Posts Tagged ‘Pascal’

science_and_christianity

Do XIX wieku włącznie zdecydowana większość wybitnych naukowców była chrześcijanami. Czy był to jednak dowód na to, że chrześcijaństwo albo istnienie Boga jest prawdą? Oczywiście nie. Naukowcy badają świat przyrodzony i z definicji nie są w stanie odpowiedzieć na pytanie czy Bóg – a więc świat nadprzyrodzony – istnieje. Wbrew pozorom ich zdanie na ten temat nie ma dużo większej wartości niż zwyczajnego zjadacza chleba. Co jednak zrobić z faktem, że najwięksi uczeni w historii świata byli chrześcijanami? Jak bym był ateistą, to bym nic z tym nie zrobił, bo to prawie o niczym nie świadczy. Są jednak tacy, którzy źle się z tym czują i wysuwają zarzut, że Newton i reszta ferajny wierzyła po prostu dlatego, bo wtedy prawie wszyscy wierzyli. W skrócie ich wiara była tylko i wyłącznie kwestią wychowania i tradycji, a także czasami chęcią uniknięcia wrogości ze strony zdecydowanej większości, która była wierząca. Mogli więc również udawać dla świętego spokoju. Jak jednak sprawdzić, czy ktoś wierzy prawdziwie, a nie udaje bądź „wierzy” ze wyglądu na tradycję? Myślę, że bardzo łatwo. Wystarczy spojrzeć choćby na prywatne listy czy całość życia danego uczonego, aby przekonać się, że chrześcijańska wiara takiego człowieka stanowiła centrum jego życia.

Trochę statystyk. Rodney Stark – socjolog religii – zidentyfikował 52 osoby, które w największym stopniu przyczyniły się do rewolucji naukowej. Następnie zbadał źródła biograficzne dotyczące tych naukowców, aby odkryć ich poglądy religijne. W taki sposób odkrył, że wśród całej badanej próby, tylko dwóch było sceptykami (Paracelsus i Edmund Halley).

Stark następnie pozostałych 50 podzielił na dwie grupy. Pierwsza to ci, którzy w niczym nie wyróżniali się w swojej postawie religijnej od reszty wierzącego społeczeństwa. Druga grupa, to natomiast ci, którzy byli w swojej wierze „gorliwi” (ich własne pisma wyrażają silne zaangażowanie osobiste). Wyniki badań pokazują, że u ponad 60 procent z tych 50 wierzących naukowców wiara stanowiła centrum ich życia, a nie kwestie tradycji [1]. Poniżej tylko mała próbka:

JAN KEPLER

Fragment z dedykacji do Prodromus dissertationum cosmographicarum continens mysterium cosmographicum (1596r.)”

Chodzi tu o księgę przyrody, którą Pismo Święte tak mocno chwali. Paweł prezentuje ją poganom, by mogli w niej oglądać Boga, jak słońce w wodzie lub lustrze. Dlaczego zatem my, chrześcijanie, mamy w mniejszym stopniu czerpać przyjemność z tego oglądania, wszakże naszym zadaniem jest wielbić Boga prawdziwie, czcić Go i podziwiać? Nasz podziw jest tym głębszy, im lepiej poznajemy wielkość tego, co stworzone. Zaprawdę, ileż hymnów śpiewał Dawid, prawdziwy sługa Boży, Stwórcy, prawdziwemu Bogu! Natchnienia dostarczała mu do tego pełna podziwu obserwacja niebios. „Niebiosa opowiadają chwałę Boga,” powiedział. Będę oglądał Twoje niebo, dzieło Twoich rąk, księżyc i gwiazdy, które stworzyłeś. „Wielki jest Pan nasz i potężny w mocy; wyznacza liczbę gwiazd, wszystkim nadaje imiona.”

W innym miejscu [Dawid] pełen Ducha Świętego i świętej radości wykrzykuje do wszechświata: „chwalcie Go, słońce i księżycu, chwalcie Go, gwiazdy świecące!” Czy niebo i gwiazdy mają głos? Czy mogą chwalić Boga, tak jak ludzie? Tak – powiadamy – one chwalą Boga w ten sposób, że dają człowiekowi natchnienie do chwalenia Boga. Na kolejnych stronach rozwiązujemy niebiosom i przyrodzie język i pozwalamy ich głosowi głośniej się rozlegać; i gdy czynimy to, niech nikt nas nie posądza o próżny i niepotrzebny trud.”

Źródło: J.Kepler, Life and letters, New York: Philosophical Library 1951,126.

BLAISE PASCAL

Fragment z Pamiątki (około 1654 r.)

„Bóg Abrahama, Bóg Izaaka, Bóg Jakuba,
a nie filozofów i uczonych.(…)
A to jest życie wieczne, aby poznali Ciebie, jedynego
Boga prawdziwego
i Tego, któregoś posłał, Jezusa Chrystusa.
Jezusa Chrystusa.
Jezusa Chrystusa.
Rozłączyłem się z Nim, odstąpiłem Go, wyparłem się,
ukrzyżowałem.
Obym nigdy nie został z Nim rozłączony!
Ten tylko Go zachowa, kto idzie drogą wskazaną w Ewangelii.”

