Posts Tagged ‘Piłkarze’

Neymar da Silva Santos Júnior (ur. 5 lutego 1992 w Mogi das Cruzes) – brazylijski piłkarz występujący na pozycji napastnika, reprezentant Brazylii, piłkarz FC Barcelona. Swoją profesjonalną karierę zaczynał w Santosie. Od 2009 był podstawowym zawodnikiem pierwszej drużyny. Neymar w wieku 17 lat zadebiutował w meczu przeciwko Oeste 7 marca 2009 roku – Santos wygrał 2:1, kolejny mecz zagrał przeciwko Mogi Mirim tydzień później, podczas którego zdobył swoją pierwszą bramkę w pierwszej drużynie.

440615e4afb3499a8ebba390917c796d

Tuż po zakończeniu finałowego meczu Ligi Mistrzów, w którym Barcelona wygrała z Juventusem 3:1, strzelec trzeciego gola – Brazylijczyk Neymar – zawiązał na głowie opaskę z napisem „100 % Jesus” i przez kilkanaście minut celebrował triumf, dając jednocześnie świadectwo swojej wiary. Wielu kibiców zastanawiało się, czy to tylko pokazowy gest napastnika, który jako ostatni dotknął piłki w finałowej rozgrywce trafiając do bramki Juve i ustalając wynik spotkania.

Otóż Neymar od lat podkreśla swoje przywiązanie do wiary. Piłkarz urodził się w ewangelickiej rodzinie w miejscowości Sao Vincent i jako dziecko trenował w takiej właśnie opasce na głowie – z napisem „100 procent Jezus”. Wygrana w Champions League była spełnieniem jego dziecięcego marzenia – stąd decyzja o założeniu opaski. Do dzisiaj po strzeleniu każdego gola wykonuje charakterystyczny gest w stronę nieba. Jeszcze grając w Brazylii, Neymar przekazywał jedną dziesiąta swojej pensji na rzecz organizacji Athletes for Christ, która zajmuje się ewangelizacją Ameryki Południowej.

W trakcie zeszłorocznego mundialu rozgrywanego w Brazylii, w trakcie którego gospodarze dotarli do półfinału, Neymar z grupą kilku najbardziej wpływowych reprezentantów postanowili, że przed każdym meczem piłkarze, wśród których jest mniej więcej tyle samo katolików i ewangelików, będą się wspólnie modlić – podczas wcześniejszych mistrzostw świata robili to oddzielnie.

Zatem sobotnie zachowanie gwiazdora Barcelony nie było tylko gestem na pokaz, ale ma swoje uzasadnienie.

Podczas wczorajszej gali wręczenia Złotej Piłki FIFA doszło do skandalu. Organizacja w imię poprawności politycznej ocenzurowała napis „100% Jesus”, który znajdował się na opasce Neymara.

Prezentując sylwetkę nominowanego do nagrody brazylijczyka Neymara, pokazano film z ostatniego finału Ligi Mistrzów. Zamazano na nim napis: „100% Jesus”, który znajdował się na opasce Neymara. Piłkarz wielokrotnie przyznawał się do głębokiej wiary i dawał świadectwo przywiązania do Jezusa. Piłkarz w wywiadach wielokrotnie przyznawał, że w opasce z napisem 100% Jezus” trenował już w dzieciństwie.

FIFA usunęła napis „100% Jesus”, który umieszczony był na opasce Neymara, którą założył po zwycięskim 3:1 meczu z Juventusem w finale Ligi Mistrzów.

http://wpolityce.pl/sport/255218-neymar-po-finale-ligi-mistrzow-100-procent-jezus

ZOBZACZ TAKŻE–> http://wpolityce.pl/sport/277886-ich-tez-fifa-chcialaby-ocenzurowac-gwiazdy-swiatowego-futbolu-nie-wstydza-sie-swojej-wiary

Eddie Gaven – zdobywca Pucharu MLS.

Posted: 29 listopada 2013 in SPORTOWCY
Tagi:

Eddie Gaven – amerykański piłkarz występujący na pozycji pomocnika w drużynie Columbus Crew. W sumie w Major League Soccer rozegrał 75 meczów w barwach Red Bulla i strzelił 16 bramek. W 2006 roku trafił do zespołu Columbus Crew. Jest podstawowym piłkarzem tego klubu. Eddie Gaven zadebiutował w reprezentacji Stanów Zjednoczonych 12 lipca 2004 roku, w meczu przeciwko Polsce.

gaven3W ostatnim czasie Eddie Gaven – gwiazda Columbus Crew – wskazał na rolę katolicyzmu w jego życiu. W ponownym odkryciu wiary i Kościoła pomogła mu kontuzja, różaniec, pisma świętych i tradycyjna katolicka liturgia.

