Posts Tagged ‘zmartwychwstanie’

Seria „ARGUMENTY ZA WIARĄ” ma na celu pokazanie, że chrześcijaństwo i ogólnie wiara w Boga nie jest czymś co wymaga całkowitego wyłączenia myślenia. Cykl ten może nie da niezbitego 100% dowodu na istnienie Boga (nie taki jest jego cel), lecz powinien sprawić, aby przynajmniej niektóre osoby niewierzące zmieniły swoją postawę z bezmyślnego wyśmiewania chrześcijaństwa w założenie, że „być może coś w tym jest”. Z kolei osoby już wierzące być może wzmocnią swoją wiarę po kolejnych wpisach z tej serii.

finger-love

Człowiek żyje na tej ziemi kilkadziesiąt lat. Jest to okres dosyć krótki, dlatego trzeba by go wykorzystać jak najlepiej. Patrząc zdroworozsądkowo, najmądrzejszą rzeczą jaką można zrobić jest maksymalizacja przyjemności jakie można znaleźć w życiu. Skrajny egoizm jest tym, co powinno cechować racjonalne podejście do życia. Wiemy jednak, że nie wszyscy ludzie są zawsze egoistami w 100%. Istnieje coś takiego jak altruizm. I teraz to co jest ważne, to to, że naukowo, poprzez teorię ewolucji można najpewniej wyjaśnić takie bądź inne zachowanie niesamolubne. Nie to jest jednak najważniejsze. To co jest naprawdę istotne i co jednocześnie stanowi serce Ewangelii Jezusa, to miłość i to nie tylko taka, która jest przyjemnym uczuciem, które to odczuwamy min. w stanie zakochania, choć także oczywiście później. Jezus poprzez swoje słowa, a również, co nie mniej ważne, czyny mówi/pokazuje nam, że sens ludzkiego istnienia znajduje się w całkowitym darze z siebie drugiej osobie. Nie chodzi tutaj o jedno czy drugie altruistyczne zachowanie, które można by wyjaśnić przez ewolucjonizm. Chodzi o SENS istnienia i jedyne źródło prawdziwego szczęścia, którym byłby całkowity dar z siebie. Jeżeli Chrystus mówił – jak wierzą chrześcijanie – prawdę. Jeżeli kto chce zachować swoje życie straci je (inaczej zmarnuje), a kto straci je z powodu Chrystusa żyć będzie, to nauka tego nie wyjaśni i nie zrozumie nigdy. A nie zrobi tego, ponieważ aby to pojąć, trzeba wyjść poza przyrodę, trzeba odnieść się do świata nadprzyrodzonego, do Boga. Człowiek z pozoru uważa, że im więcej oddaje tym więcej traci. Logika Boga jest jednak paradoksalna: im więcej daję tym więcej zyskuję. Czy jest to jednak, aby na pewno prawda? Cóż, aby prawdziwie się upewnić, każdy musi przekonać się na własnej skórze. Innej drogi nie ma, gdyż teoria to za mało. Jedni dochodzą do tego wcześniej, inni dopiero u schyłku życia zaczynają rozumieć, że szczęście nie jest zależne od tej czy innej rzeczy, którą posiadają.

——————————————-

Konstytucja Gaudium et Spes o Kościele w świecie współczesnym: Przede wszystkim człowiek, który na ziemi jest jedyną istotą jaką Bóg stworzył dla niej samej nie może znaleźć swej pełni inaczej niż przez całkowity dar z siebie. Nieco wcześniej w tym samym paragrafie Konstytucja przypomina słowa Jezusa z modlitwy arcykapłańskiej: Aby wszyscy stanowili jedno jak Ty Ojcze jesteś we Mnie, a Ja w Tobie, sugerując, że właściwy wzór dla naszego oddania odnajdziemy jedynie w darze jakim jest całe ziemskie życie Jezusa. Właściwą myśl Ojców Soboru pomaga nam lepiej zrozumieć odsyłacz do Mateusza, rozdział 16, wiersz 25, gdzie Jezus mówi do swych uczniów: Kto będzie chciał zachować swoje życie straci je, a kto je straci zachowa je. Jest to przedziwny werset i jedyny taki, który w 4 Ewangeliach pojawia się co najmniej 7 razy. Wprawdzie w trochę różnych wersjach, ale jego sens pozostaje zawsze ten sam. Trzeba stracić życie żeby je znaleźć, żeby je zachować, żeby je zbawić. Co to znaczy? Pomóc nam tutaj może Ewangelia wg świętego Jana w której ten werset występuje tylko raz. Warto jednak przyjrzeć się całemu kontekstowi. Jest to 12 rozdział, występujący natychmiast po triumfalnym wjeździe Jezusa do Jerozolimy. Do jednego z apostołów, konkretnie do Filipa przychodzą poganie tutaj nazywani Hellenami, Grekami. W tym okresie jest to określenie często stosowane na określenie pogan zwłaszcza wśród Żydów mówiących po grecku. Przychodzą oni do Filipa i mówią, że chcieli by spotkać się z Jezusem. Filip powiedział o tym Andrzejowi, a potem obaj poszli do Jezusa. On zaś dał im taką odpowiedź: Nadeszła godzina aby uwielbiony był Syn Człowieczy. Innymi słowy, aby Syn Człowieczy wszedł w chwałę Ojca.

Charakterystyczne, że w Ewangelii św. Jana aż do momentu, kiedy zacznie się rzeczywista męka Jezusa nie będzie mowy ani o Jego ukrzyżowaniu, ani o Jego śmierci, a tyko o wywyższeniu i uwielbieniu. Taka jest perspektywa w jakiej św. Jan widzi kres ziemskiego życia Jezusa: wywyższenie na krzyżu i wywyższenie w chwale. Tutaj Jezus mówi właśnie o nadejściu swojej godziny i zaraz dodaje pouczenie: zaprawdę, zaprawdę powiadam wam jeśli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze zostaje samo jedno, ale jeśli obumrze przynosi plon obfity. Kto kocha swoje życie straci je, a kto nienawidzi swojego życia na tym świecie zachowa je na życie wieczne. Odnajdujemy tutaj w nieco zmienionej formie werset do którego odsyła nas jak widzieliśmy Konstytucja Soborowa. Ów tekst Janowy pojawia się nieraz w liturgicznych czytaniach, ale chyba zawsze zaczyna się od słów o ziarnie pszenicy. Słuchacze odnoszą wrażenie, że jest to nauka jakiej Jezus udziela swoim uczniom. I rzeczywiście tak właśnie jest, bo Jezus zaraz potem dodaje: Kto chciałby mi służyć niech idzie za mną (a właściwie ze mną) a gdzie Ja jestem tam będzie i mój sługa. Przyjrzyjmy się jednak dokładnie tekstowi, a łatwo się przekonamy, że to tylko cząsteczka prawdy.

Jezus mówi tu przede wszystkim o sobie. I to nadaje Jego słowom całkiem inne brzmienie. On sam jest tym ziarnem pszenicznym, które musi umrzeć, żeby wydać owoc. A ci szukający Go poganie są dla Niego znakiem, że nadeszła już Jego godzina, godzina śmierci i wejścia w chwałę. On wie, że do pogan trafi dopiero przez swoją śmierć. Przyszedł zatem czas na złożenie daru ze swego życia. I tutaj mamy wzór i wskazaną drogę, bo nie darmo Jezus mówi o sobie, że jest Drogą, Prawdą i Życiem. Ale zaraz rodzą się pytania: dlaczego? w jaki sposób ma się to odnosić do nas? Prawda jest prosta. Człowiek został stworzony właśnie do takiego daru z siebie. Jak bowiem czytamy na początku Księgi Rodzaju: Bóg stworzył człowieka na swój obraz, na obraz Boga go stworzył, stworzył ich mężczyzną i niewiastą. Tak więc stworzeni jesteśmy mężczyzną i niewiastą właśnie dlatego, że Bóg stworzył nas na obraz i podobieństwo swoje. A on sam w odróżnieniu od Bogów świata pogańskiego objawia się nam już od pierwszych stronić Biblii jako Bóg dla człowieka (patrz imię Boga). Jesteśmy zatem i my również stworzeni do daru z siebie. Ten, kto na ów dar się nie zdobędzie, nie znajdzie nigdy szczęścia w życiu. Nie jest ważne jak to nam wychodzi. Lepiej, aby ów dar był koślawy, niż żeby go w ogóle nie było.

I jeszcze jedno, jak już mówiliśmy dar zawsze zakłada wzajemność. A ten wzajemny dar to miłość, której najlepszą definicją moim zdaniem jest przyjmowanie i dawanie. Pewien duchowy napisał: Kochać to nie znaczy brać, ale przyjmować i dawać. I taka też jest, jeśli można tak powiedzieć, tajemnica Boga Trójjedynego. Znajduje to swój może najpełniejszy wyraz w słowach Jezusa z 17 rozdziału Ewangelii św. Jana, gdzie Pan nasz na progu wieczności mówi do swojego Ojca: wszystko co moje Twoje jest, a co Twoje moje. Te słowa w szczególny sposób łączą się z przypowieścią o miłosiernym ojcu z 15 rozdział Ewangelii św. Łukasza. Kiedy zbuntowany starszy syn nie chce wejść do domu oskarżając ojca o brak sprawiedliwości, bo tak uroczyście powitał tego nicponia, swego marnotrawnego syna, a jemu nigdy nie dał nawet koźlęcia, żeby się zabawił ze swymi przyjaciółmi, ojciec mówi mu: Dziecko moje, ty jesteś zawsze ze mną i wszystko co moje twoje jest. Odkrywamy tu przedziwną zgodność, bo Łukasz na pewno nie korzystał z Jana, bo gdy pisał swoją Ewangelię, Janowej, przynajmniej tej, którą znamy dzisiaj jeszcze nie było. Jan z kolei na pewno nie korzystał z Łukasza. Taka zbieżność zdaje się wskazywać, że są to słowa samego Jezusa i w nich właśnie odnajdujemy tajemnice daru.

