Posts Tagged ‘serce i rozum’

Seria „ARGUMENTY ZA WIARĄ” ma na celu pokazanie, że chrześcijaństwo i ogólnie wiara w Boga nie jest czymś co wymaga całkowitego wyłączenia myślenia. Cykl ten może nie da niezbitego 100% dowodu na istnienie Boga (nie taki jest jego cel), lecz powinien sprawić, aby przynajmniej niektóre osoby niewierzące zmieniły swoją postawę z bezmyślnego wyśmiewania chrześcijaństwa w założenie, że „być może coś w tym jest”. Z kolei osoby już wierzące być może wzmocnią swoją wiarę po kolejnych wpisach z tej serii.

finger-love

Człowiek żyje na tej ziemi kilkadziesiąt lat. Jest to okres dosyć krótki, dlatego trzeba by go wykorzystać jak najlepiej. Patrząc zdroworozsądkowo, najmądrzejszą rzeczą jaką można zrobić jest maksymalizacja przyjemności jakie można znaleźć w życiu. Skrajny egoizm jest tym, co powinno cechować racjonalne podejście do życia. Wiemy jednak, że nie wszyscy ludzie są zawsze egoistami w 100%. Istnieje coś takiego jak altruizm. I teraz to co jest ważne, to to, że naukowo, poprzez teorię ewolucji można najpewniej wyjaśnić takie bądź inne zachowanie niesamolubne. Nie to jest jednak najważniejsze. To co jest naprawdę istotne i co jednocześnie stanowi serce Ewangelii Jezusa, to miłość i to nie tylko taka, która jest przyjemnym uczuciem, które to odczuwamy min. w stanie zakochania, choć także oczywiście później. Jezus poprzez swoje słowa, a również, co nie mniej ważne, czyny mówi/pokazuje nam, że sens ludzkiego istnienia znajduje się w całkowitym darze z siebie drugiej osobie. Nie chodzi tutaj o jedno czy drugie altruistyczne zachowanie, które można by wyjaśnić przez ewolucjonizm. Chodzi o SENS istnienia i jedyne źródło prawdziwego szczęścia, którym byłby całkowity dar z siebie. Jeżeli Chrystus mówił – jak wierzą chrześcijanie – prawdę. Jeżeli kto chce zachować swoje życie straci je (inaczej zmarnuje), a kto straci je z powodu Chrystusa żyć będzie, to nauka tego nie wyjaśni i nie zrozumie nigdy. A nie zrobi tego, ponieważ aby to pojąć, trzeba wyjść poza przyrodę, trzeba odnieść się do świata nadprzyrodzonego, do Boga. Człowiek z pozoru uważa, że im więcej oddaje tym więcej traci. Logika Boga jest jednak paradoksalna: im więcej daję tym więcej zyskuję. Czy jest to jednak, aby na pewno prawda? Cóż, aby prawdziwie się upewnić, każdy musi przekonać się na własnej skórze. Innej drogi nie ma, gdyż teoria to za mało. Jedni dochodzą do tego wcześniej, inni dopiero u schyłku życia zaczynają rozumieć, że szczęście nie jest zależne od tej czy innej rzeczy, którą posiadają.

——————————————-

Konstytucja Gaudium et Spes o Kościele w świecie współczesnym: Przede wszystkim człowiek, który na ziemi jest jedyną istotą jaką Bóg stworzył dla niej samej nie może znaleźć swej pełni inaczej niż przez całkowity dar z siebie. Nieco wcześniej w tym samym paragrafie Konstytucja przypomina słowa Jezusa z modlitwy arcykapłańskiej: Aby wszyscy stanowili jedno jak Ty Ojcze jesteś we Mnie, a Ja w Tobie, sugerując, że właściwy wzór dla naszego oddania odnajdziemy jedynie w darze jakim jest całe ziemskie życie Jezusa. Właściwą myśl Ojców Soboru pomaga nam lepiej zrozumieć odsyłacz do Mateusza, rozdział 16, wiersz 25, gdzie Jezus mówi do swych uczniów: Kto będzie chciał zachować swoje życie straci je, a kto je straci zachowa je. Jest to przedziwny werset i jedyny taki, który w 4 Ewangeliach pojawia się co najmniej 7 razy. Wprawdzie w trochę różnych wersjach, ale jego sens pozostaje zawsze ten sam. Trzeba stracić życie żeby je znaleźć, żeby je zachować, żeby je zbawić. Co to znaczy? Pomóc nam tutaj może Ewangelia wg świętego Jana w której ten werset występuje tylko raz. Warto jednak przyjrzeć się całemu kontekstowi. Jest to 12 rozdział, występujący natychmiast po triumfalnym wjeździe Jezusa do Jerozolimy. Do jednego z apostołów, konkretnie do Filipa przychodzą poganie tutaj nazywani Hellenami, Grekami. W tym okresie jest to określenie często stosowane na określenie pogan zwłaszcza wśród Żydów mówiących po grecku. Przychodzą oni do Filipa i mówią, że chcieli by spotkać się z Jezusem. Filip powiedział o tym Andrzejowi, a potem obaj poszli do Jezusa. On zaś dał im taką odpowiedź: Nadeszła godzina aby uwielbiony był Syn Człowieczy. Innymi słowy, aby Syn Człowieczy wszedł w chwałę Ojca.

