Posts Tagged ‘o. Jacek Salij’

Seria „ARGUMENTY ZA WIARĄ” ma na celu pokazanie, że chrześcijaństwo i ogólnie wiara w Boga nie jest czymś co wymaga całkowitego wyłączenia myślenia. Cykl ten może nie da niezbitego 100% dowodu na istnienie Boga (nie taki jest jego cel), lecz powinien sprawić, aby przynajmniej niektóre osoby niewierzące zmieniły swoją postawę z bezmyślnego wyśmiewania chrześcijaństwa w założenie, że „być może coś w tym jest”. Z kolei osoby już wierzące być może wzmocnią swoją wiarę po kolejnych wpisach z tej serii.

god-touches-adam

Skorzystajmy z okazji, żeby sobie przypomnieć, jak ważne prawdy przekazuje nam ten pozornie naiwny opis stworzenia człowieka, jaki znajduje się w Piśmie Świętym. Otóż zupełnie rewolucyjna, w porównaniu do różnych mitów pogańskich, jest tu prawda, że stworzeniem człowieka zajął się sam Bóg. Przypomnijmy sobie mnogość mitów greckich o początkach człowieka, a w żadnym z nich ludzie nie odważali się nawet pomyśleć o tym, że sam Bóg najwyższy mógłby postanowić nasze pojawienie się na tym świecie. Pierwszego człowieka ukształtował – według jednego mitu – Hefajstos, według innego – Prometeusz. Według jeszcze innego mitu pierwsi ludzie urodzili się z kamieni, jakie rzucali za siebie tytani Deukalion i Pyrra. Istnieje nawet taki szczególnie pesymistyczny mit, według którego pierwsi ludzie wyrośli z zasadzonych w ziemi zębów smoka, czyli z czegoś najbardziej odrażającego co się da pomyśleć.

Tymczasem biblijny opis stworzenia człowieka przeniknięty jest dogmatem, że człowiek jest tym Bożym stworzeniem, na którym spoczęła szczególna miłość Boga. Opis przekazuje nam to w ten sposób, że nie tylko sam Bóg powołał człowieka do istnienia, ale jego stworzeniu poświęcił szczególnie wiele uwagi.

Co więcej, w tym pozornie naiwnym opisie znalazł się głęboki teologicznie przekaz, że człowiek został stworzony na obraz i podobieństwo samego Boga.

Jeszcze więcej odsłonił nam ten prosty tekst biblijny, kiedy bibliści odkryli jego odniesienia do babilońskiego mitu o powstaniu człowieka. Mianowicie według poematu „Enuma Elisz” pierwsi ludzie zostali ukształtowani z krwi sprzyjającego smokowi Tiamat boga Kingu (według innej wersji, z gliny zmieszanej z krwią tego boga). Od razu widzimy skrajnie pesymistyczną ideę tego mitu: ludzie to takie nieszczęsne istoty, które już od samego początku są przeniknięte ciemnością i chaosem. Myślę, że teoria ewolucyjnego pochodzenia człowieka, jeśli ją połączyć z materialistycznym dogmatem o rzekomo czysto zwierzęcej naturze człowieka, ma sporo pokrewieństwa z tym babilońskim mitem. W innym języku wyraża to samo przeświadczenie, jakoby niemoralność i duchowy chaos były w człowieku pierwotne w stosunku do tego wszystkiego, co w naszym własnym człowieczeństwie uważamy za najcenniejsze.

Jakżeż jasna i radosna jest na tle mitu babilońskiego prawda biblijna: Sam Bóg stworzył człowieka! A stworzył dlatego, że chciał nam udzielić podobieństwa do samego Siebie! Kiedy zaś stworzył, nie miał najmniejszej wątpliwości, że „wszystko, co uczynił, było bardzo dobre” (Rdz 1,31)! Z ręki Stwórcy człowiek wyszedł bowiem jako święty i bezgrzeszny, grzech pojawił się w nas dopiero później, z naszej winy, choć nie bez wpływu grzechu popełnionego w świecie stworzeń wyższych od człowieka (Rdz 3,1-6).

Obraz Boga lepiącego człowieka z gliny wydaje się wielu ludziom naiwny. A oto jakie głębie dostrzegł w tym obrazie święty Ireneusz (w roku mniej więcej 180!): „Bóg ukształtował człowieka własnymi rękami, to znaczy przez Syna i Ducha Świętego… i wycisnął na ukształtowanym ciele własną formę, w taki sposób, aby nawet to, co widzialne, miało Boski kształt”.

EWOLUCJA MÓWI NAM, ŻE CIAŁO CZŁOWIEKA POWSTAŁO Z ZIEMI/MATERII NIEOŻYWIONEJ. BIBLIA TEMU NIE PRZECZY.

Natomiast ten szczegół opisu biblijnego, że człowiek został ukształtowany z ziemi, przypominał nauczycielom Kościoła, że człowiek jest częścią przyrody i jako taki został szczególnie wezwany do tego, żeby być kapłanem wszystkich stworzeń nierozumnych, powołanym do oddawania Bogu chwały w imieniu całej ziemi i wręcz całego kosmosu. Zarazem Ojcowie Kościoła wciąż przypominali o tym, że człowiek jest kimś więcej niż częścią przyrody, bo przecież w glinę jego ciała sam Bóg tchnął ducha.

Z niezliczonych świadectw patrystycznych na ten temat przytoczę tu dwa. Święty Ambroży (+397) pisze na temat duszy człowieka mniej więcej to samo, o co tak wyraźnie dopominał się Pius XII, kiedy w encyklice „Humani generis” wskazywał na możliwość pogodzenia teorii ewolucji z wiarą w Boga Stwórcę.

„Oczywista rzecz – wyjaśnia Ambroży w swoim dziełku pt. O dobrach przynoszonych przez śmierć, 38 – iż dusza nie umiera razem z ciałem, bo nie jest z ciała, jak o tym w wielu miejscach poucza Pismo. Albowiem Adam [bezpośrednio] od Pana Boga naszego otrzymał ducha życia i stał się człowiekiem, istotą żyjącą”.

Wypowiedź świętego Cypriana (+258) przytaczam głównie dlatego, że stanowi ona niezwykle oryginalne odczytanie prośby Bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi: „Skoro mamy ciało z ziemi, a ducha z nieba, i modlimy się, (znaczy to, że) sami jesteśmy ziemią i niebem, toteż modlimy się, by w obydwóch, to znaczy w ciele i w duchu spełniała się wola Boga” (O Modlitwie Pańskiej, 16).

