Posts Tagged ‘nawrócenie’

Dariusz „Maleo” Majelonek – świadectwo.

Posted: 19 października 2013 in Muzycy
Tagi:

Dariusz Malejonek – kompozytor, wokalista, gitarzysta, rozpoczynał karierę od występów w zespole „Kultura”, następnie grał w zespole „Izrael” i „Moskwa”. Znany z występów w „Armii” oraz w zespole „2 Tm, 2,3”. Znany także z występów z „Arką Noego”. Współpracuje z fińskim reżyserem Miką Taurismakim tworząc muzykę do jego filmów. Grając z grupą „Houk” nagrał pięć płyt. Wspomniana grupa była wielokrotnie nominowana do nagrody Fryderyka, jest jej laureatem w 2000 r. Nagrał 20 płyt.

dariusz-maleo-malejonek

Dariusz „Maleo” Majelonek – członek takich zespołów jak „Armia” czy „Houk”.

W 1994 roku byłem na nocnym czuwaniu Odnowy w Duchu Świętym w kościele paulinów w Warszawie, gdzie Pan Bóg bardzo mocno mnie dotknął. Tam przeżyłem chrzest w Duchu Świętym – połączony z modlitwą o uwolnienie ze zniewoleń demonicznych – później dopiero był mój chrzest wodą, bierzmowanie. Czułem, że napełnia mnie Duch Święty i byłem jak pijany, mówi się przecież: pijany Duchem. Czułem wtedy wielką miłość, czułem się przytulony przez Boga i Maryję. Zrozumiałem wtedy, że moje miejsce jest w Kościele, bo Pan Bóg w Nim właśnie działa. Otrzymałem także Słowo prorocze, które bardzo mocno do mnie trafiło. Była też modlitwa wstawiennicza, podczas której doświadczyłem ingerencji Matki Bożej. Wiem, że to Matka Boża wyjednała moje nawrócenie i to Ona jest moją Mamusią. Wcześniej byłem z protestantami i do Matki Bożej odnosiłem się z rezerwą, traktowałem Ją jako taki dodatek do wiary, a Ona do mnie przyszła. Poczułem wówczas taką niesamowitą miłość i taki jednocześnie pokój, że wiedziałem, że to jest Boże.

Oprócz tego, że Pan Bóg doprowadził mnie do instytucji Kościoła, to dał mi ponadto miłość do niej. Odkryłem Kościół od strony wspólnoty — jestem we wspólnocie neokatechumenalnej od kilku lat – i wiem teraz, że mój wzrost w wierze nie jest anonimowy. W małej wspólnocie trudno jest ukryć swoje błędy. Pomagamy sobie nawzajem, kiedy ktoś upada i łatwiej jest zobaczyć prawdę o sobie.

Wiem, aż nadto, że jest Pan Bóg, bo przecież paliłem marihuanę, a już nie palę; brałem narkotyki a dzisiaj niczego takiego nie robię. Byłem kiedyś bardzo źle nastawiony do instytucji w ogóle, na przykład do instytucji rodziny i małżeństwa, a dzisiaj mam żonę Elżbietę i trójkę dzieci. Jestem na co dzień świadkiem ingerencji Boga w moje życie.

Po nawróceniu zmienia się mentalność, zmienia się zupełnie sposób patrzenia na świat. Na Kościół nie patrzę już jak na instytucję, która chce mną manipulować, ale jak rzeczywistość, którą Pan Bóg przygotowywał przez wieki i robił to także i dla mnie, aby było mi łatwiej. Abym mógł w tym nowym życiu, które otrzymałem, wytrzymać!

Niektórzy pytają mnie, czy do tekstów jakie śpiewamy pasuje ostra muzyka, którą gramy. Mogę odpowiedzieć, że niedawno zespół Tymoteusz dostał list od Ojca Świętego, w którym dziękuje nam i błogosławi naszą pracę.

http://www.opoka.org.pl/zycie_kosciola/kultura/piesnistrona/dariuszmalejonek.html

Michel Lonsdale, znany telewizyjny i filmowy aktor francuski (m.in. role w „Dniu szakala”, „Imieniu róży” – sfilmowanej powieści Umberto Eco) przebywał kilka lat temu w Polsce.

day of the jackal michael lonsdale

Michael Lonsdale w jednej ze scen „Dnia Szakala”.

Poniżej fragmenty zapisu ze spotkania z aktorem, które odbyło się w klasztorze Ojców Dominikanów w Krakowie.

Michel Lonsdale opowiedział podczas tego spotkania o swojej drodze do Pana Boga, o problemach zawodu aktora i czym jest dla niego sztuka.

*

Spróbuję w skrócie opowiedzieć o swoim nawróceniu.

Mój ojciec był protestantem, matka katoliczką.

Oboje jednak nie praktykowali.

Matka ukończyła szkołę u zakonnic, ale w 1905 r. zetknęła się z wieloma wydarzeniami trudnymi i napełniającymi ją lękiem.

Wtedy porzuciła praktyki religijne.

W dzieciństwie nie zostałem więc ochrzczony.

Moja droga wiary rozpoczęła się w sposób delikatny, tak że najpierw tego nie zauważałem.

Od 8 do 18 roku życia mieszkałem w Maroku i moje pierwsze zetknięcie z wiarą nastąpiło dzięki adwentystom a potem muzułmanom.

Po raz pierwszy o Bogu w sposób prawdziwie głęboki opowiedział mi muzułmanin.

Już byłem skłonny nawrócić się na islam, jednak zaraz po powrocie do Europy poznałem w Paryżu ojca Engame, dominikanina, o którym mogę powiedzieć, że mnie zafascynował.

Zajmował się sztuką.

Wraz z innym dominikaninem, ojcem Couturier, założyli pismo pod tytułem „Sztuka sakralna”.

Obydwaj popierali sztukę, która byłaby wolna od nadmiernej ornamentyki odziedziczonej po wieku XIX.

W sztuce sakralnej szukali prostoty i autentyczności.

Poznałem ich w czasie, gdy wiedli spór o wprowadzenie sztuki współczesnej do liturgii.

Ojciec Couturier występujący z żarliwością proroka, poprosił między innymi Matisse’a i Bonnarda, aby pracowali dla Kościoła.

A u Fernanda Legera – malarza znanego ze swych zapatrywań komunistycznych, zamówił witraże do kościoła. I faktycznie, witraże były bardzo piękne.

Ojciec Couturier umarł w 1955 roku, a ojciec Engame nie kontynuował jego dzieła, ponieważ nie miał tak wspaniałego daru porozumiewania się z artystami.

Był to człowiek bardzo bezpośredni i jeśli nie podobała mu się praca jakiegoś artysty, mówił mu wprost:

„To, co Pan robi, jest okropne!”

Było z tego powodu wiele dramatów i smutku.

W każdym razie wkład ojca Engame w moje nawrócenie był ogromny.

To właśnie on poprowadził mnie i wraz z moją matką chrzestną przygotował do przyjęcia chrztu.

Przechwycili mnie dokładnie w momencie, gdy miałem zamiar nawrócić się na  islam. Zostałem więc ochrzczony w wieku 22 lat.

Zajmowałem się malarstwem, ale bardzo pragnąłem zostać aktorem i zrobiłem wszystko, aby tak się stało.

