Posts Tagged ‘Jezus historyczny’

jezus-sennik-chrystusZadanie teologii fundamentalnej sprowadza się dziś do pytania: Jak wykazać, że Chrystus ukazywany w wierze Kościoła jest tym samym Jezusem, który wędrował po palestyńskich ścieżkach, aczkolwiek poznanym znacznie głębiej dzięki światłu zmartwychwstania?

Zasadniczy zarzut stawiany chrześcijaństwu mówi, że Jezus z Nazaretu był inny, niż przedstawia Go wiara Kościoła. Od czasów oświecenia zarzut ten pojawia się w kuszącym opakowaniu metodologicznym: Sapere aude! („Miej odwagę myśleć!”), co zdaje się sugerować, że ujęcie życia Jezusa musi być godne człowieka jako istoty myślącej.

Dziś, bez wątpienia, żyjemy na etapie „drugiego oświecenia”.

Człowiek współczesny jest nieco „schizofreniczny”, rozdarty między racjonalizmem i fideizmem. Teologia, zajmująca się Jezusem Chrystusem – czyli Logosem, który stał się człowiekiem – jest powołana do tego, by naświetlić wewnętrzny związek między wiarą i rozumem, doświadczeniem religijnym i badaniem historycznym. Jak bowiem w swoim „wykładzie ratyzbońskim” (12 IX 2006) mówił Benedykt XVI:

Nowożytny rozum naukowy (…) nosi w sobie (…) pytanie, które przerasta jego samego i jego możliwości metodologiczne. (…) Dla filozofii, a w odmienny sposób także dla teologii, wsłuchiwanie się w wielkie doświadczenia i przekonania tradycji religijnych ludzkości, zwłaszcza wiary chrześcijańskiej, jest źródłem poznania (…). Otwierać się odważnie na cały zakres możliwości rozumu, nie odrzucać jego wielkości – oto program, z jakim teologia, prowadząca refleksję nad wiarą biblijną, włącza się we współczesną debatę („L’Osservatore Romano”, wyd. pol., nr 11/2006).

W niniejszym opracowaniu pragnę naszkicować metodologię apologii Jezusa historycznego w kontekście niezwykle dynamicznego dzisiaj nurtu Third Quest (tzw. trzecie poszukiwanie). Scharakteryzuję zatem najpierw ten nurt wraz z jego korzeniami, a następnie wyłożę zasady wspomnianej apologii.

Poszukiwanie Jezusa historycznego

W latach 1774–1778 Gotthold E. Lessing wydał kilka fragmentów rękopisów, które pozostawił po sobie Hermann Samuel Reimarus, profesor języków orientalnych z Hamburga (Fragmente eines Ungenannten). W jednym z nich („O celu Jezusa i Jego uczniów”) Reimarus opowiedział się za odseparowaniem prawdziwego Jezusa historycznego od zafałszowanego, jego zdaniem, Chrystusa przepowiadanego przez Kościół. „Znajduję wielki powód – pisał – aby odseparować całkowicie to, co Apostołowie mówią w swoich pismach, od tego, co sam Jezus faktycznie mówił i czego nauczał”[1]. Czym był ten „wielki powód”, skoro Lessing zaczął nawet mówić o „okropnej, szerokiej czeluści”, oddzielającej „Jezusa historii” od „Chrystusa wiary Kościoła”? Otóż Jezus miał uczyć jedynie o sprawach moralnych i nadejściu ziemskiego królestwa Bożego. Dopiero gdy w Jerozolimie skrytykował żydowskie autorytety za to, że swym postępowaniem opóźniają przyjście tego królestwa, został aresztowany i skazany na śmierć. Jego okrzyk na krzyżu: „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?”, dobitnie świadczy o doznanej klęsce, bowiem zapowiadane przezeń królestwo nie nadeszło[2].

Jednak uczniowie Jezusa, wykorzystując istniejące w apokaliptyce żydowskiej przekonanie o podwójnym przyjściu Mesjasza (raz w upokorzeniu, a raz w chwale), wykradli Jego ciało i je ukryli. Potem, w dzień Pięćdziesiątnicy, poczęli głosić, że On zmartwychwstał, duchowo odkupił ludzkość i wkrótce przyjdzie ponownie[3].

Te prowokacyjne idee uruchomiły lawinę. W tworzonych z ogromną intensywnością racjonalistycznych żywotach Jezusa ich autorom nie chodziło wprost o atak na Nazarejczyka, ale o takie Jego przedstawienie, aby mógł zostać zaakceptowany przez ludzi oświeconych. Najsłynniejszy literacko-imaginacyjny wizerunek Jezusa stworzy Ernest Renan w książce Żywot Jezusa (1863). Rozbudzona fantazja tego pisarza koncentrowała się bardziej na życiu wewnętrznym Jezusa niż na Jego historycznej biografii. W konsekwencji, książka ukazuje dwa obrazy. W części pierwszej dominuje „słodka teologia miłości”:

Jezus jako twórca prawdziwego królestwa Bożego, królestwa cichych i maluczkich, to Jezus owych pierwszych, niczym nie zmąconych dni, kiedy głos Ojca rozbrzmiewał w jego duszy. Wtedy rzeczywiście przez kilka miesięcy, a może przez rok Bóg zamieszkał na ziemi. Głos młodego cieśli odezwał się nagle z niesłychaną słodyczą. Nieopisany urok bił z całej jego postaci, a najbliżsi poznać go nie mogli[4].

Gdy natomiast na święto Paschy Jezus poszedł do Jerozolimy i nie potrafił w ten sam sposób podbić serc ludzi z kół rządzących, przekształcił się w zdeterminowanego rewolucjonistę – tak rozpoczyna się jak gdyby druga część książki Renana[5]. Jezus, zdając sobie sprawę z tego, że wszedł na bardzo niebezpieczną ścieżkę, świadomie podjął decyzję, aby w Jerozolimie umrzeć za swoje przekonania:

Gdyby Jezusowi nie stawiano przeszkód, byłby się wyczerpał w walce z utopią. Bezwzględna nienawiść przeciwników zapewniła powodzenie jego dziełu i wycisnęła na nim pieczęć jego boskości. (…)

Mógł jeszcze uniknąć śmierci, ale nie chciał. Miłość, którą odczuwał dla swej misji, odniosła zwycięstwo. Zdecydował się wypić kielich aż do dna[6].

Dzięki temu po śmierci stał się „bardziej żywy niż za życia, (…) bardziej kochany niż w czasie ziemskiej pielgrzymki”[7].

Inną drogą poszedł David F. Strauss, który dostrzegł syntezę tego, co boskie, z tym, co ludzkie, nie w Jezusie jako jednostce, ale w całej ludzkości, w gatunku ludzkim. W dwutomowym dziele Das Leben Jesu kritisch bearbeitet (1835–1836), pragnął on obronić istotę chrześcijańskiej wiary za pomocą historyczno-krytycznego badania Biblii. Według niego ewangeliści nie byli ani dogmatykami, ani „oświeconymi” historykami, lecz żyli w „świecie mitycznym” i wyjątkową tożsamość Jezusa wyrazili za pomocą mitycznych terminów i obrazów. Mit nowotestamentalny to, zdaniem Straussa, przedstawienie w pojęciach historycznych ideału religijnego pierwszych chrześcijan czy w ogóle wszystkich ludzi:

Oto klucz całej chrystologii, iż wszystkie tytuły, które Kościół nadaje Chrystusowi, zamiast do indywiduum odnieść należy do idei, przy tym idei realnej (…). Zakładane dla indywiduum, dla Boga-człowieka, właściwości i funkcje, przypisywane przez naukę kościelną Chrystusowi, przeczą sobie, podczas gdy w Idei gatunku są ze sobą zgodne. Ludzkość jest zjednoczeniem obydwu natur, jest Bogiem, który stał się człowiekiem, duchem nieskończonym i ogołoconym ku skończoności, a zarazem skończonym i pamiętającym o swej nieskończoności. Jest dzieckiem widzialnej matki i niewidzialnego ojca: ducha i natury. Jest cudotwórcą, gdy w dziejach ludzkości duch coraz pełniej włada naturą, a ta sprowadzona zostaje do bezwolnego materiału jego działania. Jest bezgrzeszny, gdy bieg jej rozwoju jest właściwy, jako że nieczystość dotyka tylko jednostki, podczas gdy w gatunku i jego dziejach zostaje zniesiona. To właśnie ludzkość umiera, zmartwychwstaje i wstępuje do nieba, gdy wynik negacji jej naturalności stanowi coraz wyższe życie duchowe, a rezultat jej skończoności, rozumianej jako duch osobowy, narodowy bądź światowy, oznacza jej jedność z nieskończonym duchem nieba[8].

Wszystkie te teorie otwierały drogę do zanegowania historycznej egzystencji Jezusa. Wprawdzie teza taka została zgłoszona już przed Straussem, ale przedłożona w sposób nienaukowy nie wywołała w świecie większego echa. Poruszenie wzbudził dopiero Bruno Bauer, który stwierdził, że Jezus nigdy nie istniał, a chrześcijaństwo zawdzięcza swój początek Markowi ewangeliście[9]. Nic więc dziwnego, że w konsekwencji wzrósł sceptycyzm uczonych w odniesieniu do możliwości rekonstrukcji historii Jezusa niezależnie od wiary Kościoła.

Od końca XIX wieku zaczyna się w biblistyce rozróżniać między Jezusem historii a Chrystusem wiary. Rozróżnienie to, stanowiące tytuł jednego z dzieł Straussa (1865), szczególnie popularne stało się po publikacji przez Martina Kählera wykładu Der sogenannte historische Jesus und der geschichtlische, biblische Christus (został on wygłoszony w 1892 roku, a opublikowany cztery lata później). Zdaniem autora tego wystąpienia, „tak zwany historyczny Jezus” skrywa „prawdziwego Chrystusa wiary i historii”: „Wyznać Go jako Chrystusa, oznacza wyznać Jego wyjątkowe, supra-historyczne znaczenie dla całej ludzkości”[10].

