Posts Tagged ‘teoria ewolucji’

Co było na początku? Materia i bezosobowa natura wszechświata, czy też może Rozum – Inteligencja – Umysł? Chrześcijanie razem z wybitnymi myślicielami Starożytności powiedzieli by Logos. Seria NA POCZĄTKU BYŁO SŁOWO… ma pomóc czytelnikowi w odpowiedzi na to pytanie. W tym miejscu jednak jedna uwaga. Staraj się patrzeć drogi czytelniku na całą serię przede wszystkim w sposób całościowy.

human_chimp_brains_wide

Religia zaczyna się tam, gdzie kończy się biologia [G.K. Chesterton – Ortodoksja].

W roku 1871 Charles Darwin sformułował hipotezę, że ludzie są ewolucyjnie bliżsi afrykańskim małpom niż jakiemukolwiek innemu żyjącemu gatunkowi. Przeprowadzone ostatnio sekwencjonowanie genomów goryla, szympansa i szympansa karłowatego bonobo potwierdza to założenie i dostarcza jaśniejszych wskazówek: szympans i bonobo są naszymi najbliższymi żyjącymi krewnymi, dzielącymi z nami 99% DNA; goryle zajmują kolejne miejsce z wartością 98%.

Jednak ta mała część odmiennego DNA jest źródłem ogromnych różnic: pozwala nam na przykład chodzić na dwóch nogach i planować misje na Marsa. Naukowcy nie wiedzą jeszcze, w jaki sposób większość naszego unikatowego DNA wpływa na funkcjonowanie genów. Potrafią jednak przeprowadzać analizy całego genomu, uzyskując intrygujące wyniki. Na przykład porównanie 33% naszego genomu, kodującego białka, z genomami naszych krewnych, ujawnia, że chociaż liczba różnic między nimi jest niewielka, to różnice promieniują na resztę genomu, wpływając w pewien sposób na wszystkie chromosomy [Kate Wong – Scientific American Październik 2014 nr 10].

Powiadają, iż fakt, że ludzie i niektóre małpy mają DNA w 99 procentach identyczne świadczy o tym, że tak na prawdę człowiek to tylko zwierzę i nic więcej. W domyśle zazwyczaj pojawia się  – czasami wypowiedziana, a czasami nie – sugestia, że człowiek nie został stworzony przez Boga. Że Stwórca nie istnieje. Myślę jednak, że to wspominane 99% DNA pokazuje nam tak naprawdę coś dokładnie odwrotnego.

Jeżeli niemal całe nasze DNA jest kopią tego występującego u szympansów, to czy nie należałoby się spodziewać jedynie niewielkich różnic pomiędzy człowiekiem a wspominanym gatunkiem małpy? Tak jednak jak wiemy nie jest. Różnice są ogromne, choć to przecież mało powiedziane. Latamy bowiem w kosmos, nasza sonda Voyager właśnie opuszcza System Słoneczny, badamy świat mechaniki kwantowej, gdzie mamy styczność z tak małymi cząsteczkami i przestrzeniami, że umysł ludzki nie jest tego w stanie ogarnąć; posiadamy sztukę, filozofię czy religię. A to wszystko to tylko czubek góry lodowej.

Jeżeli patrząc na naturę (w tym przypadku nasze DNA) widzimy niemal identyczność; z kolei kiedy jednak patrzymy na rzeczywistość widzimy przepaść, to czy nie jest rozsądnym odwołać się do czegoś ponadnaturalnego? Do jakiegoś pierwiastka duchowego (niemożliwego do zmierzenia czy udowodnienia w sposób bezpośredni, gdyż nie należy do początku naturalnego), który byłby to odpowiedzialny za przepaść istniejącą pomiędzy dwoma niemal identycznymi pod względem naturalnym stworzeniami (te same pierwiastki, organy, niemal całe DNA)? Pierwiastka danego tylko jednemu, jedynemu stworzeniu, jakim jest człowiek?

26 A wreszcie rzekł Bóg: «Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam. Niech panuje nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym, nad bydłem, nad ziemią i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi!» 27 Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę [Księga Rodzaju 1:26-27].

Gdy Pan Bóg uczynił ziemię i niebo, 5 nie było jeszcze żadnego krzewu polnego na ziemi, ani żadna trawa polna jeszcze nie wzeszła – bo Pan Bóg nie zsyłał deszczu na ziemię i nie było człowieka, który by uprawiał ziemię 6 i rów kopał w ziemi, aby w ten sposób nawadniać całą powierzchnię gleby – 7 wtedy to Pan Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego stał się człowiek istotą żywą [Księga Rodzaju 2:4-7].

