Archiwum dla Listopad, 2014

Seria „ARGUMENTY ZA WIARĄ” ma na celu pokazanie, że chrześcijaństwo i ogólnie wiara w Boga nie jest czymś co wymaga całkowitego wyłączenia myślenia. Cykl ten może nie da niezbitego 100% dowodu na istnienie Boga (nie taki jest jego cel), lecz powinien sprawić, aby przynajmniej niektóre osoby niewierzące zmieniły swoją postawę z bezmyślnego wyśmiewania chrześcijaństwa w założenie, że „być może coś w tym jest”. Z kolei osoby już wierzące być może wzmocnią swoją wiarę po kolejnych wpisach z tej serii.

YHWH-19

IMIĘ BOŻE JAHWE

Jahwe to właściwe imię Boga Izraelitów w ST. Dominuje ono w księgach biblijnych nad wszystkimi innymi imionami Bożymi. Wystarczy wspomnieć że tym imieniem nazwany jest Bóg Izraela aż 6823 razy, podczas gdy imię Elohim użyte zarówno o Bogu prawdziwym, jak i o fałszywych bogach pogańskich zachodzi jedynie 2500 razy. W Pięcioksięgu imię Jahwe użyte jest 1778 razy, w Księdze Jozuego 204 razy, w Księdze Sędziów 165 razy w Księgach Królewskich 484 razy, u Izajasza 357 razy, u Jeremiasza 611 razy, u Ezechiela 211 razy, w Psalmach 670 razy, wreszcie w Księdze Kronik 494 razy. A należy jeszcze dodać, że imię Jahwe w skróconej formie wchodzi w skład imion teoforycznych, a tych jest setki. Już ta krótka statystyka dowodzi ważności tego imienia dla Starego Testamentu.

Z imieniem Jahwe łączy się wiele kwestii niezmiernie trudnych do rozwiązania. Wymienimy tu cztery:

1. Oryginalna forma tego imienia;
2. jego prawdziwa wymowa (prawdziwe wyrażenie);
3. pochodzenie;
4. znaczenie.

1. Oryginalna forma tego imienia.

Istnieje forma dłuższa, złożona z czterech spółgłosek: J-h-w-h, zwana tetragramem, kilka form krótszych, z których dwie: j-h-w (tj. jahu) i j-h (tj. jah) spotyka się na końcu teoforycznych imion własnych, dwie zaś inne: j-h-w (to jest jehó) i j-w (to jest jo) na początku imion. Przykładem imion pierwszego rodzaju mogą być Jesajahu lub Jeśajah, drugiego zaś rodzaju Jehojaqim lub Jojaqim. Formę Jah spotyka się także osobno użytą w tekstach poetyckich (Wj 15, 2; Ps 77, 12) i w formułach kultowych, jak halelujab, to jest chwalcie Jahwe. Natomiast Żydzi przebywający na Elefantynie, wyspie na Nilu, używali na oznaczenie Boga formy Jahu lub Jdho, jak o tym świadczą dochowane z wieku V przed Chrystusem papirusy. Trudno rozstrzygnąć, która z wymienionych form jest pierwotna, a która późniejsza. Nie wyjaśniają tego również pozaizraelskie teksty, jak mezopotamskie imiona własne z III tysiąclecia, złożone rzekomo z krótszej formy imienia Jahwe, jak Lipuśjaum, Jaubani, Addaja, Akia.

Zarówno opinia starszeństwa formy dłuższej, jak i opinia starszeństwa formy krótszej ma swoich zwolenników. Jedynie uzasadnione stanowisko, to raczej duża powściągliwość sądu, gdyż w obrębie Izraela obie formy występują równolegle od najdawniejszych czasów, i to tak w użyciu popularnym, jak tego dowodzi stela Meszy i teksty z Lakisz, jak w użyciu liturgicznym i oficjalnym czego znów dowodzą teksty biblijne.

2. Jego prawdziwa wymowa (prawdziwe wyrażenie).

Również problem stanowi prawidłowa wymowa biblijnego tetragramu j-h-w-h. Dawniejsi uczeni, opierając się na aktualnej wokalizacji poczynionej przez Masoretów, wymawiali Jehowa(h), natomiast ogół obecnych uczonych wymawia Jahwe(h). Słuszność tej ostatniej wymowy dowodzi tak tradycja Samarytan, przekazana przez Teodoreta, oddającego tetragram przez Jabe, a czytającego Jave oraz tradycja Żydów palestyńskich przekazana znów. przez Epifaniusza, Klemensa Aleksandryjskiego i innych, którzy oddali to przez Iayai czy Iaye. Widać z tego, że greccy pisarze przepisywali greckimi literami imię Jahwe, opuszczając hebrajską literę he, tj.- ha waw, to jest w, pisali przez greckie (3 mające brzmienie zbliżone do w, albo przez dyftong ou, brzmiący jak w. Jest godne podkreślenia, że we wszystkich tych formach transkrypcji mamy stałe następstwa samogłosek a i e. Również transkrypcja teoforycznych imion żydowskich w tekstach magicznych z VII wieku po Chrystusie, jak i transkrypcja samego imienia Bożego w tychże tekstach świadczą na korzyść wymowy Jahwe 9.

Wymowa tetragramu jako Jehowa nie była znana Żydom w starożytności. Zaczęło się to dopiero gdzieś w XII—XIII wieku 10, a w ogólne użycie weszła w wieku XVI. Została ona spowodowana wokalizacją W masorecką tetragramu, zaczerpniętą z wyrazu adnaj. Takiej zaś wymowy tetragramu dowodzą najpierw takie partykuły enklityczne, jak be, le i inne, które nie mają nigdy przy tetragramie formy, jaką by winny mieć, gdyby tetragram wymawiano Jehowah, ale posiadają formę ba, la, wa, co wskazuje, że imię Boże wymawiano jak ‚adonaj. Ponadto takiej wymowy dowodzi i to, że ilekroć tetragram poprzedza wyraz ‚adonaj, otrzymuje wówczas punktację wyrazu ‚elohim, ażeby nie powtarzać dwa razy tego samego wyrazu (np. Rdz 15, 2).

3. Pochodzenie.

Czyniono różne próby w celu wyjaśnienia pochodzenia imienia Bożego Jahwe. Dawniej 12 szukano źródła tego imienia w językach indo-aryjskich, w Egipcie, Fenicji, a niekiedy u Kenitów i na Półwyspie Synajskim z którymi przez małżeństwo z Seforą, córką kapłana kenickiego Jetry był spokrewniony Mojżesz. I ta ostatnia opinia została odrzucona, gdyż nie znaleziono na to żadnych dowodów, a sprzeciwia się jej Wj 3, 7, gdyż w wypadku, gdyby Jahwe był pierwotnie bogiem Kenitów, to jakżeby mógł tak przemówić do Mojżesza: „Dosyć napatrzyłem się udręce ludu mego w Egipcie…”.

Obecnie wciąż jeszcze wielu uczonych usiłuje wyprowadzić imię Jahwe z Babilonu w Opierają się oni na istnieniu w języku akkadyjskim imion własnych osób, których częścią składową jest ja, jau, jaum, jama, np. Lipuśjaum, Jaubani, Addaja. Ta część składowa miała stanowić w Mezopotamii imię własne bliżej nie znanego boga, którego imię miał przekształcić Mojżesz w Jahwe. Ale i tę opinię należy odrzucić, gdyż w odkrytej dotąd literaturze izraelskiej nie spotkano takiej nazwy boga. Ponadto w imionach własnych wyżej wymienionych nie stoi przed ja, jau, jaum, jama, wyraz ilu, tj. bóg, co czyniono zawsze przy imionach bogów, stanowiących część składową imion teoforycznych. Było to tedy zapewne przypadkowe zakończenie pewnych nazw geograficznych czy też imion własnych m ‚Zdaniem niektórych uczonych ma to być zaimek nieokreślony „któryś”, „jakiś” itp.

Nie mniej trudną jest rzeczą znaleźć odpowiedź na pokrewne pytanie, czy imię Jahwe było znane w Izraelu przed objawieniem na górze Synaj. Wprawdzie z Wj 6, 3 wynikałoby, że dopiero Mojżeszowi objawił Bóg to imię, gdyż patriarchom byf jedynie znany jako ‚El Saddaj, tj. Bóg wszechmogący, ale znów z różnych imion biblijnych, pochodzących z czasów przedmojżeszowych, jak Jokebed (to jest Jahwe jest chwałą — Wj 6, 20), czy Abijah, Ahijah, Bitjah (1 Krn 2, 25. 32; 7, 8), tj. Jahwe jest moim ojcem, czy moim bratem, czy też moim domem, wynikałoby, że imię Jahwe przynajmniej w formie pierwotnej było znane już przed powołaniem Mojżesza na wybawcę Izraela. Trzeba tu jeszcze dodać, że Rdz 4, 26 zaznacza, iż już za czasów Enosa, syna Seta, „poczęto wzywać imienia Jahwe. Najpierw należy odrzucić rozwiązania dawnych liberalnych krytyków, którzy twierdzili, że w aktualnych przekazach biblijnych mamy przedstawione sprzeczne poglądy, jeden pogląd J(ahwisty), utrzymującego, iż znajomość imienia Jahwe sięga początków ludzkości (Rdz 4, 26), a drugi (Wj 3, 15) E(lohisty) i autora P (Wj 6, 3), że imię to ujawniło się dopiero na Synaju w. Jest to bowiem rzeczą niemożliwą, aby ostatni redaktor nie usunął tych sprzecznych poglądów. Toteż już więcej prawdopodobieństwa ma zapatrywanie tych uczonych, którzy, jak A. Bea 20, czy R. Driver21, sądzą, że imię to było znane od początku istnienia ludzkości, ale z biegiem czasu poszło w zapomnienie i dopiero ponownie zostało objawione Mojżeszowi na Synaju.

P. van Imschoot znów sądzi, że imię Jahwe było znane Izraelitom, albo tylko samemu pokoleniu Lewiego jedynie w krótszej formie i mogło ono jedynie oznaczać „któryś”, natomiast w Rdz 4, 26 położony jest akcent nie na imieniu Jahwe, lecz na publicznym kulcie prawdziwego Boga. Również wszelkie inne wzmianki o imieniu Jahwe w opowiadaniu o patriarchach izraelskich mają jedynie na celu podkreślenie, że Bóg patriarchów jest identyczny z Jahwe, Bogiem Mojżesza.

4. Znaczenie.

Najważniejszą kwestią przy omawianiu imienia Jahwe jest ustalenie właściwego znaczenia tego imienia, co można czynić nie tylko przy pomocy filologii i gramatyki, ale przede wszystkim przy pomocy objawienia Bożego, zawartego nie tylko w Wj 3, 14, ale i w całym bliższym i dalszym jego kontekście.

W świetle filologii trzeba stwierdzić, że pochodzi ono od rdzenia h-w-h. Ma on w języku hebrajskim dwie odmiany: jedna odpowiada arabskiemu słowu h-w-j i ma znaczenie „upadać” (Jb 37, 6), druga znów jest identyczna z takim samym rdzeniem w języku aramejskim i syryjskim i ma znaczenie „stawać się, być”. Ten drugi rdzeń przybrał w języku hebrajskim formę h-j-h.

Pochodzące od rdzenia h-j-h imię Jahwe może być już to formą czasownikową (werbalną), już to formą rzeczownikową (nominalną).

Ta ostatnia opinia ma niewielu zwolenników, i to głównie wśród nowszych uczonych. Opowiada się za nią przede wszystkim L. Koehler, który wylicza przykładowo kilka wypadków „j”, jako przedrostka rzeczownikowego, jak jibsam — woń,. jidbaś — miód, jahmiir — kozioł, jogbohah — wzniesienie. Ostrożniejszy jest w ocenie tych wyrazów P. Joiion, który sądzi, że są to może pierwotne imperfecta. Podobne zapatrywanie już przed nimi wyraził H. Bauer — P. Leander, dowodząc tego tym, że w rzeczownikach przedrostek „j” występuje jedynie w języku hebrajskim, aramejskim i arabskim. Pośrednie stanowisko w tej kwestii zajmuje W. Gesenius — E. Kautzsch, który czyni rozróżnienie między rzeczownikami pospolitymi, utworzonymi z przedrostka „j”, a imionami własnymi, jak Ja*aąob (Jakub), Jięhaą (Izaak), które są właściwie czasownikami w imperfectum.

Stąd widać, że istnienie form rzeczownikowych, utworzonych bezpośrednio z rdzenia przez dodanie przedrostka „j”, nie jest rzeczą pewną, zwłaszcza przy, imionach własnych. Jeśliby się przyjęło, że imię Jahwe jest rzeczownikiem, wówczas miałoby ono znaczenie albo „istnienie”, albo „istota”, albo „absolutnie istniejący”.

Ponieważ jednak opinia, uważająca imię. Jahwe za formę rzeczownikowa jest bardzo wątpliwa dlatego wydaje się więcej prawdopodobna opinia ta, która imię Jahwe uważa za formę czasownikową.

Ale znów istnieje wśród uczonych rozbieżność, czy imię Jahwe wystepuje
w formie prostej Qal czy w formie przyczynowej Hifil .Jeśli przyjmiemy formę Qal imienia Jahwe, wywodzącego się od rdzenia h-w-h – upadać, to miałoby ono ono znaczenie spadającego np. meteoru. Przyjmując jako formę Hifil utworzoną od tego samego rdzenia, oznaczałoby imię Jahwe „spuszczającego” np. pioruny czy błyskawice. Analogiczną interpretację imienia Jahwe podaje R. Kittel, który je wywodzi od słowa hawa – wiać, czyli wówczas imię to oznaczałoby „wiejącego”.