Spełniając praktyki religijne kontynuowałem moje zajęcia artystyczne i muszę powiedzieć, że roślinka ewangeliczna wzrastała w złej ziemi i nie przyniosła takich owoców, jakich można było oczekiwać, mimo kontaktu z tak wspaniałymi osobowościami jak ojciec Chenu czy ojciec Congar (współautorzy dokumentów Vaticanum Secundum).

Mijały lata, pracowałem bardzo ambitnie, ale bardziej dla własnej chwały niż dla chwały Bożej.

Uważałem się za wierzącego, chodziłem na Mszę św., ale nie modliłem się wiele.

Byłem zaabsorbowany moim zawodem, potrzebą potwierdzania siebie.

Byłem dzieckiem nieślubnym i miałem wiele powodów do szukania afirmacji.

Mimo to jednak czułem, że przynależę do Chrystusa, bo artysta jest zawsze na drodze poszukiwania prawdy, którą stara się zamknąć w swoim dziele i iść jak najdalej w rozwoju możliwości, które Bóg mu ofiarował.

Teraz myślę, że sztuka to jest podarunek Boga, skarb, który Bóg człowiekowi powierzył.

I jest absolutnie konieczne, aby iść tam, gdzie Duch Święty nas prowadzi.

Mijały lata, wiele pracowałem i dawało mi to dużo radości.

Z punktu widzenia duchowego i religijnego był to jednak czas stracony.

Musiałem czekać czterdzieści lat, aby w sposób bardziej głęboki wreszcie spotkać Pana.

W moim życiu brakowało próby, doświadczenia, w którym wiara mogłaby się sprawdzić.

Wszystko dotąd za dobrze się układało.

Tymczasem musiałem przeżyć szok. Polegał on na tym, że musiałem odkryć moja nędzę.

Nastąpiło to poprzez śmierć wszystkich moich bliskich.

W ciągu dwóch lat straciłem matkę, dwóch wujków, ciocię i matkę chrzestną.

Nie byłem na to przygotowany.

Poczułem się pozbawiony tych, którzy mnie podtrzymywali.

I jak często się zdarza w takich sytuacjach, szukałem jakiejś pomocy.

Zacząłem wtedy bardzo żarliwie się modlić.

Z głębi mojej nędzy zawołałem z całych sił: „Panie, ratuj mnie!”

Musiałem przez to przejść i dziękuję Panu, że pozwolił mi to wszystko  zrozumieć. Jego odpowiedź była cudowna i nastąpiła dwa dni po tej nocy, którą spędziłem pogrążony w rozpaczy.

Przyszedł do mnie mój chrzestny i zaprosił mnie na spotkanie modlitewne do pobliskiego kościoła.

Znalazłem się na spotkaniu wspólnoty Emmanuel i tu nastąpiło to, czego szukałem od bardzo dawna: objawienie obecności Ducha Świętego.

Już wcześniej, gdy słyszałem, że mówi się o Duchu Świętym, czułem jak coś się we mnie dzieje, może dlatego, że urodziłem się w dniu Zesłania Ducha Świętego.

Wszystko to, co zobaczyłem tego wieczora, było dla mnie olśnieniem i czułem się jak ryba, którą ponownie włożono do wody.

Tego wieczora słyszałem modlitwę w językach.

Poprzez siostry i braci ze wspólnoty, którzy modlili się nade mną, poznałem życie modlitwy.

W tej wspólnocie spotkałem napełnionych radością, pełnych wiary chrześcijan.

Poruszyło mnie to, że modlili się za mnie.

Odczułem potrzebę modlenia się za nich.

Animatorka tej grupy zachęciła mnie do przyjęcia Ducha Świętego.

I to jest to, czym żyję od siedmiu lat, kontynuując moją pracę aktora.

Od czasu tego drugiego nawrócenia pragnę pracować dla tego wszystkiego, co świadczy o Duchu, co pozwala poznać prawdę i miłość Boga.

Z przyjemnością porzuciłem to, co w mojej pracy miało służyć tylko rozrywce: filmy o zbrodniach czy inne głupoty.

http://mzeebaca.republika.pl/przyklady/sk0617.htm

Jan Budziaszek (ur. 21 listopada 1945) – polski perkusista. Uczestniczył w wielu festiwalach muzycznych: Norymberga, Jazz Jambore, Bratysława, Berkeley, Reno. Szacuje się, że zagrał ponad 5000 koncertów. Nagrał 30 płyt, jest ponadto autorem wielu godzin muzyki na potrzeby teatru i telewizji.

152938_mgn05s10_budziaszek_34

Jan Budziaszek.

Historia mojego nawrócenia rozpoczęła się na przełomie marca i kwietnia 1945 r., kiedy miałem w łonie matki około miesiąca. Po aresztowaniu ojca przez UB matka moja została bez środków do życia. Znajomi, a także krewni, doradzali jej, aby usunęła dziecko, ponieważ nawet mojemu bratu – Adamowi, który miał wtedy pięć lat, nie miała co dać jeść. Mama wzięła różaniec do ręki i…

Wielka była radość na ulicy Bonarka 5 w Krakowie, kiedy 21 listopada 1945 roku, w Święto Ofiarowania Najświętszej Maryi Panny, 5,5  kilogramowe stworzenie ujrzało świat.

W 1947 zapisano mnie do Milicji Niepokalanej (miałem wówczas półtora roku i nikt nie pytał mnie o zgodę). Na mojej legitymacji członkowskiej, w miejscu „Podpis ks. moderatora”, widnieje własnoręczny podpis o. Maksymiliana Kolbe. Widocznie podpisał kilka in blanco. Wielu spraw nie rozumiem. Dlaczego właśnie ja?

Jestem muzykiem-samoukiem. Z wykształcenia natomiast jestem chemikiem. Gram od bardzo dawna, lecz swój pierwszy krok uważam za spotkanie z Tomkiem. Było to w 1966 roku. Lubiłem jazz, prawie codziennie chodziłem do jazz-klubu przy ulicy św.Marka 15 i słuchałem Tomasza Stańki. Kiedyś Tomek przebudowywał swoją orkiestrę i potrzebował jakiegoś „sparingpartnera”, który by mu pomagał w pracy. Byłem w pobliżu, spróbowałem więc swoich sił i tak zostałem perkusistą.

Grałem przez pół roku ze Stańką. Później, w jakiś dziwny sposób, zgłosił się do mnie Andrzej Zieliński i powiedział, że szuka bębnisty. Bardzo się z tego ucieszyłem. Po paru miesiącach edukacji dostałem się do Skaldów. Wtedy, w 1966 roku, Skaldowie byli bardzo popularni, tzw. szpica polska. Tam odbywałem długą, kilkunastoletnią naukę u Andrzeja, który bardzo dużo mi dał jako nauczyciel i przywódca grupy. Marzyłem jednak cały czas, aby jeszcze grać jazz.

W latach 1979-1987 miałem przerwę we współpracy ze Skaldami. Grałem wtedy m. in. w zespołach takich jak: Playing Family, której byłem także współorganizatorem, Extra Bali Jarka Śmietany, Kwartet Janusza Muniaka, Grupa pod Budą oraz z Marylą Rodowicz. Oprócz tego jestem „wolnym strzelcem”, tzn. grywam w praktyce ze wszystkimi.

