Posts Tagged ‘„Niebo i ziemia przeminą…”’

Seria “ARGUMENTY ZA WIARĄ” ma na celu pokazanie, że chrześcijaństwo i ogólnie wiara w Boga nie jest czymś co wymaga całkowitego wyłączenia myślenia. Cykl ten może nie da niezbitego 100% dowodu na istnienie Boga (nie taki jest jego cel), lecz powinien sprawić, aby przynajmniej niektóre osoby niewierzące zmieniły swoją postawę z bezmyślnego wyśmiewania chrześcijaństwa w założenie, że “być może coś w tym jest”. Z kolei osoby już wierzące być może wzmocnią swoją wiarę po kolejnych wpisach z tej serii.

god-creates-man-sistine-chapel

Drugi tytuł: CUDA Tyle ataków i kryzysów, a Kościół Chrystusa wciąż trwa.

„Niebo i ziemia przeminą, ale Moje słowa nie przeminą”. Cywilizacja starożytności obejmowała cały ówczesny świat i ludzie nie bardziej spodziewali się jej końca niż tego, że słońce przestanie świecić. Nie potrafili sobie wyobrazić innego porządku, chyba że należałby do innego świata. Ale światowa cywilizacja przeminęła, a słowa nie przeminęły. Podczas długiej nocy wczesnego średniowiecza feudalizm był rzeczą tak bliską człowiekowi, że nikt nie potrafił sobie wyobrazić, by można żyć bez pana, a religia była tak mocno wpleciona w strukturę ustroju, że nikt nie mógł sobie wyobrazić, by można ją było rozerwać. A jednak feudalizm został rozerwany na strzępy i starty w braterskim duchu prawdziwego średniowiecza, a pierwszą i najświeższą siłą tej nowej wolności była ta sama stara religia. Feudalizm przeminął, a słowa nie przeminęły. Cały średniowieczny porządek, będący dla człowieka pod tyloma względami kompletnym i niemal kosmicznym domem, sam stopniowo uległ zużyciu, i wtedy wreszcie wydawało się, że słowa również wyzioną ducha. A jednak przebyły one całą świetlistą otchłań renesansu i już po pięćdziesięciu latach wykorzystywały jego światło i naukę do tworzenia nowych podstaw wiary, nowej apologetyki i nowych świętych. Wydawało się, że religia zwiędnie ostatecznie pod palącym słońcem wieku rozumu, że rozpadnie się od trzęsienia ziemi wywołanego przez wiek rewolucji. Nauka podważyła ją swoimi wyjaśnieniami, a ona trwała. Historia wykopała ją z ziemi w zamierzchłej przeszłości, a ona nagle pojawiła się na odległym horyzoncie. Dziś znowu stanęła na naszej drodze i na własne oczy obserwujemy jej wzrost.

Jeśli relacje i dokumenty opisujące nasze życie społeczne zachowają swoją ciągłość, jeśli ludzie naprawdę nauczą się używać rozumu do rozważania nagromadzonych faktów tak przytłaczającej historii, zdaje się, że prędzej czy później nawet wrogowie chrześcijaństwa wywnioskują ze swoich nieustannych rozczarowań, że w dziejach tej religii nie ma co spodziewać się czegoś tak prostego jak śmierć. Będą mogli nadal z nią walczyć, ale tylko tak, jak walczą z naturą; jak walczą z krajobrazem albo z niebem nad swoimi głowami. „Niebo i ziemia przeminą, ale Moje słowa nie przeminą”. Będą wyglądać jej potknięcia, będą wyglądać jej pomyłki, ale nie będą więcej! wyglądać jej końca. Bez ich woli, a nawet świadomości, ich własne ciche oczekiwania sprawią, że dokona się wypełnienie względnych warunków tej zdumiewającej przepowiedni; nie będą już spodziewać się wytępienia tego, co tak często na próżno próbowano wytępić, i nauczą się instynktownie oczekiwać, że wcześniej nastąpi pojawienie się komety albo zlodowacenie naszej gwiazdy.