Wszystkie te jednak wyjaśnienia należy odrzucić, gdyż nie dają takiego obrazu Jahwe, Boga izraelskiego, jak go nam przedstawiają księgi biblijne Opierają się one jedynie na pewnych zjawiskach, towarzyszących zjawieniom się Jahwe wśród piorunów i błyskawic, co jednak nie daje wystarczającej podstawy, by mieszać samego Jahwe z tymi zjawiskami atmosferycznymi. Toteż ogól starszych filologów usiłuje raczej wyjaśniać imię Jahwe przy pomocy drogiego rdzenia h-j-h, mającego znaczenie „stawać się, być”. Jeżeliby z powodu dźwięku „a” pod przedrostkiem „j” uważało się imię Jahwe za formę Hifil, wówczas to imię oznaczałoby tego, który sprawia istnienie, czyli stwórcę W Aczkolwiek wyjaśnienie to odpowiada temu, co mówi Pismo św. o Jahwe, to jednak nie można go przyjąć ze względów filologicznych, gdyż słowo hdjdh nigdy nie występuje w języku hebrajskim w formie Hifil. Wobec tego nie pozostaje nic innego jak przyjąć, że imię Jahwe jest słowem formy Qal i oznacza tego, „który jest”, ale z odcieniem aktywnego ujawnienia istnienia3*. Wyraz bowiem hajdh w znaczeniu „być” jako słowo statyczne w imperfectum, jakim jest Jahweh, może mieć jedynie znaczenie czasu przyszłego, natomiast w znaczeniu „stawać się”, jako słowo czynu, może również służyć do wyrażenia czasu teraźniejszego, lecz czynności jedynej i niepowtarzalnej. Imię tedy Jahwe w świetle filologii oznacza nie tylko tego, który „jest”, ale i tego, który działa. Stąd widać, że jeśli imię Jahwe jest formą czasownikową, to z punktu widzenia filologii hebrajskiej nie ma znaczenia bytu absolutnego, ale relatywnego.

Przeciw prawdziwości przedstawionego wyjaśnienia nie można podnosić trudności z samogłoski „a”, stojącej w przedrostku „j” w imieniu Jahwe, podczas gdy taką samogłoską w formie Qal jest „i” (jiątol). Istnienie bowiem samogłoski na” w imieniu Jahwe można tłumaczyć już to amorycką formą tego imienia, gdyż samogłoska „a” występuje w amoryckich imionach własnych 35, lub, co jest jeszcze prawdopodobniejsze, starożytnością jego formy gramatycznej 36. Wiemy bowiem, że pierwotną samogłoską przedrostka „j” było „a , jak dowodzi tego arabskie jaąfulu. Wprawdzie obecne imperfectunt od słowa h&jah W formie Qal brzmi jihjeh, ale w imieniu Jahwe spółgłoska „w”, archaizująca to imię, wpłynęła na zatrzymanie archaicznej samogłoski w przedrostku „j”. Nie sięgając tak daleko, można samogłoskę „a” wytłumaczyć za P. Jotionem37 tym, że pierwotną samogłoską przedrostka Qal było w słowach statywnych „i”, natomiast w słowach czynnych „a”, czego ślad znajduje się jeszcze obecnie w słowach z pierwszą spółgłoską gardłową. Opierając się na tej interpretacji mamy w samej formie gramatycznej potwierdzenie, że wyraz ten jako forma czasownikowa ma znaczenie słowa czynnego.

Tej opinii broni A. Vaccari38, dowodząc przy tym, że jest to jedyny wypadek wśród religii Bliskiego Wschodu, iż imię Boga ma formę czasownikową z przedrostkiem imperfektum. Wynika stąd wniosek, że imię to nie jest wynikiem refleksji religijnej, lecz zawdzięcza się objawieniu.

Za takim wyjaśnieniem filologicznym imienia Jahwe przemawia tekst biblijny Wj 3, 14, oraz jego kontekst. Bóg ukazawszy się Mojżeszowi w krzaku gorejącym powiedział doń: „Jestem Bogiem ojca twego, Bogiem Abrahama, Bogiem Izaaka, Bogiem Jakuba” (w. 6). Wówczas Mojżesz pyta o Jego imię, by je oznajmić Izraelitom, gdy będą się o nie pytali. Wtedy Bóg tak powiedział do Mojżesza: „Jestem, który jestem (‚ehjeh ‚aśer ‚ehjeh)”, i dodał: „Tak powiesz synom Izraela: Jam jest (‚ehjeh) posłał mnie do was”. I rzekł dalej Bóg do Mojżesza: „To jest imię moje na wieki i to nazwa moja w najdalsze pokolenia”.

Prawie wszyscy uczeni utrzymują, że Bóg, objawiając swe imię Mojżeszowi, podał mu równocześnie znaczenie tego imienia. Oczywiście zwyczajem biblijnym nie musiało to wyjaśnienie być zgodne z analizą naukową, ale wystarczy zgodność z brzmieniem tego imienia. Jedynie nieliczni uczeni39 utrzymują, że słowa Boże skierowane do Mojżesza: „Jestem, który jestem”, są odpowiedzią wymijającą i bynajmniej nie podają znaczenia imienia Jahwe. Należałoby je przełożyć, jak i inne rzekomo paralelne wyrażenia różnych wysłańców Bożych do ludzi (Rdz 32, 30; Sdz 13, 18): „Jestem tym, czym jestem”, innymi słowy jestem bytem tajemniczym, który nie jest zobowiązany zdawać komuś sprawy z tego, kim jest. Tłumaczenie to harmonizuje z mentalnością ludów Wschodu, które nie znały właściwego imienia swoich bóstw, gdyż kapłani zarówno w Babilonii, jak i w Egipcie pilnie strzegli tajemnicy imienia boga, i nigdy go nie zdradzali. Tak samo też postępowali i bogowie w tych krajach. Bogini Izyda tylko podstępem dowiedziała się od boga Ha właściwego jego imienia40.

Jednakowoż opinię tę należy odrzucić, gdyż tam w Piśmie Św., gdzie Bóg, względnie Jego wysłannik, odmawia wyjawienia swego imienia, dzieje się to w sposób wyraźny i nie ulegający wątpliwości (Rdz 32, 30; Sdz 13/ 18). Chciał przez to Bóg pouczyć o swej tajemniczości i transcendentności. W naszym wypadku Mojżesz nie wątpi w istnienie i transcendencję Boga, ale lęka się, czy podoła wykonać zleconą mu przez Boga misję i czy mu uwierzą rodacy. Wtedy mu Bóg mówi: „Tak powiesz synom Izraela: ‚ehjeh posłał mnie do was”. Słowa Boże nie miały bynajmniej na celu uchylenia pytania Mojżesza, lecz wyjaśniały treść Bożego imienia Jahwe.

I znowu uczeni różnią się w wyjaśnieniu sensu imienia Jahwe. Jedni sądzą, że Bóg objawiając Mojżeszowi swe imię Jahwe, tym samym wskazał to, co stanowi istotę bóstwa, a zarazem rację wszystkich jego doskonałości. A ponieważ to, co w danym bycie należy do jego istoty, jest bez ograniczenia, więc i istnienie Boże i jego doskonałość, jako należące do Bożej istoty są bez ograniczenia. Jest przeto Jahwe bytem najwyższym, istniejącym od siebie samego (aseitas), najdoskonalszym, niezmiennym, wiecznym. Tak już rozumieli znaczenie imienia Jahwe tłumacze LXX, przekładając w ten sposób: ja jestem Byt istniejący sam od siebie, absolutnie i koniecznie (ens a se), w przeciwieństwie do innych bytów, które mają istnienie udzielone od kogoś z zewnątrz (ens ab alio). Nie jest zaś Jahwe tylko jakimś bytem myślowym, abstrakcyjnym, lecz bytem osobowym, wyposażonym w wiedzę, moc i świętość. Poucza Mojżesza o czekającym go zadaniu, domagając się odeń posłuszeństwa. Pragnie przez uwolnienie Izraelitów z Egiptu wypełnić swe obietnice, poczynione w przeszłości patriarchom izraelskim.

To tłumaczenie imienia Jahwe zostało przyjęte ogólnie przez teologów i po dziś dzień jest przez nich ogólnie przyjmowane. Do tego tłumaczenia zbliżona jest interpretacja E. Kóniga42. Słowa Boga wyjaśniającego swoje imię Jahwe przekłada on w ten sposób: „Jestem, który jestem, i będę, który będę”, sądząc, że oznaczają one tyle, co „pozostający, trwający, wieczny”.

Przeciw obu wyżej wymienionym tłumaczeniom, a zwłaszcza przeciw tłumaczeniu pierwszemu wysunąć trzeba zarzut, że jest ono zbyt abstrakcyjne, aby je można przyjąć u Izraelitów z czasów Mojżesza. P. Heinisch stara się osłabić ten zarzut, wskazując na to, że u współczesnych Izraelitom narodów spotyka się wypowiedzi które logicznie winny zaprowadzić do idei istnienia Boga samego z siebie. I tak babilońskiego boga księżyca Sin sławi się w hymnie jako „owoc, który sam siebie rodzi, a egipski bóg Ra mówi o sobie: „Ja jestem wielkim bogiem, który z siebie samego powstał”.

Wszystkie te wymienione wypowiedzi nie są faktycznie paralelami interpretacji LXX imienia Jahwe, gdyż i w Egipcie, i w Babilonii znano czas, gdy bogów jeszcze wcale nie było. Ponadto są one jedynie spekulacjami kapłanów egipskich czy babilońskich, którzy przez tego rodzaju wypowiedzi chcieli jedynie bogów swoich sanktuariów otoczyć czcią. W Izraelu zaś objawione przez Boga Mojżeszowi imię Jahwe miało być znane przez wszystkich Izraelitów, którzy byliby niezdolni do zrozumienia takiej wzniosłej idei.

Największą trudność w przyjęciu tej tradycyjnej interpretacji imienia Jahwe stanowi filologia. Słowo hawah, jak i hajah, zarówno z pochodzenia swego, jak i ze względu na formę gramatyczną imperfectum, nie może oznaczać istnienia absolutnego w teraźniejszości, co byłoby konieczne do tego, aby^ wypowiedź Boga, o której mówimy, mogła oznaczać byt absolutny, istnienie z samego siebie. Może ona jedynie jako słowo czynu oznaczać teraźniejszość „jestem”, z aktywnym odcieniem ujawnienia istnienia. Wobec tego omówione interpretacje wypowiedzi Bożej muszą odpaść.

Pozostaje tedy, jako najprawdopodobniejsza, interpretacja tych uczonych, którzy w oparciu zarówno o filologię, jak i kontekst sądzą, że słowa Boże skierowane do Mojżesza podkreślają stałość pomocy i wierność Boga wobec swego ludu, czy też sądzą, że mieści się w tych słowach Bożych stwierdzenie o skuteczności Bożego istnienia47. I istotnie według kontekstu imię Boże Jahwe miało dostarczyć uzasadnienia posłannictwu Mojżesza, powołanego przez Boga do wyzwolenia Izraela i podkreślenia obietnicy pomocy Bożej, jaką on otrzymał („Ja będę z tobą” — Wj 3, 12). Ponadto to imię Boże ma usunąć wątpliwości ludu, gdyż będzie on chciał poznać imię Boga, który posyła Mojżesza, aby się upewnić, że ten Bóg jest zdolny dokonać wyzwolenia. Imię tedy Jahwe po winno oznaczać skuteczność działania tego, który posłał Mojżesza. Nazywa się Jahwe, tzn. „Jest”, bo skutecznie ujawnia swoje istnienie. Przez cuda, których dokona „pozna się, że on jest Jahwe” (Wj 7, 5; 9, 14; 14, 4. 18; por. Ez 13, 23; 22, 16; 25, 11; 28, 26).

Na takie znaczenie słów Bożych wypowiadanych do Mojżesza wskazują analogiczne formuły włożone w usta Boże, jak: „Ja, Jahwe, mówię, co mówię” (Ez 12, 25), czy: „Okażę łaskę, komu okażę łaskę” (Wj 33, 19), które bez wątpienia podkreślają rzeczywistość, albo raczej skuteczność i najwyższą niezależność słowa lub łaski Bożej. To samo najprawdopodobniej mieści się w słowach Bożych ‚ehjeh ‚aser ‚ehjeh.

Imię Jahwe nie jest wynalazkiem ludzi, ale jest darem danym Izraelitom przez objawienie. Objawiając zaś Izraelitom swe imię, dał im Bóg samego siebie, gdyż takie jest znaczenie semickie i biblijne imienia. Bo imię jest równoznaczne z osobą, która je nosi. Bóg dał poznać przez Mojżesza, że się zaangażuje w dzieje Izraela, i że zawiążą się specjalne relacje między Nim a Izraelitami.

Izraelici dobrze zrozumieli w ciągu wieków, że imię Jahwe jest darem ich Boga. Toteż zwykli byli mówić z całym naciskiem: ,Jahwe, nasz Bóg’, jako odpowiedź na to, co Bóg powiedział o nich, nazywając ich „mój lud”. Jahwe jest „sztandarem” ludu Izraela (Wj 17, 15). Wyruszą „w imię Jahwe”, tj. sam Bóg będzie im towarzyszył w podróży, Bóg żyjący życiem wolnym, stwórczym i obfitującym.

Imię Boże miało na celu uzmysłowić stały związek Boga z swym narodem. Jahwe tedy, to imię Boga przymierza. Dla czcicieli mieszczą się „pomoce” w tym imieniu (Ps 120, 2; 123, 8). Lud Boży składa się z tych, którzy się nazywają jego imieniem (Iz 43, 7), czy którzy wzywają jego imienia (Am 9, 12; Jr 14, 9).

Imię tedy Jahwe ma znaczenie historyczne. Już przez swą formę gramatyczną zapowiada swą gotowość pomocy, a przez kontekst z powołaniem Mojżesza na oswobodziciela Izraela jeszcze bardziej okazuje się związek imienia Jahwe z Bogiem, który uwalnia Izraela z ziemi niewoli.

Liczne też inne teksty świadczą o związku imienia Boga z wyjściem z Egiptu. Szczególnie znamienne są tu dwa teksty prorockie. Jeden z nich brzmi; „Ja jestem Jahwe, Bóg twój od ziemi egipskiej” (Oz 12, 10; 13, 4; por. Jr 2, 6)] a drugi: „W dniu, gdy wybrałem Izraela, wyciągnąłem rękę moją w obronie ich mówiąc: To ja, Jahwe, wasz Bóg, podniosłem rękę w obronie ich, aby ich wyprowadzić z ziemi Egiptu…” (Ez 20, 5-6).

Również wymowny jest tekst kodeksu kapłańskiego: „To ja, Jahwe. Będziecie zachowywali przykazania i będziecie je wypełniać. To ja Jahwe. Nie będziecie bezcześcić mojego imienia świętości i będę uświęcony w pośrodku synów Izraela. To ja Jahwe, który was uświęca, który was wywiódł z Egiptu, aby być Bogiem dla was. To ja, Jahwe” (Kpł 22, 31-32). Kodeks kapłański nie zna mocniejszego motywu dla zalecenia swych przepisów, jak przypomnienie zbawczego imienia Jahwe: „To ja Jahwe, Bóg wasz”.