Eddie Gaven rozegrał już 10 sezonów w najwyższej amerykańskiej lidze piłkarskiej. Wystąpił w 2004 roku w meczu gwiazd, w 2008 z Columbus Crew zdobył Puchar MLS. Karierę rozpoczął już w wieku 16 lat, wtedy podpisał pierwszy kontrakt z pierwszoligową drużyną. Jak sam przyznał, wychował się w religijnej katolickiej rodzinie, jednak rozpoczęcie zawodowej kariery zbiegło się w czasie z osłabieniem wiary. Matka piłkarza zachęcała go, by szukał inspiracji wśród… młodych protestantów. W 2008 roku lecząc kontuzję zdał sobie sprawę z tego, że „piłka nożna jest zabawą, która nie będzie trwać wiecznie. Wiecznie będzie trwało niebo albo piekło”. W tym okresie duży wpływ wywarły na niego pisma św. Alfonsa Liguori i świętej Brygidy Szwedzkiej. Jak przyznał, kultywował Nabożeństwo 15 Modlitw św. Brygidy, odmawianych przez cały rok.

– Wraz z rozwojem życia modlitewnego na poważnie zająłem się swoją wiarą. Im więcej się modliłem, tym bardziej chciałem uczestniczyć we Mszy świętej, korzystać z sakramentu pokuty, żyć cnotami w życiu codziennym – powiedział Gaven w rozmowie z National Catholic Register. – To kontrastowało ze sposobem, w jaki żyłem poprzednio – nie uczestniczyłem we Mszy, nie chodziłem do spowiedzi, po prostu nadmiernie skupiałem się na piłce nożnej. Nawrócenie było z pewnością związane z częstszą i lepszą modlitwą.

Jak tłumaczył, małżonkę poznał w jednej z protestanckich grup młodzieżowych, z którą utrzymywał kontakt za namową matki. – Dzięki Bożej łasce Paulina (żona piłkarza – przyp. red.) ujrzała światło piękna naszej katolickiej wiary. Dziś ona i ja wiemy już nie tylko to, czego naucza Kościół, ale i dlaczego tego naucza. To ogromne błogosławieństwo, dziś naprawdę nie sądzę, byśmy byli małżeństwem nie dzieląc wspólnej wiary. To by po prostu nie wyszło – stwierdził Gaven.

Zapytany o to, co najbardziej docenia w swej wierze, piłkarz odpowiedział: różaniec, adoracja Eucharystii i Msza święta. – Dorastałem chodząc na Novus Ordo, nieświadomy Mszy łacińskiej. Jednak w chwili, w której zacząłem poważniej przyglądać się własnej wierze, natknąłem się na Mszę łacińską („trydencką”, nadzwyczajną formę rytu rzymskiego – przyp. red.), zobaczyć ją po raz pierwszy było naprawdę poważnym doświadczeniem – stwierdził piłkarz. – We Mszy łacińskiej jest tak wiele pietyzmu, teraz uczestniczę w niej regularnie – dodał.

– Jestem bardzo wdzięczny Benedyktowi XVI za szersze udostępnienie „nadzwyczajnej formy” poprzez jego motu proprio sprzed pięciu lat. Lubię dzielić się Mszą łacińską z innymi, często zapraszam swoich kolegów z drużyny do wzięcia w niej ze mną udziału. To naprawdę jest, jak to było dawniej powtarzane, „najpiękniejsza rzecz po tej stronie nieba” – powiedział  Eddie Gaven.

http://www.pch24.pl/stany-zjednoczone–gwiazda-sportu-o-swoim-katolicyzmie,4647,i.html

Taribo West – nigeryjski piłkarz, występujący na pozycji obrońcy. Z reprezentacją Nigerii grał na Mundialu 1998 i 2002 oraz triumfował w Igrzyskach Olimpijskich w 1996. Ma za sobą bardzo udaną karierę piłkarską. Był zawodnikiem m.in. AJ Auxerre, Interu Mediolan czy A.C. Milan.

taribo-west_600Taribo West. Nigeryjczyk, przez wielu kibiców pamiętany dzięki ekscentrycznym fryzurom występował w swojej karierze w aż ośmiu różnych ligach, począwszy od Serie A, skończywszy na irańskiej ekstraklasie. Największy sukces, w postaci olimpijskiego medalu, osiągnął jednak z reprezentacją.

Pewnego dnia młodziutki i udzielający się w gangach w Lagos West zaznał boskiej interwencji, która wyrwała go ze snu. Razem z siostrą ukląkł na ziemi i zaczął się modlić. – Wszystkie szuflady w domu zaczęły się otwierać i zamykać. Myślałem, że to wiatr, ale nagle poczułem ciepło w całym ciele. Moja siostra powiedziała mi: „Taribo, zostaniesz pastorem” – wspominał po latach na łamach brytyjskiego „Guardiana”.

West uwierzył, że musi walczyć z zachodnioeuropejskim stylem życia i ma misję do wykonania. Pracę misjonarza rozpoczął od pomocy biednym uchodźcom z Afryki, którzy nie potrafili odnaleźć się we Włoszech. Potem ufundował kościół o nazwie „Schronisko przed burzą”, w którym został pastorem.