Szukałem Boga w wielu różnych religiach, dużo podróżowałem, spotykałem różnych ludzi. Interesowała mnie zwłaszcza filozofia Wschodu. Może dlatego, że widziałem na Wschodzie wielki entuzjazm religijny. W Indiach nie znam innej muzyki poza muzyką sakralną i obrzędową. Prawie wszystko, co grają Hindusi, jest modlitwą.

Nie wiem, jak to się stało, ale w sierpniu 1984 r. zgłosiłem w mojej parafii NMP z Lourdes w Krakowie, że mogę przenocować u siebie w mieszkaniu kilku pielgrzymów wyruszających z pielgrzymką krakowską do Częstochowy.

Cztery dni przed planowanym wyjściem zatelefonowano do mnie z pytaniem, czy nie zgodziłbym się przyjąć wcześniej siedemnastu pielgrzymów z RFN. Co miałem zrobić? Oczywiście, że przyjąłem. Byłem w domu sam. Żona z dziećmi wyjechała na wakacje. Przygotowywałem się do wyjazdu na Międzynarodowy Festiwal Piosenki w Sopocie, gdzie miałem akompaniować Maryli Rodowicz. Tymczasem pielgrzymi urządzali w moim domu minifestiwal piosenki religijnej. Od rana ćwiczyli polskie pieśni, tak że między innymi kilka razy dziennie musiałem wysłuchiwać „Schwarze Madonna”.

Właśnie ta pieśń zaprowadziła mnie razem z innymi pielgrzymami na Jasną Górę.

Prosto z pielgrzymki wylądowałem w Operze Leśnej w Sopocie na próbach festiwalowych.

I oto pojawiło się przerażenie. Co ja tu robię?

Na pielgrzymce śpiewaliśmy nieczysto, nierówno, „niezawodowo”, ale było tam „coś”, co jest najważniejsze w sztuce – miłość do sprawy, którą się chce przekazać.

Na festiwalu zaś było wszystko „zawodowo”. W większości przypadków piosenkarzom zależało na tym, aby się podobać i zdobyć nagrodę. Natomiast treść schodziła jakby na drugi plan. Jeszcze, jakby na potwierdzenie mojego odkrycia, jedna z piosenkarek (z ościennego kraju) śpiewała swoją piosenkę, stojąc na głowie. Było to zresztą jedyny taki przypadek w historii festiwalu sopockiego. Podszedłem do niej w czasie jej próby, ustawiłem się w podobnej pozycji i patrzyłem w jej zmęczone oczy. Reżyser festiwalu krzyknął:

-Panie Budziaszek, proszę nie przeszkadzać artystce!

-Chciałem się tylko dowiedzieć, o co jej chodzi ? odpowiedziałem.

Ona zaś starała się mnie przekonać, że chodzi jej o lepszy wyraz artystyczny. Chciałem stamtąd uciekać, ale byłem związany kontraktem. Zagrałem więc z Marylą, zresztą z wielkim sukcesem, kilka jej przebojów takich, jak: „Małgośka”, „Wsiąść do pociągu” czy „Niech żyje bal”.

Po tej pierwszej pielgrzymce jeszcze nic nie wskazywało, że zamienię źródło moich natchnień i alkohol, i marihuanę na tebernakulum i różaniec.

Następnego lata (1985 r.) byłem już normalnym pielgrzymem, idącym z plecakiem na Jasną Górę. Teraz Maryja włożyła mi do ręki różaniec. A stało się to w ten sposób: ostatni etap pielgrzymki to droga od murów do kaplicy Matki Bożej. Etap ten trwa nieraz dwie godziny i dłużej. Szedłem na końcu pierwszej grupy. Druga grupa, polsko-włoska, odmawiała różaniec. Na przemian po włosku i po polsku. Po powrocie do Krakowa spędziłem piętnaście dni z kolejnymi tajemnicami różańca. Od rana do wieczora zbierałem wszystkie przemyślenia i modlitwy związane z tajemnicą dnia. Od tej pory Różaniec jest dla mnie tą drogą, którą jedni nazywają drogą do Jezusa, a ja drogą do wolności. Jeszcze się nie zdarzyło, żeby ten, kto odmawia codziennie pięć dziesiątków różańca, w roku nie wszedł na drogę do wolności.

ks. Józef Orchowski – „TRYPTYK RÓŻAŃCOWY”; Michalineum 2001

Dan+Spitz+danspitz1

Dan Spitz.

Dan (Daniel) Spitz (ur. 28 stycznia 1963 w Jamaica Queens w stanie Nowy Jork) – amerykański gitarzysta metalowy, muzyk zespołu Anthrax w latach 1983-1995 i 2005-2007. Jest bratem Dave’a Spitza, byłego basisty Black Sabbath. Pseudonim Mini Tower (pol. mini wieża) wziął się od jego małego wzrostu – 5 stóp i 1 cal (około 153 cm). Jego miejsce w Anthraxie zajął Rob Caggiano.

Spitz był gitarzysta w jednym z przełomowych zespołów thrash metalu, Anthrax, w latach 80-tych i 90-tych. Nagle, w połowie lat 90-tych, Spitz stracił zainteresowanie muzyką.

„Po prostu straciłem miłość do grania tego rodzaju muzyki” powiedział chrześcijańskiemu serwisowi BeliefNet.com. „Nie mogę nawet tego wyjaśnić. I nawet nie chciałem dotknąć gitary – gdy za to się zabierałem, to było prawie jak uczucie pieczenia. Nie grałem przez prawie cztery lata.”

W 2000 roku, Dan Spitz, zaczął wyznawać judaizm mesjanistyczny, chrześcijańską religię, która podtrzymuje tradycyjny judaizm uznając jednocześnie, że zbawienie jest możliwe jedynie poprzez przyjęcie Jezusa jako swego Zbawiciela.

http://wnas.pl/artykuly/1000-nawrocenia-w-swiecie-rocka-uslyszeli-wezwanie-jezus-cie-kocha

http://www.beliefnet.com/Entertainment/2000/02/Back-From-The-Belly-Of-The-Beast.aspx

Dave Mustaine z Metalliki i Megadeth.

Posted: 14 września 2013 in Muzycy
Tagi:

„Chociażbym chodził ciemną doliną zła się nie ulęknę, bo Ty Panie jesteś ze mną!”. Jeszcze kilkanaście lat temu Dave Mustaine, lider heavy metalowego Megadeth, nie myślał nawet, że Psalm 23 stanie się jego mottem. Dzisiaj często zdarza mu się iść ciemną doliną i zło go atakuje – ze zdwojoną siłą. Jednak się nie lęka i stawia mu mocny opór.

Dave-Mustaine-dave-mustaine-30473658-498-750

Dave Mustain.

Czy choroba może być początkiem nawrócenia? Oczywiście. Historia Mustaine’a jest tego świadectwem. W styczniu 2002 roku Mustaine przebywał w centrum medycznym w Teksasie. Miał usuwaną kamicę nerkową. Uległ tam niecodziennemu wypadkowi. Podczas snu odciął sobie dopływ krwi do bicepsa lewej ręki. Całą noc przespał leżąc na lewej ręce, ucisk tym spowodowany, doprowadził do uszkodzenia nerwu dłoni. Nie doszło do zagrożenia życia. U muzyka nie wykryto nowotworu, ani nie dopadł go AIDS. Można postawić nawet tezę, że te zagrożenia nie wpłynęłyby na przewartościowanie życia jak możliwość straty dłoni.