ZOBZACZ->https://znanichrzescijanie.wordpress.com/2014/03/22/argument-za-wiara39-przepasc-pomiedzy-czlowiekiem-a-zwierzeciem/

Seria „ARGUMENTY ZA WIARĄ” ma na celu pokazanie, że chrześcijaństwo i ogólnie wiara w Boga nie jest czymś co wymaga całkowitego wyłączenia myślenia. Cykl ten może nie da niezbitego 100% dowodu na istnienie Boga (nie taki jest jego cel), lecz powinien sprawić, aby przynajmniej niektóre osoby niewierzące zmieniły swoją postawę z bezmyślnego wyśmiewania chrześcijaństwa w założenie, że „być może coś w tym jest”. Z kolei osoby już wierzące być może wzmocnią swoją wiarę po kolejnych wpisach z tej serii.

finger-love

Człowiek żyje na tej ziemi kilkadziesiąt lat. Jest to okres dosyć krótki, dlatego trzeba by go wykorzystać jak najlepiej. Patrząc zdroworozsądkowo, najmądrzejszą rzeczą jaką można zrobić jest maksymalizacja przyjemności jakie można znaleźć w życiu. Skrajny egoizm jest tym, co powinno cechować racjonalne podejście do życia. Wiemy jednak, że nie wszyscy ludzie są zawsze egoistami w 100%. Istnieje coś takiego jak altruizm. I teraz to co jest ważne, to to, że naukowo, poprzez teorię ewolucji można najpewniej wyjaśnić takie bądź inne zachowanie niesamolubne. Nie to jest jednak najważniejsze. To co jest naprawdę istotne i co jednocześnie stanowi serce Ewangelii Jezusa, to miłość i to nie tylko taka, która jest przyjemnym uczuciem, które to odczuwamy min. w stanie zakochania, choć także oczywiście później. Jezus poprzez swoje słowa, a również, co nie mniej ważne, czyny mówi/pokazuje nam, że sens ludzkiego istnienia znajduje się w całkowitym darze z siebie drugiej osobie. Nie chodzi tutaj o jedno czy drugie altruistyczne zachowanie, które można by wyjaśnić przez ewolucjonizm. Chodzi o SENS istnienia i jedyne źródło prawdziwego szczęścia, którym byłby całkowity dar z siebie. Jeżeli Chrystus mówił – jak wierzą chrześcijanie – prawdę. Jeżeli kto chce zachować swoje życie straci je (inaczej zmarnuje), a kto straci je z powodu Chrystusa żyć będzie, to nauka tego nie wyjaśni i nie zrozumie nigdy. A nie zrobi tego, ponieważ aby to pojąć, trzeba wyjść poza przyrodę, trzeba odnieść się do świata nadprzyrodzonego, do Boga. Człowiek z pozoru uważa, że im więcej oddaje tym więcej traci. Logika Boga jest jednak paradoksalna: im więcej daję tym więcej zyskuję. Czy jest to jednak, aby na pewno prawda? Cóż, aby prawdziwie się upewnić, każdy musi przekonać się na własnej skórze. Innej drogi nie ma, gdyż teoria to za mało. Jedni dochodzą do tego wcześniej, inni dopiero u schyłku życia zaczynają rozumieć, że szczęście nie jest zależne od tej czy innej rzeczy, którą posiadają.