Nawet, gdy występował w angielskim Derby County, to i tak w niedzielę wsiadał w samolot i odwiedzał światową stolicę mody, by głosić słowo Boże zebranym w jego kościółku wiernym. Derby utrzymało się wówczas cudem w Premier League. – To nic innego, jak pomoc Boga – podsumował pastor West.

http://eurosport.onet.pl/pilka-nozna/pilkarze-bogu-oddani/sgj9v

PelePelé, właśc. Edson Arantes do Nascimento – brazylijski piłkarz. Obecnie honorowy prezydent New York Cosmos. Uznawany jest obok Diego Armando Maradony za najlepszego piłkarza wszechczasów. Zdobył 3 razy (1958, 1962 1970) mistrzostwo świata. Prawie całą karierę spędził w Santosie, rozgrywając w sumie 605 meczy i strzelając 589 goli. W 1974 roku Pelé zdecydował o zakończeniu kariery. Pożegnalny mecz oglądało z trybun ponad 200 tys. kibiców. Poza byciem legendą futbolu, Brazylijczyk jest również znany ze swojej bardzo silnej wiary. Nie on zresztą jedyny, gdyż piłkarze z tego kraju często są bardzo religijni.

Już od samego początku było widać, że Pele ma ogromny talent. Pewnego dnia chłopiec zastał trenera w swoim domu.  Mama płakała, ojciec był posępny.  Mama mówiła: Panie, przecież to jeszcze dziecko,  niech skończy szkołę, zdobędzie zawód.

No tak, ale Santos to jest uniwersytet piłkarski.  To jest szansa!  – odpowiedział trener.

Mama uszyła Pelemu pierwsze długie spodnie,  przecież jedzie do Santos, do zawodowców.

„Całą noc nie spałem.  Przytulałem posążek Matki Boskiej i prosiłem:  Doradź, Madonna, pomóż, Matko, pokieruj mną…”. Przyszedł do mnie tata.  „Widziałem, że nie śpisz, synu,  to było marzeniem mojego życia.  Nie spełniło się. Może to dla ciebie Pan Bóg  przygotował moje miejsce…  Będziesz grał z zawodowcami.  Szanuj ich…  Trzymaj na wodzy swój charakter.  Graj tak, jakby to miał być ostatni mecz.  Krzykacze do niczego nie dochodzą”. Tej nocy Pele nie zasnął.  „Płakałem całą noc i modliłem się na przemian”.

Wyjazd do Santosu okazał się strzałem w dziesiątkę. Pele szybko został jednym z najlepszych zawodników ligi brazylijskiej. Dzięki dobrym występom został powołany do kadry reprezentacji Brazylii na Mistrzostwa Świata w Szwecji w 1958 roku.

Dwudziestego ósmego czerwca 1958 r. odbył się mecz o mistrzostwo świata Szwecja – Brazylia  na stadionie Rasunda w obecności pary królewskiej.  W szatni zniknął Pele.  Trener wiedział, gdzie go szukać. Pele na klęczkach modlił się. Trener dotknął go łagodnie.  Nic nie powiedział, dał znak, że czas iść na płytę boiska.  Rozgrzewka, pamiątkowe zdjęcia  i hymn narodowy Brazylii i Szwecji.  Teraz słuchają mama i tata.  Pele – jak zwykle to czynił – przeżegnał się i ucałował medalik.  Szwedzi zaczęli z impetem.  Liedholm w czwartej minucie  zdobywa prowadzącego dla Szwedów gola.  Stadion szaleje – heja, heja…  Włącza się Pele.  Prezentuje wszystkie numery swego repertuaru.  Gra głową, obcasami, czubkami butów, piersią, kolanami.  Publiczność oczarowana klaszcze,  a duch wstąpił w Brazylijczyków.  Do przerwy Vava ustala wynik na 1:2. W drugiej połowie było jeszcze lepiej i Brazylia wygrała tamten mecz 5:2, a Pele był jednym z ojców zwycięstwa. Był to jednak dopiero początek wielkiej kariery jednego z najwybitniejszych piłkarzy w historii futbolu.

http://mateusz.pl/ludzie/tjk07.htm

Andres-Iniesta-4

Iniesta z nagrodą za najlepszego piłkarza w Europie.

Andrés Iniesta Luján – piłkarz hiszpański grający na pozycji ofensywnego pomocnika. Iniesta został piłkarzem roku w Europie w sezonie 2011/2012. Wraz z FC Barcelona wygrał wszystkie możliwe trofea z Ligą Mistrzów na czele. Z reprezentacją Hiszpanii zdobył dwa razy mistrzostwo Europy (2008 i 2012), a także Mistrzostwo Świata w 2010 w RPA.

Andreas Iniesta w finałowym meczu – wyżej wspomnianego Mundialu – z Holandią strzelił decydującego gola, który Hiszpanom dał tytuł Mistrza Świata. Teraz wybierze się na pielgrzymkę do Santiago de Compostela aby podziękować św. Jakubowi.