Dave Mustaine, współzałożyciel zespołu Metallica i Megadeth, całe dotychczasowe swoje życie poświęcił graniu na gitarze. Nagłe pozbawienie go możliwości gry na tym instrumencie doprowadziło do konstatacji, że gra nie jest istotą egzystencji. Zwrócił się do Boga, którego tak zawzięcie atakował w swoim życiu. W końcu sprawność wróciła.

„W pewnym momencie, gdy wszedłem na ścieżkę prowadzącą do Boga, uświadomiłem sobie jak bardzo wcześniej Go potrzebowałem. Wcześniej byłem złym człowiekiem. Teraz odkryłem swoje prawdziwe „ja” i czuję się cholernie odmieniony.”

Skąd ta zawziętość się wzięła? Dlaczego Mustaine znienawidził religię? Jego dzieciństwo było naznaczone biedą, przemocą, problemami alkoholowymi i… zmuszaniem go przez matkę do pełnego uczestnictwa w sekcie Świadków Jehowy. To wypaczenie religii doprowadziło do utraty wiary w jakiekolwiek wartości.   Do tej pory mowa o krzyżu Chrystusa była dla muzyka głupstwem. Pisząc takie utwory Metallicy, jak „Jump In the Fire”, czy „Phantom Lord” dawał mocny wyraz swojej nienawiści do chrześcijaństwa. Jednak inne wartości były blisko muzyka. On ich jednak nie dostrzegał. Pierwszą wskazówkę Mustaine otrzymał na samym początku kariery, kiedy w 1983 roku został wyrzucony z Metallicy za popadanie w coraz większy nałóg. Było to na miesiąc przed wydaniem debiutanckiej płyty „Kill’Em All”. To jednak muzyka nie otrzeźwiło. Niestety muzyk zaczął eksponować swoje negatywne emocje w nowej grupie Megadeth. W życiu muzyka pojawił się też okultyzm.

„Gdy byłem młody, zainteresowałem się czarną magią, co miało na mnie fatalny wpływ. Zmarnowałem sobie przez to sporą część życia. Rzucałem uroki na ludzi i na ciele wytatuowałem sobie różne satanistyczne motywy – przyznaję, że to była straszna głupota. Przepełniała mnie złość i agresja wobec świata. W głowie kotłowały mi się koszmarne myśli i w końcu wpadłem w depresję. Zachorowałem od całej tej złej energii, którą w sobie nagromadziłem. Moja przygoda z satanizmem rozpoczęła się, gdy mieszkałem w San Francisco. Czytałem też „Biblię Szatana”, z której dowiedziałem się o rytuałach związanych z braterstwem krwi, co bardzo podziałało na moją wyobraźnię. Kiedy więc odwiedzili mnie muzycy z Exodus, zaproponowałem im, żebyśmy zawarli tego rodzaju pakt. To wydarzenie miało na nas duży wpływ, czego odzwierciedleniem był tytuł kolejnej płyty Exodus – „Bonded By Blood”.

Powolne nawrócenie artysty, który gra taki rodzaj muzyki nie zostało dobrze przyjęte przez wielu jego kolegów po fachu. Widać to było w wypowiedzi Nergala z Behemota, który w kontekście nawrócenie Musteine’a stwierdził, że:

„Bycie chrześcijaninem w tym gatunku po prostu nie współgra ze sobą. Są w metalu religijni ludzie, z którymi mamy do czynienia każdego dnia. Dla mnie jest to nie do ogarnięcia i p…e”.

Metalowy „enfant terrible” odpowiada na takie słowa czynem. Nie godzi się na obecność satanistycznych zespołów na jednej scenie z swoją grupą Megadeth. Tak było podczas występu zespołu w Grecji, gdzie nie chciał wystąpić z Rotting Christ, Mayhem, czy Dissection. Nie wszędzie Musteineowi udawało się wpłynąć na organizatorów. W Polsce w 2010 roku na Sonisphere Festival wystąpił razem z Behemotem.

Lider Megadeth nie zerwał z ciężką muzyką. Image zespołu jest nadal wypełniony metalową estetyką. Są wszędobylskie trupie czaszki i metalowe sceniczne gesty. Muzyk przez to jest atakowany nawet przez środowiska chrześcijańskie. Zarzuca mu się, że nie pokazuje wizualnie, iż narodził się jako nowy człowiek. Można jednak się zastanawiać na co przydałby się jego przykład, gdyby zszedł ze sceny i odszedł w zapomnienie. Wydaje się, że muzyk kroczy dobrą drogą. Ewangelizuje poprzez słowa, postawę i piętnowanie zła. Podczas każdego koncertu muzyk mówi do publiczności: God Bless Sou All! Często ubiera się w białą koszulę, żeby pokazać swoja przemianę. Zrezygnował z grania utworów z repertuaru Megadeth, które obrażały Boga. Mówi do fanów:

„Robiłem to, uprawiałem magię, czytałem Biblię satanistyczną. Śpiewałem o pogańskich rzeczach, które wszyscy teraz uważają za takie fajne. Teraz raczej powiedziałbym: ‚Popatrz, przeżyłem to. Te rzeczy spowodowały, że pogrążyłem się w nałogu. Ale teraz wiem, że jest rozwiązanie, inny sposób na życie – zostać chrześcijaninem.”

Zaraz po nawróceniu muzyk prosił o wybaczenie tych, którym wyrządził krzywdę. Pogodził się z muzykami, z którymi wojował w mowie nienawiści. Zagrał nawet okazjonalnie kilka utworów z Metallicą. Liczy na to, że koledzy się nawrócą. Tak się już dzieje z zespołem Anthrax, który wzorem Mustaine’a pozdrawia na koncertach fanów tym samym stwierdzeniem: God Bless You All! Tom Araya ze Sleyera deklaruje się oficjalnie jako katolik, co w konfrontacji z ateistycznym, satanizującym, liderem zespołu, Kerry Kingiem, tworzy dysharmonię. Trzeba jednak ufać i wierzy, że przykład Dave’a jest zaraźliwy dobrem. Basista grupy Megadeth, David Ellefson, przygotowuje się do bycia pastorem. Uczestniczy w specjalnym programie dla przyszłych pastorów w seminarium w mieście Saint Louis. Dziś muzyk należy do konserwatywnego Kościoła Luterańskiego. W jednym z wywiadów przyznawał, że jego postawę uformował Mustaine.

Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że uformowanie i sukces Megadeth zostały pobłogosławione przez Boga. To, że miałem przeczucie, żeby pojechać do Kalifornii po ukończeniu szkoły średniej, w wieku 18 lat spotkałem Dave’a Mustaine’a, a potem utworzyliśmy ten zespół, to nie przypadek. Według mnie, wszystko to miało nad sobą rękę Pana, już od pierwszego dnia.

Przemiana Mustaine to także nowe spojrzenie na sprawy społeczne. Często w utworach Megadeth poruszał tematykę wojny. Teraz kontekst nieuniknionej zagłady, śmierci w wyniku konfliktu nuklearnego, zamienił na antywojenny przekaz. Nie stał się jednak pacyfistą. Ba jest nawet zwolennikiem Partii Republikańskiej. Często wypowiada się kontrowersyjnie na bieżące tematy – religii i prezydentury Obamy.