To imię wystarczy odtąd, aby przypomnieć wypadek decydujący, łaskę uwolnienia. Wymienienie tego imienia jest aktem wiary, ale i wdzięczności. Imię to jest nie tylko wspomnieniem (Wj 3, 15), ale jakby znakiem sakralnym otrzymania pomocy Bożej: „Ktokolwiek będzie wzywał imienia Jahwe, będzie zbawiony” (Jl 2, 32).

Bóg się objawia w zdarzeniach, a Izrael miał dar ich zrozumienia jako języka Boga. Toteż po różnych faktach dodają autorzy biblijni: „aby poznano, że to jest Jahwe”. Imię Boże znajduje się jako objawione i urzeczywistnione w samym zdarzeniu. Jahwe jest Bogiem, który przychodzi i wspomaga.

Moc tego imienia ukazuje także wyrażenie „Jahwe seba’ot”. Wyrażenie to miało najpierw znaczenie, że Jahwe jest Wodzem wojsk (por. Wj 12, 41-42; 1 Sm 17, 45; por. Joz 5,13-16). Lecz od początku profetyzmu u Amosa i Izajasza, którzy walczą z kultem gwiazd, tj. z zastępami nieba, wyrażenie to oznaczało, że Jahwe jest mocą najwyższą na ziemi i na niebie, od której pochodzi i zależy wszelka moc na świecie 50.

Jahwe jest wolny, przychodzi z pomocą kiedy i komu chce. Jego imię oznacza przyjście dla wybawienia, ale i dla ukarania. Imię tedy Jahwe ma tez znaczenie eschatologiczne.

To znaczenie występuje w drugiej części Iz: Jahwe będzie na końcu, jak był na początku, gdyż On jest pierwszy i ostatni (Iz 41, 4; 44, 6; 48, 12). Autor Apokalipsy podejmie to wyrażenie Izajaszowe (Obj 1, 4. 8. 17; 2, 8; 22, 13) oraz utworzy analogiczną formułę, która się wydaje być wyjaśnieniem imienia Jahwe: „Który jest, który był i który przychodzi”.

Pwt 32, 39 mocno podkreśla znaczenie imienia Jahwe jako Boga jedynego, któiy jest równocześnie zbawcą. Nie przychodzi, aby karać, ale oczyszczać i zapewniać życie (por. Iz 43, 3. 11-12; 45, 15. 21; 49, 25-26; 50, 2; 60 16; 62, 11; 63, 1. 8. Tę też myśl podaje Iz 52, 2-6, gdzie prorok wzywa Jeruzalem, aby się podniosło: „Otrząśnij się ze snu, powstań, spocznij Jeruzalem… za darmo zostaliście sprzedani i bez srebra zostaniecie wykupieni… W ten sposób pozna mój lud Imię moje w ten dzień, ponieważ ja jestem Jahwe, który mówi: Oto jestem”.

Lud wybawionych jest odpowiedzialny za imię Boże przed ludźmi. W szczególności zaleca prorok Ezechiel Izraelitom staranie się, aby imię Jahwe święcili poganie i aby nie bluźnili temu imieniu (por. Mt 6, 9). Jahwe ma znaczenie świadectwa w oczach wszystkich ludzi. Świat będzie sądzony w zależności od ustosunkowania się do tych, którzy to imię wyznają. Mimo wszystkich błędów Izraela imię Jahwe będzie wielkie między narodami, złamie granice historycznego Izraela i rozprzestrzeni się po całym świecie. Takie było przeznaczenie objawienia tego imienia Mojżeszowi.

Ta zapowiedź znalazła swe wypełnienie we Wcieleniu. Imię Jahwe weszło jako część składowa do imienia Jezusa (hebr. Jehosu’a, tj. Jahwe jest zbawieniem, lub zbawienie (przez) Jahwe), co jest synonimem Jahwe.

Jezus Chrystus jest tym, który przychodzi zbawić (Łk 2, 11) od grzechów, przebaczając je i uwalniając od śmierci i gniewu (Dz 5, 31; 10, 43). „Dlatego Bóg wywyższył go i nadał mu imię przewyższające wszelkie imię, aby na imię Jezusa zginało się wszelkie kolano mieszkańców niebios, ziemi i podziemia i żeby w każdym języku wyznawano, że Jezus Chrystus jest Panem w chwale Boga Ojca” (Flp 2, 9-11).

Pokrewnej formuły używa Chrystus o sobie w Ewangeliach u Mt 14, 27 i J 6, 20 mówiąc: „Ja jestem, nie bójcie się”. Ponadto występuje ona jeszcze dwa razy w nieco odmiennej formie u Mt 28, 10 i Łk 24, 38. Przez słowa te dodawał Chrystus odwagi Apostołom, ukazując się niespodziewanie na morzu (Mt 14, 27; Mk 6, 50; J 6, 20). Podobnie uspokajał Apostołów albo niewiasty zjawiając się po swym zmartwychwstaniu (Mt 28, 10). Kładzie wtedy nacisk na zaimku osobowym „ja”. Lecz sens tych słów nie ogranicza się do uspokojenia, gdyż słów tych użyje Chrystus, by oświadczyć, że jest Mesjaszem. U Mk 14, 61 n czytamy: „Zapytał go najwyższy kapłan ponownie i rzekł mu: Czy ty jesteś Chrystus, Syn Błogosławionego? Jezus tedy rzekł: Jam jest”. Jeszcze wyraźniej tymi samymi słowy potwierdził Chrystus swoją godność Syna Bożego u Łk 22, 70: „Wtedy powiedzieli wszyscy: Tyś jest Syn Boży? On zaś rzekł do nich: Sami mówicie, że ja jestem”.

Zdaje się nie ulegać wątpliwości, że formuła lycó el[il jest aluzją do słów Jahwe, objawiającego się ludziom w ST. Kryje się tedy za tą formułą Chrystusową świadomość całkowitej równości z Bogiem Izraela, który się przedstawił Mojżeszowi jako „Ten, który jest”.

I ze słów Chrystusa „Ja jestem” — zwłaszcza z tych, którymi zachęca do pozbycia się lęku, wynika, że i tu one oznaczają Boga jako zbawcę. Przychodzi Bóg do ludzi, aby ich miłować.

W świetle tedy filologii, kontekstu bliższego, jak i dalszego, obejmującego i księgi NT, okazuje się, że imię Jahwe oznacza Boga-Zbawcę, zawsze gotowego świadczyć ludziom swe łaski.

Ks.dr Stanisław Łach prof KUL,
Księga Wyjścia
Pallotinum 1964.

ZOBACZ TAKŻE–> znanichrzescijanie.wordpress.com/2014/11/29/argumenty-za-wiara51-6-faktow-dodajacych-wiarygodnosci-biblii/

ZOBACZ TAKŻE CO MÓWI O IMIENIU BOGA PROF. ANNA ŚWIDERKÓWNA – BIBLISTKA–> http://www.czasnabiblie.pl/multimedia/audycje/rozmowy-z-prof-anna-swiderkowna-cz-10/ audio nr 2

UWAGA – POWYŻSZA STRONA (CZASNABIBLIE.PL) JEST CAŁY CZAS W PRZEBUDOWIE Z TEGO CO WIDZĘ. DOSTĘP DO AUDYCJI PROF. ŚWIDERKÓWNY MOŻE BYĆ NIESTETY UTRUDNIONY LUB NIEMOŻLIWY PRZYNAJMNIEJ PRZEZ JAKIŚ CZAS.

Reklamy

Seria „ARGUMENTY ZA WIARĄ” ma na celu pokazanie, że chrześcijaństwo i ogólnie wiara w Boga nie jest czymś co wymaga całkowitego wyłączenia myślenia. Cykl ten może nie da niezbitego 100% dowodu na istnienie Boga (nie taki jest jego cel), lecz powinien sprawić, aby przynajmniej niektóre osoby niewierzące zmieniły swoją postawę z bezmyślnego wyśmiewania chrześcijaństwa w założenie, że „być może coś w tym jest”. Z kolei osoby już wierzące być może wzmocnią swoją wiarę po kolejnych wpisach z tej serii.

Red Bible

1. ŻYDZI WCIĄŻ ISTNIEJĄ.

Wszystkich badaczy religii zdumiewa to, że Izrael jest jedynym narodem, który przetrwał do naszych czasów i zachował nienaruszoną wiarę w Boga Abrahama, Izaaka i Jakuba. Nie przetrwali Fenicjanie, Etruskowie, Kartagińczycy, Asyryjczycy, Babilończycy, czy Macedończycy, którzy w odróżnieniu od Hebrajczyków byli potężnymi narodami, o rozwiniętej kulturze i cywilizacji.

O tym cudzie historii, którego doświadczył lud Izraela, pisze znany teolog F. Rienecker:

„Jest to cud, że Izrael mimo rozproszenia, trwającego setki lat, wciąż istnieje, podczas kiedy inne ludy starożytności wyginęły. Narody żyjące w czasach proroków m.in. Egipcjanie, Asyryjczycy, Babilończycy, Persowie, Grecy, Rzymianie, już nie egzystują jako ludy w ówczesnej formie. Tylko Żydzi trwają cały czas jako świadkowie prawdy zawartej w pismach”.

Dodać do tego trzeba jeszcze, że żaden naród w historii świata nie był tak zaciekle prześladowany jak Żydzi, czego kulminacją było to, co się działo podczas Drugiej Wojny Światowej.

2. PROROCTWO O POWSZECHNOŚCI WIARY W BOGA JAHWE NA CAŁYM ŚWIECIE.

Wszyscy wiedzą, że jedną z cech Pisma Świętego są licznie występujące w nim proroctwa. W przypadku wielu z nich można wysuwać dwa zarzuty. Pierwszy mówi o tym, że proroctwo zostało spisane po wydarzeniu które przewiduje. Zarzut ten przytacza się np. w odniesieniu do Księgi Daniela, która to wbrew pozorom nie jest księgą prorocką, lecz apokaliptyczną. Drugi zarzut mówi, że np. dana osoba umyślnie zachowała się w określony sposób, aby w ten sposób proroctwo wypełnić. Istnieje jednak w ST proroctwo (jedno z największych), któremu nie można w żaden sposób postawić tych zarzutów. Wskazuje ono na to, że wiara w Boga Jahwe (wyznawana tylko przez małą grupkę Żydów) miała rozejść się po całym świecie. Kilka cytatów:

Nie będziesz więc odtąd nazywał się Abram, lecz imię twoje będzie Abraham, bo uczynię ciebie ojcem mnóstwa narodów (Rdz 17:5)

Przez ciebie będą otrzymywały błogosławieństwo ludy całej ziemi (Rdz 12:3)

A potomstwo twe będzie tak liczne jak proch ziemi, ty zaś rozprzestrzenisz się na zachód i na wschód, na północ i na południe; wszystkie plemiona ziemi otrzymają błogosławieństwo przez ciebie i przez twych potomków. (Rdz 28:14)

Wszystkie ludy ziemi będą sobie życzyć szczęścia [takiego, jakie jest udziałem] twego potomstwa, dlatego że usłuchałeś mego rozkazu (Rdz 22:18)

A mówił: «To zbyt mało, iż jesteś Mi Sługą dla podźwignięcia pokoleń Jakuba i sprowadzenia ocalałych z Izraela! Ustanowię cię światłością dla pogan, aby moje zbawienie dotarło aż do krańców ziemi (Iz 42:6)

No i teraz pytanie: jakie było prawdopodobieństwo, że to właśnie ta niezwykła wiara żydów rozejdzie się po całym świecie tak, jak to zostało przepowiedziane na wieki przed chrześcijaństwem? Tym bardziej, że w tamtych czasach istniała ogromna ilość różnych bóstw, których liczba wyznawców przekraczała niewyobrażalnie liczbę czcicieli Jahwe. Patrz np. kult Marduka w potężnym Babilonie. Dziś nie ma ani wyznawców Marduka, ani Babilonu.

3. NIEZWYKŁOŚĆ MONOTEIZMU WŚRÓD ŻYDÓW W CZASACH POWSZECHNEGO POLITEIZMU.

Mały i pogardzany naród izraelski w ciągu swoich dziejów miał zawsze świadomość wielkiej misji powierzonej mu przez Boga; panowało powszechne przekonanie, że to właśnie w tym narodzie przyjdzie na świat oczekiwany Mesjasz. Izraelici całą swoją nadzieję pokładali w wypełnieniu się tego proroctwa. To, co najbardziej zdumiewa historyków religii, to fakt, że Izrael od początku swoich dziejów wierzył tylko w jednego Boga, chociaż wszystkie starożytne religie oddawały cześć wielu bogom. Narody, które stworzyły całą kulturę i cywilizację starożytną, przewyższały Hebrajczyków we wszystkich dziedzinach życia (m.in. w sztuce, filozofii oraz technice), tylko w dziedzinie religii lud izraelski miał nieskończenie doskonalsze pojęcie Boga, który jest jedynym, świętym i sprawiedliwym Stwórcą oraz Panem całej stworzonej rzeczywistości.

Jest to Bóg, który stworzył całą przyrodę – a więc przyroda nie jest Bogiem, lecz stworzeniem. Wszystkie natomiast starożytne religie ukazywały całą przyrodę jako rzeczywistość, gdzie działają magiczne moce, gdzie roi się od wielu bogów, którymi są również gwiazdy i księżyc. Tymczasem dla prostego ludu izraelskiego słońce, gwiazdy, planety i wszystko, co istnieje, jest dziełem jednego Boga.

„ Pilnie się wystrzegajcie – skoroście nie widzieli żadnej postaci w dniu, w którym mówił do was Pan spośród ognia na Horebie – abyście nie postąpili niegodziwie i nie uczynili sobie rzeźby przedstawiającej podobiznę mężczyzny lub kobiety, podobiznę jakiegokolwiek zwierzęcia, które jest na ziemi, podobiznę jakiegokolwiek ptaka,latającego pod niebem, podobiznę czegokolwiek, co pełza po ziemi, podobiznę ryby, która jest w wodach – pod ziemią. Gdy podniesiesz oczy ku niebu i ujrzysz słonce, księżyc i gwiazdy i wszystkie zastępy nieba, abyś nie pozwolił się zwieść, nie oddawał im pokłon i nie służył…” [Pwt 4:15-25]

Żydom nie wolno było ani oddawać czci ciałom niebieskim, ani nie mogli tworzyć sobie posążków Boga Jahwe, ani nawet nie mogli wymawiać imienia Pana Boga swego. Wszystko to dla ludzi tamtych czasów było niewyobrażalnie uciążliwe. Sami sobie stworzyli takiego „niewygodnego” Boga?