——————————————-

Konstytucja Gaudium et Spes o Kościele w świecie współczesnym: Przede wszystkim człowiek, który na ziemi jest jedyną istotą jaką Bóg stworzył dla niej samej nie może znaleźć swej pełni inaczej niż przez całkowity dar z siebie. Nieco wcześniej w tym samym paragrafie Konstytucja przypomina słowa Jezusa z modlitwy arcykapłańskiej: Aby wszyscy stanowili jedno jak Ty Ojcze jesteś we Mnie, a Ja w Tobie, sugerując, że właściwy wzór dla naszego oddania odnajdziemy jedynie w darze jakim jest całe ziemskie życie Jezusa. Właściwą myśl Ojców Soboru pomaga nam lepiej zrozumieć odsyłacz do Mateusza, rozdział 16, wiersz 25, gdzie Jezus mówi do swych uczniów: Kto będzie chciał zachować swoje życie straci je, a kto je straci zachowa je. Jest to przedziwny werset i jedyny taki, który w 4 Ewangeliach pojawia się co najmniej 7 razy. Wprawdzie w trochę różnych wersjach, ale jego sens pozostaje zawsze ten sam. Trzeba stracić życie żeby je znaleźć, żeby je zachować, żeby je zbawić. Co to znaczy? Pomóc nam tutaj może Ewangelia wg świętego Jana w której ten werset występuje tylko raz. Warto jednak przyjrzeć się całemu kontekstowi. Jest to 12 rozdział, występujący natychmiast po triumfalnym wjeździe Jezusa do Jerozolimy. Do jednego z apostołów, konkretnie do Filipa przychodzą poganie tutaj nazywani Hellenami, Grekami. W tym okresie jest to określenie często stosowane na określenie pogan zwłaszcza wśród Żydów mówiących po grecku. Przychodzą oni do Filipa i mówią, że chcieli by spotkać się z Jezusem. Filip powiedział o tym Andrzejowi, a potem obaj poszli do Jezusa. On zaś dał im taką odpowiedź: Nadeszła godzina aby uwielbiony był Syn Człowieczy. Innymi słowy, aby Syn Człowieczy wszedł w chwałę Ojca.

Charakterystyczne, że w Ewangelii św. Jana aż do momentu, kiedy zacznie się rzeczywista męka Jezusa nie będzie mowy ani o Jego ukrzyżowaniu, ani o Jego śmierci, a tyko o wywyższeniu i uwielbieniu. Taka jest perspektywa w jakiej św. Jan widzi kres ziemskiego życia Jezusa: wywyższenie na krzyżu i wywyższenie w chwale. Tutaj Jezus mówi właśnie o nadejściu swojej godziny i zaraz dodaje pouczenie: zaprawdę, zaprawdę powiadam wam jeśli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze zostaje samo jedno, ale jeśli obumrze przynosi plon obfity. Kto kocha swoje życie straci je, a kto nienawidzi swojego życia na tym świecie zachowa je na życie wieczne. Odnajdujemy tutaj w nieco zmienionej formie werset do którego odsyła nas jak widzieliśmy Konstytucja Soborowa. Ów tekst Janowy pojawia się nieraz w liturgicznych czytaniach, ale chyba zawsze zaczyna się od słów o ziarnie pszenicy. Słuchacze odnoszą wrażenie, że jest to nauka jakiej Jezus udziela swoim uczniom. I rzeczywiście tak właśnie jest, bo Jezus zaraz potem dodaje: Kto chciałby mi służyć niech idzie za mną (a właściwie ze mną) a gdzie Ja jestem tam będzie i mój sługa. Przyjrzyjmy się jednak dokładnie tekstowi, a łatwo się przekonamy, że to tylko cząsteczka prawdy.

Jezus mówi tu przede wszystkim o sobie. I to nadaje Jego słowom całkiem inne brzmienie. On sam jest tym ziarnem pszenicznym, które musi umrzeć, żeby wydać owoc. A ci szukający Go poganie są dla Niego znakiem, że nadeszła już Jego godzina, godzina śmierci i wejścia w chwałę. On wie, że do pogan trafi dopiero przez swoją śmierć. Przyszedł zatem czas na złożenie daru ze swego życia. I tutaj mamy wzór i wskazaną drogę, bo nie darmo Jezus mówi o sobie, że jest Drogą, Prawdą i Życiem. Ale zaraz rodzą się pytania: dlaczego? w jaki sposób ma się to odnosić do nas? Prawda jest prosta. Człowiek został stworzony właśnie do takiego daru z siebie. Jak bowiem czytamy na początku Księgi Rodzaju: Bóg stworzył człowieka na swój obraz, na obraz Boga go stworzył, stworzył ich mężczyzną i niewiastą. Tak więc stworzeni jesteśmy mężczyzną i niewiastą właśnie dlatego, że Bóg stworzył nas na obraz i podobieństwo swoje. A on sam w odróżnieniu od Bogów świata pogańskiego objawia się nam już od pierwszych stronić Biblii jako Bóg dla człowieka (patrz imię Boga). Jesteśmy zatem i my również stworzeni do daru z siebie. Ten, kto na ów dar się nie zdobędzie, nie znajdzie nigdy szczęścia w życiu. Nie jest ważne jak to nam wychodzi. Lepiej, aby ów dar był koślawy, niż żeby go w ogóle nie było.