Anna Świderkówna, „Nie tylko o Biblii”

Anna Świderkówna (1925 – 2008) – polska historyk literatury, filolog klasyczny, papirolog, biblistka, tłumaczka, oblatka tyniecka; profesor Uniwersytetu Warszawskiego, popularyzatorka wiedzy o antyku i Biblii. Ponad 30 lat kierowała Katedrą Papirologii (późniejszym Zakładem Papirologii) UW.

ZOBACZ TAKŻE–> http://ps-po.pl/wszyscy-musza-umrzec-aby-mogli-przejsc-do-nowego-zycia-23-kwietnia-2015/

Reklamy

Seria „ARGUMENTY ZA WIARĄ” ma na celu pokazanie, że chrześcijaństwo i ogólnie wiara w Boga nie jest czymś co wymaga całkowitego wyłączenia myślenia. Cykl ten może nie da niezbitego 100% dowodu na istnienie Boga (nie taki jest jego cel), lecz powinien sprawić, aby przynajmniej niektóre osoby niewierzące zmieniły swoją postawę z bezmyślnego wyśmiewania chrześcijaństwa w założenie, że „być może coś w tym jest”. Z kolei osoby już wierzące być może wzmocnią swoją wiarę po kolejnych wpisach z tej serii.

isaiah

Zapis czatu z prof. Anną Świderkówną, który odbył się dnia 09.03.2008

KSIĄDZ: Witamy Panią Profesor. Dzisiaj wielkopostnie – temat o cierpiącym Słudze Jahwe z Izajasza…. Zapraszam do zadawania pytań i rozmowy.

ANNA ŚWIDERKÓWNA: I ja witam Państwa.

PYTANIE: Pieśni Sługi Jahwe powstały 500 lat przed Chrystusem. Kim był Sługa Jahwe według ich autora?

ANNA ŚWIDERKÓWNA: Bardzo chcielibyśmy umieć na to pytanie odpowiedzieć, ale ludzie mądrzejsi ode mnie nie znajdują na nie odpowiedzi. Musimy pogodzić się z faktem, że w Biblii nie wszystko można sobie ładnie wyobrazić.

Pierwszą próbą zrozumienia tego tekstu była xix-wieczna koncepcja Bernarda Duhma – uczonego niemieckiego – który zaproponował, by w rozdziałach 42, 49, 50 i 52-53 Księgi Izajasza wyróżnić Pieśni Sługi Jahwe – najprawdopodobniej cztery pieśni, które zostały do niej włożone. Od razu jednak pojawia się kilka pytań.

Zwykle, jeśli mamy do czynienia z pieśniami, możemy wyróżnić ich granice. W tym przypadku bardzo trudno jest określić zwłaszcza koniec każdej z nich. Wyjątkiem jest tu pieśń IV, której granice są oczywiste.

Drugim znakiem zapytania jest sam autor – pieśni Sługi Jahwe zostały wmontowane w tę część księgi Izajasza, którą nazywamy Drugim Izajaszem. O autorze tym wiemy tylko, kiedy żył – w 538 roku, kiedy Cyrrus zdobył Babilon i pozwolił wrócić Izraelitom do Jerozolimy, i nieco przed tym okresem.

Pytanie trzecie dotyczy właśnie tego, kim jest ów Sługa, i czy jest to ten sam Sługa we wszystkich czterech pieśniach. Jeśli próbujemy czytać Biblię bardzo często jednak okazuje się, że nie wiemy wszystkiego i nie potrafimy odpowiedzieć na nasze pytania. Po prostu trzeba się tym pieśniom przyjrzeć…

W pieśni pierwszej (Iz 42, 1-7) Jahwe sam opowiada o swoim Słudze, któremu dał swojego Ducha, podobnie jak dawał go prorokom i królom. Sługa ma przynieść Prawo narodom i pouczenie wyspom. Trzeba tu powiedzieć, że słowo „narody” w Biblii oznacza zawsze pogan. „Wyspy” również oznaczają pogan – na wyspach na Morzu Egejskim zwykle mieszkali poganie. Sługa ma być przymierzem dla ludzi i światłością dla narodów. Oznacza to, że Jego misja jest skierowana przede wszystkim do pogan.

W pieśni drugiej zabiera głos sam Sługa Jahwe – zwraca się do wysp i ludów najdalszych, mówi o swoim powołaniu z łona matki i o swojej roli narzędzia w planach Bożych. Jednocześnie mówi też o rozterce wewnętrznej: „Próżno się trudziłem, na darmo, i na nic zużyłem swe siły”. Inaczej to jednak wygląda w oczach Jahwe: „A teraz przemówił Jahwe, który mnie ukształtował od początku na Swego Sługę, bym nawrócił do niego Jakuba i zgromadził Mu Izraela”. „Ustanowię Cię światłością dla pogan” – mówi Jahwe do Sługi – „aby moje zbawienie dotarło aż do krańców ziemi”. W tej pieśni jest już mowa o wielkim poniżeniu Sługi i zarazem o jego przyszłej chwale.

Przechodzimy teraz do najważniejszych tekstów: pieśń III (Iz 50, 9-11) przynosi nową wypowiedź Sługi, którego „Bóg obdarzył go językiem wymownym”, i każdego rana „budzi jego ucho, by słuchał jak ci, których uczą”. W tej pieśni znajdujemy jeszcze stwierdzenie, że Sługa – bity, opluwany i znieważany – zachowuje spokój, bo wspomaga go Jahwe.

Pieśń IV (Iz 52,13-53,12) jest najdłuższa i najtrudniejsza w interpretacji, a jednocześnie najbardziej doniosła. W pierwszej jej części (Iz 52, 11-15) mowa jest o „moim Słudze” (słyszymy w tych słowach samego Boga):

„Oto się powiedzie mojemu Słudze, wybije się, wywyższy i wyrośnie bardzo. Jak wielu osłupiało na jego widok, bo nieludzko został oszpecony jego wygląd i postać jego była niepodobna do ludzi. Tak mnogie narody się zdumieją, królowie zamkną przed nim usta, gdyż ujrzą coś, czego nigdy nie opowiadano i pojmą coś niesłychanego.”

Tutaj horyzont jest niezmiernie szeroki, pojawiają się mnogie narody i królowie. Sługa zostaje najpierw oszpecony, czy może okaleczony tak bardzo, że staje się niepodobny do człowieka. Potem jednak, przez jakąś nagłą odmianę sytuacji, dostępuje chwały, która każe wszystkim oniemieć ze zdumienia. To wywyższenie przez najgłębsze, rozpaczliwe poniżenie jest czymś niesłychanym, wydarzeniem bez żadnego precedensu. Otwiera to nową epokę.

Zaczyna się rozdział 53. Z tym początkiem zmienia się osoba mówiącego. Wcześniej podmiotem było „ja” teraz przechodzimy na „my”. Niełatwo odpowiedzieć na pytanie, kto się za tym „my” kryje, a to jest bardzo ważne. Możemy sobie zadać pytanie, czy ta wyjątkowa misja Sługi odnosi się tylko do samego Izraela, czy może do wszystkich narodów.

Druga cześć pierwszego wersetu wydaje się jednak wskazywać na powód, dla którego wydarzenie to jest prawdziwie niesłychane, chodzi o słowa „w kim objawia się ramię Jahwe?”. Ramię, to znaczy moc. Moc Boga objawia się w skrajnej słabości Sługi. Niemniej zadziwiające są dalsze słowa tej pieśni: „Wyrósł przed nami jak młode drzewo i jakby korzeń z wyschniętej ziemi, nie miał też wdzięku ani blasku, żebyśmy zwrócili na niego uwagę, ani wyglądu by się nam podobać. Wzgardzony i odepchnięty przez ludzi, mąż boleści, oswojony z cierpieniem, jak ktoś, przed kim się twarz zakrywa. Wzgardzony tak, że mieliśmy go za nic.”

„A było to nasze cierpienie, którym się obarczył, nasze boleści, które dźwigał, my zaś uznaliśmy, ze Bóg go ukarał, uderzył i upokorzył. Lecz on został przebity za nasze grzechy, zmiażdżony za nasze niegodziwości, spadła nań chłosta, która jest naszym pokojem, a w jego ranach nasze zdrowie. Wszyscy pobłądziliśmy jak owce, każdy z nas zwrócił się ku własnej drodze, a Jahwe zwalił na niego winy nas wszystkich.” (Iz 53, 2-6),

Co jest charakterystyczne: wszystkim, którzy nań patrzą Sługa wydaje się niegodny uwagi (warto zauważyć, że Biblii zwykle, jeśli ktoś jest wybrany przez Boga, Bóg mu daje także piękny wygląd, dla autorów biblijnych piękność jest znakiem Bożego błogosławieństwa). Spadają na niego same ciosy, jest wzgardzony i odepchnięty przez ludzi.

W wersecie czwartym następuje przedziwna zmiana – ten, kto przemawia, odkrywa niespodziewanie, że to poniżenie ma głęboki sens dla nas samych. Sługa nie jest – jak to sądzili wcześniej – ukarany przez Boga, on dźwiga ich własne cierpienia, został zmiażdżony za ich własne niegodziwości, a wszystko po to, aby przynieść im zdrowie i pokój. Trzeba tylko dodać, że pokój – po hebrajsku szalom – to nie tylko brak wojny, ale ogólna harmonia, obejmująca cały świat.

