest to, że wszystkie są tak samo nieprawdziwe. Jeśli odłoży się na bok książki traktujące o ludziach i zwierzętach, to (jeśli ma się choć trochę dowcipu) lub wyobraźni, wyczucia szaleństw lub farsy) natychmiast rzuca się w oczy nie to, jak bardzo człowiek podobny jest do zwierząt, ale jak bardzo się od nich różni. Tym co wymaga wyjaśnienia, jest ogromna rozbieżność, a nie umiarkowane podobieństwo.

Stwierdzenie, że człowiek i zwierzę są do siebie podobni, jest w pewnym sensie truizmem; prawdziwy szok i zagadkę stanowi to, że przy całym podobieństwie tak bardzo się od siebie różnią. To, ze małpa ma ręce, jest dla filozofa o wiele mniej interesujące niż fakt, że mając ręce prawie nic nie potrafi nimi zrobić: nie potrafi grać w kości ani grać na skrzypcach, nie umie rzeźbić w marmurze ani kroić pieczeni. Ludzie mówią często o barbarzyńskiej architekturze i upadku sztuki. Ale słonie nie zbudują wielkich świątyń z kości słoniowej nawet w stylu rokoka, a wielbłądy nie namalują nawet najgorszego obrazu, choć noszą na sobie materiał na wiele pędzli z wielbłądziej sierści.

Niektórzy współcześni marzyciele twierdzą, że społeczności mrówek i pszczół przewyższają nasze społeczeństwa. Rzeczywiście, owady tworzą pewne cywilizacje, ale przypomina nam to jedynie, że ich cywilizacje są niżej rozwinięte od naszej. Czy widziano kiedykolwiek mrowisko ozdobione pomnikami wybitnych mrówek? Albo ul z rzeźbionymi podobiznami pięknych królowych sprzed wieków? Nie! Nawet jeśli przepaść dzieląca człowieka od innych stworzeń ma naturalne wyjaśnienie, z pewnością jest to przepaść ogromna. Mówimy często o dzikich zwierzętach, ale tak naprawdę jedynym dzikim zwierzęciem jest człowiek. To on wymknął się spod kontroli. Wszystkie inne zwierzęta są oswojone; postępują z nieokrzesaną powagą swego szczepu lub gatunku. Wszystkie zwierzęta są stworzeniami domowymi; człowiek jako jedyny porzuca dom – czy to jako rozpustnik czy jako mnich. A zatem pierwsze powierzchowne uzasadnienie materializmu okazuje się w najlepszym razie uzasadnieniem czegoś wręcz przeciwnego; religia zaczyna się tam, gdzie kończy się biologia.

G.K. Chesterton – „Ortodoksja”

Seria “ARGUMENTY ZA WIARĄ” ma na celu pokazanie, że chrześcijaństwo i ogólnie wiara w Boga nie jest czymś co wymaga całkowitego wyłączenia myślenia. Cykl ten może nie da niezbitego 100% dowodu na istnienie Boga (nie taki jest jego cel), lecz powinien sprawić, aby przynajmniej niektóre osoby niewierzące zmieniły swoją postawę z bezmyślnego wyśmiewania chrześcijaństwa w założenie, że “być może coś w tym jest”. Z kolei osoby już wierzące być może wzmocnią swoją wiarę po kolejnych wpisach z tej serii.

liar### Will Durant, który kształcił się w dziedzinie badań historycznych i który spędził całe swoje życie analizując starożytne teksty, pisze:

„Pomimo przychylnego nastawienia i teologicznych przekonań ewangeliści przelali na papier wiele wydarzeń, które przez zwykłych oszustów byłyby pominięte – spór Apostołów o pierwszeństwo, ich ucieczka po pojmaniu Jezusa, zaparcie się Piotra, niepowodzenia Jezusa w Galilei przy dokonywaniu cudów [z powodu niedowiarstwa Galilejczyków – przyp. red.], niewiara niektórych członków jego rodziny, wzmianki niektórych słuchaczy o Jego rzekomym szaleństwie, wczesna niepewność Jezusa co do przyjęcia Jego misji, przyznanie się do nieznajomości niektórych elementów przyszłości, chwile goryczy, rozpaczliwy krzyk na krzyżu. Każdy, kto o tym czyta, nie wątpi w prawdziwość tej postaci. To, że kilku prostych ludzi w ciągu jednego pokolenia wymyśla tak silną i pociągającą osobowość, tak wzniosłą etykę i tak inspirującą wizję ludzkiego braterstwa, byłoby dużo bardziej niewiarygodnym cudem niż wszystkie cuda opisane w Ewangeliach. Po dwóch wiekach ostrej krytyki opisy życia, osobowości i nauk Chrystusa pozostają wyraźne i stanowią najbardziej fascynujący element w historii cywilizacji zachodniej”.

