Posts Tagged ‘masoneria’

Andy Garcia – aktor z zasadami.

Posted: 22 października 2013 in Aktorzy
Tagi:

Środowisko popularnych aktorów, zwłaszcza tych z Hollywood, kojarzone jest powszechnie z rozpustą, rozwodami i pogardą dla tradycyjnych wartości. Wzorująca się na gwiazdach kina młodzież uważa, że człowiek sukcesu to osoba wyuzdana, z pogardą traktująca „mieszczańską” etykę. Tymczasem są aktorzy, którym wiara katolicka nie tylko nie utrudnia sukcesu, lecz stanowi prawdziwą inspirację. Jednym z nich jest Andy Garcia.

Andy-GarciaAndrés Arturo García Menéndez urodził się na Kubie w 1956 r. Jego rodzina osiedliła się w Miami Beach uciekając przed komunistycznymi rządami Castro. Garcia opuścił Kubę w wieku 5,5 roku. Wspomnienia z dzieciństwa są dla niego wciąż żywe. Pamięta w szczegółach życie i atmosferę w domu zamożnej rodziny, „zapach farmy ojca, zimną podłogę na tarasie i dźwięki pianina, na którym grała babcia”.

Rewolucja Castro zakończyła jednak sielskie dzieciństwo. – Warunki stawały się dla nas coraz gorsze – opowiada aktor. – Rząd zabrał naszą ziemię. Pieniądze zostały zabrane z banku. Państwo uchwaliło prawo, które ograniczało władzę rodziców nad własnymi dziećmi.

Początkowo planował karierę koszykarza, ostatecznie jednak poszedł do szkoły aktorskiej. Pierwszy znaczący sukces odniósł w trzeciej części „Ojca chrzestnego” (premiera w 1990 r.), wcielając się w rolę „zabijaki” – „Vinniego” Manciniego-Corleone. Jako czarny charakter wystąpił także w serii komedii sensacyjnych „Ocean’s Eleven: Ryzykowna gra” („Ocean’s Eleven”, 2001), „Ocean’s Twelve: Dogrywka” („Ocean’s Twelve”, 2004) oraz „Ocean’s Thirteen” (2007). Duży sukces przyniosła mu również rola troskliwego męża kobiety-alkoholiczki w filmie „When a Man Loves a Woman” z 1994 roku.

Garcia Menéndez to nie tylko aktor, lecz również reżyser. Jego dziełami są m.in. takie filmy, jak „Cachao Como Su Ritmo No Hay Dos” o Israelu Lopezie, twórcy mambo (1993 r.), a także „The Lost City” – opowieść o Hawanie końca lat 50. Ten nakręcony w 2005 r. film jest Garcii szczególnie bliski. Przedstawia losy  żyjących w kwitnącej i eleganckiej Hawanie trzech braci, których rewolucja komunistyczna zmusza do emigracji do Stanów.

Prywatnie zaś Garcia jest pobożnym katolikiem i mężem Marivi Victorii Lorido, również będącej uciekinierką z Kuby Castro. Państwo Garcia mają czwórkę dzieci (syna i trzy córki), szanują swoją prywatność i nie kryją się z przywiązaniem do rodzinnych wartości. Oprócz nienagannego stylu życia od hollywoodzkiej śmietanki wyróżnia Garcię również wspomniany antykomunizm. To właśnie przekonania powstrzymują go przed odwiedzeniem kraju dzieciństwa. System kubański uważa za totalitarny i porównuje go do ery rządów rumuńskiego dyktatora Nicolae Ceausescu. – Nigdy nie zdecydowałem się, by pojechać na Kubę – powiedział kiedyś Garcia. –  Zaprosili mnie na Festiwal Filmowy w Hawanie, ale nie pojechałem, ponieważ sprzeciwiam się kubańskiemu reżimowi. Chciałbym wprawdzie odwiedzić kraj mojego dzieciństwa, jednak nie pozwala mi na to szacunek dla ludzi, którzy zginęli i cierpieli pod reżimem Castro – podkreśla aktor i reżyser. Artysta krytykuje także Ernesto „Che” Guevarę, modnego wśród lewaków, ale także ludzi nieznających historii. – Wielu nosi jego wizerunek  na koszulkach, nie zdając sobie sprawy, że był to człowiek, który skazywał ludzi na śmierć bez procesu i możliwości obrony – przypomina kubański imigrant.