Czytelnik nie zauważa na ogół rewolucyjności tego tekstu, bo nawet jeśli nie jest chrześcijaninem odruchowo tłumaczy te słowa na sposób chrześcijański, i dlatego nie dziwi się, że Sługa został zabity za cudze grzechy. Chrześcijanie przecież wierzą, że Chrystus umarł za grzechy wszystkich ludzi. Trzeba sobie jednak powiedzieć, że Biblia hebrajska zna ofiary ekspiacyjne, jednak zawsze są to ofiary ze zwierząt. Nie wolno składać ofiar z ludzi. Nigdy tez nie słyszymy, żeby człowiek mógł cierpieć za innych lub wziąć na siebie cudze grzechy.

Warto wrócić jeszcze do pewnych fragmentów tekstu:

„Dręczony, pokornie się poddawał, nawet nie otworzył ust swoich, jak baranek na rzeź prowadzony. Po udręce i sądzie został usunięty, a kto się przejmuje jego losem? Tak, został zabrany z ziemi żyjących, uderzony za grzechy swojego ludu. Grób mu wyznaczono między bezbożnymi, a w śmierci swej był na równi z bogaczami, chociaż nikomu nie wyrządził krzywdy.”

W tym momencie tekst nie jest do końca jasny nawet jeśli czyta się po hebrajsku. Warto jednak przyjrzeć się przynajmniej zakończeniu: „Spodobało się Jahwe zmiażdżyć go cierpieniem. Jeśli wyda swe życie na ofiarę za grzechy ujrzy potomstwo, dni swe przedłuży, a wola Jahwe spełni się przez niego. Po udrękach swej duszy ujrzy światło i nim się nasyci. Będąc sam sprawiedliwy usprawiedliwi wielu, ponieważ dźwigał ich nieprawość. Dlatego w nagrodę przydzielą mu tłumy i posiądzie możnych jako zdobycz, ponieważ sam się na śmierć ofiarował i policzony został pomiędzy przestępców. On zaś wziął na siebie grzech wielu i wstawia się za przestępcami (Iz 53,10-12).

Oczywiście nie mamy czasu, by analizować każde słowo. Najważniejsze jest jednak to, co powraca wielokrotnie – że Sługa cierpi, a nawet umiera. Śmierć Sługi nie oznacza jednak końca wszystkiego. Autorowi – jak się wydaje – brak jeszcze słów, żeby wypowiedzieć to, co chyba chciałby powiedzieć. Nie ma jeszcze słów na zmartwychwstanie.

Pojecie zmartwychwstania dojrzeje dopiero w II wieku przed Chrystusem i po raz pierwszy zostanie sformułowane w Księdze Daniela (Dn 12, 2) i w drugiej Księdze Machabejskiej (2 Mch 7, 9.14 oraz 12, 43)

O samym Słudze słyszymy niewiele – że ujrzy potomstwo i dni swe przedłuży, co znaczy, że będzie żył otoczony błogosławieństwem Boga. Ale jak może żyć, skoro umarł i został pogrzebany?

Trzeba się zastanowić, kim w takim razie jest ten cierpiący Sługa Jahwe, a przede wszystkim, kim on był dla autora owych pieśni? Były takie pomysły, że skoro autor nie chciał nam tego powiedzieć, to może tego nie dochodźmy, trudno się jednak pogodzić z taką niewiedzą. Pytanie pozostaje. Niektórzy sądzą, że Sługa jest osobowością zbiorową – że chodzi o lud Izraela lub przynajmniej tzw. Resztę – ci nieliczni, którzy pozostali wierni Bogu. Pomysłów tu jest bardzo dużo.

Chrześcijanom narzuca się widzenie tej w postaci Chrystusa. W Dziejach Apostolskich, w rozdziale 8, Filip – jeden z diakonów – słyszy głos Anioła, który każe mu udać się na drogę prowadzącą do Gazy. Tam spotyka urzędnika dworskiego królowej Etiopii. Eunuch ten wraca z Jerozolimy, dokąd się udał złożyć pokłon Jahwe, należał bowiem do „bojących się Boga” – pogan, którzy nie chcieli przyjąć wszystkich zasad judaizmu, ale przyjeżdżali do Jerozolimy oddać pokłon Bogu.

Ten pobożny Etiop czytał właśnie IV pieśń Sługi Jahwe – a w starożytności jeśli ktoś czytał, to zawsze czytał głośno. Wtedy podszedł do niego Filip i zapytał: Czy rozumiesz, co czytasz? Na to Etiop odpowiedział: „Skąd mam wiedzieć, skoro mnie nikt nie pouczył?” Wtedy Filip zaczyna go pouczać, przekazuje mu Dobrą Nowinę o Jezusie wychodząc właśnie od tekstu Izajasza.

Jeszcze nie ma spisanej żadnej Ewangelii, a Filip wykorzystuje Księgę Izajasza, by wytłumaczyć temu barbarzyńcy najgłębsze prawdy zbawienia i Jezusa. W czasach, gdy jeszcze nie było Nowego Testamentu, pierwsi chrześcijanie posługiwali się z upodobaniem drugą księgą Izajasza by wyjaśnić Dobrą Nowinę

PYTANIE: W Pieśniach Sługi Jahwe nie ma utożsamienia tej postaci z Mesjaszem – pomazańcem. Czy Sługa Jahwe ma cechy Mesjasza, albo czy można odnaleźć Jego rysy w innych proroctwach mesjańskich?

ANNA ŚWIDERKÓWNA: W tym kontekście warto zajrzeć do tzw. drugiego Zachariasza. Jest to druga część tej niewielkiej księgi (Za 9-14). Ten tekst najprawdopodobniej powstał w końcu IV wieku przed Chrystusem, i na pewno nie jest dziełem proroka Zachariasza, który działał w Jerozolimie na przełomie VI i V wieku przed Chrystusem.

W tej księdze ten, w którym niewątpliwie Zachariasz upatrywał Mesjasza, ma trzy oblicza: jest Królem, ale pokornym królem pokoju, który wjeżdża do Jerozolimy na oślątku, źrebięciu oślicy (Za 9, 9-10). Jest też dobrym Pasterzem (Za 11, 4-17), a Pasterz ten zostanie odrzucony i zabity, i jego ofiara przyczyni się do odnowienia przymierza. Jest też Kimś nienazwanym, zostaje przebity i jest opłakiwany, a stanie się źródłem Ducha Łaski.

Tu padają znamienne słowa, które wracają pod koniec Ewangelii według Św. Jana: „Będą patrzeć na tego, którego przebodli, i boleć będą nad nim, jak się boleje nad jedynakiem, i płakać będą nad nim, jak się płacze nad pierworodnym. W owym dniu wytryśnie źródło dla domu Dawida i dla mieszkańców Jerozolimy, na obmycie grzechu i zmazy” (Za 12,10 i 13,1).

Otóż w tym szczególnym tekście łatwo jest rozpoznać rysy cierpiącego Sługi Jahwe. Trudność polega na tym, że bibliści do dziś nie potrafią rozstrzygnąć, czy ta postać ma charakter królewski, czy profetyczny, i nie wiadomo, czy można ją powiązać z tradycją mesjaniczną. Wydaje się jednak niewątpliwe to, że autor drugiej części księgi Zachariasza znał pieśni Cierpiącego Sługi Jahwe i takie powiązania widział i starał się ukazać.

KSIĄDZ: I tyle na dzisiaj 🙂 Jak widać problematyka jest na tyle skomplikowana, że odpowiedzi na pytania wymagają niemalże całego wykładu.

PODSUMOWANIE

Do dzisiaj zaskakuje tak duża precyzja proroctwa i niektóre sformułowania wręcz rewolucyjne jak na czasy, w których zostały napisane. Opisane w czwartej części wywyższenie Sługi poprzez jego poniżenie było rzeczą absolutnie bez precedensu wśród żydów, którzy wierzyli, iż łaska Boga objawia się powodzeniem w doczesnym życiu, a choroby i cierpienie spotykające człowieka są karą za grzechy. Sługa był oszpecony, wzgardzony i odtrącony przez ludzi. A jednak nie była to kara za grzechy, tylko ofiara za występki i grzechy wszystkich ludzi. Wszystko po to, aby przynieść tym ludziom pokój. Wyjaśnić należy, iż hebrajskie słowo szalom (pokój) ma dużo szersze znaczenie niż w języku polskim. W języku hebrajskim słowo to zawiera w sobie również takie znaczenia jak: dobrobyt, szczęśliwy los, zdrowie itd. Zatem hebrajski pokój to pełna harmonia we wszystkich sferach życia. Sługa Jahwe niesie więc ludziom szczęście poprzez ofiarę z samego siebie. I właśnie ta ofiara jest drugą niespotykaną wśród ludu Izraela rzeczą. Bo choć Stary Testament zna ofiary ekspiacyjne, to jednak zawsze są one pod postacią zwierząt. Nie składano ofiar przebłagalnych z ludzi. Tymczasem Sługa Jahwe bierze na siebie grzechy jego ludu i ginie.

Tu pojawia się trzeci i najbardziej zaskakujący element tekstu. Śmierć i pogrzebanie sługi nie oznaczają ostatecznego końca. Autor Pieśni jeszcze nie potrafi w pełni wyrazić tego co, jak się wydaje, pragnie czytelnikowi przekazać. Pojęcie zmartwychwstania pojawi się bowiem dopiero 4 wieki później – w II w. p.n.e. – w Księgach Daniela i 2 Machabejskiej. A jednak Sługa Jahwe będzie oglądał potomstwo i dni swe przedłuży. Nie tylko więc będzie żył, ale będzie się cieszył szczególnymi względami Boga: oglądać będzie światłość, poznaniem Jahwe będzie nasycony oraz odziedziczy wielkie rzesze jako zdobycz. Sens tej przepowiedni jest absolutnie unikalny w całym Starym Testamencie. Żadna inna starotestamentowa zapowiedź mesjańska nie obejmuje żadnego z tych trzech, tak ważnych dla chrześcijan, elementów [1]:

[A] wywyższenia poprzez poniżenie,
[B] złożenia samego siebie w ofierze za grzechy ludzi,
[C] zwycięstwa poprzez śmierć i zmartwychwstanie.

