Posts Tagged ‘genesis’

bible

Biblia: między mitem a historią. Jest to jeden z rozdziałów książki Anny Świderkówny [Biblia a człowiek współczesny].

„Czym właściwie jest Biblia? Zbiorem mitów czy opowieści historycznych. Ani jednym ani drugim. To wielki księgozbiór na który złożyły się pisma należące do najróżniejszych gatunków literackich. Znajdziemy tam, zarówno fragmenty pisane językiem mitycznym, jak i teksty historyczne. Trzeba zawsze jednak pamiętać, że historia tworzona w czasach starożytnych, różni się bardzo od tego, co rozumiemy pod tym pojęciem dzisiaj”.

„Izrael podobnie jak pozostałe ludy Starożytnego Wschodu nie miał właściwego języka, którym mógłby przekazać swoje refleksje filozoficzne czy teologiczne. Posługiwał się więc obrazowym i symbolicznym językiem mitów, aby wyrazić największe prawdy, a nawet objawienie Boże.”

„Jedyną w Biblii szeroko rozbudowaną bajkę spotykamy w rozdziale IX Księgi Sędziów. Drzewa rozprawiają tam ze sobą, bo postanowiły wybrać króla i nie wiedzą, które z nich ma nim zostać. Co ciekawe, chociaż opowieść ta znalazła się w Piśmie Świętym, nikt nie próbuje dowodzić, że Pismo naucza, iż kiedyś drzewa mówiły i wybierały króla. Dlaczego? Bo w tym przypadku nawet nie wiedząc o tym, umiemy rozpoznać gatunek literacki. Kłopot pojawia się dopiero tam, gdzie go nie rozpoznamy”.

„Autorzy biblijni korzystali z języka mitycznego, jednak bardzo starannie oczyszczali cegiełki przejęte ze świata pogańskiego”.

„Przyznaję, że rozdział pierwszy Księgi Rodzaju raczej mnie denerwował. Złościł mnie tak długo, póki nie zobaczyłam go na tle mitologii bliskowschodniej z której przecież wyrasta. Wtedy dopiero oceniłam podobieństwa i różnice”.

„To co czytamy w Biblii, aż do połowy czwartego wersetu rozdziału drugiego ma formę hymnu liturgicznego na cześć jedynego Stwórcy nieba i ziemi. Wszystko jest tu stworzone, także to co i gdzie indziej, nie tylko na Bliskim Wschodzie, ale i w Grecji było uznawane za bóstwa: ciała niebieskie, Słońce, księżyc, gwiazdy. W tekście biblijnym są to lampy, które Bóg wiesza na sklepieniu nieba, żeby pomagały ludziom tworzyć kalendarz i odróżniać dzień od nocy”.

„Wszystkie znane mi kosmogonie są zarazem teogoniami, co oznacza, że powstawanie świata ściśle wiąże się z narodzinami bogów. To dlatego, że rodzą się coraz to nowi bogowie, powstaje niebo, Ziemia, księżyc, gwiazdy, morze i wszystko inne. Początek Księgi Rodzaju to jedyny tekst w którym mowa jest tylko o kosmogonii. Nie znajdujemy w niej genealogii Boga. Nie słyszymy, aby miał On żonę albo żony. Nie dowiadujemy się niczego o Jego dzieciach. I nas to nie zdumiewa, gdyż myślimy zawsze w kategoriach monoteizmu […] Trzeba uświadomić sobie, że kiedy ten tekst powstał, prawdopodobnie na przełomie VI i V wieku przed naszą erą, nigdzie w znanym mi świecie starożytnym takiego Boga nie było. I to jest naprawdę zadziwiające”.

„Nie bójmy się zatem tego, co mityczne. Nie szukajmy w pismach sprzed wielu wieków naszego rozumienia historii. Nie próbujmy decydować, jakimi gatunkami literackimi Bóg ma prawo się posługiwać. Wsłuchajmy się raczej w Jego słowo, które w swej dobroci sam  zechciał wcielić w słowo ludzkie”.

CAŁY ROZDZIAŁ PONIŻEJ. CZYTA KRYSTYNA CZUBÓWNA.

Anna Świderkówna (1925 – 2008) – polska historyk literatury, filolog klasyczny, papirolog, biblistka, tłumaczka, oblatka tyniecka; profesor Uniwersytetu Warszawskiego, popularyzatorka wiedzy o antyku i Biblii. Ponad 30 lat kierowała Katedrą Papirologii (późniejszym Zakładem Papirologii) UW.

Reklamy

Seria „ARGUMENTY ZA WIARĄ” ma na celu pokazanie, że chrześcijaństwo i ogólnie wiara w Boga nie jest czymś co wymaga całkowitego wyłączenia myślenia. Cykl ten może nie da niezbitego 100% dowodu na istnienie Boga (nie taki jest jego cel), lecz powinien sprawić, aby przynajmniej niektóre osoby niewierzące zmieniły swoją postawę z bezmyślnego wyśmiewania chrześcijaństwa w założenie, że „być może coś w tym jest”. Z kolei osoby już wierzące być może wzmocnią swoją wiarę po kolejnych wpisach z tej serii.

babylon-5

(…) wtedy to Jahwe Elohim ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego stał się czło­wiek istotą żywą (Rdz 2,7).

Bóg, lepiący człowieka z gliny lub z ziemi, to motyw częsty na Bliskim Wschodzie. Codzienna obserwacja wykazywała, jak łatwo pod zręczną ręką rzemieślnika powstawały z tego nieefektownego materiału śliczne nieraz formy, przeróżne naczynia i figurki. Według jednego z egipskich mitów również człowieka ukształtował z gliny na kole garncarskim bóg Chnum. Podobne wyobrażenia spotykamy także w Mezopotamii.