I jeszcze jedno, jak już mówiliśmy dar zawsze zakłada wzajemność. A ten wzajemny dar to miłość, której najlepszą definicją moim zdaniem jest przyjmowanie i dawanie. Pewien duchowy napisał: Kochać to nie znaczy brać, ale przyjmować i dawać. I taka też jest, jeśli można tak powiedzieć, tajemnica Boga Trójjedynego. Znajduje to swój może najpełniejszy wyraz w słowach Jezusa z 17 rozdziału Ewangelii św. Jana, gdzie Pan nasz na progu wieczności mówi do swojego Ojca: wszystko co moje Twoje jest, a co Twoje moje. Te słowa w szczególny sposób łączą się z przypowieścią o miłosiernym ojcu z 15 rozdział Ewangelii św. Łukasza. Kiedy zbuntowany starszy syn nie chce wejść do domu oskarżając ojca o brak sprawiedliwości, bo tak uroczyście powitał tego nicponia, swego marnotrawnego syna, a jemu nigdy nie dał nawet koźlęcia, żeby się zabawił ze swymi przyjaciółmi, ojciec mówi mu: Dziecko moje, ty jesteś zawsze ze mną i wszystko co moje twoje jest. Odkrywamy tu przedziwną zgodność, bo Łukasz na pewno nie korzystał z Jana, bo gdy pisał swoją Ewangelię, Janowej, przynajmniej tej, którą znamy dzisiaj jeszcze nie było. Jan z kolei na pewno nie korzystał z Łukasza. Taka zbieżność zdaje się wskazywać, że są to słowa samego Jezusa i w nich właśnie odnajdujemy tajemnice daru.

Anna Świderkówna, „Nie tylko o Biblii”

Anna Świderkówna (1925 – 2008) – polska historyk literatury, filolog klasyczny, papirolog, biblistka, tłumaczka, oblatka tyniecka; profesor Uniwersytetu Warszawskiego, popularyzatorka wiedzy o antyku i Biblii. Ponad 30 lat kierowała Katedrą Papirologii (późniejszym Zakładem Papirologii) UW.

ZOBACZ TAKŻE–> http://ps-po.pl/wszyscy-musza-umrzec-aby-mogli-przejsc-do-nowego-zycia-23-kwietnia-2015/

Seria „ARGUMENTY ZA WIARĄ” ma na celu pokazanie, że chrześcijaństwo i ogólnie wiara w Boga nie jest czymś co wymaga całkowitego wyłączenia myślenia. Cykl ten może nie da niezbitego 100% dowodu na istnienie Boga (nie taki jest jego cel), lecz powinien sprawić, aby przynajmniej niektóre osoby niewierzące zmieniły swoją postawę z bezmyślnego wyśmiewania chrześcijaństwa w założenie, że „być może coś w tym jest”. Z kolei osoby już wierzące być może wzmocnią swoją wiarę po kolejnych wpisach z tej serii.

god-touches-adam

Skorzystajmy z okazji, żeby sobie przypomnieć, jak ważne prawdy przekazuje nam ten pozornie naiwny opis stworzenia człowieka, jaki znajduje się w Piśmie Świętym. Otóż zupełnie rewolucyjna, w porównaniu do różnych mitów pogańskich, jest tu prawda, że stworzeniem człowieka zajął się sam Bóg. Przypomnijmy sobie mnogość mitów greckich o początkach człowieka, a w żadnym z nich ludzie nie odważali się nawet pomyśleć o tym, że sam Bóg najwyższy mógłby postanowić nasze pojawienie się na tym świecie. Pierwszego człowieka ukształtował – według jednego mitu – Hefajstos, według innego – Prometeusz. Według jeszcze innego mitu pierwsi ludzie urodzili się z kamieni, jakie rzucali za siebie tytani Deukalion i Pyrra. Istnieje nawet taki szczególnie pesymistyczny mit, według którego pierwsi ludzie wyrośli z zasadzonych w ziemi zębów smoka, czyli z czegoś najbardziej odrażającego co się da pomyśleć.

Tymczasem biblijny opis stworzenia człowieka przeniknięty jest dogmatem, że człowiek jest tym Bożym stworzeniem, na którym spoczęła szczególna miłość Boga. Opis przekazuje nam to w ten sposób, że nie tylko sam Bóg powołał człowieka do istnienia, ale jego stworzeniu poświęcił szczególnie wiele uwagi.