———————————

Któż uwierzy temu, cośmy usłyszeli?
Na kimże się ramię Jahwe objawiło?
On wyrósł przed nami jak młode drzewo
i jakby korzeń z wyschniętej ziemi.
Nie miał On wdzięku ani też blasku,
aby na Niego popatrzeć,
ani wyglądu, by się nam podobał.
Wzgardzony i odepchnięty przez ludzi,
mąż boleści, oswojony z cierpieniem,
jak ktoś, przed kim się twarze zakrywa
wzgardzony tak, iż mieliśmy Go za nic.
Lecz On się obarczył naszym cierpieniem,
On dźwigał nasze boleści,
a myśmy Go za skazańca uznali,
chłostanego przez Boga i zdeptanego.
Lecz On był przebity za nasze grzechy,
zdruzgotany za nasze winy.
Spadła Nań chłosta zbawienna dla nas,
a w Jego ranach jest nasze zdrowie.
Wszyscyśmy pobłądzili jak owce,
każdy z nas się obrócił ku własnej drodze;
a Jahwe zwalił na Niego
winy nas wszystkich.
Dręczono Go, lecz sam się dał gnębić,
nawet nie otworzył ust swoich.
Jak baranek na rzeź prowadzony
jak owca niema wobec strzygących ją,
tak On nie otworzył ust swoich!
Po udręce i sądzie został usunięty;
a kto się przejmuje Jego losem?
Tak! zgładzono Go z krainy żyjących;
za grzechy mego ludu został zbity na śmierć.
Grób Mu wyznaczono między bezbożnymi,
i w śmierci swej był [na równi] z bogaczem,
chociaż nikomu nie wyrządził krzywdy
i w Jego ustach kłamstwo nie postało.
Spodobało się Jahwe zmiażdżyć Go cierpieniem.
Jeśli wyda swe życie na ofiarę za grzechy,
ujrzy potomstwo, dni swe przedłuży,
a wola Jahwe spełni się przez Niego.
Po udrękach swej duszy,
ujrzy światło i nim się nasyci.
Zacny mój Sługa usprawiedliwi wielu
ich nieprawości On sam dźwigać będzie.
Dlatego w nagrodę przydzielę Mu tłumy,
i posiądzie możnych jako zdobycz,
za to, że Siebie na śmierć ofiarował
i policzony został pomiędzy przestępców.
A On poniósł grzechy wielu.
i oręduje za przestępcami (Iz 53).

Była to ostatnia z czterech pieśni o tzw. Cierpiącym Słudze Jahwe.

[1] http://www.studiuje-biblie.pl/index.php?co=piesn_o_sludze

http://biblia.wiara.pl/doc/422890.Cierpiacy-Sluga-Jahwe

Wydaje się rzeczą niezmiernie interesującą, a na ogół szerszym kręgom nieprofesjonalistów nieznaną, w jaki sposób współcześni teolodzy i bibliści żydowscy odczytują NT i jakie są ich poglądy na Osobę Chrystusa, Jego działalność, śmierć i zmartwychwstanie. Odpowiedź na te pytania rodzi bowiem kolejne pytanie czy i w jakim zakresie wyniki egzegezy judaistycznej tekstów NT rozszerzają widnokrąg chrześcijańskiego poznania.

jesus-resurection1

Obszernych informacji na ten temat dostarcza bogaty dorobek naukowy Pinchasa Lapide (1922 – 1997), teologa, biblisty i religioznawcy, kierownika Instytutu na Uniwersytecie Bar-Ilan w Izraelu, profesora (Gastprofessor) wykładającego także na wydziałach teologii uniwersytetów w Niemczech i Szwajcarii, autora wielu monograficznych opracowań wybranych tematów z ewangelii. Charakterystyczną cechą pisarstwa profesora Lapide jest fascynacja Osobą Chrystusa, którego postrzega jako Syna Izraela „najbardziej żydowskiego ze wszystkich Żydów”, ze względu na Jego niezwykle silne, przejawiające się w całej działalności, sposobie myślenia i nauczaniu zakorzenienie w wielowiekowej żydowskiej obyczajowości i tradycji opartych na Piśmie Świętym. W notach redakcyjnych i recenzjach zwraca się uwagę na to, że poglądy prof. Lapide dowodzą jak głębokie przemiany dokonały się po drugiej wojnie światowej w sposobie myślenia, ocenach i opiniach teologów judaistycznych dotyczących Osoby i nauczania Chrystusa, co daje dobrą podstawę do owocnego dialogu chrześcijan i Żydów.

Lapide odczytuje ewangelie dokonując egzegezy jej fragmentów dających pole do różnych interpretacji, na podstawie stosowanej w biblistyce metody porównawczej opartej na językowym znaczeniu poszczególnych pojęć i wyrażeń w języku oryginalnym: aramejskim lub hebrajskim, wymagającej niekiedy powrotnego tłumaczeniu na te języki zachowanego tekstu greckiego. W szerokim kontekście historycznym, ważnym dla zrozumienia analizowanego tekstu Lapide wzbogaca argumentację przytaczając, w miarę potrzeby, także wykładnię i opinie rabinistyczne. Przyczynia się to niejednokrotnie do przekonywającego wyjaśnienia znaczeniowo niejasnych fragmentów lub użytych zwrotów, które w tłumaczeniu greckim lub łacińskim są mało zrozumiałe lub dają pole do przypisywania im sensu dalekiego od ich pierwotnego znaczenia.

Najbardziej reprezentatywna dla poznania poglądów Pinchasa Lapide jest jego rozprawa pt. „Zmartwychwstanie – żydowskie doświadczenie wiary”. W przekonaniu autora Chrystus jako Wierzący Żyd wierny Prawu był Człowiekiem Bożym, który ofiarował Swoje życie za grzechy na odkupienie i zbawienie świata i w Swoim nauczaniu był tym, który przygotował drogę (Wegbereiter) na przyjście Mesjasza. Samo zmartwychwstanie (Auferweckung, Auferstehung) jako akt sprawczy woli i mocy Boga jest osadzone głęboko w tradycji judaistycznej i samym Piśmie Świętym, w którym znane jest wskrzeszenie z martwych i dlatego dla Żydów zmartwychwstanie nigdy nie było i nie jest powodem zgorszenia, w przeciwieństwie do niektórych biblistów chrześcijańskich, sprawiających wrażenie, że wstydzą się uznać Zmartwychwstanie Chrystusa za fakt realny, którego istnienie albo podważają albo interpretują w zawiły i wręcz niezrozumiały sposób. Tymczasem każde poznanie jest albo aktem wiedzy albo wiary. Wiedza i wiara nie pokrywają się ale wiara daje pewność poznania, podczas gdy wiedza ograniczająca rzeczywistość wyłącznie do jej fizycznego, rozumowego i „namacalnego” zakresu, zawodzi. Zmartwychwstanie Chrystusa jest dla Pinchasa należycie udokumentowanym w Ewangeliach faktem historycznym tajemnicy paschalnej, który wszakże nie dowodzi Jego Mesjańskiej godności, gdyż tradycja judaistyczna nie wiąże jej ze zmartwychwstaniem.

Główne argumenty przemawiające, zdaniem autora, za autentycznością faktu zmartwychwstania Chrystusa, to realistyczny sposób, w jaki ewangelie przedstawiają mękę konania i śmierć Ukrzyżowanego. Zamieszczone w nich relacje kobiet o pustym grobie dodatkowo podbudowują prawdziwość przekazów ewangelicznych, bowiem gdyby ich żydowscy autorzy chcieli stworzyć fikcję, to nie powoływaliby się na relacje kobiet, które w judaizmie uchodziły za osoby niewiarygodne i niezdolne do dawania świadectwa, czy składania zeznań. Podstawowym argumentem, który skłonił autora do zmiany pierwotnego stanowiska (z saducejskiego na faryzejskie) i uznania zmartwychwstania Chrystusa za fakt autentyczny był proces, jaki nastąpił w zachowaniu się Jego uczniów po ukrzyżowaniu. Otóż racjonalnie wytłumaczymy w jaki sposób garstka przestraszonych prostych rybaków i pasterzy, psychicznie załamanych, salwujących się ucieczką i powracających do swych dawnych zajęć, rozczarowanych i zawiedzionych w ich mesjańskich rachubach pokładanych w Ukrzyżowanym nagle i niespodziewanie przeobraziła się w grupę pewnych siebie i świadomych swojej misji nauczycieli nieporównanie skuteczniejszych w nauczaniu, niż miało to miejsce przed wydarzeniem Wielkiego Piątku. Nie byłoby to możliwe, gdyby zmartwychwstanie było tylko intelektualną wizją lub indywidualną halucynacją. Taka wizja lub halucynacja wystarczałaby może do założenia sekty religijnej, ale z całą pewnością nie do poprowadziłaby do powstania chrześcijaństwa jako wielkiej religii światowej, która tylko dzięki zmartwychwstaniu podbiła wkrótce całą Europę. Zdaniem autora doświadczenie zmartwychwstania stanowiło akt założycielski Kościoła. Było to niewątpliwie częścią Bożego planu zbawienia, dzięki któremu chrześcijaństwo poniosło wspólną wiarę w Boga Izraela do pogan. Opinię taką wyraził także taki autorytet rabinistyczny, za jakiego jest uważany Majmonides, w swoim podstawowym dziele „Miszna i Tora”, a pogląd ten podzielają także inni wielcy rabini. Ich zdaniem chrześcijaństwo jest nie tylko w pełni ważną drogą do zbawienia, ale jest także przygotowaniem do spełnienia obietnicy mesjańskiej (praeparatio messianica). Dlatego też „sprawa Jezusa” jest w gruncie rzeczy „sprawą Izraela”.