Charakterystyczne, że w Ewangelii św. Jana aż do momentu, kiedy zacznie się rzeczywista męka Jezusa nie będzie mowy ani o Jego ukrzyżowaniu, ani o Jego śmierci, a tyko o wywyższeniu i uwielbieniu. Taka jest perspektywa w jakiej św. Jan widzi kres ziemskiego życia Jezusa: wywyższenie na krzyżu i wywyższenie w chwale. Tutaj Jezus mówi właśnie o nadejściu swojej godziny i zaraz dodaje pouczenie: zaprawdę, zaprawdę powiadam wam jeśli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze zostaje samo jedno, ale jeśli obumrze przynosi plon obfity. Kto kocha swoje życie straci je, a kto nienawidzi swojego życia na tym świecie zachowa je na życie wieczne. Odnajdujemy tutaj w nieco zmienionej formie werset do którego odsyła nas jak widzieliśmy Konstytucja Soborowa. Ów tekst Janowy pojawia się nieraz w liturgicznych czytaniach, ale chyba zawsze zaczyna się od słów o ziarnie pszenicy. Słuchacze odnoszą wrażenie, że jest to nauka jakiej Jezus udziela swoim uczniom. I rzeczywiście tak właśnie jest, bo Jezus zaraz potem dodaje: Kto chciałby mi służyć niech idzie za mną (a właściwie ze mną) a gdzie Ja jestem tam będzie i mój sługa. Przyjrzyjmy się jednak dokładnie tekstowi, a łatwo się przekonamy, że to tylko cząsteczka prawdy.

Jezus mówi tu przede wszystkim o sobie. I to nadaje Jego słowom całkiem inne brzmienie. On sam jest tym ziarnem pszenicznym, które musi umrzeć, żeby wydać owoc. A ci szukający Go poganie są dla Niego znakiem, że nadeszła już Jego godzina, godzina śmierci i wejścia w chwałę. On wie, że do pogan trafi dopiero przez swoją śmierć. Przyszedł zatem czas na złożenie daru ze swego życia. I tutaj mamy wzór i wskazaną drogę, bo nie darmo Jezus mówi o sobie, że jest Drogą, Prawdą i Życiem. Ale zaraz rodzą się pytania: dlaczego? w jaki sposób ma się to odnosić do nas? Prawda jest prosta. Człowiek został stworzony właśnie do takiego daru z siebie. Jak bowiem czytamy na początku Księgi Rodzaju: Bóg stworzył człowieka na swój obraz, na obraz Boga go stworzył, stworzył ich mężczyzną i niewiastą. Tak więc stworzeni jesteśmy mężczyzną i niewiastą właśnie dlatego, że Bóg stworzył nas na obraz i podobieństwo swoje. A on sam w odróżnieniu od Bogów świata pogańskiego objawia się nam już od pierwszych stronić Biblii jako Bóg dla człowieka (patrz imię Boga). Jesteśmy zatem i my również stworzeni do daru z siebie. Ten, kto na ów dar się nie zdobędzie, nie znajdzie nigdy szczęścia w życiu. Nie jest ważne jak to nam wychodzi. Lepiej, aby ów dar był koślawy, niż żeby go w ogóle nie było.