Wpływ Rudolfa Bultmanna sprawił, że na pewien czas zaprzestano poszukiwań Jezusa historycznego. Uczony ten twierdził bowiem, że Ewangelie dotyczą przede wszystkim sytuacji pierwotnego Kościoła, a nie okoliczności życia Jezusa[11]. W związku z tym o Jezusie historycznym wiemy jedynie, że istniał[12]: „To, co napisano (…) o życiu Jezusa, o Jego osobowości, wewnętrznym rozwoju itp., jest – o ile nie są to krytyczne badania – fantastyczne i powieściowe”[13].

Przekonanie: nie wobec Jezusa (historycznego), tak wobec Chrystusa (wiary), wywołało opozycję, zarówno wśród katolików, jak i protestantów. Jednak największa reakcja na sceptycyzm Bultmanna przyszła ze strony jego uczniów, którzy ponownie podnieśli kwestie historyczne związane z Ewangeliami. Rozpoczęło się nowe, drugie poszukiwanie Jezusa historycznego (die neue Frage; the New Quest).

W październiku 1953 roku Ernst Käsemann wygłosił w Marburgu wykład Das Problem des historischen Jesus[14], w którym wskazał zarówno na konieczność, jak i możliwość poznania Jezusa historycznego. Inni uczniowie Bultmanna również nie podzielali sceptycyzmu swego mistrza. I tak Günther Bornkamm opublikował pierwszą postbultmannowską chrystologię w ujęciu całościowym: Jesus von Nazareth (Stuttgart 1956). Rozpoczyna ją zdanie: „Nikt nie jest już w stanie odtworzyć biografii Jezusa”[15]. Jednakże – dodawał Bornkamm – można bez wątpienia ustalić „dość dużo” faktów Go dotyczących: „Pierwotna tradycja o Jezusie jest przepełniona historią aż po brzegi”[16]. Amerykański reprezentant nurtu postbultmannowskiego James M. Robinson, wydając książkę A New Quest of the Historical Jesus (1959), mógł zatem stwierdzić, że „nowe poszukiwanie” stało się faktem; jest ono historycznie możliwe i teologicznie uzasadnione[17].

Third Quest

Z biegiem czasu okazało się jednak, że dotychczasowa procedura badawcza, zakładająca w samym punkcie wyjścia kościelny obraz Jezusa, „wyrywała” Założyciela chrześcijaństwa z Jego właściwego żydowskiego środowiska. W konsekwencji, przede wszystkim w krajach anglojęzycznych, zrodziła się kolejna, trzecia faza poszukiwania Jezusa historycznego – Third Quest. Jej twórcy i zwolennicy badają Jezusa z czysto historycznej perspektywy oraz, akcentując żydowskość Jezusa, określają Jego relację do judaizmu. I z pełnym optymizmem twierdzą, że dostęp do Jezusa historycznego możliwy jest na drodze „historii Palestyny, na tyle, na ile stanowi ona miejsce posługiwania Jezusa”[18]. Historyczne źródła są kryterium decydującym: „Wszystko musi być mierzone przez te źródła i każda myśl im poddana”[19]. Zdają się oni także ze zdwojoną siłą powtarzać słynną tezę Juliusa Wellhausena: „Jesus war kein Christ, sondern Jude” („Jezus nie był chrześcijaninem, lecz Żydem”)[20].

Jakie są wyniki tych poszukiwań? Nietrudno zauważyć, że z początku wizerunki Nazarejczyka znacznie odbiegały od chrystologicznej wiary Kościoła, później jednak niektórzy uczeni doszli do obrazu Jezusa bliższego ujęciu tradycyjnemu. Zdaniem Johna D. Crossana, Jezus przypominał cyników ze środowiska hellenistycznego.

Nie zachęcał do rewolucji politycznej, lecz ry­sował wizję rewolucji społecznej sięgającej najgłębszych i najbardziej niebez­piecznych warstw wyobraźni. Nie przywiązywał żadnej wagi do podziału na pogan i żydów, kobiety i mężczyzn, niewolników i wolnych, biednych i bogatych. Trudno nawet powiedzieć, aby atakował je w teorii; po prostu nie uznawał tych podziałów w praktyce. (…)

Wydaje się pewne, iż Jezus, stając prawdopodobnie pierwszy i jedyny raz w życiu wobec wspaniałości świątyni, dokonał symbolicznego aktu jej destrukcji, przekreślił jej uznaną funkcję pośredniczącą w imię królestwa Bożego, które nie wymaga pośrednictwa. Taki czyn, dokonany w wybuchowej atmosferze Święta Paschy, święta upamiętniającego wyzwolenie z egipskiego jarzma, wystarczyłby, aby władze religijne i polityczne skazały Go na ukrzyżowanie[21].

Według Crossana, żaden z uczniów nie wiedział, co stało się z ciałem Ukrzyżowanego. Narodziny chrześcijaństwa stanowią więc interakcję pomiędzy Jezusem historycznym i Jego zwolennikami. W najwcześniejszym etapie po ukrzyżowaniu Jezusa zaistniały dwie tradycje: Tradycja Życia [Jezusa] (galilejska) i Tradycja [Jego] Śmierci (jerozolimska). Ta pierwsza podkreślała Jego program społeczny, ta druga starała się zrozumieć ukrzyżowanie. W kontekście lamentu po stracie Jezusa wyrafinowani literaci posłużyli się proroctwami Starego Testamentu oraz modelem „ocalonej niewinności” i „wywyższonego męczeństwa”, aby pokazać, że Jezus ostatecznie zwyciężył. Św. Marek rozumie to zwycięstwo jako powtórne przyjście Jezusa, paruzję. W konsekwencji zmartwychwstanie należy pojmować w kategoriach trwałej obecności Jezusa w Jego absolutnie odmiennym trybie egzystencji. Natomiast w stworzonych przez św. Mateusza chrystofaniach chodzi jedynie o wskazanie przywódców w Kościele, mających pokierować sprawą Jezusa pomimo Jego śmierci[22].

Geza Vermes prezentuje Jezusa jako galilejskiego charyzmatyka: „Osobę Jezusa należy włączyć w nurt charyzmatycznego judaizmu pierwszego stulecia i uznać za najwyraźniejszy przykład dawnego chasydejczyka czy pobożnego”[23]. Reprezentował On w sposób niezwykle wzniosły „świętych mężów”, którzy swą nadprzyrodzoną moc czerpali z bezpośredniej, bardzo bliskiej relacji z Bogiem. „Religia Jezusa Żyda stanowiła rzadką, być może unikalną, manifestację skondensowanego eschatologicznego entuzjazmu”[24]. Magnetyzm charyzmatycznego Jezusa zainicjował po Jego śmierci „złożony proces spekulacji teologicznej, który w ciągu trzech stuleci zakończył się wyniesieniem cieśli z Nazaretu do rangi drugiej osoby Trójjedynego Boga, Trójcy Świętej”[25].

Ed P. Sanders prezentuje Jezusa jako proroka zaangażowanego w proces odnowy Izraela, której faktycznie dokonać miał niebawem sam Bóg. Uczony ten jest – jak sam twierdzi – „liberalnym  protestantem”, który chce „wyzwolić historię i egzegezę spod kontroli teologii”[26]. Jako jeden z pierwszych podjął się on w sposób metodyczny zadania określenia intencji i relacji Jezusa wobec judaizmu (Jesus and Judaism, 1985), a potem całościowo zajął się postacią Jezusa (The Historical Figure of Jesus, 1993). Jego zdaniem, Jezus uważał siebie „za mającego pełny autorytet, aby mówić i działać w imieniu Boga”[27].

Moim ulubionym terminem, który wyraża samorozumienie Jezusa, jest określenie „wicekról”. Bóg był królem, a Jezus reprezentował Go i miał reprezentować w przyszłym królestwie[28].

Tym, co w sposób niekwestionowany wyznacza wyjątkowość Jezusa, jest rezultat Jego życia i dzieła. (…) Osiągnęło [ono] swój punkt kulminacyjny w zmartwychwstaniu i powstaniu trwałego ruchu[29].

Sanders podkreśla jednak, że zmartwychwstanie nie stanowi fragmentu opowiadania o Jezusie historycznym, lecz należy do tego, co nastąpiło po Jego życiu. Zatem konsekwencji historyk nie dysponuje odpowiednimi narzędziami badawczymi, aby zrekonstruować, co się faktycznie zdarzyło w poranek wielkanocny i zostało odzwierciedlone w teologicznych narracjach paschalnych: „To, że uczniowie (a później Paweł) mieli doświadczenia zmartwychwstania, stanowi – wedle mego osądu – fakt. Natomiast, jaka rzeczywistość zrodziła te doświadczenia – tego nie wiem”[30].

W drugim okresie Third Quest – czyli właśnie teraz – zaczęto z większą uwagą przyglądać się nie tylko życiu i śmierci Jezusa, ale także Jego powstaniu z martwych[31], i od razu pojawiły się wizerunki Jezusa w decydującym stopniu zgodne z wiarą Kościoła[32]. Okazało się, że poprawna procedura badawcza musi utrzymywać owocne napięcie między Jezusem oddziałującym na wiarę pierwszych chrześcijan a Jezusem umieszczonym w odpowiednim kontekście judaistycznym. Im lepiej wykaże się zarówno Jego osadzenie w judaizmie, jak i oddziaływanie na pierwotne chrześcijaństwo, tym wiarygodniej odtworzy się wizerunek Jezusa historycznego.