Pielgrzymka do sanktuarium św. Jakuba to jedno z postanowień, jakie Iniesta zobowiązał się wykonać, jeśli Hiszpania zostanie Mistrzem Świata. Miesiąc przed mundialem, piłkarz i jego koledzy z drużyny złożyli w zapieczętowanej kopercie w redakcji gazety Marca spis przyrzeczeń, które spełnią w razie wygranej Hiszpanii.

W niedzielę wieczorem zespół redakcji otworzył kopertę. Obok innych postanowień znalazła się tam obietnica trzech piłkarzy – Iniesty, Fernando Torresa i Carlosa Marchena, że odbędą pielgrzymkę do Santiago de Compostela.

Iniesta swoją obietnicę wyjawił już wcześniej. W wywiadzie dla stacji Canal Plus Liga zapewnił, że przyrzeczenie o pielgrzymce zrealizuje. To samo zapowiedział jego kolega z drużyny Sergio Busquets.

Droga św. Jakuba, po hiszpańsku nazywana Camino de Santiago, jest jednym z najważniejszych chrześcijańskich szlaków pielgrzymkowych. Prowadzi ona do katedry, gdzie według tradycji znajduje się grób św. Jakuba. Nie ma jednej Drogi św. Jakuba, pielgrzymi mogą dotrzeć do celu wieloma szlakami. Polska jest jednym z krajów na tej trasie.

Przez wieki przemierzali ją przedstawiciele wszystkich stanów, w tym wiele znanych postaci (nawet władców): Karol Wielki, św. Franciszek z Asyżu, św. Elżbieta Portugalska, św. Brygida Szwedzka, Izabela Kastylijska, św. Ignacy Loyola, Jan Dantyszek czy papież Jan XXIII. W XIV wieku, szczytowym okresie popularności trasy, każdego roku przemierzało ten szlak ponad milion osób.

Współcześnie najbardziej znanymi pielgrzymami są piłkarze reprezentacji Hiszpanii w piłce nożnej. Przed każdym wyjazdowym turniejem cała drużyna spotyka się w Santiago de Compostela, a po zakończonym turnieju niektórzy z nich, jak to już zostało wspomniane wyruszają pieszo do tego świętego miejsca.

O ogromnej roli pielgrzymek po Camino świadczą słowa Johanna Wolfganga von Goethe, który pisał, iż „drogi św. Jakuba ukształtowały Europę”.

http://info.wiara.pl/doc/592134.Iniesta-idzie-na-pielgrzymke

juan-carlos-valeron-01Juan Carlos Valeron Santana, hiszpański rozgrywający, urodzony 17.06.1975r w Arguineguing (Wyspy Kanaryjskie). Wychowanek CD Arguineguing, profesjonalną karierę rozpoczynał w UD Las Palmas. W tym klubie przebywał do 1997r. rozgrywając w II lidze 54 strzelając 2 gole. Kolejnym przystankiem stał się zespół z hiszpańskiej ekstraklasy RCD Mallorca, w którym spędził zaledwie jeden sezon występując w 38 meczach zdobywając 3 bramki. Atletico Madryt to kolejny klub z hiszpańskiej ekstraklasy, którego strój przywdziewał bohater artykułu. Przez dwa lata Valeron rozegrał 65 meczy, strzelając 7 goli. W 2000r. przeszedł do Deportivo La Coruna, z barwach którego dobrze spisywał się w Lidze Mistrzów. Ponadto w latach 1998-2005 był podstawowym zawodnikiem reprezentacji Hiszpanii, z którą wziął udział w Mistrzostwach Europy 2000 oraz 2004, a także w Mistrzostwach Świata 2002r

Byłem normalnym chłopakiem który wierzył w Boga tak, jak większa część świata. Pewnego dnia powiedziano mi o Jezusie i zacząłem czytać Pismo Święte. Jak tylko zrozumiałem jak wielką miłością darzy mnie Bóg, to zaakceptowałem Pana jako mojego Zbawiciela bez żadnego cienia wątpliwości.  Od tego czasu wiele rzeczy się zmieniło. Bóg jest naprawdę realny dla mnie.  Nawet w czasach, kiedy rzeczy mogą być trudne, Jezus czyni je ponownie prostymi. Oddaję całe swoje Zycie Jezusowi i mogę spocząć będąc pewien jego wielkiej mocy. Jako sportowiec, wszystko co mogę powiedzieć  to to, że Kocham Boga.

Chciałbym namawiać wszystkich ludzi, młodych a także tych starszych żeby zaufali Bogu, ponieważ Bóg jest dobry, daje nam to co potrzebujemy przez Jezusa. Kocham Psalm 23 ponieważ dzięki niemu mogę pamiętać, że Bóg jest moim Ojcem, który mnie prowadzi oraz List Jakuba 1:6-9 (Ale niech prosi z wiarą, bez powątpiewania; kto bowiem wątpi, podobny jest do fali morskiej, przez wiatr tu i tam miotanej. Przeto niechaj nie mniema taki człowiek, że coś od Pana otrzyma, A niech brat ubogi chlubi się z wywyższenia swego), zawsze dodający mi odwagi.

http://kosciolchrystusowybp.futbolowo.pl/news,1770599,juan-carlos-valeron-playmaker-kochajacy-boga.html

kuba2

Jakub Błaszczykowski w barwach reprezentacji Polski.