Jahwista (autor drugiego opisu stworzenia z Biblii) należał niewątpliwie do elity umysłowej Jerozolimy. Nie umiemy ustalić, co czytał i czy w ogóle miał bezpośredni dostęp do bogatej literatury asyryjsko-babilońskiej. Jest w każdym bądź razie pewne, że jeśli nie wprost, to przynajmniej przez przekłady, parafra­zy i przeróbki znał z niej niemało i potrafił to dla własnych celów po mistrzowsku wykorzystać.

Mówiliśmy już o wielkim babilońskim poemacie Enuma elisz, który głosił chwałę boga Marduka. Dziełem jeszcze starszym i bardziej czcigodnym jest utwór, zwany przez nas od imienia głównego bohatera – Athrahasis (albo Atarhasis czy Atramhasis). Powstał on zapewne w XVIII w., najstarszy zaś jego tekst, a przy tym najdłuższy i najlepiej zachowany, został sporządzony przez pisarza imieniem Kasap-Aya (a może Nur-Aya, bo pierwszy znak nie jest całkiem oczywisty) za panowania czwartego z kolei następcy Hammurabiego, króla Ammi-saduqa, tzn. w latach 1646 – 1626. Sam poemat jest najdawniejszą znaną nam próbą zrozumienia prawdy o człowieku, próbą sformułowania odpowiedzi na pytanie, skąd się wziął i jaki jest właściwy cel jego życia. Nie chodzi tu o stworzenie świata, nieba i ziemi, ale właśnie o człowieka. Wszystko na nim się koncentruje.

Pod tym względem opowieść Jahwisty jest bliska ujęciu Atrahasis. Również dla autora biblijnego najistotniejsze jest stworzenie człowieka. Wszystko, co zostaje stworzone później, odnosi się bezpośrednio do niego, jest niejako zawarte w samym akcie stwórczym, który człowieka powołuje do życia.

Pierwsze wiersze Atrahasis opowiadają o dwóch grupach bogów, starszych, Anunnaki, i młodszych, Igigi:

Kiedy bogowie stwarzali człowieka, byli zmuszani do pracy i bardzo się trudzili, srogi był ich trud, a praca bardzo ciężka i nieskończone ich mozoły gdy wielcy Anunnaki nakładali na Igigi siedmiokrotne prace (1,1–4).

Wykorzystywani tak okrutnie, wyczerpani do cna Igigi zbuntowali się wreszcie przeciw swym potężnym pobratymcom. Zagrożeni Anunnaki wpadli w panikę, która pogłębiła się jeszcze po daremnych próbach ugłaskania buntowników. W końcu bogu Ea przyszedł do głowy dobry pomysł:

Ea otworzywszy usta zwrócił się do bogów, swoich braci: Dlaczego mamy ich obwiniać? Ciężka była ich praca, nieskończone mozoły…

Jest jednak na to rada. Wystarczy stworzyć człowieka.

To on będzie dźwigał jarzmo bogów, będzie dźwigał jarzmo Igigi, to człowiek zostanie obciążony ich pracą (c 1–12).

Na takie rozwiązanie zgodzili się wszyscy chętnie. I oto z gliny zmieszanej z ciałem i krwią zabitego boga We stworzony został człowiek.

Z zachowanego tekstu nie wynika jednoznacznie, kim był ów bóg We. Może przywódcą buntowników? W poemacie Enuma elisz stworzenie człowieka przedstawione jest w podobny sposób, tyle tylko, że – ponieważ jest to poemat na cześć Marduka – właśnie Marduk znajduje rozwiązanie trudności. Cel jest taki sam jak wynika to niedwuznacznie ze słów Marduka:

Stworzę człowieka, aby obciążyć go pracami bogów i aby bogowie odzyskali swobodę. Chcę upiększyć ich istnienie, aby nawet podzieleni na dwie grupy cieszyli się czcią jednakową (Enuma elisz VI 7–10).

Tu także zostaje do tego dzieła użyta krew boga, tym razem straszliwego Kingu, który jest przywódcą i jakby uosobieniem wszystkich sił niszczycielskich, zagrażających ładowi nowego świata.

Tak więc, według Jahwisty i według poematów babilońskich, człowiek łączy w sobie pierwiastek ziemski i boski. W micie blisko­wschodnim ów pierwiastek boski jest zarazem zły, zło tkwi zatem w samej na­turze człowieka. Całkiem inaczej widzi to Jahwista. U niego człowiek otrzymuje od Boga „tchnienie życia”. Chodzi tutaj po prostu o cud życia. Nie znaczy natomiast wcale, że Bóg „tchnął duszę” w ludzkie ciało. Tekst hebrajski, tłumaczony dosłownie, mówi, że właśnie dzięki temu „tchnieniu życia” sam człowiek stał się „żyjącą duszą”, czyli – jak my byśmy to powiedzieli – żywą istotą. Jahwista nie próbuje tłumaczyć, że człowiek „składa się” z duszy i ciała. Stworzeniem Boga jest cały człowiek w swej jedności psychofizycznej. Brak tu jakiejkolwiek podstawy do uznania wyższości tego, co duchowe, nad tym, co cielesne.

Druga zasadnicza różnica między opowieścią biblijną a wyobrażeniami babilońskimi to cel stworzenia człowieka. Mardukowi i Ea chodzi o uwolnienie bogów od uciążliwej pracy, o znalezienie kogoś, kto „przejmie ich jarzmo”. U Jahwisty człowiek jest wprawdzie stworzony do pracy (wbrew fałszywej, a powszechnie przyjętej opinii, raj nie jest miejscem, „gdzie się nic nie robi”), lecz praca ta nie jest jego obciążeniem, ale powołaniem i służyć ma przede wszystkim jemu samemu. Żeby się przekonać o słuszności tego twierdzenia, wystarczy przypomnieć sobie, że to właśnie dla człowieka Jahwe Elohim zasadził na pustynnej ziemi ogród, a w nim wszelkie drzewa miłe z wyglądu i smaczny owoc rodzące. W ogrodzie tym umieścił człowieka po to, aby go doglądał, pozwalając mu przy tym jeść owoce z wszystkich drzew, oprócz owoców z drzewa poznania dobra i zła, bo gdy z niego spożyjesz, niechybnie umrzesz (Rdz 2,8 – 15,17). Człowiek korzystając z ogrodu sprawuje jednocześnie nad nim pieczę w imieniu nie tylko własnym, ale i Tego, kto ten ogród zasadził.