Źródło: Myśli, tłum. T.Boy-Żeleński, Warszawa: Pax 1972, 283-6, 322.

Fragment z Myśli

„Gdyby człowiek był przekonany, że proporcje liczb to są prawdy niematerialne, wieczne i zależne od pierwszej prawdy, w której istnieją, a którą nazywamy Bogiem, nie uważałbym, aby o wiele się posunął na drodze zbawienia.

Bóg chrześcijan to nie jest wyłącznie twórca prawd geometrycznych i ładu żywiołów; (…) Ale Bóg Abrahama, Bóg Izaaka, Bóg Jakuba, Bóg chrześcijan – to Bóg miłości i pociechy; to Bóg, który napełnia duszę i serce tych, których posiada; to Bóg, który daje im czuć ich nędzę i swoje nieskończone miłosierdzie; który zespala się z treścią ich duszy; który napełnia ją pokorą, weselem, ufnością, miłością; który czyni ich niezdolnymi do innego celu prócz niego samego. (…)

Bez Chrystusa świat by nie istniał; trzeba by mu albo się rozpaść, albo stać się jakoby piekłem.

Gdyby świat istniał po to, aby pouczyć człowieka o Bogu, boskość jego jaśniałaby ze wszech stron w niewątpliwy sposób; ale ponieważ istnieje jedynie przez Chrystusa i dla Chrystusa, i dla pouczenia ludzi i o ich skażeniu, i o ich odkupieniu, wszystko jaśnieje dowodami tych dwu prawd.

To, co widzimy w świecie, nie wskazuje zupełnego braku, ani jawnej obecności bóstwa, ale obecność Boga, który się ukrywa. Wszystko nosi to znamię.”

Źródło: Rozprawy i myśli, tłum. M. Tazbir, Warszawa: Pax, 1962, 77-8.

IZAAK NEWTON

Fragment z Jezus Chrystus (rękopis)

„Bóg uczynił świat i rządzi nim w niewidzialny sposób, a nam nakazał kochać i wielbić Jego, a nie żadnego innego boga;
(…) Tą samą mocą, jaką dał życie najpierw każdemu gatunkowi zwierząt, jest On w stanie wzbudzić zmarłego do życia i tą samą mocą wzbudził do życia Jezusa Chrystusa, naszego Zbawcę, który wstąpił do nieba,”

Fragment z Krótki zarys prawdziwej religii (rękopis)

„Przeciwieństwem pobożności jest ateizm w wyznaniu i bałwochwalstwo w praktyce. Ateizm jest tak bezsensowny i odpychający dla ludzkości, że nigdy nie miał wielu wyznawców. Czyż może być przypadkiem, że wszystkie ptaki, zwierzęta i ludzie mają prawą i lewą stronę podobnie ukształtowaną (prócz jelit); tylko dwoje oczu, nie więcej, po obu stronach twarzy; i nos z dwiema dziurkami; (…) Czy przypadkowe siły wiedzą, że było światło i jaka była jego refrakcja i dostosowały oczy wszystkich stworzeń w najbardziej osobliwy sposób by uczynić z tego użytek? Te i temu podobne rozważania zawsze decydowały i będą decydować, że ludzkość wierzy, że istnieje Istota, która wszystko stworzyła i wszystko ma pod swoją kontrolą, dlatego należy mieć dla niej respekt. (…)

Powinniśmy więc uznać jednego Boga, nieskończonego, wiecznego, wszechobecnego, wszechwiedzącego, Stwórcę wszystkich rzeczy, najmędrszego, najsprawiedliwszego, najświętszego.”

Źródło: D. Brewster, Memoris of the life, writings, and discoveries of Sir Isaac Newton, Edinburgh 1850, 347-8, 354.

ANDRE MARIE AMPERE

Fragment z Oczy zwrócone ku Bogu (wrzesień 1805 r.)

„Nie wierz swemu duchowi, gdyż oszukał cię on tak często! Jakżeż mógłbyś jeszcze na niego liczyć? Gdy usiłowałeś zostać filozofem, poczułeś, jak próżny jest ten duch, który składa się z pewnej zdolności do produkowania wspaniałych pomysłów. Dziś, gdy pragniesz zostać chrześcijaninem, czyż nie odczuwasz, że nie ma dobrego ducha poza tym, który pochodzi od Boga? (…)

Szczęśliwy ten, który się rozdziewa, by zostać odzianym! Kto depcze próżną mądrość by posiąść mądrość Bożą, kto gardzi tym duchem, którego świat poważa. Nie upodabniaj swych myśli do myśli świata, jeśli chcesz, by upodobniły się one do prawdy. (… )

Czymże są te wszelkie nauki, wszelkie rozumowania, wszelkie odkrycia geniuszy, wszelkie szerokie koncepcje, które świat podziwia i których osobliwością tak łapczywie się karmi? Prawdę mówiąc niczym więcej, jak czystymi marnościami.