Wpływ Jezusa na wiarę pierwszych uczniów nie skończył się wraz z Jego śmiercią, lecz znalazł swą intensyfikację w wydarzeniach paschalnych, przede wszystkim w zmartwychwstaniu owocującym zesłaniem Ducha Świętego. Tu znajduje się punkt wyjścia chrystologii fundamentalnej; wtedy właśnie z judaizmu zrodziło się chrześcijaństwo.

„Elipsa hermeneutyczna”

Hans-Georg Gadamer w Prawdzie i metodzie wskazuje na „krąg hermeneutyczny” jako „ontologiczny moment struktury rozumienia”[33]. Modyfikując nieco tę intuicję, w odniesieniu do poznania Jezusa należy mówić o „elipsie hermeneutycznej”, czyli kręgu o dwóch punktach ogniskowych: historii i wiary. Zapamiętana historia odsyła do doświadczenia wiary paschalnej, a wiara znów do historii; między obydwoma punktami istnieje nieusuwalne napięcie. W autentycznej chrystologii fundamentalnej wiara pierwszych chrześcijan musi odsyłać do ich wspomnień o Jezusie, a wspomnienia te powinny znajdować ostateczne wyjaśnienie w wierze zrodzonej po zmartwychwstaniu. Wiara paschalna, że Jezus jest Synem Bożym i Zbawicielem świata, pozwala dokonać ontycznego pogłębienia wspomnień o słowach i czynach Jezusa ziemskiego, kiedy stawiał się On na równi z Bogiem i zbawienie ludzi wiązał ściśle ze swoją osobą.

Zadanie teologii fundamentalnej sprowadza się dziś do pytania: Jak wykazać, że Chrystus ukazywany w wierze Kościoła jest tym samym Jezusem, który wędrował po palestyńskich ścieżkach, aczkolwiek poznanym znacznie głębiej dzięki światłu zmartwychwstania?

Pierwszy problem dotyczy źródeł. Za życia Jezusa napisano o Nim jedynie tabliczkę umocowaną do krzyża: „Król żydowski”. Jak mówi Hans Waldenfels:

Pisma Nowego Testamentu zostały sporządzone przez uczniów Jezusa i wierzących w Chrystusa po Zmartwychwstaniu. (…) Wraz z lekturą Pisma Świętego, zwłaszcza Nowego Testamentu, poddajemy się świadomie lub nieświadomie wpływowi ludzi, którzy uwierzyli w Jezusa ukrzyżowanego i zmartwychwstałego. Inaczej mówiąc: dostajemy się w obszar wpływu Kościoła (…). Ktokolwiek czyta Nowy Testament, nie może zasadniczo uwolnić się od jego paschalnej perspektywy – niezależnie od tego, w jakiej pozostaje do niej relacji, czy przyjmuje ją, czy też stara się uniezależnić od niej, czy po prostu treściowo zaprzecza. (…) Jeśli ktoś szuka w Piśmie Świętym Jezusa, spotyka Jezusa Chrystusa, to znaczy Jezusa jako Chrystusa, Jezusa z Nazaretu, tak jak był On w popaschalnej wspólnocie chrześcijańskiej widziany, rozumiany i uznawany[34].

Pierwsi uczniowie „spaschalizowali” w pewnym sensie życie Jezusa. Wskutek tego – zauważa Avery Dulles – Ewangelie nie są „fotografiami” Jezusa, lecz Jego „portretami”[35]. W Ewangeliach – dopowiada Adolphe Gesché – „Jezus jest przysłonięty, ale rozpoznawalny pod palimpsestem chrystologicznego wyznania”[36]. Popaschalne wspominanie Jezusa przez Jego uczniów kierowane jest mocą Ducha Świętego. Przez takie wspominanie pierwsi wierzący wkraczają w głębszy wymiar wydarzeń i dostrzegają to, czego na początku, patrząc na zewnętrzny fakt, nie mogli jeszcze dostrzec. Takie poznanie – podkreśla Benedykt XVI – „nie oddala jednak od rzeczywistości, lecz osiąga głębsze jej poznanie”[37].

Drugi z kolei problem dotyczy procedury dotarcia do Jezusa historycznego. Tym razem chodzi o proces „depaschalizacji” źródeł – ale taki, który nie traci z oczu późniejszej wiary paschalnej, stanowiącej klucz interpretacyjny życia Jezusa. Popaschalny i przed-Pawłowy hymn (Flp 2, 6–11) nie tylko ukazuje wiarę w bóstwo Jezusa, ale również podkreśla kenozę Jego ziemskiej egzystencji. Nie wolno zatem sądzić, że Jezus został w pełni rozpoznany już za życia; zresztą w momencie Jego aresztowania „opuścili Go wszyscy i uciekli” (Mk 14, 50). Wiara jest skutkiem Paschy, rodzi się w mocy Ducha Świętego, będącego pierwszym darem zmartwychwstałego Chrystusa, ale jednocześnie bazuje na historycznym wspomnieniu o Nim. Konieczne było „odejście” Chrystusa (śmierć), abyśmy mogli poznać Go głębiej: „Jeżeli nie odejdę, Paraklet nie przyjdzie do was. A jeżeli odejdę, to poślę Go do was” (J 16, 7). Apologię Jezusa należy rozpoczynać od zaprezentowania Jego zmartwychwstania, owocującego powstaniem chrześcijaństwa, a dopiero potem starać się odtworzyć obraz Jezusa historycznego. Gerd Theissen sugeruje, aby w procesie tej rekonstrukcji rozpoznać odrębność Jezusa w samym wnętrzu żydowskiego kontekstu i uchwycić Jego wpływ na powstanie wiary pierwszych chrześcijan[38]. Nicholas T. Wright określa tego typu procedurę mianem kryterium podwójnego podobieństwa i podwójnej różnicy (dotyczą one zarówno judaizmu, jak i chrześcijaństwa I wieku): dane źródłowe o Jezusie są historycznie wiarygodne, gdy pasują do obu kontekstów (judaizmu i chrześcijaństwa) i jednocześnie są względem nich specyficzne[39].

Wiarygodność zmartwychwstania

Nie ma żadnego naocznego świadka Chrystusowego powstania z martwych. Fakt ten został poznany na bazie dwóch znaków: odkrycia pustego grobu i chrystofanii. Jaka jest ich historyczna wiarygodność?

Poszukując historycznego jądra narracji o odkryciu pustego grobu, należy zwrócić uwagę na to, że żaden z ewangelistów na podstawie tego znaku nie próbuje argumentować o zmartwychwstaniu Jezusa. Św. Łukasz zaznacza wręcz, że słowa kobiet, które odkryły pusty grób, „wydały się Apostołom czczą gadaniną” (Łk 24, 11). Dopiero ukazywania się Zmartwychwstałego zrodzą faktycznie wiarę paschalną.

Jednak przeciwko próbie potraktowania relacji o odkryciu pustego grobu jako tworów czysto literackich przemawia przede wszystkim to, że głównymi postaciami są w nich kobiety, których świadectwo w kulturze żydowskiej tamtych czasów nie miało żadnej wartości prawnej. Gdyby zatem św. Marek wymyślił wydarzenia przez siebie opisane (por. 16, 1–8), nie uczyniłby kobiet głównymi świadkami odkrycia pustego grobu. „Od kobiet – pisał Józef Flawiusz – nie wolno przyjmować żadnych zeznań, ze względu na lekkomyślność właściwą ich płci”[40]. A jak zauważa Walter Kasper,

Najważniejszym argumentem, jaki przemawia za tym, że w relacji tej tkwi określone jądro historyczne, jest to, że tak stary, zakorzeniony w samej Jerozolimie przekaz, nie utrzymałby się tam nawet dzień, gdyby pusty grób nie był dla wszystkich uczestników czymś pewnym[41].

Nietrudno zatem skonstatować, że pierwsi chrześcijanie byli pewni, iż grób, w którym złożono Jezusa, jest pusty. Należy tylko postawić pytanie: dlaczego jest on pusty? Przeciwnicy twierdzili: gdyż ciało Jezusa wykradli uczniowie (por. Mt 28, 13), a ci, którzy weń uwierzyli, mówili: gdyż On zmartwychwstał. Ci pierwsi opierali się na perfidnie skonstruowanej plotce, ci drudzy – na darze Objawienia, czyli orędziu anioła (por. Mk 16, 6).

Św. Piotr, analizując Psalm 16 (a więc na płaszczyźnie nie historycznej, lecz teologicznej), argumentował, że ciało Jezusa nie uległo rozkładowi (por. Dz 2, 24–31). Zaś Hans Kessler wystarczająco dobrze wykazał, że ani z perspektywy ówczesnego judaizmu, ani tym bardziej z perspektywy dzisiejszej, zmartwychwstałe ciało nie wiąże się z biochemiczną substancją ziemskiego ciała; (…) zresztą w czasie naszego ziemskiego życia ta materialna substancja co siedem lat zmienia się prawie całkowicie, przez co nie gwarantuje ciągłości i tożsamości nawet doczesnemu ciału[42].

Prawda o pustym grobie nie stanowiła zatem koniecznego warunku zmartwychwstania, ale skoro została objawiona, wskazuje wierzącym, że zmartwychwstanie oznacza „wyjście” z grobu.

W Kościele pierwotnym kluczową rolę odgrywało nie tyle opowiadanie o odkryciu pustego grobu, ile świadectwa o chrystofaniach. Karl Rahner, umieszczając chrystofanie na płaszczyźnie historycznej recepcji Objawienia, stwierdza, że nie wolno ich zbyt mocno upodabniać ani do mistycznych wizji z czasów późniejszych, ani do doświadczeń czysto zmysłowych[43].