4. UZNANIE CZŁOWIEKA ZA BOGA W NAJMNIEJ PRAWDOPODOBNYM MIEJSCU.

Chrześcijaństwo zaczęło się wśród Żydów, a gdzie jak gdzie, ale szczególnie właśnie w tym narodzie nie była możliwa deifikacja, ubóstwienie człowieka. Jeżeli jednak mimo to niektórzy Żydzi uznawali Jezusa z Nazaretu za Boga (a takich Żydów było tysiące), to mogli uczynić to tylko na podstawie jakichś nadzwyczajnych dowodów.

Myśl tę trafnie wyraża jeden z racjonalistycznych uczonych, Couchoud:

„W wielu krajach Imperium było rzeczą możliwą uznać za Boga zwyczajnego człowieka. Ale w jednym nie było to możliwe, a mianowicie w Palestynie. Żydzi bowiem adorowali Jahwe, Boga jedynego, transcendentalnego, nieznanego, którego nie wolno było odtworzyć na obrazie, którego imienia nie wymieniano, oddzielonego niezgłębionymi przepaściami od wszelkiego stworzenia.

Przyrównać Jahwe do jakiegokolwiek stworzenia byłoby największym świętokradztwem. Żydzi czcili cesarza, ale daliby się raczej porąbać w kawałki, niż bodaj półgłosem wyznać, że cesarz jest Bogiem. Daliby się też raczej porąbać w kawałki, niż powiedzieliby to samo o Mesjaszu.

Jakże więc jeden z pierwszych chrześcijan, jakiego znamy, Hebrajczyk z Hebrajczyków (tj. św. Paweł), zdolny byłby połączyć człowieka z Jahwe w sposób zupełnie naturalny? Oto cud, przeciwko któremu ja się buntuję… Byłoby zaiste brakiem rozumu przeciwstawiać się apoteozie cesarza, i to za cenę życia, by potem zastąpić ją apoteozą jednego z poddanych. Czyż o rzemieślniku, którym był Jezus, Paweł mógłby powiedzieć: „A każdy kto wzywa Imienia Pańskiego, zbawion będzie” (Rz 10,13; por. Jl 3,5) albo „Aby na imię Jezusa zginało się wszelkie kolano” (Flp 2,10; por. Iz 45,23), skoro Pismo św. mówi te rzeczy o Bogu?”

Couchoud starał się wybrnąć z tego impasu poprzez zaprzeczanie historyczności Jezusa. Obecnie jednak nawet najbardziej ateistyczni historycy zajmujący się Nowym Testamentem czy Wczesnym Chrześcijaństwem stwierdzają jednomyślnie, że Nazarejczyk istniał. Faktem jest również to, że Pierwotny Kościół miał swoją siedzibę w Jerozolimie (i musiał składać się niemal wyłącznie z Żydów), św Paweł, który ubóstwił w swoich listach Jezusa był wykształconym Żydem, jak i to, że NT w ogólności mówi o Jezusie jako Bogu.

To uznanie za Boga Człowieka pochodzącego z Palestyny jest jeszcze niezwykłe z innego powodu. Jezusa stawia się na równi z innymi założycielami religii: Konfucjuszem, Buddą, Mahometem i innymi. Wyznawcy tych ostatnich nie zrobili jednak z nich bogów, choć w ich przypadku byłoby to dużo łatwiejsze (i bardziej prawdopodobne) niż w przypadku Jezusa wywodzącego się z ultra-monoteistycznej Palestyny, gdzie nie można było nawet wymawiać imienia Boga. Jak to powiedział G.K. Chesterton w swoim wybitnym „Człowieku wiekuistym”:

Nawet gdyby Kościół nie zrozumiał, o co Chrystusowi chodziło, byłoby przecież prawdą, że żadna historyczna tradycja poza Kościołem nigdy nie popełniła takiej pomyłki. Mahometanie nie zrozumieli Mahometa opacznie i nie przypuszczali, że jest on Allachem. Żydzi nie poddali błędnej interpretacji słów Mojżesza i nie utożsamiali go z Jahwe. Dlaczego zatem to jedno roszczenie miałoby zostać wyolbrzymione, skoro podobnego do niego nikt inny nigdy nie zgłaszał?

5. ZADZIWIAJĄCE IMIĘ BOGA.

13 Mojżesz zaś rzekł Bogu: «Oto pójdę do Izraelitów i powiem im: Bóg ojców naszych posłał mię do was. Lecz gdy oni mnie zapytają, jakie jest Jego imię, to cóż im mam powiedzieć?» 14 5 Odpowiedział Bóg Mojżeszowi: «JESTEM, KTÓRY JESTEM (hebr. Ehjeh aszer ehjeh, gr. ego eimi ho on, łac. ego sum qui sum)». I dodał: «Tak powiesz synom Izraela: JESTEM posłał mnie do was». 15 Mówił dalej Bóg do Mojżesza: «Tak powiesz Izraelitom: „JESTEM, Bóg ojców waszych, Bóg Abrahama, Bóg Izaaka i Bóg Jakuba posłał mnie do was. To jest imię moje na wieki i to jest moje zawołanie na najdalsze pokolenia. (WJ 3:13-15)

Marduk (sum. damar-dutu, tłum. „Młody byczek boga Utu”);

Uranos (także Uran, Niebo; gr. Οὐρανός Ouranós, łac. Uranus, Caelus ‘niebo’) – w mitologii greckiej bóg i uosobienie nieba;

Gaja (gr. Γαῖα Gaía, Gḗ ‘Ziemia’, łac. Tellus, Terra) – w mitologii greckiej Ziemia-Matka;

Chronos (gr. Χρόνος Chrónos – „Czas”, łac. Chronus) – bóg w mitologii greckiej, uważany za personifikację Czasu;

Temida (gr. Θέμις Thémis, łac. Themis) – w mitologii greckiej bogini i uosobienie sprawiedliwości, prawa i wiecznego porządku;

Helios (także Słońce, Helius; gr. Ἥλιος Hḗlios ‘Słońce’, łac. Sol ‘Słońce’) – w mitologii greckiej bóg i uosobienie Słońca;

Eos (także Świt, Jutrzenka; gr. Ἠώς Ēṓs ‘jutrzenka’, łac. Aurora ‘jutrzenka’, ‘zorza’) – w mitologii greckiej bogini i uosobienie zorzy porannej, brzasku i świtu;

Selene (także Księżyc; gr. Σελήνη Selḗnē ‘Księżyc’, łac. Luna ‘Księżyc’) – w mitologii greckiej bogini i uosobienie Księżyca;

Hades (także Pluton; gr. Ἅιδης/ᾍδης Háidēs, Ἀίδης Áidēs, Ἀΐδης Aḯdēs ‘niewidzialny’, łac Pluto) – w mitologii greckiej bóg podziemnego świata zmarłych;

Hestia (gr. Ἑστία Hestía ‘ognisko domowe’, łac. Vesta);

Metyda (także Metis, Rozsądek, Roztropność; gr. Μητις Mētis, łac. Metis ‘Roztropność’, ‘Rozwaga’, ‘Rozum’, ‘Przebiegłość’) – w mitologii greckiej jedna z okeanid; bogini i uosobienie roztropności (w pozytywnym znaczeniu) i przewrotności (w negatywnym znaczeniu);

Apollo (gr. Ἀπόλλων Apóllōn, zwany też Φοῖβος Phoibos ‘Jaśniejący’, łac. Apollo) – w mitologii greckiej syn Zeusa i Leto.

Bogowie w mitologii starożytnej stanowili personifikację czy uosobienia czasu, sprawiedliwości, księżyca itp. Byli nierozerwalnie związani z tym światem. Stąd takie można by powiedzieć imiona na „jedno kopyto”. Brak świata oznacza brak bogów, czyli inaczej jak to było w monoteizmie Żydów, gdzie Bóg jest „Święty”, co oznaczało oddzielny od świata, transcendentny.

6. PATRZĄC TYLKO I WYŁĄCZNIE Z PUNKTU WIDZENIA HISTORII LITERATURY BIBLIA JEST NIEZWYKŁA.

Parę słów o czymś, o czym najczęściej zapominamy wszyscy, i to zarówno wierzący, jak i niewierzący, chrześcijanie i ateiści. Biblia, nawet rozważana jedynie z punktu widzenia historyka kultury czy literatury, stanowi zjawisko jedyne w naszych dziejach. W ciągu dwudziestu wieków naszej ery nie było innego dzieła, czy zespołu dzieł literackich, który by miał tak licznych czytelników, żadnego nie  przepisywano, a później nie wydawano drukiem tak wiele razy, żadnego nie tłumaczono na tyle języków. Wpływy i najróżniejsze echa biblijne odnajdujemy na każdym kroku w naszej sztuce, literaturze, sposobie myślenia, a nawet w nawykach językowych. Mówimy na przykład nieraz o „faryzejskiej obłudzie” lub o „ludziach dobrej woli” nie zastanawiając się wcale nad pochodzeniem tych wyrażeń. A Władysław Gomułka „Wiesław” powiedział w którymś ze swoich przemówień: „Jak mówi przysłowie, nie samym chlebem człowiek żyje”. I na pewno zdziwiłby się bardzo, gdyby mu ktoś wytknął, że cytuje tu wcale nie polskie przysłowie, ale Pismo Święte, i to aż trzy jego księgi naraz (Mt 4,4; Łk 4,4; Pwt 8,3 ). Fragment książki „Jak zrozumieć Pismo Święte” – A. Świderkówna

Seria „ARGUMENTY ZA WIARĄ” ma na celu pokazanie, że chrześcijaństwo i ogólnie wiara w Boga nie jest czymś co wymaga całkowitego wyłączenia myślenia. Cykl ten może nie da niezbitego 100% dowodu na istnienie Boga (nie taki jest jego cel), lecz powinien sprawić, aby przynajmniej niektóre osoby niewierzące zmieniły swoją postawę z bezmyślnego wyśmiewania chrześcijaństwa w założenie, że „być może coś w tym jest”. Z kolei osoby już wierzące być może wzmocnią swoją wiarę po kolejnych wpisach z tej serii.

god-touches-adam

Szósty dzień przynosi stworzenie zwierząt lądowych i człowieka. Pozwala to sądzić, że autor zdawał sobie sprawę z naszego pokrewieństwa z tą właśnie częścią świata zwierzęcego. Człowiek zostaje jednak potraktowany w sposób całkiem odmienny od wszystkiego, co Bóg stworzył przed nim. Stwórca podejmuje tutaj najwyraźniej decyzję wyjątkowej wagi i dlatego zapewne przemawia w liczbie mnogiej:

Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam (Rdz 1,26).

Ze wszelkich prób wyjaśnienia tej niezwykłej formy najprawdopodobniejsze wydaje się przypuszczenie, że jest to tzw. pluralis deliberatio­nis, liczba mnoga wyrażająca proces zastanawiania się, podejmowania decyzji (my też czasem mówimy do siebie, nawet wtedy, gdy jesteśmy sami: Zastanówmy się, co mam zrobić). Szczególną doniosłość tego ostatniego dzieła stwórczego podkreśla może jeszcze mocniej wer­set 27:

Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boga go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę (Rdz 1,27).

Aż trzykrotnie występuje tu ów nader rzadki i „zastrzeżony” wyłącznie dla Boga czasownik bara’.

Słowa mówiące o stworzeniu człowieka na obraz Boga odegrały w dziejach naszej kultury rolę, jakiej ich autor nie mógł z pewnością przewidzieć. Stały się one bowiem punktem wyjścia dla niezliczonych komentarzy, rozważań, całych systemów teologicz­nych, filozoficz­nych i antropologicznych, budowanych nieznużenie przez blisko dwa i pół tysiąca lat. Bez względu jednak na wszelkie dalsze możliwe do wysnucia wnioski dość łatwo jest, jak się zdaje, uchwycić własną, podstawową myśl autora. To podobieństwo do Boga łączy on przecież w sposób wyraźny z nakazem panowania nad całym światem zwierzęcym (Rdz 1,26 i 28). Człowiek, stworzony na obraz Boga, staje się niejako namiestnikiem, sprawującym w imieniu Stwórcy władzę nad resztą stworzenia. A tego rodzaju władza – jak władza każdego namiestnika ustanawianego przez króla – oznacza przede wszystkim odpowiedzialność.

Człowiek, hebrajski ha’adam, to podobnie jak po polsku zarówno jeden określony człowiek, jak i cały rodzaj ludzki. P [autor pierwszego opisu stworzenia] nie próbuje opowiedzieć, w jaki sposób Bóg stwarzał człowieka, mówi natomiast, że stworzył go mężczyzną i niewiastą, dosłownie nawet istotą męską i żeńską. Tekst ten zakłada podstawową równość mężczyzny i kobiety, co w świecie P było pojęciem rewolucyjnym. Wskazuje również, że człowiek jest stworzony jeden dla drugiego, stworzony do wspólnoty i dla wspólnoty. A można nawet odgadywać, że właśnie to stworzenie „dla” czyni zeń obraz Boga (jest przecież stworzony również dla innych stworzeń, do panowania nad nimi).

Stworzony przez Boga, człowiek także otrzymuje Boże błogosławieństwo. Dotyczy ono (jak i w przypadku zwierząt) przede wszystkim płod­ności. Stoi też u początku długiego łańcucha następujących po sobie pokoleń (por. genealogie w Rdz 5 i 10). Odmiennie jednak od zwierząt, te następujące po sobie ludzkie pokolenia – to również długie szeregi imion. A takie kolejno po sobie notowane imiona – to już pierwsza, nieporadna jeszcze, karta historii. Można by więc powiedzieć, że w pewien sposób cała historia ludzkiej rodziny wyrasta z owego błogosławieństwa, jakiego Bóg udzielił człowiekowi „na początku”.

A gdy [Bóg] ukończył w dniu szóstym swe dzieło, nad którym pracował, odpoczął dnia siódmego po całym swym trudzie, jaki pod­jął (Rdz 2,2).

Czasownik hebrajski mówi tu jednak nie tyle o odpoczynku, co raczej o radosnym świętowaniu zakończenia pracy. Bóg jest jak artysta, który odłożywszy wreszcie pędzel lub dłuto siada przed swoim dziełem, by je z radością w spokoju kontemplować. I dlatego też pobłogosławił ów siódmy dzień i uczynił go świętym.