Serwisowi MTV Hive podzielił się uwagą na temat wycofywania religii z tamtejszych szkół:

„Jest dosyć jasne, że religia jest zabierana ze szkół. To dzieje się już od jakiegoś czasu. Pierwszy w historii podręcznik szkolny był pełen Boga. Zbieram książki i mam kilka naprawdę starych podręczników szkolnych, w których Bóg jest na każdej stronie. [Obecnie] wycofują Boga ze szkół, żeby nas ogłupić. Tak dzieje się nie tylko w szkołach. Wielu ludzi jest prześladowanych za przekonania. Niedawno Macy’s [sieć sklepów odzieżowych ] zwolniło dziewczynę za to, że nie pozwoliła transwestycie wejść do damskiej przebieralni. Czy oni już powariowali?

Złośliwi przeciwnicy chrześcijaństwa twierdzą, że nie ma nikogo gorszego niż neofita. Przykład Dave’a Mustaine pokazuje, że mogą mieć rację. Ten były muzyczny wróg chrześcijaństwa dziś daje świadectwo swojej wiary. Tacy ludzie najmocniej denerwują oponentów cieśli z Nazaretu. Są żywym dowodem, że można zmienić życie i podążać zupełnie inną ścieżką. Nawet w takim środowisku, w jaki funkcjonuje Mustaine.

Grzegorz Kasjaniuk

http://wnas.pl/artykuly/890-dave-mustaine-z-megadeth-dotkniety-laska-boza

Sneijder należy do tzw. „złotej generacji” Ajaksu Amsterdam, zawodników urodzonych po 1980, do której oprócz niego zaliczają się m.in. Johnny Heitinga, Hedwiges Maduro, Ryan Babel, Nigel de Jong i Rafael van der Vaart. Z Interem Mediolan zdobył Ligę Mistrzów, a z reprezentacją Holandii srebro na mundialu w RPA. Obecnie występuje w Galatasaray Stambuł.

sneijder5

Wesley Sneijder.

Na mundialu w RPA 2010 grało wielu piłkarzy, którzy otwarcie przyznają się do swojej wiary. Jednym z nich jest właśnie Holender Wesley Sneijder, o którym szeroko rozpisywały się wówczas media. Jeszcze niedawno nosił przydomek „Whiskey”, podczas Euro 2008 pełnił rolę didżeja w reprezentacyjnym autokarze, będąc duszą towarzystwa.

Jednak ostatnio, pod wpływem narzeczonej Yolanthe, przeżył swoje nawrócenie. W Mediolanie, gdzie grał w miejscowym Interze, chodził ze swoją ukochaną kilka razy w tygodniu  na Mszę świętą, a wieczorem znajduje czas na różaniec. Niedawno przyjął też chrzest, a z klubowym kapelanem wymienia SMS-y. Modli się też przed wyjazdem na mecz i – już krócej – w szatni, tuż przed wyjściem na boisko.

Jak mówi sam o sobie:

„Zawsze wierzyłem, ale nie byłem katolikiem. Nie byłem wychowywany religijnie, ale spotkałem dziewczynę, która była. Miała chrzest, komunię, bierzmowanie. Też chciałem się w jej wierze zanurzyć i dużo o tym rozmawialiśmy (…).Każdy może mieć swoje zdanie, ale mnie jest w nowym życiu dużo łatwiej„.

W 2010 roku Wesley Sneijder przyjął chrzest w wierze katolickiej. Warto także dodać, że poza narzeczoną duży wpływ na zbliżenie się Holendra do Boga miał Argentyńczyk Javier Zanetti – kapitan Interu Mediolan.

http://sportowewadowice.pl/2012/06/sportowcy-ktorzy-nie-wstydza-sie-wiary-w-jezusa-czesc-ii/

– Pięć lat temu jedynymi rzeczami, o które dbałem były ciągłe imprezy, nowe ciuchy i świetny wygląd. Nie byłem szczęśliwy. Teraz, kiedy do swojego życia wprowadziłem Jezusa Chrystysa czuję się naprawdę szczęśliwy – mówi Kieran Richardson, były zawodnik Manchesteru United, a obecnie gracz Sunderlandu.

074richardson_468x375

Richardson podczas prezentacji w nowym kluie – Sunderland.

27-letni reprezentant Anglii po raz pierwszy dał dowód swojej głębokiej wiary w grudniu ubiegłego roku. Kiedy strzelił gola dla swojej drużyny w meczu Premier League przeciwko Wolverhampton Wanderers, ujawnił, iż pod trykotem meczowym miał podkoszulkę z napisem: „Należę do Jezusa”. Niedawno piłkarz ten został zaproszony na spotkanie do kościoła Good Word Ministries (Ministerstwo Dobrego Słowa – przyp. red.) w Langley Moor, nieopodal Durham.

Tam podczas audiencji opowiedział w dość wyczerpujący sposób swoją historię. Richardson tłumaczył na przykład, że kiedy dane było mu zadebiutować w zespole Manchesteru United i stanąć w błysku fleszy, był niesamowicie podekscytowany. Myślał, że jest w swoim żywiole, w swego rodzaju piłkarskim show-biznesie. Początkowo mu się to podobało. No właśnie, początkowo.

– Zacząłem myśleć jedynie o pieniądzach, nie skupiałem się na piłce. Wychodziłem z przyjaciółmi do nocnych klubów, upijałem się, wchodziłem w intymne relacje z kobietami. Żyłem takim życiem przez bardzo długi czas. Gdybyście zobaczyli mnie z zewnątrz, moglibyście pomyśleć, że wiodłem piękne życie. Niestety, bylibyście wówczas w błędzie. Byłem tak naprawdę bardzo nieszczęśliwy – tłumaczył.

– Ostatni rok mojej przygody z Manchesterem to był totalny szok, wykoleiłem się. Bardziej martwiłem się o życie nocne, a nie o to, jak zagram w następnym meczu – przyznał piłkarz. Richardson powiedział również, że ważna była jedna z jego rozmów z ojcem. Pozorny twardziel, typowy hulaka i balangowicz. Jednak wówczas coś w nim pękło i wybuchł płaczem. – Wiedziałem, że nie jestem w stanie grać jak najlepiej, bo bardziej interesowały mnie wtedy nowe domy i kolejne samochody – wspominał.

kieran

Kieran w barwach reprezentacji Anglii.

W 2007 roku, kiedy Manchester United zmienił na Sunderland zaszła jego głęboka przemiana. Jego przyszła żona Natalie Suliman zachęciła go do zwiedzenia miejscowego kościoła. Tam, jak twierdzi, poświęcił swoje życie Chrystusowi. W zupełności.

– Czułem się wyjątkowo. To było naprawdę niesamowite, szalone uczucie. Moje życie zaczęło się zmieniać. Nie tak od razu; stopniowo. To był stopniowy proces. Moja wiara jest dopiero teraz tak silna. Również sposób, w jaki patrzę na życie jest całkowicie inny – opowiadał gracz Sunderlandu. Podczas spotkania z wiernymi w świątyni Kieran dodał również, że swoje życie oddał chwale Boga. Zachęcał również zgromadzonych do jeszcze głębszej wiary.