Badaj zatem, lecz bez zbytniej gorliwości.

Niech zapał już w połowie wygasły w twej duszy służy ci w sprawach mniej błahych. Nie zużywaj go na podobne marności.

Zważaj, byś się nadmiernie nie zajmował nauką, jak ongiś czyniłeś. Pracuj w duchu modlitwy. Badaj sprawy tego świata, jest to twoim obowiązkiem; lecz patrz na nie jednym tylko okiem; drugie oko powinno być cały czas nakierowane na wieczne światło. Słuchaj uczonych, lecz słuchaj ich jednym tylko uchem. Niech drugie ucho będzie ciągle gotowe na usłyszenie słodkiej tonacji głosu twego niebiańskiego przyjaciela.

Pisz jedną tylko ręką. Drugą ręką trzymaj się szaty Boskiej jak dziecko, które trzyma się szaty swego ojca. Bez tego środka ostrożności niechybnie roztrzaskasz swą głowę o kamień. Obym ciągle pamiętał o tym, co powiedział święty Paweł: ci, którzy używają tego świata winni żyć tak, jakby go nie używali. Oby ma dusza już dziś odpoczęła zjednoczona w ten sposób z Bogiem i Jezusem Chrystusem.

Błogosław mnie mój Boże.”

Źródło: Journal et correspondance d’André-Marie Ampere, Paris 1872, 351-3, 323-4.

MICHAŁ FARADAY

Fragment z O przebudzeniu (1859 r.)

„Przebudzenia nie powinny kłopotać chrześcijanina, którego Bóg uczy (przez swoje Słowo i Ducha Świętego), by ufać w obietnicę zbawienia dzięki dziełu Jezusa Chrystusa. Znajduje on wskazówki w Słowie Bożym i przekazuje w ręce Boże opiekę nad swą duszą. Nie szuka żadnej pewności poza tym, co daje mu Słowo i jeśli jego umysł męczy obawa i atakujący go strach, to powinien iść w modlitwie nie gdzie indziej, jak do tronu łaski i do Pisma. (…)

Zgodnie z Boską obietnicą Słowo to posłane jest na cały świat. Wszelkie powołanie i wszelka obietnica uczyniona jest za darmo każdemu człowiekowi, do którego Słowo to dociera. Żadne przebudzenie i żadna chwilowa nauka nie wdziera się pomiędzy nie a niego. Ten, kogo uczy Duch Święty, nie potrzebuje tłumu ani przebudzenia, by zostać pouczonym; jeśli jest on sam, zostanie pouczony w pełni, gdyż Pocieszyciel (Duch) otrzymuje od Chrystusa i przekazuje Jego ludowi.”

Fragment z Listu do siostrzenicy, Caroline Deacon (1859 r.)

„I choć myślenie o śmierci nasuwa myśl o sądzie – i to jest o wiele ponad wszelkie kłopoty wypływające z zerwania ziemskich tylko więzów – nasuwa ono chrześcijaninowi również myśl o Tym, który umarł, był osądzony i zmartwychwstał dla usprawiedliwienia tych, którzy wierzą w Niego. Choć obawa przed śmiercią może być wielką ideą, nadzieja życia wiecznego jest o wiele większą. Jeszcze większe jest stwierdzenie użyte przez apostoła w tych oto porównaniach. Choć grzech panował przez śmierć, o wiele większa jest nadzieja życia wiecznego przez Jezusa Chrystusa. (…)

Jak widzisz, gawędzę z tobą jak gdyby me myśli wylewały się przed nami na papier, i tak to wygląda. Moje ziemskie zdolności wymykają mi się dzień za dniem. To szczęście dla nas wszystkich, że nie kryje się w nich prawdziwe dobro. W miarę, jak odpływają, niech pozostawią nas jak małe dzieci ufających Ojcu łask i przyjmujących Jego niewypowiedziany dar.”

Źródło: B. Jones, The life and letters of Faraday, London: Longmans & Green 1870, t.II,428-30,431-3.

LORD KELVIN (William Thomson)

Fragment z Wykład wstępny do kursu filozofii naturalnej(1864 r.)

„Lecz choć chlubimy się postępem w doskonaleniu nauk przyrodniczych, nie powinniśmy zapominać wrażenia, jakie powinno robić w naszym umyśle prawdziwe badanie przyrody i powinniśmy pamiętać, że im lepszą wiedzę uzyskujemy o wspaniałych dziełach Bożych, tym silniejsze jest nasze odczucie podziwu i uwielbienia w kontemplowaniu ich i w próbie przybliżenia się do ich Autora. W czasach, gdy trudno byłoby powiedzieć, że astronomia istniała jako nauka, psalmista wykrzyknął: „gdy oglądam niebo Twoje, dzieło palców Twoich, księżyc i gwiazdy, które Ty ustanowiłeś: czymże jest człowiek, że o nim pamiętasz, lub syn człowieczy, że go nawiedzasz?”