### Obecność kobiet przy grobie jest mocnym świadectwem, że zapis biblijny odpowiada prawdzie. Kobiety w żydowskiej kulturze pierwszego stulecia nie były wiarygodne a ich świadectwo w sądzie traktowano jako bezwartościowe. Na przykład, jeśli mężczyzna został oskarżony w sprawie, w której jedynym świadkiem była kobieta, to na podstawie jej zeznań on nie mógł zostać skazany. Jeśli relacja zmartwychwstania Jezusa byłaby baśniowo dodana później w zamiarze uwiarygodnienia Chrześcijaństwa, to dlaczego zapisano, że kobiety widziały Go jako pierwsze i świadczyły o pustym grobie, jeśli nie zdarzyło się to rzeczywiście w ten sposób? Kobiety wydały świadectwo o Jego zmartwychwstaniu, w co natychmiast zwątpili Jego męscy uczniowie, a to już wygląda bardzo niezręcznie, gdyż to właśnie ci mężczyźni byli pierwszymi przywódcami Kościoła Chrześcijańskiego. Gdyby zręcznie utkana historia została przez Kościół dodana później, to z pewnością malowałaby tych pierwszych liderów w bardziej przychylnym świetle.

Zdaniem Gregga Easterbrooka „w socjologii starożytnego Bliskiego Wschodu świadectwo kobiet z natury rzeczy uważano za niewiarogodne: na przykład do skazania kobiety winnej cudzołóstwa wystarczały zeznania dwóch mężczyzn, podczas gdy świadectwo kobiet nie stanowiło podstawy do skazania mężczyzny”.

### Rozważmy także na przykład scenę ukazania się zmartwychwstałego Jezusa jego uczniom. Dobry legendziarz zapewne napisałby, że Jezus spektakularnie powrócił, wygłosił doniosłą przemowę lub że był skąpany w świetle i chwale. Tymczasem ewangeliści po prostu odnotowali, iż pokazał się swym uczniom i zapytał: „Dzieciątka, czy macie coś do jedzenia?” (Jana 21:5). Zdaniem uczonego Gregga Easterbrooka „tego rodzaju szczegóły wskazują na prawdziwą relację, a nie na mit”.

### C.S. Lewis (nawrócony autor „Opowieści z Narnii” i krytyk literacki) : Jako historyk literatury jestem święcie przekonany, że Ewangelie na pewno nie są legendami. Odznaczają się zbyt małym artyzmem. (…) Większa część życia Jezusa pozostaje nieznana, a twórcy legendy by na to nie pozwolili.

Jest w NT wiele rzeczy, których nikt by nie wymyślił, bo nikomu nie mogłyby się przydać; rzeczy, o których nie wspomina się wcale, a jeśli już, to tylko w charakterze zagadek. W życiu Chrystusa jest na przykład (wyżej wspomniany przez Lewisa) długi, trwający aż do trzydziestki okres milczenia. Jest to najdłuższe i najbardziej działające na wyobraźnię milczenie Chrystusa. Nie jest to jednak rzecz, którą ktokolwiek skłonny byłby wymyślić, aby udowodnić swoją rację; nikt jak dotąd, o ile mi wiadomo, nie starał się na jej podstawie niczego udowodnić. Jest to coś, co robi wrażenie jako fakt, natomiast nie jest szczególnie popularnym ani oczywistym elementem baśni. Kult bohaterów i prądy mitotwórcze zwykle skłaniały się ku czemuś wręcz przeciwnemu. [Chesterton – „Człowiek Wiekuisty”]

### Już nawet brak opisu samego wychodzenia Jezusa Chrystusa z grobu świadczy o tym, że pierwotny Kościół nie wymyślał fikcyjnych wydarzeń — cóż prostszego, niż stworzyć spektakularną opowieść o opuszczeniu przez Jezusa grobu.