Anna Świderkówna (1925 – 2008) – polska historyk literatury, filolog klasyczny, papirolog, biblistka, tłumaczka, oblatka tyniecka; profesor Uniwersytetu Warszawskiego, popularyzatorka wiedzy o antyku i Biblii. Ponad 30 lat kierowała Katedrą Papirologii (późniejszym Zakładem Papirologii) UW.

http://ps-po.pl/uczynmy-czlowieka-na-nasz-obraz/

ZOBACZ TAKŻE–> https://znanichrzescijanie.wordpress.com/2014/11/13/argumenty-za-wiara50-zadziwiajaca-geneza-czlowieka-w-biblijnym-opisie-stworzenia/

o-WOMAN-CRYING-facebook

Niech przepadnie dzień mego urodzenia i noc, gdy powiedziano: „Poczęty mężczyzna” (Hi 3,2).

Ta modlitwa Hioba jest jedną z najbardziej dramatycznych i rozdartych modlitw w całym Piśmie Świętym. „Po co się w ogóle urodziłem?! Komu potrzebne jest moje cierpienie?! Dlaczego sprawiedliwy cierpi, a niegodziwiec żyje sobie dostatnio i w spokoju?!” Takie pytania zadaje Hiob Bogu. Hiob nie boi się nawet zapytać, czy Bóg nie znajduje upodobania w zadawaniu cierpienia słabemu człowiekowi. Jego słowa graniczą miejscami z bluźnierstwem. Ale nim nie są. Różnią się od bluźnierstwa tym, że bluźnierstwo zawiera w sobie osądzenie Boga, Hiob natomiast prowadzi z Bogiem żywy spór i z uporem, z natarczywością pyta i domaga się odpowiedzi od Boga. Za to go potem Bóg pochwali zgodnie z tym, co powiedział przez usta proroka Izajasza:

Chodźcie i spór ze Mną wiedźcie! – mówi Pan. Choćby wasze grzechy były jak szkarłat, jak śnieg wybieleją; choćby czerwone jak purpura, staną się jak wełna (Iz 1,18).

Jeżeli człowiek rzeczywiście pragnie odnaleźć odpowiedź na pytanie, musi prawdziwie pytać i szukać. Księga Hioba ukazuje różnicę między prawdziwym pytaniem i szukaniem oraz fałszywymi odpowiedziami, jakie Hiob słyszy od swoich przyjaciół. Refleksja nad tym jest bardzo ważna dla naszego życia duchowego. Nie będziemy jej tutaj wprowadzać. Zwróćmy jedynie uwagę na jedną ogólną zasadę: Hiob w swoich pytaniach wychodzi od osobistego doświadczenia życia i stara się je konfrontować z samym Bogiem. Jest w tym konsekwentny i nie boi się zadawać nawet najtrudniejszych pytań, pozostając jednak stale w postawie słuchania odpowiedzi. Jak wiemy z dalszej części księgi, otrzymuje ją na końcu. Jego przyjaciele inaczej: oni szukają zasad, a właściwie je znają i poprzez nie osądzają. I właśnie za to zostają przez Boga potępieni. Nie otwierają się bowiem na prawdę, która się ukazuje w życiu, ale chcą ją posiadać i dlatego trzymają się kurczowo zasad.

Księga Hioba nie daje jednak pełnej odpowiedzi na pytania zadawane przez Hioba. Właściwie mówi jedynie to, co dzisiaj odnajdujemy w pierwszym czytaniu:

Człowiek swej drogi jest nieświadomy, Bóg sam ją przed nim zamyka (Hi 3,23).

Odsłania się ona dopiero w osobistym spotkaniu z Bogiem twarzą w twarz. Nie da się jej zatem przekazać językiem ogólnych zasad, prawd uniwersalnych. Co zatem pozostaje człowiekowi? Zawierzenie Bogu, wiara w Jego dobroć i zatroskanie o własny los.

Prawdziwą odpowiedzią na pytania Hioba staje się dopiero Jezus z Nazaretu. On nie tyle udziela odpowiedzi słowami, ile raczej sam tą odpowiedzią się staje jako żywe Słowo Boże. W Ewangelii czytamy:

Gdy dopełnił się czas wzięcia Jezusa [z tego świata], postanowił udać się do Jerozolimy (Łk 9,51).

Wiemy, po co udał się do Jerozolimy. Gdyby chcieć streścić odpowiedź Boga na ludzkie pytanie o cierpienie i jego sens, o istniejącą niesprawiedliwość…, to jest nią właśnie Jezus w swoim posłuszeństwie.

Na pytanie: „Co Bóg wobec cierpienia i niesprawiedliwości?!” można powiedzieć: „Bierze krzyż i idzie na mękę i śmierć”.

I to jest prawdziwa pełna odpowiedź. Jej dopełnieniem będzie zmartwychwstanie. Właśnie po to, by udzielić tej odpowiedzi na ludzkie egzystencjalne pytania, idzie Pan Jezus do Jerozolimy. Pan Jezus zapowiedział kilkakrotnie, co się z Nim stanie, choć uczniowie tego nie rozumieli, a bali się Go zapytać.

Udzielając takiej odpowiedzi, Pan Jezus wyrzeka się jednocześnie jakiejkolwiek przemocy. Zakazuje również swoim uczniom spuszczania ognia na niegościnnych Samarytan. Nawet jeżeli spotykają zło, to trzeba je zostawić aż do czasu żniwa, jak to powiedział w jednej z przypowieści. To miłosierdzie Boga wobec ludzi źle postępujących, zgodnie z nauką Jezusa o miłości nieprzyjaciół, jest przyczyną braku interwencji Boga wobec dziejącego się na ziemi zła. Boli nas ono bardzo. Ale pomyślmy: Gdyby Bóg rzeczywiście od razu karał złe czyny, któż z nas samych by się ostał do dzisiaj?! Miłosierdzie względem źle postępujących jest miłosierdziem wobec nas samych. Jest cierpliwością Boga wobec nas, Jego ufnością, jaką miał ogrodnik z przypowieści względem nierodzącego drzewa, kiedy jeszcze raz postanowił je pielęgnować i obłożyć nawozem, oczekując z niego dobrych owoców.

Postawa Jezusa ukazuje zatem z jednej strony niezmierną Bożą cierpliwość i ufność względem nas, z drugiej uczy nas jej wobec siebie nawzajem. Nie można bowiem starać się o zbawienie samego siebie bez pamiętania o naszych braciach, którzy być może teraz błądzą i czynią to, co złe. W naszym życiu chodzi o coś więcej niż tylko o nasze indywidualne zbawienie. Jesteśmy zaproszeni do udziału w Bożym wysiłku zbawienia wszystkich ludzi i całego świata. Dlatego i my mamy brać swój krzyż i iść za Chrystusem.

—————————-

Dorothy L. Sayers: Niezależnie od tego, jakim powodem kierował się Bóg, kiedy postanowił stworzyć człowieka takim jakim jest – poddanemu ograniczeniom, cierpieniu i śmierci – był On uczciwy i odważny, aby samemu wypić ten kielich. Niezależnie od tego, w jaką grę Bóg gra ze swoim stworzeniem, dostosował się On do swoich zasad i zagrał uczciwie. Stwórca nie może wymagać niczego od człowieka, czego nie wymagał od Siebie. Przeszedł On przez całe ludzkie doświadczenie, od zwyczajnych irytacji życia rodzinnego, ciężkiej pracy i braku pieniędzy po najgorszy horror cierpienia i upokorzenia, porażki, rozpaczy i śmierci. Kiedy Bóg był człowiekiem, to był nim do końca. Został narodzony w biedzie i zginął hańbiącą śmiercią [Esej „The greatest drama ever staged”].

http://ps-po.pl/ksiega-hioba-ukazuje-roznice-miedzy-prawdziwym-pytaniem-i-szukaniem-oraz-falszywymi-odpowiedziami-30-wrzesnia-2014/

World-Religions-Ad

G.K. CHESTERTON – „CZŁOWIEK WIEKUISTY”

Człowiek tego pokroju [co Chrystus], gdyby był tylko człowiekiem, byłby ze wszystkich najmniej podatny na zamroczenie taką wziętą nie wiadomo skąd ideą [ideą boskości]; zamroczenie takie jest domeną religijnego sensata, który oszukuje samego siebie. Problemu tego nie można uniknąć nawet przez zaprzeczenie, jakoby Chrystus zgłaszał podobne roszczenia. O żadnym innym człowieku tego rodzaju, o żadnym proroku ani filozofie tego samego intelektualnego kalibru nie można by nawet powiedzieć żartem, że zgłaszał podobne roszczenia.

Nawet gdyby Kościół nie zrozumiał, o co Chrystusowi chodziło, byłoby przecież prawdą, że żadna historyczna tradycja poza Kościołem nigdy nie popełniła takiej pomyłki.

Mahometanie nie zrozumieli Mahometa opacznie i nie przypuszczali, że jest on Allachem. Żydzi nie poddali błędnej interpretacji słów Mojżesza i nie utożsamiali go z Jahwe. Dlaczego zatem to jedno roszczenie miałoby zostać wyolbrzymione, skoro podobnego do niego nikt inny nigdy nie zgłaszał? Nawet gdyby chrześcijaństwo było jedną wielką uniwersalną pomyłką, to i tak byłaby to pomyłka wyjątkowa jak Wcielenie.

Celem tej książki jest ukazanie fałszywości niektórych mglistych i pospolitych założeń, i oto być może doszliśmy do najbardziej fałszywego z nich. Na całym świecie krąży wśród ludzi coś w rodzaju przekonania, że wszystkie religie są równe, bo wszyscy założyciele religii byli rywalami; że wszyscy walczyli o tę samą gwiaździstą koronę. Jest to przekonanie całkowicie fałszywe. Roszczenie sobie praw do tej korony jest w rzeczywistości bardzo rzadkie, by nie rzec, wyjątkowe. Mahomet nie zgłaszał go bardziej od Micheasza albo Malachiasza, Konfucjusz nie zgłaszał go bardziej niż Platon czy Marek Aureliusz, Budda nigdy nie twierdził, że jest Brahmą. Zaratustra nie twierdził, że jest bardziej Ormuzdem niż Arymanem.

Prawda jest taka, że zwykle rzeczy toczą się tak, jakbyśmy się spodziewali ze zdroworozsądkowego, a na pewno z chrześcijańskiego punktu widzenia. To znaczy dokładnie odwrotnie niż w powszechnym mniemaniu. W zwykłych warunkach im większy człowiek, tym mniej prawdopodobne wydaje się zgłaszanie przez niego tak absolutnego roszczenia. Poza wyjątkiem, który tu rozpatrujemy zgłasza je wyłącznie jeden typ człowieka, i to człowieka bardzo małego; typ skrytego egocentryka opanowanego przez monomanię. Nikt nie może sobie wyobrazić Arystotelesa twierdzącego, że jest zstępującym z nieba ojcem bogów i ludzi, chociaż można sobie wyobrazić jakiegoś szalonego rzymskiego cesarza w rodzaju Kaliguli, który w jego, a jeszcze prawdopodobniej we własnym imieniu, zgłasza tego typu roszczenia. Nikt nie może sobie wyobrazić Shakespeare’a twierdzącego, że jest bogiem literatury, chociaż można sobie wyobrazić, że jakiś zwariowany amerykański fiksat znalazłby takie stwierdzenie zaszyfrowane w dziełach Shakespeare’a, a jeszcze prawdopodobniej w swoich własnych. Od czasu do czasu można spotkać ludzi zgłaszających to wybitnie nadludzkie roszczenie. Można ich spotkać w szpitalach wariatów, w wyściełanych celach, być może w kaftanach bezpieczeństwa. Ale znacznie ważniejsze niż los, jaki ich spotyka w naszym bardzo materialistycznym społeczeństwie na mocy bardzo prowizorycznych i niedoskonałych praw o niepoczytalności, jest to, że typ człowieka, który jest zazwyczaj dotknięty tego rodzaju szaleństwem, to typ chory i cierpiący na przerost wyobraźni; ograniczony, a jednocześnie nadęty i monstrualnie patologiczny. Posługując się dość nieszczęśliwą metaforą, mówimy o szaleńcu, że brak mu piątej klepki; w pewnym sensie ma on tych klepek za dużo. Można by raczej powiedzieć, że ma on głowę zabitą deskami; nie ma w niej dość szpar, żeby ją przewietrzyć. Ta niemożność wpuszczenia dziennego światła w głąb urojenia ukrywa czasem i przysłania urojenie boskości. Można je znaleźć nie wśród proroków czy mędrców albo założycieli religii, ale wśród najnikczemniejszej odmiany wariatów. I właśnie w tym miejscu nasz dowód staje się wyjątkowo interesujący; okazuje się bowiem, że udowadnia zbyt wiele.

Nikt nie podejrzewa, że Jezus z Nazaretu był tego rodzaju osobą. Żaden współczesny krytyk przy zdrowych zmysłach nie uważa, że głosiciel Kazania na Górze był odrażającym, głupkowatym imbecylem, który mógłby zajmować się gryzmoleniem gwiazd na ścianach swojej celi. Żaden ateista ani bluźnierca nie wierzy, że autor przypowieści o synu marnotrawnym był potworem z jedną chorobliwą myślą, niczym cyklop z jednym okiem w głowie. Według wszelkiej historycznej metody krytyki trzeba uznać, że w hierarchii ludzkich istot należy Mu się wyższe miejsce. Ale zgodnie z wszelkimi dostępnymi analogiami tak naprawdę możemy tylko postawić Go najniżej albo przyznać mu miejsce najwyższe ze wszystkich.