Co więcej, w tym pozornie naiwnym opisie znalazł się głęboki teologicznie przekaz, że człowiek został stworzony na obraz i podobieństwo samego Boga.

Jeszcze więcej odsłonił nam ten prosty tekst biblijny, kiedy bibliści odkryli jego odniesienia do babilońskiego mitu o powstaniu człowieka. Mianowicie według poematu „Enuma Elisz” pierwsi ludzie zostali ukształtowani z krwi sprzyjającego smokowi Tiamat boga Kingu (według innej wersji, z gliny zmieszanej z krwią tego boga). Od razu widzimy skrajnie pesymistyczną ideę tego mitu: ludzie to takie nieszczęsne istoty, które już od samego początku są przeniknięte ciemnością i chaosem. Myślę, że teoria ewolucyjnego pochodzenia człowieka, jeśli ją połączyć z materialistycznym dogmatem o rzekomo czysto zwierzęcej naturze człowieka, ma sporo pokrewieństwa z tym babilońskim mitem. W innym języku wyraża to samo przeświadczenie, jakoby niemoralność i duchowy chaos były w człowieku pierwotne w stosunku do tego wszystkiego, co w naszym własnym człowieczeństwie uważamy za najcenniejsze.

Jakżeż jasna i radosna jest na tle mitu babilońskiego prawda biblijna: Sam Bóg stworzył człowieka! A stworzył dlatego, że chciał nam udzielić podobieństwa do samego Siebie! Kiedy zaś stworzył, nie miał najmniejszej wątpliwości, że „wszystko, co uczynił, było bardzo dobre” (Rdz 1,31)! Z ręki Stwórcy człowiek wyszedł bowiem jako święty i bezgrzeszny, grzech pojawił się w nas dopiero później, z naszej winy, choć nie bez wpływu grzechu popełnionego w świecie stworzeń wyższych od człowieka (Rdz 3,1-6).

Obraz Boga lepiącego człowieka z gliny wydaje się wielu ludziom naiwny. A oto jakie głębie dostrzegł w tym obrazie święty Ireneusz (w roku mniej więcej 180!): „Bóg ukształtował człowieka własnymi rękami, to znaczy przez Syna i Ducha Świętego… i wycisnął na ukształtowanym ciele własną formę, w taki sposób, aby nawet to, co widzialne, miało Boski kształt”.

EWOLUCJA MÓWI NAM, ŻE CIAŁO CZŁOWIEKA POWSTAŁO Z ZIEMI/MATERII NIEOŻYWIONEJ. BIBLIA TEMU NIE PRZECZY.

Natomiast ten szczegół opisu biblijnego, że człowiek został ukształtowany z ziemi, przypominał nauczycielom Kościoła, że człowiek jest częścią przyrody i jako taki został szczególnie wezwany do tego, żeby być kapłanem wszystkich stworzeń nierozumnych, powołanym do oddawania Bogu chwały w imieniu całej ziemi i wręcz całego kosmosu. Zarazem Ojcowie Kościoła wciąż przypominali o tym, że człowiek jest kimś więcej niż częścią przyrody, bo przecież w glinę jego ciała sam Bóg tchnął ducha.

Z niezliczonych świadectw patrystycznych na ten temat przytoczę tu dwa. Święty Ambroży (+397) pisze na temat duszy człowieka mniej więcej to samo, o co tak wyraźnie dopominał się Pius XII, kiedy w encyklice „Humani generis” wskazywał na możliwość pogodzenia teorii ewolucji z wiarą w Boga Stwórcę.

„Oczywista rzecz – wyjaśnia Ambroży w swoim dziełku pt. O dobrach przynoszonych przez śmierć, 38 – iż dusza nie umiera razem z ciałem, bo nie jest z ciała, jak o tym w wielu miejscach poucza Pismo. Albowiem Adam [bezpośrednio] od Pana Boga naszego otrzymał ducha życia i stał się człowiekiem, istotą żyjącą”.

Wypowiedź świętego Cypriana (+258) przytaczam głównie dlatego, że stanowi ona niezwykle oryginalne odczytanie prośby Bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi: „Skoro mamy ciało z ziemi, a ducha z nieba, i modlimy się, (znaczy to, że) sami jesteśmy ziemią i niebem, toteż modlimy się, by w obydwóch, to znaczy w ciele i w duchu spełniała się wola Boga” (O Modlitwie Pańskiej, 16).