Jakże pomaga to duchowi pokornej wdzięczności, gdy pozwolono nam badać, choć w sposób niedoskonały, prawa, zgodnie z którymi zostały stworzone niebiosa.

Gdy pojmiemy bezmiar tej części stworzenia, o której nieco wiemy, i uznamy to za nieskończenie małą cząstkę całego wszechświata, jakże nieznaczącą istotą musi się poczuć i jakże wdzięczny powinien być Bogu człowiek, o którym Bóg pamięta i nawiedza go, jakże wdzięczny za dary i nieustająca opiekę Stwórcy wszystkich rzeczy.”

Źródło: S.P. Thompson, The life of William Thomson, London: Macmillan 1910, 246, 250-1, 1098.

JAMES CLERK MAXWELL

Modlitwa (znaleziona wśród jego papierów)

„Boże Wszechmocny, który stworzyłeś człowieka na swe podobieństwo i uczyniłeś go duszą żywą, by mógł Cię poszukiwać i panować nad wszelkim stworzeniem, ucz nas badać dzieła rąk Twoich, byśmy mogli poddać sobie ziemię i wzmocnij nasz umysł, by Ci służył, byśmy mogli przyjąć Twe błogosławione Słowo, byśmy mogli uwierzyć w Tego, którego posłałeś, by dał nam wiedzę o zbawieniu i przebaczeniu naszych grzechów. O wszystko to prosimy w imieniu Jezusa Chrystusa, Pana naszego.”

Fragment z Listu do Miss Katherine M. Dewar (1858 r.)

„Sądzę, że im bardziej wkraczamy w dzieło Chrystusowe, tym więcej miejsca będzie miał On w nas dla dokonania swego dzieła, gdyż On zawsze pragnie byśmy byli tacy, z kim mógłby stanowić jedno. Nasze wielbienie Go jest natury społecznej i Chrystus znajduje się tam, gdzie jest dwóch lub trzech zgromadzonych w Jego imię.”

Fragment z Listu do żony(1864 r.)

„Znów czytałem 1 List do Koryntian 13. Myślę, że opis miłości Bożej jest jeszcze jednym magnesem dla naszego życia – by pokazać, że jest to jedna rzecz, która nie istnieje w częściach, lecz jest doskonała w swej istocie i dlatego nie należy jej się wyrzekać. (…) Przeczytaj również 1 Jana 4, od wiersza 7 do końca; lub, jeśli pragniesz, cały list Jana oraz Marka 12,28.”

Fragment z Listu do żony (1864 r.)

„Pomyśl, co Bóg ma dla tych, którzy podporządkowali się Jego sprawiedliwości i chcą otrzymać Jego dar. (…) Rozpocznijmy od zaprzestania zamartwiania się o sprawy ziemskie i skoncentrujmy się na sprawiedliwości Bożej i Jego królestwie, a wówczas o wiele jaśniej zobaczymy nasze ziemskie sprawy i będziemy w stanie radzić sobie z pomocą Tego, który zwyciężył świat.”

Źródło: L. Campbell, W. Garnett, The Life of James Clerk Maxwell, Macmillan 1882, 309-310, 312, 323, 328-9, 338-340.

[1] Rodney Stark, For the Glory of God: How Monotheism Led to Reformations, Science, Witch-Hunts, and the End of Slavery (Princeton, NJ: Princeton University Press, 2003), pp. 160-163, 198-199.

http://biblest.com.pl/instytut/NAUKA/nauka_2.html

PASCAL SERCE MA POWODY, KTÓRE ROZUM...

… czy jest to jednak możliwe, aby współczesny człowiek – który tak głęboko uwierzył w to, że tylko i wyłącznie rozum i nauka (zwłaszcza nauki przyrodnicze) są jedynymi źródłami prawdy – dał się powtórnie przekonać, że i serce  – gdzieś tam zepchnięte na dalszy plan – mogłoby nam ukazać prawdziwą rzeczywistość, jeśli się w nie wsłuchamy?

„Ja mam naukę. Po co mi jakiś bełkot o wierze czy sercu” ktoś mógłby powiedzieć. I wielu mówi. I po części w zasadzie mają rację. Nauka to przecież wspaniała rzecz. Pozwala nam odkrywać prawdę, której pragnienie (obok pragnienia piękna, sprawiedliwości i nieśmiertelności) tak głęboko jest w nas zakorzenione. Na jakie pytania jednak odpowiada nam nauka? Ile lat ma wszechświat? Jak są zbudowane gwiazdy? Jak się rozwijało życie na Ziemi? Fajne pytania. I często pasjonujące odpowiedzi. Czy są to jednak pytania, które są dla nas naprawdę najważniejsze? Cóż, jeżeli istnieją jeszcze inne pytania, większej wagi (a przecież one istnieją i nie ma potrzeby przytaczać ich tutaj) to ograniczając się do nauki nie odpowiemy na nie. Nauka może nam tylko i wyłącznie opisać świat przyrodzony. Na temat ewentualnego świata nadprzyrodzonego z definicji nie miałaby nic do powiedzenia. Niby oczywiste, ale…