CHRZEŚCIJAŃSTWO PRZETRWAŁO NIE TYLKO CZAS WOJNY, LECZ CO WAŻNE POKOJU

A oto fakt ostatni i najbardziej niezwykły ze wszystkich. Wiara nie tylko często traciła życie, ale często traciła je ze starości. Nie tylko często była zabijana, ale często umierała naturalną śmiercią w tym sensie, że spotykał ją całkiem naturalny i nieuchronny koniec. Oczywiste jest, że przetrwała ona najokrutniejsze i najbardziej powszechne prześladowania od wstrząsu wściekłości Dioklecjana po wstrząs rewolucji francuskiej. Miała w sobie jednak jeszcze dziwniejszą, a nawet jeszcze bardziej wariacką nieustępliwość; przetrwała bowiem nie tylko wojnę, ale także czasy pokoju. Nie tylko często umierała, ale równie często degenerowała się i psuła, a mimo to przetrwała własną słabość, a nawet własną kapitulację. Nie musimy powtarzać oczywistości o końcu, jaki spotkał Chrystusa; o pięknie zaślubin młodości ze śmiercią. Historia Kościoła robi jednak niemal takie wrażenie, jakby Chrystus dożył najstarszego możliwego wieku i jako stuletni siwowłosy starzec zmarł z wyczerpania, a potem odmłodzony zmartwychwstał przy dźwięku trąb i pod rozstępującym się niebem. Całkiem słusznie powiedziano, że ludzki element chrześcijaństwa w swej powracającej słabości zbyt łatwo żenił się z mocami tego świata; jeśli jednak żenił się z nimi, to często zostawał wdowcem. Wróg chrześcijaństwa mógł w pewnym momencie jego historii powiedzieć, że było ono jedynie elementem władzy cezarów, dziś jednak brzmi to równie dziwnie jak twierdzenie, że było ono elementem władzy faraonów. Inny wróg mógł powiedzieć, że było ono jedynie oficjalną wiarą feudalizmu, dziś jednak brzmi to równie przekonująco jak twierdzenie, że chrześcijaństwo musiało zniknąć razem z rzymskimi willami. Wszystkie te zjawiska faktycznie dopełniły swego biegu i dotarły do naturalnego końca; wydawało się, że także religia chrześcijańska nie ma innego wyjścia, niż skończyć się wraz z nimi. I rzeczywiście skończyła się. A potem zaczęła na nowo [GKC].

—————————–

Postawmy sobie jeszcze pytanie szczególnie intrygujące: Dlaczego właśnie chrześcijaństwo, jak chyba żadna inna religia, ma żywot tak szczególnie trudny, że praktycznie od zawsze i coraz to na nowo wydaje się przegrywać i mieć ku końcowi? Dla mnie osobiście odpowiedź na to pytanie jest oczywista: Bo nie od ludzi ta religia pochodzi, tylko od Boga, toteż przekracza wszelkie miary ziemskie. „Moc bowiem w słabości się doskonali” (2 Kor 12,9). „To bowiem, co jest głupstwem u Boga, przewyższa mądrością ludzi, a co jest słabe u Boga, przewyższa mocą ludzi” (1 Kor 1,25).

Toteż ilekroć obserwuję jakieś odejścia od Chrystusa albo słyszę niepokoje o przyszłość Kościoła, przypominają mi się słowa Listu do Hebrajczyków: „Jezus Chrystus wczoraj i dziś, ten sam także na wieki. Nie dajcie się uwieść różnym i obcym naukom, dobrze bowiem jest wzmacniać serce łaską” (13,8n) [o. Jacek Salij].

Zmartwychwstanie

„Człowiek wiekuisty” – G.K. Chesterton

ZOBACZ TAKŻE–> http://mateusz.pl/ksiazki/js-npp/js-npp_50.htm (o. Jacek Salij)

Seria “ARGUMENTY ZA WIARĄ” ma na celu pokazanie, że chrześcijaństwo i ogólnie wiara w Boga nie jest czymś co wymaga całkowitego wyłączenia myślenia. Cykl ten może nie da niezbitego 100% dowodu na istnienie Boga (nie taki jest jego cel), lecz powinien sprawić, aby przynajmniej niektóre osoby niewierzące zmieniły swoją postawę z bezmyślnego wyśmiewania chrześcijaństwa w założenie, że “być może coś w tym jest”. Z kolei osoby już wierzące być może wzmocnią swoją wiarę po kolejnych wpisach z tej serii.