I jeszcze jedno, jak już mówiliśmy dar zawsze zakłada wzajemność. A ten wzajemny dar to miłość, której najlepszą definicją moim zdaniem jest przyjmowanie i dawanie. Pewien duchowy napisał: Kochać to nie znaczy brać, ale przyjmować i dawać. I taka też jest, jeśli można tak powiedzieć, tajemnica Boga Trójjedynego. Znajduje to swój może najpełniejszy wyraz w słowach Jezusa z 17 rozdziału Ewangelii św. Jana, gdzie Pan nasz na progu wieczności mówi do swojego Ojca: wszystko co moje Twoje jest, a co Twoje moje. Te słowa w szczególny sposób łączą się z przypowieścią o miłosiernym ojcu z 15 rozdział Ewangelii św. Łukasza. Kiedy zbuntowany starszy syn nie chce wejść do domu oskarżając ojca o brak sprawiedliwości, bo tak uroczyście powitał tego nicponia, swego marnotrawnego syna, a jemu nigdy nie dał nawet koźlęcia, żeby się zabawił ze swymi przyjaciółmi, ojciec mówi mu: Dziecko moje, ty jesteś zawsze ze mną i wszystko co moje twoje jest. Odkrywamy tu przedziwną zgodność, bo Łukasz na pewno nie korzystał z Jana, bo gdy pisał swoją Ewangelię, Janowej, przynajmniej tej, którą znamy dzisiaj jeszcze nie było. Jan z kolei na pewno nie korzystał z Łukasza. Taka zbieżność zdaje się wskazywać, że są to słowa samego Jezusa i w nich właśnie odnajdujemy tajemnice daru.

Anna Świderkówna, „Nie tylko o Biblii”

Anna Świderkówna (1925 – 2008) – polska historyk literatury, filolog klasyczny, papirolog, biblistka, tłumaczka, oblatka tyniecka; profesor Uniwersytetu Warszawskiego, popularyzatorka wiedzy o antyku i Biblii. Ponad 30 lat kierowała Katedrą Papirologii (późniejszym Zakładem Papirologii) UW.

ZOBACZ TAKŻE–> http://ps-po.pl/wszyscy-musza-umrzec-aby-mogli-przejsc-do-nowego-zycia-23-kwietnia-2015/

Seria „ARGUMENTY ZA WIARĄ” ma na celu pokazanie, że chrześcijaństwo i ogólnie wiara w Boga nie jest czymś co wymaga całkowitego wyłączenia myślenia. Cykl ten może nie da niezbitego 100% dowodu na istnienie Boga (nie taki jest jego cel), lecz powinien sprawić, aby przynajmniej niektóre osoby niewierzące zmieniły swoją postawę z bezmyślnego wyśmiewania chrześcijaństwa w założenie, że „być może coś w tym jest”. Z kolei osoby już wierzące być może wzmocnią swoją wiarę po kolejnych wpisach z tej serii.

love-couple3

Na początek zajmijmy się prostszym przypadkiem, a mianowicie materializmem. Materializm jako wyjaśnienie świata odznacza się szaleńczą prostotą. Jego argumentacja charakteryzuje się tymi samymi cechami co argumentacja wariata; od razu czujemy, że kiedy wyjaśnia wszystko, tak naprawdę wszystko pomija. Zastanówmy się nad jakimś uczciwym i zdolnym materialistą, na przykład nad panem McCabem, a natychmiast ogarnie nas to niepowtarzalne uczucie. Jego rozum pojmuje wszystko, ale przy tym nie wydaje mu się, by cokolwiek było warte rozumienia. Jego kosmos może być doskonały do ostatniego gwoździa i trybu, a jednocześnie nigdy nie dorówna wielkością naszemu światu. Wydaje się, że jego schemat, podobnie jak przejrzysty schemat szaleńca, nie uwzględnia obcych energii i wielkiej obojętności ziemi; nie mówi w ogóle o tym, co jest na ziemi rzeczywiście prawdziwe – o waleczności narodów i matczynej dumie, o pierwszej miłości i strachu na morzu. Ziemia jest tak wielka, a kosmos tak mały. Kosmos to chyba najmniejsza dziura, w jakiej człowiek może schować głowę.

Należy przy tym rozumieć, że na razie nie zajmuję się odniesieniem tych doktryn do prawdy, a jedynie do zdrowia. W dalszym toku wywodu mam nadzieję zaatakować kwestię ich obiektywnej prawdziwości, tu jednak zajmę się tylko fenomenem z dziedziny psychologii. Jak dotąd nie staram się udowodnić Haecklowi, że materializm jest nieprawdziwy, tak samo jak nie starałbym się udowodnić człowiekowi, który uważa się za Chrystusa, że jego wysiłki opierają się na błędnym założeniu. Stwierdzam jedynie, że w obu przypadkach mamy do czynienia z taką samą wystarczalnością i niewystarczalnością zarazem. Można wyjaśnić zatrzymanie kogoś w Hanwell [zakład psychiatryczny] przez obojętne społeczeństwo, mówiąc, że jest to ukrzyżowanie boga, którego świat nie jest wart. Takie rozumowanie rzeczywiście tłumaczy zaistniała sytuację. Podobnie można wyjaśnić porządek wszechświata mówiąc, że wszystkie byty, nawet ludzkie dusze, są liśćmi nieuchronnie rozwijającymi się na nieświadomym niczego drzewie ślepego przeznaczenia materii.