Erwin Schrodinger (1887-1961) – jeden z najznamienitszych twórców mechaniki falowej oraz twórca jednego z najważniejszych równań w historii nauki, równania Schrodingera. W książce Nature and the Greeks wydanej przez Cambridge University Press w 1954 roku, oświadcza:

„Jestem bardzo zdumiony, że naukowy obraz realnego świata jest aż tak niepełny. Oferuje on bardzo wiele rzeczowych informacji, układa całe nasze doświadczenie w nadzwyczajnie spójnym porządku, ale zdumiewać może, że milczy o wszystkim bez wyjątku, co jest rzeczywiście bliskie naszemu sercu, co naprawdę ma dla nas znaczenie. Nie jest w stanie powiedzieć niczego o czerwonym i niebieskim, gorzkim i słodkim, fizycznym bólu i fizycznej przyjemności, nie wie niczego o pięknie i brzydocie, dobru i złu, o Bogu i wieczności. Nauka czasami udaje, że odpowiada na pytania z tego zakresu, ale odpowiedzi te często są tak niemądre, że nie jesteśmy skłonni traktować ich serio.”

I tak będzie chyba zawsze. Kiedy nauka wyjaśnia wszystko, mamy nieodparte wrażenie, że wszystko pomija.

Seria „ARGUMENTY ZA WIARĄ” ma na celu pokazanie, że chrześcijaństwo i ogólnie wiara w Boga nie jest czymś co wymaga całkowitego wyłączenia myślenia. Cykl ten może nie da niezbitego 100% dowodu na istnienie Boga (nie taki jest jego cel), lecz powinien sprawić, aby przynajmniej niektóre osoby niewierzące zmieniły swoją postawę z bezmyślnego wyśmiewania chrześcijaństwa w założenie, że „być może coś w tym jest”. Z kolei osoby już wierzące być może wzmocnią swoją wiarę po kolejnych wpisach z tej serii.

PAUL CLOUDEL – DRAMATURG FRNCUSKI PRZEŁOMU XIX/XX WIEKU

Paul_Claudel_cph.3b31258Po południu, nie mając nic lepszego do roboty, poszedłem na nieszpory. Chłopcy chóru katedralnego w białych komeżkach przy współudziale seminarzystów śpiewali właśnie, jak później się dowiedziałem „Magnificat”. Stałem w tłumie  przy drugim  filarze u wejścia do chóru, na prawo po stronie zakrystii.

Wtedy to zdarzył się fakt, który przesądził o całym moim życiu. W mgnieniu oka serce moje zostało porażone i UWIERZYŁEM. Uwierzyłem z taką mocą przekonania, z takim porywem całego jestestwa, z przeświadczeniem tak dogłębnym, z taką oczywistością nie dopuszczającą cienia wątpliwości, że od tej chwili żadne książki, żadne dowodzenia, żadne przygody burzliwego życia nie zdołały zachwiać mojej wiary, czy też  choćby jej  naruszyć.  Owładnęło mną nagle rozdzierające uczucie niewinności, wiekuistego dziecięctwa Bożego: niewysłowione doznanie! Gdy próbuję, po raz nie wiadomo który, odtworzyć sobie  sekundy,  które  nastąpiły bezpośrednio do tej chwili nie pojętej,  znajduję  tylko  porwane myśli,  które  wszakże wówczas stanowiły jeden błysk, jedną broń w ręku Boga, by porazić i rozewrzeć nareszcie serce biednego, zrozpaczonego chłopca: ,,Jakżeż szczęśliwi są ci, którzy wierzą! – A gdyby to jednak była prawda? – To jest prawda! – Bóg istnieje, jest tam. To ktoś tak konkretny jak ja, osoba. – On kocha mnie, woła mnie”. Z oczu moich trysnęły łzy, a rzewny śpiew kolędy „Adeste” potęgował jeszcze moje wzruszenie. Wzruszenie  jakże  słodkie, choć zmieszane z uczuciem przestrachu i niemal grozy. Albowiem moje przekonania filozoficzne pozostały nietknięte. Bóg zlekceważył je po prostu; nie widziałem, co by można w nich zmienić, religia katolicka wydawała mi się nadal istnym stekiem niedorzecznych klechd, księża i wierni budzili we mnie tę samą odrazę, która dochodziła do nienawiści i niemal wstrętu. Gmach moich poglądów i wiadomości stał niezachwiany i nie  widziałem  na  nim  żadnej rysy. I tylko tak się złożyło, że wyszedłem zeń ja. Objawił mi się ktoś nieznany i groźny, z przeraźliwymi wymaganiami w stosunku do młodzieńca i artysty we mnie i ja nie wiedziałem, jak go pogodzić z otaczającym mnie światem. Byłem jak człowiek, którego żywcem odarto by ze skóry i przeniesiono w obce ciało, w nieznany świat: oto jedyne porównanie, które narzuca mi się, ilekroć próbuję wyrazić ten stan dogłębnej rozterki. Co było najwstrętniejsze dla  moich poglądów i dla moich upodobań, właśnie było prawdą, właśnie z tym, chcąc nie chcąc, miałem się pogodzić. Muszę się przyznać, że zrobiłem wszystko, co w mojej mocy, by stawić opór. Ten opór trwał cztery lata. Śmiem rzec, że była  to piękna  obrona,  walka lojalna i na całego. Nie zaniedbałem żadnego środka: jedna po drugiej wysuwała mi się z ręki bezskuteczna broń. Byt to największy przełom w moim życiu, ta ,,agonia  myśli”,  o  której  Artur Rimbaud pisze: ,,Walka duchowa jest tak brutalna jak trud bitewny. Twarda noc! Wyschła krew dymi na obliczu!” Młodzi ludzie, którzy tak łatwo rzucają wiarę, nie zdają sobie sprawy, jak ciężko ją odzyskać i za cenę jakich mąk! Idea piekła,  a  także  myśl  o  tych wszystkich przyjemnościach i urokach, których musiałbym się wyrzec, oto główne moje hamulce na drodze do prawdy. A jednak zaraz owego pamiętnego dnia, w katedrze Notre-Dame, gdy nareszcie powróciłem do domu słotnymi ulicami, które teraz oto wydały mi się takie inne, takie dziwne, wziąłem do rąk Biblię protestancką podarowaną ongiś mojej siostrze Kamili przez przyjaciółkę Niemkę i po raz pierwszy usłyszałem ten słodki i nieugięty głos, który odtąd nigdy już nie przestał rozbrzmiewać w moim sercu. Znałem tylko za pośrednictwem Renana historię Jezusa i – zgodnie z myślą tego oszczercy – nie wiedziałem nawet, że mienił się Synem Bożym.