Jean-Léon_Gérôme_-_The_Christian_Martyrs'_Last_Prayer_-_Walters_37113

Przemienione życie pierwszych chrześcijan jest jednym z najbardziej przekonujących świadectw faktu zmartwychwstania. Musimy zapytać: Co skłaniało ich do głoszenia wszędzie wiadomości o zmartwychwstałym Chrystusie?

Gdyby istniały jakieś widoczne korzyści będące rezultatem ich wysiłków – takie jak pozycja, bogactwo, wyższy status społeczny – moglibyśmy logicznie wytłumaczyć ich działanie. W nagrodę jednak za swoje szczere i całkowite oddanie zmartwychwstałemu Chrystusowi ci pierwsi chrześcijanie byli bici, kamienowani, rzucani lwom na pożarcie, torturowani, krzyżowani i poddawani wszelkim możliwym do wymyślenia represjom mającym powstrzymać ich od głoszenia nauki Jezusa. Sami byli wszakże jednymi z najbardziej pokojowo nastawionych ludzi i nikomu nie narzucali siłą swych przekonań. Raczej oddawali swoje własne życie na dowód całkowitej pewności co do prawdy przekazywanego orędzia.

Bardzo trudne byłoby wyjaśnienie przemiany tych wszystkich ludzi, gdyby zmartwychwstanie nie było prawdziwe. Profesor Robert Grant (University of Chicago) był najbardziej płodnym historykiem amerykańskim swojego pokolenia, jeśli chodzi o wczesne chrześcijaństwo. Powiedział on:

„Powstanie chrześcijaństwa jest prawie nie do pojęcia, jeżeli takie wydarzenie nie miałoby miejsca”. [1]

Ktoś mógłby powiedzieć, że np. fundamentaliści islamscy także oddają za coś życie. Jest tutaj jednak pewna różnica. Obecni fundamentaliści żyją ponad tysiąc lat od początku Islamu. Pierwsi chrześcijanie umierali za wiarę w coś co po pierwsze działo się w ich czasach. Tam nie potrzebna była jakaś wielka wiara. Oni mogli łatwo sprawdzić argumenty na których opierali swoje przekonanie w zmartwychwstanie. Po drugie ciężko uwierzyć, aby grupa osób, które były najbliżej Jezusa za czasów jego nauki (apostołowie i inni), mogła patrzeć spokojnie, jak ludzie umierają za coś, co może nie być pewne na 100%. W przypadku tej grupy osób trudno mówić o wierze. Oni wiedzieli, że albo Jezus pokazał im się, albo to ich kłamstwo. W kłamstwo ich trudno uwierzyć, gdyż jak można z jednej strony rozprzestrzeniać tak wzniosłe pod względem moralnym nauki, a z drugiej strony tak bezczelnie kłamać i patrzeć, jak inni umierają niepotrzebnie. Apostołowie musieli otrzymać niepodważalny dowód na zmartwychwstanie Jezusa. A najlogiczniejszym dowodem jest Chrystus, który im się ukazał.

„Czy ci mężczyźni, którzy przyczynili się do przemiany moralnej struktury społeczeństwa, są wytrawnymi kłamcami czy też szaleńcami opanowanymi złudzeniem? Te propozycje są trudniejsze do uwierzenia niźli fakt Zmartwychwstania, i nie ma nawet krztyny dowodu, aby je potwierdzić” – Paul Little [2]