W gruncie rzeczy ci, którzy mogą przyjąć tę prawdę (tak jak ja ją hipotetycznie przyjmuję) w sposób chłodny i bezstronny, muszą zmierzyć się z najdziwniejszym i najciekawszym problemem człowieczeństwa. Jest to problem tak niezwykle interesujący, że bardzo bym chciał, aby niektórzy z nich, niejako w duchu bezstronności, przetworzyli ów skomplikowany problem człowieczeństwa w coś w rodzaju czytelnego portretu człowieka. Jeśli Chrystus był jedynie istotą ludzką, to musiał być istotą o bardzo skomplikowanym i sprzecznym charakterze. Łączył w sobie bowiem dwie cechy leżące na przeciwnych biegunach ludzkiej różnorodności. Był dokładnie tym, kim nigdy nie mógłby być człowiek cierpiący na urojenia: był bardzo mądry, był bardzo dobrym sędzią. To, co mówił, było zawsze niespodziewane, ale zawsze niespodziewanie wielkoduszne i często niespodziewanie umiarkowane. Weźmy na przykład wydźwięk przypowieści o chwaście i pszenicy. Jest ona połączeniem zdrowego rozsądku i wnikliwości. Nie ma w niej natomiast nic z prostego myślenia szaleńca. Nie ma w niej nawet nic z prostego myślenia fanatyka. Mógłby ją opowiedzieć stuletni filozof na zakończenie stulecia utopii. Nie ma nic, co byłoby dalsze od zdolności wybiegania wzrokiem ponad i poza oczywistość niż przypadek skupionego na sobie maniaka z jednym czułym punktem w głowie.

Naprawdę nie mam pojęcia, jak te dwie cechy osobowości mogłyby zostać połączone w przekonujący sposób poza tym zdumiewającym sposobem, w jaki łączy je doktryna chrześcijańska. Dopóki nie zaakceptujemy tego faktu w pełni po prostu jako faktu, choćby nie wiem jak niezwykłego, wszystkie przybliżenia będą go tak naprawdę coraz bardziej od nas oddalać. Bóstwo jest dość wielkie, by mogło być boskie; jest też dość wielkie, by mogło nazywać się boskim. Ale człowieczeństwo w miarę wzrastania staje się coraz mniej skłonne do składania takich deklaracji. Bóg jest Bogiem, jak mówią muzułmanie. Wielki człowiek wie jednak, że nie jest Bogiem, a im jest większy, tym lepiej to wie. Oto paradoks: wszystko, co najnormalniej w świecie zbliża się do tego apogeum, najnormalniej w świecie się od niego oddala. Sokrates, najmądrzejszy z ludzi, wie, że nic nie wie. Szaleniec może uważać się za wszechwiedzącego, a głupiec może mówić tak, jakby był wszechwiedzący. Chrystus jednak musi być wszechwiedzący w innym sensie, skoro nie tylko wie, ale także wie, że wie.

——————————-

Oczywiście ktoś zawsze może powiedzieć – jak już wspomniał GKC – że Jezus nigdy nie stawiał się w miejscu Boga. Cóż, być może i tak właśnie było. Należy jednak mieć na uwadze co najmniej trzy rzeczy:

1. Biografie Chrystusa powstały w tym samym wieku w którym żyła ta niezwykła postać. Aby zrozumieć niezwykłość tego faktu należy dokonać porównania do innych założycieli religii. Edwin Yamauchi z Uniwersytetu Miami – jeden z najlepszych specjalistów w dziedzinie historii starożytności:

“Gdy zaczyna się jakiś nowy ruch religijny, często dopiero wiele pokoleń później ludzie zaczynają spisywać związane z nim informacje. Faktem jest jednak, że posiadamy lepszą dokumentację historyczną dla Jezusa niż dla założyciela jakiejkolwiek innej starożytnej religii (…) Na przykład Gaty Zaratusztry, około 1000 lat przed Chrystusem, uważa się za autentyczne, większość z nich została spisana dopiero po trzecim wieku po Chrystusie. Nauki Buddy, który żył w szóstym wieku przed Chrystusem, zostały spisane dopiero w epoce chrześcijaństwa. Chociaż posiadamy słowa Mahometa (570-632 n.e.) w Koranie, jego biografia została napisana dopiero w roku 767, ponad wiek po jego śmierci. Dlatego sytuacja z Jezusem jest tak wyjątkowa, powiedziałbym  uderzająca, gdy weźmiemy pod uwagę jak wiele dowiadujemy się o nim z NT”.

Im krótszy odstęp czasowy pomiędzy tekstem, a wydarzeniami o których mówi, tym mniej prawdopodobne, że mija się on z prawdą (mity potrzebują czasu na rozwinięcie się). Należy tutaj także dodać fakt, że NT zawiera w sobie bardzo czystą moralność. To także sprawia, że prawdopodobieństwo [umyślnego] mijania się z prawdą autorów NT jest niewielkie. Cóż, być może pierwsi chrześcijanie źle zrozumieli Jezusa? Możliwe, lecz byli na pewno w dużo lepszej sytuacji do poprawnego zrozumienia Chrystusa niż nasi XX/XXI wieczni krytycy biblijni [mowa głównie o tych uważających, że Jezus nie uważał się za Boga].

2. Jezus wyraźniej mówi o sobie jako o Bogu głównie w Ewangelii św. Jana, która powstała najpóźniej (lata 90). W pozostałych Ewangeliach w wielu miejscach Jezus zazwyczaj pośrednio poprzez swoje słowa na to wskazuje. Patrz min. na fragmenty o: odpuszczaniu grzechu przez Jezusa, „Syn Człowieczy jest panem szabatu”, czy o tym, że przy Jezusie nie trzeba pościć (ludzie wszystkich religii pościli, aby zbliżać się do Boga), a także na całe kazanie na górze mające charakter chrystologiczny (choć Jezus nie nazwał siebie wprost Bogiem, to jasno wynika to z tego kazania, o czym wspominał min. rabin Jacob Neusner, który oczywiście nie jest chrześcijaninem). Gdyby to, że Chrystus uważał się za Boga, było wymysłem pierwszych chrześcijan, to Ewangelie synoptyczne (a także Listy św. Pawła) najpewniej dużo wyraźniej by o tym mówiły.

3. Uczniowie Buddy, Mahometa, Konfucjusza i innych nie zrobili z nich Bogów. Naśladowcy Chrystusa uważali Jezusa za Boga. Co jest w tym dziwnego? Ano to, że zrobienie w starożytności z człowieka Boga nie było niczym nadzwyczajnym. Dotyczyło to całego ówczesnego świata. Całego z wyjątkiem tego małego skrawka ziemi zwanego Palestyną. Żydzi [a NT powstał w środowisku mocno żydowskim o czym świadczą min. liczne odniesienia do ST, a także bardzo dobra znajomość kultury, obyczajów, prawa żydowskiego, jak i geografii Ziemi Obiecanej] byli jedynym monoteistycznym narodem świata, gdzie nie można było nawet wypowiadać imienia Bożego.

Zobacz może także –> https://znanichrzescijanie.wordpress.com/2014/06/23/argumenty-za-wiara42-kim-byl-jezus-chrystus-klamca-szalencem-legenda-czy-synem-bozym/

a także –> https://znanichrzescijanie.wordpress.com/2014/10/12/argumenty-za-wiara42a-ewangelie-synoptyczne-wyraznie-o-jezusie-jako-bogu/

http://www.christcovenantcullman.org/sermonnotes/notes-01-28-07.html

http://www.peterkreeft.com/topics/christ-divinity.htm

salvador-daliSalvador Dali to jeden z najsłynniejszych i najbardziej okrzyczanych artystów XX w., lansowany i wprost czczony, obok Picassa, przez tych, dla których sztuka jest największym bożkiem. Z pewnością był wielkim artystą (takiej pewności nie mam już w stosunku do Picassa). Był też postacią nieco schizofreniczną – zarazem lewakiem, skrajnym liberałem i… praktykującym katolikiem. Kiedyś z wielką szczerością, która była zawsze jego cechą, powiedział: „Od wariata różni mnie jedynie to, że ja nim nie jestem”.

Dziwakiem, oryginałem, ekscentrykiem był od najmłodszych lat. Jak napisał w swoich wspomnieniach pt. „Moje sekretne życie”, od dziecka kierowała nim żądza imponowania, dominowała w nim chęć zwrócenia na siebie, za wszelką cenę, uwagi otoczenia, mania wielkości. Pierwszy rozdział tej książki notabene nosi tytuł „Czy jestem geniuszem?”. Dali pisze w nim, że w wieku 7 lat chciał być Napoleonem. Kierując się takimi pobudkami, już w szkole wsławił się wśród kolegów między innymi tym, że skupował monety 5-centymowe, płacąc za nie po 10 centymów za sztukę, i ogłaszaniu wszystkim (gdy stracił już poważną sumę), że zarobił krocie. Kilka lat później pobił ciężko swojego kolegę, który grał na skrzypcach, i zniszczył mu instrument. Nauczyciele wybaczyli mu, gdy powiedział, że chciał wykazać wyższość malarstwa nad muzyką.

Im później, tym było gorzej. Wyrzucano go z kolejnych szkół, również z Akademii Sztuk Pięknych. W jego życiu skandal gonił skandal. Świat zaś – czy jak kto woli, to co nazywa się „tym światem” – wybaczał mu wszystko. Kilka tylko rzeczy i spraw było w jego życiu – w opinii „tego świata” – nie do wybaczenia: jego obrazy religijne (między innymi „Ostatnia Wieczerza” i „Ukrzyżowanie” – na tym obrazie widać Chrystusa oczami Boga Ojca – z góry – ten obraz zapewne wpłynął na ostatnie sceny „Pasji” Mela Gibsona) oraz jego słowa na temat Boga, wiary, katolicyzmu i roli, jaką spełni w przyszłości.

Warto się na nie powołać. Pewnego dnia powiedział:

„Pomiędzy tyloma rzeczami, które pozostaną dla nas na zawsze tajemne i niezgłębialne, jedna tylko prawda nie przestaje błyszczeć z równą siłą i wielkością: żadne z filozoficznych, moralnych, estetycznych czy biologicznych odkryć nie pozwala zanegować Boga. Co więcej, świątynia, której mury wzniosły nauki szczegółowe, nie może mieć innego dachu prócz Boskiego nieba”.

Gdy zdał sobie sprawę, iż coś złego dzieje się z Europą, napisał, że to musi się skończyć wielkim kataklizmem, z którego „wyłoni się Europa zubożała”, a „ratunek jej będzie” w „tradycji katolickiej”.

Stanisław Krajski, „Nasz Dziennik” 2006-09-28

486143_325724630862931_1626620219_n

Seria „ARGUMENTY ZA WIARĄ” ma na celu pokazanie, że chrześcijaństwo i ogólnie wiara w Boga nie jest czymś co wymaga całkowitego wyłączenia myślenia. Cykl ten może nie da niezbitego 100% dowodu na istnienie Boga (nie taki jest jego cel), lecz powinien sprawić, aby przynajmniej niektóre osoby niewierzące zmieniły swoją postawę z bezmyślnego wyśmiewania chrześcijaństwa w założenie, że „być może coś w tym jest”. Z kolei osoby już wierzące być może wzmocnią swoją wiarę po kolejnych wpisach z tej serii.

space1

Jeszcze sto pięćdziesiąt lat temu nasza znajomość cywilizacji Bliskiego Wschodu była niepomiernie uboższa. Dopiero w połowie XIX w. archeologowie angielscy odkryli w ruinach Niniwy, dawnej stolicy Asyrii, ogromną bibliotekę króla Assurbanipala (668–627 r. p.n.e.). Znaleziono tam ok. 25000 tabliczek glinianych, pokrytych pismem klinowym. Pozwoliły one nam poznać wielkie poematy mitologiczne, mówiące także o początkach świata i człowieka. Biblioteka jest z VII w., ale niektóre z odkrytych w niej poematów pochodzą z czasów znacznie dawniejszych. Okazało się tymczasem, że pojawia się w nich wiele motywów i tematów znanych nam dotychczas tylko z Biblii. Pierwsze wrażenie było ogromne. Czyżby Biblia powtarzała jedynie to, co inni dużo wcześniej wymyślili? Trzeba było długich lat badań i wiele głębszego wniknięcia w całą literaturę blisko­wschodnią (w tym również w poznawane coraz lepiej teksty egipskie), by ocenić właściwie dzieło autorów hebrajskich, by nie tylko zrozumieć, że znali oni dobrze mitologiczną tradycję swoich sąsiadów, lecz także dojrzeć, w jaki sposób wybierali z niej cegiełki na własny użytek, budując z nich dzieło własne i zadziwiająco oryginalne.

U naszego P, kapłańskiego autora Rdz 1,1 – 2,4a, odnajdujemy bez trudu echa wielkiego poematu na cześć Marduka, głównego boga Babilonu. Pierwsze słowa tego poematu brzmią Enuma elisz („Kiedy w górze”) i one też pełnią rolę tytułu. Wszystko zaczyna się w czasach, kiedy nie było jeszcze niczego, bo nic nie otrzymało jeszcze imienia (a imię w tym świecie zawiera w sobie istotę każdej rzeczy, tak że to, co nie ma imienia, po prostu nie istnieje). Rozciągały się tylko szeroko niezmierzone połacie wód, wód słodkich i życiodajnych, które były zarazem prabogiem Apsu, oraz wód słonych, groźnych i niszczycielskich (jak morze zalewające nieraz uprawne ziemie Mezopotamii), które były zarazem praboginią Tiamat.

Kiedy w górze nieba nie były jeszcze nazwane, kiedy w dole ziemia nie miała imienia, kiedy pradawny Apsu, który spłodził bogów, kiedy Tiamat, która ich wszystkich zrodziła, mieszali bez rozróżnienia swoje wody, kiedy trzcin na bagnach jeszcze nie widziano, kie­dy nie pojawił się jeszcze żaden z bogów, bo nie otrzymali imienia ani wyznaczonego im losu, wtedy to narodzili się bogowie z łona Apsu i Tiamat…

W poemacie tym, podobnie zresztą jak i w całej mitologii, nie tylko bliskowschodniej, lecz również greckiej, kosmogonia jest jednocześnie teogonią, czyli, mówiąc inaczej, narodziny wszechświata są zarazem narodzinami bogów. A właściwie: narodziny bogów zawarte są w kształ­towaniu wszechświata, bogowie nie istnieją poza nim, ale i wszechświat „staje się” dzięki ich narodzinom. Enuma elisz wyś­piewuje cały łańcuch kolejnych związków między bogami, kolejnych, niezliczonych narodzin. Wreszcie młodzi bogowie buntują się i zabijają starego Apsu. Tiamat wypowiada im wówczas srogą wojnę, wydając ze swego łona straszliwe potwory. Zagrożeni zwracają się do jednego z najmłodszych, lecz i najpotężniejszego w swoim gronie, do Marduka. I on podejmuje się pokonać Tiamat, ale pod warunkiem, że po zwycięstwie zostanie królem nad całym światem i nad wszystkimi bogami. Poemat opiewa następnie walkę, zwycięstwo i chwałę Marduka.