Jakub Błaszczykowski to kolejny polski piłkarz, który publicznie przyznał, jak ważna jest wiara w jego życiu. Kapitan reprezentacji Polski uczestniczy w akcji „Nie wstydzę się Jezusa”. Podobnie jak Marek Citko, który od lat nie ukrywa swojej wiary. Za granicą takie deklaracje są częste…

– Rozumiem, że wiara może być dla kogoś sprawą indywidualną, aczkolwiek dla mnie osobiście jest bardzo ważną rzeczą. Myślę, że każdy z nas w momencie, w którym jest ciężko, kiedy są problemy i nie można już liczyć na lekarzy, na inne rzeczy, wtedy zaczyna się odwoływać do wiary, wtedy są te momenty, kiedy prosi się Jezusa, Boga aby dał zdrowie, nie zawsze pamiętając o tym na co dzień – zadeklarował niedawno Jakub Błaszczykowski. Przy okazji zachęcił do uczestnictwa w akcji „Nie wstydzę się Jezusa”, w której wcześniej wzięła udział m.in. tenisistka Agnieszka Radwańska.

– Ja osobiście z dużą wiarą na co dzień i z dużym przekonaniem o tym, że Chrystus pomaga w życiu codziennym, staram się w pewnym sensie namawiać ludzi do tego aby nie zapominali o tym, co jest dla nas najważniejsze, czyli wiara i modlitwa – deklaruje Błaszczykowski. Podobnego zdania jest Marek Citko, który w przeszłości wielokrotnie to podkreślał.

– Najważniejsza jest dla mnie codzienna Eucharystia i czytanie Pisma Świętego. Czasami zwyczajnie, po ludzku, nie chce mi się. Modlitwa daje mi jednak siłę i staram się jej nie zaniedbywać. Wiem, że ani sława, ani pieniądze nie dają tyle radości, co bycie z Bogiem. Wiem, że moim nadrzędnym obowiązkiem jest przyznawać się do Chrystusa. W swoich wypowiedziach staram się dawać o Nim świadectwo. Z otrzymywanych listów wiem, że jest ono przez ludzi przyjmowane. Jestem zwykłym człowiekiem i moim nadrzędnym obowiązkiem jest głosić Chrystusa. Pan Bóg ma plan względem każdego, każdemu udziela odpowiednich darów, a naszym zadaniem jest ich nie zmarnować, lecz wykorzystać, dając świadectwo o Chrystusie – mówił.

Za granicą deklarowanie wiary w Boga jest częste. Doskonałym przykładem jest Kaka. „Należę do Jezusa” – to motto życiowe Brazylijczyka. Nosi je nawet na językach korków piłkarskich. Kaka uważa, że Bogu zawdzięcza to, że dziś może w ogóle uprawiać piłkę nożną. W wieku 18 lat tak niefortunnie skoczył do wody, że wydawało się, że nie będzie w stanie chodzić. Jednak bardzo szybko wrócił do zdrowia. Brazylijczyk nie ma wątpliwości, komu to zawdzięcza.

Innym przykładem jest trener Giovanni Trapattoni. On z kolei swoją wiarę pokazuje w dość nietypowy sposób. Ławkę rezerwowych i boisko niekiedy kropi wodą święconą. W obu przypadkach religijność przełożyła się na sukcesy na arenie międzynarodowej. Czy w przypadku „Kuby” będzie podobnie i niebiosa przyjaznym okiem spojrzą na reprezentację Polski?

http://www.futbolnews.pl/pilkarze/jakub-blaszczykowski/art,454,506,odwazna-deklaracja-kuby-nowy-citko.html

Radamel Falcao García Zárate (ur. 10 lutego 1986 w Santa Marta, Magdalena) – kolumbijski piłkarz grający na pozycji napastnika w AS Monaco. Już jako dziecko występował w młodzieżowych sekcjach reprezentacji Kolumbii, następnie w reprezentacji U-20, a obecnie gra w pierwszej drużynie. Jest jednym z najdroższych piłkarzy w historii (AS Monaco zapłaciło za niego 60mln euro). Dwa razy wygrał Ligę Europy (raz w barwach FC Porto, a raz jako gracz Athletico Madryt).

falcao

„With Jesus you will never be alone”.

W jego życiu wiara w Boga to najważniejsza rzecz, o czym nie boi się mówić i demonstrować.

– Po wygraniu Ligi Europy wszedłem do pokoju hotelowego, uklęknąłem i podziękowałem Bogu – wyznaje. – Staram się żyć zgodnie ze słowem Bożym, zamieniać je w czyn. Czytam biblię i modlę się, jestem pewien, że to pomaga mi na boisku i poza nim – dodaje.