Pascal, francuski filozof, pisze: „Twierdzenie, jakoby Apostołowie byli oszustami, jest absurdalne. Spróbujmy jednak prześledzić logiczne konsekwencje takiego poglądu. Wyobraźmy sobie tych dwunastu mężczyzn, którzy spotykają się po śmierci Jezusa Chrystusa i knują spisek, że będą głosić Jego zmartwychwstanie. Stanowiliby w ten sposób zagrożenie zarówno dla władz cywilnych, jak i religijnych. Można by więc spodziewać się reakcji władz. Serce człowieka charakteryzuje się zmiennością i niestałością; łatwo go skusić obietnicami dóbr materialnych. Gdyby chociaż jeden z nich poddał się tak nęcącym pokusom lub dał posłuch bardziej przekonującym argumentom więzienia i tortur, wszystko wydałoby się”. [3]

Profesor prawa z Harvardu Simon Greenleaf, który przez wiele lat prowadził wykłady na temat tego, jak analizować świadectwo i ustalić, czy kłamie ono, czy nie, podsumowuje, pisząc o Apostołach:

„Było zatem niemożliwością, by mogli oni wytrwać przy prawdach, które głosili, gdyby Jezus rzeczywiście nie powstał z martwych i gdyby oni nie znali tego faktu z taką samą pewnością, z jaką znali każdy inny fakt. Kroniki działań wojennych nie dostarczają przykładu dla tak heroicznej stałości, cierpliwości i niezachwianej odwagi. Mieli oni wszelkie możliwe motywy, by dokładnie zrewidować podstawy swojej wiary oraz materiał dowodowy opierający się na faktach i prawdach, które stanowczo podtrzymywali”. [4]

Dr George Eldon Ladd, pisząc z kolei na temat historycznego znaczenia przemiany Apostołów, stwierdza: „Historyk [nie wierzący w zmartwychwstanie Chrystusa – przyp. red.] musi także przyznać, że historyczny krytycyzm nie znalazł jeszcze wystarczającego historycznego wyjaśnienia tych faktów; że dla tego historyka przemiana uczniów jest problemem nierozwiązalnym. Musi on także przyznać, iż pogląd twierdzący, że Jezus rzeczywiście powstał z martwych, wyjaśnia wszystkie fakty”. [5]

Na sam koniec jeszcze jedno ciekawe spostrzeżenie. Przez pierwsze trzy wieki naszej ery jedyną religią prześladowaną w Cesarstwie Rzymski było chrześcijaństwo. Cała masa innych wierzeń trwała sobie w sielance. Chrześcijaństwo jednak nie upadło (jak zapowiedział Chrystus). W IV wieku wszystko się odwraca. W roku 391 za sprawą Teodozjusza I chrześcijaństwo zostało wyniesione do miana religii państwowej. Praktykowanie innych religii było karane śmiercią. Jakie były tego konsekwencje? Wszystkie religie pogańskie po prostu bardzo szybko zniknęły. Można powiedzieć, że w taki sposób same się sfalsyfikowały. Tak było min. z mitraizmem, które przecież swego czasu Cesarz Aurelian (214-275) wyniósł do rangi religii państwowej. W rezultacie jednak zapowiedzianych prześladowań religia ta w krótkim czasie zaniknęła. Na podstawie wykopalisk wiemy, że mitrea po prostu zostały porzucone; odnalezione zabytki sztuki mitraistycznej nie noszą najczęściej śladów zniszczenia. [6]

Opracowano min. na podstawie książki „Sprawa Zmartwychwstania” – Josha McDowella

[1] Robert Grant, Historical Introduction to the New Testament, New York, Harper and Row, 1963, s.302.

[2] Paul Little, Know Why You Believe, Scripture Press Publications, Inc., Wheaton, Illinois, 1971, s. 63

[3] The Essential Pascal, red. Robert W. Gleason, Mentor-Omega Books, New York 1966, s. 187

[4] Simon Greenleaf, An Examination of the Testimony of the Four Evangelists by the Ruler of Evidence Administered in the Courts of Justice, s. 29.

[5] George Eldon Ladd, The New Testament and Criticism, Grand Rapids, Mich., Wm. B. Eerdmans, 1967, s. 188

[6] http://pl.wikipedia.org/wiki/Mitraizm