Enuma elisz jest długim poematem, obejmuje aż siedem tabliczek, po około 150 wierszy każda. W czwarty dzień świąt Nowego Roku główny kapłan Marduka w Babilonie stawał przed posągiem swego boga i z podniesioną ręką wygłaszał, a może raczej wyśpiewywał, wiersz po wierszu, cały Enuma elisz. A miało to znaczenie dużo większe, niż nam by się to mogło wydawać. Każde bowiem święto Nowego Roku odnawiało niejako i aktualizowało owe zwycięstwo sprzed początku czasów, odniesione nad siłami chaosu uosobionymi w Tiamat, która mimo wszystko nadal pozostawała w jakiś sposób groźna.

W VI w. synom Izraela, żyjącym na wygnaniu w Babilonie Marduk musiał wydawać się bardzo potężny. Przecież król Babilonu nie tylko zdobył Jerozolimę i uprowadził do niewoli jej króla, lecz nawet zburzył Świątynię Jahwe. To ostatnie było najstraszniejsze, dla wszystkich wokół stanowiło bowiem niepodważalny dowód, że Marduk jest silniejszy od Jahwe!* Monoteizm żydowski nie był jeszcze w tym czasie ani tak nieugięty, ani tak jasno wykrystalizowany, jak sobie to zazwyczaj wyobrażamy. Był też zjawiskiem całkiem wyjątkowym. Nic też dziwnego, że wielu synów narodu wybranego ulegało często pokusie oddawania kultu także innym bogom. A cóż dopiero w Babilonii, gdzie kulty te były także świetne, barwne i pełne życia, gdzie Jahwe zdawał się ginąć w cieniu Marduka… I właśnie tu kapłani Izraela podjęli trud przemyślenia i ponownego odczytania całej historii swego ludu aż od samych początków, od pradziejów świata.

Jeden z tych kapłanów jest autorem pierwszej stronicy Biblii. Można odgadywać, że kiedy pisał swój hymn na cześć Jedynego (bo hymnem jest to, co napisał), miał przed oczami – jeśli nie ciała, to przynajmniej duszy – owego kapłana Marduka, recytującego w święto Nowego Roku Enuma elisz. Chciał mu się może w ten sposób przeciwstawić, chciał pokazać Boga Izraela jako prawdziwego Stwórcę i Władcę wszechświata. By to uczynić, nie wahał się sięgać po najróżniejsze materiały z literatury świata otaczającego. Oczyszczał je wszakże starannie z wszelkich śladów politeizmu w sposób, który nieraz uchodzi naszej uwadze, tak bardzośmy wszyscy, nawet nasi ateiści, nawykliśmy myśleć w kategoriach monoteizmu.

Anna Świderkówna (1925 – 2008) – polska historyk literatury, filolog klasyczny, papirolog, biblistka, tłumaczka, oblatka tyniecka; profesor Uniwersytetu Warszawskiego, popularyzatorka wiedzy o antyku i Biblii. Ponad 30 lat kierowała Katedrą Papirologii (późniejszym Zakładem Papirologii) UW.

—————————–

KLUCZOWE RÓŻNICE POMIĘDZY BIBLIJNYM OPISEM STWORZENIA A MITOLOGIĄ STAROŻYTNĄ:

1. GENESIS JEST HISTORIĄ MONOTEISTYCZNĄ, CHOĆ KSIĘGA TA POWSTAŁA W CZASACH POWSZECHNEGO POLITEIZMU.

2. BÓG NIE JEST CZĘŚCIĄ WSZECHŚWIATA/NATURY. POWSTANIE KOSMOSU NIE JEST RÓWNOZNACZNE Z POWSTANIEM BOGA/BOGÓW. ŚWIAT JEST STWORZENIEM BOGA, A WIĘC NIE NALEŻY MU SIĘ CZEŚĆ.

[dodatkowo należy dodać, że nie dość, że Żydzi nie mogli oddawać czci ciałom niebieskim itp, to w dodatku nie mieli prawa tworzyć sobie posążków Boga Jahwe, co było OGROMNIE uciążliwe i nienaturalne dla ludzi tamtych czasów + nie mogli nawet Imienia Boga wymawiać. SAMI SOBIE WYMYŚLILI TAKIEGO „NIEWYGODNEGO” BOGA?]

3. W BIBLII BÓG NIE JEST ABSOLUTEM WYDEDUKOWANYM PRZEZ MYŚL FILOZOFÓW, ANI MOCARZEM MITOLOGICZNYCH POEMATÓW. NIE MA ON ŻADNYCH RODZICÓW ANI PRARODZICÓW, ŻADNEJ GENEALOGII, NIE MA MAŁŻONKI, NIE MA NAWET DWORU. I TYM JUŻ ODRÓŻNIA SIĘ W SPOSÓB ZNACZĄCY OD WIELKIEGO MARDUKA I JEGO BOSKICH TOWARZYSZY Z ENUMA ELISZ, LECZ I OD WSZYSTKICH INNYCH BOGÓW CAŁEGO OTACZAJĄCEGO ŚWIATA. PRZYKŁADOWO: OZYRYS CZY ADONIS. WYSTARCZY RZUT OKA ŻEBY ZOBACZYĆ, ŻE TO SĄ PO PROSTU BAJKI. CO GORSZA ICH BOHATEROWIE SĄ PRAWIE ZAWSZE ZDEGENEROWANI MORALNIE, NAJPEWNIEJ DLATEGO, ŻE TWÓRCY TYCH BAJEK SAMI BYLI ZAZWYCZAJ NIE LEPSI. PORÓWNAJ TO TERAZ DO PROROKÓW ST PRZEMAWIAJĄCYCH (JAK SAMI WIELOKROTNIE PRZYPOMINALI) W IMIENIU BOGA, KTÓRZY NON STOP NAWOŁYWALI O SPRAWIEDLIWOŚĆ I POTĘPIALI BOGACZY I UCISKAJĄCYCH.

4. OPTYMISTYCZNA WIZJA POWSTANIA CZŁOWIEKA. LUDZIE SĄ PRZYCZYNĄ (A PRZYNAJMNIEJ JEDNĄ Z PRZYCZYN) DLA KTÓREJ ISTNIEJE ŚWIAT, A NIE PRZYPADKIEM POWSTAŁYM W NIECHLUBNY SPOSÓB.

5. KOBIETA I MĘŻCZYZNA SĄ SOBIE RÓWNI, CHOĆ KSIĘGA TA POWSTAWAŁA W CZASACH KIEDY TAKA RÓWNOŚĆ OCZYWIŚCIE NIE ISTNIAŁA.

6. ISTNIENIE ZADZIWIAJĄCO GŁĘBOKICH TEOLOGICZNIE PRZEKAZÓW. ZWŁASZCZA DWA: POWSTANIE CZŁOWIEKA NA OBRAZ BOŻY, A TAKŻE KOBIETA I MĘŻCZYZNA STAJĄCY SIĘ JEDNYM CIAŁEM, CO TŁUM. NA JĘZYK DZISIEJSZY NALEŻY ROZUMIEĆ JAKO JEDEN ORGANIZM/ISTOTĘ LUDZKĄ.

* BABILON był nieporównywalnie potężniejszy od narodu żydowskiego. Marduk miał dużo więcej wyznawców niż Bóg Izraelitów. Gdzież jest jednak dzisiaj Marduk i jego wyznawcy? A gdzież Babilon? Żydzi natomiast wciąż istnieją (pomimo tylu prześladowań i rozproszeń). Chrześcijanie z kolei (będący niejako spadkobiercami Izraelitów w ich kulcie) żyją na całym świecie, dosłownie w każdym kraju globu. Żeby tego było mało wszystko to było przepowiedziane przez Boga w Biblii co najmniej w VI wieku p.n.e. Przez ciebie będą otrzymywały błogosławieństwo ludy całej ziemi (Rdz 12:3) rzekł Bóg do Abrahama. A w innym natomiast miejscu:

To zbyt mało, iż jesteś Mi Sługą dla podźwignięcia pokoleń Jakuba i sprowadzenia ocalałych z Izraela! Ustanowię cię światłością dla pogan, aby moje zbawienie dotarło aż do krańców ziemi (Iz 42:6)

A teraz pytanie (a nawet dwa). Jakie było prawdopodobieństwo, że proroctwo o powszechności wiary na całym globie – w Boga Jahwe – zostanie wypełnione? Jakie było prawdopodobieństwo, że Żydzi przetrwają do dnia dzisiejszego – zachowując kulturę, tożsamość i przede wszystkim religię –  skoro tyle dużo potężniejszych ludów wyginęło? Zwłaszcza, że żaden naród w historii świata nie był tak intensywnie prześladowany jak Izraelici.

http://ps-po.pl/rola-mitow-poganskich-w-ksiedze-rodzaju/

Seria „ARGUMENTY ZA WIARĄ” ma na celu pokazanie, że chrześcijaństwo i ogólnie wiara w Boga nie jest czymś co wymaga całkowitego wyłączenia myślenia. Cykl ten może nie da niezbitego 100% dowodu na istnienie Boga (nie taki jest jego cel), lecz powinien sprawić, aby przynajmniej niektóre osoby niewierzące zmieniły swoją postawę z bezmyślnego wyśmiewania chrześcijaństwa w założenie, że „być może coś w tym jest”. Z kolei osoby już wierzące być może wzmocnią swoją wiarę po kolejnych wpisach z tej serii.

god-touches-adam

Skorzystajmy z okazji, żeby sobie przypomnieć, jak ważne prawdy przekazuje nam ten pozornie naiwny opis stworzenia człowieka, jaki znajduje się w Piśmie Świętym. Otóż zupełnie rewolucyjna, w porównaniu do różnych mitów pogańskich, jest tu prawda, że stworzeniem człowieka zajął się sam Bóg. Przypomnijmy sobie mnogość mitów greckich o początkach człowieka, a w żadnym z nich ludzie nie odważali się nawet pomyśleć o tym, że sam Bóg najwyższy mógłby postanowić nasze pojawienie się na tym świecie. Pierwszego człowieka ukształtował – według jednego mitu – Hefajstos, według innego – Prometeusz. Według jeszcze innego mitu pierwsi ludzie urodzili się z kamieni, jakie rzucali za siebie tytani Deukalion i Pyrra. Istnieje nawet taki szczególnie pesymistyczny mit, według którego pierwsi ludzie wyrośli z zasadzonych w ziemi zębów smoka, czyli z czegoś najbardziej odrażającego co się da pomyśleć.

Tymczasem biblijny opis stworzenia człowieka przeniknięty jest dogmatem, że człowiek jest tym Bożym stworzeniem, na którym spoczęła szczególna miłość Boga. Opis przekazuje nam to w ten sposób, że nie tylko sam Bóg powołał człowieka do istnienia, ale jego stworzeniu poświęcił szczególnie wiele uwagi.

Co więcej, w tym pozornie naiwnym opisie znalazł się głęboki teologicznie przekaz, że człowiek został stworzony na obraz i podobieństwo samego Boga.

Jeszcze więcej odsłonił nam ten prosty tekst biblijny, kiedy bibliści odkryli jego odniesienia do babilońskiego mitu o powstaniu człowieka. Mianowicie według poematu „Enuma Elisz” pierwsi ludzie zostali ukształtowani z krwi sprzyjającego smokowi Tiamat boga Kingu (według innej wersji, z gliny zmieszanej z krwią tego boga). Od razu widzimy skrajnie pesymistyczną ideę tego mitu: ludzie to takie nieszczęsne istoty, które już od samego początku są przeniknięte ciemnością i chaosem. Myślę, że teoria ewolucyjnego pochodzenia człowieka, jeśli ją połączyć z materialistycznym dogmatem o rzekomo czysto zwierzęcej naturze człowieka, ma sporo pokrewieństwa z tym babilońskim mitem. W innym języku wyraża to samo przeświadczenie, jakoby niemoralność i duchowy chaos były w człowieku pierwotne w stosunku do tego wszystkiego, co w naszym własnym człowieczeństwie uważamy za najcenniejsze.

Jakżeż jasna i radosna jest na tle mitu babilońskiego prawda biblijna: Sam Bóg stworzył człowieka! A stworzył dlatego, że chciał nam udzielić podobieństwa do samego Siebie! Kiedy zaś stworzył, nie miał najmniejszej wątpliwości, że „wszystko, co uczynił, było bardzo dobre” (Rdz 1,31)! Z ręki Stwórcy człowiek wyszedł bowiem jako święty i bezgrzeszny, grzech pojawił się w nas dopiero później, z naszej winy, choć nie bez wpływu grzechu popełnionego w świecie stworzeń wyższych od człowieka (Rdz 3,1-6).

Obraz Boga lepiącego człowieka z gliny wydaje się wielu ludziom naiwny. A oto jakie głębie dostrzegł w tym obrazie święty Ireneusz (w roku mniej więcej 180!): „Bóg ukształtował człowieka własnymi rękami, to znaczy przez Syna i Ducha Świętego… i wycisnął na ukształtowanym ciele własną formę, w taki sposób, aby nawet to, co widzialne, miało Boski kształt”.

EWOLUCJA MÓWI NAM, ŻE CIAŁO CZŁOWIEKA POWSTAŁO Z ZIEMI/MATERII NIEOŻYWIONEJ. BIBLIA TEMU NIE PRZECZY.

Natomiast ten szczegół opisu biblijnego, że człowiek został ukształtowany z ziemi, przypominał nauczycielom Kościoła, że człowiek jest częścią przyrody i jako taki został szczególnie wezwany do tego, żeby być kapłanem wszystkich stworzeń nierozumnych, powołanym do oddawania Bogu chwały w imieniu całej ziemi i wręcz całego kosmosu. Zarazem Ojcowie Kościoła wciąż przypominali o tym, że człowiek jest kimś więcej niż częścią przyrody, bo przecież w glinę jego ciała sam Bóg tchnął ducha.

Z niezliczonych świadectw patrystycznych na ten temat przytoczę tu dwa. Święty Ambroży (+397) pisze na temat duszy człowieka mniej więcej to samo, o co tak wyraźnie dopominał się Pius XII, kiedy w encyklice „Humani generis” wskazywał na możliwość pogodzenia teorii ewolucji z wiarą w Boga Stwórcę.

„Oczywista rzecz – wyjaśnia Ambroży w swoim dziełku pt. O dobrach przynoszonych przez śmierć, 38 – iż dusza nie umiera razem z ciałem, bo nie jest z ciała, jak o tym w wielu miejscach poucza Pismo. Albowiem Adam [bezpośrednio] od Pana Boga naszego otrzymał ducha życia i stał się człowiekiem, istotą żyjącą”.