Rolą życia Garcii jest „Cristiada”, której światowa premiera odbyła się 20 marca 2012 r. w Watykanie. Choć film dobrze sprzedawał się w Meksyku, z jego światową dystrybucją były problemy. Koncerny zasłaniały się obawą przed finansowym niewypałem. Czy jednak był to prawdziwy powód? Czy raczej dystrybutorom przeszkadzało, że film dotyczy powstania meksykańskich Cristeros? Celem powstania trwającego w latach 1926-1929 było przywrócenie katolikom prawa do wyznawania swojej wiary. Prawa, którego odmawiał im masoński i socjalistyczny rząd. W filmie Deana Wrighta Garcia wciela się w rolę samego przywódcy Cristeros – Enrique Gorostiety Velarde.

– Dostałem list od prawnuczki Gorostiety – mówi Garcia w wywiadzie dla „Catholic Digest”. – Była bardzo wzruszona filmem. Czuła, że przez wiele lat jej rodzina nie otrzymywała niemal żadnych wyrazów uznania. W Meksyku był to temat tabu. Ludzie nie chcieli o niej mówić, a postać Gorosiety była zamieciona pod dywan historii. Jej zdaniem, to właśnie film pozwolił tej historii ujrzeć światło dzienne – dodaje aktor.

Ale film jest godny uwagi nie tylko katolików, jego przesłanie powinno zainteresować każdego. – To piękna historia, którą po prostu trzeba było opowiedzieć – mówi Garcia. – Istnieją pewne podobieństwa między filmem, a moim życiem. Wolność sumienia w Meksyku nie istniała, podobnie, jak na Kubie. ‚Cristiada’ to film o ludzkiej wolności. To prawdziwy zaszczyt móc zagrać rolę  tak wielkiego człowieka. Zasługuje on na uznanie ze względu na to, co uczynił. Jestem dumny, że mogłem przyczynić się do tego, że jego historię pozna wielu widzów – podkreśla aktor.

Marcin Jendrzejczak

http://www.pch24.pl/andy-garcia—aktor-z-zasadami,13850,i.html

UWAGA: PONIŻSZE NAWRÓCENIE EMILA ZOLI NIE MIAŁO MIEJSCA. OSOBĄ, KTÓRA W 1896 ROKU POWRÓCIŁA DO WIARY W BOGA BYŁ SALUTORE ZOLA – ZAŁOŻYCIEL WOLNOMULARSTWA W EGIPCIE. ZA WPROWADZENIE W BŁĄD PRZEPRASZAM.

https://znanichrzescijanie.wordpress.com/2014/03/29/solutore-zola-zalozyciel-wolnomularstwa-w-egipcie/

* * *

Emil Zola urodził się w Paryżu 2 kwietnia 1840 roku jako syn inżyniera pochodzenia włoskiego. Swoje dzieciństwo i wczesną młodość spędził w Aix-en-Provence.

Emil-Zola

Emil Zola.

Bardzo wcześnie stracił ojca. W 1858 roku wraz ze swoją matką powrócił do Paryża, gdzie nie udało mu się zdać matury. Po krótkim okresie bezrobocia i nędzy przyjął posadę w wydawnictwie Hackette’a, współpracując jednocześnie z dziennikami republikańskimi jako kronikarz i krytyk.

W 1865 roku opuścił Hackette’a i odtąd żył wyłącznie z pióra. Zasłynął jako wielki powieściopisarz, publicysta, dramaturg i najwybitniejszy oraz najbardziej konsekwentny reprezentant francuskiego naturalizmu.