Każde słowo, każdy wiersz z dostojną prostotą zadawały kłam bezwstydnym twierdzeniom apostaty i  zdzierały mi łuski z oczu. To prawda, wyznawałem wraz z setnikiem, tak, Jezus jest Synem Bożym. Mnie, Pawła, wpośród  wszystkich  innych  poraziła łaska; mnie przyrzekł swoją miłość. Lecz jednocześnie, o ile nie chciałbym iść za Nim, nie pozostawiał mi innego wyjścia krom potępienia. Ach, nie trzeba było mi tłumaczyć, czym jest piekło, sprawdziłem na sobie, co znaczy w nim ,,Pobyt”! Wystarczyło mi tych kilka godzin, by zrozumieć, że piekło jest wszędzie, gdzie nie ma Pana Jezusa. Cóż mnie obchodził cały świat wobec tego  gościa natrętnego, który wdarł się w mój dom? Tak mówił we mnie ,,nowy” człowiek, ale ,,stary” wierzgał ze wszystkich sił i nie chciał wyrzec się za nic tego życia, które stało przed nim otworem. Mamże być szczery? W gruncie rzeczy najbardziej hamował mnie w wyznaniu moich nowych przekonań ludzki wzgląd. Na samą myśl, że będę musiał przyznać się do swego nawrócenia, powiedzieć rodzicom, że chcę pościć w piątki, ogłosić się jednym z tych katolików tak zjadliwie wyszydzanych, oblewał mnie zimny pot; toteż gwałt, jaki mi zadawano, budził we mnie rzetelne oburzenie. Lecz czułem na sobie twardą rękę!

WIĘCEJ: http://www.recogito.pologne.net/recogito_12/poczta1.htm

ALFONS RATYZBONE – CZŁONEK SŁYNNEJ RODZINY ŻYDOWSKICH BANKIERÓW

AlphonseRatisbonneWydarzeniem, które poruszyło prawie cały świat połowy XIX wieku, było nawrócenie na katolicyzm pochodzącego z rodziny bankierów żydowskich Alfonsa Ratisbonne’a.

Starannie wykształcony wyznawca judaizmu z pogardą odnosił się do chrześcijaństwa, szczególnie zaś do katolicyzmu. Niechęć ta jeszcze się zwiększyła w momencie, gdy jego brat Teodor nawrócił się i został księdzem, a później przewodził Arcybractwu Serca Maryi. Alfons, spośród wszystkich członków rodziny, był najbardziej zawziętym przeciwnikiem nawróconego brata.

Pewnego roku młody Ratisbonne zatrzymał się w Rzymie, gdzie wspaniałe świątynie – pomniki chwały Kościoła katolickiego, jeszcze bardziej utwierdzały go w nienawiści do Chrystusa. Po latach wyznał: Żywiłem w sercu nienawiść do księży, świątyń, klasztorów, przede wszystkim zaś do jezuitów. Samo ich wspomnienie doprowadzało mnie do szału.