Dokładnie to samo, w języku nam współczesnym, przypomniał Jan Paweł II, właśnie w owym przesłaniu z października 1996 na temat teorii ewolucji, które tak Pana poruszyło. Mówi tam Ojciec Święty, że niektóre teorie ewolucji „są nie do pogodzenia z chrześcijańską antropologią”, te mianowicie, w których „ducha ludzkiego uważa się za stworzonego przez siły materii ożywionej lub też jako zwykły epifenomen tej materii. Są one nie do pogodzenia z prawdą o człowieku, są one również niezdolne do określenia godności osoby ludzkiej” (Biuletyn KAI, 1996 nr 44 s.17). [o. Jacek Salij]

csl krok w ewolucji został juz zrobionyhttp://www.opoka.org.pl/biblioteka/T/TD/praca_nad_wiara/stworzenie.html# — grafika z https://www.facebook.com/templumchristi

ZOBACZ–> https://znanichrzescijanie.wordpress.com/2014/11/27/argumenty-za-wiara50a-czlowiek-zostal-stworzony-na-obraz-boga/

A TAKŻE–> https://znanichrzescijanie.wordpress.com/2014/12/27/argumenty-za-wiara50b-pesymizm-enuma-elisz-i-atrahasis/

Reklamy

Seria „ARGUMENTY ZA WIARĄ” ma na celu pokazanie, że chrześcijaństwo i ogólnie wiara w Boga nie jest czymś co wymaga całkowitego wyłączenia myślenia. Cykl ten może nie da niezbitego 100% dowodu na istnienie Boga (nie taki jest jego cel), lecz powinien sprawić, aby przynajmniej niektóre osoby niewierzące zmieniły swoją postawę z bezmyślnego wyśmiewania chrześcijaństwa w założenie, że „być może coś w tym jest”. Z kolei osoby już wierzące być może wzmocnią swoją wiarę po kolejnych wpisach z tej serii.

jesus_face_3Istnieje kontrowersyjny pogląd, jakoby nauka o boskości Pana Jezusa pojawiła się dopiero w Ewangelii Jana, a trzy wcześniejsze Ewangelie tej prawdy nie znały.

Warto wiedzieć, że sto lat temu Adolf Harnack, skądinąd bardzo zasłużony badacz początków chrześcijaństwa, był jeszcze bardziej radykalny, mianowicie przesuwał ugruntowanie się wśród chrześcijan wiary w boskość Jezusa na wiek IV. Była to jednak teza kompletnie ideologiczna, skoro w samej tylko Ewangelii Jana Pan Jezus z całą otwartością nazywany jest po prostu Bogiem (por. J 1,1 i 18; 10,33; 20,28).

Ale również trzy pierwsze Ewangelie nie pozostawiają wątpliwości co do tego, że są dobrą nowiną o Synu Bożym, Bogu prawdziwym. Ci, którzy twierdzą, że Jezus był tylko zwyczajnym wędrownym nauczycielem żydowskim, jakich w tamtych czasach było wielu, powinni się zastanowić, czy którykolwiek z tych wędrownych nauczycieli mógłby powiedzieć o sobie to, co mówił o sobie Jezus: że „nikt nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn, i ten, komu Syn zechce objawić” (Mt 11,27; por. Łk 10,22).

Czymże innym niż przypisaniem sobie boskości były Jego słowa o tym, że „Syn Człowieczy jest Panem szabatu” (Mk 2,28; Mt 12,8)? Albo Jego deklaracja, że „Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów” (Mt 9,6; Mk 2,10; Łk 15,24)? Albo obietnica, że „Syn Człowieczy przyszedł szukać i zbawić to, co zginęło” (Łk 19,10)? Przecież jeden tylko Bóg mógł stawiać radykalne żądanie: „Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto kocha syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien” (Mt 10,37)

Czy którykolwiek z wędrownych nauczycieli żydowskich mógł mówić o sobie, że jest Panem aniołów? A Jezus tak właśnie o sobie mówił. Mówił, że przy końcu świata „Syn Człowieczy pośle aniołów swoich” (Mt 13,41; por. 16,27; Mk 8,38; Łk 9,26). Co więcej, On jednoznacznie mówił o sobie, że przyjdzie sądzić wszystkie narody (por. Mt 25,31–46).

Jak wiemy, proroctwa wielokrotnie zapowiadały, że Mesjasz będzie synem Dawida, i w Ewangeliach Pan Jezus często jest tak nazywany. Jednak On sam zwraca uwagę na to, że jest kimś więcej niż synem Dawida, bo przecież Dawid w Psalmie 110 nazywa Go swoim Panem (por. Mt 22,42–45; Mk 12,35–37; Łk 20,41–44). Świadectw boskości Pana Jezusa jest we wszystkich trzech Ewangeliach synoptycznych naprawdę bez liku.

Istnieje ponadto w Nowym Testamencie niezmiernie interesujący typ cytatów starotestamentalnych, które dotyczą naszego tematu. Chodzi mianowicie o te przytoczenia ze Starego Testamentu, w których Jezus utożsamiony jest z Bogiem Starego Testamentu. Jest np. w Księdze Joela zdanie: „Każdy, kto wezwie imienia Jahwe, będzie zbawiony” (Jl 3,5). Otóż Apostoł Paweł odnosi je do Pana Jezusa (Rz 10,13)

Z kolei Ewangelia Marka rozpoczyna się wezwaniem, aby przygotować drogę dla Pana i prostować ścieżki na Jego przyjście – Ewangelista ma tu niewątpliwie na myśli przygotowanie dróg dla Jezusa Chrystusa. Tymczasem u Izajasza, z którego św. Marek cytuje te słowa, przytoczone zdanie brzmi nieco inaczej: „Drogę dla Jahwe przygotujcie na pustyni, wyrównajcie na pustkowiu gościniec naszemu Bogu” (40,3). Tego typu cytatów jest w Nowym Testamencie znacznie więcej (por. np. Iz 45,23 oraz Flp 2,10).

Znajdujące się w Ewangeliach synoptycznych świadectwa boskości Pana Jezusa można przytaczać bez końca. „Kim właściwie On jest – pytają apostołowie, zdumieni Jego wszechmocą – że nawet wichrom i wodzie rozkazuje, a są Mu posłuszne” (Łk 8,25; por. Mt 8,27; Mk 4,41). On sam przypisuje sobie boską wszechobecność: „Oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28,20), i podobnie: „Gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam Ja jestem pośród nich” (Mt 18,20).