[Admin: Pesymizm w opisach powstania człowieka nie dotyczy oczywiście tylko powyższych dwóch mitologii. Przykładowo w zaratusztrianizmie w jednej z wersji mitów z potu Ormuzda walczącego z Arymanem przyszedł na świat pierwszy człowiek, Kajomars [1]. Z kolei w mitologii greckiej człowiek powstaje z popiołów pozostałych po unicestwionych przez Zeusa Tytanach, którzy to wcześniej rozszarpali, ugotowali i zjedli Dionizosa[2]].

ANTROPOMORFICZNE PRZEDSTAWIENIE BOGA /zarzuty/

Czytając tekst Jahwisty mamy ochotę nieraz uśmiechnąć się z pobłażaniem dla naiwności autora, który tak bardzo antropomorficznie przedstawia swego Boga. Nie tylko „ulepił” On człowieka, „ulepił” zwierzęta, lecz za chwilę także uśpi mężczyznę, by wyjąć mu jedno żebro, potem zaś przy wieczornym chłodnym wietrzyku będzie się przechadzał w ogrodzie, by wreszcie wygnanym z raju ludziom sporządzić ze skór odzienie (Rdz 2,7. 19.21; 3,8.21). W poczuciu naszej wyższości zapominamy zbyt łatwo, że w czasach Jahwisty (ok. X w. p.n.e.) nie znano jeszcze pojęć abstrakcyjnych, nie wykształcił się jeszcze język filozoficzny. Hebrajczycy zresztą z zasady posługiwali się konkretami.

Jak wyrazić, że Bóg jest osobą, a nie jakąś bezosobową siłą, skoro nie ma w ogóle pojęcia „oso­by”? Najłatwiej było przedstawić Go po prostu postępującego jak człowiek. Wieczorna przechadzka Boga po ogrodzie ma ukazać, jak bliski jest On ludziom, a serdeczna troska, którą otacza nawet grzeszników wygnanych z raju, znajduje swój wyraz w sporządzeniu dla nich odzieży [troskę tą widać także w opisie potopu kiedy „Jahwe zamknął drzwi arki” za Noem”]. Gdybyśmy dzisiaj pisali na ten temat, na pewno ujęlibyśmy to inaczej. Musimy jednak nauczyć się myśleć tak, jak autor biblijny, jeśli chcemy naprawdę zrozumieć, co ma nam do powiedzenia. Bez tego stracimy wiele.

[1] Andrzej M. Kempiński: Słownik mitologii ludów indoeuropejskich. Poznań: KW SAWW, 1993, s. 214.

[2] The Greek World by Anton Powell (Sep 28, 1997) , s. 494.

http://ps-po.pl/stworzenie-czlowieka/

ZOBACZ–> https://znanichrzescijanie.wordpress.com/2014/11/13/argumenty-za-wiara50-zadziwiajaca-geneza-czlowieka-w-biblijnm-opisie-stworzenia/

A TAKŻE–> https://znanichrzescijanie.wordpress.com/2014/11/27/argumenty-za-wiara50a-czlowiek-zostal-stworzony-na-obraz-boga/

https://strangetriumph.wordpress.com/2013/11/10/on-the-seventh-day-god-rested-and-humanity-began-to-rule/

Seria „ARGUMENTY ZA WIARĄ” ma na celu pokazanie, że chrześcijaństwo i ogólnie wiara w Boga nie jest czymś co wymaga całkowitego wyłączenia myślenia. Cykl ten może nie da niezbitego 100% dowodu na istnienie Boga (nie taki jest jego cel), lecz powinien sprawić, aby przynajmniej niektóre osoby niewierzące zmieniły swoją postawę z bezmyślnego wyśmiewania chrześcijaństwa w założenie, że „być może coś w tym jest”. Z kolei osoby już wierzące być może wzmocnią swoją wiarę po kolejnych wpisach z tej serii.

god-touches-adam

Szósty dzień przynosi stworzenie zwierząt lądowych i człowieka. Pozwala to sądzić, że autor zdawał sobie sprawę z naszego pokrewieństwa z tą właśnie częścią świata zwierzęcego. Człowiek zostaje jednak potraktowany w sposób całkiem odmienny od wszystkiego, co Bóg stworzył przed nim. Stwórca podejmuje tutaj najwyraźniej decyzję wyjątkowej wagi i dlatego zapewne przemawia w liczbie mnogiej:

Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam (Rdz 1,26).

Ze wszelkich prób wyjaśnienia tej niezwykłej formy najprawdopodobniejsze wydaje się przypuszczenie, że jest to tzw. pluralis deliberatio­nis, liczba mnoga wyrażająca proces zastanawiania się, podejmowania decyzji (my też czasem mówimy do siebie, nawet wtedy, gdy jesteśmy sami: Zastanówmy się, co mam zrobić). Szczególną doniosłość tego ostatniego dzieła stwórczego podkreśla może jeszcze mocniej wer­set 27:

Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boga go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę (Rdz 1,27).

Aż trzykrotnie występuje tu ów nader rzadki i „zastrzeżony” wyłącznie dla Boga czasownik bara’.