Po strzeleniu bramki w finale Ligi Europy 2011 w barwach FC Porto Falcao odsłonił napis pod koszulką – With Jesus you will never be alone (Z Jezusem nigdy nie będziesz sam.) Rok później po zwycięstwie w finale tych samych rozgrywek już w barwach Atletico Madryt miał podkoszulek z napisem – Belive. And you will see the glory of god.
(Wierz, a zobaczysz chwałę Boga.) Swoją późniejszą żonę poznał w kościele w Buenos Aires, w czasach występów w River Plate. Według powtarzanej anegdoty już wtedy powiedział – >ona będzie moją żoną…<. Wybranka nazywa się Lorolei Dahiana Taron – jest Argentynką niemieckiego pochodzenia. Śpiewa i komponuje piosenki, zapewnia, że jej
utwory są zainspirowane miłością do męża. Są małżeństwem od 2007 roku.Radamel dodatkowo przewodniczy w młodzieżowych grupach katolickich „Locos Por Jesus” i „Atletas de Cristo.”

http://podbramkowo.blogspot.com/2013/06/radamel-falcao-czyli-el-tigre-tylko-dla.html

Urodzony w 1973 roku. Były bramkarz reprezentacji Polski, jeden z największych talentów w polskiej piłce, swego czasu czołowy zawodnik na tej pozycji w Europie. Zrobił prawdziwą furorę w holenderskim Feyenoordzie, a później w angielskim Liverpoolu z którym sięgnął po Puchar Ligi Mistrzów. Potem przeniósł się do najsłynniejszego klubu świata – Realu Madryt, w którym zakończył swoją karierę. Jego macierzystym klubem jest Concordia Knurów.

dudek

Czy grając w piłkę nożną za pieniądze można jeszcze mówić o wartościach, ideałach sportu czy chodzi wyłącznie o zarabianie?

– Rzeczywiście w piłce są bardzo duże pieniądze ze względu na jej popularność. Wszyscy na niej zarabiają: telewizja, gazety, kluby piłkarskie i sami zawodnicy. A to nie zawsze wpływa pozytywnie na kształtowanie charakterów, szczególnie młodych zawodników. Myślę że trzeba wykazać się ogromną siłą charakteru, żeby zachować w tym wartości, żeby dać radę uchronić ideały. Teraz bardziej niż kiedykolwiek trzeba się uzbroić w siłę, wytrzymałość psychiczną, żeby dać sobie radę. Bo to nie tylko o pieniądze chodzi, to tylko jedna strona medalu, drugą jest wpływ mediów na ludzi otaczających sportowców i na nich samych. A pokus w życiu jest bardzo dużo.

A co Panu pomogło nie ulec tym pokusom?  

Chyba to, że mój charakter był kształtowany w kręgu osób twardo stapiających po ziemi. Pochodzę ze Śląska, wychowałem się między blokami, zaakceptowałem, że będę górnikiem… To wszytko złożyło się na mój dystans do tego, co robię i jak żyję teraz. Ale łatwo jest pogubić się, kiedy nagle przychodzi popularność, duże pieniądze. Mogło więc być inaczej.

Szczególnie, że niewielu Pana kolegom z tego środowiska udaje się zachować rodzinę czy nawet wiarę…

– Cóż, to nie dotyczy tylko sportowców. Tam gdzie są pieniądze, np. w biznesie, też są podobne problemy. Znam dyrektorów potężnych firm, którzy mają kłopoty w rodzinie, z hazardem, z pokusami życia bogatych ludzi, więc to nie tylko sportowców dotyczy. Ja natomiast właśnie dzięki rodzinie mogłem być bardziej odporny na te zewnętrzne naciski czy uwarunkowania. Moja rodzina potrafiła mnie ochronić, dać mi schronienie. Zawsze miałem gdzie wrócić, uciec, schronić się.

Pomogła też uchronić wiarę?

– W wierze byłem wychowany od początku i staram się teraz przekazywać ją moim dzieciom, bo nie wyobrażam sobie, żeby moje dzieci były wychowywane inaczej. Myślę że bez wiary wszystko traci sens. Nawet porażki czasem dużo łatwiej wytłumaczyć sobie dzięki temu, że człowiek jest wierzący.

Dostanie się na szczyt nie ułatwia trwania przy Dekalogu…

– Nie tylko w piłce jest takie zagrożenie, gdzie indziej wcale nie jest dużo lepiej. Czy gdzie indziej jest np. mniej rozwodów niż wśród sportowców? Choć rzeczywiście w sporcie ostatnio jest ogromnie kreowany status gwiazdy i jest to mocno celebrowane. Nie jest to łatwe. Dlatego trzeba mieć oczy szeroko otwarte i np. zauważyć chłopaków z Brazylii, którzy są doskonałymi piłkarzami, a wszyscy bardzo gorąco wierzą w Jezusa. To pozwala im nie odrywać się zbytnio od życia codziennego, starać się twardo stąpać po ziemi. Choć nie jest łatwo być cały czas na świeczniku. Jeśli mówimy o wybitnych piłkarzach, wielkiej piłce i ekstremalnych warunkach dotyczących kontaktu sportowca z mediami, to na to naprawdę trzeba być odpornym. Wiara pomaga nie dać się zwariować, choć takie życie na pewno nie ułatwia przestrzegania Dekalogu. Szczególnie bardzo młodym ludziom, którzy nagle zaczynają zarabiać duże pieniądze, stają się popularni, ciągle w świetle fleszy.