W Nowym Testamencie – jak już wspomniano – właściwie nieustannie natrafiamy na świadectwa boskości Zbawiciela. Weźmy taki oto szczegół: Najwięksi z proroków pamiętali, że są jedynie sługami Boga i żaden z nich nie odważył się głosić słowa Bożego swoim własnym autorytetem. Swoje nauki poprzedzali obwieszczeniem, że „to mówi Pan”, że taka jest „wyrocznia Pańska”. Inaczej Pan Jezus. On jedyny spośród proroków głosi słowo Boże swoim własnym autorytetem: „Słyszeliście, że powiedziano przodkom [przez proroków mówiących w imieniu Boga]: Nie zabijaj… A Ja wam powiadam: Każdy, kto się gniewa na swego brata, podlega sądowi” (Mt 5,21n); „Uczył ich jak ten, który ma władzę, a nie jak ich uczeni w Piśmie” (Mt 7,29).*

Już Ojcowie Kościoła zwracali uwagę na różnice między poszczególnymi Ewangeliami i ogromnie się cieszyli, kiedy jakiś szczegół znajdujący się w jednej Ewangelii pomagał im głębiej zrozumieć tekst z innej Ewangelii (na przykład tylko w Ewangelii Łukasza napisano, że na Górę Przemienienia Jezus wyszedł, aby się modlić, a z Mojżeszem i Eliaszem rozmawiał tam o swoim odejściu – Łk 9,28 i 31). Również w czasach Ojców Kościoła zdawano sobie sprawę z tego, że Ewangelia Jana – napisana mniej więcej ćwierć wieku po Ewangeliach synoptycznych – tak istotnie uzupełnia ich przekaz i dziękowano Bogu za to.

Jednak tylko nieliczący się z faktami i myślący życzeniowo ideologowie mogą twierdzić, jakoby ewangeliści Mateusz, Marek i Łukasz wierzyli w jakiegoś innego Jezusa niż ewangelista Jan. Podane wyżej teksty z Ewangelii synoptycznych jeszcze raz potwierdzają prawdę słów zapisanych w Liście do Hebrajczyków, że „Jezus Chrystus wczoraj i dziś, ten sam także na wieki” (Hbr 13,8). [o.Jacek Salij]

——————————–

* KAZANIE NA GÓRZE JEZUSA JEST JEGO NAJWAŻNIEJSZĄ MOWĄ JEŚLI CHODZI O NAUKĘ MORALNOŚCI. JUŻ SAM SPOSÓB MÓWIENIA WSKAZUJE JEDNOZNACZNIE, ŻE CHRYSTUS STAWIA SIEBIE W MIEJSCU BOGA.

W czym tkwi różnica między słowem proroków a słowem Syna? Prorocy wprowadzali swoje słowa przy pomocy formuł: „Tak mówi Pan», lub: „Wyrocznia Pana!». Jezus rozpoczyna mówiąc: „Ja wam powiadam». Więcej, Jezus niejeden raz wzmacnia to swoje „Ja», poprzedzając wypowiedź słowem Amen: „Zaprawdę (Amen), powiadam wam…» (Mk 3,28). Nie spotyka się tego nigdzie w literaturze hebrajskiej. „W Amen, które poprzedza „ja wam powiadam», jest zawarta w zarodku cała chrystologia” (H. Schlier); tym słowem Jezus wyraża całkowitą pewność mówienia w imieniu Boga, z władzą Boga.

Jezus mówił w imieniu własnym, a nie komentował nauczycieli, jak to czynili wszyscy rabini Jego czasów. Stawiał się nawet ponad Pismem, nie wahając się w razie potrzeby poprawić je i udoskonalić; całe Jego Kazanie na Górze zbudowane jest według schematu: „Słyszeliście, że powiedziano…; a Ja wam powiadam» (por. Mt 5,21nn). Wrażenie, jakie musiał robić taki sposób mówienia było ogromne. Było ono mniej więcej takie, jakby pewnego dnia jakiś kapłan, przemawiając do ludzi w kościele zaczął zmieniać Ewangelię, mówiąc: „Jezus Chrystus wam powiedział…; a ja wam mówię…». Dlatego zrozumiała jest reakcja słuchaczy: „Zdumiewali się Jego nauką: uczył bowiem jak ten, który ma władzę, a nie jak uczeni w Piśmie» (Mk 1,22). Wrażenie nowości, jakie robiło słowo Jezusa wyrażano najczęściej terminem „władza» (por. także Mk 11,28). Strażnik posłany, aby Go aresztować, mówił prosto: „Nigdy jeszcze nikt nie przemawiał w ten sposób, jak ten człowiek przemawia» (J 7,46).

http://www.currenda.diecezja.tarnow.pl/archiwum/2-96/o-2.htm

* * *

# JAKO CIEKAWOSTKĘ NR 1 NALEŻY WSPOMNIEĆ TUTAJ O ŚWIADECTWIE PISARZA RZYMSKIEGO PLINIUSZA MŁODSZEGO, KTÓRY JUŻ NA POCZĄTKU II WIEKU (112 n.e.) NAPISAŁ, ŻE CHRZEŚCIJANIE UWAŻALI JEZUSA JAKO BOGA:

Caius Plinius Caecilius Minor (62-114), czyli Pliniusz Młodszy, był w latach 111-113 wielkorządcą i namiestnikiem Pontu i Bitynii. Z tego okresu pochodzi 9 ksiąg listów Pliniusza będących cennym historycznym źródłem do poznania ówczesnego życia. Nas szczególnie interesuje List 96 dlatego, że znajdujemy w nim informacje dotyczące chrześcijaństwa. Co się z niego dowiadujemy? Najpierw, że w prowincji Bitynii w owym czasie była już znacząca liczba chrześcijan. Mieli oni duży wpływ na otoczenie, w którym żyli, bo wielu pogan przyjmowało chrześcijaństwo. W wyniku licznych nawróceń pustoszały pogańskie świątynie, co bardzo zaniepokoiło władze rzymskie, ponieważ coraz mniej złota wpływało z tych świątyń do ich kasy. Trzeba pamiętać, że był to okres zwycięskich wojen Trajana z Dakami i Partami, co wymagało ogromnych funduszy. Ogólny ton listu jest pisany z pozycji nieprzychylnej chrześcijaństwu, chociaż trzeba podkreślić pozytywną opinię o chrześcijanach wyrażoną w liście do cesarza Trajana. Tak pisał Pliniusz:

„Błąd i wina chrześcijan polegała na tym, że mieli zwyczaj w wyznaczonym dniu zbierania się przed świątynią i wygłaszania modlitwy pochwalnej na cześć Chrystusa jako Boga. Następnie zobowiązywali się pod przysięgą, że nie będą kradli ani prowadzili rozbojów, że nie będą cudzołożyli ani zapierali się wiary, że będą oddawać wszystko, co wezmą na przechowanie… Tak więc nic w nich nie znalazłem ponad głupi i bezmyślny zabobon”.

Gdyby Pliniusz dowiedział się od chrześcijan, że Chrystus jest dla nich tylko Bogiem napisałby: śpiewają hymn do swego Boga Chrystusa. Jeśli jednak pisze: do Chrystusa jako Boga to oczywiście dlatego, że wie, iż Chrystus jest dla chrześcijan nie tylko Bogiem ale i człowiekiem. Takie postępowanie chrześcijan, niezgodne z obyczajami rzymskimi było czymś złym. Według prawa rzymskiego o oddawaniu człowiekowi czci boskiej mógł decydować tylko senat. Tak było z Juliuszem Cezarem, która 2 lata po swojej śmierci, na mocy orzeczenia senatu, został włączony w poczet bogów. Zatem według świadectwa Pliniusza Chrystus był człowiekiem, któremu chrześcijanie bityńscy oddawali cześć jako Bogu.

http://adonai.pl/jezus/?id=24

# JAKO CIEKAWOSTKĘ NR 2 NALEŻY WSPOMNIEĆ,  ŻE POCZĄTEK EWANGELII ŚW. JANA MÓWIĄCY WYRAŹNIE O JEZUSIE JAKO BOGU:

 1Na początku było Słowo,
a Słowo było u Boga,
i Bogiem było Słowo

14A Słowo stało się ciałem
i zamieszkało wśród nas.
I oglądaliśmy Jego chwałę,
chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca,
pełen łaski i prawdy.