Puentą całego spotkania była deklaracja dotycząca jego przyszłości. Richardson już wie, co będzie robił, gdy zakończy swą karierę piłkarską. Jeśli ktoś jednak myśli, że będzie to nadal droga piłkarska – jest w błędzie. Nawróconemu grzesznikowi marzy się bowiem głoszenie słowa Bożego w krajach Trzeciego Świata. Z piłkarza-hulaki ewoluował więc w piłkarza-teocentryka.

http://www.2×45.com.pl/aktualnosci/8956/nawrocil-sie-dzieki-chrystusowi-niesamowita-historia-pilkarza-sunderlandu/

Był imprezowiczem, który chwalił się swoimi alkoholowo-narkotycznymi (s)ekscesami. Reklamował majtki Calvina Kleina pokazując się na billbordach całego świata. Rymował, występował w boys bandzie i grał gwiazdę porno w kultowym „Boogie Nights”. Dziś Mark Wahlberg zaczyna dzień modlitwą.

marky_mark_contraband_largeMark Wahlberg zagrał w swoim życiu wiele ciekawych ról, choć w moim przekonaniu nie należy do wybitych aktorów filmowych. Ma jednak na koncie naprawdę dobre role w „Fighterze”, „Boogie Nights”, „Złocie pustyni” czy „ Infiltracji” Martina Scorsese, za którą dostał zresztą nominację do Oscara. Z drugiej strony były „raper” i członek „New Kids On The Block” położył kompletnie takie filmy jak „Zdarzenie”, reżysera dwóch wybitnych obrazów i kilku gniotów M. Night Shyamalana czy „Planeta Małp” Tima Burtona. Wahlberg nie jest aktorem, który zmienia na potrzeby roli swój wygląd fizyczny, jak kiedyś Robert De Niro czy dziś Christian Bale. Można go śmiało zaliczyć do przeciętnych, ale solidnych aktorów pracujących w Hollywood. Jednak jedno różni go od jego lewicowych kolegów z „Fabryki Snów”. W pewnym momencie stanął po stronie Jezusa i jako jeden z niewielu celebrytów zaświadcza o tym publicznie.

Bijący Murzynów biały „raper”

Mark Wahlberg wychował się w wielodzietnej katolickiej rodzinie. Jest jednym z ośmiorga dzieci kierowcy szwedzkiego pochodzenia i pielęgniarki, mającej korzenie irlandzkie. W 1982 roku, kiedy miał jedenaście lat, jego rodzice się rozwiedli. Wkrótce porzucił szkołę średnią i w wieku 14 lat zaczął na siebie zarabiać kradnąc i handlując narkotykami. Przyszły filmowy gliniarz z obrazu „Królowie Nocy” był w młodości zatrzymywany ponad 25 razy przez policję. W wieku 13 lat miał już za sobą uzależnienie od kokainy. Niedawno w programie „60 minut” Wahlberg opowiadał, że większość jego kolegów z dzieciństwa skończyło w więzieniu albo na cmentarzu. Również on trafił na 45 dni do celi za pobicie innego mężczyzny. „Chciałem tam trafić. Mówiłem sobie, że będę jak inni koledzy. Jak już trafiłem do celi zadałem sobie pytanie: To jest to? Tak wygląda to bycie jak kumple? Wtedy zdałem sobie sprawę, że chcę czegoś innego od życia” – opowiadał po latach. Z więzienia wyciągnął go brat Donnie (dziś również aktor) i namówił, by dołączył do zespołu „New Kids On The Block”. Wahlberg wytrzymał jednak w tym niezwykle popularnym na przełomie lat 80. i 90. ubiegłego wieku zespole zaledwie pół roku, po czym przybrał pseudonim Marky Mark i za własne pieniądze nagrał solową płytę, która szybko stała się platyną. Nagle chuligan z ulicy stał się bożyszczem nastolatek i modelem firmy produkującej męską bieliznę.  Trudno oczywiście traktować jego rap poważnie. „Raper” Marky Mark może być co najwyżej postawiony na jednej półce z przebierańcem Vannila Ice. I nie do końca jest to jego wina. W końcu żaden biały MC, poza Eminemem, nie dorównał czarnym wykonawcom tej muzyki. Jednak nie tylko dlatego Marky Mark szybko stał się wrogiem środowisk murzyńskich. Gdy był na szczycie list przebojów przypomniano mu, że będąc nastolatkiem został aresztowany za rzucanie kamieniami w Murzynów i pobił dwóch Wietnamczyków, za co trafił zresztą do więzienia. Wahlberg został więc oskarżony o rasizm, co dla białego chłopaka wykonującego czarną muzykę jest tym samym, czym dla lewicowego polityka oskarżenie o homofobię. W 1993 roku kariera Marky Marka stanęła pod znakiem zapytania. Nie było to spowodowane oczywiście konfliktem z czarnymi raperami, choć wielka popularność geniuszy tej muzyki -2Paca, Dre Dre czy Notoriousa B.I.G musiała przytłoczyć nieudolnie rymującego kolesia w majtkach Calvina Kline’a. Wtedy właśnie Walhberg zaczął myśleć o zmianie profesji. Jego droga na szczyt Hollywood była równie spektakularna jak kariera muzyczna.

Gwiazda filmowa i producent

OSCARS WAHLBERGWahlberg zaczynał swoją przygodę z X Muzą jak większość gwiazd jego pokroju – od telewizji. Po dobrym występie w programie HBO „The Ben Stiller Show” i kilku programach rozrywkowych Wahlberg zagrał w telewizyjnym thrillerze„Zastępstwo”. Reżyser filmu przyznawał, że miał pewne obawy związane z powierzeniem mu roli, jednak szybko się przekonał o talencie muzyka. Po sukcesie filmu szybko posypały się inne propozycje. Wahlberg zadebiutował na dużym ekranie rolą buntowniczego szeregowego Tommy’ego Lee Haywooda w komediodramacie Penny Marshall „Inteligent w armii”. Następnym jego filmem  był mroczny dramat „Przetrwać w Nowym Jorku”. To wtedy pierwszy raz pojawił się u boku takich gwiazd jak Danny de Vito, Leonardo Di Caprio czy późniejsza zdobywczyni Oscara Reese Witherspoon. Jednak w tych filmach Wahlberg traktowany był wciąż jako idol nastolatek, który bawi się w aktorstwo. Przełomem w jego filmowej karierze stał się debiut u Paula Thomasa Andersona, późniejszego reżysera takich perełek jak „Magnolia” czy „Aż poleje się krew”. Film „Boogie Nights” opowiadał o przemyśle porno w latach 70-tych. Rola gwiazdy filmów porno Dirka Digglera udowodniła krytykom, że Wahlberg nie jest jedynie obrazkiem z baneru reklamującego bieliznę dla metro seksualnych facecików. Jednak mimo tego, że film został obsypany nagrodami (w tym Złotym Globem dla Burta Reynoldsa), Wahlberg jako jedyny z ekipy aktorskiej nie dostał żadnego prestiżowego wyróżnienia. Dopiero rola w oryginalnym i błyskotliwym „Złocie Pustyni”, którą zagrał u boku George’a Clooneya i kolegi ze sceny hip-hopowej, legendy z N.W.A, Ice Cube’a, przyniosła mu nagrodę „Blockbuster Entertainment”. Jednak prawdziwie przełomowym momentem w przygodzie Wahlberga z kinem okazała się kreacja w „Infiltracji” mistrza Scorsese, która przyniosła aktorowi nominację do Złotego Globa i Oscara. Od tego czasu Wahlberg z mniejszym bądź większym powodzeniem pojawia się na kinowym ekranie. Bardzo ciekawie rozwija się również jego kariera producencka. Za serial „Ekipa” otrzymał prestiżową nagrodę Brytyjskiej Akademii Filmowej (BAFTA). Wielki sukces odniósł również jeden z najlepszych seriali w historii kinematografii „Zakazane Imperium”, którego Wahlberg jest producentem wykonawczym. Jednak były chuligan nie stałby się obiecującym producentem i nie zgrałby u Scorsese, gdyby nie jego brat i ktoś jeszcze.