Analiza tekstów o zmartwychwstaniu (…) wykazuje, że są one świadome szczególnego charakteru doświadczenia paschalnego: jest ono dane „z zewnątrz”, nie jest wytworem człowieka; (…) wiąże się ściśle z Ukrzyżowanym wraz z Jego całą określoną indywidualnością i Jego losem, tak że ten właśnie los (a nie tylko pewna istniejąca osoba, której wcześniej przydarzyło się to czy tamto) jest doświadczany jako ważny i zbawiony; jest dane tylko w wierze, ale jednocześnie nadaje tej wierze jej podstawę i uzasadnia ją; nie można oczekiwać, że będzie się ono wciąż na nowo powtarzało, ale jest ono przypisane do określonego etapu historii zbawienia, i dlatego musi być z konieczności wciąż na nowo poświadczane wobec innych, tak że owym świadkom powierzone jest jedyne w swoim rodzaju zadanie. To zatem, co jest przez nich poświadczone, jest doświadczeniem sui generis, które różni się od doświadczeń religijnego entuzjazmu czy od doświadczenia zmysłowego, które mogą być pobudzone i powtórzone. (…) Można by powiedzieć, że „historycznie” [historisch] zmartwychwstanie Jezusa jest dla nas nieosiągalne i że jest dla nas dostępne tylko przekonanie Jego uczniów, że On żyje[44].

Choć w relacjach wielkanocnych dominuje język oddający widzenie, to jednak autorzy relacji biblijnych wyraźnie sygnalizują, że chrystofanie miały „charakter totalnie personalny”[45]. Odsłaniały eschatologiczne i chrystologiczne znaczenie Jezusa oraz wzywały odbiorców do szczególnej misji w historii zbawienia. Przed świadkami w jakiś sposób otwierał się przekraczający granice czasu i przestrzeni eschatologiczny wymiar rzeczywistości, w którym trwał zmartwychwstały i uwielbiony Chrystus. Chrystofanie oznaczają więc zetknięcie się transcendencji Boga z uwikłanym w czas i przestrzeń człowiekiem – i dlatego widzenie Zmartwychwstałego jest darem Bożej łaski.

Tylko tam można Go widzieć, gdzie On na to pozwala; tylko tam, gdzie otwiera oczy i gdzie serce godzi się na to otwarcie, tam tylko można rozpoznać w naszym śmiertelnym świecie oblicze wiecznej miłości, która przezwyciężyła śmierć, a w niej rozpoznać nowy, odmienny świat (…). Dlatego tak trudno ewangelistom – a nawet jest to wprost niemożliwe – opisać spotkania ze Zmartwychwstałym, dlatego tylko jąkają się, gdy o tym mówią. Wydaje się, że sobie samym przeczą, gdy chcą je przedstawić. W rzeczywistości są zadziwiająco zgodni w dialektyce swych wypowiedzi, w równoczesnym dotykaniu i niedotykaniu, w poznawaniu i niepoznawaniu, w całkowitej tożsamości Ukrzyżowanego i Zmartwychwstałego, w całkowitej Jego przemianie. Poznaje się Pana i nie poznaje się Go; można Go dotknąć, a przecież jest niedotykalny; jest ten sam, a przecież całkiem inny[46].

Trzeba zatem mówić o „tajemniczej naturze wielkanocnych ukazywań”, która – zdaniem Geralda O`Collinsa – „nie jest niczym innym jak tylko zwierciadłem unikalnej tajemnicy znajdującej się poza nimi, mianowicie chwalebnego zmartwychwstania ukrzyżowanego Jezusa”[47].

Zmartwychwstanie a judaizm

Czy zmartwychwstanie Chrystusa ma jakąś paralelę w judaizmie? W ramach Third Quest pozytywną odpowiedź na to pytanie próbuje dać Pinchas Lapide, autor książki Auferstehung. Ein jüdisches Glaubenserlebnis(1977). Judaizm zna „zniknięcie” Henocha i „wstąpienie do niebios” Eliasza; ponadto Biblia hebrajska relacjonuje kilka wskrzeszeń (mówi o nich także literatura rabiniczna) oraz poświadcza wiarę w powszechne wskrzeszenie umarłych[48]. W czasach Jezusa nauczały jej faryzejskie szkoły Hillela i Szammaja (por. Genesis Rabbah XIV i Leviticus Rabbah XIV). Pobożny Żyd wyznawał tę wiarę w codziennej modlitwie Osiemnastu Błogosławieństw, a stwierdzenie uczniów Jezusa, że ludzie uważają Go za „Jana Chrzciciela, Eliasza, Jeremiasza czy za jednego z proroków” (Mt 16, 14), dowodzi szeroko rozpowszechnionego przekonania o zmartwychwstaniu niektórych jednostek już teraz[49].

Lapide rekonstruuje następnie sytuację uczniów Jezusa po Wielkim Piątku. Pascha żydowska dostarczyła im przekonania, że nastąpiło wyzwolenie pod wodzą Mesjasza, który – według popularnych przekonań – miał się objawić właśnie w środku tej nocy. Tylko pobożni Żydzi mogli uwierzyć, że sprawa Jezusa nie skończyła się tragedią krzyża. Kiedy pod koniec I wieku ginął z rąk Rzymian mesjański pretendent rabbi Akiba, jego uczniowie usłyszeli głos z nieba: „Jesteś przeznaczony do życia w świecie przyszłym” (Berakhot 61b). Uczniowie Jezusa również „musieli” tego doświadczyć. Ich doświadczenie paschalne, możliwe jedynie w obrębie żydowskiej tradycji, oznacza, że Jezus żyje. Wizje uczniów mają więc autentyczny charakter, są faktycznymi doświadczeniami wiary[50].

Pinchas Lapide przyznaje, że był dotąd faryzeuszem w odniesieniu do wiary w powszechne zmartwychwstanie umarłych i saduceuszem w stosunku do zmartwychwstania Jezusa; teraz, po głębszej analizie, wyrzeka się swego saducejskiego przekonania[51]. Orędzie o zmartwychwstaniu Jezusa – mówi – „jest zasadniczo midraszem mesjanicznym pierwotnej wspólnoty Jezusa, który zrodził się z wierności wobec miłującej sprawiedliwości Boga i wiary w Jezusa jako posłanego przez Boga głosiciela zbawienia”[52].

Jak odpowiedzieć Lapidemu? Nie wnikając w niuanse samej koncepcji zmartwychwstania, wystarczy wskazać, że pierwsi uczniowie w świetle wydarzeń paschalnych wyznają przede wszystkim bóstwo Jezusa Chrystusa, a nie tylko wywyższenie męczennika – i to jest różnica jakościowa.

Nietrudno zauważyć, że ewangeliści opisują wydarzenia wielkanocne jako „teofanię trynitarną”: „wskrzeszenie umarłego Syna zostaje przypisane bezpośrednio działaniu Ojcu, a w najściślejszym związku z tym wskrzeszeniem znajduje się wylanie Boskiego Ducha”[53]. W narracjach wielkanocnych pojawiają się wyraźne komponenty teofanijne: anioł i trzęsienie ziemi, grób i odwalony kamień, światłość i ciemność, bojaźń i radość, poznanie i nieuchwytność. W mroku pustego grobu, w świetle chrystofanii i mocy Ducha Świętego pierwsi chrześcijanie dostrzegają oczyma wiary boski blask Jezusa. To jest ten sam Mistrz, z którym wędrowali razem po palestyńskich ścieżkach i ich wspomnienia z tego okresu są w nich wciąż żywe. Teraz naśladowanie Jezusa staje się Jego boskim uwielbianiem.

„Depaschalizacja” źródeł

Dokonując „depaschalizacji” świadectw biblijnych w celu odnalezienia Jezusa historycznego, należy pamiętać o „elipsie hermeneutycznej”. Uczniowie Jezusa zapamiętali Jego życie i dlatego mogli rozpoznać Go jako Zmartwychwstałego; jednocześnie jednak wiara paschalna pozwalała im głębiej zrozumieć Jego życie. W życiu Jezusa najbardziej pewne jest to, że głosił On orędzie o królestwie Bożym (por. Mk 1, 15). Zwrot „królestwo Boże” (gr. basileia tou theou) wraz z treściowymi ekwiwalentami (np. „królestwo niebieskie”) występuje  w Ewangeliach 122 razy, z czego 90 razy w wypowiedziach Jezusa[54]. On nie tylko uważał, że przychodzące królestwo jest nierozerwalnie związane z Jego osobą, ale również twierdził, iż to, jak ludzie się do Niego odnoszą, zadecyduje o ich ostatecznej relacji z Bogiem (por. Łk 12, 8). Punktem kulminacyjnym autoprezentacji Jezusa jest Jego odnoszenie się do Boga.

Dla zrozumienia Jezusa zasadnicze znaczenie mają powtarzające się wzmianki, że udawał się On „na górę” i tam całymi nocami modlił się, pozostając „sam” z Ojcem. Te lakoniczne wzmianki uchylają rąbka tajemnicy i pozwalają wniknąć w synowską egzystencję Jezusa, w istotne źródło Jego działania, nauczania i cierpień[55].

W kontekście relacji z Bogiem Jezus oddziela się wyraźnie od innych osób, stosując rozróżnienie „Ojciec mój”i „wasz” (por. J 20, 17: „Wstępuję do Ojca mego i Ojca waszego”. Wskazuje ono na inne (ontyczne) synostwo Boże Jezusa i inne (przybrane) synostwo uczniów (por. Ga 4, 6; Rz 8, 15). Jezus sytuuje się na równi z Bogiem. Jego słowa i czyny znajdują swe ostateczne wyjaśnienie w tej unikalnej relacji z Ojcem (Abba).