To wyjaśnienie także wszystko tłumaczy, chociaż nie jest oczywiście tak wystarczające jak objaśnienie szaleńca. Najważniejsze w tym wszystkim jest jednak to, że umysł ludzki nie tylko sprzeciwia się owym wyjaśnieniom, ale że sprzeciw, jaki wobec nich odczuwamy, jest bardzo podobny. Można by go streścić w stwierdzeniu, że jeżeli wariat z Hanwell jest bogiem, to kiepski z niego bóg. I analogicznie jeśli materialistyczny kosmos jest prawdziwym kosmosem, jest to dość kiepski kosmos. Samozwańcze bóstwo okazuje się mniej boskie niż wielu znanych nam ludzi, życie zaś (według Haeckla) okazuje się o wiele bardziej szare, ciasne i przyziemne niż wiele jego oderwanych aspektów. Części układanki okazują się większe niż całość.

——————————

Erwin Schrodinger (1887-1961) – jeden z najznamienitszych twórców mechaniki falowej oraz twórca jednego z najważniejszych równań w historii nauki, równania Schrodingera. W książce Nature and the Greeks wydanej przez Cambridge University Press w 1954 roku, oświadcza:

„Jestem bardzo zdumiony, że naukowy obraz realnego świata jest aż tak niepełny. Oferuje on bardzo wiele rzeczowych informacji, układa całe nasze doświadczenie w nadzwyczajnie spójnym porządku, ale zdumiewać może, że milczy o wszystkim bez wyjątku, co jest rzeczywiście bliskie naszemu sercu, co naprawdę ma dla nas znaczenie. Nie jest w stanie powiedzieć niczego o czerwonym i niebieskim, gorzkim i słodkim, fizycznym bólu i fizycznej przyjemności, nie wie niczego o pięknie i brzydocie, dobru i złu, o Bogu i wieczności. Nauka czasami udaje, że odpowiada na pytania z tego zakresu, ale odpowiedzi te często są tak niemądre, że nie jesteśmy skłonni traktować ich serio.”

Joseph McCabe (1867-1955) – ksiądz katolicki a następnie racjonalista zaciekle zwalczający chrześcijaństwo

Ernest Haeckel (1834-1919) – niemiecki biolog i filozof propagator darwinizmu, twórca filozoficznej koncepcji tzw. monizmu (połączenie materializmu przyrodniczego z ewolucjonizmem)

G.K. Chesterton – „Ortodoksja”

PASCAL SERCE MA POWODY, KTÓRE ROZUM...

… czy jest to jednak możliwe, aby współczesny człowiek – który tak głęboko uwierzył w to, że tylko i wyłącznie rozum i nauka (zwłaszcza nauki przyrodnicze) są jedynymi źródłami prawdy – dał się powtórnie przekonać, że i serce  – gdzieś tam zepchnięte na dalszy plan – mogłoby nam ukazać prawdziwą rzeczywistość, jeśli się w nie wsłuchamy?

„Ja mam naukę. Po co mi jakiś bełkot o wierze czy sercu” ktoś mógłby powiedzieć. I wielu mówi. I po części w zasadzie mają rację. Nauka to przecież wspaniała rzecz. Pozwala nam odkrywać prawdę, której pragnienie (obok pragnienia piękna, sprawiedliwości i nieśmiertelności) tak głęboko jest w nas zakorzenione. Na jakie pytania jednak odpowiada nam nauka? Ile lat ma wszechświat? Jak są zbudowane gwiazdy? Jak się rozwijało życie na Ziemi? Fajne pytania. I często pasjonujące odpowiedzi. Czy są to jednak pytania, które są dla nas naprawdę najważniejsze? Cóż, jeżeli istnieją jeszcze inne pytania, większej wagi (a przecież one istnieją i nie ma potrzeby przytaczać ich tutaj) to ograniczając się do nauki nie odpowiemy na nie. Nauka może nam tylko i wyłącznie opisać świat przyrodzony. Na temat ewentualnego świata nadprzyrodzonego z definicji nie miałaby nic do powiedzenia. Niby oczywiste, ale…

Erwin Schrodinger (1887-1961) – jeden z najznamienitszych twórców mechaniki falowej oraz twórca jednego z najważniejszych równań w historii nauki, równania Schrodingera. W książce Nature and the Greeks wydanej przez Cambridge University Press w 1954 roku, oświadcza:

„Jestem bardzo zdumiony, że naukowy obraz realnego świata jest aż tak niepełny. Oferuje on bardzo wiele rzeczowych informacji, układa całe nasze doświadczenie w nadzwyczajnie spójnym porządku, ale zdumiewać może, że milczy o wszystkim bez wyjątku, co jest rzeczywiście bliskie naszemu sercu, co naprawdę ma dla nas znaczenie. Nie jest w stanie powiedzieć niczego o czerwonym i niebieskim, gorzkim i słodkim, fizycznym bólu i fizycznej przyjemności, nie wie niczego o pięknie i brzydocie, dobru i złu, o Bogu i wieczności. Nauka czasami udaje, że odpowiada na pytania z tego zakresu, ale odpowiedzi te często są tak niemądre, że nie jesteśmy skłonni traktować ich serio.”

I tak będzie chyba zawsze. Kiedy nauka wyjaśnia wszystko, mamy nieodparte wrażenie, że wszystko pomija.

A.N. Wilson – słynny brytyjski nowelista i biograf. Autor książek o Hillaire Bellocku, C.S. Lewisie, Lwie Tołstoju, Johnie Miltonie i Jezusie Chrystusie. Stracił wiarę w 1980 roku i przez 30 lat był prominentnym ateistą. W między czasie pisał np. o tym, że Jezus wiary nie jest Jezusem historycznym. Przyjaciel Richarda Dawkinsa i Christophera Hitchensa. Wiarę odzyskał ponownie w 2009 roku będąc przekonanym nie tyle poprzez argumenty naukowe czy filozoficzne, jak przez fenomeny: miłości, muzyki czy istnienia języka.

20090402_1309wilson_w
Pamiętam, że przeczytanie „Chrześcijaństwa po prostu” C.S. Lewisa zrobiło ze mnie ateistę – straciłem wiarę nie tylko w wersję chrześcijaństwa przedstawioną przez tego pisarza, lecz w ogóle. W tamtej chwili zrozumiałem, że po okresie życia, kiedy chodziłem do kościoła, cały domek z kart zawalił się dla mnie – poczucie Bożej obecności w życiu człowieka, i pomysł że w ogóle jakikolwiek Bóg istnieje nie wspominając o miłosiernym Bogu w tym okrutnym świecie. Jeśli chodzi o Jezusa, jako założyciela chrześcijaństwa – pomysł ten wydawał mi się całkowicie niedorzeczny. Na podstawie dokumentów, które posiadamy, możemy stwierdzić jasno, że Jezus wierzył, że świat zbliżał się ku końcowi, podobnie jak i pozostali. Tak więc jak mógł on zamierzać dać początek nowej religii dla pogan, nie wspominając o chęci założenia Kościoła i sakramentów? To był nonsens, razem z ideą osobowego Boga, lub kochającego Boga w świecie pełnym cierpień. Nonsens, nonsens, nonsens.

Po odrzuceniu wiary w to wszystko poczułem ogromną ulgę. Przez miesiące chodziłem jak nowo-narodzony. Mniej więcej w tamtym czasie, the Indepentedt on Sunday, wysłał mnie abym przeprowadził wywiad z Billym Grahamem [jeden z większych ewangelizatorów protestanckich], który był na misji w Syracuse. Na spotkaniach tych ludzie nawracali się i przyjmowali chrześcijaństwo, co przynosiło im ogromną ulgę.

Jako wątpiący religijny człowiek nigdy nie wiedziałem jak oni się czuli. Jako nowo narodzony ateista potrafiłem jednak pojąć jaka satysfakcja może być dana człowiekowi po nawróceniu. Po raz pierwszy od 38 lat byłem po tej samej stronie co moje pokolenie. Byłem jednym z Grahamitów, tylko że na odwrót. Jeśli wpadałem do Richarda Dawkinsa (starego kumpla z Oxfordu), lub miałem obiad w Waszyngtonie z Christopherem Hitchensem (jak to miało miejsce podczas odwiedzin Billego Grahama), nie musiałem czuć się nieswojo. Hitchens był podekscytowany, aby powitać nowego konwertytę do swojej niewiary i przeprowadził mnie przez swój katechizm zanim zdążyłem coś zjeść. „Tak więc – absolutnie żadnego Boga?” „Nie,” mogłem odpowiedzieć z gorliwością. „Żadnego przyszłego życia itp.?” „Nie,” odpowiedziałem. W końcu! Mogłem dołączyć do wyznania podzielanego przez wielu (większość?) intelektualistów świata zachodniego – że człowiek jest czysto materialnym stworzeniem (cokolwiek miało by to znaczyć), że Bóg, Jezus i religia są zbiorem bzdur: i co gorsza, przyczyną wielu (nie, idź dalej) większości (dlaczego ograniczać się, idź na całość), całego zła na świecie, od Jerozolimy do Belfastu, od Waszyngtonu do Islamabadu.