ZNAJDUJE SIĘ NA PAPIRUSACH DATOWANYCH NA KONIEC II WIEKU – PAPIRUS BODMER XIV-XV (P75) I BODMER II (P66). TO ODNOŚNIE TEORII, ŻE BOSKOŚĆ JEZUSA ZOSTAŁA WYMYŚLONA I SPISANA W IV WIEKU ZA CZASÓW KONSTANTYNA (KŁANIA SIĘ MIN. „KOD DA VINCI” DANA BROWNA BRANY PRZEZ NIEKTÓRYCH NAPRAWDĘ NA POWAŻNIE).

# JAKO CIEKAWOSTKĘ NR 3 NALEŻY WSPOMNIEĆ, ŻE OJCOWIE KOŚCIOŁA NA DŁUGO PRZED IV WIEKIEM PISALI O JEZUSIE JAKO BOGU:

„Nasz Bóg, Jezus Chrystus, został, zgodnie z zamierzeniem Boga, poczęty w łonie Maryi, z rodu Dawida, za sprawą Ducha świętego” (List św. Ignacego z Antiochii do Efezjan ( rozdz. 35), 107 r. n.e.).

„Gdybyście zrozumieli słowa proroków, nie wątpilibyście, że On (Jezus) był Bogiem, Synem jedynego, najwyższego Boga” (Rozmowa z Trifonem św. Justyna Męczennika (rozdz. 100), 165 r. n.e.).

„On (Jezus Chrystus) jest świętym Panem, Mądrym, Cudownym, Przepięknym, Wszechpotężnym Bogiem, który zstąpił z nieba, aby sądzić ludzi” (Kontra herezjom św. Ireneusza z Lyonu (tom 3, rozdz. 130), 200 r. n.e.).

„On (Jezus Chrystus) jest tak Bogiem, jak i Człowiekiem, źródłem wszelkiego dobra” (Ekshortacja do Greków św. Klemensa z Aleksandrii, 190 n.e.).

„Tylko Bóg jest bezgrzeszny. Jedynym człowiekiem bez grzechu jest Chrystus, również Bóg” (O Duszy Tertuliana (41,3), 210 r. n.e.).

„Chociaż (Syn) był Bogiem, przybrał ciało; i stając się człowiekiem, nadal był Bogiem” (Doktryny Fundamentalne Orygenesa (I:0:4, rozdz. 185), 254 r. n.e.).

http://opusdei.pl/pl-pl/article/rzeczywistosc-historyczna-deformowana-przezkod-leonarda-da-vinci/ Patrz też tu.

TAK WIĘC TO, CO WIEMY ODNOŚNIE CHRYSTOLOGII, TO TO, ŻE:

1. OJCOWIE KOŚCIOŁA W II I III WIEKU MÓWILI O JEZUSIE JAKO BOGU.

2. CHRZEŚCIJANIE NA POCZĄTKU II WIEKU ODDAWALI CZEŚĆ JEZUSOWI JAKO BOGU.

3. EWANGELIA ŚW. JANA POWSTAŁA POD KONIEC I WIEKU MÓWI O JEZUSIE JAKO BOGU.

4. EWANGELIE SYNOPTYCZNE POWSTAŁE OKOŁO 20-25 LAT PRZED NIĄ MÓWIĄ O JEZUSIE JAKO BOGU.

5. LISTY ŚW. PAWŁA I INNE POWSTAŁE PRZED EWANGELIAMI (I OKOŁO 20-30 LAT PO UKRZYŻOWANIU CHRYSTUSA) MÓWIĄ O JEZUSIE JAKO BOGU.

Benedykt XVI : Już mniej więcej 20 lat po śmierci Jezusa w hymnie ku czci Chrystusa w Liście do Filipian (2,6-11) znajdujemy zaawansowaną chrystologię, która o Jezusie mówi, że był równy Bogu, jednak ogołocił się, stał się człowiekiem, uniżył się aż do śmierci na krzyżu i dlatego należy mu się taki kosmiczny hołd i uwielbienie, jakie należą się Jemu [Bogu Ojcu] tylko – takie, które Bóg zapowiada u proroka Izajasza (45,23).

Badania krytyczne słusznie stawiają sobie pytanie: co takiego stało się w ciągu tych dwudziestu lat od ukrzyżowania? Jak mogła powstać taka chrystologia? Oddziaływanie anonimowych czynników wspólnoty kościelnej niczego przecież nie wyjaśnia i nadaremnie szuka się ich podmiotów. Jak takie kolektywne czynniki mogłyby być tak twórcze? Tak przekonujące i dynamiczne? Czy również z historycznego punktu widzenia nie jest o wiele bardziej logiczne, że ta wielkość tkwi  już w samych początkach i że postać Jezusa rzeczywiście rozsadzała wszystkie dostępne kategorie i można ją zrozumieć tylko w perspektywie tajemnicy Boga? [Jezus z Nazaretu s.13-14]

Seria „ARGUMENTY ZA WIARĄ” ma na celu pokazanie, że chrześcijaństwo i ogólnie wiara w Boga nie jest czymś co wymaga całkowitego wyłączenia myślenia. Cykl ten może nie da niezbitego 100% dowodu na istnienie Boga (nie taki jest jego cel), lecz powinien sprawić, aby przynajmniej niektóre osoby niewierzące zmieniły swoją postawę z bezmyślnego wyśmiewania chrześcijaństwa w założenie, że „być może coś w tym jest”. Z kolei osoby już wierzące być może wzmocnią swoją wiarę po kolejnych wpisach z tej serii.

miracles-of-jesus1

Owszem, Jezus dokonywał licznych cudów, ale po pierwsze: nie wszyscy je widzieli, więc mogli traktować wieści o nich jako nie sprawdzone pogłoski, a po drugie, ważniejsze: było i jest wielu ludzi, którzy dokonywali różnych dziwnych rzeczy graniczących z cudami, i to wcale nie mocą Bożą! Byli przecież ludzie, jak chociażby Cagliostro czy współcześni bioenergoterapeuci, którzy może również dokonywali niezwykłych wyczynów.