Dokładnie to samo, w języku nam współczesnym, przypomniał Jan Paweł II, właśnie w owym przesłaniu z października 1996 na temat teorii ewolucji, które tak Pana poruszyło. Mówi tam Ojciec Święty, że niektóre teorie ewolucji „są nie do pogodzenia z chrześcijańską antropologią”, te mianowicie, w których „ducha ludzkiego uważa się za stworzonego przez siły materii ożywionej lub też jako zwykły epifenomen tej materii. Są one nie do pogodzenia z prawdą o człowieku, są one również niezdolne do określenia godności osoby ludzkiej” (Biuletyn KAI, 1996 nr 44 s.17). [o. Jacek Salij]

csl krok w ewolucji został juz zrobionyhttp://www.opoka.org.pl/biblioteka/T/TD/praca_nad_wiara/stworzenie.html# — grafika z https://www.facebook.com/templumchristi

ZOBACZ–> https://znanichrzescijanie.wordpress.com/2014/11/27/argumenty-za-wiara50a-czlowiek-zostal-stworzony-na-obraz-boga/

A TAKŻE–> https://znanichrzescijanie.wordpress.com/2014/12/27/argumenty-za-wiara50b-pesymizm-enuma-elisz-i-atrahasis/

Seria “ARGUMENTY ZA WIARĄ” ma na celu pokazanie, że chrześcijaństwo i ogólnie wiara w Boga nie jest czymś co wymaga całkowitego wyłączenia myślenia. Cykl ten może nie da niezbitego 100% dowodu na istnienie Boga (nie taki jest jego cel), lecz powinien sprawić, aby przynajmniej niektóre osoby niewierzące zmieniły swoją postawę z bezmyślnego wyśmiewania chrześcijaństwa w założenie, że “być może coś w tym jest”. Z kolei osoby już wierzące być może wzmocnią swoją wiarę po kolejnych wpisach z tej serii.

gap-between-social-customers-and-social-brandsWielu rozsądnych, współczesnych ludzi z pewnością opuściło chrześcijaństwo pod wpływem trzech zbieżnych faktów: po pierwsze, że ludzie w swym wyglądzie, budowie i seksualności są, koniec końców, bardzo podobni do zwierząt, po drugie, że religie pierwotne narodziły się z ignorancji i strachu; i po trzecie, że księża rzucili na świat przekleństwo zgorzknienia i przygnębienia. Te trzy argumenty  przeciwko chrześcijaństwu są bardzo różnorodne, a przy tym wszystkie są logiczne i uzasadnione, wszystkie też spotykają się w jednym punkcie. Jedynym zarzutem, jaki można im wytoczyć (jak się przekonałem), jest to, że wszystkie są tak samo nieprawdziwe. Jeśli odłoży się na bok książki traktujące o ludziach i zwierzętach, to (jeśli ma się choć trochę dowcipu) lub wyobraźni, wyczucia szaleństw lub farsy) natychmiast rzuca się w oczy nie to, jak bardzo człowiek podobny jest do zwierząt, ale jak bardzo się od nich różni. Tym co wymaga wyjaśnienia, jest ogromna rozbieżność, a nie umiarkowane podobieństwo.

Stwierdzenie, że człowiek i zwierzę są do siebie podobni, jest w pewnym sensie truizmem; prawdziwy szok i zagadkę stanowi to, że przy całym podobieństwie tak bardzo się od siebie różnią. To, ze małpa ma ręce, jest dla filozofa o wiele mniej interesujące niż fakt, że mając ręce prawie nic nie potrafi nimi zrobić: nie potrafi grać w kości ani grać na skrzypcach, nie umie rzeźbić w marmurze ani kroić pieczeni. Ludzie mówią często o barbarzyńskiej architekturze i upadku sztuki. Ale słonie nie zbudują wielkich świątyń z kości słoniowej nawet w stylu rokoka, a wielbłądy nie namalują nawet najgorszego obrazu, choć noszą na sobie materiał na wiele pędzli z wielbłądziej sierści.