Mój wątpiący temperament, sprawił jednak, że byłem bardzo nie przekonywującym ateistą. I nie przekonanym. Mój sąsiad Colin Haycraft, szef Duckworth i mąż Alice Thomas Ellis, miał w zwyczaju mawiać,”Chciałbym, aby Freddie [Ayer] nie latał w kółko mówiąc że jest ateistą. Wskazuje to, że traktuje religię poważnie”.

Wyznanie, ze religia może być obalona w kilku prostych argumentach (wykazanych przez Davida Hume’a w jego świetnym „Dialogues Concerning Natural Religion”) a później wyśmiana trzymało mnie przez kilka lat. Kiedy pojawiały się wątpliwości sięgałem po Hume’a aby pozbierać się z powrotem. Trochę podobnie jak wątpiący chrześcijanie sięgający po żywoty swoich ulubionych świętych.

Religia jednak – po tym jak blask nawrócenia zanika – nie jest tylko i wyłącznie sprawą argumentu. Obejmuje ona całą osobę. W związku z tym, wracałem raz za razem do myśli, że tak wielu ludzi, których podziwiałem i kochałem, czy to w życiu czy poprzez książki, było osobami wierzącymi. Czytając „Życie Mahatmy Gandhi” Louisa Fischera czy autobiografię Gandhiego „The Story of My Experiments With Truth” uznałem, za niemożliwość nie zrozumienie, że całe życie, cała istota, jest czerpane od Boga, jak to można było zobaczyć po przykładzie Gandhiego. Oczywiście istnieją argumenty, które mogą sprawić, że będziesz miał wątpliwości co do miłości Boga. Życie Gandhiego, które było tak głęboko skupione na Bogu, przypomniało mi jednak o tych wszystkich cechach ludzkich, które muszą być zaprzeczone, jeśli przyjmiesz to ponure, pogmatwane wyznanie ateizmu materialistycznego. Czy David Hume jakkolwiek atrakcyjny by nie był wszedł tak głęboko w złożoność ludzkiej egzystencji jak jemu współczesny Samuel Johnson?

Patrzenie jak cała grupa moich przyjaciół i moja własna matka, umarli w krótkim okresie czasu, przekonało mnie, że czysto materialistyczne „wyjaśnienia” dla naszej tajemniczej ludzkiej egzystencji po prostu nie mogą przejść – na samym intelektualnym poziomie. Sam fenomen mowy ludzkiej powinien nas skłonić do refleksji (…) Jak to możliwe, że grupy antropoidalnych małp rozwinęły nadzwyczajną morfologiczną złożoność pojedynczego zdania, nie wspominając o całej gramatycznej tajemnicy, która tak zajmowała Chomskiego i innych? Nie, istnienie języka jest jednym z wielu fenomenów – z których miłość i muzyka są największymi – które sugerują że istoty ludzie są czymś dużo więcej niż kupą mięsa. Przekonują mnie one, że jesteśmy istotami duchowymi, i że religia wcielenia, dowodząca, że Bóg stworzył człowieka na swój obraz, i cały czas przywraca go z powrotem do tego obrazu, jest po prostu prawdą. Jako działające odbicie dla życia, jako szablon wobec którego mierzymy nasze doświadczenie, pasuje.

Kiedy myślę o moich przyjaciołach ateistach, włączając mojego ojca,  wyglądają oni dla mnie jak ludzie, którzy nie mają uszu do muzyki, lub nigdy nie byli zakochani. To nie jest tak (jak oni wierzą), że natrafili oni na jakiś ogromny fałsz religii – prorocy głoszą to w każdym pokoleniu. Powiedział bym raczej, że ci niewierzący przeoczają po prostu coś, co nie jest trudne do wychwycenia. Być może jest to coś zbyt oczywistego, aby zrozumieć; oczywistego jak kochankowie czujący, że ich spotkanie było oczywistością.