Słowa mówiące o stworzeniu człowieka na obraz Boga odegrały w dziejach naszej kultury rolę, jakiej ich autor nie mógł z pewnością przewidzieć. Stały się one bowiem punktem wyjścia dla niezliczonych komentarzy, rozważań, całych systemów teologicz­nych, filozoficz­nych i antropologicznych, budowanych nieznużenie przez blisko dwa i pół tysiąca lat. Bez względu jednak na wszelkie dalsze możliwe do wysnucia wnioski dość łatwo jest, jak się zdaje, uchwycić własną, podstawową myśl autora. To podobieństwo do Boga łączy on przecież w sposób wyraźny z nakazem panowania nad całym światem zwierzęcym (Rdz 1,26 i 28). Człowiek, stworzony na obraz Boga, staje się niejako namiestnikiem, sprawującym w imieniu Stwórcy władzę nad resztą stworzenia. A tego rodzaju władza – jak władza każdego namiestnika ustanawianego przez króla – oznacza przede wszystkim odpowiedzialność.

Człowiek, hebrajski ha’adam, to podobnie jak po polsku zarówno jeden określony człowiek, jak i cały rodzaj ludzki. P [autor pierwszego opisu stworzenia] nie próbuje opowiedzieć, w jaki sposób Bóg stwarzał człowieka, mówi natomiast, że stworzył go mężczyzną i niewiastą, dosłownie nawet istotą męską i żeńską. Tekst ten zakłada podstawową równość mężczyzny i kobiety, co w świecie P było pojęciem rewolucyjnym. Wskazuje również, że człowiek jest stworzony jeden dla drugiego, stworzony do wspólnoty i dla wspólnoty. A można nawet odgadywać, że właśnie to stworzenie „dla” czyni zeń obraz Boga (jest przecież stworzony również dla innych stworzeń, do panowania nad nimi).

Stworzony przez Boga, człowiek także otrzymuje Boże błogosławieństwo. Dotyczy ono (jak i w przypadku zwierząt) przede wszystkim płod­ności. Stoi też u początku długiego łańcucha następujących po sobie pokoleń (por. genealogie w Rdz 5 i 10). Odmiennie jednak od zwierząt, te następujące po sobie ludzkie pokolenia – to również długie szeregi imion. A takie kolejno po sobie notowane imiona – to już pierwsza, nieporadna jeszcze, karta historii. Można by więc powiedzieć, że w pewien sposób cała historia ludzkiej rodziny wyrasta z owego błogosławieństwa, jakiego Bóg udzielił człowiekowi „na początku”.

A gdy [Bóg] ukończył w dniu szóstym swe dzieło, nad którym pracował, odpoczął dnia siódmego po całym swym trudzie, jaki pod­jął (Rdz 2,2).

Czasownik hebrajski mówi tu jednak nie tyle o odpoczynku, co raczej o radosnym świętowaniu zakończenia pracy. Bóg jest jak artysta, który odłożywszy wreszcie pędzel lub dłuto siada przed swoim dziełem, by je z radością w spokoju kontemplować. I dlatego też pobłogosławił ów siódmy dzień i uczynił go świętym.

Anna Świderkówna (1925 – 2008) – polska historyk literatury, filolog klasyczny, papirolog, biblistka, tłumaczka, oblatka tyniecka; profesor Uniwersytetu Warszawskiego, popularyzatorka wiedzy o antyku i Biblii. Ponad 30 lat kierowała Katedrą Papirologii (późniejszym Zakładem Papirologii) UW.

http://ps-po.pl/uczynmy-czlowieka-na-nasz-obraz/

ZOBACZ TAKŻE–> https://znanichrzescijanie.wordpress.com/2014/11/13/argumenty-za-wiara50-zadziwiajaca-geneza-czlowieka-w-biblijnym-opisie-stworzenia/

Seria „ARGUMENTY ZA WIARĄ” ma na celu pokazanie, że chrześcijaństwo i ogólnie wiara w Boga nie jest czymś co wymaga całkowitego wyłączenia myślenia. Cykl ten może nie da niezbitego 100% dowodu na istnienie Boga (nie taki jest jego cel), lecz powinien sprawić, aby przynajmniej niektóre osoby niewierzące zmieniły swoją postawę z bezmyślnego wyśmiewania chrześcijaństwa w założenie, że „być może coś w tym jest”. Z kolei osoby już wierzące być może wzmocnią swoją wiarę po kolejnych wpisach z tej serii.

space1

Jeszcze sto pięćdziesiąt lat temu nasza znajomość cywilizacji Bliskiego Wschodu była niepomiernie uboższa. Dopiero w połowie XIX w. archeologowie angielscy odkryli w ruinach Niniwy, dawnej stolicy Asyrii, ogromną bibliotekę króla Assurbanipala (668–627 r. p.n.e.). Znaleziono tam ok. 25000 tabliczek glinianych, pokrytych pismem klinowym. Pozwoliły one nam poznać wielkie poematy mitologiczne, mówiące także o początkach świata i człowieka. Biblioteka jest z VII w., ale niektóre z odkrytych w niej poematów pochodzą z czasów znacznie dawniejszych. Okazało się tymczasem, że pojawia się w nich wiele motywów i tematów znanych nam dotychczas tylko z Biblii. Pierwsze wrażenie było ogromne. Czyżby Biblia powtarzała jedynie to, co inni dużo wcześniej wymyślili? Trzeba było długich lat badań i wiele głębszego wniknięcia w całą literaturę blisko­wschodnią (w tym również w poznawane coraz lepiej teksty egipskie), by ocenić właściwie dzieło autorów hebrajskich, by nie tylko zrozumieć, że znali oni dobrze mitologiczną tradycję swoich sąsiadów, lecz także dojrzeć, w jaki sposób wybierali z niej cegiełki na własny użytek, budując z nich dzieło własne i zadziwiająco oryginalne.