Swoje rozważania Lapide zamyka stwierdzeniem, że tam, gdzie kończy się ziemskie życie Chrystusa, tam rozpoczynają się, dzięki tajemnicy paschalnej zmartwychwstania, dzieje Kościoła. Na tym właśnie zasadza się i dla Żydów i dla chrześcijan kwintesencja wiary w zmartwychwstanie Chrystusa. Taki sposób widzenia zmartwychwstania i jego niezwykłych implikacji powinien, zdaniem autora, stanowić punkt wyjścia dla dialogu chrześcijaństwa z oczekującym nadejścia Mesjasza judaizmem. Ten punkt wyjścia określił Lapide w prologu do „Zmartwychwstania…” w następujących słowach:

„Na podstawowe pytanie, co dzieli chrześcijan i Żydów nieunikniona jest odpowiedź: Żyd Między nami od dwóch tysięcy lat stoi pobożny, bogobojny Żyd, który chciał wprowadzić Królestwo Boże w zgodzie i pokoju a z pewnością nie w nienawiści, podziale, czy wręcz rozlewie krwi.

Być może najbardziej żydowską cechą Nazarejczyka była nieśmiertelna siła nadziei, która poprzez Krzyż i Grób znalazła swoje ukoronowanie w wierze w Jego zmartwychwstanie – wierzę, która na niezbadanych Bożych drogach zbawienia doprowadziła do narodzenia Chrześcijaństwa.

W miarę rozchodzenia się dróg naszej wiary zmartwychwstanie stało się pomiędzy braćmi Jezusa i jego uczniami przedmiotem skandalu, który, jak wiele przyczyn naszych rozłamów może zostać przezwyciężony, jeżeli powrócimy do jego źródeł. W tym bowiem, co niegdyś stało się w Jerozolimie „na trzeci dzień” chodzi ostatecznie o Boże doświadczenie, które jak sam Bóg, uchyla się wszelkiemu dowodzeniu po to, aby otworzyć się wierze. Przeżycie wiary nie da się ani zakwestionować ani udowodnić, można je tylko posiąść wyczuloną myślą.

Bóg nasz jest Bogiem, który ocala. Bóg, Pan nasz ratuje nas przed śmiercią. (Psalm 68, 21).

Taka postawa profesora Lapide, który określa siebie mianem „żydowskiego teologa czytającego ewangelie”, jego rzetelność i bezstronność a przy tym uparte dążenie do prawdy znamionuje całą jego naukową twórczość i jest probierzem jego wykładni tekstów NT. Warto byłoby umożliwić polskiemu czytelnikowi bliższe jej poznanie.

http://www.magazyn.ekumenizm.pl/content/article/20030729094026848.htm

ZOBACZ TAKŻE–> znanichrzescijanie.wordpress.com/2014/12/28/argumenty-za-wiara52-realizm-w-opisach-kluczowych-wydarzen-nt/

Seria „ARGUMENTY ZA WIARĄ” ma na celu pokazanie, że chrześcijaństwo i ogólnie wiara w Boga nie jest czymś co wymaga całkowitego wyłączenia myślenia. Cykl ten może nie da niezbitego 100% dowodu na istnienie Boga (nie taki jest jego cel), lecz powinien sprawić, aby przynajmniej niektóre osoby niewierzące zmieniły swoją postawę z bezmyślnego wyśmiewania chrześcijaństwa w założenie, że „być może coś w tym jest”. Z kolei osoby już wierzące być może wzmocnią swoją wiarę po kolejnych wpisach z tej serii.

spotkac-zmartwychwstalego-622x374

Na to, by wyznać, że Jezus jest Panem, trzeba uwierzyć, że Bóg Go wskrzesił z martwych (Rz 10,9).

Chrześcijaństwo narodziło się z niezłomnego przekonania uczniów Ukrzyżowanego, że ich Mistrz zmartwychwstał i żyje, bo – jak mówi św. Paweł – jeśli nie zmartwychwstał, daremne jest nasze nauczanie, próżna jest także wasza wiara (1 Kor 15,14). Innymi słowy nie jest chrześcijaninem ten, kto tej podstawowej prawdy nie uznaje.

Ewangelie przynoszą opowieści o wielu wydarzeniach z życia Jezusa, mówią o Jego czynach, przytaczają Jego słowa. Nigdzie jednak nie znajdziemy opisu Zmartwychwstania. Autorzy Ewangelii pozwalają nam uczestniczyć w pośpiesznym pogrzebie (zaraz zaczynał się Wielki Szabat Paschalny), a Mateusz dodaje jeszcze wzmiankę o straży, o jaką arcykapłan miał prosić Piłata. A potem jest już zaraz „świt pierwszego dnia tygodnia” (tj. niedzieli), kamień wielki odwalony sprzed wejścia i grób pusty.

Tam, gdzie Ewangelie kanoniczne milczą, tylko apokryficzna Ewangelia przypisywana św. Piotrowi jest mniej dyskretna:

Ale w nocy, gdy świtał dzień Pański [niedziela], a grobu strzegły straże, kolejno po dwóch, odezwał się wielki głos w niebie. I ujrzeli, jak otwarło się niebo i dwóch mężów zstąpiło stamtąd odzianych wielkim blaskiem i zbliżyli się do grobu. A ów kamień, który zamykał wejście, stoczywszy się sam odsunął się na bok i grób się otworzył i obydwaj młodzieńcy weszli doń. Gdy więc owi żołnierze ujrzeli to i obudzili centuriona i starszych […] i gdy opowiedzieli im to, co ujrzeli, zobaczyli znowu tych mężów wychodzących z grobu, dwu podtrzymywało trzeciego, krzyż im towarzyszył. A głowy dwóch sięgały aż do nieba, podczas gdy głowa Tego, który był przez nich prowadzony, przewyższała niebo. I usłyszeli głos z nieba mówiący: «Czy zwiastowałeś tym, którzy śpią?» I dała się słyszeć odpowiedź z krzyża: «Tak».

Jest to jeden z wielu przykładów, które pozwalają nam obserwować, jak ludzka ciekawość i fantazja uzupełniają po swojemu zachowane przekazy. Można jeszcze dodać, że tu przynajmniej obraz zachowuje pewną powagę, czego się nie da powiedzieć o wielu innych apokryfach.

Tak więc w niedzielę rano grób był pusty. To zdaje się nie ulegać wątpliwości, skoro później usiłowano zwalczać młode chrześcijaństwo historyjką wykradzionego ciała, nikt jednak nie próbował twierdzić, że ciało to znalazł. Pusty grób nie stanowi jednak dowodu zmartwychwstania, znamienne jest choćby to, że św. Paweł o nim w ogóle nie wspomina. Może być co najwyżej znakiem, a w pewnym sensie również znakiem zapytania.

Ewangelie przynoszą nam sześć różnych opowiadań o znalezieniu tego pustego grobu i pojawieniu się Zmartwychwstałego. Są to cztery pierwotne zakończenia Ewangelii (Mk 16,1–8; Mt 28,1–20; zob. s. 58–65; Łk 24,1–53; J 20,1–31) oraz dwa dorzucone nieco później uzupełnienia (Mk 16,9–20; zob. s. 65–67; J 21,1–23). Pusty grób znajdują zawsze kobiety, co wskazuje na historyczność wydarzenia. Nikt by tego nie wymyślił w świecie, gdzie świadectwo kobiety nie miało żadnej wartości. One też otrzymują polecenie przekazania uczniom wieści o Zmartwychwstaniu, a u Mateusza i w drugim zakończeniu Marka także udania się do Galilei.

Jezus pojawia się potem również uczniom, których wreszcie rozsyła na cały świat, by zanieśli Jego naukę wszystkim narodom. Obraz tego, co dzieje się po Zmartwychwstaniu, jest jednak jakby nieostry i wszelkie próby uzgodnienia przekazów ze sobą prowadzą tylko na manowce. Nie można ustalić, gdzie miało miejsce owe ostatnie, uroczyste spotkanie, utożsamiane – przynajmniej przez Łukasza i Markowe późniejsze zakończenie – z wniebowstąpieniem – w Galilei czy Jerozolimie? Nie sposób rozstrzygnąć.

Ów „brak ostrości” znajduje również swój wyraz w trudnościach, jakie mają zarówno kobiety jak i uczniowie, z rozpoznaniem Zmartwychwstałego. Dotyczy to także najbliższych, jak by się zdawało, Jezusowi osób. Maria Magdalena bierze Go za ogrodnika (J 20,15), co usiłowano nawet wytłumaczyć wczesna porą i mgłą poranną… Nie poznają Go na drodze do Emaus dwaj uczniowie, chociaż idzie z nimi i rozmawia dość długo (Łk 24,13–32). W ostatnim zaś rozdziale Ewangelii św. Jana, kiedy po cudownym połowie znaleźli się już na brzegu jeziora, żaden z uczniów nie odważył się zadać Mu pytania: «Kto Ty jesteś?», bo wiedzieli, że to jest Pan (J 21,12). Jest to zdanie co najmniej dziwne: jeśli „wiedzieli”, to dlaczego mieliby Go pytać: „Kim jesteś?” Wreszcie pod sam koniec Ewangelii św. Mateusza, w Galilei na górze, jesteśmy świadkami uroczystego spotkania ucz­niów z pełnym chwały Zmartwychwstałym, który za chwilę powie: Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. Tymczasem uczniowie gdy Go ujrzeli, oddali Mu pokłon. Niektórzy jednak wątpili (Mt 28,16–18). Chciałoby się tutaj zawołać: jakże mogli wątpić? A jeśli już znaleźli się tacy niegodni i słabej wiary, po co Ewangelista w ogóle o nich wspomina?

Jedno jest pewne: Gdyby pisano po to, żeby dowieść, iż Jezus naprawdę zmartwychwstał, cóż prostszego niż usunąć wszelkie tego rodzaju wzmianki? Przyszłe zaś pokolenia skrybów, te teksty przepisujących, mogły rów­nie dobrze uzgodnić ze sobą ostatecznie wszystkie opowiadania o Zmartwychwstaniu.