Duchowy ratunek z brudnej dziury

„Pierwszy raz spotkałem Marka około drugiej rano, jak sprzedawał marihuanę na rogu ulicy. Miał około 15 lat. Często widywałem go później, jak przejeżdżał różnymi samochodami obok kościoła. Zawsze trąbił i machał rękoma. Wszystkie samochody były oczywiście kradzione” – mówił w jednym z wywiadów o. James Flavin, który wyciągnął rękę do Wahlberga, gdy ten siedział za kratkami. Duchowny starał się odciągnąć Wahlberga od narkotyków i półświatka, angażując go do katolickiego zespołu koszykarskiego. Jednak nie uchroniło to późniejszego celebrytę od trafienia za kratki. „To było brudne, pełne szczurów, miejsce. Mark był śmiertelnie przerażony, jednak nie mógł nikomu pokazać, że się bał. Trafił do więzienia dla dorosłych. Bardzo się o niego modliłem, ale poradził sobie jak prawdziwy twardziel” – mówi duchowny. Wahlberg doświadczył w więzieniu wstrząsu i jego życie zupełnie się przewartościowało. W jednym z wywiadów opowiadał, jak jego koledzy byli zabijani na ulicach, sami mordowali swoich bliskich i masowo trafiali na całe życie do więzienia. „To nie było dla mnie. Wierzę, że Bóg wiedział, iż jestem w stanie czynić dobro i pokazywać ludziom, że jest coś lepszego niż bycie najtwardszym dzieciakiem w okolicy, który bez mrugnięcia okiem pociąga za spust, by obrobić warzywniak” – mówił niedawno aktor. Po wyjściu z więzienia Wahlberg wpadł jednak w wir showbiznesu i wziął na plecy cały ciężar z nim związany. Przez lata było więc głośno o jego romansach. Łączono go z Reese Witherspoon, Madonną, Winoną Ryder i wieloma modelkami, w tym z gwiazdą filmów porno Savannah, która zresztą popełniła w 1993 roku samobójstwo. Jednak przyjaźń z księdzem Flavinem trwała przez cały okres moralnych wzlotów i upadków gwiazdora. Jeden z konserwatywnych publicystów amerykańskich streścił głęboką przyjaźń Wahlberga z Flavinem słowami Chestertona: „Każdy człowiek, który wszedł do burdelu, tak naprawdę szukał Boga”. Wahlberg przyznaje, że ksiądz Flavin jest do dziś jego mentorem, przyjacielem, bratem i jego największym bohaterem.

Przykładny mąż i ojciec

63724_mark-uolberg_or_mark-wahlberg_1600x1200_(www.GdeFon.ru)„Dużo się modlę. Zostałem wychowany w atmosferze religijnej, ale trzymałem się z dala od kościoła. Wolałem się trzymać z «chłopakami z sąsiedztwa». Jednak gdy wpadłem w poważne tarapaty zwróciłem się w stronę Boga. W momencie, gdy zacząłem skupiać się na swojej wierze, naprawdę dobre rzeczy zaczęły się dziać w moim życiu. Jednak nawet jak wpadałem w doły to dzięki wierze w Jezusa łatwiej mi było z nich wyjść” – mówił Wahlberg w wywiadzie dla Reutersa po tym, jak odsłonił swoją gwiazdę w hollywoodzkiej „Alei Sław”. Dziś aktor działa w organizacjach promujących abstynencje narkotykową wśród młodzieży z gett. Podczas jednego ze spotkań opowiadał, że dzięki modlitwie znajduje odpowiedź na wszystkie nurtujące go trudne pytania. „Wielu ludzi wpada w problemy, idą do więzienia i odnajdują Boga. W momencie, gdy o Nim zapominają, są zgubieni. Jednak muszę przyznać, że dzięki wierze moje życie mogłoby się skończyć i dziś. Nie miałbym nic przeciwko. Ja odnalazłem już szczęście” – mówił gwiazdor „Boogie Nights”.

Wahlberg założył również „Mark Wahlberg Youth Foundation”, która pomaga trudnej młodzieży. Aktor przyznaje, że jego nawrócenie przychodziło powoli i dojrzewał do wiary, związku małżeńskiego i roli ojca. Coraz częściej zaczął mówić w swoich wywiadach o Bogu i Jezusie, co spowodowało, że w światku filmowym zaczęły krążyć legendy o jego zaangażowaniu w życie duchowe. Kilka lat temu całe Hollywood żyło głośną plotką, mówiącą o tym, że wielki wpływ na Wahlberga i dobór przez niego ról filmowych ma wciąż ksiądz Flavin, który rzekomo spowodował, że Wahlberg odrzucił rolę kowboja homoseksualisty w „Tajemnicy Brokeback Mountain”. W kontrowersyjnym obrazie Anga Lee opowiadającym o gejowskim związku dwóch twardych kowbojów, którzy zamiast z czarnymi postaciami z koltami muszą zmierzyć się z homofobią społeczeństwa, Wahlberg miał zagrać duet z Joaquinem Phoenixem. Role w końcu przyjęli tragicznie zmarły dwa lata temu, znakomity aktor młodego pokolenia, Heath Leadger i Jake Gyllenhal. Wahlberg nie skomentował plotki. Może dlatego, że nie wstydzi się wpływu chrześcijan na swoją karierę? Jednak w jednym z wywiadów dał do zrozumienia, że scenariusz był dla niego „zbyt dosłowny” i go przeraził. Po tej wypowiedzi nie omieszkały skrytykować go niektóre środowiska gejowskie.

Wahlberg jest jednym z kilku amerykańskich celebrytów, którzy jawnie stanęli po stronie Jezusa. I wydaje się być w swojej wierze uczciwy. Z pewnością nie stara się w spektakularny sposób głosić prawdy o Zbawicielu, jak robił to Mel Gibson. Nie próbuje łączyć ewangelicznych prawd z lewackimi przesądami, jak to od lat czyni Martin Sheen. Nie występuje również w religijnych filmach jak Stephen Baldwin. Trudno znaleźć jednoznaczne wypowiedzi aktora na tematy polityczne czy związane z obyczajowością. Można robić mu z tego powodu zarzut, bowiem każdy chrześcijanin ma obowiązek ewangelizowania bliźnich. Jednak na każdym kroku Wahlberg podkreśla, że najważniejsza dziś jest dla niego rodzina. W 2009 roku Wahlberg wziął ślub z modelką Rheą Durham, z którą jest związany od 2001 roku. Mają czwórkę dzieci i – jak podkreśla gwiazdor – chciałby mieć ich więcej. „Moja rodzina podróżuje ze mną, jak pracuję. Jeżeli jest to niemożliwe to spędzam z dzieciakami każdą wolną chwilę” – mówi. W wywiadzie dla „Catholic Herald” Wahlberg stwierdził natomiast, że pierwszą rzeczą, którą robi po przebudzeniu, to zmówienie modlitwy.