Nie przepisałem tego fragmentu Pańskiego listu, z którego wynika, że jest Pan osobiście człowiekiem głęboko wierzącym, a pragnie Pan tylko bronić dobrej woli tych, którzy w Jezusa nie uwierzyli. Ze swej strony dziękuję Panu za danie mi okazji do zastanowienia się nad cudami Pana Jezusa.

Za punkt wyjścia niech nam posłuży uwaga, jaką w roku ok. 178 rzucił na ten temat Celsus, autor pierwszego w dziejach traktatu przeciwko chrześcijanom. Porównał on Pana Jezusa do kuglarzy jarmarcznych i magików egipskich, „którzy za kilka oboli sprzedają na rynku swe cudowne umiejętności, wypędzają z ludzi demony, zamawiają choroby, wywołują dusze bohaterów, pokazują stoły zastawione drogimi potrawami i przysmakami, które w rzeczywistości nie istnieją, wprawiają w ruch martwe przedmioty, tak że wskutek złudzenia poruszają się one jak żywe istoty” (Orygenes, Przeciw Celsusowi, 1,68). I pyta Celsus zjadliwie: „Czyż musimy uważać od razu za synów Bożych ludzi, którzy dokonują takich rzeczy?”

Pożytecznie jest nieraz przypatrzeć się myśleniu kogoś, kto – jak Celsus – z góry odrzuca chrześcijaństwo i wyklucza samą nawet możliwość, że Jezus jest Synem Bożym i Zbawicielem. W tym przypadku spróbujmy spokojnie ustalić, czego w cudach Pana Jezusa Celsus, w swoim antychrześcijańskim daltonizmie, w ogóle nie był w stanie zauważyć.

Mógł Celsus nie wierzyć w Pana Jezusa, mógł odrzucać realność Jego cudów albo ich moc przekonującą, ale jednego nie mógłby nie zauważyć, gdyby Ewangelie czytał rzetelnie: że Pan Jezus był postacią par excellence religijną i wszystkie Jego cuda (co by Celsus o nich nie sądził) są w Ewangeliach przedstawione w kontekście Jego religijnego posłannictwa. Toteż porównując Go do kuglarzy jarmarcznych, Celsus daje tylko świadectwo swojej nonszalancji i nieuczciwości.

Zobaczmy więc, co w opisach cudów Pana Jezusa powinien zauważyć nawet Celsus, człowiek chrześcijaństwu nieżyczliwy, gdyby Ewangelię czytał uczciwie. Po pierwsze, nie znajdziemy w cudach Pana Jezusa nawet śladu popisywania się, chęci budzenia podziwu, a nawet zyskiwania sobie zwolenników. Do popisywania się kusił Go na pustyni szatan, podsuwając Mu pomysł efektownego skoku ze szczytu świątyni (Mt 4,5n). Do jakiegoś cudu na zawołanie próbowali Go namówić faryzeusze (Mk 8,11n), a kiedy wisiał na krzyżu, wrogowie szyderczo obiecywali Mu, że w Niego uwierzą, jeśli potrafi zstąpić z krzyża (Mt 27,42n). Trudno sobie nawet wyobrazić, że Syn Boży mógłby podjąć tak niegodne propozycje.

Jezus nie tylko nigdy nie uczynił cudu dla samego cudu, ale z całą świadomością zmniejszał zasięg oddziaływania swoich cudów, jeśli istniało niebezpieczeństwo, że ludzie nie zauważą w nich dzieła Bożej miłości. Toteż świadkom cudu oraz cudownie uzdrowionym Jezus nieraz zakazywał mówić o tym (Mk 1,44; 5,43; 7,36), unikał bowiem taniej popularności zwłaszcza gdyby ona miała wzmacniać jakieś rozpowszechnione wówczas fałszywe wyobrażenia na temat Mesjasza. Dlatego też, kiedy po cudownym rozmnożeniu chleba chciano „Go porwać i obwołać królem” (J 6,15), Jezus zdemaskował całą powierzchowność takiej fascynacji swoją Osobą (J 6,26) i pokazał głęboki, sięgający życia wiecznego, sens dokonanego cudu, co zresztą doprowadziło do gwałtownego spadku Jego popularności (J 6,60-66).

Po wtóre, celem cudów Jezusa jest zawsze dobro człowieka. „Dobrze uczynił wszystko – zapisuje Ewangelista Marek reakcję tłumu na uzdrowienie głuchoniemego – nawet głuchym słuch przywraca i niemym mowę” (7,37). Jednak Jezus czyniący cuda nie jest dobroczyńcą tylko doczesnym, Jego cuda są darem zbawczym, darem na życie wieczne. Dlatego oczekuje od uzdrowionych nowego życia: „Oto wyzdrowiałeś – mówi uzdrowionemu z paraliżu – nie grzesz już więcej, aby ci się coś gorszego nie przydarzyło” (J 5,14). Warto zauważyć, że bardzo podobne słowa usłyszała cudzołożnica, którą Zbawiciel uwolnił od jej prześladowców (J 8,11).

Dary, jakich Pan Jezus udzielał ludziom swoimi cudami, były często znakiem lub zapowiedzią darów daleko większych, przynoszących życie wieczne. Przede wszystkim daru wiary. Udzielał Jezus tego daru w sposób głęboko zgodny z naszą ludzką godnością, wzywając zainteresowanych do aktywnego ubiegania się o ten dar (Mt 9,28; Mk 5,36; <MI> 9,23) lub dobrotliwie wypominając im niedowiarstwo (Mt 8,26; 14,31). Z kolei niewidomy, którego Zbawiciel obdarzył wzrokiem, otrzymał dar wiary jako nieoczekiwane uwieńczenie doznanego cudu (J 9,35-38).

Jednak ostatecznym darem, którego obietnicę zawierały w sobie cuda Pana Jezusa i na którego przyjęcie przygotowywały, był On sam. To bardzo znamienne, że po rozmnożeniu chleba Jezus wypowiada słowa, które odsłaniają najgłębszy sens tego cudu: „Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba; jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki” (J 6,51). Analogiczne słowa poprzedzają cud uzdrowienia niewidomego: „Ja jestem światłością świata; kto idzie za Mną, nie będzie chodził w ciemności, lecz będzie miał światło życia” (J 8,12). Bardzo podobne słowa zabrzmiały tuż przed wskrzeszeniem Łazarza: „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem; kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie” (J 11,25).

To prawda, że nie tylko Jezus czynił cuda. Miłość ze swojej natury lubi czynić cuda. Każdy, kto stara się żyć według programu miłości, jakoś wie o tym z własnego doświadczenia. Jednak Pan Jezus jest nie tylko kimś kochającym, On jest Synem Bożym i naszym Zbawicielem. Toteż Jego cuda nie tylko obdarzały dobrem. One obdarzały dobrem skierowanym aż ku życiu wiecznemu. Mało tego: dobro, jakie otrzymywali ludzie dzięki cudom Jezusa, stanowiło zapowiedź, że ostatecznie chce On im udzielić w darze samego Siebie.