Goszcząc w Wiecznym Mieście, postanowił odwiedzić swego przyjaciela Gustawa de Bussieres, brata hrabiego Teodora de Bussieres. Jakiś czas potem, de Bussiers poszedł do Kosćioła załatwić pewne formalności. Alfons z kolei spacerował po kościele i przyglądał się poszczególnym ołtarzom. Ścierały się w nim skrajne uczucia. Z jednej strony był pełen podziwu dla piękna katolickiej świątyni, z drugiej zaś ciągle bardzo krytycznie nastawiony wobec Kościoła katolickiego, oskarżał go w duchu o wszelkie możliwe nieszczęścia swego narodu.

W pewnym momencie Ratisbonne spostrzegł, że chociaż w całym kościele było ciemno, to w kaplicy św. Michała pokazała się jakaś cudowna jasność. Jakież było jego zdumienie, gdy okazało się, że widzi Niepokalaną Dziewicę w takiej postaci jak na Cudownym Medaliku. Mimo woli zbliżył się do Niebieskiej Pani, upadł na kolana i pozostał tak przez długi czas nieruchomy. Ukazała mi się Maryja Dziewica, taka, jak przedstawiona na medaliku! – mówił później do swego przyjaciela. Alfons relacjonował, że Maryja dała mu znak, by uklęknął i wypowiedziała tylko jedno słowo: dobrze. To jednak wystarczyło, żeby Alfons zrozumiał wszystko i wszystko w swoim życiu zmienił. Wiarę, plany życiowe… Wszystko! Teodor de Bussieres znalazł go klęczącego z oczami zalanymi łzami przed jednym z ołtarzy. Musiał trącić go parę razy, zanim ten zauważył jego obecność.

Odmieniony Alfons Ratisbonne potem mówił:

O Boże! Pół godziny temu jeszcze bluźniłem, czując wściekłą nienawiść do religii katolickiej… Po ludzku sądząc, niemożliwym mi było zmienić religię: rodzina moja żydowska, narzeczona Żydówka… Jakże jestem szczęśliwy!… Jaka pełnia łaski i dobroci!

WIĘCEJ: http://www.pch24.pl/nawrocenie-alfonsa%E2%80%93ratisbonnea-,19318,i.html

BLAISE PASCAL – UCZONY FRANCUSKI

Blaise_Pascal_VersaillesW listopadzie 1654 roku Pascal stał się prawdopodobnie jednym z uczestników wypadku na moście Neuilly-sur-Seine, gdzie konie prowadzące karetę przeskoczyły barierę, niemalże pociągając za sobą do rzeki pojazd. Szczęśliwie wodze pękły i kareta zawisła na krawędzi mostu, pozwalając pasażerom na wyjście z niebezpiecznej sytuacji bez szwanku. Wrażliwy filozof jednak, przerażony bliskością śmierci, zemdlał i przez pewien czas pozbawiony był świadomości. Piętnaście dni później, 23 listopada pomiędzy 10:30 a 12:30 w nocy doświadczył wizji religijnej, której treść natychmiast zapisał w krótkiej notatce, zaczynającej się słowami: „Ogień. Bóg Abrahama, Bóg Izaaka, Bóg Jakuba, a nie filozofów i uczonych…” i zakończonej cytatem z Księgi Psalmów 119:16: „Nie zapomnę mów twoich. Amen”. Po przeżyciu tym ostrożnie wszył notkę, znaną dziś jako Pamiątka, w swój płaszcz i zawsze przekładał ją do ubrania, które aktualnie miał na sobie; po jego śmierci została ona przypadkiem odnaleziona przez jednego ze służących[. Niektórzy biografowie Pascala kwestionują jednak tezę, jakoby historia z karetą miała doprowadzić go do objawienia opisanego w Pamiątce.

„Pamiątka
w roku łaski 1654,
w poniedziałek 23 listopada, święto Św. Klemensa, Papieża i Męczennika oraz innych Męczenników,
w wigilię św. Chryzogonusa, Męczennika i innych,
od około wpół do jedenastej wieczorem do pół godziny po północy
Ogień!
Boże Abrahama, Boże Izaaka, Boże Jakuba (Wy 3,6; Mt 22,32)
Nie filozofów czy uczonych.
Pewność. Pewność. Uczucie. Radość. Pokój.
Boże Jezusa Chrystusa.
„Twój Boże i mój Boże” (J20,17)
Zapominanie o świecie i wszystkim za wyjątkiem Boga.
Jego możemy znajdywać jedynie na sposoby nauczane w Ewangelii.
Wielkość Ludzkiej Duszy.
„Ojcze sprawiedliwy! Świat Ciebie nie poznał, lecz ja Ciebie poznałem” (J17,25)
Radość, radość, radość, łzy radości.
Oddzieliłem się od Niego.
„Opuścili Mnie, źródło żywej wody” (Jer 2,13)
„Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?” (Mt 27,46)
Niech nie będę oddzielony od Niego wiecznie.
„A to jest życie wieczne: aby znali Ciebie, jedynego prawdziwego Boga, oraz Tego, którego posłałeś, Jezusa Chrystusa” (J17,3)