U naszego P, kapłańskiego autora Rdz 1,1 – 2,4a, odnajdujemy bez trudu echa wielkiego poematu na cześć Marduka, głównego boga Babilonu. Pierwsze słowa tego poematu brzmią Enuma elisz („Kiedy w górze”) i one też pełnią rolę tytułu. Wszystko zaczyna się w czasach, kiedy nie było jeszcze niczego, bo nic nie otrzymało jeszcze imienia (a imię w tym świecie zawiera w sobie istotę każdej rzeczy, tak że to, co nie ma imienia, po prostu nie istnieje). Rozciągały się tylko szeroko niezmierzone połacie wód, wód słodkich i życiodajnych, które były zarazem prabogiem Apsu, oraz wód słonych, groźnych i niszczycielskich (jak morze zalewające nieraz uprawne ziemie Mezopotamii), które były zarazem praboginią Tiamat.

Kiedy w górze nieba nie były jeszcze nazwane, kiedy w dole ziemia nie miała imienia, kiedy pradawny Apsu, który spłodził bogów, kiedy Tiamat, która ich wszystkich zrodziła, mieszali bez rozróżnienia swoje wody, kiedy trzcin na bagnach jeszcze nie widziano, kie­dy nie pojawił się jeszcze żaden z bogów, bo nie otrzymali imienia ani wyznaczonego im losu, wtedy to narodzili się bogowie z łona Apsu i Tiamat…

W poemacie tym, podobnie zresztą jak i w całej mitologii, nie tylko bliskowschodniej, lecz również greckiej, kosmogonia jest jednocześnie teogonią, czyli, mówiąc inaczej, narodziny wszechświata są zarazem narodzinami bogów. A właściwie: narodziny bogów zawarte są w kształ­towaniu wszechświata, bogowie nie istnieją poza nim, ale i wszechświat „staje się” dzięki ich narodzinom. Enuma elisz wyś­piewuje cały łańcuch kolejnych związków między bogami, kolejnych, niezliczonych narodzin. Wreszcie młodzi bogowie buntują się i zabijają starego Apsu. Tiamat wypowiada im wówczas srogą wojnę, wydając ze swego łona straszliwe potwory. Zagrożeni zwracają się do jednego z najmłodszych, lecz i najpotężniejszego w swoim gronie, do Marduka. I on podejmuje się pokonać Tiamat, ale pod warunkiem, że po zwycięstwie zostanie królem nad całym światem i nad wszystkimi bogami. Poemat opiewa następnie walkę, zwycięstwo i chwałę Marduka.

Enuma elisz jest długim poematem, obejmuje aż siedem tabliczek, po około 150 wierszy każda. W czwarty dzień świąt Nowego Roku główny kapłan Marduka w Babilonie stawał przed posągiem swego boga i z podniesioną ręką wygłaszał, a może raczej wyśpiewywał, wiersz po wierszu, cały Enuma elisz. A miało to znaczenie dużo większe, niż nam by się to mogło wydawać. Każde bowiem święto Nowego Roku odnawiało niejako i aktualizowało owe zwycięstwo sprzed początku czasów, odniesione nad siłami chaosu uosobionymi w Tiamat, która mimo wszystko nadal pozostawała w jakiś sposób groźna.

W VI w. synom Izraela, żyjącym na wygnaniu w Babilonie Marduk musiał wydawać się bardzo potężny. Przecież król Babilonu nie tylko zdobył Jerozolimę i uprowadził do niewoli jej króla, lecz nawet zburzył Świątynię Jahwe. To ostatnie było najstraszniejsze, dla wszystkich wokół stanowiło bowiem niepodważalny dowód, że Marduk jest silniejszy od Jahwe!* Monoteizm żydowski nie był jeszcze w tym czasie ani tak nieugięty, ani tak jasno wykrystalizowany, jak sobie to zazwyczaj wyobrażamy. Był też zjawiskiem całkiem wyjątkowym. Nic też dziwnego, że wielu synów narodu wybranego ulegało często pokusie oddawania kultu także innym bogom. A cóż dopiero w Babilonii, gdzie kulty te były także świetne, barwne i pełne życia, gdzie Jahwe zdawał się ginąć w cieniu Marduka… I właśnie tu kapłani Izraela podjęli trud przemyślenia i ponownego odczytania całej historii swego ludu aż od samych początków, od pradziejów świata.

Jeden z tych kapłanów jest autorem pierwszej stronicy Biblii. Można odgadywać, że kiedy pisał swój hymn na cześć Jedynego (bo hymnem jest to, co napisał), miał przed oczami – jeśli nie ciała, to przynajmniej duszy – owego kapłana Marduka, recytującego w święto Nowego Roku Enuma elisz. Chciał mu się może w ten sposób przeciwstawić, chciał pokazać Boga Izraela jako prawdziwego Stwórcę i Władcę wszechświata. By to uczynić, nie wahał się sięgać po najróżniejsze materiały z literatury świata otaczającego. Oczyszczał je wszakże starannie z wszelkich śladów politeizmu w sposób, który nieraz uchodzi naszej uwadze, tak bardzośmy wszyscy, nawet nasi ateiści, nawykliśmy myśleć w kategoriach monoteizmu.

Anna Świderkówna (1925 – 2008) – polska historyk literatury, filolog klasyczny, papirolog, biblistka, tłumaczka, oblatka tyniecka; profesor Uniwersytetu Warszawskiego, popularyzatorka wiedzy o antyku i Biblii. Ponad 30 lat kierowała Katedrą Papirologii (późniejszym Zakładem Papirologii) UW.

—————————–

KLUCZOWE RÓŻNICE POMIĘDZY BIBLIJNYM OPISEM STWORZENIA A MITOLOGIĄ STAROŻYTNĄ:

1. GENESIS JEST HISTORIĄ MONOTEISTYCZNĄ, CHOĆ KSIĘGA TA POWSTAŁA W CZASACH POWSZECHNEGO POLITEIZMU.

2. BÓG NIE JEST CZĘŚCIĄ WSZECHŚWIATA/NATURY. POWSTANIE KOSMOSU NIE JEST RÓWNOZNACZNE Z POWSTANIEM BOGA/BOGÓW. ŚWIAT JEST STWORZENIEM BOGA, A WIĘC NIE NALEŻY MU SIĘ CZEŚĆ.