Nie wspomniałem jeszcze o moralności, lecz ostateczną rzeczą, która sprawiła, że niemożliwością byłby mój powrót do ateizmu, było napisanie książki o Wagnerze i nazistowskich Niemczech, i zrozumienie jak strasznie niespójny był neodarwinowski bełkot Hitlera, i jak pełna życia opozycja głównie chrześcijan opłacona krwią. Przeczytaj książkę „Etyka” pastora Bonhoeffera i spytaj sam siebie, jak strasznie szalony świat jest tworzony przez tych, którzy myślą, że etyka jest czysto ludzkim konstruktem. Pomyśl o spokoju Bonhoeffera tuż przed tym jak został powieszony, pomimo tego, że był zakochany i miał całe życie przed sobą.

Sposób w jaki opuściłem wiarę był jak nawrócenie w drodze do Damaszku. Mój powrót był powolny i wątpiący. I tak pewnie będzie zawsze. Wiem jednak, że nigdy więcej nie powinienem popełnić tego samego błędu. Gilbert Ryle absurdalnie stwierdził, że Bóg to „category mistake”. Prawdziwym jednak błędem popełnianym przez ateistów, nie jest ten dotyczący Boga, lecz człowieka. Przeczytaj „Table Talk” Samuela Tayora Coleridge’a – „Przeczytaj pierwszy rozdział Genesis bez uprzedzeń i będziesz przekonany od razu… „Pan Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia”. I potem Coleridge dodał: „‚wskutek czego stał się człowiek istotą żywą’. Materializm nigdy nie wyjaśni tych ostatnich słów”.

http://www.newstatesman.com/religion/2009/04/conversion-experience-atheism

Seria “ARGUMENTY ZA WIARĄ” ma na celu pokazanie, że chrześcijaństwo i ogólnie wiara w Boga nie jest czymś co wymaga całkowitego wyłączenia myślenia. Cykl ten może nie da niezbitego 100% dowodu na istnienie Boga (nie taki jest jego cel), lecz powinien sprawić, aby przynajmniej niektóre osoby niewierzące zmieniły swoją postawę z bezmyślnego wyśmiewania chrześcijaństwa w założenie, że “być może coś w tym jest”. Z kolei osoby już wierzące być może wzmocnią swoją wiarę po kolejnych wpisach z tej serii.

“Byłeś odbiciem doskonałości,
pełen mądrości i niezrównanie piękny.
Mieszkałeś w Edenie, ogrodzie Bożym”
Księga Ezechiela – rozdział 28, wers 12

Czy takie stworzenia mogły powstać przypadkowo? Czy bezmyślne procesy i prawa przekształcające materie doprowadziły do powstania w sposób przypadkowy (niezamierzony) najpierw jednokomórkowców, a następnie tak niesamowitego stworzenia jak człowiek? Ktoś może powiedzieć, że tak i ma prawo do tego. Patrząc jednak (zdroworozsądkowo) na poniższe zdjęcia (a także w lustro) czasami jednak ciężko odpowiedzieć twierdząco.

Powiadają, że teoria ewolucji udowadnia nieistnienie Boga. Zastanówmy się jednak przez chwilę. Czworonogie, kudłate stworzenia chodziły kiedyś po Ziemi. Następnie zaczęły się zmieniać; zrzucały sierść i prostowały się. Z czasem zaczęły przypominać małpę, choć nią nie były. Następnie w jedną stronę poszły małpy, a w drugą stronę coś co z czasem zaczęło przypominać małpoluda. Wszystkie te stworzenia można powiedzieć z wyglądu były raczej nieciekawe. Następnie ewolucja postępuje i z czasem rodzi się taka dajmy na to (choć nie trzeba aż tak daleko sięgać) Claudia Schiffer czy Monica Bellucci. Ze świata zwierząt wyszło coś co pomimo posiadania rąk, nóg czy głowy w ogóle nie przypomina zwierzęcia. Czy patrząc na to wszystko z takiej szerszej perspektywy teoria ewolucji przeczy istnieniu Boga czy wręcz przeciwnie? Cóż, każdy musi sobie sam odpowiedzieć na to pytanie.

Zdaję sobie sprawę, że dla wielu osób to żaden dowód na istnienie Boga. Znajdą się być może jednak i tacy, dla których piękno ludzkiego ciała (i porównanie go do ciał zwierząt obecnych jak i tych z których miał wyewoluować organizm człowieka) może być największą przesłanką do uwierzenia w Stwórce, zwłaszcza w czasach obecnych, kiedy tak dużą wagę (czasami nawet przesadnie) ludzie przywiązują do wyglądu zewnętrznego. Bóg bowiem ze wszystkiego potrafi wyciągnąć dobro.