Konkluzja

Syn Boży, który stał się człowiekiem, musi być „paralelny” w stosunku do ludzi. Jednakże Jego zasadnicza „nowość” – relacja do Ojca i do zbawienia ludzi – nie ma już żadnej paraleli. Ta „nowość” może być wykazana przy zastosowaniu procedury naukowej, która uwzględnia zarówno badanie historycznie, jak i doświadczenie wiary paschalnej („elipsa hermeneutyczna”), nigdy zaś za pomocą samych dociekań historycznych. Ostatecznie tylko ten jest w stanie uprawiać apologię Jezusa, kto uznaje się za Jego przyjaciela: Nemo nisi per amicitiam cognoscitur. Trzeba być przyjacielem osoby, którą chce się naprawdę poznać; trzeba być przyjacielem Jezusa, aby Go poznać i skutecznie bronić. Ewangeliści, którzy przez wiarę stali się przyjaciółmi Jezusa, chcieli z jednej strony nie naruszyć przekazu naocznych świadków Jego życia, z drugiej zaś – podzielić się z innymi tą wiarą, którą otrzymali w darze od Ojca, zmartwychwstałego Syna i Ducha Świętego.

KS. MAREK SKIERKOWSKI, dr hab., teolog fundamentalny, pracownik Wydziału Teologii UKSW.

Bibliografia pod poniższym linkiem:

http://www.miesiecznik.znak.com.pl/10499/calosc/apologia-jezusa-historycznego-kilka-uwag-metodologicznych

ZOBACZ TAKŻE–> https://znanichrzescijanie.wordpress.com/2014/11/01/zarzuty-jezus-historyczny-nie-jest-jezusem-wiary/

Reklamy

Seria „ARGUMENTY ZA WIARĄ” ma na celu pokazanie, że chrześcijaństwo i ogólnie wiara w Boga nie jest czymś co wymaga całkowitego wyłączenia myślenia. Cykl ten może nie da niezbitego 100% dowodu na istnienie Boga (nie taki jest jego cel), lecz powinien sprawić, aby przynajmniej niektóre osoby niewierzące zmieniły swoją postawę z bezmyślnego wyśmiewania chrześcijaństwa w założenie, że „być może coś w tym jest”. Z kolei osoby już wierzące być może wzmocnią swoją wiarę po kolejnych wpisach z tej serii.

IsaiahProrok jako rzecznik Jahwe towarzyszy od początku królom, by powściągać ich naturalne dążenie do absolutyzmu. Już za Saula, pierwszego króla ludu wybranego, dochodzi do otwartego konfliktu między nim a Samuelem (1 Sm 13 i 15), później znów Dawidowi przeciwstawia się Natan (2 Sm 12) i Gad (2 Sm 24,11-13; 1 Krn 21,9-13). I nic się nie zmienia aż do upadku Jerozolimy: Izajasz występuje z krytyką Achaza (Iz 7-8), Jeremiasz zaś toczy otwartą walkę z Jojakimem (Jr 35).

Prorocy atakują zresztą nie tylko królów, ale i cały lud, a zwłaszcza możnych i bogatych, którzy wykorzystują bezlitośnie wszystkich słabych i ubogich. Uparci świadkowie niewidzialnego Jahwe powtarzają im wciąż na nowo, że nie może liczyć na wierność Boga ten, kto sam nie dochowuje mu wierności, i że ta wierność, o jaką tu chodzi, nie sprowadza się wyłącznie do składania przepisanych Prawem ofiar.

Prorocy Izraela przypominają niewątpliwie pod wieloma względami swoich pogańskich odpowiedników, zwłaszcza tych z Mezopotamii, Syrii czy Kanaanu. Jeśli jednak poznamy ich trochę lepiej , łatwo przekonamy się, jak bardzo się od nich różnią. Tutaj możemy zwrócić uwagę jedynie na różnice najważniejsze. Tylko prorocy biblijni stworzyli nowy, szczególny gatunek literacki, wchodząc na zawsze do historii literatury światowej. Jeśli nawet bywali niekiedy, tak czy inaczej, powiązani z kultem, to – inaczej niż prorocy pogańscy – sami jako tacy tego kultu nie sprawowali. Jeśli ekstaza lub wizję odgrywały w ich życiu pewną rolą, nie stanowiły one nigdy ani istotnej treści, ani potwierdzenia ich posłannictwa.

Kształtowali natomiast w rozstrzygający sposób teologię i myśl religijną Izraela, głosili jako pierwsi wielkie idee etyczne i niezdezaktualizowane do dzisiaj zasady współżycia społecznego. Niczego podobnego nie znajdujemy w profetyzmie pogańskim. Toteż ich znaczenie w dziejach kultury podkreślali niejednokrotnie nawet myśliciele zdecydowanie ateistyczni. Według E. Renana [1] Grecja nauczyła nas myśleć, Rzym rozbudował prawo, lecz to właśnie Jerozolimie zawdzięczamy rozbudzenie sumienia i poczucie sprawiedliwości. K. Marks chciał widzieć w prorokach swego rodzaju prekursorów socjalizmu. Inni jeszcze dopatrywali się pokrewieństwa duchowego z francuskimi encyklopedystami…[2]

Wszystkie te i tym podobne mniej lub bardzie chybione pomysły są wynikiem spekulacji oderwanych od tekstów samych proroków. Do nich trzeba też powrócić, jeśli chcemy znaleźć odpowiedź na pytanie, co dla tych ludzi było w ich życiu i działalności istotnie pierwotne i najważniejsze. Czytając ich księgi, nie można nie zauważyć, że powtarzają oni ustawicznie, przy każdej okazji: Tak mówi Jahwe; wyrocznia Jahwe. Chcą najwyraźniej przekazać swoim współczesnym coś, co my dzisiaj nazwalibyśmy może „punktem widzenia Jahwe”, Tego, który jest dla nich Bogiem Abrahama, Izaaka i Jakuba, Bogiem Mojżesza. Kiedy interweniują, a czynią to nader często, w dziedziny życia według naszej terminologii „świeckiego”, czy chodzi tu o politykę, czy stosunki społeczne, czy nawet o strategię lub choćby codzienne obyczaje, nie występują nigdy w imię własnej wiedzy fachowej, własnych umiejętności, inteligencji czy lepszego rozeznania sytuacji. Nie jest wcale wykluczone, że koncepcje polityczne na przykład Izajasza lub Jeremiasza, nie były zawsze najskuteczniejsze. Im jednak chodziło o co innego. Jeżeli prorocy interweniowali z całym zaangażowaniem i namiętnością, narażając się nieraz na prześladowania, wynikało to z przeświadczenia, iż również w tych dziedzinach życia żadnego problemu nie sposób rozwiązać niezależnie od Boga, ignorując Jego wolę i zamysły. Takie było w każdym razie ich niewzruszone przekonanie, ono kierowało wszystkim, co robili i mówili, toteż od niego trzeba zacząć, by zrozumieć właściwie i działalność biblijnych proroków, i ich księgi.

[1] Ernest Renan – francuski pisarz, historyk, filolog i filozof, orientalista, znany semitolog i badacz historii religii, zwłaszcza chrześcijaństwa. Jego najbardziej znanym dziełem stało się Vie de Jésus („Życie Jezusa”) – 1863, w którym przedstawił Jezusa jako człowieka, pomijając aspekt religijny. Publikacja uzyskała wielki sukces czytelniczy, ale wywołała też skandal. Papież Pius IX nazwał autora europejskim bluźniercą, a minister edukacji, Victor Duruy, odwołał wykłady Renana. Głosił „postawę widza” i hedonizm. Religie traktował jako fenomen psychologiczny, który należy badać bez odwoływania się do czynników nadprzyrodzonych.

[2] Encyklopedyści – grupa francuskich filozofów, naukowców i literatów, twórców Wielkiej encyklopedii francuskiej. Utworzenie tej encyklopedii było jednym z największych przedsięwzięć epoki oświecenia i wyrazem oświeceniowego światopoglądu. Uważa się, że encyklopedyści przygotowali podłoże intelektualne Wielkiej Rewolucji Francuskiej.

Anna Świderkówna (1925 – 2008) – polska historyk literatury, filolog klasyczny, papirolog, biblistka, tłumaczka, oblatka tyniecka; profesor Uniwersytetu Warszawskiego, popularyzatorka wiedzy o antyku i Biblii. Ponad 30 lat kierowała Katedrą Papirologii (późniejszym Zakładem Papirologii) UW.

———————————–

O Starym Testamencie i wizji Boga, który nam maluje można by wiele powiedzieć. Czasami można nawet usłyszeć jaki to Jahwe jest okrutny i jak bardzo widoczny jest kontrast pomiędzy ST a Nowym Testamentem i nauką miłości głoszoną przez Jezusa z Nazaretu. Do takiego jednak wniosku można dojść tylko i wyłącznie poprzez bardzo powierzchowne patrzenie na Biblię lub jej nieznajomość. Co do Jezusa to w NT (poza ogromnym miłosierdziem bijącym z tej Postaci) można znaleźć wiele twardych mów Nazarejczyka. Tak samo jest w ST. Znajdują się tam opisy, które mogą powodować palpitacje serca. Faktem jest jednak, że główną rzeczą jaką można by powiedzieć o Bogu jest to, że pragnie on miłosierdzia i sprawiedliwości, a kara zawsze jest rezultatem utrzymującej się nieprawości. W największym stopniu widać to właśnie u proroków, przez których to w najbardziej bezpośredni sposób przemawia Bóg w całym ST. Spójrzmy chociaż na dwie pierwsze księgi prorockie, czyli Amosa i Ozeasza (VIII w. p.n.e.) działających w Izraelu:

>>>BÓG DOMAGA SIĘ SPRAWIEDLIWOŚCI<<<

Am 2:6-7

6 Tak mówi Pan: Z powodu trzech występków Izraela i z powodu czterech nie odwrócę tego [wyroku], gdyż sprzedają za srebro sprawiedliwego, a ubogiego za parę sandałów; 7 w prochu ziemi depcą głowy biednych i ubogich kierują na bezdroża; ojciec i syn chodzą do tej samej dziewczyny, aby znieważać święte imię moje.