Jezus Chrystus
Oddzieliłem się od Niego,
Uciekłem od Niego,
Zaparłem się Go,
Ukrzyżowałem Go,
Obym nigdy nie był od Niego oddzielony.
Posiadamy Go tylko przez sposoby opisane W Ewangelii.
Wyrzeczenie się, zupełne i słodkie.
Pełne poddanie Jezusowi Chrystusowi i mojemu przewodnikowi.
Wiecznie w radości za dzienne szkolenie na ziemi.
„Słów Twoich nie zapomnę” (Ps 119,16) Amen

ANDRE FROSSARD – SŁYNNY DZIENNIKARZ FRANCUSKI „LE FIGARO”

frossardAndré Frossard – francuski dziennikarz, pisarz i filozof katolicki pochodzenia żydowskiego (jego babcia była Żydówką), syn Ludwika Oscara Frossarda – założyciela Francuskiej Partii Komunistycznej. Wieloletni felietonista „Le Figaro”, publikujący na pierwszej stronie. Jako ateista doznał nawrócenia w 1935 roku po przypadkowej wizycie w kościele.

Frossard wszedł do kościoła. Bez żadnych zmartwień miłosnych ani niepokoju, ani ciekawości. Religia była dla niego jak to powiedział „starą chimerą, a chrześcijanie gatunkiem opóźnionym na drodze historycznej ewolucji”. Kiedy spojrzał na główny ołtarz, jego uwagę przykuł wystawiony Najświętszy Sakrament. Nie wiedział, co to jest, gdyż po raz pierwszy w życiu widział monstrancję z Najświętszym Sakramentem. Nagle, w sposób niewytłumaczalny i całkowicie niezależny od niego, Frossard czuje, że w jego wnętrze wnika jakaś tajemnicza moc, która uwalnia go od duchowej ślepoty spowodowanej przez ateizm i umożliwia mu doświadczenie istnienia innego świata, bardziej rzeczywistego aniżeli ten, który poznajemy naszymi zmysłami. „Przede wszystkim zostają mi dane słowa duchowego życia – pisze Frossard – (…) słyszę je jakby wypowiadane obok mnie cichym głosem przez osobę, która widzi, czego ja jeszcze nie widzę”. Po usłyszeniu tych słów Frossard zostaje ogarnięty nadprzyrodzoną rzeczywistością, promieniującą wprost od Najświętszego Sakramentu. „Jest to niezniszczalny kryształ o nieskończonej przejrzystości – próbuje opisać to doświadczenie A. Frossard – jasności prawie nie do zniesienia lekko niebieskiego światła (jeden stopień więcej byłby mnie uśmiercił). To jest inny świat o takim blasku i realności, że nasz świat wydaje się przy nim podobny do rozwiewających się cieni sennych marzeń. Tę nową rzeczywistość i prawdę widzę z ciemnego brzegu, na którym stoję. To jest ład we wszechświecie, a na jego szczycie jest Oczywistość Boga, która jest Obecnością i Osobą. Jeszcze przed sekundą zaprzeczałem Jej istnienia. Chrześcijanie nazywają ją »naszym Ojcem«. Doświadczam Jej łagodnej dobroci i łaskawości, której nie jest w stanie dorównać żadna inna. Łagodność ta jest zdolna przemienić każde ludzkie serce – również takie, które jest twardsze od najtwardszego kamienia. Temu wtargnięciu rzeczywistości Boga towarzyszy radość, która jest entuzjazmem uratowanego od śmierci, w samą porę wydobytego z oceanu rozbitka. Dopiero teraz uświadamiam sobie, w jakim błocie byłem pogrążony, i dziwię się, jak mogłem tam żyć i oddychać. Jednocześnie zostałem obdarowany nową rodziną, a jest nią Kościół katolicki. Jego zadaniem jest prowadzenie mnie tam, dokąd muszę iść, gdyż pozostaje mi do przebycia jeszcze kawał drogi (…). Kościół jest wspólnotą; w niej obecny jest Jedyny, którego imienia nigdy więcej nie będę mógł napisać bez trwogi, że zranię Jego miłość. Stoję przed Nim jak dziecko, któremu przypadło w udziale szczęście otrzymania przebaczenia” (Istnieje inny świat, ss. 39-40).

– Frossard bulwersuje, niewątpliwie — mówił paryski pisarz agnostyk. — Ale gdyby „spotkanie”, o którym mówi, było tylko złudzeniem, pomyłką, czy jego skutki nie rozwiałyby się szybko? A tymczasem przez pięćdziesiąt lat ten człowiek żyje tak, jak w ciągu tych kilku minut mu „wskazano”. Jest to może jedyny możliwy dowód na to, że się nie pomylił.

WIĘCEJ: https://znanichrzescijanie.wordpress.com/2014/02/15/andre-frossard-najslynniejszy-publicysta-polityczny-francji/

ZOBACZ TAKŻE: https://znanichrzescijanie.wordpress.com/2014/08/26/argumenty-za-wiara45-mistyka/