### Fakt, że Józef z Arymatei pochował Jezusa, jest wysoce prawdopodobny, ponieważ był on członkiem Sanhedrynu. Ponieważ w kręgach pierwszych chrześcijan panowała uraza do Żydów z powodu tego, że potępili Jezusa, niemożliwe jest, by uczniowie wymyślili sobie opowieść o pogrzebie z honorami urządzonym przez wrogów (Sanhedryn), lub też że wymyślili postać Józefa z Arymatei, nadali mu imię, umieścili go w Sanhedrynie i powiedzieli, że był odpowiedzialny za pogrzeb. Sanhedryn był zbyt dobrze znany, więc umieszczenie w nim fikcyjnej postaci lub rozpowszechnienie fałszywej wiadomości o jednym z jego członków było nie do przyjęcia.

Dodatkowo sama nazwa miasta z którego pochodził Józef – Arymatea – najprawdopodobniej nie została wymyślona, gdyż jest to miejscowość niemal niewystępująca w Biblii, bez żadnego symbolizmu czy wagi.

### Na kartach NT można spotkać sześc kobiet o imieniu „Maria”. Jest ich tak wiele, że mógł to być potencjalny problem, aby wszystko było zrozumiałe dla czytelnika. Jest to więc kolejna wskazówka, że autorzy najprawdopodobniej nie zmyślali pisząc teksty NT. Jaki bajkopisarz pisząc zmyślone opowiadanie, nadałby sześciu swoim bohaterom takie samo pierwsze imię? Byłby to absurd, praktycznie niespotykany. Wiele więc wskazuje na to, że autorzy NT umieścili w nim sześć Marii, ponieważ po prostu relacjonowali prawdziwe wydarzenia, nie patrząc, czy doprowadzi to do konfuzji czytelników i słuchaczy, czy też nie.

### Bart Ehrman (agnostyk), który jest jednym z najbardziej znanych uczonych specjalizujących się w Nowym Testamencie, w swojej niedawno wydanej książce „Jak Jezus stał się Bogiem”, podaje trzy modele „boskiego człowieka” w kulturze Grecko-Rzymskiej: „bóg, który tymczasowo staje się człowiekiem”, „boskie istoty mające za rodziców boga i śmiertelniczkę”, a także „człowiek, który staje się bogiem bądź istotą boską”. Ehramn przyznaje, że sprawa Chrystusa nie pasuje do żadnego z tych trzech modeli: „Nie znam żadnego przypadku – (człowiek-bóg) – ze starożytnej myśli Greckiej bądź Rzymskiej, gdzie uprzednio już istniejąca istota boska (w tym przypadku Jezus Chrystus) miałaby (jak jest napisane w NT) narodzić się z śmiertelniczki (z Maryi) jako niemowlę.

### Jeśli zmartwychwstanie nie jest faktem, to twoja wiara jest tylko żartem. To jest dokładnie to, co mówi nam Nowy Testament. Św. Paweł w 1Liście do Koryntian pisze:

14 A jeśli Chrystus nie zmartwychwstał, daremne jest nasze nauczanie, próżna jest także wasza wiara. 15 Okazuje się bowiem, żeśmy byli fałszywymi świadkami Boga, skoro umarli nie zmartwychwstają, przeciwko Bogu świadczyliśmy, że z martwych wskrzesił Chrystusa. 16 Skoro umarli nie zmartwychwstają, to i Chrystus nie zmartwychwstał. 17 A jeżeli Chrystus nie zmartwychwstał, daremna jest wasza wiara i aż dotąd pozostajecie w swoich grzechach4. 18 Tak więc i ci, co pomarli w Chrystusie, poszli na zatracenie. 19 Jeżeli tylko w tym życiu w Chrystusie nadzieję pokładamy5, jesteśmy bardziej od wszystkich ludzi godni politowania.

A teraz zastanów się, czy ktoś wymyślający swoją religię, uczyniłby centralny punkt tej wiary możliwym do udowodnienia, że jest fałszem? Zmartwychwstanie Chrystusa było kluczem do obalenia Chrześcijaństwa. Wystarczyło pokazać ciało Jezusa. Nikt nie pokazał.

### Czy jakby historie w NT były wymyślone i wszystko było jednym wielkim spiskiem, to czy występowałyby jakiekolwiek kłótnie pomiędzy pierwszymi chrześcijanami?