Wzmianki te miały jednak i nadal mają bardzo ważną rolę do spełnienia. Zmartwychwstały Jezus to ten sam Jezus, z którym Jego uczniowie chodzili po drogach Palestyny, ten sam, lecz zarazem, w jakiś niepojęty sposób, inny. Poznaje Go najłatwiej miłość (Maria Magdalena i „uczeń umiłowany”), a ci, co Go odrzucili lub nigdy nie znali, niczego nie zobaczą. Uczony żydowski, Pinchas Lapide, w swojej pracy o „Zmartwychwstaniu jako żydowskim doświadczeniu wiary” stwierdza całkiem słusznie, że Jezus po swym zmartwychwstaniu nie ukazał się żadnemu poganinowi, zdaje się wszakże zapominać, że nie ukazał się też żadnemu z czcigodnych członków Sanhedrynu, nawet arcykapłanowi Kajfaszowi! Nie rozstrzygała tu godność czy niegodność, ani takie czy inne pochodzenie, potrzebna była natomiast choćby uśpiona chwilowo gotowość uwierzenia, gotowość rozpoznania Znajomego w Nieznajomym. P. Grelot napisał, że gdyby nawet Piłat lub Kajfasz byli w wieczerniku w chwili, kiedy Jezus pojawił się uczniom, i tak by nic nie zobaczyli. Nie darmo zakończenie Ewangelii św. Marka podkreśla, że ukazał się dwom swym uczniom w innej postaci (Mk 16,12).

Być może, iż coś z tej „odmienności” wyjaśnia nam św. Paweł w tymże samym, niedawno cytowanym 15 rozdziale Pierwszego Listu do Koryntian (zob. s. 54nn), gdzie próbuje ludziom, wychowanym w greckiej kulturze, przybliżyć w jakiś sposób tajemnicę ludzkiego ciała, przemienionego w zmartwychwstaniu. Posłużył się w tym celu porównaniem do ziarna. Zasiane, ginie ono w ziemi po to, aby dać początek nowemu „ciału” (tj. nowej postaci widzialnej) rośliny lub drzewa, z jakich pochodzi. Podobnie rzecz się ma ze zmartwychwstaniem. Zasiewa się zniszczalne – powstaje zaś niezniszczalne; […] zasiewa się ciało zmysłowe – powstaje ciało duchowe (1 Kor 15,42.44). Paweł znał tylko jednego Zmartwychwstałego i w ten sposób zapewne tłumaczył własne doświadczenie. W takim ciele, przemienionym Duchem, pojawiał się Chrystus uczniom po swoim Zmartwychwstaniu i dlatego zarazem poznają Go i nie poznają. W takim też ciele, jak tłumaczy Paweł Koryntianom, i my też mamy powstać z martwych.

Nie dziwmy się zatem, że uczniowie nie od razu poznawali swego Mistrza. Najbliższym Mu zresztą groziło jeszcze inne niebezpieczeństwo. Łatwo mogli szukać spotkania z takim Jezusem, jakiego dotychczas znali, mogli chcieć Go zatrzymać przy sobie, w swoim własnym ciasnym światku, uznać, że po prostu powrócił do nich i pragnąć, żeby znów było wszystko jak dawniej. Zapewne dlatego właśnie Maria Magdalena usłyszy od Zmartwychwstałego Nie zatrzymuj Mnie (J 20,17). Trudno było pogodzić się z faktem, że ten Jezus, którego znali i kochali, pozostanie z nimi wprawdzie nadal, lecz pozostanie w sposób całkiem nowy i niepojęty, nie mieszczący się w ich dotychczasowych doświadczeniach.

A mimo wszystko uczniowie byli pewni, że sami spotkali się ze Zmartwychwstałym, że to On im się ukazywał, a może raczej, tłumacząc dokładniej tekst grecki, dawał im się widzieć. Tak mówi dosłownie św. Paweł w swej długiej liście pojawień Chrystusa (1 Kor 15,5–8). W podobny też sposób opowiada św. Piotr w domu Korneliusza w Cezarei Nadmorskiej: Bóg wskrzesił Go trzeciego dnia i pozwolił Mu ukazać się nie całemu ludowi, ale nam, wybranym uprzednio przez Boga na świadków, którzyśmy z Nim jedli i pili po Jego zmartwychwstaniu (Dz 10,40–41). Tak więc inicjatywa spotkania należy jedynie do Boga, lecz przecież obecność Zmartwychwstałego nie jest zależna od „widzenia”, przynajmniej widzenia oczami cielesnymi.

Jest to bowiem Obecność szczególna, choć całkiem realna, a dla młodych wspólnot chrześcijańskich w pełni oczywista. Wszyscy zaś, którzy tego nie przeżyli, którzy „nie widzieli” – i my dzisiaj również – możemy po prostu wierzyć lub nie wierzyć owym „z góry wybranym świadkom”, przy czym jeden z nich, św. Paweł przemawia do nas sam bezpośrednio w swoich listach. Świadectwo pozostałych, przekazują nam Ewangeliści, a św. Łukasz także i w Dziejach Apostolskich.

Treść jest wszędzie jedna, choć podawana na różny sposób: Ukrzyżowany zmartwychwstał i żyje, a tym samym Bóg potwierdził Jego posłannictwo, a z nim razem całą Jego naukę i wszelkie, nawet najbardziej zaskakujące roszczenia. Ewangeliści, opowiadając o tym, nie są zgodni w wielu szczegółach, lecz wszyscy czterej podkreślają wspólnie zwątpienie i niewiarę uczniów, którzy najwyraźniej nie tylko niczego już się nie spodziewali, lecz nawet wprost bali się jakichś nowych złudzeń. A jeśli tak to wyglądało, nasuwa się pytanie, skąd zatem wziął się Kościół? Francuski uczony E. Charpentier odpowiada: „Spotkało ich coś, co ich zmusiło do przekroczenia własnego zwątpienia”. Inaczej owa radykalna zmiana postawy byłaby nierozwiązalną zagadką. „Powstanie pierwszej wspólnoty chrześcijańskiej jest zatem pierwszym znakiem historycznym wskazującym na tajemnicę paschalną. Chodzi tu o jedyne w swo­im rodzaju doświadczenie, z którego narodził się Kościół”.

Po tych słowach biblisty chrześcijańskiego posłuchajmy jeszcze, co ma nam do powiedzenia Pin­chas Lapide, biblista żydowski. Pisze on w swo­jej książeczce o Zmartwychwstaniu:

„W tym, co trzeciego dnia ongiś wydarzyło się w Jerozolimie, chodzi ostatecznie o doświadczenie Boga, które – jak sam Bóg – sięga w to, czego dowieść nie można, otwiera się zaś jedynie dla wiary”. Nieco dalej czytamy jeszcze: „Bez przeżycia Synaju, nie byłoby judaizmu, bez przeżycia Wielkiej Nocy, nie byłoby chrześcijaństwa”. „W jakikolwiek sposób będziemy na to patrzeć, musiało tu zajść coś takiego, co możemy nazwać wydarzeniem historycznym, ponieważ historyczne są jego skutki”.

Pośród historycznych skutków tego, co w ową Paschę wydarzyło się w Jerozolimie, nie można pominąć powstania Nowego Testamentu, zbioru 27 pism, których autorzy i redaktorzy wiernie kontynuowali pracę swych poprzedników z Biblii hebrajskiej i Septuaginty. Dla nich jednak to właśnie Zmartwychwstanie było punktem centralnym dziejów wszechświata, ono też nadawało sens ostateczny zarówno życiu i śmierci Jezusa Chrystusa, jak też temu wszyst­kiemu, co Bóg wcześniej objawił Izraelowi. Nadaje też – dzisiaj również – sens życiu każdego z nas. Śmierć nie jest już końcem, lecz bramą, początkiem Nowego Stworzenia. Zrozumieć wszak­że coś z tej tajemnicy, która stanowi jedno z tajemnicą Zmartwychwstania, może naprawdę tylko ten, kto jak św. Paweł – sam spotkał się ze Zmartwychwstałym.

Anna Świderkówna (1925 – 2008) – polska historyk literatury, filolog klasyczny, papirolog, biblistka, tłumaczka, oblatka tyniecka; profesor Uniwersytetu Warszawskiego, popularyzatorka wiedzy o antyku i Biblii. Ponad 30 lat kierowała Katedrą Papirologii (późniejszym Zakładem Papirologii) UW.

——————————————–

1. Pogrzeb Jezusa przez Józefa z Arymatei – członka Sanhedrynu. Mało prawdopodobne, aby ktoś wymyślił sobie to, gdyż Sanhedryn był najbardziej wpływową instytucją Izraela w tamtym czasie, a jego członkowie byli znani.

2. Rozpaczliwy okrzyk Jezusa na krzyżu: Boże mój, Boże dlaczegoś mnie opuścił! sugerujący niepowodzenie misji Jezusa.

3. Pusty grób odnaleziony przez kobiety, których zeznania w tamtym czasie miały niewielką wagę. Dodatkowo faktem historycznym jest powstanie pierwszej gminy chrześcijańskiej w Jerozolimie, czyli tam, gdzie dokonano ukrzyżowania Jezusa. Trudno sobie wyobrazić, aby uczniowie Chrystusa głosili Jego zmartwychwstanie, jakby grób nie był pusty.

4. W Ewangeliach widzimy wiele opisów cudów jakie dokonywał Jezus. Tego najważniejszego (Zmartwychwstania) jednak nie ma.