[dodatkowo należy dodać, że nie dość, że Żydzi nie mogli oddawać czci ciałom niebieskim itp, to w dodatku nie mieli prawa tworzyć sobie posążków Boga Jahwe, co było OGROMNIE uciążliwe i nienaturalne dla ludzi tamtych czasów + nie mogli nawet Imienia Boga wymawiać. SAMI SOBIE WYMYŚLILI TAKIEGO „NIEWYGODNEGO” BOGA?]

3. W BIBLII BÓG NIE JEST ABSOLUTEM WYDEDUKOWANYM PRZEZ MYŚL FILOZOFÓW, ANI MOCARZEM MITOLOGICZNYCH POEMATÓW. NIE MA ON ŻADNYCH RODZICÓW ANI PRARODZICÓW, ŻADNEJ GENEALOGII, NIE MA MAŁŻONKI, NIE MA NAWET DWORU. I TYM JUŻ ODRÓŻNIA SIĘ W SPOSÓB ZNACZĄCY OD WIELKIEGO MARDUKA I JEGO BOSKICH TOWARZYSZY Z ENUMA ELISZ, LECZ I OD WSZYSTKICH INNYCH BOGÓW CAŁEGO OTACZAJĄCEGO ŚWIATA. PRZYKŁADOWO: OZYRYS CZY ADONIS. WYSTARCZY RZUT OKA ŻEBY ZOBACZYĆ, ŻE TO SĄ PO PROSTU BAJKI. CO GORSZA ICH BOHATEROWIE SĄ PRAWIE ZAWSZE ZDEGENEROWANI MORALNIE, NAJPEWNIEJ DLATEGO, ŻE TWÓRCY TYCH BAJEK SAMI BYLI ZAZWYCZAJ NIE LEPSI. PORÓWNAJ TO TERAZ DO PROROKÓW ST PRZEMAWIAJĄCYCH (JAK SAMI WIELOKROTNIE PRZYPOMINALI) W IMIENIU BOGA, KTÓRZY NON STOP NAWOŁYWALI O SPRAWIEDLIWOŚĆ I POTĘPIALI BOGACZY I UCISKAJĄCYCH.

4. OPTYMISTYCZNA WIZJA POWSTANIA CZŁOWIEKA. LUDZIE SĄ PRZYCZYNĄ (A PRZYNAJMNIEJ JEDNĄ Z PRZYCZYN) DLA KTÓREJ ISTNIEJE ŚWIAT, A NIE PRZYPADKIEM POWSTAŁYM W NIECHLUBNY SPOSÓB.

5. KOBIETA I MĘŻCZYZNA SĄ SOBIE RÓWNI, CHOĆ KSIĘGA TA POWSTAWAŁA W CZASACH KIEDY TAKA RÓWNOŚĆ OCZYWIŚCIE NIE ISTNIAŁA.

6. ISTNIENIE ZADZIWIAJĄCO GŁĘBOKICH TEOLOGICZNIE PRZEKAZÓW. ZWŁASZCZA DWA: POWSTANIE CZŁOWIEKA NA OBRAZ BOŻY, A TAKŻE KOBIETA I MĘŻCZYZNA STAJĄCY SIĘ JEDNYM CIAŁEM, CO TŁUM. NA JĘZYK DZISIEJSZY NALEŻY ROZUMIEĆ JAKO JEDEN ORGANIZM/ISTOTĘ LUDZKĄ.

* BABILON był nieporównywalnie potężniejszy od narodu żydowskiego. Marduk miał dużo więcej wyznawców niż Bóg Izraelitów. Gdzież jest jednak dzisiaj Marduk i jego wyznawcy? A gdzież Babilon? Żydzi natomiast wciąż istnieją (pomimo tylu prześladowań i rozproszeń). Chrześcijanie z kolei (będący niejako spadkobiercami Izraelitów w ich kulcie) żyją na całym świecie, dosłownie w każdym kraju globu. Żeby tego było mało wszystko to było przepowiedziane przez Boga w Biblii co najmniej w VI wieku p.n.e. Przez ciebie będą otrzymywały błogosławieństwo ludy całej ziemi (Rdz 12:3) rzekł Bóg do Abrahama. A w innym natomiast miejscu:

To zbyt mało, iż jesteś Mi Sługą dla podźwignięcia pokoleń Jakuba i sprowadzenia ocalałych z Izraela! Ustanowię cię światłością dla pogan, aby moje zbawienie dotarło aż do krańców ziemi (Iz 42:6)

A teraz pytanie (a nawet dwa). Jakie było prawdopodobieństwo, że proroctwo o powszechności wiary na całym globie – w Boga Jahwe – zostanie wypełnione? Jakie było prawdopodobieństwo, że Żydzi przetrwają do dnia dzisiejszego – zachowując kulturę, tożsamość i przede wszystkim religię –  skoro tyle dużo potężniejszych ludów wyginęło? Zwłaszcza, że żaden naród w historii świata nie był tak intensywnie prześladowany jak Izraelici.

http://ps-po.pl/rola-mitow-poganskich-w-ksiedze-rodzaju/

Seria „ARGUMENTY ZA WIARĄ” ma na celu pokazanie, że chrześcijaństwo i ogólnie wiara w Boga nie jest czymś co wymaga całkowitego wyłączenia myślenia. Cykl ten może nie da niezbitego 100% dowodu na istnienie Boga (nie taki jest jego cel), lecz powinien sprawić, aby przynajmniej niektóre osoby niewierzące zmieniły swoją postawę z bezmyślnego wyśmiewania chrześcijaństwa w założenie, że „być może coś w tym jest”. Z kolei osoby już wierzące być może wzmocnią swoją wiarę po kolejnych wpisach z tej serii.