To prowadzi nas do trzeciej istotnej cechy cudów Pana Jezusa: one jawnie zwracały ludzi do Boga i kończyły się Jego uwielbieniem. Ewangeliczne opisy cudów rozbrzmiewają wysławianiem Boga. „Tłumy zdumiewały się widząc, że niemi mówią, ułomni są zdrowi, chromi chodzą, niewidomi widzą. I wielbiły Boga Izraela” (Mt 15,31). Tłumy wielbiły Boga po uzdrowieniu paralityka (Mt 9,8) i po wskrzeszeniu młodzieńca z Nain (Łk 7,16). Uzdrowiony pod Jerychem „szedł za Nim, wielbiąc Boga; tak że cały lud, który to widział, oddał chwałę Bogu” (Łk 18,42). Zgrzytem w epizodzie uzdrowienia dziesięciu trędowatych było to, że aż dziewięciu zapomniało uwielbić za to Boga, toteż wprawdzie dziesięciu zostało uzdrowionych na ciele, ale tylko jeden z nich doznał również uzdrowienia duchowego (Łk 17,17-19).

Podsumujmy: nie w tym, że Jezus czynił cuda, należy szukać potwierdzenia Jego posłannictwa i Jego nauki, ale w tym, że czynił takie cuda, w taki sposób i z takimi skutkami duchowymi.

Jezus cały był Świadkiem miłości Ojca Przedwiecznego do nas ludzi – o miłości Bożej do nas świadczyły nie tylko Jego cuda, również Jego nauka, Jego postępowanie i całe Jego życie. „Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca” (J 14,9) – powiedział kiedyś sam o Sobie. Toteż Samarytanie uwierzyli w Niego, choć nie widzieli żadnego cudu. „Wierzymy nie dzięki twemu opowiadaniu – powiedzieli swojej krajance, dzięki której mogli zaprosić Jezusa do siebie – ale na własne uszy usłyszeliśmy i jesteśmy przekonani, że On jest prawdziwie Zbawicielem świata” (J 4,42).

Czyż my, którzy wierzymy w Jezusa dzisiaj, nie odczuwamy podobnie, jak owi Samarytanie? Przecież Jezus wywiązuje się ze swojej obietnicy i rzeczywiście jest z nami po wszystkie dni, aż do skończenia świata. Naucza nas dróg Bożych, uzdrawia nas z naszej ślepoty i trądu, i paraliżu, karmi nas własnym Ciałem. Również my sami możemy mówić to, co napisał kiedyś Apostoł Jan: że wierzymy w to, „co było od początku, cośmy usłyszeli o Słowie życia, co ujrzeliśmy własnymi oczami, na co patrzyliśmy i czego dotykały ręce nasze – bo Życie nam się objawiło” (1 J 1,1n).

Jeśli dobrze wgłębimy się w okoliczności i cel cudów Jezusa, sami będziemy umieli odróżniać cuda prawdziwe od fałszywych. Pozostawmy na boku, jako dla naszego tematu mniej ważne, różne wydarzenia nadzwyczajne, które zdają się nie mieć żadnego sensu, ani bożego, ani bezbożnego. Otóż sam Pan Jezus przestrzegał nas przed fałszywymi mesjaszami i fałszywymi prorokami, którzy „działać będą wielkie znaki i cuda, by w błąd wprowadzić, jeśli to możliwe, także wybranych” (Mt 24,24). Apostoł Paweł fałszywe cuda przypisywał szatanowi (2 Tes 2,9-11). W Apokalipsie wyraźnie mówi się o tym, że celem fałszywych cudów jest doprowadzenie ludzi do tego, ażeby zaczęli kłaniać się Bestii (13,13n; 16,13n).

Krótko mówiąc, fałszywość cudów poznaje się zwłaszcza po tym, że wprowadzają one zamęt w nasze relacje z Bogiem, a nawet podpowiadają nam odejście od Boga do takich lub innych służb bałwochwalczych. Dodatkowym kryterium fałszywości cudu jest egocentryzm cudotwórcy lub jego daltonizm na prawa miłości oraz na obietnicę życia wiecznego.

http://www.nonpossumus.pl/biblioteka/jacek_salij/praca_nad_wiara/49.php

———————————————

Cuda dokonywane przez Chrystusa Pana nie były typu: zamiana krzesła w wielbłąda czy rozpłynięcie się w powietrzu. Odzwierciedlały one głównie procesy, które naprawdę występują w naturze tylko w wolniejszym tempie.

Istnieje działalność Boga sprawowana w świecie stworzonym, powiedzmy sobie, całościowa działalność, której ludzie nie chcą rozpoznać. Cuda dokonane przez Boga wcielonego, który żył jako człowiek w Palestynie, dotyczą dokładnie tych samych rzeczy co całościowa działalność, tyle że dokonują się w innym tempie i na mniejszą skalę. Jednym z ich głównych celów jest to, by ludzie zobaczywszy rzecz dokonaną przez indywidualną, osobową moc w małej skali, mogli uznać – kiedy ujrzą tę samą rzecz dokonaną w dużej skali – że moc stojąca za nią jest również osobową i że w rzeczywistości chodzi tu o tę samą Osobę, która żyła pośród nas dwa tysiące lat temu. Cuda są w istocie rzeczy przepisywaniem drobnymi literkami dokładnie tej samej historii, która jest pisana w całym świecie literami zbyt dużymi, by niektórzy z nas mogli je zobaczyć. Z tego dużego zapisu część jest już widoczna, część wciąż pozostaje przed nami zakryta. Innymi słowy, niektóre z cudów sprawiają w wymiarze ograniczonym to, co Bóg już uczynił w skali uniwersalnej, inne dotykają tego, czego On jeszcze nie uczynił, lecz niechybnie sprawi. W tym sensie, i z naszego ludzkiego punktu widzenia, niektóre są przypomnieniami, a inne proroctwami.

Bóg stwarza winorośl i uczy ją, by przez korzenie wciągała wodę do góry i żeby z pomocą słońca zamieniała wodę w sok, który sfermentuje i nabierze określonych właściwości. W ten sposób co roku od czasów Noego po dziś dzień Bóg zamienia wodę w wino. Tego ludzie nie potrafią dostrzec. Albo – jak poganie – wiążą ten proces z jakimś określonym duchem, Bachusem czy Dionizosem, albo też – jak współcześni – przypisują rzeczywistą i ostateczną przyczynowość chemicznym i innym materialnym zjawiskom, które są wszystkim, czego nasz umysł może się w tym dopatrzyć. Lecz kiedy Chrystus w Kanie przemienia wodę w wino, zdejmuje zasłonę z całego tego procesu . Jeżeli cud ten przekonuje nas jedynie o tym, że Chrystus jest Bogiem, to jego oddziaływanie na nas jest połowiczne: będzie ono pełne, gdy patrząc na winnice albo pijąc wino, za każdym razem będziemy pamiętać, że to działa On, Ten, który był na przyjęciu weselnym w Kanie. Co roku Bóg zamienia małą ilość zboża w dużą; sieje się ziarno, ono się rozmnaża, a ludzie, zgodnie ze zwyczajem swojej epoki, mówią: „Oto Ceres, oto Adonis, oto Król Zboża”; lub też: „Oto prawa natury”. Skondensowaną, przetransponowaną formą tego corocznego cudu jest nakarmienie pięciu tysięcy . Chleb nie powstaje tam z niczego. Nie jest zrobiony z kamieni, jak to pewnego razu na próżno diabeł proponował Chrystusowi Panu . Mała ilość chleba zostaje zamieniona w dużą ilość chleba. Syn nie uczyni niczego, jeżeli nie widzi, by czynił to Ojciec. Istnieje tu coś, co można nazwać rodzinnym, familijnym stylem.