Am 5:14-15

14 Szukajcie dobra, a nie zła, abyście żyli. Wtedy Pan, Bóg Zastępów, będzie z wami, tak jak to mówicie. 15 Miejcie w nienawiści zło, a miłujcie dobro! Wymierzajcie w bramie sprawiedliwość! Może ulituje się Pan, Bóg Zastępów, nad Resztą pokolenia Józefa.

Am 3:9-11

Głoście w pałacach w Aszdodzie i na zamkach w ziemi egipskiej!  Mówcie: «Zbierzcie się na górach Samarii, zobaczcie wielkie w niej zamieszanie i gwałty pośród niej!» 10 Nie umieją postępować uczciwie – wyrocznia Pana – gromadzą nieprawość i ucisk w swych pałacach. 1Dlatego tak mówi Pan Bóg: Nieprzyjaciel otoczy kraj;
zniszczona będzie moc twoja i ograbione twoje pałace.

Oz 4:1-2

1 Słuchajcie słowa Pana, synowie Izraela, On bowiem spór wiedzie z mieszkańcami kraju, gdyż zaginęły wierność i miłość i znajomość Boga na ziemi. 2 Przeklinają, kłamią, mordują i kradną, cudzołożą, popełniają gwałty, a zbrodnia idzie za zbrodnią.

Oz 10:12-13

12 Posiejcie sobie sprawiedliwość, a zbierzecie miłość; karczujcie nowe ziemie! Nadszedł czas, by szukać Pana, aż przyjdzie, by sprawiedliwości was nauczyć. 13 Dlaczego uprawiacie zło, zbieracie nieprawość i spożywacie owoce kłamstwa?

Oz 12:6-7

6 Pan jest Bogiem Zastępów, Pan jest imieniem, które wspominał. 7 Ty zaś powróć do Boga swojego – strzeż pilnie miłości i prawa i ufaj twojemu Bogu!

>>>BÓG NIE CIERPI FAŁSZYWEJ POBOŻNOŚCI<<<

Am 5:21-24

21 Nienawidzę, brzydzę się waszymi świętami. Nie będę miał upodobania w waszych uroczystych zebraniach. 22 Bo kiedy składacie Mi całopalenia i wasze ofiary, nie znoszę tego, na ofiary biesiadne z tucznych wołów nie chcę patrzeć. 23 Idź precz ode Mnie ze zgiełkiem pieśni twoich, i dźwięku twoich harf nie chcę słyszeć. 24 Niech sprawiedliwość wystąpi jak woda z brzegów i prawość jak potok nie wysychający wyleje!

Oz 6:6

6 Miłości pragnę, nie krwawej ofiary, poznania Boga bardziej niż całopaleń.

Oz 8:11-13

11 Wiele ołtarzy Efraim zbudował, ale mu służą jedynie do grzechu. 12 Wypisałem im moje liczne prawa, lecz je przyjęli jako coś obcego. 13 Lubią ofiary krwawe i chętnie je składają, lubią też mięso, które wówczas jedzą, lecz Pan nie ma w tym upodobania. Wspominam wtedy na ich przewinienia i karzę ich za grzechy – niech wrócą znów do Egiptu!

ZOBACZ TAKŻE–> https://znanichrzescijanie.wordpress.com/2014/12/21/zarzuty-bog-starego-testamentu-jest-okrutny/

Seria „ARGUMENTY ZA WIARĄ” ma na celu pokazanie, że chrześcijaństwo i ogólnie wiara w Boga nie jest czymś co wymaga całkowitego wyłączenia myślenia. Cykl ten może nie da niezbitego 100% dowodu na istnienie Boga (nie taki jest jego cel), lecz powinien sprawić, aby przynajmniej niektóre osoby niewierzące zmieniły swoją postawę z bezmyślnego wyśmiewania chrześcijaństwa w założenie, że „być może coś w tym jest”. Z kolei osoby już wierzące być może wzmocnią swoją wiarę po kolejnych wpisach z tej serii.

Red Bible

1. ŻYDZI WCIĄŻ ISTNIEJĄ.

Wszystkich badaczy religii zdumiewa to, że Izrael jest jedynym narodem, który przetrwał do naszych czasów i zachował nienaruszoną wiarę w Boga Abrahama, Izaaka i Jakuba. Nie przetrwali Fenicjanie, Etruskowie, Kartagińczycy, Asyryjczycy, Babilończycy, czy Macedończycy, którzy w odróżnieniu od Hebrajczyków byli potężnymi narodami, o rozwiniętej kulturze i cywilizacji.

O tym cudzie historii, którego doświadczył lud Izraela, pisze znany teolog F. Rienecker:

„Jest to cud, że Izrael mimo rozproszenia, trwającego setki lat, wciąż istnieje, podczas kiedy inne ludy starożytności wyginęły. Narody żyjące w czasach proroków m.in. Egipcjanie, Asyryjczycy, Babilończycy, Persowie, Grecy, Rzymianie, już nie egzystują jako ludy w ówczesnej formie. Tylko Żydzi trwają cały czas jako świadkowie prawdy zawartej w pismach”.

Dodać do tego trzeba jeszcze, że żaden naród w historii świata nie był tak zaciekle prześladowany jak Żydzi, czego kulminacją było to, co się działo podczas Drugiej Wojny Światowej.

2. PROROCTWO O POWSZECHNOŚCI WIARY W BOGA JAHWE NA CAŁYM ŚWIECIE.

Wszyscy wiedzą, że jedną z cech Pisma Świętego są licznie występujące w nim proroctwa. W przypadku wielu z nich można wysuwać dwa zarzuty. Pierwszy mówi o tym, że proroctwo zostało spisane po wydarzeniu które przewiduje. Zarzut ten przytacza się np. w odniesieniu do Księgi Daniela, która to wbrew pozorom nie jest księgą prorocką, lecz apokaliptyczną. Drugi zarzut mówi, że np. dana osoba umyślnie zachowała się w określony sposób, aby w ten sposób proroctwo wypełnić. Istnieje jednak w ST proroctwo (jedno z największych), któremu nie można w żaden sposób postawić tych zarzutów. Wskazuje ono na to, że wiara w Boga Jahwe (wyznawana tylko przez małą grupkę Żydów) miała rozejść się po całym świecie. Kilka cytatów:

Nie będziesz więc odtąd nazywał się Abram, lecz imię twoje będzie Abraham, bo uczynię ciebie ojcem mnóstwa narodów (Rdz 17:5)

Przez ciebie będą otrzymywały błogosławieństwo ludy całej ziemi (Rdz 12:3)

A potomstwo twe będzie tak liczne jak proch ziemi, ty zaś rozprzestrzenisz się na zachód i na wschód, na północ i na południe; wszystkie plemiona ziemi otrzymają błogosławieństwo przez ciebie i przez twych potomków. (Rdz 28:14)

Wszystkie ludy ziemi będą sobie życzyć szczęścia [takiego, jakie jest udziałem] twego potomstwa, dlatego że usłuchałeś mego rozkazu (Rdz 22:18)

A mówił: «To zbyt mało, iż jesteś Mi Sługą dla podźwignięcia pokoleń Jakuba i sprowadzenia ocalałych z Izraela! Ustanowię cię światłością dla pogan, aby moje zbawienie dotarło aż do krańców ziemi (Iz 42:6)

No i teraz pytanie: jakie było prawdopodobieństwo, że to właśnie ta niezwykła wiara żydów rozejdzie się po całym świecie tak, jak to zostało przepowiedziane na wieki przed chrześcijaństwem? Tym bardziej, że w tamtych czasach istniała ogromna ilość różnych bóstw, których liczba wyznawców przekraczała niewyobrażalnie liczbę czcicieli Jahwe. Patrz np. kult Marduka w potężnym Babilonie. Dziś nie ma ani wyznawców Marduka, ani Babilonu.

3. NIEZWYKŁOŚĆ MONOTEIZMU WŚRÓD ŻYDÓW W CZASACH POWSZECHNEGO POLITEIZMU.

Mały i pogardzany naród izraelski w ciągu swoich dziejów miał zawsze świadomość wielkiej misji powierzonej mu przez Boga; panowało powszechne przekonanie, że to właśnie w tym narodzie przyjdzie na świat oczekiwany Mesjasz. Izraelici całą swoją nadzieję pokładali w wypełnieniu się tego proroctwa. To, co najbardziej zdumiewa historyków religii, to fakt, że Izrael od początku swoich dziejów wierzył tylko w jednego Boga, chociaż wszystkie starożytne religie oddawały cześć wielu bogom. Narody, które stworzyły całą kulturę i cywilizację starożytną, przewyższały Hebrajczyków we wszystkich dziedzinach życia (m.in. w sztuce, filozofii oraz technice), tylko w dziedzinie religii lud izraelski miał nieskończenie doskonalsze pojęcie Boga, który jest jedynym, świętym i sprawiedliwym Stwórcą oraz Panem całej stworzonej rzeczywistości.

Jest to Bóg, który stworzył całą przyrodę – a więc przyroda nie jest Bogiem, lecz stworzeniem. Wszystkie natomiast starożytne religie ukazywały całą przyrodę jako rzeczywistość, gdzie działają magiczne moce, gdzie roi się od wielu bogów, którymi są również gwiazdy i księżyc. Tymczasem dla prostego ludu izraelskiego słońce, gwiazdy, planety i wszystko, co istnieje, jest dziełem jednego Boga.