965-pretty-cute-girl-800x600

cute-babies-wallpapers-color-desktop-hd-l-a-ibackgroundz_com_

dziewczynka blue

a-nice-girl

starsza2

starsza dziewczyna

cutebaby

Ktoś mógłby powiedzieć, że przecież poza ludźmi fizycznie atrakcyjnymi, istnieją również ci mniej urodziwi, nie wspominając o tych, których ciało zostało negatywnie zmienione przez chorobę. Istnienie jednak takich osób nie sprawia, że ludzie na powyższych zdjęciach przestają istnieć lub że są wyjątkami. Po drugie kiedy człowiek napotyka na piękno, to go nie kwestionuje. Nie zadaje sobie pytania: dlaczego to tu jest. Po prostu zatrzymuje się i chłonie je. Traktuje jako coś co ma prawo do istnienia. To kiedy natrafiamy na zło, niesprawiedliwość czy brzydotę to krytykujemy je i kwestionujemy. Pytamy się: czemu to tu jest? Czujemy że coś jest nie tak, choć jeśli jesteśmy tylko i wyłącznie tworem tego świata, to nie powinniśmy zauważać, że coś jest nie w porządku. John Elderidge (autor Dzikiego serca) w pewnym sensie wspominał o tym w jednej ze swoich książek:

“Znaczenie naszego życia jest ujawniane poprzez doświadczenia, które z pozoru nie mają ze sobą niczego wspólnego – chwile, które chcielibyśmy, aby nigdy się nie zaczęły i momenty, które pragnęlibyśmy, aby nigdy się nie skończyły. Te wieczne doświadczenia, które chcielibyśmy, aby trwały wiecznie szepczą nam, że tak miało być”.

Po trzecie kiedy widzimy piękno, to je stopniujemy. Jedne rzeczy są ładniejsze inne brzydsze. I teraz pytanie: czy to co nazywamy pięknem jest autentycznie piękne czy jest tylko naszym wymysłem? Jeżeli zgodzimy się, że niektóre rzeczy są autentycznie czy też obiektywnie piękne dla praktycznie każdego człowieka to przyznajemy istnienie nadprzyrodzonego standardu, do którego odwołujemy się określając czy coś jest piękne czy nie. A od takiego standardu już tylko mały krok do Boga.

Patrząc na człowieka możemy zachwycać się jego wyglądem: wyprostowaną sylwetką, włosami na głowie a nie jakąś sierścią czy piękną twarzą, która tak bardzo różni się od twarzy zwierząt, pomimo posiadania tych samych części składowych (oczy, nos, usta). To wszystko jest wspaniałe, lecz przecież to nie wszystko. Oprócz tego co zewnętrzne, istnieje jeszcze to co niewidzialne, wewnętrzne, a jest to coś jeszcze bardziej niezwykłego od naszych ciał. Posiadamy przecież świadomość tego ze żyjemy, umysł, rozum któremu możemy ufać, pozwalający nam zajmować się skomplikowanymi naukami ścisłymi i poznawaniem kosmosu, wolna wola czy spójne myśli w głowie, a nie jakiś bełkot, którego powinniśmy się z góry spodziewać. Dodajmy do tego sumienie, śmiech, wstyd, łzy z żalu, pragnienie piękna, sprawiedliwości, prawdy plus pragnienie nieśmiertelności i to ustawiczne poszukiwanie Boga, widoczne praktycznie w każdej cywilizacji jaka istniała na naszej planecie, to nie trudno zrozumiemy, że za nasze istnienie odpowiada jakaś niewyobrażalna inteligencja, którą nazywamy Bogiem.

Oczywiście, to co powyżej zostało napisane tak naprawdę nie jest argumentem w ścisłym czy w sumie w jakimkolwiek słowa znaczeniu. Powiedzmy, że jest to po prostu takie odwołanie do zdrowego rozsądku czy intuicji, które sprawiają, że ludzie zawsze będą wierzyć w to, że nie są przypadkiem, jak starają się im wmówić elity intelektualne świata zachodniego poprzez np. swoje pseudofilozoficzne dodatki do nauki, jak w przypadku teorii ewolucji, do której doczepia się więcej niż ona sama mówi.

PS Ostatnio gdzieś czytałem, że naukowcy są zdania, że z biegiem lat rodzi się procentowo coraz więcej pięknych kobiet. Nie mam pojęcia jak oni do tego doszli. Jeżeli jednak tak właśnie jest (no chyba, że to zasługa coraz lepszych kosmetyków:)), to kto wie, może to i sam Bóg za tym stoi, aby otworzyć oczy ludzi, którzy „patrzą i nie widzą”. „Piękno zbawi świat” powiedział ustami Myszkina Dostojewski w swoim „Idiocie”. Może i miał rację.

zdjęcia z google/grafika