Kiedy tworzył, odszedł daleko od Boga i naigrawał się z wiary katolickiej. Jeżeli pewnego dnia odwiedził jakiś wiejski kościół, to nie po to, aby się modlić, lecz aby „naśmiewać się z głupiego ludu”, który tam przebywa. 20 sierpnia 1892 roku Emil Zola przyjechał do Lourdes pociągiem wiozącym chorych z Paryża. Wśród nich były dwie umierające kobiety w ostatnim stadium gruźlicy: Marie Lebranche i Madę Lermarchand. Szukały ostatniej szansy ratunku. Zola natomiast przybył z zamiarem zebrania materiałów demaskujących oszustwa kleru katolickiego, które jego zdaniem dokonywano w Lourdes. Spotkało go tu wyjątkowe szczęście. Na oczach obie Marie zostały cudownie uzdrowione. Reakcja Zoli w obliczu ewidentnego cudu była po ludzku niewytłumaczalna i szokująca. Nie można zrozumieć dlaczego on, człowiek wielkiego intelektualnego formatu, w swojej książce „Lourdes” zanegował nie tylko fakt cudownego uzdrowienia dwóch kobiet, ale posunął się do absurdalnego kłamstwa pisząc, że jedna z nich zmarła. Kobieta, która według książki Zoli już nie żyła, w rzeczywistości mieszkała dalej w Paryżu i cieszyła się wyśmienitym zdrowiem. Pisarz jednak chciał za wszelką cenę uwiarygodnić swoje kłamstwa, dlatego osobiście udał się do tej kobiety i nakłaniał ją, aby przeprowadziła się do Belgii. Chciał w ten sposób pozbyć się niewygodnego świadka, by móc upowszechnić swój światopogląd, w którym nie było miejsca dla Boga i możliwości zaistnienia cudu. Pomimo tego, że wielokrotnie zostały mu publicznie wykazane ewidentne kłamstwa zawarte w jego książce o Lourdes, to jednak na te zarzuty nie odpowiedział.

W 1895 roku. ukazał się w „Civiltr Catolica” artykuł Owoce kalumnii Zoli, w którym autor pisze o paradoksie, że podobnie jak szatan, który wbrew sobie w ostateczności przyczynia się do oddawania chwały Bogu w świecie, tak samo masoneria poprzez Zole przyczyniła się do zwiększenia kultu Matki Bożej w Lourdes.

A jednak Bóg nigdy nie odwraca się od swego stworzenia. Czeka tylko na stosowny moment, aby się z nim zetknąć. Ten moment nastąpił u Zoli, gdy w dojrzałym wieku złamał sobie nogę. Mijały miesiące, a rana mimo leczenia nie zabliźniła się, lecz przeciwnie – powiększała. Lekarze widząc, że ich wysiłki są daremne, powzięli zamiar amputacji nogi.

W wigilię Bożego Narodzenia Zola leży w łóżku. Wydaje mu się, że wchodzi do kościoła, widzi na ścianie Panią z Dzieckiem w ramionach i śpiewa we śnie kolędę. Gdy w dniu następnym jego żona zanuciła tę samą kolędę Zola poprosił ją, by poszła do kościoła i zapaliła świecę przed obrazem Matki Bożej. Pani Zola spełniła to życzenie. W tym samym dniu pisarz odczuł jakieś niezwykłe darcie w chorej nodze. Spróbował powstać i z wielkim zdumieniem stwierdził, że jego noga jest zdrowa. Został cudownie uleczony.

Emil Zola nie tylko opisał to uzdrowienie, ale również nawrócił się na wiarę, którą dotychczas tak zniesławiał. 18 kwietnia 1896 roku ogłosił, rodzaj publicznej spowiedzi. Oto wyjątek tego dziwnego dokumentu:

„Obecnie, gdy przekonałem się całkowicie, że przez trzydzieści lat byłem w błędzie, gdy poznałem, na czym się opiera cały system masoński, którego doktrynę rozpowszechniałem, doprowadzając również innych do jej rozpowszechniania, tak że wielka masa ludzi poszła za mną w błędzie – szczerze tego żałuję. Oświecony w tym względzie przez Boga, zdaję sobie sprawę ze wszystkiego zła, które przez to popełniłem i w konsekwencji odrzucam masonerię i zrywam z nią więzy solidarności oraz uznaję ze skruchą, wobec Kościoła swe błędy. Proszę Boga o przebaczenie wszelkiego zła , jakim gorszyłem w czasie swej przynależności do loży masońskiej, i błagam naszego Najwyższego Pasterza Jego Świątobliwość Papieża Leona XIII o przebaczenie … „

Po trzydziestu latach, w czasie których był kolejno założycielem, członkiem i wielkim mistrzem loży masońskiej, Emil Zola w wieku 56 lat zdystansował się publicznie do niej, jako do „najbardziej cynicznego kłamstwa”, nawrócił się definitywnie do Boga i związał na nowo z Kościołem katolickim. Nawrócenie to wywołało swego czasu wielki szum, ale dzisiaj jest mało znane.  Zola zmarł nagle 28 września 1902 roku w wyniku zaczadzenia.

Ks. Józef Orchowski

http://www.iwonicz.przemysl.opoka.org.pl/gazetka/lipiec2007/emil_zola.htm