„Bycie katolikiem jest najważniejszą rzeczą w moim życiu. Pierwszą rzeczą, jaką robię po wyjściu z domu, jest zatrzymanie się w kościele” – dodał uzależniony od kokainy w wieku 13 lat chuligan, który stał się raperem, modelem reklamującym majtki i w końcu aktorem nominowanym do Oscara. I może właśnie to świadectwo jest ważniejsze niż głoszenie haseł pro-life i walka z Barackiem Obamą, czym zajmują się już inne, choć jeszcze bardzo nieliczne, gwiazdy. W Hollywood, które słynie z promocji rozwiązłego trybu życia, co niewątpliwie wpływa na postępowanie młodych ludzi zapatrzonych we współczesne złote cielce, każdy głos chwalący wartości rodzinne jest na wagę złota. Wahlberg przeszedł długą drogę, na której zawsze obecny był Jezus. Jest więc szansa, że doprowadzi On gwiazdę „Infiltracji” do dawania świadectwa prawdzie na każdym kroku jego kariery.

Łukasz Adamski

http://www.fronda.pl/a/jak-idol-nastolatek-odnalazl-boga,12134.html

Jest weteranem wśród aktorów. Zanim w latach 90. zyskał popularność występował w teatrze, reklamach telewizyjnych i filmach. Przez długi czas pracował z Negro Ensemble Company i NY Shakespeare Festival, pojawiał się również na Broadwayu. W 1988 r. rozpoczął współpracę z reżyserem Spikem Lee. Okazała się ona bardzo korzystna. Udział w takich filmach jak „Czarny blues” i „Malaria” przyniósł Jacksonowi sławę. Kolejne filmy ugruntowywały jego popularność.

samuel_l_jackson-django_unchained-1Aktor bez skrępowania przyznał, że nawrócenie pomogło mu uporać się z alkoholem i kokainą. Od tego czasu każdego ranka prosi Boga: „Daj mi siłę, żebym dziś nie pił ani nie brał narkotyków”. I to działa! Już 15 lat żyje w abstynencji. Po zagraniu w ponad 80 filmach, Samuel L. Jackson stał się jednym z najważniejszych aktorów amerykańskich. Jest ulubieńcem Quentina Tarantino, a także laureatem Nagrody BAFTA (Pulp Fiction); oprócz tego Samuel to jeden z najbogatszych ludzi show-biznesu, ale za to, co osiągnął, jest przede wszystkim wdzięczny Bogu. Według tego, co mówi w wywiadzie dla „Pantalla semanal” nawrócenie pomogło mu opuścić piekło uzależnienia, w jakim żył. „Fakt, że jestem teraz tutaj, a nie na ulicy, kompletnie pijany, albo naćpany to całkowicie zasługa Boga.”

„Dostałem ten dar, światło od Boga – wiarę. Czasem wiara jest ważna, żeby wytrwać w chwilach pokusy”, stwierdza. „Już nigdy nie wypiłem ani kieliszka przez te 15 lat. Być może mógłbym wypić lampkę szampana i nic by się nie stało, ale doświadczenie mi mówi, że gdy otwierałem butelkę szampana to piłem tak długo, aż się nie skończyła. Nigdy nie byłem w stanie wypić tylko jednego kieliszka i o tym muszę pamiętać codziennie. To pierwsza rzecz, jaką robię codziennie rano- proszę Boga o siłę, żeby tego dnia nie pić ani nie ćpać.”

Jackson brał udział, razem z chrześcijańskimi aktorami tej miary co Angela Bassett, Cuba Gooding Jr, Denzel Washington czy Forest Whitaker, w spektakularnym projekcie czytanej wersji Biblii, („The Bible Experience”) którą można ściągnąć z internetu w wersji przystosowanej do Ipoda.

„Wierzę, że Bóg opiekuje się całym światem”, zapewnia. „Wszystko dzieje się z jakiegoś określonego powodu, nie wiem, czy aby spełniło się przeznaczenie, czy też dlatego, że w życiu dostajemy jakąś serię możliwości i w zależności od każdej z podjętych decyzji idziesz jakąś określoną drogą. Ja osobiście codziennie dziękuję Bogu za wszystko, co mi dał, bo widzę w tym ogromną wartość”, podsumowuje.

http://wielodzietni.org/discussion/4268/samuel-l-jackson-aawszystko-czym-jestem-zawdzieczam-boguaa/p1

Wiele osób było zaskoczonych niedawną informacją o wspólnych nagraniach Dana Spitza, niegdyś gitarzysty Anthrax, i Nicko McBraina, perkusisty Iron Maiden. Zdziwienie wynikało przede wszystkim z faktu, że Dan przeżył nawrócenie religijne i obecnie niezbyt ciepło wypowiada się na temat swojej thrasmetalowej przeszłości. Okazało się jednak, że Nicko również nawrócił się – w czym wielka zasługa jego żony Rebeki – i dołączył się do kościoła Spanish River Church na Florydzie.

nico perkusista

Nicko McBrain.

„Siedziałem w kościele i myślałem – Nie piłem poprzedniej nocy. Dlaczego nie mogę bez tego wytrzymać?. Potem zacząłem studiować Biblię i miłość Jezusa zaczęła spływać do mojego serca” – opowiada Nicko o początkach swego nawrócenia amerykańskiemu serwisowi religijnemu Cross Rhythms.

„Nie wiem, gdzie byłbym teraz, gdyby nie kościół i Bóg. Wiem, że chcę poświęcić swoje życie dla Boga” – deklaruje perkusista Iron Maiden.

Perkusista często rozmawia z innymi muzykami Iron Maiden o swojej wierze.

„Staram się przekonać tych facetów w moim zespole, by stali się chrześcijanami”, tak McBrain powiedział serwisowi canada.com w 2009 roku. „Jestem z nimi po to, by prowadzić ich po mojej drodze, by wiedzieli, jaki plan Boży jest w Biblii. To do nich też jest skierowane. Niech uwierzą, bo czeka ich wieczne szczęście. Mówię do chłopaków, popatrz, w moim przekonaniu, w tej chwili, po dołączeniu do Zbawiciela, Jezusa Chrystusa, będę miał z tobą życie wieczne w niebie! „

Tony Cummings, redaktor Cross Rhythms, tak skomentował nawrócenie Nicko: „Przemiana Nicko to cudowna informacja i trochę ironia losu. Przecież w latach 80. i 90. w wielu publikacjach religijnych zespoły takie jak Iron Maiden, Anthrax czy Megadeth, były określane jako satanistyczne. Teraz zaś Nicko McBrain, Dan Spitz z Anthrax i Dave Ellefson z Megadeth są chrześcijanami”.

Mało kto wie, że połowica 48-letniego Nicko McBraina, Rebecca, ma swój zespół – The Rebecca McBrain Band, wykonujący rzecz jasna muzykę rockową z religijnymi tekstami. Grupa wydała ostatnio płytę z ośmioma utworami, która na razie jest dostępna wyłącznie za pośrednictwem Internetu.

Nicko i Rebbeca McBrain mieszkają na stałe w Boca Raton, na Florydzie, wraz z synem Justinem. Oboje regularnie uczestniczą w nabożeństwach w Spanish River Church i grają w zespole działającym przy kościele.

http://muzyka.interia.pl/wiadomosci/news/nawrocony-nicko-mcbrain,269077,44