god-touches-adam

Skorzystajmy z okazji, żeby sobie przypomnieć, jak ważne prawdy przekazuje nam ten pozornie naiwny opis stworzenia człowieka, jaki znajduje się w Piśmie Świętym. Otóż zupełnie rewolucyjna, w porównaniu do różnych mitów pogańskich, jest tu prawda, że stworzeniem człowieka zajął się sam Bóg. Przypomnijmy sobie mnogość mitów greckich o początkach człowieka, a w żadnym z nich ludzie nie odważali się nawet pomyśleć o tym, że sam Bóg najwyższy mógłby postanowić nasze pojawienie się na tym świecie. Pierwszego człowieka ukształtował – według jednego mitu – Hefajstos, według innego – Prometeusz. Według jeszcze innego mitu pierwsi ludzie urodzili się z kamieni, jakie rzucali za siebie tytani Deukalion i Pyrra. Istnieje nawet taki szczególnie pesymistyczny mit, według którego pierwsi ludzie wyrośli z zasadzonych w ziemi zębów smoka, czyli z czegoś najbardziej odrażającego co się da pomyśleć.

Tymczasem biblijny opis stworzenia człowieka przeniknięty jest dogmatem, że człowiek jest tym Bożym stworzeniem, na którym spoczęła szczególna miłość Boga. Opis przekazuje nam to w ten sposób, że nie tylko sam Bóg powołał człowieka do istnienia, ale jego stworzeniu poświęcił szczególnie wiele uwagi.

Co więcej, w tym pozornie naiwnym opisie znalazł się głęboki teologicznie przekaz, że człowiek został stworzony na obraz i podobieństwo samego Boga.

Jeszcze więcej odsłonił nam ten prosty tekst biblijny, kiedy bibliści odkryli jego odniesienia do babilońskiego mitu o powstaniu człowieka. Mianowicie według poematu „Enuma Elisz” pierwsi ludzie zostali ukształtowani z krwi sprzyjającego smokowi Tiamat boga Kingu (według innej wersji, z gliny zmieszanej z krwią tego boga). Od razu widzimy skrajnie pesymistyczną ideę tego mitu: ludzie to takie nieszczęsne istoty, które już od samego początku są przeniknięte ciemnością i chaosem. Myślę, że teoria ewolucyjnego pochodzenia człowieka, jeśli ją połączyć z materialistycznym dogmatem o rzekomo czysto zwierzęcej naturze człowieka, ma sporo pokrewieństwa z tym babilońskim mitem. W innym języku wyraża to samo przeświadczenie, jakoby niemoralność i duchowy chaos były w człowieku pierwotne w stosunku do tego wszystkiego, co w naszym własnym człowieczeństwie uważamy za najcenniejsze.

Jakżeż jasna i radosna jest na tle mitu babilońskiego prawda biblijna: Sam Bóg stworzył człowieka! A stworzył dlatego, że chciał nam udzielić podobieństwa do samego Siebie! Kiedy zaś stworzył, nie miał najmniejszej wątpliwości, że „wszystko, co uczynił, było bardzo dobre” (Rdz 1,31)! Z ręki Stwórcy człowiek wyszedł bowiem jako święty i bezgrzeszny, grzech pojawił się w nas dopiero później, z naszej winy, choć nie bez wpływu grzechu popełnionego w świecie stworzeń wyższych od człowieka (Rdz 3,1-6).

Obraz Boga lepiącego człowieka z gliny wydaje się wielu ludziom naiwny. A oto jakie głębie dostrzegł w tym obrazie święty Ireneusz (w roku mniej więcej 180!): „Bóg ukształtował człowieka własnymi rękami, to znaczy przez Syna i Ducha Świętego… i wycisnął na ukształtowanym ciele własną formę, w taki sposób, aby nawet to, co widzialne, miało Boski kształt”.

EWOLUCJA MÓWI NAM, ŻE CIAŁO CZŁOWIEKA POWSTAŁO Z ZIEMI/MATERII NIEOŻYWIONEJ. BIBLIA TEMU NIE PRZECZY.

Natomiast ten szczegół opisu biblijnego, że człowiek został ukształtowany z ziemi, przypominał nauczycielom Kościoła, że człowiek jest częścią przyrody i jako taki został szczególnie wezwany do tego, żeby być kapłanem wszystkich stworzeń nierozumnych, powołanym do oddawania Bogu chwały w imieniu całej ziemi i wręcz całego kosmosu. Zarazem Ojcowie Kościoła wciąż przypominali o tym, że człowiek jest kimś więcej niż częścią przyrody, bo przecież w glinę jego ciała sam Bóg tchnął ducha.

Z niezliczonych świadectw patrystycznych na ten temat przytoczę tu dwa. Święty Ambroży (+397) pisze na temat duszy człowieka mniej więcej to samo, o co tak wyraźnie dopominał się Pius XII, kiedy w encyklice „Humani generis” wskazywał na możliwość pogodzenia teorii ewolucji z wiarą w Boga Stwórcę.

„Oczywista rzecz – wyjaśnia Ambroży w swoim dziełku pt. O dobrach przynoszonych przez śmierć, 38 – iż dusza nie umiera razem z ciałem, bo nie jest z ciała, jak o tym w wielu miejscach poucza Pismo. Albowiem Adam [bezpośrednio] od Pana Boga naszego otrzymał ducha życia i stał się człowiekiem, istotą żyjącą”.

Wypowiedź świętego Cypriana (+258) przytaczam głównie dlatego, że stanowi ona niezwykle oryginalne odczytanie prośby Bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi: „Skoro mamy ciało z ziemi, a ducha z nieba, i modlimy się, (znaczy to, że) sami jesteśmy ziemią i niebem, toteż modlimy się, by w obydwóch, to znaczy w ciele i w duchu spełniała się wola Boga” (O Modlitwie Pańskiej, 16).