Czy znani piłkarze zdają sobie sprawę z ciążącej na nich odpowiedzialności, że ich postawa ma wpływ na tysiące młodych chłopców na całym świecie?

– W wielu klubach pracuje się nad tym, żeby zawodnicy taką świadomość mieli. Tak naprawdę nie chodzi tylko o samą grę w piłkę nożną, ale także o postawę. Bo młodzi rzeczywiście naśladują gwiazdy sportu. W Feyenoordzie i Liverpoolu przechodziłem takie szkolenia. Wtedy też pierwszy raz zacząłem się udzielać charytatywnie na rzecz dzieci z zespołem Downa.

A miał Pan kiedyś wątpliwości, że może niemoralne jest, że ci „współcześni gladiatorzy” są aż tak wysoko opłacani.

– Aktorzy w Hollywood zarabiają dużo większe pieniądze, a piłkarze wcale nie są gorszymi aktorami. Kwestia pieniędzy zawsze będzie dyskusyjna, bez względu na to o kim mowa. Tak to już jest, że ludzie chcą igrzysk, widowiska i są w stanie dużo za nie zapłacić. Ale rzeczywiście czasami sam zastanawiam się, czy tak powinien być urządzony świat? Jest wiele rzeczy, na które nie potrafimy logicznie odpowiedzieć, ani wytłumaczyć, na jakich zasadach to działa.

Nie uważa Pan jednak, że w szkoleniu młodych piłkarzy większy nacisk kładzie się teraz na rywalizację i wygrywanie niż na zasady fair play i uczciwość?

– Niewątpliwie nacisk na wynik powinien być drugorzędny. W wieku jedenastu czy dwunastu lat, jeśli chce się wygrać za wszelką cenę, to potem będzie się robiło wszystko, żeby oszukać kolegę. Ale nowe metody treningowe też będą przychodzić z Europy, to wszystko będzie musiało być, prędzej czy później, wdrożone u nas w życie.

A jakie zasady Pan uważa za najważniejsze?

– Dla mnie najważniejszy jest szacunek dla przeciwnika. Wygrać? Tak! Ale z szacunkiem dla przeciwnika. Za każdym razem, kiedy wychodzę na boisko to staram się traktować swojego partnera tak, jak sam chciałbym być traktowany. A drugie, i to wpajam swoim dzieciom, to zawsze starać się pomóc, kiedy inny człowiek potrzebuje pomocy.

Rozmawiali: Małgorzata Tadrzak-Mazurek, ks. Andrzej Godyń SDB

Całość wywiadu: http://lubczasopismo.salon24.pl/pl24/post/415228,dla-mnie-nie-bylo-innej-drogi-rozmowa-z-jerzym-dudkiem

Urodzony w 1974 roku. Nietuzinkowy piłkarski talent. Reprezentant Polski, zawodnik m.in. Jagiellonii Białystok, Widzewa Łódź, Legii Warszawa, Cracovii. W 1997 r. zrezygnował z lukratywnej, rekordowej oferty transferowej do jednego z czołowych klubów angielskich.

Mecz pi³karskiej ekstraklasy PGE GKS Be³chatów - Legia Warszawa

W światku sportowym uchodzi pan za W człowieka głęboko wierzącego, bardzo rygorystycznie przestrzegającego praktyk religijnych. Stawiany jest pan za wzór piłkarza-katolika. Czy zgadza się pan z takim zaszufladkowaniem?

Od razu chcę wyjaśnić, że nie ma ludzi bardziej i mniej wierzących. Są jedynie tacy, którzy wierzą w Boga, bądź nie wierzą.

Nie każdy jednak, tak jak pan, objawia swoje przekonania, nie każdy ma tyle odwagi, by o nich mówić…

Istotnie, tej odwagi trochę potrzeba. Szczególnie potrzeba jej w momencie, kiedy należy sobie odpowiedzieć, czy naprawdę się wierzy, czy moja wiara to jedynie efekt wychowania rodzinnego i tradycji. Do takiej chwili trzeba dojrzeć, by jednoznacznie się określić.

Opowiadają, że zanim dla pana nadszedł ten moment, Marek Citko był łobuzem…

I teraz jestem… Nie jestem święty, jak każdy mam swoje słabości i popełniam błędy. Ważne jednak, by w codziennym życiu umieć sobie radzić z tymi słabościami.

Czy pamięta pan dzień, kiedy dokonał pan tego życiowego wyboru?