„ Pilnie się wystrzegajcie – skoroście nie widzieli żadnej postaci w dniu, w którym mówił do was Pan spośród ognia na Horebie – abyście nie postąpili niegodziwie i nie uczynili sobie rzeźby przedstawiającej podobiznę mężczyzny lub kobiety, podobiznę jakiegokolwiek zwierzęcia, które jest na ziemi, podobiznę jakiegokolwiek ptaka,latającego pod niebem, podobiznę czegokolwiek, co pełza po ziemi, podobiznę ryby, która jest w wodach – pod ziemią. Gdy podniesiesz oczy ku niebu i ujrzysz słonce, księżyc i gwiazdy i wszystkie zastępy nieba, abyś nie pozwolił się zwieść, nie oddawał im pokłon i nie służył…” [Pwt 4:15-25]

Żydom nie wolno było ani oddawać czci ciałom niebieskim, ani nie mogli tworzyć sobie posążków Boga Jahwe, ani nawet nie mogli wymawiać imienia Pana Boga swego. Wszystko to dla ludzi tamtych czasów było niewyobrażalnie uciążliwe. Sami sobie stworzyli takiego „niewygodnego” Boga?

4. UZNANIE CZŁOWIEKA ZA BOGA W NAJMNIEJ PRAWDOPODOBNYM MIEJSCU.

Chrześcijaństwo zaczęło się wśród Żydów, a gdzie jak gdzie, ale szczególnie właśnie w tym narodzie nie była możliwa deifikacja, ubóstwienie człowieka. Jeżeli jednak mimo to niektórzy Żydzi uznawali Jezusa z Nazaretu za Boga (a takich Żydów było tysiące), to mogli uczynić to tylko na podstawie jakichś nadzwyczajnych dowodów.

Myśl tę trafnie wyraża jeden z racjonalistycznych uczonych, Couchoud:

„W wielu krajach Imperium było rzeczą możliwą uznać za Boga zwyczajnego człowieka. Ale w jednym nie było to możliwe, a mianowicie w Palestynie. Żydzi bowiem adorowali Jahwe, Boga jedynego, transcendentalnego, nieznanego, którego nie wolno było odtworzyć na obrazie, którego imienia nie wymieniano, oddzielonego niezgłębionymi przepaściami od wszelkiego stworzenia.

Przyrównać Jahwe do jakiegokolwiek stworzenia byłoby największym świętokradztwem. Żydzi czcili cesarza, ale daliby się raczej porąbać w kawałki, niż bodaj półgłosem wyznać, że cesarz jest Bogiem. Daliby się też raczej porąbać w kawałki, niż powiedzieliby to samo o Mesjaszu.

Jakże więc jeden z pierwszych chrześcijan, jakiego znamy, Hebrajczyk z Hebrajczyków (tj. św. Paweł), zdolny byłby połączyć człowieka z Jahwe w sposób zupełnie naturalny? Oto cud, przeciwko któremu ja się buntuję… Byłoby zaiste brakiem rozumu przeciwstawiać się apoteozie cesarza, i to za cenę życia, by potem zastąpić ją apoteozą jednego z poddanych. Czyż o rzemieślniku, którym był Jezus, Paweł mógłby powiedzieć: „A każdy kto wzywa Imienia Pańskiego, zbawion będzie” (Rz 10,13; por. Jl 3,5) albo „Aby na imię Jezusa zginało się wszelkie kolano” (Flp 2,10; por. Iz 45,23), skoro Pismo św. mówi te rzeczy o Bogu?”

Couchoud starał się wybrnąć z tego impasu poprzez zaprzeczanie historyczności Jezusa. Obecnie jednak nawet najbardziej ateistyczni historycy zajmujący się Nowym Testamentem czy Wczesnym Chrześcijaństwem stwierdzają jednomyślnie, że Nazarejczyk istniał. Faktem jest również to, że Pierwotny Kościół miał swoją siedzibę w Jerozolimie (i musiał składać się niemal wyłącznie z Żydów), św Paweł, który ubóstwił w swoich listach Jezusa był wykształconym Żydem, jak i to, że NT w ogólności mówi o Jezusie jako Bogu.

To uznanie za Boga Człowieka pochodzącego z Palestyny jest jeszcze niezwykłe z innego powodu. Jezusa stawia się na równi z innymi założycielami religii: Konfucjuszem, Buddą, Mahometem i innymi. Wyznawcy tych ostatnich nie zrobili jednak z nich bogów, choć w ich przypadku byłoby to dużo łatwiejsze (i bardziej prawdopodobne) niż w przypadku Jezusa wywodzącego się z ultra-monoteistycznej Palestyny, gdzie nie można było nawet wymawiać imienia Boga. Jak to powiedział G.K. Chesterton w swoim wybitnym „Człowieku wiekuistym”:

Nawet gdyby Kościół nie zrozumiał, o co Chrystusowi chodziło, byłoby przecież prawdą, że żadna historyczna tradycja poza Kościołem nigdy nie popełniła takiej pomyłki. Mahometanie nie zrozumieli Mahometa opacznie i nie przypuszczali, że jest on Allachem. Żydzi nie poddali błędnej interpretacji słów Mojżesza i nie utożsamiali go z Jahwe. Dlaczego zatem to jedno roszczenie miałoby zostać wyolbrzymione, skoro podobnego do niego nikt inny nigdy nie zgłaszał?

5. ZADZIWIAJĄCE IMIĘ BOGA.

13 Mojżesz zaś rzekł Bogu: «Oto pójdę do Izraelitów i powiem im: Bóg ojców naszych posłał mię do was. Lecz gdy oni mnie zapytają, jakie jest Jego imię, to cóż im mam powiedzieć?» 14 5 Odpowiedział Bóg Mojżeszowi: «JESTEM, KTÓRY JESTEM (hebr. Ehjeh aszer ehjeh, gr. ego eimi ho on, łac. ego sum qui sum)». I dodał: «Tak powiesz synom Izraela: JESTEM posłał mnie do was». 15 Mówił dalej Bóg do Mojżesza: «Tak powiesz Izraelitom: „JESTEM, Bóg ojców waszych, Bóg Abrahama, Bóg Izaaka i Bóg Jakuba posłał mnie do was. To jest imię moje na wieki i to jest moje zawołanie na najdalsze pokolenia. (WJ 3:13-15)

Marduk (sum. damar-dutu, tłum. „Młody byczek boga Utu”);

Uranos (także Uran, Niebo; gr. Οὐρανός Ouranós, łac. Uranus, Caelus ‘niebo’) – w mitologii greckiej bóg i uosobienie nieba;

Gaja (gr. Γαῖα Gaía, Gḗ ‘Ziemia’, łac. Tellus, Terra) – w mitologii greckiej Ziemia-Matka;

Chronos (gr. Χρόνος Chrónos – „Czas”, łac. Chronus) – bóg w mitologii greckiej, uważany za personifikację Czasu;

Temida (gr. Θέμις Thémis, łac. Themis) – w mitologii greckiej bogini i uosobienie sprawiedliwości, prawa i wiecznego porządku;

Helios (także Słońce, Helius; gr. Ἥλιος Hḗlios ‘Słońce’, łac. Sol ‘Słońce’) – w mitologii greckiej bóg i uosobienie Słońca;

Eos (także Świt, Jutrzenka; gr. Ἠώς Ēṓs ‘jutrzenka’, łac. Aurora ‘jutrzenka’, ‘zorza’) – w mitologii greckiej bogini i uosobienie zorzy porannej, brzasku i świtu;

Selene (także Księżyc; gr. Σελήνη Selḗnē ‘Księżyc’, łac. Luna ‘Księżyc’) – w mitologii greckiej bogini i uosobienie Księżyca;

Hades (także Pluton; gr. Ἅιδης/ᾍδης Háidēs, Ἀίδης Áidēs, Ἀΐδης Aḯdēs ‘niewidzialny’, łac Pluto) – w mitologii greckiej bóg podziemnego świata zmarłych;

Hestia (gr. Ἑστία Hestía ‘ognisko domowe’, łac. Vesta);

Metyda (także Metis, Rozsądek, Roztropność; gr. Μητις Mētis, łac. Metis ‘Roztropność’, ‘Rozwaga’, ‘Rozum’, ‘Przebiegłość’) – w mitologii greckiej jedna z okeanid; bogini i uosobienie roztropności (w pozytywnym znaczeniu) i przewrotności (w negatywnym znaczeniu);

Apollo (gr. Ἀπόλλων Apóllōn, zwany też Φοῖβος Phoibos ‘Jaśniejący’, łac. Apollo) – w mitologii greckiej syn Zeusa i Leto.

Bogowie w mitologii starożytnej stanowili personifikację czy uosobienia czasu, sprawiedliwości, księżyca itp. Byli nierozerwalnie związani z tym światem. Stąd takie można by powiedzieć imiona na „jedno kopyto”. Brak świata oznacza brak bogów, czyli inaczej jak to było w monoteizmie Żydów, gdzie Bóg jest „Święty”, co oznaczało oddzielny od świata, transcendentny.