5. Opisy ukazywań zmartwychwstałego Jezusa zawierają praktycznie za każdym razem wątpliwości tych, którzy go widzieli. Z czasem Go jednak poznawali. Jest to dodatkowo jedna z kluczowych różnic pomiędzy Zmartwychwstaniem Jezusa, a tym co znajdujemy w mitologii pogańskiej, gdzie bóstwo po powrocie ze świata umarłych powraca do swojego starego życia, a nie przejścia do nowego jak to jest w przypadku Nazarejczyka.

http://ps-po.pl/spotkac-zmartwychwstalego/

ZOBACZ TAKŻE–> https://znanichrzescijanie.wordpress.com/2015/01/02/argumenty-za-wiara52a-zmartwychwstanie-chrystusa-a-adonis-ozyrys-i-reszta-towarzystwa/

A TAKŻE–> http://wroclaw.biblista.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=476:czy-kobieta-jest-wiarygodnym-wiadkiem-zmartwychwstania&catid=24:teksty&Itemid=66

Seria “ARGUMENTY ZA WIARĄ” ma na celu pokazanie, że chrześcijaństwo i ogólnie wiara w Boga nie jest czymś co wymaga całkowitego wyłączenia myślenia. Cykl ten może nie da niezbitego 100% dowodu na istnienie Boga (nie taki jest jego cel), lecz powinien sprawić, aby przynajmniej niektóre osoby niewierzące zmieniły swoją postawę z bezmyślnego wyśmiewania chrześcijaństwa w założenie, że “być może coś w tym jest”. Z kolei osoby już wierzące być może wzmocnią swoją wiarę po kolejnych wpisach z tej serii.

* * *

Czy zmartwychwstanie Chrystusa może być udowodnione poprzez nauki przyrodnicze? Oczywiście nie. Czy w takim razie oznacza to, że nie można go w ogóle udowadniać? Oczywiście nie. Jak można w takim razie sprawdzić wiarygodność wydarzeń opisanych w NT? Wszystkie teksty historyczne można badać i poprzez to badanie, które jest wykorzystywane w sprawach sądowych można dowieść, że wydarzenia ze zmartwychwstaniem Jezusa na czele miały miejsce. Nie potrzeba do tego żadnych obserwacji, eksperymentów czy pomiarów jak to ma miejsce w naukach przyrodniczych. Poniżej zostały przedstawione wypowiedzi autorytetów w dziedzinie sądownictwa, którzy zapoznali się ze wszelkim materiałem możliwym do zbadania, zarówno źródłami biblijnymi jak i pozabiblijnymi.

Lord Caldecote – Przewodniczący Trybunału Anglii.

„Moja wiara rozwinęła się na podstawie tego, co – jak sądzę – jest objawione w Biblii. Zwłaszcza gdy czytałem Nowy Testament – Ewangelie i inne pisma ludzi, którzy byli blisko Jezusa Chrystusa – uznałem, że podają one wystarczające i ścisłe dowody na potwierdzenie przedstawionych w nich faktów (…) Głównym miernikiem prawdziwości twierdzeń Jezusa Chrystusa jest Jego zmartwychwstanie. Zawsze, gdy badałem materiał dowodowy o zmartwychwstaniu, prowadziło mnie to do uwierzenia w nie, jako w fakt pozostający poza wszelką dyskusją„.

*

John Singleton Copley – Minister sprawiedliwości.

240px-JohnSingletonCopleyAnglik, John Singleton Copley, znany także jako Lord Lyndhurst, uznawany jest za jeden z największych autorytetów prawniczych w Wielkiej Brytanii. Był ministrem sprawiedliwości, prokuratorem generalnym, trzy razy sędzią Sądu Najwyższego Anglii i został wybrany na rektora Uniwersytetu w Cambridge – piastując w ten sposób w ciągu swego życia najwyższe urzędy, jakie można nadać sędziemu w Wielkiej Brytanii.

Po śmierci Copleya wśród jego osobistych papierów znaleziono zapiski na temat zmartwychwstania w świetle dowodu prawnego oraz przyczyn, dla których Lord Lyndhurst został chrześcijaninem: „Wiem doskonale, czym jest dowód, i mówię wam, taki dowód, jak ten na zmartwychwstanie, nie został jeszcze obalony”.

Lord Darling, przewodniczący Trybunału Anglii, powiedział kiedyś: „Żaden inteligentny sędzia na świecie nie mógłby nie wydać werdyktu, że historia zmartwychwstania jest prawdziwa”.

*

Dr Simon Greenleaf – Autorytet prawniczy, współtwórca potęgi Uniwersytetu Harvarda.

Z pewnością człowiekiem wysoce utalentowanym w dziedzinie badania świadectw historycznych był dr Simon Greenleaf. Był on sławnym profesorem prawa na Uniwersytecie Harvarda, następcą sędziego Josepha Story’ego. Znalezienie się Harvardzkiej Szkoły Prawa w elitarnej grupie wybitnych szkół prawa w Stanach Zjednoczonych jest rezultatem wysiłku tych dwóch ludzi. Greenleaf napisał trzytomowe dzieło pt. A Treatise on the Law of Evidence (Traktat o prawie dowodowym), które ciągle jest uważane za jedno z największych z dziedziny badania świadectw w całej literaturze dotyczącej procedury prawnej.

Aby ustalić prawdę, Greenleaf przebadał wartość historycznego materiału dowodowego dotyczącego zmartwychwstania Jezusa Chrystusa. Zastosował przy tym metody opisane przez siebie w Traktacie o prawie dowodowym. Swoje odkrycia zapisał w książce: An Examination of the Testimony of the Four Evangelists by the Rules of Evidence Administered in the Courts of Justice (Badanie świadectwa czterech ewangelistów zgodnie z zasadami dowodowymi stosowanymi w trybunałach sprawiedliwości).

Greenleaf doszedł do wniosku, że – według zasad badania materiału dowodowego w procesach prawnych – dowód historyczności faktu zmartwychwstania Chrystusa jest mocniejszy niż jakiegokolwiek wydarzenia w historii.

*

iarnolt001p1Profesor Thomas Arnold – Dyrektor szkoły Rugby (Jest to jedna z najstarszych i najbardziej prestiżowych szkół publicznych w Anglii).

Profesor Thomas Arnold, przez czternaście lat dyrektor szkoły Rugby, autor trzytomowej History of Rome (Historia Rzymu), kierownik katedry historii nowożytnej w Oxfordzie, znał dobrze wartość materiału dowodowego dla ustalenia faktów historycznych.

Ten wielki uczony powiedział: „Od wielu lat badam historię innych czasów i oceniam świadectwa tych, którzy o nich pisali, i nie znam żadnego faktu w historii ludzkości, który byłby udowodniony przez lepszy i pełniejszy materiał dowodowy wszelkiego rodzaju – zrozumiały dla uczciwego badacza – niż ten wielki znak, który dał nam Bóg, że Chrystus zmarł i powstał z martwych”.

*

Dr Frank Morrison – racjonalistyczny prawnik.

Dr Frank Morrison, prawnik wychowany w racjonalistycznym środowisku, uważał, że zmartwychwstanie jest jedynie czczym wymysłem, który psuje wspaniałą historię Jezusa. Czuł, że jest zobowiązany sam wobec siebie i wobec innych do napisania książki, która przedstawi prawdę o Jezusie i obali mit zmartwychwstania.

A jednak, studiując fakty, doszedł do innego wniosku. Waga materiału dowodowego zmusiła go do stwierdzenia, że Jezus rzeczywiście powstał z martwych. Morrison napisał książkę, lecz nie taką, jaką planował. Jest ona zatytułowana Who Moved the Stone? (Kto przesunął kamień?). Pierwszy jej rozdział nosi bardzo znaczący tytuł: The Book That Refused To Be Written (Książka, która nie pozwoliła się napisać).

*

Lord Darling –  prawnik, były przewodniczący Sądu Najwyższego Anglii

lord_darling_id_13210

Lord Darling (1849–1936).

„Na jego korzyść [Jezusa], jako żywej prawdy, przemawia tyle niepodważalnych dowodów, zarówno pozytywnych jak i negatywnych, rzeczowych i poszlakowych, iż każdy inteligentny sąd na świecie zawyrokuje, że historia zmartwychwstania jest prawdziwa. Jedynym zadowalającym wyjaśnieniem tych faktów jest to, iż Jezus rzeczywiście powstał z martwych i tym samym potwierdził, że był i jest Synem Bożym”.

*

Clark Pinnock, profesor McMaster University, Toronto

„Nie istnieje żaden dokument starożytnego świata poświadczony przez tak wspaniały zestaw świadectw tekstowych i historycznych, oferujący tak imponujący materiał historyczny, dzięki któremu może być podjęta rozumna decyzja. Żaden uczciwy człowiek nie może odrzucić źródła tego rodzaju. Sceptycyzm wobec historycznych uwierzytelnień chrześcijaństwa opiera się na irracjonalnym uprzedzeniu”.

*

J.N.D. Anderson – dziekan wydziału prawa na Uniwersytecie Londyńskim

Po gruntownym zbadaniu i przedstawieniu dowodów na zmartwychwstanie Jezusa w jednym ze swoich opracowań: „Christianity: The Witness of History”, oraz w obliczu oświadczył m.in.:

„Jak w takim razie, fakt Zmartwychwstania może być zaprzeczony”

oraz w odniesieniu do osób niewierzących:

„W końcu, można zapewnić z przekonaniem, iż mężczyźni i kobiety [nie wierzący] nie wierzą w historię Wielkiej Nocy, nie z powodu dowodów, ale wbrew tym dowodom”

*

F. F. Bruce Uniwersytet Manchester.

FF_Bruce

F.F. Bruce

„Materiał dowodowy dla Nowego Testamentu jest o wiele lepszy niż dla wielu pism autorów klasycznych, których autentyczności nikomu się nie śni kwestionować”. Stwierdza także: „Gdyby Nowy Testament był zbiorem pism świeckich, ich autentyczność byłaby powszechnie uważana za nie pozostawiającą ani cienia wątpliwości”.

Dr F. F. Bruce z Uniwersytetu Manchester.