Cuda uzdrawiania są podporządkowane tej samej zasadzie. Bywa to czasem niezrozumiałe dla nas z powodu nieco magicznego punktu widzenia, jaki mamy w odniesieniu do zwykłego lekarstwa. Lekarze patrzą na to inaczej. Siła magiczna nie spoczywa w lekarstwie, lecz w ciele pacjenta. Rola lekarza polega na stymulowaniu naturalnych funkcji organizmu lub na usuwaniu przeszkód. W pewnym sensie, choć wygodniej jest nam mówić o wyleczeniu rany, każda rana leczy się sama; żaden opatrunek nie spowoduje, by skóra zasklepiła się nad raną na ciele zmarłego. Ta sama tajemnicza siła, którą nazywamy grawitacyjną, gdy steruje planetami, i biochemiczną, kiedy leczy ciało, stanowi przyczynę sprawczą wszystkich wyzdrowień, a jeżeli Bóg istnieje, to siła ta, pośrednio lub bezpośrednio, należy do Niego. Wszyscy, którzy zostają wyleczeni, są wyleczeni przez Niego, uzdrowiciela od wewnątrz. Lecz kiedyś zechciał On to uczynić w sposób widzialny; jako Człowiek spotykający się z człowiekiem.

Proszę sobie nie wyobrażać, że staram się uczynić cuda mniej cudownymi. Nie dowodzę, że są one bardziej prawdopodobne przez to, że są mniej niepodobne do zdarzeń naturalnych; próbuję odpowiedzieć tym, którzy uważają je za arbitralne, teatralne, niegodne Boga, bezsensowne zakłócenia ogólnego porządku. Dla mnie pozostają w pełni cudami. Uczynienie w sposób natychmiastowy z ziarnem, które jest już nieżywe i upieczone w bochenki, tego, co normalnie dzieje się powoli z żywym ziarnem, jest cudem tak samo wielkim jak zrobienie chleba z kamieni; cudem równie wielkim choć innego rodzaju. Na tym rzecz polega.

Kiedy otwieram karty książek Owidiusza czy braci Grimm, znajduję ten rodzaj cudów, które rzeczywiście byłyby arbitralne. Drzewa mówią, domy zamieniają się w drzewa, magiczne pierścionki wyczarowują w odludnych miejscach stoły suto zastawione jedzeniem, statki stają się boginiami, a ludzie przemieniają się w węże, ptaki lub niedźwiedzie. Przyjemnie się to czyta, ale najmniejsze podejrzenie, iż rzecz naprawdę miała miejsce, zamieniłoby tę przyjemność w koszmar. Tego rodzaju cudów nie znajduje się w Ewangeliach. Takie rzeczy, gdyby istniały, świadczyłyby o tym, że jakaś obca moc dokonała inwazji na naturę; w najmniejszym stopniu nie mogłyby one być dowodem na to, iż była to ta sama moc, która stworzyła naturę i kieruje nią każdego dnia. Prawdziwe natomiast cuda wyrażają nie po prostu jakiegoś boga, ale Boga: tego, który jest poza naturą nie jako ktoś obcy, lecz jako jej monarcha. Cuda te ogłaszają nie tylko, że jakiś król odwiedził nasze miasto, lecz iż jest to ten Król, nasz Król.

„Bóg na ławie oskarżonych” – C.S. Lewis

—————————

PS Na sam koniec jedno spostrzeżenie. Wrogowie chrześcijaństwa w starożytności nie zaprzeczali temu, że Jezus czynił cuda lub coś, co na nie wyglądało. Uważali po prostu, że była to tylko jakaś magia, iluzja, sztuczki itp. Załóżmy jednak, że Jezus nie czynił żadnych cudów i to co opisują ewangeliści zostało przez nich wymyślone. O cudach napisali tylko po to, aby dodać niezwykłości Nazarejczykowi. W Ewangeliach znajdują się pewne dwa ciekawe fragmenty związane z cudami. Jednym z nich jest pewnego rodzaju niepowodzenie* Jezusa w dokonaniu cudów w jego rodzinnej Galilei. Drugim wydarzeniem nas interesującym jest ten cud, który jest największy – Zmartwychwstanie. Otóż co zobaczymy jak spojrzymy na opis tego drugiego cudu w NT? Nic. Największy, najbardziej spektakularny cud nie jest w ogóle opisany. Ani jednego słowa. Po prostu stwierdzono, że grób jest pusty. I teraz pytanie. Czy ludzie wymyślający cuda w życiu Chrystusa, aby podkreślić Jego wyjątkowość, umieściliby jednocześnie dwa tak dziwne opisy wydarzeń? Co ich powstrzymywało (poza uczciwością), przed stworzeniem jakiegoś spektakularnego opisu Jezusa opuszczającego grób. Po co wzmianka o niepowodzeniu Chrystusa w Galilei w dokonywaniu cudów?

* Jezus nie czynił cudów dla popisywania się. Ich celem miało być nawrócenie ludzi ku Bogu i odstąpienie od grzechu.  Niestety usposobienie moralno-duchowe niektórych ludzi jest takie, że nawet cud ich nie zmieni. Jezus to wiedział, dlatego nie czynił cudów w Galilei. Nie dałyby one żadnych owoców. „Nie rzucajcie pereł między wieprze”.

Seria “ARGUMENTY ZA WIARĄ” ma na celu pokazanie, że chrześcijaństwo i ogólnie wiara w Boga nie jest czymś co wymaga całkowitego wyłączenia myślenia. Cykl ten może nie da niezbitego 100% dowodu na istnienie Boga (nie taki jest jego cel), lecz powinien sprawić, aby przynajmniej niektóre osoby niewierzące zmieniły swoją postawę z bezmyślnego wyśmiewania chrześcijaństwa w założenie, że “być może coś w tym jest”. Z kolei osoby już wierzące być może wzmocnią swoją wiarę po kolejnych wpisach z tej serii.

god-creates-man-sistine-chapel

Drugi tytuł: CUDA Tyle ataków i kryzysów, a Kościół Chrystusa wciąż trwa.