Niektórzy współcześni marzyciele twierdzą, że społeczności mrówek i pszczół przewyższają nasze społeczeństwa. Rzeczywiście, owady tworzą pewne cywilizacje, ale przypomina nam to jedynie, że ich cywilizacje są niżej rozwinięte od naszej. Czy widziano kiedykolwiek mrowisko ozdobione pomnikami wybitnych mrówek? Albo ul z rzeźbionymi podobiznami pięknych królowych sprzed wieków? Nie! Nawet jeśli przepaść dzieląca człowieka od innych stworzeń ma naturalne wyjaśnienie, z pewnością jest to przepaść ogromna. Mówimy często o dzikich zwierzętach, ale tak naprawdę jedynym dzikim zwierzęciem jest człowiek. To on wymknął się spod kontroli. Wszystkie inne zwierzęta są oswojone; postępują z nieokrzesaną powagą swego szczepu lub gatunku. Wszystkie zwierzęta są stworzeniami domowymi; człowiek jako jedyny porzuca dom – czy to jako rozpustnik czy jako mnich. A zatem pierwsze powierzchowne uzasadnienie materializmu okazuje się w najlepszym razie uzasadnieniem czegoś wręcz przeciwnego; religia zaczyna się tam, gdzie kończy się biologia.

G.K. Chesterton – „Ortodoksja”

Seria “ARGUMENTY ZA WIARĄ” ma na celu pokazanie, że chrześcijaństwo i ogólnie wiara w Boga nie jest czymś co wymaga całkowitego wyłączenia myślenia. Cykl ten może nie da niezbitego 100% dowodu na istnienie Boga (nie taki jest jego cel), lecz powinien sprawić, aby przynajmniej niektóre osoby niewierzące zmieniły swoją postawę z bezmyślnego wyśmiewania chrześcijaństwa w założenie, że “być może coś w tym jest”. Z kolei osoby już wierzące być może wzmocnią swoją wiarę po kolejnych wpisach z tej serii.

“Byłeś odbiciem doskonałości,
pełen mądrości i niezrównanie piękny.
Mieszkałeś w Edenie, ogrodzie Bożym”
Księga Ezechiela – rozdział 28, wers 12

Czy takie stworzenia mogły powstać przypadkowo? Czy bezmyślne procesy i prawa przekształcające materie doprowadziły do powstania w sposób przypadkowy (niezamierzony) najpierw jednokomórkowców, a następnie tak niesamowitego stworzenia jak człowiek? Ktoś może powiedzieć, że tak i ma prawo do tego. Patrząc jednak (zdroworozsądkowo) na poniższe zdjęcia (a także w lustro) czasami jednak ciężko odpowiedzieć twierdząco.

Powiadają, że teoria ewolucji udowadnia nieistnienie Boga. Zastanówmy się jednak przez chwilę. Czworonogie, kudłate stworzenia chodziły kiedyś po Ziemi. Następnie zaczęły się zmieniać; zrzucały sierść i prostowały się. Z czasem zaczęły przypominać małpę, choć nią nie były. Następnie w jedną stronę poszły małpy, a w drugą stronę coś co z czasem zaczęło przypominać małpoluda. Wszystkie te stworzenia można powiedzieć z wyglądu były raczej nieciekawe. Następnie ewolucja postępuje i z czasem rodzi się taka dajmy na to (choć nie trzeba aż tak daleko sięgać) Claudia Schiffer czy Monica Bellucci. Ze świata zwierząt wyszło coś co pomimo posiadania rąk, nóg czy głowy w ogóle nie przypomina zwierzęcia. Czy patrząc na to wszystko z takiej szerszej perspektywy teoria ewolucji przeczy istnieniu Boga czy wręcz przeciwnie? Cóż, każdy musi sobie sam odpowiedzieć na to pytanie.

Zdaję sobie sprawę, że dla wielu osób to żaden dowód na istnienie Boga. Znajdą się być może jednak i tacy, dla których piękno ludzkiego ciała (i porównanie go do ciał zwierząt obecnych jak i tych z których miał wyewoluować organizm człowieka) może być największą przesłanką do uwierzenia w Stwórce, zwłaszcza w czasach obecnych, kiedy tak dużą wagę (czasami nawet przesadnie) ludzie przywiązują do wyglądu zewnętrznego. Bóg bowiem ze wszystkiego potrafi wyciągnąć dobro.