„Historyczność Chrystusa jest tak oczywista dla historyka pozbawionego uprzedzeń jak historyczność Juliusza Cezara. To nie historycy rozpowszechniają teorie przedstawiające Chrystusa jako mit„.

*

Brooke Foss Wescott – uczony angielski.

„Gdy weźmie się pod uwagę cały materiał dowodowy, nie będzie przesadą stwierdzenie, że nie ma żadnego historycznego wydarzenia lepiej i bardziej wszechstronnie udowodnionego niż zmartwychwstanie Chrystusa. Jedynie uprzednie założenie, że musi ono być fałszywe, może podsunąć myśl o niewystarczalności dowodu.”

*

Generał Lew Wallace – twórca Ben Hura:

LewWallace

Generał Lew Wallace – twórca Ben Hura.

Lew Wallace, wytrawny ateista, wielka postać literatury, generał, osoba nie wierząca. Spędziwszy parę lat na poszukiwaniu prawdy o Jezusie i przekopawszy grube tomy materiałów źródłowych, chcąc obalić mit dotyczący Chrześcijaństwa, a które to argumenty pragnął następnie przedstawić w swojej książce na ten temat, w pewnym momencie zwątpił. Kiedy doszukał się niezbitych argumentów dowodowych, na kolanach wykrzyknął prawdę o Jezusie:

„Mój Pan i mój Bóg”

– Lew Wallace, napisał następnie słynną powieść o misji Jezusa i Chrześcijaństwie na podstawie, której to nakręcono później głośny film p.t. „Ben Hur”- jeden z najbardziej nagrodzonych Oskarami filmów w historii kinematografii.

*

Dr. Benjamin Gilber-West:

Dr. Bejamin Gilbert-West z Uniwersytetu Cambridge był także jednym z tych naukowców, którzy usilnie chcieli skompromitować Chrześcijaństwo. Odstawiając na bok swoje zajęcia zabrał się za studium i pisanie książki, która miała być uwieńczeniem jego zamierzeń. Jednak, w wyniku wnikliwego studium, doszedł do całkiem przeciwnych wniosków zostając gorliwym wyznawcą Jezusa. Powiedział:

„Nie odrzucaj, dopuki nie zbadasz dowodów”

Dr. West napisze później książkę p.t. „”Observations on the History and Evidences of the Resurrection of Jesus Christ”- (Obserwacja Historiii i Dowodów Zmartwychwstania Jezusa Chrystusa).

*

Dr Paul L. Maier, profesor historii starożytności na Western Michigan University.

„Jeżeli materiał dowodowy zostanie dokładnie i uczciwie przebadany, rzeczywiście słuszne jest – według kanonów badań historycznych – wnioskowanie, że grób, w którym Jezus został pochowany, był pusty rankiem tej pierwszej Wielkanocy. I ani strzępek materiału dowodowego, który przeczyłby temu stwierdzeniu, nie został dotychczas odkryty w źródłach literackich, inskrypcjach czy archeologii.”

*

C.S. Lewis autor „Opowieści z Narnii”.

cslewis

Clive Staples Lewis

C. S. Lewis, były profesor literatury średniowiecznej i renesansowej Uniwersytetu w Cambridge, pisząc o swoim nawróceniu na chrześcijaństwo stwierdza, iż wierzył, że chrześcijanie „nie mają racji”.

Przyjęcie chrześcijaństwa było ostatnią rzeczą, której pragnął Lewis. A jednak: „Na początku 1926 roku najbardziej zaciekły ateista, jakiego znałem, siedział w moim pokoju przy kominku i mówił, że materiał dowodowy historyczności Ewangelii jest rzeczywiście zadziwiająco dobry. „Dziwna rzecz – kontynuował. – Cała ta gadanina Frazera o śmierci Boga. Dziwna rzecz. Prawie wygląda na to, jakby już kiedyś to się wydarzyło”.

Aby zrozumieć niezwykłość jego słów, musiałbyś znać tego człowieka (który z pewnością do tego czasu nie okazywał żadnego zainteresowania chrześcijaństwem). Jeżeli on, cynik nad cynikami, najtwardszy z twardych, nie czuł się – jakbym to wyraził – >bezpieczny<, dokąd ja mogłem się zwrócić? Czyż nie było żadnego wyjścia?”

Po ocenieniu podstaw i materiału dowodowego chrześcijaństwa Lewis stwierdził, że inne religie „nie mają takiego historycznego oparcia jak chrześcijaństwo„. Jego znajomość literatury zmusiła go do potraktowania zapisu Ewangelii jako wiarygodnej relacji. „Byłem już zbyt doświadczony w krytyce literackiej, by uważać Ewangelie za mity”.

W końcu profesor Lewis podjął rozsądną decyzję:

„Wyobraź sobie mnie, samego w tamtym pokoju w Magdalen, noc po nocy czującego – kiedykolwiek mój umysł odrywał się choć na sekundę od pracy – stałe, nieuchronne zbliżanie się Tego, którego tak gorąco pragnąłem nie spotkać. W końcu to, czego tak bardzo się obawiałem, przyszło na mnie. W święto Trójcy Świętej 1929 roku ustąpiłem. Uznałem, że Bóg jest Bogiem i uklękłem, by się modlić, być może jako najbardziej przybity i uparty nawrócony w Anglii tej nocy”.

*

Sir Edward Clark, K.C. zapewnił:

„Jako prawnik dokonałem długotrwałych studiów dowodów odnoszących się do zajść pierwszego dnia Wielkanocy. I dla mnie te dowody są ostateczne. Samemu wciąż w Sądzie Wyższej Instancji pozyskuję właściwy wyrok na podstawie dowodów, które to nawet w przybliżeniu nie są tak upewniające. Konkluzja ustanawiana jest na podstawie dowodowej, a wiarygodny świadek jest zawsze naturalny i pogardza skutkiem. Dowody Ewangeliczne odnośnie Zmartwychwstania są właśnie tego gatunku i jako prawnik ja je szczerze akceptuję. Akceptuję je jako zeznanie szczerych ludzi odnośnie faktu, który to byli w stanie uzasadnić”

*

Lionel Luckhoo, jeden z największych geniuszy prawniczych USA.

luckhooLionel Luckhoo (1914-1997) słynny prawnik, a właściwie geniusz prawniczy, którego nazwisko zapisane zostało w Księdze Rekordów Guiness’a jako prawnika, który wygrał najwięcej spraw w historii w procesach o morderstwa w ilości aż 245. Nagabywany przez innych, by jako geniusz prawniczy i jednocześnie ateista wypowiedział się odnośnie prawdy o Jezusie Chrystusie, zdecydował się, a następnie po podięciu tego wyzwania oraz prześledzeniu faktów, powiedział:

„Poświęciłem więcej niż 43 lata swojego życia w pracy jako prawnik, adwokat i obrońca na rozprawach sądowych, ukazując się w wielu zakątkach świata i wciąż jeszcze pracuję w tym kierunku. Miałem to szczęście, iż osiągnąłem wiele zwycięstw w procesach karnych i oświadczam jednoznacznie, iż świadectwo na Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa jest tak przytłaczające, że wymusza ono zaakceptowanie tego faktu na podstawie dowodów, które absolutnie nie pozostawiają miejsca na wątpliwości”

*

Lee Patrick Strobel – prawnik i reporter śledczy

Prawnik i dziennikarz, absolwent kierunku prawa na prestiżowej uczelni Yale oraz kierunku dziennikarstwa na Uniwersytecie Missouri. Były reporter śledczy, który pracował dla znanej w świecie gazety „Chicago Tribune”. Wyróżniony prestiżową nagrodą za dziennikarstwo śledcze. Człowiek, który przebył długą drogę startując z pozycji ateisty do Chrześcijanina. Po paroletnim przestudiowaniu dowodów dotyczących misji i życia Jezusa jako Mesjasza, w 1981 roku oświadczył:

„W świetle takiej lawiny dowodów wskazujących na Prawdę o Chrześcijaństwie, musiałbym mieć więcej wiary, aby pozostać ateistą niż naśladowcą Jezusa Chrystusa. W zgodzie z tymi dowodami, najbardziej logiczny i racjonalny krok, jaki mogę podjąć, jest krok w kierunku wiary i zawierzenia Jezusowi”.

Lee Patrick Strobel, były twardy ateista, jest obecnie autorem wielu uznanych pozycji chrześcijańskich wskazujących na dowody potwierdzające autentyczność misji Jezusa oraz Jego Zmartwychwstania, jak również wskazujących na Prawdę o istnieniu Boga.

*

Nowy Testament jest głównym źródłem informacji historycznych na temat zmartwychwstania. Z tego powodu wielu krytyków XIX i XX wieku atakowało jego rzetelność i autentyczność. Zasada „starożytnego dokumentu” zawarta w Federal Rules of Evidence (Federalnych zasadach postępowania dowodowego) pozwala na uwierzytelnienie dokumentu przez wykazanie, że:

1) jest on w takim stanie, że nie stwarza żadnego podejrzenia co do swojej autentyczności;

2) znajdował się w miejscu, w którym – jeżeli jest autentyczny – powinien się według wszelkiego prawdopodobieństwa znajdować;

3) w czasie, w którym ktoś się na niego powołuje, jego istnienie jest znane przynajmniej od dwudziestu lat.

Dr John Warwick Montgomery, prawnik i dziekan Szkoły Prawa Simona Greenleafa, pisał o zastosowaniu powyższej zasady do dokumentów Nowego Testamentu: „Ta zasada, zastosowana do Ewangelii i poparta odpowiedzialną krytyką tekstu, ustaliłaby autentyczność w każdym sądzie”.

„Sprawa Zmartwychwstania” – Josh McDowell

http://agape.pl/index/?id=6c524f9d5d7027454a783c841250ba71

http://www.wiara.us/Jezus-Nawroceni.html