Dokładnie to samo, w języku nam współczesnym, przypomniał Jan Paweł II, właśnie w owym przesłaniu z października 1996 na temat teorii ewolucji, które tak Pana poruszyło. Mówi tam Ojciec Święty, że niektóre teorie ewolucji „są nie do pogodzenia z chrześcijańską antropologią”, te mianowicie, w których „ducha ludzkiego uważa się za stworzonego przez siły materii ożywionej lub też jako zwykły epifenomen tej materii. Są one nie do pogodzenia z prawdą o człowieku, są one również niezdolne do określenia godności osoby ludzkiej” (Biuletyn KAI, 1996 nr 44 s.17). [o. Jacek Salij]

csl krok w ewolucji został juz zrobionyhttp://www.opoka.org.pl/biblioteka/T/TD/praca_nad_wiara/stworzenie.html# — grafika z https://www.facebook.com/templumchristi

ZOBACZ–> https://znanichrzescijanie.wordpress.com/2014/11/27/argumenty-za-wiara50a-czlowiek-zostal-stworzony-na-obraz-boga/

A TAKŻE–> https://znanichrzescijanie.wordpress.com/2014/12/27/argumenty-za-wiara50b-pesymizm-enuma-elisz-i-atrahasis/

Seria „ARGUMENTY ZA WIARĄ” ma na celu pokazanie, że chrześcijaństwo i ogólnie wiara w Boga nie jest czymś co wymaga całkowitego wyłączenia myślenia. Cykl ten może nie da niezbitego 100% dowodu na istnienie Boga (nie taki jest jego cel), lecz powinien sprawić, aby przynajmniej niektóre osoby niewierzące zmieniły swoją postawę z bezmyślnego wyśmiewania chrześcijaństwa w założenie, że „być może coś w tym jest”. Z kolei osoby już wierzące być może wzmocnią swoją wiarę po kolejnych wpisach z tej serii.

adam-and-eve

Typową ilustracją ważności tej zasady jest historia interpretacji opowiadania o stworzeniu kobiety (2,21–23). Chyba żadne inne wersety Biblii nie stały się źródłem tylu żartów, mniej lub więcej wybrednych dowcipów, rysuneczków, karykatur itp. Grzęźniemy w niezrozumiałej dla nas warstwie słownej tekstu, nie dostrzegając w ogóle jego sensu. Można by sądzić, że Bóg występuje tutaj w roli chirurga, który najpierw daje pacjentowi narkozę, by następnie wyciąć mu żebro. W końcu robi jednak coś, czego najlepszy nawet chirurg dokonać nie potrafi: z jednego żebra „buduje” całą kobietę.

Otóż ów „głęboki sen”, w jaki zostaje pogrążony mężczyzna (sen taki spotykamy jeszcze i gdzie indziej w Biblii), oznacza przede wszystkim, że to, co się stanie za chwilę, dzieje się całkowicie poza świadomością człowieka. Kiedy się obudzi, ujrzy przed sobą kobietę, nie mając pojęcia, skąd się ona wzięła. Wie jednak od razu, że właśnie w niej znajduje swoje dopełnienie. Woła więc z ogromną radością: Ta dopiero jest kością z moich kości i ciałem z mego ciała! Jest to stwierdzenie najbliższego pokrewieństwa, a nawet równości. W podobny sposób przemówią do króla Dawida zgromadzeni w Hebronie przedstawiciele wszystkich pokoleń Izraela: Oto myśmy kości twoje i ciało (2 Sm 5,1). I ta właśnie prawda zawarta jest w obrazie budowania kobiety z kości wyjętej z ciała mężczyzny. Nie bardzo wprawdzie wiadomo, dlaczego musiało to być żebro. Niektórzy badacze upatrują w tym okruch prastarej tradycji, sięgającej nawet III tysiąclecia, w języku Sumerów bowiem ti znaczy zarówno żebro, jak i życie. Jest to jednak przypuszczenie niezbyt pewne.

Mężczyzna wita kobietę nie tylko jako odpowiednią dla siebie pomoc, tę, która pozwala mu w pełni zrealizować siebie, lecz także jako takiego samego, jak on, człowieka. Jeśli poprzednio skłonni byliśmy dziwić się tam, gdzie w rzeczywistości nie było powodów do zdziwienia, tu z kolei nie znajdujemy zazwyczaj nic dziwnego. A przecież Jahwista żył w świecie, gdzie kobieta nie była bynajmniej uważana za człowieka równego mężczyźnie, lecz bardzo często po prostu za jego niewolnicę. Autor biblijny będzie zatem szukał wyjaśnienia tego stanu w opowieści o błędnym wy­borze i grzechu pierwszych ludzi. Na początku wszakże pragnie podkreślić, że w zamyśle Boga Stwórcy kobieta i mężczyzna są sobie równi.

Dlatego to mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swoją żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem (2,24).

Hebrajskie słowo ba­sar („ciało”) ma jednak znaczenie o wiele szersze niż jego polski odpowiednik i nie przeciwstawia się duszy czy duchowi, wskazując przede wszystkim na ziemskie uwarunkowanie człowieka. Koniec przytoczonego wyżej zdania można by przetłumaczyć: „Stają się jedną istotą ludzką”. Jest w tych słowach pełna afirmacja związku mężczyzny i kobiety we wszystkich jego wymiarach, tak fizycznym, jak i duchowym.

Anna Świderkówna (1925 – 2008) – polska historyk literatury, filolog klasyczny, papirolog, biblistka, tłumaczka, oblatka tyniecka; profesor Uniwersytetu Warszawskiego, popularyzatorka wiedzy o antyku i Biblii. Ponad 30 lat kierowała Katedrą Papirologii (późniejszym Zakładem Papirologii) UW.

http://ps-po.pl/kobieta-i-mezczyzna/