6 Nadziwić się nie mogę, że od Tego, który was łaską Chrystusa powołał, tak szybko chcecie przejść do innej Ewangelii. 7 Innej jednak Ewangelii nie ma: są tylko jacyś ludzie, którzy sieją wśród was zamęt i którzy chcieliby przekręcić Ewangelię Chrystusową. 8 Ale gdybyśmy nawet my lub anioł z nieba głosił wam Ewangelię różną od tej, którą wam głosiliśmy – niech będzie przeklęty! 9 Już to przedtem powiedzieliśmy, a teraz jeszcze mówię: Gdyby wam kto głosił Ewangelię różną od tej, którą [od nas] otrzymaliście – niech będzie przeklęty! (List do Galatów)

10 A przeto upominam was, bracia, w imię Pana naszego Jezusa Chrystusa, abyście byli zgodni, i by nie było wśród was rozłamów; byście byli jednego ducha i jednej myśli. 11 Doniesiono mi bowiem o was, bracia moi, przez ludzi Chloe, że zdarzają się między wami spory. 12 Myślę o tym, co każdy z was mówi: „Ja jestem Pawła, a ja Apollosa; ja jestem Kefasa, a ja Chrystusa”. 13 Czyż Chrystus jest podzielony?  (1List do Koryntian)

### W NT znajdują się tzw. chrystofanie czyli ukazywanie się zmartwychwstałego Pana. To co jest ważne, to to, że świadkowie odczuwali wątpliwości. Pisze o tym ks. prof. Waldemar Chrostowski – dyrektor Instytutu Nauk Biblijnych na Uniwersytecie im. Stefana Wyszyńskiego w Warszawie.

„Musimy należycie docenić fakt, że Pismo Święte mówi, iż przy chrystofaniach odczuwano wątpliwości. Gdyby chciano tę sprawę wyretuszować, Ewangelie zawierałyby zgodne opisy całkowitej pewności, ale tak nie jest. Zatem wzmianki o wątpliwościach świadków chrystofanii są, paradoksalnie, argumentem na rzecz prawdziwości świadectw, które zachowały się w czterech Ewangeliach kanonicznych. Wynika z nich, że Jezus zmartwychwstały jest ten sam, ale nie taki sam. Ten sam, bo wcześniej czy później wszyscy stwierdzają, iż spotykają zmartwychwstałego Jezusa. Ale nie taki sam, bo Jego rozpoznanie nie dokonuje się natychmiast, lecz trwa i odbywa się na różne sposoby”.

### Jednym z kryteriów stosowanych przy ustalaniu wiarygodności tekstu pisanego, jest spojrzenie na to, do kogo jest tekst skierowany. Im do szerszego, bardziej rozmytego ogółu dokument jest skierowany, tym bardziej prawdopodobne, że tekst może mijać się z prawdą. Jeśli spojrzymy na NT, to zobaczymy, że wiele pism było skierowanych do konkretnego adresata. Spójrzmy na to jak rozpoczyna się Ewangelia Św. Łukasza:

Wielu już starało się ułożyć opowiadanie o zdarzeniach, które się dokonały pośród nas, 2tak jak nam je przekazali ci, którzy od początku byli naocznymi świadkami i sługami słowa1. 3Postanowiłem więc i ja zbadać dokładnie wszystko od pierwszych chwil i opisać ci po kolei, dostojny Teofilu2, 4abyś się mógł przekonać o całkowitej pewności nauk, których ci udzielono.

Oprócz tego, praktycznie wszystkie Listy Św. Pawła, są skierowane do wąskiej i konkretnej grupy osób: do wspólnoty w Efezie, Rzymie czy innych.

### Styl w jakim napisany jest dany tekst, również wpływa na to, w jakim stopniu możemy mu zaufać. Teksty które nie są napisane w stylu grzecznościowym czy przedstawiające kłótnie, oskarżenia, zyskują na wiarygodności. Przykładowo w 2Kor widzimy spór jaki Św. Paweł prowadził ze wspólnotą w Koryncie:

11 Oszalałem, a wyście mnie do tego zmusili! To wy powinniście wyrażać mi uznanie. W niczym przecież nie byłem mniejszy od „wielkich apostołów”, chociaż jestem niczym.
12 Dowody [mojego] apostolstwa okazały się pośród was przez wielką cierpliwość, a także przez znaki i cuda, i przejawy mocy.