965-pretty-cute-girl-800x600

cute-babies-wallpapers-color-desktop-hd-l-a-ibackgroundz_com_

dziewczynka blue

a-nice-girl

starsza2

starsza dziewczyna

cutebaby

Ktoś mógłby powiedzieć, że przecież poza ludźmi fizycznie atrakcyjnymi, istnieją również ci mniej urodziwi, nie wspominając o tych, których ciało zostało negatywnie zmienione przez chorobę. Istnienie jednak takich osób nie sprawia, że ludzie na powyższych zdjęciach przestają istnieć lub że są wyjątkami. Po drugie kiedy człowiek napotyka na piękno, to go nie kwestionuje. Nie zadaje sobie pytania: dlaczego to tu jest. Po prostu zatrzymuje się i chłonie je. Traktuje jako coś co ma prawo do istnienia. To kiedy natrafiamy na zło, niesprawiedliwość czy brzydotę to krytykujemy je i kwestionujemy. Pytamy się: czemu to tu jest? Czujemy że coś jest nie tak, choć jeśli jesteśmy tylko i wyłącznie tworem tego świata, to nie powinniśmy zauważać, że coś jest nie w porządku. John Elderidge (autor Dzikiego serca) w pewnym sensie wspominał o tym w jednej ze swoich książek:

“Znaczenie naszego życia jest ujawniane poprzez doświadczenia, które z pozoru nie mają ze sobą niczego wspólnego – chwile, które chcielibyśmy, aby nigdy się nie zaczęły i momenty, które pragnęlibyśmy, aby nigdy się nie skończyły. Te wieczne doświadczenia, które chcielibyśmy, aby trwały wiecznie szepczą nam, że tak miało być”.

Po trzecie kiedy widzimy piękno, to je stopniujemy. Jedne rzeczy są ładniejsze inne brzydsze. I teraz pytanie: czy to co nazywamy pięknem jest autentycznie piękne czy jest tylko naszym wymysłem? Jeżeli zgodzimy się, że niektóre rzeczy są autentycznie czy też obiektywnie piękne dla praktycznie każdego człowieka to przyznajemy istnienie nadprzyrodzonego standardu, do którego odwołujemy się określając czy coś jest piękne czy nie. A od takiego standardu już tylko mały krok do Boga.

Patrząc na człowieka możemy zachwycać się jego wyglądem: wyprostowaną sylwetką, włosami na głowie a nie jakąś sierścią czy piękną twarzą, która tak bardzo różni się od twarzy zwierząt, pomimo posiadania tych samych części składowych (oczy, nos, usta). To wszystko jest wspaniałe, lecz przecież to nie wszystko. Oprócz tego co zewnętrzne, istnieje jeszcze to co niewidzialne, wewnętrzne, a jest to coś jeszcze bardziej niezwykłego od naszych ciał. Posiadamy przecież świadomość tego ze żyjemy, umysł, rozum któremu możemy ufać, pozwalający nam zajmować się skomplikowanymi naukami ścisłymi i poznawaniem kosmosu, wolna wola czy spójne myśli w głowie, a nie jakiś bełkot, którego powinniśmy się z góry spodziewać. Dodajmy do tego sumienie, śmiech, wstyd, łzy z żalu, pragnienie piękna, sprawiedliwości, prawdy plus pragnienie nieśmiertelności i to ustawiczne poszukiwanie Boga, widoczne praktycznie w każdej cywilizacji jaka istniała na naszej planecie, to nie trudno zrozumiemy, że za nasze istnienie odpowiada jakaś niewyobrażalna inteligencja, którą nazywamy Bogiem.

Oczywiście, to co powyżej zostało napisane tak naprawdę nie jest argumentem w ścisłym czy w sumie w jakimkolwiek słowa znaczeniu. Powiedzmy, że jest to po prostu takie odwołanie do zdrowego rozsądku czy intuicji, które sprawiają, że ludzie zawsze będą wierzyć w to, że nie są przypadkiem, jak starają się im wmówić elity intelektualne świata zachodniego poprzez np. swoje pseudofilozoficzne dodatki do nauki, jak w przypadku teorii ewolucji, do której doczepia się więcej niż ona sama mówi.

PS Ostatnio gdzieś czytałem, że naukowcy są zdania, że z biegiem lat rodzi się procentowo coraz więcej pięknych kobiet. Nie mam pojęcia jak oni do tego doszli. Jeżeli jednak tak właśnie jest (no chyba, że to zasługa coraz lepszych kosmetyków:)), to kto wie, może to i sam Bóg za tym stoi, aby otworzyć oczy ludzi, którzy „patrzą i nie widzą”. „Piękno zbawi świat” powiedział ustami Myszkina Dostojewski w swoim „Idiocie”. Może i miał rację.

zdjęcia z google/grafika