„Niebo i ziemia przeminą, ale Moje słowa nie przeminą”. Cywilizacja starożytności obejmowała cały ówczesny świat i ludzie nie bardziej spodziewali się jej końca niż tego, że słońce przestanie świecić. Nie potrafili sobie wyobrazić innego porządku, chyba że należałby do innego świata. Ale światowa cywilizacja przeminęła, a słowa nie przeminęły. Podczas długiej nocy wczesnego średniowiecza feudalizm był rzeczą tak bliską człowiekowi, że nikt nie potrafił sobie wyobrazić, by można żyć bez pana, a religia była tak mocno wpleciona w strukturę ustroju, że nikt nie mógł sobie wyobrazić, by można ją było rozerwać. A jednak feudalizm został rozerwany na strzępy i starty w braterskim duchu prawdziwego średniowiecza, a pierwszą i najświeższą siłą tej nowej wolności była ta sama stara religia. Feudalizm przeminął, a słowa nie przeminęły. Cały średniowieczny porządek, będący dla człowieka pod tyloma względami kompletnym i niemal kosmicznym domem, sam stopniowo uległ zużyciu, i wtedy wreszcie wydawało się, że słowa również wyzioną ducha. A jednak przebyły one całą świetlistą otchłań renesansu i już po pięćdziesięciu latach wykorzystywały jego światło i naukę do tworzenia nowych podstaw wiary, nowej apologetyki i nowych świętych. Wydawało się, że religia zwiędnie ostatecznie pod palącym słońcem wieku rozumu, że rozpadnie się od trzęsienia ziemi wywołanego przez wiek rewolucji. Nauka podważyła ją swoimi wyjaśnieniami, a ona trwała. Historia wykopała ją z ziemi w zamierzchłej przeszłości, a ona nagle pojawiła się na odległym horyzoncie. Dziś znowu stanęła na naszej drodze i na własne oczy obserwujemy jej wzrost.

Jeśli relacje i dokumenty opisujące nasze życie społeczne zachowają swoją ciągłość, jeśli ludzie naprawdę nauczą się używać rozumu do rozważania nagromadzonych faktów tak przytłaczającej historii, zdaje się, że prędzej czy później nawet wrogowie chrześcijaństwa wywnioskują ze swoich nieustannych rozczarowań, że w dziejach tej religii nie ma co spodziewać się czegoś tak prostego jak śmierć. Będą mogli nadal z nią walczyć, ale tylko tak, jak walczą z naturą; jak walczą z krajobrazem albo z niebem nad swoimi głowami. „Niebo i ziemia przeminą, ale Moje słowa nie przeminą”. Będą wyglądać jej potknięcia, będą wyglądać jej pomyłki, ale nie będą więcej! wyglądać jej końca. Bez ich woli, a nawet świadomości, ich własne ciche oczekiwania sprawią, że dokona się wypełnienie względnych warunków tej zdumiewającej przepowiedni; nie będą już spodziewać się wytępienia tego, co tak często na próżno próbowano wytępić, i nauczą się instynktownie oczekiwać, że wcześniej nastąpi pojawienie się komety albo zlodowacenie naszej gwiazdy.

CHRZEŚCIJAŃSTWO PRZETRWAŁO NIE TYLKO CZAS WOJNY, LECZ CO WAŻNE POKOJU

A oto fakt ostatni i najbardziej niezwykły ze wszystkich. Wiara nie tylko często traciła życie, ale często traciła je ze starości. Nie tylko często była zabijana, ale często umierała naturalną śmiercią w tym sensie, że spotykał ją całkiem naturalny i nieuchronny koniec. Oczywiste jest, że przetrwała ona najokrutniejsze i najbardziej powszechne prześladowania od wstrząsu wściekłości Dioklecjana po wstrząs rewolucji francuskiej. Miała w sobie jednak jeszcze dziwniejszą, a nawet jeszcze bardziej wariacką nieustępliwość; przetrwała bowiem nie tylko wojnę, ale także czasy pokoju. Nie tylko często umierała, ale równie często degenerowała się i psuła, a mimo to przetrwała własną słabość, a nawet własną kapitulację. Nie musimy powtarzać oczywistości o końcu, jaki spotkał Chrystusa; o pięknie zaślubin młodości ze śmiercią. Historia Kościoła robi jednak niemal takie wrażenie, jakby Chrystus dożył najstarszego możliwego wieku i jako stuletni siwowłosy starzec zmarł z wyczerpania, a potem odmłodzony zmartwychwstał przy dźwięku trąb i pod rozstępującym się niebem. Całkiem słusznie powiedziano, że ludzki element chrześcijaństwa w swej powracającej słabości zbyt łatwo żenił się z mocami tego świata; jeśli jednak żenił się z nimi, to często zostawał wdowcem. Wróg chrześcijaństwa mógł w pewnym momencie jego historii powiedzieć, że było ono jedynie elementem władzy cezarów, dziś jednak brzmi to równie dziwnie jak twierdzenie, że było ono elementem władzy faraonów. Inny wróg mógł powiedzieć, że było ono jedynie oficjalną wiarą feudalizmu, dziś jednak brzmi to równie przekonująco jak twierdzenie, że chrześcijaństwo musiało zniknąć razem z rzymskimi willami. Wszystkie te zjawiska faktycznie dopełniły swego biegu i dotarły do naturalnego końca; wydawało się, że także religia chrześcijańska nie ma innego wyjścia, niż skończyć się wraz z nimi. I rzeczywiście skończyła się. A potem zaczęła na nowo [GKC].

—————————–

Postawmy sobie jeszcze pytanie szczególnie intrygujące: Dlaczego właśnie chrześcijaństwo, jak chyba żadna inna religia, ma żywot tak szczególnie trudny, że praktycznie od zawsze i coraz to na nowo wydaje się przegrywać i mieć ku końcowi? Dla mnie osobiście odpowiedź na to pytanie jest oczywista: Bo nie od ludzi ta religia pochodzi, tylko od Boga, toteż przekracza wszelkie miary ziemskie. „Moc bowiem w słabości się doskonali” (2 Kor 12,9). „To bowiem, co jest głupstwem u Boga, przewyższa mądrością ludzi, a co jest słabe u Boga, przewyższa mocą ludzi” (1 Kor 1,25).

Toteż ilekroć obserwuję jakieś odejścia od Chrystusa albo słyszę niepokoje o przyszłość Kościoła, przypominają mi się słowa Listu do Hebrajczyków: „Jezus Chrystus wczoraj i dziś, ten sam także na wieki. Nie dajcie się uwieść różnym i obcym naukom, dobrze bowiem jest wzmacniać serce łaską” (13,8n) [o. Jacek Salij].

Zmartwychwstanie

„Człowiek wiekuisty” – G.K. Chesterton

ZOBACZ TAKŻE–> http://mateusz.pl/ksiazki/js-npp/js-npp_50.htm (o. Jacek Salij)