Wypowiedź świętego Cypriana (+258) przytaczam głównie dlatego, że stanowi ona niezwykle oryginalne odczytanie prośby Bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi: „Skoro mamy ciało z ziemi, a ducha z nieba, i modlimy się, (znaczy to, że) sami jesteśmy ziemią i niebem, toteż modlimy się, by w obydwóch, to znaczy w ciele i w duchu spełniała się wola Boga” (O Modlitwie Pańskiej, 16).

Dokładnie to samo, w języku nam współczesnym, przypomniał Jan Paweł II, właśnie w owym przesłaniu z października 1996 na temat teorii ewolucji, które tak Pana poruszyło. Mówi tam Ojciec Święty, że niektóre teorie ewolucji „są nie do pogodzenia z chrześcijańską antropologią”, te mianowicie, w których „ducha ludzkiego uważa się za stworzonego przez siły materii ożywionej lub też jako zwykły epifenomen tej materii. Są one nie do pogodzenia z prawdą o człowieku, są one również niezdolne do określenia godności osoby ludzkiej” (Biuletyn KAI, 1996 nr 44 s.17). [o. Jacek Salij]

csl krok w ewolucji został juz zrobionyhttp://www.opoka.org.pl/biblioteka/T/TD/praca_nad_wiara/stworzenie.html# — grafika z https://www.facebook.com/templumchristi

ZOBACZ–> https://znanichrzescijanie.wordpress.com/2014/11/27/argumenty-za-wiara50a-czlowiek-zostal-stworzony-na-obraz-boga/

A TAKŻE–> https://znanichrzescijanie.wordpress.com/2014/12/27/argumenty-za-wiara50b-pesymizm-enuma-elisz-i-atrahasis/

Seria „ARGUMENTY ZA WIARĄ” ma na celu pokazanie, że chrześcijaństwo i ogólnie wiara w Boga nie jest czymś co wymaga całkowitego wyłączenia myślenia. Cykl ten może nie da niezbitego 100% dowodu na istnienie Boga (nie taki jest jego cel), lecz powinien sprawić, aby przynajmniej niektóre osoby niewierzące zmieniły swoją postawę z bezmyślnego wyśmiewania chrześcijaństwa w założenie, że „być może coś w tym jest”. Z kolei osoby już wierzące być może wzmocnią swoją wiarę po kolejnych wpisach z tej serii.

adam-and-eve

Typową ilustracją ważności tej zasady jest historia interpretacji opowiadania o stworzeniu kobiety (2,21–23). Chyba żadne inne wersety Biblii nie stały się źródłem tylu żartów, mniej lub więcej wybrednych dowcipów, rysuneczków, karykatur itp. Grzęźniemy w niezrozumiałej dla nas warstwie słownej tekstu, nie dostrzegając w ogóle jego sensu. Można by sądzić, że Bóg występuje tutaj w roli chirurga, który najpierw daje pacjentowi narkozę, by następnie wyciąć mu żebro. W końcu robi jednak coś, czego najlepszy nawet chirurg dokonać nie potrafi: z jednego żebra „buduje” całą kobietę.

Otóż ów „głęboki sen”, w jaki zostaje pogrążony mężczyzna (sen taki spotykamy jeszcze i gdzie indziej w Biblii), oznacza przede wszystkim, że to, co się stanie za chwilę, dzieje się całkowicie poza świadomością człowieka. Kiedy się obudzi, ujrzy przed sobą kobietę, nie mając pojęcia, skąd się ona wzięła. Wie jednak od razu, że właśnie w niej znajduje swoje dopełnienie. Woła więc z ogromną radością: Ta dopiero jest kością z moich kości i ciałem z mego ciała! Jest to stwierdzenie najbliższego pokrewieństwa, a nawet równości. W podobny sposób przemówią do króla Dawida zgromadzeni w Hebronie przedstawiciele wszystkich pokoleń Izraela: Oto myśmy kości twoje i ciało (2 Sm 5,1). I ta właśnie prawda zawarta jest w obrazie budowania kobiety z kości wyjętej z ciała mężczyzny. Nie bardzo wprawdzie wiadomo, dlaczego musiało to być żebro. Niektórzy badacze upatrują w tym okruch prastarej tradycji, sięgającej nawet III tysiąclecia, w języku Sumerów bowiem ti znaczy zarówno żebro, jak i życie. Jest to jednak przypuszczenie niezbyt pewne.

Mężczyzna wita kobietę nie tylko jako odpowiednią dla siebie pomoc, tę, która pozwala mu w pełni zrealizować siebie, lecz także jako takiego samego, jak on, człowieka. Jeśli poprzednio skłonni byliśmy dziwić się tam, gdzie w rzeczywistości nie było powodów do zdziwienia, tu z kolei nie znajdujemy zazwyczaj nic dziwnego. A przecież Jahwista żył w świecie, gdzie kobieta nie była bynajmniej uważana za człowieka równego mężczyźnie, lecz bardzo często po prostu za jego niewolnicę. Autor biblijny będzie zatem szukał wyjaśnienia tego stanu w opowieści o błędnym wy­borze i grzechu pierwszych ludzi. Na początku wszakże pragnie podkreślić, że w zamyśle Boga Stwórcy kobieta i mężczyzna są sobie równi.

Dlatego to mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swoją żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem (2,24).

Hebrajskie słowo ba­sar („ciało”) ma jednak znaczenie o wiele szersze niż jego polski odpowiednik i nie przeciwstawia się duszy czy duchowi, wskazując przede wszystkim na ziemskie uwarunkowanie człowieka. Koniec przytoczonego wyżej zdania można by przetłumaczyć: „Stają się jedną istotą ludzką”. Jest w tych słowach pełna afirmacja związku mężczyzny i kobiety we wszystkich jego wymiarach, tak fizycznym, jak i duchowym.

Anna Świderkówna (1925 – 2008) – polska historyk literatury, filolog klasyczny, papirolog, biblistka, tłumaczka, oblatka tyniecka; profesor Uniwersytetu Warszawskiego, popularyzatorka wiedzy o antyku i Biblii. Ponad 30 lat kierowała Katedrą Papirologii (późniejszym Zakładem Papirologii) UW.

http://ps-po.pl/kobieta-i-mezczyzna/

Seria „ARGUMENTY ZA WIARĄ” ma na celu pokazanie, że chrześcijaństwo i ogólnie wiara w Boga nie jest czymś co wymaga całkowitego wyłączenia myślenia. Cykl ten może nie da niezbitego 100% dowodu na istnienie Boga (nie taki jest jego cel), lecz powinien sprawić, aby przynajmniej niektóre osoby niewierzące zmieniły swoją postawę z bezmyślnego wyśmiewania chrześcijaństwa w założenie, że „być może coś w tym jest”. Z kolei osoby już wierzące być może wzmocnią swoją wiarę po kolejnych wpisach z tej serii.

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERACZŁOWIEK CZUJE, ŻE JEŻELI BÓG ISTNIEJE TO MUSI BYĆ CZYMŚ WIĘCEJ NIŻ OSOBĄ

W dzisiejszych czasach niemało ludzi stwierdza: „Wierzę w Boga, ale nie w Boga osobowego”. Ludzie ci mają odczucie, że owa tajemnicza istota, leżąca u podstaw wszystkiego, musi być czymś więcej niż osobą. Chrześcijanie właściwie zgadzają się z tym — i jako jedyni proponują pewne wyobrażenie tego, czym może być istota wykraczająca poza ramy osobowości. Wszyscy inni, choć twierdzą, że Bóg jest więcej niż tylko osobą, w istocie myślą o Nim jako o kimś nieosobowym, to jest jako o czymś mniej niż osoba.

Jeśli jednak szukasz czegoś ponadosobowego, czegoś więcej niż osoba, to nie wchodzi tu w rachubę wybór pomiędzy ideą chrześcijańską i pozostałymi. Idea chrześcijańska nie znajduje swego konkurenta.

Jeszcze inni ludzie sądzą, że po tym życiu, a być może po kilku kolejnych egzystencjach, dusze ludzkie zostają „wchłonięte” przez Boga. Gdy jednak próbują wyjaśnić, o co im chodzi, wygląda na to, że nasze wchłonięcie w Boga wyobrażają sobie na podobieństwo jednej rzeczy materialnej wchłanianej w drugą. Ludzkie życie porównują do kropli wody wpadającej do morza. Ale to oczywiście oznacza koniec kropli. Jeśli rzeczywiście przydarza się nam coś takiego, to wówczas wchłonięcie okaże się niczym innym, jak kresem istnienia. Chrześcijanie jako jedyni mają pewne pojęcie o tym, w jaki sposób dusze ludzkie mogą się stać częścią życia Bożego, a mimo to pozostać sobą — a nawet stać się sobą znacznie bardziej niż do tej pory.

Ostrzegałem, że teologia jest rzeczą praktyczną. Owo stanie się częścią Bożego życia to jedyny cel, dla którego istniejemy — a błędne wyobrażenia na ten temat utrudniają sprawę. Dlatego na kolejnych kilka minut muszę poprosić Czytelników o skupienie.

Wiemy, że w przestrzeni można się poruszać na trzy sposoby: w prawo i w lewo, w górę i w dół, albo do przodu i do tyłu. Każdy kierunek ruchu albo mieści się w jednym z tych trzech, albo też jest jakimś kompromisem pomiędzy nimi. Nazywamy to trzema wymiarami przestrzeni. Zauważ: przy użyciu tylko jednego wymiaru da się narysować jedynie linię prostą. Używając dwóch, można narysować figurę, na przykład kwadrat. Kwadrat składa się z czterech prostych linii. Teraz zróbmy kolejny krok. Posiadając trzy wymiary, można zbudować coś, co nazywamy bryłą — na przykład sześcian, coś jakby kostkę cukru czy kość do gry. Sześcian składa się z sześciu kwadratów.

Rozumiesz? Jednowymiarowy świat byłby linią prostą. W dwuwymiarowym świecie nadal mamy linie proste, ale z wielu takich linii otrzymujemy figury. W trójwymiarowym świecie nadal mamy figury, jednak kilka figur tworzy jedną bryłę. Innymi słowy, przechodząc na coraz to bardziej realne i skomplikowane poziomy, nie pozostawiasz za sobą rzeczy, które znalazłeś na poziomach prostszych — są one nadal obecne, ale w nowych połączeniach. Połączeniach, które byłyby dla ciebie niewyobrażalne, gdybyś znał tylko prostsze poziomy.

Otóż chrześcijańskie wyjaśnienie Boga opiera się na tej samej zasadzie. Poziom ludzki jest poziomem nieskomplikowanym i raczej pustym. Na poziomie ludzkim jedna osoba jest jedną istotą, a dwie osoby to za każdym razem dwie odrębne istoty — tak jak w dwóch wymiarach (powiedzmy na kartce) jeden kwadrat jest jedną figurą, a dwa kwadraty to zawsze dwie odrębne figury. Na boskim poziomie nadal istnieją osoby, lecz tam odkrywamy je w nowych połączeniach, których — nie żyjąc na tamtym poziomie — nie potrafimy sobie wyobrazić. W boskim wymiarze, jeśli to można tak ująć, znajdujemy Istotę, która jest trzema Osobami, choć pozostaje jedną Istotą, podobnie jak sześcian to sześć kwadratów, które mimo to pozostają jednym sześcianem. Oczywiście nie możemy w pełni pojąć takiej Istoty — podobnie jak nigdy nie umielibyśmy poprawnie wyobrazić sobie sześcianu, gdybyśmy potrafili postrzegać tylko dwa wymiary przestrzeni. Możemy jednak wyrobić sobie o niej choćby nikłe pojęcie — a wówczas po raz pierwszy w życiu zdobywamy pojęcie, choćby i nikłe, czegoś ponadosobowego — czegoś więcej niż osoba. Jest to coś, na co sami nigdy byśmy nie wpadli, choć słysząc o tym, uznajemy, że właściwie powinniśmy, skoro tak dobrze pasuje to do innych rzeczy, które znamy (…)

Gdyby chrześcijaństwo było naszym wymysłem, oczywiście dałoby się je uprościć. Nie jest nim jednak. Pod względem prostoty nie możemy konkurować z wynalazcami nowych religii. To niemożliwe — zajmujemy się faktami. Każdy potrafi mówić prosto, jeśli nie musi się martwić o fakty.

DLA CZŁOWIEKA MIŁOŚĆ ZAWSZE INTUICYJNIE WSKAZYWAŁA NA BOGA

Najróżniejsi ludzie z lubością powtarzają chrześcijańskie stwierdzenie, że „Bóg jest miłością”. Ale jakby nie zauważają przy tym, że słowa „Bóg jest miłością” nie mają właściwie żadnej treści, o ile w Bogu nie mieszczą się co najmniej dwie Osoby. Miłość to coś, co jedna osoba żywi wobec drugiej. Jeśli Bóg jest jedną osobą, to przed stworzeniem świata nie był miłością. Oczywiście mówiąc to, ludzie ci mają na myśli coś zupełnie innego: chodzi im o to, że „miłość jest Bogiem”. Chcą przez to powiedzieć, że nasze uczucia miłości, niezależnie od czasu i okoliczności, w których powstają, a także niezależnie od przynoszonych skutków, mają być traktowane z wielkim szacunkiem. Może i tak — ale to coś zupełnie różnego od chrześcijańskiej treści stwierdzenia, że „Bóg jest miłością”. Mówiąc tak, chrześcijanie wierzą, że w Bogu od zawsze trwa żyjące i dynamiczne działanie miłości, które stworzyło wszystko inne.

Przy okazji — być może najważniejsza różnica pomiędzy religią chrześcijańską a wszystkimi innymi polega na tym, że w chrześcijaństwie Bóg nie jest czymś statycznym (ani nawet osobą), a dynamiczną, pulsującą aktywnością, życiem, niejako dramatem. A nawet, jeśli nie zostanie to uznane za brak szacunku z mojej strony, wręcz pewnego rodzaju tańcem.

csl Trójca

CHRZEŚCIJAŃSTWO PO PROSTU – C.S. LEWIS

ZOBACZ MOŻE TAKŻE –> https://znanichrzescijanie.wordpress.com/2014/10/12/argumenty-za-wiara42a-ewangelie-synoptyczne-wyraznie-o-jezusie-jako-bogu/