Widzimy dodatkowo jak w swojej obronie Św. Paweł stwierdza, iż czynił cuda wśród koryntczyków. Czy jakby tak nie było, to czy mówiłby to do ludzi, którzy doskonale znali apostoła z wcześniejszej wizyty u nich.

### Uderzającą rzeczą jest, że Jan, Piotr czy Paweł, będący wychowani od małego w wierze w uniwersalizm grzechu piszą o bezgrzeszności Chrystusa:

„On grzechu nie popełnił, a w Jego ustach nie było podstępu”. [1Pt 2:22];

„Nie takiego bowiem mamy arcykapłana, który by nie mógł współczuć naszym słabościom, lecz doświadczonego we wszystkim na nasze podobieństwo, z wyjątkiem grzechu”. [Heb 4:15]

### Od XX wieku możemy stosować do Ewangelii w sposób systematyczny i pogłębiony „kryteria autentyczności historycznej”. Te kryteria (nazywane „wielorakiego świadectwa”, „nieciągłości”, „ciągłości”, „koniecznego wyjaśnienia”) zostały uznane za skuteczne przez wielką część krytyki, także najbardziej radykalnej.  Jeżeli odrzuca się te kryteria autentyczności, które stosuje się do Ewangelii, trzeba stwierdzić, że niemożliwe jest już uprawianie historii w ogóle.

Weźmy, na przykład, kryterium „nieciągłości”, które twierdzi: „Można uznawać za historycznie autentyczny fakt ewangeliczny, który nie może pochodzić ani z żydostwa współczesnego Jezusowi ani ze środowiska pierwotnego Kościoła”. Tym kryterium, przyjmowanym bez dyskusji jednomyślnie przez krytyków, możliwe jest udowodnienie: śmierć Chrystusa na krzyżu („zgorszenie i głupstwo”, a więc niemożliwa do wymyślenia ani przez Żydów, którzy oczekiwali Mesjasza zwycięskiego, ani przez chrześcijan, których wiara była wystawiona na kryzys właśnie przez tę haniebną karę śmierci); chrzest, który zdaje się stawiać Jezusa między grzesznikami i podporządkowywać go Janowi Chrzcicielowi; nakaz dany apostołom, aby nie przemawiali do Samarytan i do pogan, w silnej sprzeczności z podnietą misjonarską, w której pisze się Ewangelie; fragmenty, w których uczniowie i apostołowie są przedstawiani jako tępi w rozumieniu, pełni wad, nawet zdrajcy; oraz wiele innych epizodów i powiedzeń.

*

Niektórzy ludzie mówią, że NT jest pełen sprzeczności. Prawda jest jednak taka, że prawie wszystkie te sprzeczności, czy raczej nieścisłości można wyjaśnić a pozostałe to są drobiazgi. Tak naprawdę jakby wszystko idealnie „grało” w Nowym Testamencie, to sytuacja taka byłaby podejrzana. Wiele autorytetów krytyki biblijnej o tym wspomina.

Znany teolog John A.T. Robinson stwierdza: „Rozbieżności w opowiadaniach paschalnych są dokładnie w rodzaju tych, jakich powinniśmy oczekiwać w autentycznych relacjach. Relacje zaplanowane byłyby o wiele lepiej skoordynowane, a niezgodności starannie zatarte”. Kolejny znaczący biblista, A. Plummer, pisze: „Wbrew pozorom trudność w skoordynowaniu tych opowiadań wskazuje na ich wiarygodność”, a Joachim Jeremias, także słynny badacz Pisma św., dodaje: „Właśnie w rozmaitości osób, okoliczności, miejsc wyraża się naturalna pamięć o godzinach Paschy i tych, które nastąpiły po niej”. W ewangelicznych opisach Zmartwychwstania dominuje ogromna radość i pragnienie dzielenia się wiadomością, że Jezus jest znowu żywy. Tylko dla ludzi, którzy „przez nieprawość nakładają prawdzie pęta” (Rz 1, 18), prawda o Zmartwychwstaniu Chrystusa wydaje się „zgorszeniem i głupstwem” (por. 1 Kor 1, 23).

http://rnz.org.pl/index/?id=5eac43aceba42c8757b54003a58277b5 i inne