Tak, to było w Białymstoku, w czasie wielkopostnych rekolekcji. Grałem jeszcze w Jagiellonii, ale już byłem dość znanym piłkarzem. Doskonale pamiętam stres w przeddzień mojego wystąpienia. W wielkiej, wypełnionej po brzegi sali gimnastycznej, miałem mówić o tym, jak się zmieniłem, zadeklarować, że od tej pory będę żył inaczej. Bałem się tej konfrontacji, ale pojąłem, że stając się człowiekiem dorosłym, muszę dokonać zasadniczego wyboru. Zdecydowałem, że pójdę trudną drogą wiary, drogą, na której będę upadał i grzeszył, ufając jednocześnie Panu Bogu, że będzie mi pomagał podnosić się z tych upadków.

Później często pana wypytywano o szczegóły tego wydarzenia. Czy opowiadanie o bardzo osobistych wyborach nie było dla pana irytujące, wstydliwe?

To fakt, że media bardzo się interesowały moimi sprawami duchowymi, chociaż absolutnie nie zależało mi na tym, jak niektórzy sugerowali posądzając o tanią reklamę. Dochodziło z tego powodu także i do śmiesznych sytuacji, kiedy pisano, że w związku z przestrzeganym postem nie starczało mi sił w meczu. Czy mówienie o swojej wierze było wstydliwe? Nie! Jeśli ja poważnie traktuję te sprawy, to i poważni ludzie to rozumieją i szanują. Bo skoro swoje życie postanowiłem poświęcić i oddać w ręce Pana Boga i kocham Go jak ojca, a Maryję jak swą matkę, to dlaczego miałbym się tego wstydzić?! Podobnie, jak nie wstydzę się mówić, że kocham swoją żonę.

Czy we współczesnym sporcie można przestrzegać zasad, jakimi powinien kierować się chrześcijanin?

Uważam, że w większym lub mniejszym stopniu jest to możliwe. Owszem, na boisku, w czasie ostrych spięć, emocji, fauli, jest to trudne. Przyznaję, że także mnie zdarza się w ferworze walki kogoś sfaulować, kopnąć bez piłki, albo powiedzieć jakieś brzydkie słowo. W chwilach emocji nie potrafimy kontrolować swoich odruchów, ale kiedy napięcie wygasa, przychodzi czas na refleksję, uświadomienie sobie, że zrobiło się coś złego i wtedy trzeba zdobyć się na podanie ręki rywalowi. Ten akt przeprosin jest bardzo ważny dla sportowca.

Przyznałby się pan do zdobytej bramki ręką?

Hm. Jak się siedzi w fotelu, to bardzo łatwo odpowiedzieć twierdząco. Ale na boisku, kiedy dąży się do zwycięstwa, nie wiem jak bym się zachował. Tego nie da się przewidzieć, wszystko zależy od zaistniałej w konkretnych okolicznościach sytuacji. Nie, nie wiem co bym wówczas zrobił, bo przecież nikt nie zna siebie tak do końca.

Z pewnością rozwój dzisiejszego sportu nierozerwalnie związany jest z jego komercjalizacją. Pieniądze jednak nie zawsze są pomocne w osiąganiu jak najlepszych wyników…

Istotnie, w pewnych sytuacjach duże pieniądze potrafią zmarnować życie i karierę młodego człowieka. Ale czy zdoła on znieść sławę i towarzyszące jej pieniądze, zależy od jego charakteru, odporności psychicznej. W tej kwestii nie ma reguły.

Czy modli się pan o zwycięstwa?

Nigdy. Gdy wychodzę na mecz, w krótkiej modlitwie polecam Matce Bożej wszystkich zawodników. Proszę Ją, by nikomu nic złego się nie stało.

Czym tak naprawdę dla pana jest sport? Daje się zauważyć, że dla tłumu – ale nie tylko – sport staje się swoistą religią. Słuszne są to obserwacje?

Nie jestem na tyle mądry, by autorytatywnie opowiedzieć na pytanie, czy sport może być religią. Uważam, że zależy to od indywidualnego podejścia każdego z nas. Mogę jedynie powiedzieć, że ja traktuję sport wyłącznie jako rodzaj pracy, która kiedyś się skończy. Z całą pewnością, nie usiłuję robić z gry w piłkę jakiejś religii.

Był pan w Watykanie?

Tak, w grudniu 1997 roku, wraz z moją przyszłą żoną Agnieszką i grupą piłkarzy z Olsztyna, Ojciec Święty przyjął nas na takiej specjalnej, sportowej audiencji. To było dla mnie ogromne przeżycie i tak silne towarzyszyły temu wydarzeniu emocje, że nie potrafię wyrazić tego słowami. Zostały piękne zdjęcia na pamiątkę.

Papież wiedział, że przyjmuje sławnego piłkarza z Polski?

Nie wiem, jak zostałem Mu przedstawiony, ale pamiętam, że wiedział o tym, iż jestem zawodnikiem Widzewa. Powiedział bowiem, że oprócz Widzewa w Łodzi jest jeszcze ŁKS…

http://www.katolik.pl/bozy-doping,1031,812,cz.html?idr=360