6. PATRZĄC TYLKO I WYŁĄCZNIE Z PUNKTU WIDZENIA HISTORII LITERATURY BIBLIA JEST NIEZWYKŁA.

Parę słów o czymś, o czym najczęściej zapominamy wszyscy, i to zarówno wierzący, jak i niewierzący, chrześcijanie i ateiści. Biblia, nawet rozważana jedynie z punktu widzenia historyka kultury czy literatury, stanowi zjawisko jedyne w naszych dziejach. W ciągu dwudziestu wieków naszej ery nie było innego dzieła, czy zespołu dzieł literackich, który by miał tak licznych czytelników, żadnego nie  przepisywano, a później nie wydawano drukiem tak wiele razy, żadnego nie tłumaczono na tyle języków. Wpływy i najróżniejsze echa biblijne odnajdujemy na każdym kroku w naszej sztuce, literaturze, sposobie myślenia, a nawet w nawykach językowych. Mówimy na przykład nieraz o „faryzejskiej obłudzie” lub o „ludziach dobrej woli” nie zastanawiając się wcale nad pochodzeniem tych wyrażeń. A Władysław Gomułka „Wiesław” powiedział w którymś ze swoich przemówień: „Jak mówi przysłowie, nie samym chlebem człowiek żyje”. I na pewno zdziwiłby się bardzo, gdyby mu ktoś wytknął, że cytuje tu wcale nie polskie przysłowie, ale Pismo Święte, i to aż trzy jego księgi naraz (Mt 4,4; Łk 4,4; Pwt 8,3 ). Fragment książki „Jak zrozumieć Pismo Święte” – A. Świderkówna

time_machine_by_sparco2-d5d5jwc

Dzisiaj krytycy formaliści (mowa o zwolennikach tzw. Formgeschichte – przyp. red.) twierdzą, że informacje zawarte w Ewangelii, zanim zostały spisane, były przekazywane z ust do ust. Mimo iż okres ten był znacznie krótszy niż pierwotnie sądzono (20-70 lat a nie nawet 100-150 jak kiedyś uważano), twierdzą, że zapis Ewangelii przybrał formę literatury ludowej (legend, baśni, mitów i przypowieści).

Jednym z głównych argumentów przeciw twierdzeniu formalistów o rozwoju tradycji ustnej jest fakt, że aby dokonały się rzekome zmiany w ustnych przekazach, musi upłynąć znacznie więcej czasu. Nawiązując do krótkotrwałości okresu, związanego ze spisaniem Nowego Testamentu, profesor Simon Kistenmaker, biblista z Dordt College, pisze:

„Zwykle ukształtowanie się folkloru wśród prymitywnych ludów trwa wiele pokoleń; jest to stopniowy proces, rozłożony na wiele stuleci. Zgodnie ze sposobem myślenia formalistów musielibyśmy dojść do wniosku, że relacje ewangeliczne zostały stworzone i zebrane w ciągu zaledwie jednego pokolenia. Według podejścia formalistów formowanie poszczególnych części Ewangelii musiałoby być rozumiane jako skrócony proces zachodzący w ostro przyspieszonym tempie”.

A.H. McNeile, były profesor teologii na Uniwersytecie Dublińskim, kwestionuje koncepcję formalistów dotyczącą tradycji ustnej. Wskazuje, że formaliści nie zajmują się nazbyt dokładnie tradycją związaną ze słowami Jezusa. Uważne przestudiowanie Pierwszego Listu do Koryntian (por. 7,10.12.25) dowodzi pieczołowitego kultywowania i istnienia prawdziwej tradycji zapisywania Jego słów. W religii żydowskiej istniał wśród uczniów bardzo rozwinięty zwyczaj zapamiętywania nauk rabina. Dobry uczeń był niczym „zagipsowane naczynie, które nie uroni ani kropli” (Miszna, Abot, ii, 8).

Jeśli przyjmiemy teorię C.F. Burneya, przedstawioną w książce The Poetry of Our Lord (Poezja naszego Pana), wydanej w 1925 r., możemy założyć, że większość nauki Jezusa miała formę poezji aramejskiej, co sprawiało, że łatwiej można je było zapamiętać.

Paul L. Maier, profesor historii starożytnej na Uniwersytecie w Michigan, pisze:

„Argumenty, jakoby chrześcijaństwo tworzyło mit Wielkanocy w ciągu bardzo długiego czasu lub że źródła zostały spisane wiele lat po wydarzeniach, są po prostu niezgodne z faktami”.

Analizując krytykę formalistów, także Albright – który był jednym z najświetniejszych archeologów zajmujących się tematyką związaną z wydarzeniami opisanymi w Biblii –  napisał:

„Tylko współcześni uczeni, którzy nie stosują ani metody historycznej, ani perspektywy, mogli wysnuć taką sieć spekulacji, w którą zwolennicy Formgeschichte zaplątali tradycję ewangeliczną”. Wniosek Albrighta był następujący: „okres od dwudziestu do pięćdziesięciu lat jest zbyt krótki, aby doszło do jakichkolwiek dostrzegalnych zafałszowań pierwotnej treści, a nawet przekręcenia oryginalnych sformułowań użytych przez Jezusa”.

>>NAOCZNI ŚWIADKOWIE<<

Innym mocnym argumentem przeczącym hipotezie o tym, że NT to legendy są te fragmenty NT, mówiące o naocznych świadkach, którzy widzieli Jezusa po jego ukrzyżowaniu.

Jednego z najwcześniejszych zapisów o ukazaniu się Chrystusa po zmartwychwstaniu dokonał św. Paweł. Apostoł zwraca się do swoich czytelników odwołując się do ich znajomości faktu, że Chrystusa widziało pewnego razu ponad pięciuset ludzi równocześnie. Paweł przypomina, że większość z tych ludzi ciągle żyje i że można ich o to zapytać.

„Przede wszystkim przekazałem wam naukę, którą przyjąłem z tradycji, a mianowicie, że Chrystus umarł za nasze grzechy, zgodnie z zapowiedzią Pisma, że został pogrzebany, trzeciego dnia zmartwychwstał, zgodnie z zapowiedzią Pisma, ukazał się Kefasowi, potem Dwunastu, następnie przeszło pięciuset braciom, z których większość żyje dotąd, a niektórzy pomarli. Potem ukazał się Jakubowi, następnie wszystkim apostołom, a na koniec mnie jako poronionemu płodowi” (1 Kor 15, 3-8).

Jest to świadectwo bardzo wymowne, zwłaszcza, gdy uwzględni się fakt, że Pierwszy List do Koryntian jest dokumentem autentycznym oraz to, że czas jego napisania określa się na ok. 56 rok naszej ery. Apostoł jednak we wstępie rozdziału piętnastego podkreśla, że on nie tylko już poprzednio podał odbiorcom listu te informacje ustnie, ale że sam przejął te wiadomości: prawdopodobnie od tych, którzy już przed nim byli apostołami (Gal 1,18-19). Powoduje to cofnięcie się, bliżej czasu ukrzyżowania Chrystusa (według niektórych historyków nawet na lata 30-35 n.e. – wtedy najprawdopodobniej powstało to wyznanie wiary, które św. Paweł tylko przytacza w swoim liście) co pokazuje nam, że wiara w śmierć i zmartwychwstanie Jezusa nie rozwijała się stopniowo, co sugerowałoby mitologizacje, tylko istniała praktycznie od samego początku.

Dr Erwin M. Yamauchi, profesor historii Uniwersytetu Miami – jednej z najlepszych uczelni publicznych USA, na której kształcił się min. były Premier Korei Pd. Chung Un-chan:

„Specjalnego autorytetu – jako historycznemu materiałowi dowodowemu – nadaje tej liście (świadków) wzmianka, że większość z tych pięciuset braci jeszcze żyje. Brzmi to, jakby Paweł mówił: jeżeli mi nie wierzycie, możecie ich zapytać. Takie stwierdzenie w wyraźnie autentycznym liście, napisanym w trzydzieści lat od owych wydarzeń, jest tak silnym dowodem wydarzenia, które miało miejsce przed prawie dwoma tysiącami lat, jak tylko można by się spodziewać”.

Dr J. N. D. Anderson – kierownik Instytutu Zaawansowanych Studiów Prawniczych Uniwersytetu Londyńskiego – stwierdza: „Jest niemalże bezsensowne mówić o legendzie, gdy ma się do czynienia z naocznymi świadkami”.

>>JEZUS A INNI ZAŁOŻYCIELE RELIGII<<

A jak wygląda porównanie wiarygodności biografii Chrystusa do innych założycieli religii? Ponownie Edwin Yamauchi:

“Gdy zaczyna się jakiś nowy ruch religijny, często dopiero wiele pokoleń później ludzie zaczynają spisywać związane z nim informacje. Faktem jest jednak, że posiadamy lepszą dokumentację historyczną dla Jezusa niż dla założyciela jakiejkolwiek innej starożytnej religii (…) Na przykład Gaty Zaratusztry, około 1000 lat przed Chrystusem, uważa się za autentyczne, większość z nich została spisana dopiero po trzecim wieku po Chrystusie. Nauki Buddy, który żył w szóstym wieku przed Chrystusem, zostały spisane dopiero w epoce chrześcijaństwa. Chociaż posiadamy słowa Mahometa (570-632 n.e.) w Koranie, jego biografia została napisana dopiero w roku 767, ponad wiek po jego śmierci. Dlatego sytuacja z Jezusem jest tak wyjątkowa, powiedziałbym  uderzająca, gdy weźmiemy pod uwagę jak wiele dowiadujemy się o nim z NT”.

>>> Według Kazimierza Romaniuka, biblisty – który dokonał samodzielnego tłumaczenia Pisma Świętego z języków oryginalnych, które wydał pod tytułem Biblia warszawsko-praska – krytyka zastosowania powyższej metody FG w określaniu genezy Ewangelii skupia się w trzech obszarach:

1. Aprioryczne traktowanie Ewangelii jako ahistorycznych i będących wyłącznie wyrazem subiektywnych przekonań gminy chrześcijańskiej. Krytycy nadmiernego użycia FG podkreślają, że bez wiedzy o „Jezusie historii” niemożliwy byłby do odczytania obraz „Chrystusa wiary”.

2. Minimalizowanie roli ewangelistów i niedowartościowanie roli naocznych świadków.

3. Wyolbrzymianie roli tzw. wiary wielkanocnej – w świetle której cały kerygmat wczesnych chrześcijan miałby się skupiać na stwierdzeniu, że Jezus umarł i zmartwychwstał dla naszego zbawienia.

Opracowano min. na podstawie: „WIĘCEJ NIŻ CIEŚLA” – JOSHA McDOWELL’a

ZOBACZ TAKŻE–> http://pl.wikipedia.org/wiki/Metoda_historii_form